Napisane przez: torlin | 18/11/2010

3 typy śmieszności praw autorskich

W poprzedniej notce został poruszony bardzo ciekawy temat – praw autorskich. I jak z każdym pobożnym życzeniem, że wszyscy mają być uczciwi, płacący podatki i niepalący, jak z każdą ideą, pokazującą Eden na naszej zmurszałej Ziemi – nic nie chce się cholercia sprawdzać. Ludzie piją, jeżdżą na rowerach bez świateł, przechodzą na czerwonym świetle i jeżdżą na motocyklach bez kasków i z zawrotną prędkością. I nic się na to nie poradzi, nie postawi się policjanta przy każdym z nas. I tak samo jest z prawami autorskimi. Fundamentalista natychmiast powie, że absolutnie należy całkowicie przestrzegać praw autorskich, nie ma od tego odwołania i nie można robić wyjątków. A dla mnie momentami graniczy to ze śmiesznością. I tak jest z trzema typami „nietypowymi”. No to do roboty.

Typ 1

Mały twórca niszowy został rozpropagowany medialnie na cały świat i żąda od tego człowiek, który to zrobił dużych sum pieniędzy. Można do tego typu podciągnąć właśnie twórców Polskiego Słownika Biograficznego – jakie tu są prawa autorskie? Twórców notek biograficznych? Moim zdaniem oni nie mają najmniejszych praw, bo otrzymali pieniądze „za dzieło” i jeżeli już, to prawa nabył wydawca. Ale jeżeli już – to ich dzieło będzie rozpropagowane na cały świat, a przy postępującym unowocześnieniu zdolności translatorskich komputera nawet język polski nie będzie problemem. Oni powinni się cieszyć z tego, a nie natychmiast żądać pieniędzy.

Typ 2

Na podstawie czyjegoś pomysłu ktoś robi jakąś rzecz atrakcyjną. Najlepiej to widać po Szekspirze (ja wiem o 50 latach), ale czy nie wspaniały był „Romeo i Julia” Luhrmanna? A „Rosencrantz i Guildenstern nie żyją” Stopparda? Mnóstwo razy artyści  zmieniają utwory, unowocześniają, przedrzeźniają, robią z tego utwory satyryczne. Takim pięknym przykładem są „Piejo kury piejo” Grzegorza z Ciechowa, Anna Malec stała się słynna na całą Polskę. I nic nie dało tłumaczenie, że trzymanie archiwalnych nagrań pod kluczem jest bez sensu, bo tego nikt już właściwie nie słucha. Grzegorz z jakiegoś chóru dał trzy wyrazy, powtarzane w utworze wielokrotnie, już jest krzyk o prawach autorskich. A co z utworami muzycznymi opartymi na kwestiach z Klossa?

I typ 3.

Ja wiem, że są one bardzo zbliżone do siebie, nie mają ostrych granic. Ten typ spotyka się przede wszystkim w muzyce, ale czasami i w poezji, czasami w malarstwie. Jest to nieświadome wywołanie w pamięci czyjegoś pomysłu jako swojego własnego. Ciągle czytamy, że jakiś lokalny twórca np. z Cypru twierdzi, że on pierwszy napisał utwór, teraz słynny na cały świat. Dotykało to największych. George Harrison nagrywając „My Sweet Lord” wziął nieświadomie kilka nut z piosenki żeńskiego zespołu lat 60. The Chiffons – „He’s So Fine”, i przegrał proces o plagiat.

Reklamy

Responses

  1. W przypadku słownika prawa ma wydawca i on tu decyduje (chyba że w umowach z piszącymi było powiedziane, że trzeba ich pytać o pozwolenie – w co wątpię). Więc nie wiem, o co raban. 🙂

  2. Dla ciszy przełamania, panie Hoko 🙂

  3. Jest problem:

    Krzysztof Woźniakowski:

    W 1989 r. rozpoczęto druk reprintu słownika, wydawanego wtedy przez Ossolineum. Ukazało się 18 tomów i edycja została zawieszona…

    Andrzej Romanowski:

    Spowodował to problem praw autorskich. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że chodzi nie tylko o konkretne osoby autorów, ale także o ich spadkobierców, których prawa autorskie trwają 75 lat. Obecnie planujemy raczej wersję elektroniczną „Słownika”, możliwą do udostępnienia w Internecie.

    http://www.ap.krakow.pl/konspekt/19/gosc19.html

  4. Torlinie
    Praw autorskich trzeba przestrzegać. Nie można zarabiać na cudzej pracy i talencie nie dzieląc się pieniędzmi. Zaznaczam, że jest to deklaracja moralna, bo nie mam większego pojęcia o zawiłościach prawnych ochrony praw autorskich.
    Pozdrawiam

  5. Ech zawiłe te paragrafy… i typy też 🙂

    Poki co – nic nie rodzi się w próżni. Cała historia sztuki (a ogólniej – kultury) to jeden wielki ciąg zapożyczeń.
    Zresztą, nie trzeba prawa, aby każdy z nas wyczuwał jak od strony etycznej przedstawia się dane zapożyczenie, (które niekiedy jest plagiatem, a niekiedy nie).
    A co z inspiracją?

  6. Dziękuję wszystkim. Myślałem, że wywołam jakąś dyskusję, ale mi się nie udało. Kartka wspomniał o moralności, ja tutaj wspomniałem o pewnym dylemacie moralnym (moim zdaniem), w którym człowiek pod wpływem okoliczności (czasami również świadomie), wykorzystując – nazwijmy to ekonomicznie – rentę frazy żądają nieadekwatnych pieniędzy. Wszystko jest niby zgodne z prawem, spadkobiercy mają prawo, tak samo jak nieznany autor z Cypru ma prawo żądać od np. Umberto Eco wielomilionowych sum (może utraty korzyści? 😦 ), bo on w jakiejś książce na Cyprze w dwutysięcznym nakładzie opisał identycznie jakąś kwestię lub miał ten sam pomysł na książkę.
    To samo z muzyką, to chyba Eric Clapton powiedział, że wszystkie piosenki zostały już właściwie napisane, i pozostaje jedynie sprawa aranżacji i interpretacji.
    Wracając do naszych baranów. Ludzie piszący biogramy i ich spadkobiercy myślą tylko o pieniądzach, a nie o płodach myśli. Ja byłbym dumny, gdyby moje prace były w Internecie dostępne dla wszystkich, mając już je opłacone.

  7. „Ludzie piszący biogramy i ich spadkobiercy myślą tylko o pieniądzach, a nie o płodach myśli. ”

    Torlinie, ja znam potworniejsze i bardziej odrażające przypadki. Np. lekarzy, niepomnych tego, że leczenie jest misją i służbą ludzkości i domagających się wciąż pieniędzy. Jakby nie był to wystarczyjący powód do dumy – móc pomóc drugiemu człowiekowi, dziecku może, albo staruczce ubogiej. To wstrętne, ale wciąż się zdarzają przypadki chęci wzbogacenia się na cudzym bólu i nieszczęściu.

    Podobno istnieją też artyści, którzy zamiast czerpać swą radość z tego, że ich obrazy cieszą oko bliźniego, domagają się zapłaty, co jest przyziemne.

    A szczytem wszystkiego są dla mnie strażacy, pomoc pogożelcom jest ludzkim odruchem, powinni być dumni z tego co robią. Jakże często jednak myślą oni o pieniądzach!

    A jak się głębiej zastanowię, to nauczanie, podobnie jak kapłaństwo jest powołaniem.

  8. Wtrącę swoje trzy grosze-wcześniej chciałam poczytać dyskusję.
    Przykład: wymyśiłam coś moim zdaniem nowego.
    Wyszystko już było, a więc to nowe nie jest- wyciągnęłam np. z lamusa technikę papieru( Chińczycy go wynaleźli) ręcznie czerpanego,zrobiłam kilka wystaw.
    Ale już w trakcie tych prac- wpuściłam kogoś z mojego zawodu do pracowni.
    Po krótkim czasie się okazało,że moje prace są powielane, wg.mnie nieudolnie.
    Co robić z takim fantem?
    Nie wpuszczać konkurencji do pracowni.

  9. Albo Babko zerżnąć od konkurencji.
    Telemachu, zrobiłeś z tego satyrę, jakobym ja się opowiadał za charytatywnością wszelkiej aktywności człowieka. Zauważ, że ja cięgiem piszę o ludziach, którzy albo nic nie mają ze swoich płodów, bo są nikomu nie znane, albo mieli za to wcześniej zapłacone. Przykłady z lekarzami, strażakami i artystami sprzedającymi swoją twórczość są pudłem, bo ja w ogóle nie poddaję w wątpliwość Twoich tez.
    Powtarzam – mówię o artystach niszowych, którzy kiedyś coś tam wymyślili, a teraz ich twórczość zna 15 – 100 osób. I raptem ktoś albo korzysta z ich np. nagrań (jak Malec i Ciechowski) i robi przebój na całą Polskę, albo udostępnia ich twórczość całemu społeczeństwu (jak w przypadku PSB). I wtedy to uważam za żałosne natychmiastowe żądanie pieniędzy, jak ten chór, któremu Ciechowski zabrał trzy słowa piosenki i natychmiast z tamtej strony padło żądanie rekompensaty.

  10. Torlinie, zrobiłem z tego satyrę, bo – chociaż po części podzielam Twój punkt widzenia – generalnie uważam, że każdy powinien robić swoje, a nie cudze.

    Jak również, że decyzja, czy twórca chce być wynagrodzony, czy też woli za darmo, powinna być pozostawiona jemu właśnie.

    Argument, że „powinni się cieszyć, że mogą zaistnieć” do mnie nie przemawia. Widocznie to im nie wystarcza – i to ich święte prawo, aby się z szczodrym szafowaniem ich twórczością przez innych, nie zgadzać.

    Proponuję, aby każdy kto uważa, że jego dokonania są coś warte, sam decydował o wysokości honorarium, które pragnie otrzymać. Najwyżej nie dostanie! Rezygnowanie z tegoż w czyimś imieniu uważam za problematyczne.

  11. Zgadzam się ze stwierdzeniem Telemacha, że „…każdy kto uważa, że jego dokonania są coś warte, sam decydował o wysokości honorarium, które pragnie otrzymać. Najwyżej nie dostanie…” Niestety podbieranie cudzej wlasności, korzystanie z niej – a tym jest tworczość – nawet bez zdawkowego pytania nabrało wymiarów epidemii. Pasożytnictwo stało się normą.
    Zdaję sobie sprawę z przesadności i nadużywania ochrony praw autorskich o czym piszesz Torlinie ale ochrona musi być. Nożna co najwyżej dyskutować o jej zakresie. Nie po to ludzie tworzą, pracują by potem wychodzili na politowania godnych frajerów.
    Pozdrawiam

  12. Torlinie, tu jest trochę pułapka, bo można sobie wyobrazić niszowego autora, którego powieść została splagiowana (nie ma podobno słowa „plagiatować”, tak słyszałem:)) i ten ktoś, kto jakies motywy/tematy/wątki/fragmenty jej przepisał/wykorzystał staje się sławny na cały świat.

    Ty każesz pierwotnemu twórcy być wdzięcznym, a ja się nie dziwię, że go szlag trafia, że ktoś nie dość, że z niego ściągnał, to i jeszcze popularny się stał (on nie)

    Można przenieść to na blog: ktoś napisze świetną rzetelną ciekawą notkę i np. ma dwa komentarze, ktoś napisze na ten sam temat, ale mniej rzetelnie, bardziej prowokacyjnie, ostro i ma komentarzy 100.

    ten pierwszy może być więc sfrustrowany, że chociaż jego tekst lepszy, to ten gorszy jest bardziej popularny a np. do pierwszego tekstu wtórny.

    Hm, cuś zagmatwałem chyba:)

  13. A swoją droga mogę jak zwykle troszkę szerzej i dygresyjnie temat potraktować, bo sprawa jest ciekawa, mnie nie tyle kwestia praw autorskich interesuje, co plagiatów:
    tu jako taka zachęta do dyskusji tekst Stommy:

    http://archiwum.polityka.pl/art/nie-wylewajcie,396864.html

    I tak się na marginesie zastanawiam, czy we wspólczesnym świecie (cytujesz Claptona, ale to samo można rozciągnąć na działalność naukową) innowacyjność jest możliwa, znaczy czy np. większość prac magisterskich (to na pewno), doktoratów (mam podejrzenia) nie jest zgrabnymi kompilacjami, bez jakegoś wkładu własnego autora, są za tem nie tyle plagiatami, co kolażami.

    Ale np. w sztuce kolaż to już jakiś gatunek nowy jest.

  14. Torlin, zerżnąć od konkurencji?A po co?
    Każde nie oryginalne dzieło, to kolejna popłuczyna.
    Ale dzisiaj np. wysłuchałam w TV audycji o dziewczynie-fotograficzce, której autorstwa autoportret został wydrukowany na T-shirtach w jakiejś firmie handlowej, która z kolei kupiła fotos w internecie.
    I to uważam za nieuczciwe.
    ** Grześ pisze o tematach na blogach.Ileż to razy się przymierzałam , a tu ktoś wcześniej, z zacięciem napisał o naszym sławnym znajomym.
    Mogę do siebie mieć pretensje, żem nie dość szybka w pisaniu,że mi się nie chciało itp.
    Czasem mi się na serio wydaje,że w sieci już wszystko napisano i to co wzbudza zachwyt i to co obrzydzenie …Pozdrawiam dyskutantów.
    A o prawa autorskie należy walczyć,ale na to potrzebna jest kasa i czas, bo nasza sprawiedliwość jest bardzo nierychliwa ,jeśli wierzyć,że podejrzanych trzyma się w pace bez procesów po kilka lat.

  15. Jeszcze parę słów:
    Torlinie!
    pisałeś kiedyś o meksykańskiej artystce Fridzie Kahlo.Gdybym nie poczytała archiwum Twojego bloga, nim tu dotarlam, mogłoby się zdarzyć,że podjęłabym ten sam temat, a znam go dość dobrze od mojej meksykańskiej kumy, mieszkającej w dzielnicy Coyoacan, tuż obok siedziby Friedy.Mam katalog Jej ostatniej wystawy.
    I co by się wtedy zdarzyło?
    Popełniłabym plagiat, czy tylko byłby to niefortunny zbieg okoliczności?

  16. No ale nie o to przecież chodzi. Ja mam na miałem na mysli zarabianie na cudzych pomysłach i pracy. Plagiaty naukowe czy szkolne to zupelnie inna para kaloszy.
    Pozdrawiam

  17. Słuchajcie, bo ja już nie umiem do Was przemawiać. Daję konkretny przykład

    wykorzystana jest tutaj postać, głos aktora i charakterystyczna muzyka. Jerzy Matuszkiewicz, Morgenstern czy Konic oraz Mikulski żądają pieniędzy. Czy słusznie?

  18. Plagiatów naukowych ponoć też jest sporo Kartko
    Ponoć(powtarzam za prasą) bywa,że promotor ściąga całe teksty swego podopiecznego. Tu coś zmioeni, tam coś poprzestawia…
    Ciekawam, jak się może bronić taki młody naukowiec u progu kariery?Przecież proces z promotorem już kładzie młodego na łopatki.
    Ciekawam Waszego zdania też na temat blogów.
    **
    Bywają takie, gdzie bloger tylko wstawia cudzy tekst, zazwyczaj osoby z dorobkiem naukowym, filozofa,psychologa itp.Trwa czasem burzliwa dyskusja,licznik bije(czytaj Grzesia), a naukowiec?
    Dawno umarł, albo zajęty ważniejszą i nowszym tematem.
    Czy to popularyzacja, czy nadużycie cudzuch praw autorskich?
    Ten , kto skopiował ponadto ma swego rodzaju misję- zazwyczaj via sieć chce wychowywać innych,ale samego go nie stać na nic oryginalnego.

  19. Torlinie!Ja uważam,że mają rację, w końcu to aktorzy i ich wizerunek.Proszę pamiętać,że im
    nie jest łatwo, jak np.publicystom.
    Powinni dostawać tantiemy.To są zazwyczaj groszowe wynagrodzenia.
    Dobranoc wszystkim.

  20. Wizerunek? A co z Warholem wykorzystującym Monroe? Do czego nas to zaprowadzi? Że nie będzie można zrobić zdjęć z warszawskiej ulicy, bo będą cywilni przechodnie, dzieła reklamowe. A jak się wyprodukuje pocztówkę z palmą Rajkowskiej, to trzeba jej zapłacić?
    Moim zdaniem Moi Przyjaciele blogowi wpadli w pułapkę hiperpoprawności. Tego się nie da osiągnąć we współczesnym świecie.
    I chyba najlepiej skomentowała to właśnie Joanna Rajkowska: „W momencie, gdy postawiłam palmę w przestrzeni publicznej, oddałam ją niejako w społeczne posiadanie. To inni dopisują jej dalszą historię, tworzą nowe konteksty znaczeniowe, po prostu używają. A to dowodzi, że projekt żyje, budzi emocje, jest komuś potrzebny. I nie mam prawa w to się wtrącać”.
    I taki właśnie stosunek jest bliski mojemu sercu.

  21. Przykro mi Torlinie, ale uważam, że jeśli ktoś zarobił na pracy tworców „Stawki większej niż życie” to powinien się z nimi podzielić. O ile oczywiście się nie zrzekli praw np je sprzedając. Powinien zapytać czy może to zrobić i uzgodnić warunki. Powtarzam – jesli zarobił.
    Natomiast jeśli Joanna Rajkowska zrezygnowała z należnych jej tantiemów to jej sprawa. Można bez problemu zarabiać na jej pomyśle
    Nie uważam, że dzielenie się zarobionymi na cudzej pracy albo talencie pieniędzmi jest „poprawnością polityczną”. To przecież zwykła przyzwoitość.
    Pozdrawiam

  22. Torlinie, postawa Rajkowskiej bardzo mi się podoba, ale przykład kuleje. W zasadzie to nawet nie kuleje, tylko siedzi na wózku inwalidzkim. Otóż Rajkowska, podobnie jak wielu aktionistów popkultury żyje z tego, że jej wytwór jest powielany przez ku temu chętnych. Niebezpośrednio – ale żyje. To powielanie jest wkalkulowane w modus dystrybucji dzieła. Ono przyspaża jej popularności, umiejscawia ją w centrum uwagi, poprawia jej pozycję na rynku sztuki. Dlatego też jej zgoda jest racjonalna i logiczna. Jej nie ubywa, jej przybywa.

    Jest jednak sytuacją zupełnie odmienną, gdy ktoś sprzedaje nie tyle siebie, co swój produkt, a ten produkt okazuje się być jednak nieswój, nie jest wynikiem wyobraźni, wysiłku i pracy twórczej lecz frywolnego zapożyczenia od tego, kto tę pracę wykonał. To jest najzwyczajniej nieprzyzwoite.

    Innymi słowy: granica daje się łatwo wyznaczyć gdy przyjrzymy się temu, kto czerpie z czyjej pracy/działalności konkretne korzyści.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: