Napisane przez: torlin | 06/12/2010

Odkrywca – kierownik

Zdjęcie stąd

Wracając do Moniki Hozer. Na jej przykładzie możemy rozpatrzeć pewien problem ogólnoludzki, który najczęściej spotykamy w zespołach naukowych i w laboratoriach. Paradoks ten polega na tym, że sława z dokonanego odkrycia spada na osobę, której bardzo często nie ma w danej chwili z zespołem. Chcę dać przykład właśnie archeologii, bo tam jest to najczęściej spotykane. Na wykopaliskach dochodzi czasami rzeczywiście do sytuacji, że  ekipa dokonuje sensacyjnego odkrycia, a kierującego nie ma akurat na miejscu. Jednakże przyjęte jest, że laur przypada zawsze prowadzącemu badania, to na jego barki spada potem żmudna praca podsumowania badań i napisania sprawozdania. Jeszcze większym paradoksem bywa czasami fakt, że ktoś, kto nigdy nie widział stanowiska badawczego – pisze pracę naukową, i wnioski zawarte w danej publikacji są właśnie przez niego zaproponowane.

Można przeciw temu protestować, ale taki jest świat. I zawsze był. To Żukow przełamał front 9 Armii Polowej, chociaż go nie było ani razu po drugiej stronie Wisły. Chodziły słuchy, że Styka wynajmował pomocników do namalowania mniej ciekawych fragmentów „Panoramy Racławickiej”.

Wynika to chyba z tego, że ktoś musi za wszystko odpowiadać, a sukces jest wynikiem kooperatywy. Mało jest we współczesnym świecie miejsca dla samotnych strzelców, bo na to potrzeba nie tylko środków i mocnych komputerów, ale także po prostu zespołu badawczego. Inaczej mówiąc można osoby współpracujące uznać za osoby wynajęte przez prowadzącego badania. Można się przeciw temu krzywić, ale taki jest świat.

Reklamy

Responses

  1. Masz rację. Nie ma się co krzywić. Praktyka pokazuje, że przed przystąpieniem do działania niewielu jest chętnych, żeby poprowadzić zespół. Większość osób to przerasta, boją się odpowiedzialności. Niestety, po odniesieniu sukcesu, niektórzy z nich twierdzą, że poprowadziliby wszystko lepiej i w ogóle to im się należą wszelkie laury.

  2. No, bo grupa by być skuteczną musi być w taki czy inny sposób zhierarchizowana. Może to być hierarcha dyskretna w swym działaniu, może być nachalna, ale jest ona niezbędna.

    Najbardziej z pozoru płaskie struktury okazują się po głębsze analizie bardziej stożkowate niż otwarcie hierarchiczne. Pozorna płaskość polepsza samopoczucie uczestników, pozwala rzeczywistym przywódcom unikać ciosów i napięć, na które wystawione są szczyty jawnych hierarchii.

    Dobrze było by teraz tę moją indywidualną poważnie namaszczoną wypowiedz spuentować jakimś grubym żartem.

    Jest jednak rano, mózg dopiero się grzeje. Przydałby się dowcipny asystent. Nie ma takiego. Dowcipnej puenty nie będzie.

  3. Już podrzucam:

    A Tadzio Chyła to niegdyś nasz bnard uczelniany. Wyprorokował?

    ps. Dziś w „Przegladzie Tygodniowym” artykuł nawiązujący do poprzedniego wpisu Torlina .
    Tytuł:”My Narod Ślaski”.Pozdrowienia.

  4. Poza tym może tkwi w nas monarchistyczny atawizm w tym sensie, że wygodnie jest nam personifikować zbiorowe działania.

    Rezygnujemy lekko, z jeśli nie wątpliwego to w każdym razie nie ekskluzywnego zaszczytu, jakim jest udział w zbiorowym sukcesie zabezpieczając się przed odium porażki czy potępienia.

    Powiedzmy, że Pani Hozer w czymś strasznie się myli. Może myli się sama z siebie, ale może zmylili ją grzebacze prości, może grzebaki doktorantki, może docent Dłubacz habilitowany.

    Jeśli okaże się, że się myli będzie długo pośmiewiskiem środowiska. Nikt nie zaśmieje się na widok grzebacza prostego, nie zmaleje atrakcyjność poznawcza doktorantek a Dłubacz będzie jak był habilitowany.

  5. Każdy przykład traktowałbym osobno — bo są różne. W przypadku dowódców (ale też premierów, ministrów…) to często skrót myślowy, którzy wszyscy zainteresowani rozumieją. A przynajmniej tak się zdaje.

    W przypadku prac naukowych — to także kwestia rozplanowania zadań, relacji panujących w zespole, itp. Bo co, jeśli co prawda rozwiązania dodłubał się doktorant, skoro kierownik wskazał, gdzie dłubać?

    Nawiasem mówiąc, zasadniczo tenże kierownik powinien podkreślić wkład doktoranta. Wśród badaczy krążą odpowiednie zalecenia dotyczące etyki — nawet drukowane. Ale rzeczywistość i wzorce, chadzają różnymi drogami.

  6. Dzięki wszystkim.
    Nelu!
    Mimo wszystko moim ulubionym utworem Chyły będzie zawsze: „Cyyyyyyysorz to ma klawe życie, oraz wyżywienie klawe”.

    Bo ja wiem PAKu, czy to jest zawsze skrót myślowy. Widziałem taką komedię francuską, kiedy to w jakimś tam wieku żołnierz zdobył chorągiew wroga. Jego bezpośredni dowódca (odpowiednik naszego kaprala lub sierżanta) wyrwał mu ją i poleciał z tą flagą do swojego dowódcy. Ten poklepał go po ramieniu i zabrał mu ją i … i w skrócie … – następny dostał uściśnięcie dłoni, jeszcze następny order, a generał awans.
    No to Tes Tequ jesteśmy zgodni.
    Edwarze!
    Przy powiedzeniu: „Najbardziej z pozoru płaskie struktury okazują się po głębsze analizie bardziej stożkowate niż otwarcie hierarchiczne” chyba lekko przesadziłeś. Teraz na Zachodzie jest właśnie całkowicie nowy sposób podejścia do pracy i pracownika, nazwać to można kryterium zespołu zadaniowego. Grupa ludzi w firmie zakłada zespół przez siebie stworzony i dopasowany, od firmy otrzymuje zadania i środki na wykonanie tychże zadań. Grupa sama z siebie wybiera – ale nie kierownika – tylko osobę – nazwijmy to – łącznika ze światem (z resztą firmy) i osobą zlecającą, sama też decyduje o rozdysponowaniu przydzielonego budżetu i godzinach pracy. Jest rozliczana tylko z efektów. Taka jest przyszłość pracy zawodowej.
    Wówczas do podstawowych zadań menedżerów nie będzie jak dotąd kierowanie każdym ruchem kierownika i podległych jemu pracowników, a jedynie (należałoby raczej napisać „aż”) projektowanie reguł gry tak, aby kierownik i pracownicy mogli dać z siebie wszystko, co mają najlepszego, a rozliczani byliby dopiero po zakończeniu swojej pracy. Nie likwiduje to w żaden sposób kontroli ich poczynań przez menedżerów (Twoje stożkowe figury), ale byłaby ona jedynie dyskretną (można nazwać patronacką) i inspirującą. Związane jest to z angielskim terminem „empowering” oznaczającym proces uprawniania pracowników, w wyniku którego menedżerowie powierzają im nadzór nad pracami, aby mogli wnieść do firmy własną przedsiębiorczość i inwencję.
    Inaczej mówiąc w organizacji przyszłości wzrośnie rola swobodnej przedsiębiorczości pracowników, która będzie skutecznie konkurować z monopolem władzy funkcyjnej i kadrowej. Takie rewolucyjne zmiany w relacjach menedżerowie – pracownicy nie mogą pozostać bez wpływu na organizację i funkcjonowanie firmy. W ten sposób powstaje nowe zjawisko gospodarcze: „ucząca się organizacja”.

  7. Hm Torlinie

    Właśnie w czymś takim przez lat nieco uczestniczyłem.

    Mogę powiedzieć, że z punktu widzenia wielu juz osobników sformułowanie:

    „Teraz na Zachodzie jest właśnie całkowicie nowy sposób podejścia” itd. – sugerujące jakoby to była nowość roku – jest trochę pochopne.

    Nie wchodząc w szczegóły mogę powiedzieć, że jest TO SPOSÓB na tyle DOJRZAŁY, iż już wielu ludzi jest, ” jako te robaki, co wgryzły się w deskę i wypadły z drugiej strony”.

  8. Oczywiście Torlinie:

    Należy to o czym piszesz propagować,wprowadzać i egzekwować! Popieram! Czemu nie? Już choćby z tego powodu by nie być dziwolągiem. Dziwolągowatość na pewnym etapie przynosi straty w zyskach.

  9. Chciałbym być dobrze zrozumiany, dlatego wyjaśniam.
    Fabryki XIX wieku i potem taśma a la Ford, magistraty miast i urzędy gubernialne itd., itd. spełniły wspaniale swoją rolę. Jesteśmy beneficjentami ich ogromnego dorobku cywilizacyjnego.

    Trzeba jednak iść dalej.

    Jako świadek tego „już trochę dalej” a o czym napisał Torlin mogę powiedzieć, że żałuję, iż nie mam krzty talentu literackiego, bo jednak wiem, że można by napisać (i ktoś kiedyś napisze) nowy Płaszcz z Akakiuszem Akakiuszowiczem Kamaszkinem, nowego Rewizora, nowy Germinal.

    Chwała Bogu natura ludzka jest stabilna.

    Kamaszkin pozostanie Kamaszkinem a jego koledzy z biura się nie zmienią. Horodniczy i kompania pozostanie kompanią Horodniczego a Stefan Lantier będzie kochał i cierpiał na tle cierpienia innych pracowników najemnych.

    A jeśli nie? No to nie będzie, do cholery co czytać.

  10. Drogi Edwarze, to że nie jest to powszechne, wystarczy wejść do pierwszego z brzegu biura jakiejkolwiek firmy, z wielkimi koncernami włącznie. Znasz Dilberta?

  11. Dlatego ja preferuję samotnicze zajęcia. Cholera, byle nie z żadną grupą!
    Pozdrawiam

  12. Szlachetny Sir Torlini pyta z o Dilberta.

    Odpowiadamy Mu łaskawie.

    Nasz Przyjaciel Dilbert miewa się dobrze.

    Podpisano

    Dogbert Pierwszy Przemądry

    PS

    Szlachetny Sir Torlinie, Nasz Majestat , My Dogbert Pierwszy P. za solidną opłatą udzielamy dowolnych ale cennych konsultacji.

  13. Torlinie

    Jakaś część Twoich komentatorów i czytelników Dilberta być może nie zna. Dlatego pozwalam sobie zamieścić próbkę.

    tu trochę więcej
    http://www.metacafe.com/watch/yt-x5yA8B9CQRI/dilbert_dilberts_invention_and_dogberts_tech_support_video/

  14. Ponieważ nie wszyscy znają angielski pozwolę sobie dać próbkę po polsku

    a tu jest opis z Wiki
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Dilbert

  15. To prawda – od krzywienia się lepsza jest postawa wyprostowana.
    Tak więc to, że przypisuje się jakieś osiągnięcie kierownikowi a nie jemu podwładnemu, (który de facto bezpośrendnio się do tego przyczynił) mnie nie tylko nie krzywi, ale i nie dziwi. Najważniejszy bowiem jest spiritus movens – bez niego ani rusz!

    Zresztą, tak naprawdę, najbardziej liczy się efekt – a przypisanie mu ojcostwa jest czymś wtórnym.
    Przy okazji: jak wiemy, nie ma zazwyczaj kłopotu do znalezienia tatusia, kiedy mamy do czynienia z sukcesem. To fiasko, niepowodzenie, klęska często są sierotami.

  16. Logosie, nie ma kłopotu ze znalezieniem tatusia?Moim zdaniem jest, wszak „sukces ma wielu ojców.
    Przyznam szczerze , ze po pierwszych trzech pracach- znienawidziłam moich szefów i wreszcie postanowiłam iść na swoje.Jeśli zrozumiecie,że miałam szefa po studiach w podstawówce , czyli z tzw. awansu społecznego, który poranki zaczynał od następującej prasówki:”-co tam wykształcenie, najważniejsze ,zeby człowiek był inteligentny.”

  17. Pod tym linkiem( Trauma )-pisałam na blogu ze dwa lata temu.Jeśli się komuś z Torlinowych gości zachce poczytać- zapraszam:
    http://napadoku.blog.onet.pl/TRAUMA,2,ID287584546,n

  18. Muszę Ci powiedzieć Babko, że moją pierwszą szefową, ośmioosobowego zespołu programistów w COBOLu, była nawet miła i sympatyczna pani, która … nie umiała programować. Dla początkującego niemożność zwrócenia się z jakimkolwiek problemem do szefa jest szalenie frustrująca.

  19. Babko, przzecież im więcej czegoś jest, tym łatwiej jest to znaleźć. Nieprawdaż 🙂

  20. Torlinie, jak to z „jakimkolwiek”?
    Przecież oprócz problemów z programowaniem, zdarzają się jeszcze inne 🙂
    Zwłaszcza dla „początkującego”, którego wszak pewne problemy mogłaby dość łatwo rozwiązać „miła i sympatyczna pani” szefowa 🙂
    Czyż nie?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: