Napisane przez: torlin | 13/05/2011

Świętość wymuszona z zagadką w tle

Mnie się wydaje, że to jest bardzo trudna zagadka – kto namalował ten obraz, z którego wycięty jest ten fragment? Zastanawiałem się od dawna nad tym płótnem, gdyż w sposób absolutny nie pasuje mi do całej twórczości tego Mistrza.

Biję się z myślami, czy ja – niewierzący – mam prawo na ten temat pisać. Jednak spróbuję.

Mam dziwne wrażenie, że świętość Karola Wojtyły jest wymuszona. Zdaję sobie sprawę, że na Placu znalazły się miliony, że jest kochany nie tylko przez Polaków, że był bardzo dobrym człowiekiem, i był bardzo, bardzo mądry. Miliony na całym świecie, nie tylko Polacy, żądają beatyfikacji Jana Pawła II. I to jest dla mnie zrozumiałe i nie podlega dyskusji. Ale…

Zgodnie z zasadami „kluczowymi momentami procesu jest stwierdzenie heroiczności cnót Sługi Bożego oraz kanoniczne stwierdzenie, że za jego wstawiennictwem dokonał się co najmniej jeden cud. Brane są pod uwagę jedynie cuda, które miały miejsce po śmierci kandydata na ołtarze”. I tu jest pies pogrzebany, albo do roli świętych będą powoływani ludzie żyjący jak święci, pełni cnót wszelakich i dobroci, albo (względnie „i również”) mają się po ich śmierci dokonywać cuda. I – moim zdaniem – na naszych oczach pojawiają się wymuszone cuda, jakiekolwiek, tylko aby się pojawiły, bo przecież Jan Paweł II musi być świętym. Powtarzam, ja mówię na poważnie i bez ironii – dla mnie ten człowiek w większości spraw był świętym, tylko po co te cuda? Możnaby rozdzielić świętych z cudami i świętych bez cudów, tak jak męczenników. Szczególnie, że cuda w medycynie naprawdę się zdarzają, kroniki historii dają wiele przykładów nagłego ozdrowienia (i raptownej śmierci zdrowego człowieka).

Polacy i dawniej mieli kłopoty z cudami, już w XI wieku dominowała chęć posiadania świętego (do tego polskiego świętego) i jego relikwii. Ale Papiestwo miało mimo wszystko olbrzymie wątpliwości. Stanisław ze Szczepanowa umarł w 1079 r., natomiast oficjalnej jego kanonizacji papież Innocenty IV dokonał dopiero 8 września 1253 roku w Asyżu. Jednym z głównych przeciwników kanonizacji Stanisława był kardynał Rajnald biskup Ostii, późniejszy papież Aleksander IV. Dlaczego Stolica Apostolska miała opory w tej sprawie? Otóż w średniowieczu uważano, że oznaki świętości czyli cuda występują zaraz po śmierci kandydata na ołtarze, a często pojawiają się jeszcze za jego życia. Kiedy Kościół krakowski wystąpił z prośbą o kanonizację Stanisława, wraz z petycją wysłano do Rzymu spis cudów, które miały miejsce dopiero na początku XIII w. Dlatego papiestwo słusznie zastanawiało się, co takiego działo się ze św. Stanisławem, że przez ponad sto lat nie manifestował swojej świętości poprzez czynienie cudów. Sprawa budziła tak olbrzymie wątpliwości, że podczas procesu kanonizacyjnego polskiego biskupa po raz pierwszy w historii powołano instytucję adwokata diabła (advocatus diaboli), czyli kardynała, którego obowiązkiem było wnoszenie argumentów przeciw kanonizacji.

Ja, jak widzicie, nie dyskutuję na temat cudów, czy są one możliwe, czy nie, ale chodzi mi jedynie o formy organizacyjno – prawne. Wydaje mi się, że rozbiegają się średniowieczne przepisy z życiem współczesnym. Ludzie wierzący żyjący tu i teraz chcą – moim zdaniem – świętych bez cudów, świętych z tego powodu, że oni ich za takich uważają. I ja to szanuję, dlatego te wymuszone świętości mnie rażą i wydają mi się niepotrzebne.

——————————-

Reklamy

Responses

  1. No dobrze Torlinie. Ale jak w masowej wyobraźni mieli współistnieć święci bez cudów ze świętymi z cudami? Byliby święci pierwszej i drugiej kategorii.
    Następny problem. Wybierasz sobie konkretnego świetego z uwagi na jego cuda. Ja sobie wybrałem świętego Jakuba czy Santiago bo on jest od odwagi. On daje siłę do życia czyli do walki. Wcielał się w rycerzy, wojowników walczących w rekonkwiście i dawał im szaleńczą odwagę. On spełnia moje oczekiwania, więc gdy dobrze dbam o nasze wzajemne relacje to daje mi to czego potrzebuję.
    No a jakie oczekiwania ludzkie może spełnić święty JPII? Jak na razie cuda wątpliwe, mało inspirujące, więc jak można wywnioskować co on może dać. Co z nim negocjować?
    Pozdrawiam

  2. Mnie podobają się święci typu Święta Kinga. Poprosiła ojca o danie jej kopalni soli, pojechała do Polski z górnikami i zdarzył się cud. Znaleziono sól w Wieliczce. 😀

  3. „Mam dziwne wrażenie, że świętość Karola Wojtyły jest wymuszona.”
    Dziwne? No, nie!

  4. Torlinie, ja też lubię świętych konkretnych, przydatnych w życiu rzeczy. Na przyklad Nepomucena. Królowa powierzyła mu w czasie spowiedzi tajemnicę swej zdrady a on mimo tortur zaaplikowanych przez krola tajemnicy nie wydal. Utopili nieboraka w Wełtawie. To jest święty konkretny – od trzymania gęby na kłódke. Wcale się nie dziwię, że w Czechach stoja jego figury (tzw Nepomucki)w każdej wsi
    Pozdrawiam

  5. Mam dwóch świętych bardzo przydatnych w moim wypadku:
    Święty Antoni- ten od zguby( dziwnie skutkuje,zwłaszcza , kiedy nie mogę sobie przypomnieć, gdzie coś schowałam w tzw.dobre miejsce.
    I święty Franciszek- ten od zwierząt.
    ps.Najbardziej w procesie nadawania świętości irytują mnie „relikwie”, które z czasem się mnożą i mnożą.
    ps.2.Przechodziłam kiedyś kolo kościoła z którego wychodził śp. ks.Tischner.
    Pewnie myślał,że byłam na Jego rekolekcjach, bo nagle uścisnął mi rękę nim wsiadł do auta.
    Do dzisiaj pamiętam ten ciepły uścisk dłoni i przemiły,życzliwy uśmiech.

  6. Torlinie, piszesz: Biję się z myślami, czy ja – niewierzący – mam prawo na ten temat pisać.

    Nie, nie masz prawa. Uwierz mi. 🙂

  7. Zzagadką będzie problem.Gdybyś pokazał kawałek malowidła oprócz inskrypcji…

  8. O świętej Kindze to już banialuki są absolutne, a Stanisław akurat najmniej temu akurat winien, że się początkiem XIII akurat wieku diecezja krakowska na tyle na siłach poczuła, by zawalczyć o arcybiskupstwo i o nad Gnieznem prymat, do czego koniecznym był święty tejże diecezji właściwy, by świętego niejako zrównoważyć Wojciecha. Próbowano ze świętym Florianem, ale się nie przyjął, bo cudzoziemiec, tak i padło na Stanisława, z punktu tworząc punkt sporu dla Polaków juz odtąd odwieczny…
    Kłaniam nisko:)

  9. Święty – nie święty.
    Karol Wojtyła był wybitnym, mądrym i bardzo dobrym człowiekiem.
    Z tego powodu żywię dla niego szacunek, na które to poczucie zupełnie nie ma wpływu to, czy Watykan uzna go za Błogosławionego, czy nie.

  10. Babko!
    Może i masz rację, w związku z tym daję na górze cale dzieło, pozostaje pytanie, kto namalował Chrystusa? I dla mnie jest to malowidło w ogóle niepasujące do tego malarza. Na górnym ramieniu krzyża umieszczona jest tabliczka z napisem w trzech językach: hebrajskim, greckim i łacińskim: „Jezus Nazareński Król Żydowski”. Jest to pod tym względem ewenement, że na ogół umieszcza się tylko skrót INRI.
    Jeżeli chodzi o relikwie – to moją ulubioną jest szczebel z drabiny, która przyśniła się Jakubowi (ja wiem, że to z „Krzyżaków”).
    Tes Tequ!
    Właśnie o tym piszę.
    Logosie Amicusie!
    Właśnie o tym piszę.
    Wachmistrzu!
    Właśnie o tym piszę, a tak dokładniej pisałem. Trochę ze wstydem daję adres swojej notki na ten temat zamieszczonej jeszcze w blogu w Interii, bo nieskromnie zerżnąłem cały akapit do nowego wpisu. I chciałem powrócić do tego tematu, a w ten sposób pomysł padł jak długi. 😀
    http://torla.blog.interia.pl/?id=1213146
    Telemachu!
    Mnie chodziło o świętość w naszym codziennym rozumowaniu, mnie biegało przede wszystkim o to oczekiwanie cudu. Koniecznie. Niezbędnie, bo inaczej nie będzie świętym. I jest to w zasadzie odpowiedź również dla Logosa, bo to, co powyżej napisałem, było treścią notki. A nie świętość Wojtyły.

  11. Priwiet Torlin. To Ty nie wierzysz?! No bójżesz się boga, no!
    Nie wiem co to za obrazek ale tam, po środku, po mojemu stoi tak:
    Iesous Nazojos Basileus Ioudaion
    Nie wiem, kto to ci Judajowie ale wychodzi, że jakiś Jesus, syn Nazaja, musiał być ich królem. 😉
    Trzeba dodać , że to „…kanoniczne stwierdzenie, że za jego wstawiennictwem dokonał się co najmniej jeden cud. Brane są pod uwagę jedynie cuda, które miały miejsce po śmierci kandydata na ołtarze” ma początek na początku… XIV wieku i trzeba sporo dobrej woli, by nie przyczepić się do metody. Ale cuda to specjalność tej firmy. Wszelkie „pozafirmowe”cuda, to czary i diaboliada.
    Literatura mówi, że w 1969r. Paweł VI wykosił 300 świętyh z Martyrologium Romanum, bo 170 spośród nich to zupełnie lokalni herosi, a 30tu to Twardowscy na księżycu. Padł (co za, swoją drogą, bzdura!) nawet św. Krzysztof (ten od noszenia Iesousa Basileusa), który wciąż czuwa nad niedoszłymi ofiarami szalonego stangreta, czyli mojego teściowego, który cudów dokonuje nikogo wciąż nie zabijając. I cóż jest tych trzystu raptem, skoro po Pawle… Polak potrafi! Cuda przed, czy cuda po? I jeszcze to „Wydaje mi się, że rozbiegają się średniowieczne przepisy z życiem współczesnym” Co Ci się ma rozbiegać, skoro tertulianowe credo quia absurdum?! A niechby przed, po i w trakcie, bo przecież skoro wiara góry przenosi, to rozumu nie poniesie?!
    Ale co ja się będę, skoro Ty, Torlinie, sam nie możesz się zdecydować. Zestawiam dwie rzeczy:
    1. „ja – niewierzący” z „Ludzie wierzący żyjący tu i teraz chcą – moim zdaniem – świętych bez cudów, świętych z tego powodu, że oni ich za takich uważają. I ja to szanuję, dlatego te wymuszone świętości mnie rażą i wydają mi się niepotrzebne.”
    Znów chodzi mi o metodę (nie pogląd!) – skoroś niewierzący, to się za wierzących nie wypowiadaj, w nich nie wczuwaj i za nich rymów nie zgaduj. Tes-Teq puszcza oko, że masz, a ja dodam, że nie tylko masz prawo pisać ale że i masz prawo zachować konsekwencję myślenia, bo komu, jak komu ale Tobie to nawet logicznym być wypada 😉
    2. „Szczególnie, że cuda w medycynie naprawdę się zdarzają, kroniki historii dają wiele przykładów nagłego ozdrowienia (i raptownej śmierci zdrowego człowieka)” z „Ja, jak widzicie, nie dyskutuję na temat cudów, czy są one możliwe, czy nie… itd”
    No rzeczywiście. Siedzimy tu sobie wieczorkiem, podpijamy drugie piwko, klepiemy laptopika i patrzymy, jak to się nie klei. A powinno. 😉

  12. Drogi Iżyku, moja odpowiedź będzie rozległa, kompleksowa, analizująca szczegóły krytyki i zapowiadająca wyciągnięcie wniosków:
    Klei się, klei 😀

  13. Edwar się odezwał e-mailem z informacją, że jest dalej zajęty, ale podał jednocześnie prawidłowe rozwiązanie zagadki.

  14. Z doskoku jedynie — a nie wiem, od czego zacząć. Bo Kościół stara się ograniczyć i jakoś ucywilizować proces uznawania świętymi/błogosławionymi. I dobrze, w sumie, biorąc pod uwagę, że chyba nazbyt dobrze widzimy, jak wrażenie wspaniałości można usilnie lansować.
    Sposób uznawania jednak, czyli znalezienie cudu, jest chyba z dzisiejszej perspektywy, anachroniczny. I chodzi właśnie o Twoją, Torlinie, wątpliwość. Kościół szuka cudu, jako potwierdzenia woli Boga, postrzeganej przez bliskich (kontynuatorów myśli, tradycji, itp.). Nie ma przy tym cudów niewątpliwych. Podobno doprowadzenie do beatyfikacji (i później kanonizacji), to praktycznie proces lobbingu, dobrze opłaconego — trzeba zainteresować decydentów (także zaprosić, ugościć, itp., itd., z ocieraniem się o zarzuty korupcyjne), opłacić ekspertów — wydeptywać ścieżki, jako petent. Przy czym Jan Paweł II miał tu kolosalne wsparcie (i wielu, którzy do beatyfikacji dążyli; i to, że o beatyfikacji decydowali byli współpracownicy, którzy Janowi Pawłowi II zawdzięczają karierę — to zresztą jeden z pojawiających się zarzutów wobec szybkości beatyfikacji, u nas jakby schowany, a wydaje się bardzo poważny).

  15. Bardzo Ci PAKu dziękuję za komentarz. Wspaniałe podsumowanie.

  16. Tak sobie myślę,nie mając pewności, czy obraz nie jest autorstwa Heronima Boscha.
    Odbiega od innych bardziej nam znanych,ale wiemy,że dla niezłego zarobku Bosch malował obrazy sacralne na zlecenie hiszpańskiego króla filipa II.
    Mogę się mylić,zatem niecierpliwie czekam, kiedy wróci dana-1 i razem z Torlinem rozwieją wątpliwości.Pozdrowienia.

  17. @Izyk
    Padł (co za, swoją drogą, bzdura!) nawet św. Krzysztof…
    Nożżżż przegiąłeś!!! Toż to mój patron osobisty:-) to mam teraz zrezygnować z imienin i prezentów???
    A tak naprawdę to chyba jednak ten święty się ostał, bo w KK nadal jest liturgiczne wspomnienie tego świętego 25 lipca.

  18. To był znany wszystkim Velázquez, wspaniały, dworski malarz hiszpański. Obraz znany pod wieloma polskimi tytułami: „Krucyfiks”, „Chrystus na krzyżu” i „Chrystus ukrzyżowany”. 1632 r. – Prado.

  19. 😉 Chciaż w Hiszpanię trafiłam !!-)))


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: