Napisane przez: torlin | 08/02/2011

Pierwsze słowo

Jak już napomknąłem u Edwara, zaczytuję się teraz w książce z serii ceramowskiej Matina Kuckenburga „Pierwsze słowo” (polskie wydanie PIW 2006, niemieckie „Wer sprach das erste Wort? Die Entstehung von Sprache und Schrift” 2004). Fascynująca rzecz. Książka składa się tak jakby z dwóch części, pierwsza opowiada o rozwoju mowy, wspomina o genie mowy i próbuje ustalić istnienie ludzkiego prajęzyka. Druga część dostarcza przeglądu systemów pisma stosowanych w najstarszych cywilizacjach: od starożytnej Mzopotamii, przez Egipt, Indie i Chiny, aż do pierwszego pisma alfabetycznego starożytnych Greków.

Przyznaję szczerze, jestem jeszcze w części pierwszej, nie śpieszę się z czytaniem, jest tak fajnie napisana, że sobie ją sączę. Ale tak czytając zastanawiam się, jakie to było pierwsze słowo, rzucone przez praczłowieka. Bo w końcu jakieś musiało być pierwsze. Kuckenburg uważa, że był to ślad określenia kogoś lub czegoś złowrogiego, że określony dźwięk mówił o wilku, niedźwiedziu lub sąsiednim plemieniu. Ja jednak uważam, że pierwszym słowem ludzkości było „mama” wypowiedziane przez malucha na rękach. Macie jakieś inne propozycje?

Zdjęcie stąd

Jak znam Tes Teqa, Zeena czy Hoko, to podejrzewają pewnie, że pierwszymi słowami ludzkości było: „Poproszę o połówkę, tylko żeby była dobrze schłodzona”.

Reklamy

Responses

  1. A skąd my to mamy wiedzieć?

    Uważasz więc, że „niemowlę” wypowiedziało pierwsze słowo, a nie (wygadana już pewnie) mama? 🙂

  2. Oj, Amicusie, mnie zarzucasz, że nie piszę obszernie w Twoim blogu, a u mnie omijasz temat enigmatycznymi kilkoma słowami. Przecież wiadomo, że nikt tego nie wie i nie będzie wiedział. Najpierw były pewnie pomruki typowo zwierzęce, ale kiedyś w końcu ktoś wypowiedział to jedno słowo, może przerażony członek plemienia wleciał na polanę i wykrztusił po raz pierwszy w historii ludzkości „Arktos”, może inny wywrzeszczał nazwę „mamut”, że taka góra mięsa wpadła do dołu.
    Ale mnie się wydaje, że pierwsze zakwiliło dziecko, mówiąc „ma” lub „mu”.

  3. Ciekawe pytanie. Ale dziwię się, że autor myśli, iż pierwsze słowo musiało być ostrzeżeniem. Mimo wszystko zagrożenia zdarzają się zawsze rzadziej niż inne sytuacje. Biorąc pod uwagę, że język służy do przekazywania informacji, czyli do zwracania innemu uwagi na coś, czego ten inny nie wie, strzelałbym w jakiś zaimek wskazujący „to, ten” itd.
    Albo – jeśli upieramy się przy rzeczownikach – coś związanego z zaspokajaniem podstawowych potrzeb „jedzenie, woda… flaszka” 🙂

  4. Pierwsze słowo? To proste. To była „k….!” w znaczeniu „uciekaj!”

    Potem wokół tego słowa powstały całe zdania:
    „E! Predator, k….!”
    „Uciekaj k…. stąd!”
    „Pacz jaki k…. szwagier!”
    „K…., chce mi wskoczyć na tego!”

    Wraz z rozwojem kultury, mowa zaczynała obejmować też i inne sprawy (oprócz uciekania przed forfiterami) – na przykład:
    „No bierz tą k…. kurę!”

    Ale pierwsze słowo było i jest do dziś obowiązkowe w każdej wypowiedzi. 🙂

  5. Te, Torlin, co Ty mi tu jakieś połówki imputujesz? Po pierwsze, nie piję, a po drugie, zimnego nie piję.

    A dywagacje na temat, co było pierwsze, nie mają sensu, bo to podpada pod paradoks łysego – nie da się sprecyzować, czy dany dźwięk już jest słowem, czy jeszcze nie.

  6. E?

  7. Co E? Nie ma co Ekać. To był proces liniowy, a nie skokowy. Poza tym pewnie z początku ten sam okrzyk był uzywany w rozmaitych sytuacjach dla zwrócenia uwagi – to już było słowo czy nie? Do tego dochodziła mowa gestów, która była jeszcze wcześniejsza. Itd.

  8. Człowiek czyta i czyta słowo po słowie i wie coraz więcej.

    Na przykład dziś dowiedziałem się od Torlina, że blogowicze mierzą sobie wzajemnie długość wymienianych komentarzy. Ciekawym czy czynią to za pomocą ekierki czy też liczą słowa?

    Handel wymienny?

    Nie wpadłbym na to samodzielnie – słowo honoru. Ten honor jest zapewne wynikiem autyzmu.

    Przeczytać, co dzień dwa blogi w całości, zajrzeć do dwu innych przelotnie ograniczając się w zasadzie do wpisów gospodarzy to porcja dla mnie dostateczna czasem wręcz trudna do uniesienia.

    Nie miał bym sił, aby włączyć się w handel wymienny.

    Zresztą…

    – Wszystkich nie przeczytasz. – Mawiał mój przyjaciel patrząc na krzątające się wkoło bibliotekarki i miał jak zwykle rację. Szkoda, że nie mógł przeczytać wszystkiego, bo doskonale o tym, co przeczytał opowiadał własnymi słowami.

    – Kiedyś przyśniło mi się, że zapomniałem wszystkich słow. – Opowiadał pewnego razu. – Nie wiem jak to było możliwe, ale bez słów wiedziałem, że zapomniałem, że zapomniałem wszystkie i że to, co zapomniałem to były słowa.

    – Jak było w tym śnie? – Zapytałem przez grzeczność.

    – Nie wiem, bo nic z tego snu nie pamiętam nawet tego, że mi się śnił.

    Szkoda, że go już nie ma, a nie ma go, bo przestałem dawno odpowiadać na jego listy.

    Faktura:

    1286 znaków ze spacjami.

  9. Zaraz, Komerski, czy Ty może sugerujesz, że pierwsze było słowo „E?”? To nawet nie byłby głupi pomysł – o ile takie „E?” można nazwać słowem 🙂

  10. Przecież Moi Drodzy wiadomo, że przypuszczalnie wszyscy mamy rację. Ale ja uwielbiam takie zabawy (nie chcę napisać intelektualne, bo zaraz doczepione zostaną szydercze uwagi 😉 ).

  11. Tak, Hoko, ja właśnie coś takiego sugerowałem 🙂
    A czy można? Pewnie, czemu nie…

    Z ciekawostek pokrewnych – uświadomiłem sobie kiedyś, że angielski (nie wiem, jak inne języki) nie ma odpowiednika doskonałego polskiego słowa, a mianowicie „o!”
    I nie chodzi tu o „o!” zdumienia, ale o takie, którego używamy np w sytuacji, gdy pani w sklepie pokazuje nam kolejne butelki, a kiedy dobrnie do naszej wymarzonej, mówimy właśnie „o!” Swoją drogą, może to polskie „o!” było pierwszym słowem, a słowo wspomniane przez Tesa, dołączyło do niego nieco później… 🙂

  12. Czegoś podobnego był i wielce ciekaw Fryderyk Barbarossa i nakazał takiegoż experimentum, by jakąś liczbę dziatek osieroconych w niemowlęctwie chować razem, atoli opiekunowie ich mięli srogo przykazane by się do nich najmniejszem nawet nie odzywać słowem i niczego ich w tej mierze nie uczyć… Po latach okazało się, że dzieci same zbudowały swój własny język (o ile to językiem można nazwać), w każdem razie komunikowały się ze sobą bez najmniejszego kłopotu, a w tem języku tyleż wagi co słowa (jeśli to można nazwać słowami) miały klaśnięcia, gesty, chrząknięcia etc. I z całą pewnością, skoro nie miały żadnych więzi emocjonalnych, bo przecie nie miały bliskich, nie mówiły „mama”
    Kłaniam nisko:)

  13. Te, Torlin, co Ty mi tu jakieś połówki imputujesz?
    Ja się w drobiazgi nie bawię, literat jestem…
    🙂
    Bardziej serio, to z Hoko chcę się zgodzić, ale z jednym zastrzeżeniem: proces liniowy składa się jednakowoż ze skoków, kwestią aproksymacji jest, ile ciągłości tam znajdziemy.
    Na przykładzie: jeżeli startujemy od okrzyku Uuuuu! bo nam mamut nastąpił na palce, to najmniej ważny będzie koniec tej funkcji, który może brzmieć jak wykład prof. Mma – punkt startowy mamy i możemy tylko dywagować, czy on już jest słowem, czy nie. Jednakowoż jak nam się uda od pierwszego okrzyku do ostatniego – a niego póki co nie ma – zbudować aproksymację, to jakbyśmy bliżej byli wniosku, ale pewności to my wciąż nie mamy.
    Za to podejrzeć możemy proces, który w zaokrągleniu możemy nazwać ciągłym.
    I tu Hoko ma 100% racji, ciągle używamy słowa „Uuuu!” – ale kontrekstów przybyło 🙂

  14. Moim zdaniem pierwsze słowo musiało wyrażać strach. To najbardziej pierwotna emocja. To był jakiś okrzyk strachu
    Pozdrawiam

  15. A ja jestem ciekawy, jakie będzie słowo ostatnie… i kto (co?) go wypowie.

    (Tylko niech TesTeq nie pisze, że to będzie: O k…a ! Albo: O ja pier… ! 😉 )

    PS. Że też nikt o tym nie wspomniał, że na samym początku słowo było Bogiem.
    (Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.)

  16. To słowo Amicusie i Tes Tequ bez wątpienia będzie ostatnim, co wykazał pewien przykład. I Kartka również potwierdza, że jednym z wyrazów określających, które nie byłoby chrząknięciem, był termin określający wroga, przeciwnika, zagrożenie. Pod wpływem potwornych emocji niemowy zaczynają mówić.
    Wachmistrzu!
    Zacytuję Ci fragment powyższej książki: „Jak relacjonuje grecki dziejopis Herodot, egipski król Psammetych już w VII w. p.n.e. przeprowadził eksperyment mający dać odpowiedź, który z języków był pierwszy, a tym samym – który z narodów jest najstarszy. Faraon rozkazał, by dwóch nowo narodzonych chłopców umieścić razem w jednej chacie z pasterzem, któremu zabroniono z nimi rozmawiać. Miał on tylko o określonych porach dnia przyprowadzać do nich kozę, by napili się jej mleka. „To uczynił i polecił Psemmetych – pisze Herodot – ponieważ chciał usłyszeć, jaki dźwięk pierwszy po niewyraźnym kwileniu dzieci z siebie wydobędą”. Faraon miał nadzieję, że chłopcy zaczną mówić w języku swoich przodków, języku – który – według jego przeświadczenia – jeszcze w nich drzemał.
    Kiedy obaj chłopcy po dwóch latach ciągle wydawali z siebie dźwięk przypominający frygijskie słowo bekos – „chleb” – a który w rzeczywistości mógł być jedynie naśladowaniem beczenia kóz, król uznał sprawę za rozstrzygniętą: pierwotnym językiem ludzkości był frygijski, a Frygijczycy z Azji Mniejszej (nie zaś, jak wcześniej przyjmowano, Egipcjanie), byli najstarszym ludem. „Wyciągając wniosek z tego faktu, przyznawali Egipcjanie, że Frygowie są od nich starsi”, kończy, nie bez ironii, swoje sprawozdanie Herodot.
    Według nowszych źródeł w Średniowieczu jeszcze dwukrotnie powtórzono ten okrutny eksperyment: w XIII wieku zrobił to cesarz Fryderyk II z dynastii Hohenstaufów, a około roku 1500 król Szkocji Jakub IV. W wyniku pierwszego eksperymentu dzieci zmarły, zaś w drugim wydały z siebie po jakimś czasie dźwięki, które uznano za język hebrajski. Później doświadczenie to zostało jakoby przeprowadzone przez indyjskiego Wielkiego Mogoła; w XVII wieku usiłowali je powtórzyć uczeni europejscy”. Tyle książka.
    Wachmistrzu Drogi, Fryderyk II Hohenstauf był wnukiem Barbarossy.
    Hoko i Zeenie!
    Zawsze żartujecie, to ja sobie postanowiłem też pożartować. A Wy raptem na poważnie 😀
    Komerski!
    Ja nie znam języka angielskiego, ale czy to nie jest „This”?
    Dana! Dzięki 🙂

  17. Zainspirowana wpisem Torlina- przeprowadziłam natychmiast eksperyment, a że nie było pod rękąludzkich osobników, więc na kocie!Zresztą ludzcy gadają, gadają, sami siebie nie słysząc.Zatem:kot, a raczej kocica.
    Wyobrażam sobie, jak się wkurzy Hodowca Kotów, ale nauka odbyła się bezboleśnie.Tylko nagrody, kar- żadnych !!
    Oto efekty: kicia żebrze bezustannie .Powiadam do niej: „-powiedz mama ”
    Kicia:” ma aaa”
    Powtórka i tak kilka razy.Wreszcie kicia gada po ludzku!
    „mia- ma”! „mia- ma” I szyneczka w nagrodę.
    Za klika dni poćwiczę z gołębiem, może powie k…a ?
    Tylko, jak go potem oduczyć?

    Znałam kawkę , która wypuszczana na wybieg siadała przy słynnej Poczcie Gdańskiej i bardzo zgrabnie przedrzeźniała przewodników wycieczek.
    Kończyła zawsze okrzykiem:”Alek!Cicho!!”
    * Z rodzinnych opowieści wiem,że moje pierwsze słowo było:”baba”.
    I tak mi zostało 🙂

  18. Torlinie

    Poczytaj ostatnie wpisy A.dan.ti. Popatrz na wpis ostatni.
    Może to moja nadinterpretacja, może to tylko gra w Królewnę Śnieżkę, ale jak ktoś tak pisze i co ważniejsze to, co pisze publikuje nie powinien się dziwić, że czytelnik może być zaniepokojony.

  19. Temat pierwszego slowa na Ziemi zostal juz chyba wyczerpany, w kazdym razie dosyc solidnie obgadany wiec ja tylko dodam, ze pierwszym slowem w kosmosie bylo, z duzym prawdopodobienstwem – Blat’. Potem zaraz mozemy mowic o calym zdaniu – „Houston, mamy problem” – powtorzonym wielokrotnie i z roznym natezeniem emocjonalnym.

  20. Fakt:)) No to mamy 1:1
    Kłaniam nisko:)

  21. Pierwsze słowo? Jeśli w cudzysłowie, to czytałem, ale szczerze — to był jeden z mniej mnie pociągających tomików serii ceramowskiej. I przy pierwszej okazji podarowałem swój egzemplarz lokalnej bibliotece. A potem wymazałem wspomnienia z lektury z pamięci.

    Nie wiem, czy to kwestia rozstrzygalna — nawet zwierzęta mają pewne zbiory sygnałów dźwiękowych, które mogą słowom odpowiadać. Podkreślam: zbiory. Kilka-kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt. Należałoby (moim zdaniem) szukać czegoś wśród nich.

  22. PAKu!
    De gustibus non est disputandum.

  23. Myślę, że każdy okrzyk np. przestrachu itp. nie powinien być uważany za słowo. Pies któremu się nadepnie na ogon także wrzaśnie. To nie jest mowa. To sa dźwięki. Wydaje mi się, że naturalnym kandydatem na pierwsze i abstrakcyjne słowo jet „Tam!” ze wskazaniem palcem. jak wiadomo elementarna abstrakcja wymaga tu patrzenia w kierunku na co pokazuje palec a nie na sam palec. Myślę więc że właśnie ten gest ze wskazaniem należałoby uznać za początek abstrakcyjnego języka przekazującego idee.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: