Napisane przez: torlin | 14/02/2011

Chciał(a)byś żyć 1000 lat?

Zdjęcie STĄD

Mój ojciec (90 lat) jest wielbicielem nowości prasowych. Wyjdzie jakiekolwiek nowe pismo niespecjalistyczne, polityczno – społeczno – kulturalne, to je natychmiast kupuje. I tak w moje ręce wpadło „Uważam rze – inaczej pisane” z Pawłem Lisickim jako redaktorem naczelnym, z Michałem Karnowskim jako zastępcą i Wildsteinem, Ziemkiewiczem, Zarembą, Janke, Semką i Gabryelem jako komentatorami i felietonistami. Format pi razy drzwi B4, 72 strony, ku mojemu zdziwieniu relatywnie mało upolityczniony, może to tak na zachętę. Tak jak cena – 1,90, a przekreślona 4,50. Sporo dobrych artykułów, ale jeden zwrócił moją uwagę.

„Starość umiera” Krzysztofa Kowalskiego. Rzecz jest o przedłużaniu ludzkiego życia, zdaniem autora stoimy na brzegu przełomowej chwili, w której będziemy mogli przedłużyć swoje życie o 20 – 30 lat. „Naukowcy są bohaterami rewolucji biologicznej, jak nigdy nie miała miejsca w dziejach. Doprowadzili oni ludzkość do niewyobrażalnych dawniej granic i proponują przekraczanie najbardziej drastycznych tabu, ba, nawet wchodzenie w boskie kompetencje”. Biolodzy już dawno temu stwierdzili, że człowiek jest zaprogramowany na 120 lat życia, to że umiera wcześniej jest skutkiem złego życia, chorób i warunków.

Chociaż trzeba podkreślić, że bez inwazji w geny już w Europie żyje sporo 100-latków, a będzie ich jeszcze więcej, tylko dzięki odpowiedniej diecie, prawidłowemu trybowi życia, uprawnianiu sportów i odpowiedniej opiece medycznej. A teraz bardzo posunięte są prace nad rozmaitymi środkami przedłużającymi życie, w każdym razie eksperymenty na myszach szokują rezultatami.

Co jest oczywiście intelektualną prowokacją, ale Aubrey de Grey, genetyk z brytyjskiego Uniwersytetu Cambridge twierdzi, że starość jest taką samą chorobą, jak każda inna, w związku z tym można próbować ją wyleczyć. A jak się ją uleczy, możemy żyć i 1000 lat. I na koniec artykułów zgrabne powiedzenie, które ja tak uwielbiam: „Wieczność się dłuży, szczególnie pod koniec” Woody Allena. Ja wiem, czy ja bym chciał żyć 1000 lat?

Reklamy

Responses

  1. Chciał(a)byś żyć 1000 lat?

    Po co?

  2. A po co żyć krócej?

  3. Chciałbym żyć tysiąc lat! Perspektywa życia wiecznego czy niezmiernie długiego może być czasem przerażająca, ale dla mnie jednak mniej przerażająca niż myśl, że za jakieś trzydzieści lat koniec i więcej nigdy mnie nie będzie.
    .
    Dziś kupiłem sobie drugi numer „Uważam rze” na spróbowanie, ale jeszcze nie spróbowałem.

  4. Hoko: A po co w ogóle?

  5. Krócej czy w ogóle – na jedno wychodzi.

  6. Lupin pisze: Perspektywa życia wiecznego czy niezmiernie długiego może być czasem przerażająca, ale dla mnie jednak mniej przerażająca niż myśl, że za jakieś trzydzieści lat koniec i więcej nigdy mnie nie będzie.

    A co to zmienia? Skoro Cię nie będzie, to nie będziesz odczuwał smutku, że Cię nie ma.

  7. Jakiś czas temu usłyszałem taki dialog dwóch starszych panów, wśród życzeń zdrowia:
    — Obyśmy długo żyli! Ale nie za długo!
    — Tak do setki i nie dłużej!

    W starożytnej Grecji nieśmiertelność była ideałem, ale tylko połączona z wieczną młodością. A (długo-)wieczna starość?

  8. „Chyba jestem największym pechowcem na świecie”!!
    Na ostatnim pogrzebie to ja złapałem wieniec” 🙂

    Cytat z http://www..joemonster.org

  9. Testeq: „Skoro Cię nie będzie, to nie będziesz odczuwał smutku, że Cię nie ma.”
    .
    Zgoda. Smutno mi jest TERAZ, gdy o tym myślę. Tobie nie?
    I na pytanie Torlina też odpowiadam teraz, a nie po śmierci.

  10. Pod warunkiem, że byłbym 20 latkiem – nawet nie z ciała, ale z ducha.
    Mój boże 200 letnia pierdoła – to dopiero męki dla rodziny. Wyobraż sobie dobre rady 300 latka.

  11. Tes Tequ, Hoko ma rację. Po co? Aby zobaczyć nowości, poznać świeże odkrycia i wynalazki, zanurzyć się np. w czwartej rewolucji technicznej. Tylko czy nas nie będzie przypadkiem za dużo? Ja w sposób normalny mam zamiar w pełnym zdrowiu żyć jeszcze 30 lat, mam długowieczne geny, na nic nie choruję, nie biorę żadnych lekarstw, a wyniki badań mam rewelacyjne. To jak 30, to dlaczego nie 50?
    Ja nie wiedziałem, że rzuca się wieńcem na pogrzebie, a kto złapie, to do piachu. makabryczna zabawa.
    Tak, Piotrusiu, pod warunkiem sprawności umysłowej (intelektualnej) i fizycznej. Inaczej nie chcę, w przypadku roślinki żądam eutanazji, a przy Alzheimerze Domu Starców.
    PAKu, zależy co pod tym stwierdzeniem rozumiemy. Jeżeli pełną sprawność j.w., to może być i starość. Ja np. nie chciałbym być wiecznym 20-latkiem.
    Dzięki za dyskusję.

  12. Gdybym żył w XIX wieku to statystycznie biorąć od 20 lat powinienem nie żyć. Tylko przez to, że się urodziłem później zyskałem 20 lat ekstra. Przyznam, że im dłużej żyję tym życie wydaje mi się mniej pasjonujące a nawet nudne. Naprawdę się zastanawiam czym je uatrakcyjnić, bo mam wrażenie, że większość ciekawych rzeczy już przeżyłem. Ominęły mnie tylko pewne ekstremalne wydarzenia typu wojna. Perspektywa mordowania się do setki, łażenia do lekarzy i innych atrakcji tego wieku napawa mnie smutkiem. Popatrz na Berlusconiego – co on wyprawia żeby się odmłodzić, ile go to kosztuje?
    Naprawdę nie warto. Po co?
    Pozdrawiam

  13. No to mamy Kartko zupełnie rozbieżne pragnienia, dla mnie każdy dzień przynosi coś nowego.

  14. Na pierwszy rzut oka:
    „Po co?” jest pytaniem zarazem interesującym, jak i bezzasadnym. Bo prawidłowa odpowiedź jest pochodną nie tyle długości, co jakości (dotychczasowego) życia. Po to, aby zrobiź więcej dobrego? Po to, aby dłużej być dla tych którzy nas kochają, których my kochamy i którzy nas (być może) potrzebują?

    A z drugiej strony:
    Czy 140-letni Hitler w dobrym zdrowiu i kondycji jest wizją atrakcyjną z punktu widzenia reszty która nie jest z nim tożsama? Czy przedłużenie życia Stalina leżało w interesie ludzkości? Czy i tutaj zasadne było pytanie „po co?”
    A z trzeciej strony:
    Jak wyglądałby postęp, gdyby dalej żył Robespierre? Bismarck?. Lenin? Lavoisier? Farraday? Edison? Dr. Schweizer? JP? Byliby tacy sami w wieku lat 200, 120 lub 93? Inni?

    Co my wiemy?

  15. Lupin pisze: Smutno mi jest TERAZ, gdy o tym myślę. Tobie nie?

    Nie chcę być niegrzeczny, ale przyznam, że nie odczuwam smutku z tego powodu, że za 30 lat Ciebie nie będzie. Mnie też nie będzie. Cieszmy się zatem, że jesteśmy teraz. Niech przyszłość nie psuje nam teraźniejszości.

  16. Torlin pisze: Tes Tequ, Hoko ma rację. Po co? Aby zobaczyć nowości, poznać świeże odkrycia i wynalazki, zanurzyć się np. w czwartej rewolucji technicznej.

    Torlinie, Hoko nie ma racji.

    Po co tak długo żyć? Żeby zobaczyć, że naszą cywilizację zalewa szambo informacyjne czwartej generacji, że istotą przekazu staje się zawartość majtek celebrytów znanych tylko z tego, że są znani oraz śmierć i nieszczęście ludzkie. Rewolucja techniczna służy schlebianiu najniższym instynktom z zabijaniem bliźnich na czele. Czy koniecznie chcesz być świadkiem tej degrengolady?

  17. Naprawdę, tylko z tym kojarzy Ci się nowoczesność? Bo mnie z dziesiątkiem spraw, wakacjami w dalekich krajach, z wędrówkami po górach ze świetnym sprzętem, możliwością nowoczesnego opiekowania się swoim hobby, nieprawdopodobnymi możliwościami zdobycia wiedzy nawet w najdziwniejszych sferach nauki. Jak widzę postęp w budownictwie, rolnictwie, ogrodnictwie, motoryzacji, chirurgii itd – to się kręci w głowie, co możemy zobaczyć za lat 30 – 50.

  18. Torlinie, wszystko już było – kochaliśmy, tęskniliśmy, przeżywaliśmy szczęście, nienawiść, emocje. Wszystko już znamy. Góry dają spokój i poczucie mocy swego ciała. Ile razy można tego poczucia szukać a potem tracić i znów szukać… . Podróże też ożywiają tylko na jakiś czas. No chyba, że ruszyć w ostatnią podróż z której się już nie wraca. To chyba lepszy pomysł niż targowanie się o kolejne lata. Starość to powolne zasypianie i trzeba się z tym pogodzić. Szczęśliwi, starzy Portugalczycy siedzą w słoncu na ławeczkach w kaszkietach w kratkę i pogodzeni z losem czekają na to co nadejdzie. Nie ma sensu się szarpać o wiekową premię od losu.
    Pozdrawiam

  19. Torlinie, piszesz „nieprawdopodobnymi możliwościami zdobycia wiedzy nawet w najdziwniejszych sferach nauki.”

    Zgadzam się. Zrealizowało się moje marzenie z lat 1980-tych, kiedy pomyślałem: fajnie by było, gdyby powietrze było nasycone całą wiedzą ludzkości.

    I mamy to już teraz – Internet i sprytne telefony komórkowe udostępniają nam całą wiedzę ludzkości wszędzie tam, gdzie mamy zasięg.

    Ale nie przewidziałem jednego – że wywoła to niechęć do pogłębiania wiedzy. Młodzi ludzie przestają się uczyć, gimnastykować umysł, bo przecież wszystko można wyguglać. Wyguglać można, ale niewytrenowany mózg nie jest w stanie wspiąć się na wyższe poziomy abstrakcji. Nie ma fundamentu podstawowej wiedzy umożliwiającej budowanie bardziej złożonych struktur koncepcyjnych. To mnie szczerze martwi.

  20. @Kartka z podróży: Też mam wrażenie, że wszystko już było. A góry i inne zacisza zadeptują coraz sprawniejsze tabuny wycieczkowiczów last-minute.

  21. TesTequ, wielki czeski pisarz Karel Čapek napisał kiedyś kapitalną humoreskę. Oto w czasach prehistorycznych siedzi przed jaskinią starsza para w średnim wieku i narzeka. Młodzież dziś taka zepsuta, leniwa, nie chce im szlifować kamienia, robią narzędzia z kości, bo to, mówią, łatwiej i szybciej. Zabawiają się wymianą handlową z sąsiednim plemieniem, zamiast po dawnemu napaść, zatłuc i zabrać co trzeba. Niby że szkoda życia ludzkiego, a naprawdę to tchórze są po prostu! A jednego wnuka to przyłapałam na smarowaniu na ścianie jaskini rysunku gołej baby!
    .
    A propos wcześniejszego komentarza: naprawdę nigdy nie myślisz o tym, że cię kiedyś nie będzie? A jeśli myślisz, to żadnych emocji to w Tobie nie budzi?

  22. Tes Teq

    „przecież wszystko można wyguglać. Wyguglać można, ale niewytrenowany mózg nie jest w stanie wspiąć się na wyższe poziomy abstrakcji.”

    Ale czy korzystając z biblioteki domowej, uczelnianej, powiatowej czy miejskiej byliśmy w tak bardzo odmiennej sytuacji. Różnica polega tylko na tym że teraz szybciej a biblioteka staje się coraz bardziej globalną.

    Jak się ma wspinanie na stromiznę abstrakcji do korzystania z Internetu nie rozumiem. Na czym polega deprawacja młodych umysłów przez Internet?

  23. Torlinie:
    A kto mówi o 20 latach? Nawiasem mówiąc, sam pisałeś o Jadwidze Andegaweńskiej 😉
    W literaturze pojawiają się czasem głosy, że nieśmiertelność byłaby śmiertelnie nudna. Ale sądzę, że póki człowiek jest sprawny fizycznie i umysłowo, to chce żyć. Tyle, że na taką sprawność trudno mi nie robić poprawki, widząc wiele osób schorowanych. I to czasem przed wiekiem emerytalnym (niepodwyższonym), o 130 latach nie wspominając.

  24. Kilka uwag, po pierwsze musze cię w moim Hyde Parku zalinkować, bo zbieram tam opinie o „Uważam RZE” a sam nie czytałem, jedynie wyraziłem zniesmaczenie tytułem.
    Co do treści artykułu, zupełnie nie mam problemu, o którym pisze LUpin, mnie tam wcale nie smutno, że mnie kiedyś nie będzie, uważam to za oczywistość i wręcz banał.
    Żadna tragedia:)
    Żadnych emocji.

    I jakoś w sumie nie ma większego znaczenia, czy to się za stanie za lat 20 czy za 60 to niebycie.
    Acz drugiego przypadku się obawiam, bo nie wierzę, że byłbym idealnie fizycznie i psychicznie sprawny.
    Zresztą teraz nie jestem:)

    Z drugiej strony mimo swego nihilizmu i pesymizmu i poczucia, że wszystko już było uważam, że jednak każdy dzień jest czymś nowym, że dopóki człek się uśmiecha i dziwić potrafi, to jest to dobre życie.
    I że wcale nie trzeba miec jakiegos specjalnie ciekawego zycia, by się nim cieszyć, prawdziwe przyjemności są powtarzalne, oczywiście chwil się powtórzyć nie da, ale czytanie, łażenie po górach, filmów oglądanie, rozmowa, muzyki słuchanie, praca, uśmiechanie się, alkoholizowanie, trucie nikotyną, przyjaźń, miłość, muzyka, kłótnie nawet, wszystko to ma ciągle swój smak i smaku tego nie traci.

    Zresztą czytałem nieraz, że to właśnie starsi ludzie często bardziej chcą żyć, bo tego życia wartość znaja i docenić je umieją, młodzi często przecież i trybem życia i niebezpiecznymi zachowaniami ryzykują to życie a zdrowie przynajmniej.

    Aaaa, jeszcze jedno, choroby żadne nawet poważne (nie mówię o chorobach psychiki czy duszy, bo to insza inszość) wcale chęci życia mym zdaniem nie odbierają, zaryzykowałbym twierdzenie, że niekiedy wzmacniają

  25. A mnie najmniej martwi, odejście „za tęczowy most” .Bardziej mnie martwi ból, który to odejście może sprawić moim bliskim i strach , co się stanie z moimi zwierzakami, które są od zawsze w moim życiu.
    Z latami doceniam każdą chwilę .
    Doceniam potegę internetu,ale daje też w kość.Wtedy stosuję samoograniczenie, zabieram psy i ide do lasu,który mam prawie za domem.
    A najbardziej uwielbiam psiedzieć na pustej jeszcze niezaludnionej plaży( poza sezonem jest to możliwe) gapić się w przestrzeń i bezkres nieba.

  26. Dana 1 – w najpodlejszej bibliotece nie znajdziesz tyle głupoty co w internecie.
    Bez wyrobionej skromności młody człowiek mierząc świat Wikipedią stoczyć się może w samouwielbienie intelektualne bedące deprawacją.

  27. PIotruś

    Wydaje mi się że większość głupstw z jakimi zetknąłem się w życiu miała formę druku na papierze. Myślę że wirtualna biblioteka nie musi zawierać ich więcej.

    W momencie kiedy rozpowszechniał się druk wielu było przekonanych że ta technika wulgaryzuje przekaz.

  28. Dana1

    Coś jednak jest na rzeczy. Rozpowszechniać głupstw w druku na papierze nie mógł pierwszy lepszy, bo jest to kosztowne. Trzeba albo mieć pieniądze albo poważanie u takich, co mają pieniądze. Eliminowało to sporą część głupstw, które teraz plenią się swobodnie i bez ograniczeń.

  29. Pawle

    Na rzeczy jest tyle co z młotkiem. Jest tanim narzędziem za pomocą którego byle kto może zabić byle kogo. Jednak moim zdaniem pożytki z młotka dominują zdecydowanie nad zagrożeniami jaki stwarza.

  30. Edwarze, przecież ja nie twierdzę, że internet jest per saldo zjawiskiem szkodliwym. Powinieneś mnie znać na tyle, by nie posądzać o takie opinie. Twierdzę tylko, że jego negatywną stroną jest łatwość publikowania dowolnych treści przez dowolne osoby, gdyż znosi barierę kosztów druku.
    Ja nawet lubię w internecie obserwować przejawy skrajnej głupoty, które na papierze dużo trudniej było znaleźć (i nie za darmo).

  31. Pawle

    Właśnie! To tak jak siedzieć w kawiarnianym ogródku i patrzeć na naszą ludzką paradę próżności.

  32. A jednak najbliżej mi do poglądów Edwara i Grzesia. Uważam Wikipedię i Internet za znakomite źródło wiedzy. Trzeba tylko umieć odsiewać plewy od ziaren.
    I bardzo mi jest bliski Grześ, ja jestem jak dziecko (zdanie mojej córki), ja się cieszę byle czym (Krakusy się mnie pytają, dlaczego mówię, że się czeszę byle czym), cieszy mnie alejka w Lesie Kabackim, kłócące się sójki, źle namalowany przeze mnie obrazek, góry lub inne atrakcje.
    Opowiem takie zdarzenie. W Popradzie w Aquaparku była zjeżdżalnia na kołach (tzn. nie ona była na kołach, ale spływało się na kołach), i wyraźny napis stwierdzał, że nie wolno spływać na tzw. szczupaka, tylko trzeba siedzieć jak w muszli klozetowej. Młode chłopaki, jak strażnik nie widział, to tak spływali, a ja z nimi. W pewnym momencie ratownik mnie jednak dorwał i mówi: „No wie pan, w pana wieku” 🙂
    Mam tyle spraw jeszcze do załatwienia w swoim życiu, w tylu miejscach chcę być, pokupować sobie różne rzeczy. Oglądam się oczywiście za siebie, ale nie wierzę, że wszystko było. Cały świat jest jeszcze przede mną (no może z wyjątkiem młodych i pięknych dziewcząt – a szkoda).
    Jejku – co za dyskusja. Strasznie się cieszę, że utrafiłem. Dzięki wszystkim.

  33. Lupin pisze: „Oto w czasach prehistorycznych siedzi przed jaskinią starsza para w średnim wieku i narzeka. (…) Zabawiają się wymianą handlową z sąsiednim plemieniem, zamiast po dawnemu napaść, zatłuc i zabrać co trzeba.”

    Generalnie największe sukcesy w biznesie odnosi się napadając, tłukąc i zabierając co trzeba, więc staruszkowie mają rację… Na przykład wybuchające co chwilę konflikty na Bliskim Wschodzie to biznesowa wojna o ropę i nic więcej.

    Lupin pisze: naprawdę nigdy nie myślisz o tym, że cię kiedyś nie będzie? A jeśli myślisz, to żadnych emocji to w Tobie nie budzi?

    Fakt, że mnie nie będzie w jeszcze jednym miejscu niewiele zmienia. Już w tej chwili nie ma mnie w przeogromnej większości miejsc we wszechświecie.

  34. dana 1 pisze: Ale czy korzystając z biblioteki domowej, uczelnianej, powiatowej czy miejskiej byliśmy w tak bardzo odmiennej sytuacji. Różnica polega tylko na tym że teraz szybciej a biblioteka staje się coraz bardziej globalną.

    Byliśmy w kolosalnie odmiennej sytuacji, którą sam podkreśliłeś ❗

    Chodzi o to, że wyprawa do biblioteki była na tyle uciążliwa, że opłacało się sporządzać notatki, co jest jedną z kluczowych metod przyswajania wiedzy. Obecnie się nie notuje, ponieważ wszystko dostępne jest w Internecie. Nawet już się tego nie drukuje i nie kseruje. Występuje fałszywe mniemanie, że nie potrzeba uczyć się tego, do czego jest dostęp. Ale jak nauczyć kogoś matematyki, jeśli ten ktoś wie tylko, że aby pomnożyć dwie liczby, należy wpisać w linię zapytań Google „liczba razy liczba” i wynik wyskakuje jak królik z kapelusza. To jest trywialny przykład, ale zrozumienie wielu rzeczy wymaga ugruntowanych w naszym mózgu podstaw.

  35. Torlin pisze: Mam tyle spraw jeszcze do załatwienia w swoim życiu, w tylu miejscach chcę być, pokupować sobie różne rzeczy. Oglądam się oczywiście za siebie, ale nie wierzę, że wszystko było. Cały świat jest jeszcze przede mną (no może z wyjątkiem młodych i pięknych dziewcząt – a szkoda).

    Zadziwiasz mnie.

    Naprawdę chce Ci się jeszcze coś kupować ❓ Wszędzie tylko produkty z jednej chińskiej fabryki opatrzone różnymi nalepkami ❗

    Naprawdę chce Ci się jeszcze gdzieś jeździć ❓ Wszędzie tylko tłum i scenografia dla turystów ❗

    Jedyną świeżość i niepowtarzalność można znaleźć otaczając się młodymi i pięknymi dziewczętami, ale Ty je z niewiadomych przyczyn skreślasz. A one właśnie szukają swojej drogi w życiu i naszym zadaniem jest im pomóc w jej znalezieniu ❗

  36. Tes Tequ!
    Ale tak jest od tysięcy lat, każdy uważał, że tamten dawny, sprawdzony sposób jest lepszy. Telewizja miała zniszczyć radio, winyl był przyjaźniejszy uszom niż płyta, przepisywane pergaminy były ważniejsze od druku, przed pierwszym jadącym samochodem leciał facet z chorągiewką, a koło jadącego pociągu nie rosły ziemniaki.
    Tymczasem właśnie możliwość dotarcia do wiedzy jest wielką szansą dla młodego pokolenia. Piszesz: „wyprawa do biblioteki była na tyle uciążliwa, że opłacało się sporządzać notatki, co jest jedną z kluczowych metod przyswajania wiedzy” – zgoda. Ale przyznasz, że dotyczy to osób idących do biblioteki. A co z tymi, co nie chodzą? Teraz wiedzę mają na wyciągnięcie ręki.
    Może to zabrzmi brutalnie, ale mnie – fascynata matematyki – nie szokuje mnożenie przy pomocy komórki, tak jak jestem przeciwny całej wiedzy wkuwanej na pamięć, skoro jest ona dostępna, pod ręką. Tak jak wyuczone łacińskie sentencje są dzisiaj li tylko hasłem popisowym staruszków na przyjęciach. Powinniśmy zmienić cały styl nauki, przestawić się z wiedzy encyklopedycznej (do dzisiaj pamiętam – cała IV klasa z biologi to o muchach, tasiemcach i innych dżdżownicach) na umiejętność wyszukiwania prawdy, uczenia umiejętności syntezy i analizy, wyciągania wniosków, czytania najnowszych opracowań.
    Tes Tequ!
    Piszesz: „Na przykład wybuchające co chwilę konflikty na Bliskim Wschodzie to biznesowa wojna o ropę i nic więcej”. Naprawdę uważasz, że to, co się dzieje z Tunezji, Egipcie, Jordanii, Jemenie czy Sudanie to jest tylko „biznesowa wojna o ropę i nic więcej”?

  37. W międzyczasie się wpisałeś, jak ja tłukłem poprzednią odpowiedź. A na wszystkie pytania odpowiadam – tak. Mam mnóstwo planów, m.in. marzę o kupieniu sobie skutera lub motoru, chciałbym mieć jacht i własnego konia, marzę o kupieniu sobie na własność reprintu całego Słownika Orgelbranda i obrazu – portretu Witkacego, które tak uwielbiam.
    Marzę o Indiach, trekkingu podnóżami Annapurny, wejściu na Kilimandżaro, jazdą zaprzęgiem psim w Finlandii i nie wiem dlaczego, ale bardzo bym chciał pojechać do Timoru Wschodniego. Tes Tequ – mnie tłumy nie przeszkadzają, ja się świetnie czuję samotnie w lesie czy w górach, jak i w rozkrzyczanym schronisku. Jestem po prostu przyjaźnie nastawiony do ludzi, oni mi nie przeszkadzają.
    A inne marzenia? Chciałbym nauczyć się malować (dotychczasowe próby są zniechęcające), posiąść podstawy hiszpańskiego (już się go kiedyś uczyłem), nauczyć się szyć, żeby na wszelkie poprawki nie lecieć specjalnie do zakładu. A jakbym poszedł na jakieś studia podyplomowe? A może doktorat?

  38. TesTeq [wprawdzie do Torlina]: „Naprawdę chce Ci się jeszcze coś kupować? Wszędzie tylko produkty z jednej chińskiej fabryki opatrzone różnymi nalepkami!”
    .
    A co mnie to obchodzi, z jakiej fabryki? Ważne, jaką mogę mieć z nich korzyść lub przyjemność.
    .
    „Naprawdę chce Ci się jeszcze gdzieś jeździć? Wszędzie tylko tłum i scenografia dla turystów!”
    .
    Jeśli sobie życzysz, mogę Ci wskazać szereg ciekawych miejsc w Polsce i niedaleko za jej granicami, gdzie nie ma ani scenografii, ani turystów. Trzeba tylko umieć je dostrzegać.

  39. Torlinie, jakbyś się wybierał na trekking w Himalaje, to chętnie się przyłączę. Serio! To jest i moje marzenie, raz omal nie zrealizowane, a od kilkunastu lat blokowane na przemian przez sytuację rodzinną i finansową.
    Innym moim marzeniem jest lot balonem. To akurat mam zamiar tej wiosny zrealizować.
    Ale gdzie ty będziesz na Ursynowie trzymać konia?

  40. Torlin pyta: „Naprawdę uważasz, że to, co się dzieje z Tunezji, Egipcie, Jordanii, Jemenie czy Sudanie to jest tylko ‚biznesowa wojna o ropę i nic więcej’?”

    Tak. Na przykład w Egipcie zmieniła się tylko etykieta, zawartość pozostała ta sama – Chińczykom nie udało się i Stany Zjednoczone zachowały kontrolę nad tym krajem.

    Co do Twoich planów – szczerze zazdroszczę Ci skali Twoich zainteresowań. Wpędzasz mnie w kompleksy (naprawdę!). Co do kupowania rzeczy – skuter i łódkę miałem, a koni się boję 🙂

  41. Lupin pisze: A co mnie to obchodzi, z jakiej fabryki? Ważne, jaką mogę mieć z nich korzyść lub przyjemność.

    Mógłbyś podać choć jeden przykład takiej rzeczy?

    Sądzę, że tego typu aspiracje załatwia się w trzech krokach:
    1) Pracuję w dziedzinie, która mnie pasjonuje, dzięki czemu jestem w tym znakomity.
    2) Moje usługi są wysoko cenione i dobrze wynagradzane.
    3) Idę do sklepu i kupuję to, co jest mi potrzebne do szczęścia.

    Lupin pisze: Jeśli sobie życzysz, mogę Ci wskazać szereg ciekawych miejsc w Polsce i niedaleko za jej granicami, gdzie nie ma ani scenografii, ani turystów. Trzeba tylko umieć je dostrzegać.

    Mógłbyś podać choć jeden przykład takiego miejsca? Czy pozostaniemy przy ustaleniu, że jestem gapą, która nie umie ich dostrzegać?

  42. Tes Tequ

    1.Powieś mapę na tarczy do gry w rzutki.

    2. Rzuć traktując całą mapę, jako cel 100 razy. 90 (jeśli nie więcej) wyznaczonych w ten sposób miejsc spełni twoje oczekiwania.

    3. Pamiętam skądsiś, że dawno, dawno temu Brytyjczycy wymusili na Niemcach znakowanie produktów napisem Made in Germany. Chcieli w ten sposób zabezpieczyć swoje produkty przed zalewem Niemieckiej tandety.

    4. „Tak. Na przykład w Egipcie zmieniła się tylko etykieta, zawartość pozostała ta sama – Chińczykom nie udało się i Stany Zjednoczone zachowały kontrolę nad tym krajem.”

    Pozostaje zazdrościć sprawności i skuteczności w wyjaśnianiu zjawisk politycznych i procesów społecznych i społeczno psychologicznych.

    Dzięki.

    Powiem jak bohater „Wykładu profesora Mmaa” – „Świat wydał mi się prosty i zrozumiały”.

  43. TesTeq: „Mógłbyś podać choć jeden przykład takiej rzeczy?”
    .
    Co za pytanie! Chcesz wiedzieć, jakie rzeczy mi sprawiają przyjemność? Ostatnio głównie książki. Ale niedawno kupiłem sobie rolki. Nie mam pojęcia, gdzie wyprodukowane. Może i w Chinach.

    „Mógłbyś podać choć jeden przykład takiego miejsca?”
    .
    Proszę uprzejmie. Jeden przykład z kategorii „osobliwości przyrody”. Wodospad Maniawski (Ukraina, góry Gorgany, obwód iwanofrankowski, rejon Sołotwino). Miejsce wyjątkowo malownicze, w Polsce tej klasy wodospadu chyba nie mamy. Dojazd do Maniawy starą, zniszczoną asfaltówką, dalej około 6 km drogą gruntową, pod koniec ścieżką kilka razy przecinającą w bród rzekę. Szlak turystyczny wyznakowano dopiero dwa lata temu, zresztą marnie. Żadnej innej infrastruktury turystycznej. Z turystów zaglądają tam co najwyżej niedzielni wycieczkowicze z Iwano-Frankowska. W tejże Maniawie jest Skit Maniawski – monaster prawosławny (obecnie greckokatolicki) pamiętający XV wiek. Czynny. Tu ludzi kręci trochę więcej, bo dojazd łatwiejszy, ale też żadnego Disneylandu nie ma.

  44. dana 1 pisze:
    1.Powieś mapę na tarczy do gry w rzutki.

    2. Rzuć traktując całą mapę, jako cel 100 razy. 90 (jeśli nie więcej) wyznaczonych w ten sposób miejsc spełni twoje oczekiwania.

    Ależ ja nie mam żadnych specjalnych oczekiwań! (oprócz tego, żeby Lupin podał mi choć jeden przykład 🙂 ).

    Jestem tu gdzie jestem, bywam tam gdzie bywam i jest mi z tym dobrze.

    Marzenia? To po prostu kolejne realizowane projekty.

    dana 1 pisze: Pozostaje zazdrościć sprawności i skuteczności w wyjaśnianiu zjawisk politycznych i procesów społecznych i społeczno psychologicznych.

    Dziękuję za uznanie, ale nie ma czego zazdrościć. To przygnębiające tak jasno widzieć, jak spryciarze wykorzystują społeczeństwa, którym się wydaje, że mogą coś zmienić w swoim położeniu.

    Swoje położenie mogą zmienić tylko ci, którzy odłożą na bok ideały i sami staną się spryciarzami.

  45. @Lupin: Minęliśmy się. Dziękuję za przykłady.

    Zakup rolek i książek to po prostu jedno kliknięcie myszką. Niestety nie widzę w tym nic z marzeń, o których pisze Torlin. Po prostu natychmiastowe zaspokojenie potrzeby i już.

    Co do wodospadu – to ciekawe, ale tak sobie myślę, że ja chyba już nie żyję, skoro na myśl o tułaniu się po ukraińskich bezdrożach, odechciewa mi się takiej podróży. Może chociaż organizują tam przeloty helikopterami? 😉

  46. Torlinie, kupuj konia!Swiat wydaje się znacznie piękniejszy z końskiego grzbietu!
    I na rajdy mozesz pojechać tym własnym środkiem lokomocji.
    A gdzie „garażować”? Blisko Ursynowa -Służewiec i tam można wynająć boks.
    W poblizu mnóstwo atrakcyjnych amazonek. 😉 Ale koń to odpowiedzialność, wymaga conajmniej 3 godzin dziennie Twojej obecności
    Jesśi nie koń- dla wolniejszych może być osiołek.
    Mój Profesor(nb.współautor pomnika w Treblince) postanowił zwiedzać Bieszczady.
    Kupili z żoną w latach 69/70 osiołka w zoo w Krakowie, osiołek tragał bagaże, a pożywiał się tym co spotkał po drodze.Bardzo sobie chwalili pomysł.A osiołek po podróży wrócił do Krakowa.

  47. TesTeq: „Zakup rolek i książek to po prostu jedno kliknięcie myszką. Niestety nie widzę w tym nic z marzeń, o których pisze Torlin. Po prostu natychmiastowe zaspokojenie potrzeby i już.”
    .
    Dryfujesz w bok od wyjściowego zagadnienia. Ja przytoczyłem przykład książek i rolek w reakcji na twoje smętne rozważania, iż nie warto nic kupować, bo wszystko i tak chińskie. Co tu mają do rzeczy marzenia?
    .
    „Co do wodospadu – to ciekawe, ale tak sobie myślę, że ja chyba już nie żyję, skoro na myśl o tułaniu się po ukraińskich bezdrożach, odechciewa mi się takiej podróży. Może chociaż organizują tam przeloty helikopterami?”
    .
    Czego ty właściwie oczekujesz? Żeby było pięknie, ciekawie, gładki asfalt, parking strzeżony i dobra restauracja obok, a żadnych turystów? Takich cudów to rzeczywiście już nie ma na tym najlepszym za światów.
    A na Ukrainie wszystko jest możliwe, jeśli się ma pieniądze. Z helikopterem nie próbowałem, ale wynająłem sobie kiedyś w Worochcie w charakterze taksówki kierowcę czekającego na księdza, który akurat odprawiał mszę. Zawiózł mnie ze dwadzieścia kilometrów w głąb gór, gruntową drogą, gdzie żaden autobus oczywiście nie dojeżdżał.

  48. To co napisałam powyżej – jest pomysłem dla wędrowników, może się skrzykniecie i „kupą mości Panowie, kupą” w dwa, albo trzy osiołki?Ale jak mniemam dwa ossiołki na 4 -ch wystarczą. 🙂
    Sama bym się wybrała na taką wyprawę.Same pozytywy!

  49. @Lupin: Myślę, że po prostu, po kupieniu pewnej liczby rzeczy, człowiekowi odechciewa się już kupowania – niezależnie od tego, czy towar jest chiński, czy chiński z nalepką amerykańską, czy chiński… 🙂

    Pytasz, czego właściwie oczekuję? To dobre pytanie.

  50. Muł jest lepszy od konia – mniej wymaga zachodu. Muł jest wytrzymału i bardzo wydajny w pracy, a przy tym ma niewielkie wymagania żywieniowe. Poza tym muł się sprawdza w czasie wędrówek po górach. Można go obciążyć plecakiem, namiotem i zapasami żywności. Nie wiem tylko czy w Polsce można kupić muły
    Pozdrawiam

  51. Nawet znalazłem zdjęcie obrazujące przydatność muła w górach

  52. Znowu nie zgadzam sie z wpisem Torlina z 22:36 bo:
    – gdzie i kiedy nauczyc sie oddzielania ziarna od plew ?
    – jaki sens ma świat bez pięknych i młodych dziewcząt ?
    Opinia na temat wkuwania wiedzy (jako poplątanie z pomieszaniem) z ust wielbiciela matematyki szokująca.

  53. No właśnie @ kartko!Skąd wziąć muła?
    Osioł się sprawdza doskonale, nawet miotłę wrąbie znalezioną gdzieś na przyzbie.
    Ale konia już na takie wyprawy nie polecam.Może hucuła.Tu by się musiał nasz Wachmistrz wypowiedzieć.
    Koń to chimeryczne zwierze, byle co go potrafi wpędzić w panikę.
    Jak zwykle wyobraźni popuszczam wodze i widzę Was- podróżników zapalonych, jak sobie wędrujecie po Ukrainie,czy gdzie Wam się zamarzy, a osiołek dżwiga Wasz bagaż.I z tym obrazem idę spać ; smile:

  54. Dostrzegam doskonałą okazję do zrobienia biznesu (bez stresu). Wyraźnie widać, że w Polsce pojawia się popyt na muły i nie wiadomo, gdzie je można nabyć. Załóżmy wspólnie sklep internetowy z mułami. I profesjonalną przechowalnię mułów – dla mieszkańców ursynowskich bloków! 🙂

  55. Babko, ja sam jestem takim osłem, który wędruje po Ukrainie, dźwigając swój bagaż. Dobrze robi na kondycję. Tylko mioteł niestety nie wcinam, muszę żywność nosić ze sobą.

  56. @Lupin,@ Tes Teq- cudne! 😉 😉 😉

  57. Żyć 1000 lat i to bez dziewczyn? 950 lat? Torlin – chyba cię pogięło 😀
    A swoją drogą, czy twoi przyjaciele też będą tak długowieczni? Wyrabiać sobie jakieś nowe przyjaźnie… Od ilu lat emerytura? Jak długo zamierzasz zarabiać na siebie?
    Gdzie się podzieją twoje dzieci i ich dzieci, wnuki prawnuki? Przyjdzie im chyba na stojąco żyć w tym nowym, wspaniałym świecie. Na górskich ścieżkach będą stały dłuuugie kolejki chętnych do wejścia na szczyt, 😦 😦 😦
    Odechciewa mi się ciągnąć kontynuacje, bo zaczyna mnie jakowaś zmora dusić 😛
    Ja tam chcę żyć tylko w obowiązującej normie.
    I tak brakuje mi już zbyt wielu takich, co byli ważni i potrzebni.
    Mam im tyle do powiedzenia…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: