Napisane przez: torlin | 09/12/2010

Meteoropata i sikorka

Dwie informacje prasowe wywołały u mnie – ja wiem, jak to nazwać? – Zadumę? Nostalgię? Niezgodę? Niekontrolowany proces myślowy?

W „Tygodniku Powszechnym” olbrzymi temat wiodący (tygodnik ten ma taki zwyczaj, że jakiemuś tematowi poświęca pierwszych np. sześć dużych artykułów) to wpływ pogody na człowieka. Usiłują nam udowodnić, że nic nam nie jest, że jesteśmy hipochondrykami, a nie żadnymi…

I tu stop. Jak się mówi po polsku? Meteopata czy meteoropata? Słownik języka polskiego mówią tylko o „meteoropatach”, a nie „meteopatach”, tymczasem i Tygodnik i jego rozmówcy używają jedynie tej krótszej formy. Ja zawsze mówiłem – „meteoropata”.

Mówiąc szczerze jestem strasznym meteoropatą, może nie każda pogoda na mnie wpływa, ale jest jedna, która mnie przyprawia o załamanie nerwowe. I tutaj wszyscy oczekują, że napiszę o niskim ciśnieniu, niskich chmurach i siąpiącym deszczu. Nic z tych rzeczy. Ja się najgorzej czuję przy wyżowej, bezchmurnej pogodzie. Są takie momenty, że powietrze stoi, żar unosi się nad ziemią, a ja umieram. Ucisk z tyłu głowy, duszność, i nie ma to jakichkolwiek związków z jakimiś stanami chorobowymi, bo się badam i jestem zdrów jak rydz.

Teraz nie mogę znaleźć, ale kilka lat temu ukazała się w „Focusie” tabelka ze zdjęciami typów meteoropatów. I jeden z nich jak ulał pasował do mnie, niskociśnieniowiec, świetnie się czuje przy niżowej pogodzie i w wysokich górach. Ja – jak wymaluj.

Znalazłem w Internecie bardzo ciekawy artykuł na ten temat, nie będę go przepisywał, ale zacytuję jedynie przeciwników naszej meteoropatii: „Moim zdaniem, nie ma związku między pogodą a kondycją psychiczną człowieka. Uważam, że to publiczna hipochondryzacja społeczeństwa. Nikt jeszcze nie zbadał tego zjawiska na tyle, aby przedstawić przekonywające dowody. Jestem sceptyczny również dlatego, że przecież wiele osób świetnie funkcjonuje przy złej pogodzie. Może zasłanianie się meteoropatią jest po prostu usprawiedliwianiem swojej niemożności”. A tak nawiasem mówiąc – czy istnieje wyraz „hipochondryzacja”?

A jaki to ma związek z sikorkami? Bo w GW ukazała się notatka pt.: „Dla sikorek tylko świeża słonina”. Zawsze to robię i teraz też wywiesiłem słoninę dla nich. Bo siadają mi na gałęzi przed oknem i patrzą, co ja piszę. A tak to się zajmą żarciem.

I wpis jest bez zdjęcia, bo mi bez przerwy wyskakuje „błąd wejścia/wyjścia”, a ja nie wiem, o co chodzi. Robię wszystko tak jak zwykle.

Advertisements

Responses

  1. meteoropata to taki, co choruje po upadku meteoru 🙄

  2. „hipochondryzacja społeczeństwa” – cudne 🙂 Też nie wiem, czy to jest w ogóle poprawne, ale za to jak brzmi! 🙂

    Tak sobie myślę, że dobrze że jednak są takie artykuły, bo w kwestii złego samopoczucia to Polacy są jak studenci medycyny – o jakiej chorobie przeczytają, to czują, że ją mają i zaczyna się wielkie narzekanie. Tak na co dzień tego nie widzę, ale jak chwilę mieszkałam poza Polską i wróciłam (w okresie jesiennym na domiar złego), to myślałam, że wszystkich naokoło utłukę 🙂

    A w kwestii bycia meteo-wrażliwym to chyba to nie jest takie proste do zbadania. Ja np. mam stałe pogody przy których mnie głowa boli bardzo, albo mi serce wariuje, ale to dlatego, że miałam udar w dzieciństwie i mam też wypadanie płatka w sercu. Nie wiem, czy gdyby mi nic nie dolegało, to bym tak na pogodę reagowała. Też stres i ogólne wyczerpanie organizmu zwiększa naszą wrażliwość zauważyłam. Ale to absolutnie nie daje nikomu przyzwolenia do jęczenia otoczeniu, za to powinny być jakieś kary wlepiane 🙂

  3. Pomyślałam, jak Hoko,że to ma związek z upadkiem meteora i to tuż przed hipochondrykiem. 😉
    *Na mnie i na moje koty (wariują wtedy w nocy) okropnie działa pełnia księżyca.
    * sikorki czasem sypiają w nocy w moich skrzynkach na kwiatki.Kiedyś znalazłam takie maleństwo przytulone do doniczek z pelargoniami.Obie byłyśmy zaskoczone.

  4. A może tak:

    Pogodopatia(?)

    Dzieło podstawowe na jej temat zaleca się rozpocząć tak:

    „Pogodopatię dzielimy na rodzaje trzy. Pogodopatję somatyczną, pogodopatię psychiczną i pogodopatię pogodną.”

    Ta ostania występuje u mego znajomego, który czuje się doskonale siedząc np. w swoim patio w pogodny słoneczny, ale niegorący dzień w swoim patio. Nie baczy on na to, że po dniach pogodnych przychodzi niepogoda.

  5. Wszystkim negacjonistom pozostaje chyba życzyć porządnego złamania, potem tylko odczekać – na starość poczują, co to wpływ pogody.
    Notabene, dawniej sugestię, że to Księżyc powoduje pływy oceanu, uważano za bzdurę, bajki i jakąś magię.

  6. Wpływ pogody samopoczucie nie zasługuje na specjalne nazewnictwo, bo przecież ona wpływa na każdego. Zresztą nie widzę w tym nic złego – najrozsądniej jest dostować się do pogody. Skoki ciśnienia wywołujące senność powinno się po prostu przesypiać. A doły psychiczne wywoływane brakiem światła rozpędzać naturalnymi środkami – np alkoholem. A nastroje euforyczne wywołane np piękną pogodą wykorzystujmy na jakieś ambitne i konstruktywne dzialania. Żyjmy po prostu zgodnie z naturą. To nonsens by trudności wynikające z życia wbrew temu co dyktuje nam pogoda nazywać stanem chorobowym – choćby meteoropatią czy meteopatią.
    Pozdrawiam

  7. … bo mi bez przerwy wyskakuje „błąd wejścia/wyjścia”, a ja nie wiem, o co chodzi. Robię wszystko tak jak zwykle.

    To pewnie przez pogodę.
    A może i przez sikorki?

    Swoją drogą to lepsze jednak sikorki, bo co by tobyło, gdybyś za oknem miał srokę? Ta to się dopiero potrafi wpatrywać jak… nie przymierzając – kto i w co 😉

  8. Logosie
    O szpaku też jest powiedzenie – „Patrzy się jak szpak w ….”

  9. Popieram Kartkę!
    Kiedy sen mnie morzy, to się kładę pod kocyk i ucinam krótką drzemkę. A na smuteczki najlepszy kieliszeczek nalewki i filiżanka, albo dwie mocnej, dobrej herbaty. Ostatnio odkryłam białą i okazjonalnie zaparzam.
    Dziś skończyłam prace nad nalewką z derenia… rozlałam w szkło i odstawiłam na wysoką półkę aby sobie tam postała aż dojdzie 🙂
    No… bez spróbowania się nie obeszło 😀

    A z pogodą i własnym samopoczuciem, to ja mam dokładnie tak, jak Torlin.
    Upalne wyże wymiatają ze mnie wszelką energię, choć głowa mnie nie boli.
    Ale życie wtedy jest jakby trochę gorsze… No i napić się w upał też nie bardzo 😦

  10. Podzieliłam, żęby wpis się nie dłużył…
    Moje cipirytki, czyli sikorki, wróble, trznadle i coś tam jeszcze – trafia się dzięcioł! wcinają zarówno specjalną mieszankę ziaren dla ptaków zimujących, jak też specjalnie dla nich kupowane kule ulepione z jakiegoś tłuszczu z ziarnem, a niezależnie od tego wydłubują do gołej skorupy moją firmową mieszankę ze smalcu, słonecznika, maku, dyni i siemienia lnianego upchniętą w dwie skorupy po kokosowych orzechach, co wiszą sobie za oknem. Przy takim zestawie słoninkę lekceważą. Sprawdzone.

  11. Relacyja między aurą a kondycyją zdrowia mego zdaje się być poza dyskursem… Jako aura plugawa, to siedzę doma i niechybnie piję więcej niż zazwyczaj, a to podobnoś szkodzi…:))
    Kłaniam nisko:)

  12. Nelu!
    Trudno to nazwać bólem głowy (mnie nigdy w życiu głowa nie bolała), to jest ucisk z tyłu głowy, jak miałem w młodości ciśnienie 70 na 40 to miałem podobne odczucia.
    Ja ptakom rzeczywiście kupuję kule i takie wieńce. Już kiedyś pisałem, że zabawny jest widok, jak mniejsze ptaki dziobią z zapałem, a bażanty stoją pod kulą i czekają, aż coś spadnie.
    Chilli!
    Zgadzam się na kary absolutnie, ale jakie proponujesz?
    Hoko!
    Nie żebym się czepiał, ale tak dla informacji. Meteor to jest jedynie ślad na niebie, a to, co spada, to jest meteoryt.
    Wachmistrzu!
    „Jako aura plugawa, to siedzę doma i niechybnie piję więcej niż zazwyczaj, a to podobnoś szkodzi…:))” – siedzenie w domu czy picie?
    Do wszystkich!
    Ja też bym wolał żyć w zgodzie z naturą, kieliszeczek, kocyk, drzemka, kotek przytulony. Tylko dla przykładu wychodzę dziś o 13 i pracuję do 22, jutro od 9 do 20. Czy to jest zgodne z naturą?

  13. @ Torlin
    No więc ten system karania za marudzenie wymaga dobrego przemyślenia. Ja bym skrajne przypadki wysyłała do opieki nad ludźmi, którzy faktycznie cierpią. Te lżejsze, co narzekają tak naprawdę z nudów często, albo dlatego że nie wiedzą co powiedzieć, wysłałabym na siłownie, basen, itd. – generalnie żeby dostali wycisk i czymś się zajęli.

  14. Torlinie

    Praca od świtu do nocy jest zgodna z naturą, (jeśli rozdzielać to, co naturalne od tego, co majstruje człowiek).

    Ile to się trzeba było przez tysiące lat nachodzić, nabiegać za zającem czy mamutem. Ile trzeba było pokonać przestrzeniu by nazbierać czegoś tam żeby na dzienną porcję wystarczyło? A jak to było po rewolucji rolniczej? Lżej, ale też od świtu do nocy.

    Jeszcze czas na prokreację trzeba było w tym znoju znaleźć.

    Na szczęście wywalczyliśmy sobie w walce przede wszystkim z naturą a nie ze zmitologizowanym wyzyskiem człowieka przez człowieka możliwość zdobywania pożywienia mniejszym wysiłkiem i co z tym poszło masę wolnego czasu.

  15. U nas srok pod dostatkiem, czasem na moim balkonie przesiadują,ale to co zrobiły
    moim pobliskim sąsiadom, to był wyczyn!
    Otóż sąsiad objechał całą rodzinę,że mu z kantorka giną druty, gwoździe, maleńkie cążki.Nad płotem jest ogromny orzech kaukaski,ale coś wielkiego z niego zwisało i groziło przechodniom.Wezwano straż z podnośnikiem i okazało się,że to srocze gniazdo ważące 70 kg!!
    A w tym gnieździe srebrne łyżeczki sąsiadki, śrubki, druty, kapsle od piwa, myszka Miki z plastiku i setki bardzo użytecznego drobiazgu.

  16. Kartko, albo jak wół na niemalowane wrota 🙂

    Ależ my się nad tymi zwierzakami znęcamy! 😉

  17. Stanisław Grzesiuk mawiał; „popatrzyłem na niego, jak krowa na pociąg” 🙂

  18. Protestuję!
    U mnie jest akurat odmienna sytuacja.Moje zwierzaki w liczbie 5- czasem się znęcają nade mną.
    Bo co to jest gonitwa w środku nocy(koty) przez moje oczodoły?
    Psy mają też swoje za uszami, ale widzę w nich więcej empatii.
    Pewnie z tego powodu jestem niewyspaną meteopatką.

  19. A swoją drogą , skoro o znęcaniu się mowa, zaraz powstanie dylemat ze światecznym karpiem.
    Za nic nie kupię żywego „do wanny”, a odmówic sobie wigilii bez karpia nie potrafię.
    Nie ma w tym ani krzty logiki, bo jadam wędliny, indyczynę , kurczaki.
    Ale w „rybnym” mam opinię dziwaczki,ponieważ proszę o „nieboszczyka”.:smile:

  20. Z ogłuszaniem karpi miałem przez całe życie kłopot, jak i z urodzonymi małymi kotkami i pieskami, które się brały nie wiadomo skąd. Ale jakoś przeżyłem.

  21. To dopiero młode pokolenie tak wydelikatniało, że nie widzi cielęcia, świnki i krówki z poza kiełbaski i szyneczki. Nawet kurczacza tuszka się jakoś nie kojarzy! No bo się na ladzie nie rusza 🙂
    Karp to co innego! To wyzwanie dla ludzkiej wrażliwości nagle i niespodziewanie, jak co roku 😯
    Mnie to co najwyżej skłania do wzruszenia ramion.

  22. Pierwszy komentarz (Hoko) rozłożył mnie na łopatki 😆

  23. A czasem „meteopata” nie jest częściej używany?
    Bo mam wrażenie, że wszyscy tej formy używają albo nie zwróciłem uwagi na drugą.

    Ja nienawidzę upałów i męczą mnie, no i jak zima za długo trwa, to mnie to wkurza, ale poza tym każdą pogodę lubię: deszcz, grad, burzę, słońce (właściwie upały uwielbiam jak jestem nad jakimś jeziorkiem i się człek ma szansę niezdrowo poopalać, poleżeć se w słońcu, popływać itd)
    pzdr

  24. Torlinie
    Żaluj, że u Ciebie nie ma dzięcioła, bo bardzo efektownie słoninę wydziubuje. Do mnie przylatuje i trudno od niego oczy oderwać gdy wisząc do góry nogami (pazurami?) tłucze w nią jak mlot pneumatyczny.
    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: