Napisane przez: torlin | 18/01/2011

Monastyr w ogniu

Jak wiecie, bardzo rzadko piszę na tematy aktualne. Ale to, co się dzieje teraz w Tunezji odczuwam tak, jakby dotykało to mnie osobiście. Ja – będąc w październiku w Tunezji, mieszkałem właśnie w Monastyrze.

Byłem w samym mieście tylko raz, w niczym właściwie nie różniło się od innych dużych miast Tunezji, ludzie uśmiechnięci, mili, sklepy otwarte, właściwie raj na Ziemi. Ja jednak już trochę więcej wiedziałem na temat Tunezji, i to dzięki Azisowi. Jak Wam o tym już wcześniej pisałem, był to nasz przewodnik po Saharze, człowiek  znakomicie bez akcentu mówiący po polsku, a droga była długa, przejechaliśmy przecież około 1.000 kilometrów. Był czas na pogadanie.

Azis smutno opowiadał o swoim kraju. Szczególnie o bezrobociu, mówił, że młodzież nie ma najmniejszych szans na jakąkolwiek pracę, że oprócz wierchuszki dobrze żyją tylko ludzie związani z turystami. Nie ma przemysłu, rolnictwa, bogactw mineralnych, nie ma szans na przyszłość. Opowiadał o problemach alkoholowych, rozbitych rodzinach. Pamiętam, jak w El Mansauri, miejscowości na Saharze, w której mieliśmy nocleg (z tym pięknym basenem), mój kumpel z wyprawy Andrzej chciał wieczorem koniecznie wyjść z hotelu i obejrzeć miasto. Nie mogłem zrozumieć uporu Azisa, żeby go nie wypuścić. On go nie straszył, nie mówił nic o żadnych niebezpieczeństwach, ale tłumaczył, że tam nie ma nic ciekawego, że jest daleko. Teraz widzę, że była to jednak sprawa bezpieczeństwa. To w tym rejonie rozpoczęły się zamieszki, blisko granicy z Algierią.

A turyści, jak zwykle, wożeni są stale do tych samych hoteli, restauracji, straganów. A reszta? Ja nie wierzę, żeby Tunezja stała się państwem fundamentalistycznym, mnie się wydaje, że swoboda obyczajowa, szczególnie w dużych miastach, już tak ogarnęła młodzież, że to jest nie do zawrócenia. Ale kto wie?

I ja od razu odrzucam zarzut o chowaniu się przeze mnie w enklawach turystycznych, jestem za starym i za doświadczonym turystą kulturowym, żebym do tego doprowadził. Mój hotel mieścił się w połowie drogi pomiędzy Monastyrem a Susą (Sousse), przejeżdżał koło nas autobus pełen młodzieży jadącej do szkół, a na krańcowych przystankach w obydwu miejscowościach trudno było wejść do niego. Zrobiliśmy też samodzielną, całodzienną wyprawę  do Tunisu i Kartaginy, 200 km w jedną stronę, dwoma pociągami, z włóczeniem się po zmierzchu po centrum. Przecież wiadomo, że się nie będę szlajał po jakichś zakazanych dzielnicach, ale tak na zewnątrz widziałem raczej uśmiechnięte i miłe twarze, nie spotkałem się z ani jedną nutką agresji.

Cała historia zaczęła się od samospalenia się Egipcjanina w proteście przeciwko zlikwidowaniu przez rząd jego nielegalnego stoiska z owocami. Mówił mi to Azis, turystyka jest jedyną szansą dla tych ludzi, Tunezja nie ma znaczących pokładów surowców mineralnych, jest biednym krajem. Moim zdaniem największa sprzedaż usług i towarów cudzoziemcom obok hotelarstwa są to suki. Suk w medynie jest to olbrzymie targowisko „mydłem i powidłem”, w Tunezji opanowane właściwie w całości przez turystów. To oni kupują torebki, przyprawy, szale, obrazy, instrumenty muzyczne, zabawki, wyroby z mosiądzu i srebra. Ja jako ekonomista od razu widzę ilość osób zatrudnionych „obok” suku: wytwórcy, pasterze i garbarze wyrabiający skóry, jubilerzy, zakładziki produkcyjne. To jest armia ludzi, żyjąca z tych stoisk. Tak że wątpię, żeby siły opozycyjne, które doszły do władzy, zaczęły walkę z turystami. Jest to możliwe tylko pod jednym warunkiem, że władzę zdobędą siły muzułmańskie, które dla celów religijnych będą chciały doprowadzić do wyrzucenia turystyki z Tunezji.

Czas pokaże. Ale jakoś w sposób dziwny odczuwam prywatną więź z Tunezyjczykami, pamiętam rozmowy i śmiechy w pociągu relacji Tunis – Susa z młodzieżą, z dziewczynami i w chustach i bez, z młodymi chłopakami, o muzyce, Europie. Wszyscy chodzili do szkoły, bo obowiązek szkolny obejmował młodzież do lat 18, co jest chyba rzadkością na świecie. Tak że mam trochę ambiwalentne uczucia, z jednej strony widziałem uśmiechnięte społeczeństwo w prywatnych rozmowach, z drugiej pamiętam, co mówił Azis. A może też to bardziej chodzi o ludzi odsuniętych, pozostających w „zakazanych dzielnicach”?

Ale się rozpisałem, ale powtórzę, strasznie prywatnie odczuwam tę wojnę domową, polubiłem Tunezję i jej mieszkańców i bardzo bym chciał, aby wszystko wróciło do normy satysfakcjonującej tamtejsze społeczeństwo. Bo ono – moim zdaniem – na to zasłużyło.

Reklamy

Responses

  1. Piszesz: „Nie mogłem zrozumieć uporu Azisa, żeby go nie wypuścić. On go nie straszył, nie mówił nic o żadnych niebezpieczeństwach, ale tłumaczył, że tam nie ma nic ciekawego, że jest daleko. Teraz widzę, że była to jednak sprawa bezpieczeństwa. To w tym rejonie rozpoczęły się zamieszki, blisko granicy z Algierią.”

    A może nie ma się czego doszukiwać. Może rzeczywiście to prawda, że tam nie ma nic ciekawego, że jest daleko

  2. Może Tes Tequ masz rację, naprawdę w małych miejscowościach tunezyjskich nie ma nic ciekawego.
    Widziałeś ostatnie wpisy do mojej notki „Sania Mirza”? Nie wiem, co odpowiedzieć temu chłopakowi.

  3. „moja dziewczyna pochodzi z Indii, studiuje w Polsce, i jest nawet trochę podobna do Sanii, jesteśmy razem już ponad 2 lata i zamierzamy się pobrać:), jak myślicie, w jakiej religii powinien się odbyć ślub i czy jest potrzebna zmiana wyznania?”

    Co tu mamy? Mamy TEKST.

    Więc:

    Dlaczego „chłopakowi”? To może być starzec. To może być starucha. To może być „mołodycia”. To może być chłopak.

    Dalej. Tak jak nie wiemy nic o orientacji seksualnej podmiotu piszącego nie wiemy także nic o jego orientacji religijnej. Nic nie wiemy także o orientacji religijnej bohaterki tekstu. Nie miejsce tu by obliczać ilość możliwych kombinacji. Jest tu za to miejsce by popatrzeć na ten tekst bez z góry przyjętych pewników.

  4. Edwarze, kombinujesz. Starzec i dziewczyna studiująca? Starucha i dziewczyna studiująca? Strasznie zbanalizowałeś pytanie.

  5. To może być też nieśmiała wielbicielka Torlinie. Twoja wielbicielka która w ten sposób chce nawiązać z Tobą kontakt i która poszła by za Toba w ogień, nawet w ten Tunezyjski.

  6. Podmiot nazwany przez Ciebie „chłopakiem” nie pisze o swoich studiach. Pisze tylko o studiach dziewczyny.

    Tak to Torlinie bywa ze źródłami pisanymi.

  7. A ja uważam, że najlepiej, (jeśli ma się na to czas) poznaje się kraj w miejscach gdzie nie ma nic do oglądania. Lubię zapyziałe miasteczka i wsie. Czasem rzut oka na placyk przed wiejskim sklepikiem, czy widok małomiasteczkowej szkoły lub poczty daje więcej niż centra kultury i zabytki.

    Oczywiście najlepiej jest kontemplować życie takich miejsc przez dłuższy czas, a nawet do takich miejsc wracać. Posiedzieć w „gospodzie” pójść zarastającą ścieżką nad wodę, zajrzeć w podwórka, odpędzić natrętnego psa, powitać miejscowego wiejskiego „głupka”.

    Jeśli akurat znamy język dobrze jest poczytać lokalną prasę, pogadać w sklepie czy z barmanem.

    Amfiteatry i akwedukty znany na wylot z książki z fotki, z filmu. Znając ulice Krakowa znamy klimaty wielu miast Włoskich czy Niemieckich (nawet lepiej znać je z Krakowa, bo mamy naraz oba klimaty).

    Muzea i reprezentacyjne dzielnice? Są po to by pokazać nam, co Kraj chce nam o sobie powiedzieć. Mnie bardziej interesuje to, czego Kraj świadomie lub nieświadomie nie pokazuje z siebie.

  8. Z zapisu mówi stara prawda. Gdy coś jest bliskie naszemu sercu, gdy wydaje nam się , że czujemy się gdzieś dobrze i gdy to coś dotyka nieszczęście, przeżywamy po stokroć głębiej.

  9. Myślę Torlinie, że marzysz o nieosiągalnym… Ci ludzie już nie są nomadami bez aspiracji, a nieszczęśliwy nie jest ten, kto jest naprawdę ubogi, ale ten, któremu to ubóstwo nad miarę doskwiera, bo zna, że mógłby żyć lepiej i godniej. Tunezyjczycy, jak zresztą większość społeczeństw arabskich (poza roponośnymi, ale i tam prowadzą to zwykle cudzoziemcy), nie wykształciła żadnej znaczącej gałęzi przemysłu czy innego (poza jak samym piszesz turystyką) źródła dochodu..
    A turystykę właśnie na długie lata wysadzili w powietrze…:((
    Jak pisał kiedyś du Tocqueville „najniebezpieczniejszą chwilą dla nieudolnego rządu jest ta, w której zaczyna on się reformować”. Ja bym to rozszerzył i na państwa, i na społeczności mniejsze, czy większe…
    Kłaniam nisko:)

  10. A może będziemy mieli do czynienia z nową „wiosną ludów”, tym razem w krajach islamskich?
    Te wydarzenia w Tunecji napawają mnie niejaką nadzieją, bo nie widzę w nich rysu fundamentalistycznego (jak to było np. w rewolucji irańskiej).
    Ale pewnie, jak zwykle, u podłoża wszystkiego leży ekonomia.

    PS. Torlinie, to dopiero teraz piszesz takie ciekawe rzeczy ze swojej podróży!? 🙂

  11. w Tunezji…

  12. Z tego co czytam wynika, że Tunezja była klasyczną, brutalną satrapią zamaskowaną fasadową demokracją w stylu arabskim – na użytek turystów. Stan społecznego milczenia i uśmiechów można uzyskać metodami policyjnymi. Zakres rozruchów mowi, że pod fasadą musialo nieźle buzować ciśnienie. Na pewno politycy też w tym kotle mieszali. To trudno zauważyć w czasie turystycznej wyprawy. Trzeba by było pobyć dłużej, nawiązać kontakty no i odwiedzać „szemrane” dzielnice. A jakby nie patrzeć to jest ryzykowne. Teraz najważniejsze jest w ktorym kierunku potoczy się sytuacja. Niestety rewolucje uliczne w krajach arabskich najczęściej kończą się nowymi syktaturami – najczęsciej „świętymi” czyli islamskimi.
    Pozdrawiam

  13. Oczywiście „dyktaturami”

  14. Musicie mnie zrozumieć, że ja w Tunezji byłem 6 dni, z tego 2 na Saharze. Nie mogę być ekspertem w sprawach tunezyjskich, raczej starałem się przekazać odrobinę swoich przemyśleń.
    Watro!
    Rozmawialiśmy z ludźmi na ulicach, na dworcach, w pociągach i autobusach. Naprawę widziałem ludzi uśmiechniętych, sympatycznych i nie nienawistnych. Moim największym zdziwieniem była swoboda, uśmiech i wesołość dziewcząt w chustach, zawsze myślałem o nich jak o naszych zakonnicach.
    Wachmistrzu!
    Masz rację, człowiek biedny też potrafi być szczęśliwy, najgorzej, jak zobaczy inny świat, jest mentalnie przygotowany do zmian, a tu nie ma możliwości. Bo to jest – modyfikując du Tocqueville i przypominając sobie czasy PRLu, że „najniebezpieczniejszą chwilą dla nieudolnego rządu jest ta, w której zaczyna on kształcić młode pokolenie. Im bardziej je kształci, tym większa partia opozycyjna mu rośnie”.
    L.A.!
    Islamiści będą chcieli upiec swoją pieczeń na nie swoim ogniu, już szef fundamentalistów tunezyjskich wrócił do Tunisu. Ale mam wrażenie, że to nie był bunt proislamski i przeciw turystom, raczej chodziło o poziom życia.
    Kartko!
    W sumie może wyjść na Twoje, ale mam nadzieję, że mój optymizm zwycięży.
    Dana!
    To jest temat na osobną notkę, wszystko musi być w stanie równowagi. Po wędrówce autostopem za Gierka po Słowacji (jeszcze wtedy Czechosłowacji), Węgrzech, Rumunii, ze szczególnym uwzględnieniem Mołdawii Rumuńskiej, miałem tak dość pustych placów, małych sklepików, ruin pojazdów i lokalnych mieszkańców, że tęskniłem za Paryżem i wycieczką Orbisem.

  15. @Torlin: Piszesz „Nie wiem, co odpowiedzieć temu chłopakowi.”

    Ja też nie wiem. Każdy ma swój kręgosłup moralny, który może być oparty na wierze lub nie. Niewierzący może wziąć ślub w dowolnym obrządku nie sprzeniewierzając się swoim zasadom moralnym – w tym sensie ma znacznie większy zakres wolności osobistej.

  16. To w sumie błąd, że tak rzadko o sprawach aktualnych piszesz, bo czyta się ciekawie bardzo.
    Na Tunezji się oczywiście jak na wszystkim nie znam, bo nie byłem, wydawała mi się stabilnym krajem, ale jak widać to było powierzchowne.

    A w wakacje poznałem dziewczynę z Maroka o imieniu Fatima:), że tak bez związku z tematem napiszę.
    Ale się zdziwiłem czemu zakładałeś, że dziewczyny w chustach się nie uśmiechają?

    A moja prywatna obserwacja z Niemiec: te chusty niejednokrotnie w bardzo fajny sposób podkreślają urodę kobiet.

  17. Grzesiu!
    Ja już kiedyś pisałem, że moment założenia przeze mnie blogu zbiegł się z IV RP, a wtedy w Polsce wylało się szambo gnoju, szczególnie w Internecie. Nie chciałem, aby taki był mój blog. Ale może jest to i błąd.
    Ja nie mam nic przeciwko chustom, masz rację, że dziewczyny wyglądają w nich bardzo kobiece – ja w ogóle jestem wielkim zwolennikiem spódnic, garsonek, rajstop, botków, chust u naszej płci pięknej, a generalnym przeciwnikiem spodni u kobiet.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: