Napisane przez: torlin | 16/05/2011

Tropikalne wyspy pod Piasecznem

Zdjęcie STĄD

Ostatnio rozmawialiśmy o Czersku, a Nela poprosiła o wąskotorówki. Pisałem Wam, że na południe od Warszawy nie ma żadnych atrakcji. Absolutnie. Cały czas się zastanawiam, dlaczego nikt nie wpadł na pomysł zbudowania czegoś atrakcyjnego, a związanego chociaż pośrednio ze sportem. Mam już swoje lata i pamiętam, jak to było za późnego Gomułki i wczesnego Gierka. Sportowo to mogłeś popływać w rzeczce Jeziorka, pograć w piłkę na trawie nieprzypominającej boisko, pobiegać po Lesie Kabackim i poopalać się na dzikiej plaży. I to wszystko, chyba, że coś specjalnie przygotowali. W gruncie rzeczy nic się zmieniło.

Bardzo jestem zainteresowany, abyście mi napisali, jak to jest w Waszych miastach. Czy jak chcecie pójść na łyżwy, popływać, pobawić się (w sensie sportowym), to macie dokąd pójść? A jak ze ścieżkami rowerowymi? W Warszawie z jednej strony zaczyna być budowanych ich dużo, z drugiej strony poprowadzone są jak ze snu szalonego architekta: raptem się kończą, trzeba pójść z rowerem po schodkach, znajdują się po drugiej strony ulicy.

Zdjęcie powyższe jest spod Berlina, to piękne miejsce nazywa się czysto po niemiecku „Tropical Islands„ i leży 60 kilometrów od stolicy Niemiec. Nie mówię, że w Polsce musi być coś równie ekskluzywnego (ceny – przede wszystkim – posiłków), ale nawet zwykłego Aquaparku nie ma. Pustka sportowa i jeżeli chodzi o południe Warszawy również kulturalna. Sama stolica bardzo się poprawiła, szczególnie dużo atrakcji jest dla ludzi młodych, ale jak zamieszka się pod Warszawą – umarł w butach.

Advertisements

Responses

  1. Torlinie, jak wiesz mam tu góry, szlaki górskie i podgórskie bardzo malownicze więc nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba. Oczywiście są też poza miastem ścieżki rowerowe, co jakiś czas bary z piwem co pozwala wypełnić wolny czas wędrówkami w plenerze. Na dokładkę ludnośc tutejsza nie bardzo lubi sie ruszać z domów, jest pusto i dzieki temu można swobodnie i w sposób nieskrępowany się napawać urokami przyrody i krajobrazu. Jednym słowem jest ok.
    Pozdrawiam

  2. Kartko, ja to też uwielbiam, tylko nie za bardzo właśnie o to chodziło mi w tym wpisie. 😀

  3. Torlinie, wiem, że Ci chodziło o jakieś stadiony, baseny, sale bilardowe, ścianki sztuczne do wspinaczki…. . Ale ja tego nie lubię, wiec jestem szczęsliwy, że takiej infrastruktury tu nie ma i mogę cieszyć się spokojem. Wystarczą mi – jak pisałem – gospody z piwem i puste szlaki.
    Pozdrawiam

  4. @Kartka z podróży: A ja nie lubię brodaczy, więc jestem szczęśliwy, że są jeszcze maszynki do golenia i nie lubię cyklistów, więc jestem szczęśliwy, że na szlakach są rozsypane gwoździe i potłuczone butelki. 🙂

  5. https://picasaweb.google.com/terkon11/200709Wrz03?authkey=Gv1sRgCKKxj_O98ui0FQ#5352434102092571986
    Podsyłam las w zawilcach, taki jest o tej porze roku.
    Mamy tu wszystko: głębokie wąwozy, wspaniałe ścieżki rowerowe, spotykam móstwo biegających i wędrujących z kijkami tekkingowymi, basen jest po drugiej stronie ulicy.
    Najlepiej czuję się w lesie, kiedy nie ma wielu ludzi,więc najgorsze dla mnie dni to soboty i niedzielę,bo wtedy wszyscy biegaja, jeżdżą na rowerach,a ja nie lubię tłumów.
    Z „mojego lasu” wiele osób jedzie sobie wzdłuż rzeczki w kierunku Sopotu i Gdańska, po drodze zwiedzając ZOO oliwskie.Jedyny odcinek trudny dla rowerzystów, to okolice Orłowa,gdzie trzeba przejść po piaszczystym gruncie.

    ps.smutna wiadomość: ktoś zabił na gdyńskiej plaży młodą foke( o tej porze roku się pojawiają.Próboweanu ja ratować w helskim fokarium,ale miała prawie przepołowioną czaszkę.Strasznie mi przykro i z coraz mniejszą sympatą myślę o naszym gatunku „obdarzonym darem miłosierdzia w takim samym stopniu , jak okrucieństwem „.

  6. Ja mieszkam w malym miasteczku wiec mamy tu tylko jeden nieduzy basen, boisko pilkarskie(oswietlone wieczorem) i kilka sciezek do biegania. Jak ktos chce, umie i stac go to ma tez do dyspozycji 12 – dolkowe pole golfowe, a dla biedniejszych i niewprawionych jest mini pole golfowe za grosze. Poza tym jest tylko jeszcze klub bokserski, gdzie za drobna oplata prowadzi sie rozne zajecia i niekoniecznie trzeba zaraz walczyc. Wlasciwie powinienem dodac, ze mieszkam nad morzem, wiec jak ktos chce biegac – ma do dyspozycji dluga piaszczysta plaze no i rzecz jasna wode do plywania (skolko ugodno). I to chyba wszystko. Male miasteczko. Ale jak wsiade w samochod, to po dziesieciu minutach jazdy mam wszystko, lacznie z miejscami do uprawinia skateboardingu 🙂

  7. Fatalnym błędem prowadzącego blog jest tłumaczenie, o co mu chodziło we wpisie. To jest tak jak tłumaczenie kawału.
    Z jednej strony Babka podąża śladami Kartki: bieg pustymi plażami, spacer po lesie, kąpiel na dzikiej plaży, samotne szlaki.
    Z drugiej Miziol (pozdrawiam po dłuższej przerwie :D) pisze o sportach ekstremalnych, dla wybranych. Wszędzie oczywiście znajdę hale, baseny czy korty, ale nie będzie to masówka. Nie ma gdzie w Polsce pójść naprawdę gremialnie na coś związanego ze sportem, nie ma aquaparków, hal, basenów, kortów, ale tak naprawdę ogólnodostępnych, powszechnych. Mnie się wydaje, że gremialne (co za paskudztwo ten wyraz, już drugi raz go użyłem) chodzenie do supermarketów jest pochodną nieznalezienia alternatywnej formy rozrywki.

  8. Torlinie, nie mogę się niestety z Tobą zgodzić. Niczym nie zastąpisz potrzeby chodzenia godzinami po sklepach wielkogabarytowych. To zupełnie inna potrzeba aniżeli rekreacyjno – rozrywkowa. To potrzeba wyższego rzędu. Naukowcy uważają, że sklepy wielkobarytowe zastępują współczesnym pradawny las w którym ich przodkowie spędzali całe dnie szukając jagódek, grzybow i korzeonkow by nie zdechnąć z głodu. Basen – nawet tropikalny z wyspami palmowymi i to za darmo sklepów wielkogabarytowych nie zastąpi.
    Pozdrawiam

  9. Torlinie, w odpowiedzi na niemieckie wyspy tropikalne proponuje to:

    http://swiatowid.bloog.pl/id,3965962,title,WYSPY-DZIEWICZE,index.html

    albo to:

    http://amicuslogos.wordpress.com/category/hawaje-w-obrazkach/

    Niestety, znajduje się to w sporej odległości od mojego miasta 😉
    I jeszcze raz niestety: kiedy chcę pochodzić po konkretnych górach, to muszę przebyć jakieś półtora tysiąca kilometrów.

  10. Kartko!
    Masz rację.
    Amicusie!
    Tym razem mi nie uciekniesz w tego rodzaju odpowiedzi. Konkretnie, mieszkasz jak wiem w Chicago, czy masz w swojej okolicy aquapark, hale, baseny, ew. lodowiska, tor łyżwiarski. Ale nie tak, jak w Polsce, gdzie hala jest, ale droga, a i goście wpuszczani są jak do klubu, po uważaniu.

  11. Torlinie – podam Ci przykłady z mojego życia, które rzucają całkiem inne światło na kwestię dostępności przybytków sportu.

    W sobotę i niedzielę chodzę na basen. Wstęp 5 zł/pół godziny, więc moim zdaniem tanio. I co? Pięć torów i trzech pływaków. Brakuje basenów czy ludzi?

    Pływam na desce z żaglem. Zalew Zegrzyński – jedyny akwen w pobliżu milionowej Warszawy. I co? Kilka osób w tygodniu, kilkadziesiąt w weekend. Brakuje jezior czy ludzi?

  12. Może brakuje chętnych,albo motywacji?Mnóstwo osób rezygnuje z aktywnego wypoczynku na rzecz wyspania się i posiedzenia w spokoju w domu np.z książką.
    W miejscu gdzie miszkam są w pobliżu 4 boiska i kiedy idę na spacer z psami do lasu widuję tam młodych i starszych grających w koszykówkę,albo w nogę.W weekendy spotykam spore grupy harcerzy wędrujacych „na orientację”, może zatem nie jest tak żle?Tylko nie mamy takiego nabożeństwa do sportów, jak np.Amerykanie.Co kraj to obyczaj.
    W młodości i jeszcze niedawno byłam aktywna sportowo(pływanie,żeglarstwo, jazda konna) , teraz się wypaliłam i wiecznie walczę z brakiem czasu.Może jestem źle zorganizowana?
    To prawda,że dzieciaki wolą iść do centrum handlowego niż poganiać za piłką,wszechobecna reklama robi swoje.
    Ale znam też kluby „Masters”, gdzie dawni zawodnicy konkurują w pływaniu w kategoriach wiekowych od 25 lat do nieskończoności, uczstniczą w zawodach międzynarodowych i zdobywają medale w ilościach i jakich nie marzyli, kiedy byli czynnymi zawodnikami.

  13. Nie wiem Babko i Tes Tequ, może ja nie umiem przekazać tego, o co mi chodzi. W Waszych propozycjach cały czas widzę komunizm, zaniedbane ośrodki wodne, basen podzielony torem, dostęp do 5 żagli, z niemożnością dojechania transportem publicznym, bez możliwości powrotu, najedzenia się, jakiegokolwiek komfortu. Kto teraz pływa po torach? Jak byłem w Spale z trzy lata temu, to mnie to doprowadzało do szału. Piszesz 5 złotych, dla jednej osoby to nie jest problem, ale dla czterech? I nie pół godziny, bo dzieci się nie nabawią? A liczone jest oczywiście od momentu wejścia na pływalnię do momentu wyjścia, czyli całe przebieranie się, branie prysznica czy suszenie głowy jest objęte czasem. To nie jest tanio.
    Ale mnie cały czas chodzi o jedno – wspaniale, że są miejsca do gry w siatkówkę i koszykówkę, czy w nogę. Ale to po prostu nie zmieniło się od czasów Szlachetnie Nam Panującego Edwarda Gierka. W Powsinie też są boiska i pełno ludzi gra, ale te boiska były i wtedy. Ile takich kompleksów jest w Warszawie? A i one są do dyspozycji tylko w lecie – a co w zimie? Stary niedźwiedź mocno śpi?

  14. Tak, Torlinie – „aquapark, hale, baseny, ew. lodowiska, tor łyżwiarski…” wszystko to w Chicago (i okolicach) jest. Jeśli więc ktoś chce jakiś sport uprawiać, to go może uprawiać, nie wydając zresztą przy tym jakichś wielkich pieniędzy. To samo, jeśli chodzi o rekreację.
    Poza tym, jeśli chodzi o Stany, to jest tu wspaniały system parków stanowych i narodowych, gdzie można „skolko ugodno” korzystać z tzw. „outdoors”, czyli z rekreacji na świeżym powietrzu.
    Jeśli chodzi o mnie, to od wielu lat należę do tzw. „health club”. Jest to sieć – jak to powiedzieć: „gymów” ? – która Bally’s się nazywa, i która ma swoje ośrodki na terenie całych Stanów, gdzie za niewielka opłatą (ok. 25 USD miesięcznie), można bez ograniczeń korzystać z wszelkich „maszyn”, siłowni, aerobiku, a także basenu. Ja to mam pod nosem – 5 minut samochodem, 20 na piechotę.
    Wystarczy tylko „lenia” przegnać 🙂

  15. I o to mi biegało. Dzięki Amicusie.

  16. Torlinie, po kolei:

    > W Waszych propozycjach cały czas widzę komunizm,

    Sokoli wzrok czy przywidzenia?

    > zaniedbane ośrodki wodne,

    Chciałbym, żeby wszystko w Polsce było tak zaniedbane, jak miejsca, które odwiedzam!

    > basen podzielony torem, (…) Kto teraz pływa po torach? Jak byłem w Spale z trzy lata temu, to mnie to doprowadzało do szału.

    Ja pływam po torach i dobrze mi idzie. Nie doprowadza mnie to do szału – wręcz przeciwnie. Może po prostu lubię pływać, a nie tylko moczyć się w dżakuzi.

    > Piszesz 5 złotych, dla jednej osoby to nie jest problem, ale dla czterech? I nie pół godziny, bo dzieci się nie nabawią?

    Dla czterech osób to nadal jest 5 złotych za osobę za pół godziny. Nie dają rabatów hurtowych. 🙂

    > A liczone jest oczywiście od momentu wejścia na pływalnię do momentu wyjścia, czyli całe przebieranie się, branie prysznica czy suszenie głowy jest objęte czasem. To nie jest tanio.

    5 złociszy za pół godziny pływania netto. Przebieranie się, prysznic, suszenie głowy i miłe pogawędki – gratis

    > dostęp do 5 żagli, z niemożnością dojechania transportem publicznym, bez możliwości powrotu, najedzenia się, jakiegokolwiek komfortu.

    Dostęp do 5 albo 10 żagli, ponieważ chętnych jest zwykle trzech! A wstępując do nadbrzeżnej restauracji bardzo byś się zdziwił – full wypas, czysta toaleta, ogródki kawiarniane na świeżym powietrzu, boisko do siatkówki i stacja benzynowa dla motorówek. Ciekawe, nieprawdaż?

    Podsumowując – są miejsca w Polsce mniej zapyziałe niż tereny „na południe od Warszawy”. 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: