Napisane przez: torlin | 23/02/2011

Ma słoma słoma

Zdjęcie STĄD. Przypomniała mi się w związku z moją notką zabawa dziecięca polegająca na szybkim powtarzaniu wyrazu masło, masło, masło.

W swoim blogu poruszam sprawy, które mnie zaciekawiły, zaintrygowały. Olbrzymie wrażenie zrobił na mnie artykuł Beaty Drewnowskiej „Polska karmi Europę drobiem i słodyczami” zamieszczony w nr 2 „Uważam rze”. W poszukiwaniu jego treści w Internecie skonstatowałem dziwny fakt, że ten artykuł jest, ale po prostu wisi sobie w Onecie, a nie na stronach redakcyjnych (i jeszcze do tego pod winietą „Rzeczpospolitej”).

TO JEST TEN ARTYKUŁ, JEST KRÓCIUTKI.

Ja wprawdzie zastanawiam się, jak to będzie po powodziach, podtopieniach i innych cudach natury, ale cud jest to rzeczywiście olbrzymi. I jak mantra chodzi mi po głowie powiedzenie Leppera, że żywność z Zachodniej Europy zaleje Polskę.

Advertisements

Responses

  1. To już wiemy, dlaczego zachodnie społeczeństwa tyją na potęgę – winne są nasze słodycze.

  2. No przecież, TesTequ, nasze słodycze są względnie mało tuczące (z naciskiem na: względnie).

    Co do ad remu z ostatniego akapitu — podtapia nas i będzie podtapiać, ale te zmiany klimatu nie są karzącym palcem wycelowane akurat w Polskę i rodzime rolnictwo. Po prostu, o własnych kłopotach wiemy więcej niż o cudzych.

  3. Konstatacja, że rzeczywistość jest inna niż mniema wyborca Leppera nie jest powodem do przesadnej uciechy. Wyborca Leppera (i podobnych) na szczęście z definicji nie ma racji.

    Przy okazji mam pytanie, bo się chyba na tym trochę znasz Torlinie.

    Jak duży procent upraw w PL może zostać zalany przy nawet maksymalnych powodziach?

    Nie pytam o szkody, jakie mogą spowodować uporczywe opady. Pytam o zjawisko powodzi i podtopień. W mediach urasta to zjawisko do narodowej klęski, jaką nie jest. Owszem jest to zdarzenie dramatyczne punktowo ( no może i liniowo), bardzo widowiskowe w kamerze i bardzo przykre dla znikomej mniejszości, której dotyka. Polska chyba nie leży w delcie jakiejś ogromniastej rzeki?

  4. Ten wpis jest inny niż zwykle, po raz pierwszy poświęcony gospodarce, rzadko ze skierowanym linkiem i zrobiony na chybcika (o 5 pobudka i do pracy) „co cię najbardziej ostatnio zaciekawiło”? Właśnie to.
    Tes Tequ!
    Bo jedzą rzeczy z glutaminianem sodu i się nie ruszają. Jak to zwięźle kiedyś napisał jakaś Amerykanka od spraw żywienia: „Mniej żryj i rusz dupę”.
    PAKu i Dano!
    Tutaj nie chodzi o powodzie i podtopienia, tu chodzi o wysoki poziom wód gruntowych. Ziemia nie może już absorbować wody, bo nie ma jej gdzie pomieścić. Ja mieszkam przecież wysoko na skarpie daleko od Wisły, a wystarczy wbić szpadel, żeby trysnęła woda. Piwnice i drenaż pompowane są non – stop, Las Kabacki jest w pewnych miejscach tak zalany, że trzeba przeskakiwać z kępki na kępkę jak na bagnach, na polu obok zrobiło się jezioro, każdy trawnik jest podmokły. To jest problem.

  5. Dana1
    Niewielkie procentowo areały mogą ulec zalaniu czy podtopieniu przez powodzie. Natomiast problemem jest powszechne nawilgocenie ziemi czy inaczej wysoki poziom wod gruntowych. To niestety skutki zaniedbania melioracj w ostatnich 20 latach. Największe straty są wywołane gniciem na polach zbiorów. Praktycznie systemy melioracyjne na skutek rozmaitych przyczyn zanikły co fatalnie się odbija na plonach w latach mokrych.
    Pozdrawiam

  6. Ciekawostka do dyskusji i zgadzam się z wypowiedzią @ kartki(pozdrawiam);
    Nasze Żuławy położne wszak w depresji najmniej są zalewane mimo,że biegą wzdłuż Wisły.Zawdzięczają swój stan osiadnikom hollenderskim, którzy przed wiekmi zmeliorowali ten teren.Ale ten stan jeszcze w latach 80-tych ub.wieku sprawnie działąjacy powoli ulega zniszczeniu, właśnie przez sytuacje, które opisuje kartka.Jest to w tej chwili ziemia niczyja,pokawałkowana i nikt nie chce brać odpowiedzialności za swój kawałek gruntu.Ceniony niegdyś zawód melioranta popadł w niełaskę i zapomnienie.
    Wnosek: system ma złe przpisy i źle działa.

    .

  7. Rozumiem.

    Zapomniałem o skargach sprzed roku w którymś blogu, (kto wie czy nie twoich Torlinie) na tę dolegliwość. Mój polski dom leży bezpiecznie od wody i gruntowej i rzecznej – dlatego zapewne zapomniałem .

    Pamiętam skargi sprzed niewielu lat na zanikanie wód gruntowych na Niżu Polskim. Skargi te pamiętam, jako paniczne.

  8. Dana1
    Bo tak było – poziom wod gruntowych opadał. Tyle, że te normalne cykle pogodowe z suszami czy nadmiernymi opadami reguluje się wlaśnie odpowiednim systemem wodnym – odwodnieniowym czy nawodnieniowym. To pozwala utrzymywać jakiś sensowny i w mniejszym,stopniu zależny od kaprysów pogody poziom produkcji rolnej. Te inwestycje oparte na kapitale prywatnym (spółki wodne) i panstwowym były odkąd pamiętam prowadzone. Tylko w ostatnim 20 – leciu nikt się tym nie interesował. Mam nadzieję, że w końcu sytuacja zmusi ludzi o dbanie o te podstawowe w końcu sprawy.

  9. Kartka ma rację, ja nawet w Warszawie, którą trudno podejrzewać o racjonalne nawadnianie i odwadnianie terenów, ma takie zaniedbane miejsca, rowy melioracyjne są zasypywane, aby powiększyć działki, rury przelotowe mają za małą średnicę.
    Kartka nie ma racji, bo w obecnej sytuacji rowy nic by nie pomogły, bo tej wody nie ma praktycznie gdzie odprowadzić. U nas ww. rowy prowadzą wodę do Lasu Kabackiego, ale co zrobić, jak tam już jest w lesie jezioro/bagno. Co ma zrobić mój drenaż, jak on stoi w wodzie, a odpompowywanie wody tylko tworzy jezioro na polu sąsiada (on na nim nie siał od lat).

  10. Torlinie, Babka z Gdyni o tym pisała. To ma być system jak na Żuławach a nie rowy konczące się ślepo na polach. System zaczyna się od sieci melioracyjnych a kończy urządzeniami hydrotechnicznymi. Przecież te systemy są znane o setek lat i się sprawdzają nawet na depresjach.
    Pozdrawiam

  11. 😉 pisałam,pisałam, ale chyba pod niewłaściwy adres.Tutaj tylko ustawodawca może zaradzić, on wiadomo zajęty innymi sprawami,a lada dzień zaczną się roztopy.

  12. Ja mam swoja teorie na temat wzrostu eksportu i mysle, ze ten wzrost ma kilka zrodel. Wymienie te czynniki bez zadnej kolejnosci i zwracania uwagi na ciezar.
    1. Gospodarka rosyjska malo odczula skutki kryzysu, a Rosja jest jednym z glownych odbiorcow naszej zywnosci. W tym punkcie trzeba tez dodac, ze w 2010 nastapilo lekkie umocnienie rubla, czyli nasza zywnosc relatywnie dla nich staniala. Nie bez znaczenie jest tez na pewno ubiegloroczna wielka susza, ktora zdziesiatkowala plony na tym obszarze.
    2. Niemcy jako jeden z wazniejszych odbiorcow tez poradzily sobie dobrze z kryzysem, a jeszcze dodatkowo byly wstrzasane aferami w branzy spozywczej, ktore powodowaly spadek zaufania Niemcow do wlasnych produktow.
    3. Kilka podobnych spraw z zatruwaniem paszy i infekcjami zwierzat i drobiu mialo miejsce w calym 2010 w UK, Irlandii i w kilku innych miejscach Europy, a Polske jakos te problemy szczesliwie omijaly.
    4. Produkty w polskich sklepach w Europie zdrozaly mniej niz te w zachodnich supermarketach czyli relatywnie stanialy i Polacy, Litwini, Slowacy i inni wola kupowac nasze, bo nie dosc, ze tansze to jeszcze ma smak.
    5. Chiny. Chociaz tutaj nic nie wiem, a artykul zadnych danych nie podaje.

  13. Opowiem Ci scenkę (a raczej spojrzenie) sprzed wielu lat. Byłem na wycieczce „turystycznej” w Hamburgu i Kopenhadze promem (sprowadzałem części do komputerów) i nasz autobus w drodze do Hamburga zatrzymał się pod Lubeką przy jakimś supermarkecie. Widziałem takie cudo pierwszy raz w życiu, a kupiłem przede wszystkim śliczne puzzle dla swoich dzieci. Ale nie o to biega. Zafascynowany chodziłem po hali, aż dotarłem do mrożonek. Tam na murze namalowane było farbą „Polskie gęsi i kaczki”, farba była poczerniała ze starości, napis wymagał odnowienia, ale widać było, że to stoisko z tym asortymentem jest tutaj od lat.

  14. Torlinie
    W nanowszej polityce Joanna Solska w artykule „Ceny wystrzeliły” kwestionuje optymizm cytowanych przez ciebie danych. pisze „Z ostatnich badań profesor Katarzyny Duczkowskiej Malysz wynika, że eksport polskiej żywności ostro hamuje, gdyż staje się ona coraz mniej konkurencyjna. Z faktu, że w 2010 roku sprzedaliśmy za granicę za ponad 12 mld euro nie ma się co cieszyć, skoro jednocześnie za ponad 10 mld euro kupujemy” Artykuł jest bardzo obszerny a nie ma go jeszcze w wersji elektronicznej więc poprzestanę na tym fragmencie. Chodzi głównie o to, że polska żywność z powodów systemowych jest za droga. Zachęcam do przeczytania
    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: