Napisane przez: torlin | 26/05/2011

„Kronika” Prawdziwych Polaków

Dwaj moi kumple blogowi dali dla mnie bardzo ciekawe notki, które zainspirowały mnie do napisania swojej. Kartka napisał o Wawrzyńcu Teisseyre, znakomitym polskim geologu, odkrywcą tzw. Linii Teisseyre’a-Tornquista, który we wspaniały sposób wpasowuje się w mój od dawna prowadzony cykl „Prawdziwych Polaków”. Wachmistrz z kolei prowadzi wywód, skąd u Mieszka było siedem żon, a wiadomo to z „Kroniki” Galla Anonima. I tak to mi się wszystko skojarzyło, aby napisać kilka słów na temat znakomitego historyka dziejów politycznych i prawa polskiego, gdańszczanina, Gotfryda Lengnicha i późniejszych dziejów „Kroniki”. Po śmierci Krzywoustego „Kronika” trzymana była w zamknięciu w Kancelarii Książęcej w Krakowie i niechętnie udostępniana ze względu na treści – zdaniem współczesnych – antyreligijne (chodziło przede wszystkim o kult Św. Stanisława, o którym prawie bez ogródek Gall pisze, że był po prostu zdrajcą). Pełnymi garściami z „Kroniki” czerpał Kadłubek i on praktycznie stworzył legendy polskie. W retorycznym ujęciu Kadłubka weszły odtąd takie Gallowe motywy, jak podanie o Popielu i Piaście, ślepocie Mieszka, siedmiu żonach, zjeździe gnieźnieńskim czy zdobyciu Kijowa – do żelaznego repertuaru naszego dziejopisarstwa, zdecydowały na długie wieki o sposobie, w jaki  wyobrażano sobie ten okres naszej historii.

Przez całe wieki funkcjonowały w Polsce trzy kopie „Kroniki”: Rękopis Zamoyskich, Rękopis Sędziwoja i Rękopis Heilsberski, ale dostęp ze względów wymienionych wyżej mieli jedynie funkcjonariusze Kościoła. Wincenty Kadłubek, będący w końcu biskupem i będąc blisko Kazimierza Sprawiedliwego, miał okazję mieć w ręku tzw. rękopis zaginiony, oryginalny, z którego zostały zrobione trzy kopie. Z jednym z nich – Rękopisem Heilsberskim – jest dosyć ciekawa sprawa, gdyż cały akapit dotyczący konfliktu Bolesława Szczodrego z biskupem zastąpiono partią z trzynastowiecznego żywotu Św. Stanisława. Jan Długosz (też biskup) korzystał z tzw. rękopisu Zamojskich, po nim jeszcze Marcin Kromer (to ten, co stworzył określenie „Gall Anonim” – znowu biskup), który sprowadził do biblioteki biskupów warmińskich tzw. Rękopis Heilsberski i …

I na wiele lat o Kronice zapomniano. Pierwszym, który ją odnalazł w bibliotece w Olsztynie i postanowił wydać ją drukiem, był gdańszczanin Gotfryd Lengnich. Jako trzynastoletnie chłopię wysłany został do Gniewu na naukę języka polskiego i od tego czasu zajmował się historią dziejów i prawa w Polsce, napisał: „Geschichte der Preussischen Lande Königlich-Polnischen Antheils” (Grzesiu – co oznacza po polsku niemieckie słowo „Antheils”?), wydawał w Gdańsku pierwsze na ziemiach polskich czasopismo historyczne „Polnische Bibliothek”, napisał podręcznik historii Polski „Historia Polona a Lecho ad Augusti II mortem”, ale największym uznaniem cieszyły się dzieła: 9-tomowa „Historia Prus Królewskich”, „Ius publicum Regni Poloniae” („Prawo publiczne Królestwa Polskiego” i „Ius publicum civitatis Gedanensis” („Prawo publiczne Gdańska”).

Ale dla mnie jest to człowiek, który po latach zapomnienia wydobył na światło dzienne Kronikę. Miał jednak pecha, Rękopis Heilsberski jest stosunkowo najgorszym egzemplarzem, za dużo w nim poprawek i ingerencji. Po nim druk powtórzył następny „prawdziwy Polak”, Wawrzyniec Krzysztof Mitzler de Kolof (czasami pisany Koloff), Saksończyk, który wydawał pismo pt. „Patriota Polski”.

A przecież można powiedzieć, że sam Gall Anonim też należał do mojego ekskluzywnego Klubu Prawdziwych Polaków.

Advertisements

Responses

  1. Torlinie,
    mam taką wątpliwość na marginesie — czy masz jakieś przekazy historyczne uzasadniające Twoje twierdzenie, że kronikę „Galla Anonima” „niechętnie udostępniana ze względu na treści”?

    Bo mam wrażenie, że problemem raczej nie powinna być treść (Gall Anonim słowem ‚zdrada’ określa wiele przykładów nielojalność wobec władcy, niekoniecznie takie, które byśmy dzisiaj uznali za zdradę; zresztą wyniesienie na ołtarze św. Stanisława* trochę trwało). Zgadywałbym raczej, że źródłem ograniczenia była niszowość samej kroniki — rzecz o dziejach Polski, spisana po łacinie. Kto mógł to czytać? Znajomość łaciny i umiejętność czytania wśród świeckich powszechna nie była, kleru zaś to szczególnie nie zajmowało**.


    *) Czytałeś Zbigniewa Mikołejkę? http://merlin.pl/Zywoty-swietych-poprawione_Zbigniew-Mikolejko/browse/product/1,259819.html Opiera się w tej sprawie jedynie na Gallu, w związku z czym pisze o ‚konflikcie króla Bolesława z bezimiennym biskupem’ 😉
    **) Lektury duchownych w średniowieczu, to głównie Biblia, oraz dziełka ‚religijne’, które dzisiaj uznalibyśmy za literaturę śmieciową. (Por. http://www.piw.pl/fragmenty/monastycyzm.htm) Zresztą — dlaczego mielibyśmy się spodziewać czegoś innego?

    PS.
    Czy do ‚prawdziwych Polaków’ zaliczasz też św. Brunona Bonifacego z Kwerfurtu?

  2. Zdumionym i zaszczyconym, żem się inspiracyją przysłużył…:) Aliści w niejakiem nawiązaniu do tego, Imć Pak pisać był łaskaw, podnieść sobie pozwolę, że znawcy łaciny średniowiecznej więcej skłonni byliby określenia „traditor” przez Galla użytego względem biskupa Stanisława, tłomaczyć jako „buntownik”, nie zaś jako w łacinie klasycznej, jako niewątpliwiego „zdrajcę”…
    Kłaniam nisko:)

  3. PAKu!
    Jestem człowiekiem wierzącym autorytetom. Są ludzie, którym po prostu wierzę. A w dziedzinie mediewistyki takim autorytetem jest dla mnie nieżyjący już niestety Profesor Marian Plezia. To on napisał w swoim opracowaniu dotyczącym „Kroniki”: „Powolne zapomnienie. Pojawienie się Kroniki Kadłubka, a zarazem rosnący w tym samym czasie kult Św. Stanisława przyczyniły się w znacznej mierze do usunięcia w cień anonimowego dziełka z czasów Bolesława Krzywoustego. Po pierwsze bowiem, posiadano teraz nowsze i pełniejsze, jako że sięgające aż do początku XIII wieku, przedstawienie dziejów narodowych, a to z natury rzeczy zmniejszało zainteresowanie opracowaniem dawniejszym. Po wtóre, Kronika Kadłubka zyskała niebawem ogromną popularność na całym obszarze ziem polskich dzięki swej imponującej ludziom średniowiecza uczoności oraz niezwyklej szacie artystycznej, mało więc kto chciał sięgać do ujęcia mniej odpowiadającego gustom epoki. Po trzecie, na koniec, od kanonizacji Św. Stanisława, która nastąpiła w r. 1253, skoro kult jego stał się ogólnonarodowym, nie mogla liczyć na życzliwość czytelników Kronika niewymieniająca go nawet z imienia, a okoliczności jego śmierci przedstawiająca jak najkrócej, umyślnie niejasno i w sposób mało życzliwy dla nienazwanego biskupa:.
    Dalej nie chce mi się przepisywać, ale Profesor pisze o nielicznych wyjątkach korzystających z Kroniki, i były to świadomie jedynie osoby z duchowieństwa (to, że anatema na książkę dla „cywili” została wprowadzona świadczy chociażby fakt, że wszyscy piszący z tej kroniki byli co najmniej kanonikami. I błagam, nie piszcie mi, że pisać i czytać umiał tylko kler). I tak przez całe Oświecenie, dopiero wiek XVIII przyniósł powtórne odkrycie.
    Wachmistrzu!
    Tu nie ma sporu, bo w średniowieczu każdy buntownik przeciwko królowi był zdrajcą i dlatego jest to tak niejasne tłumaczenie. A pamiętasz mój wpis o małym słówku „applicare”?
    https://torlin.wordpress.com/2009/03/11/malutkie-slowo-applicare/
    Do dzisiaj nie wiadomo dokładnie, co pod nim rozumiał Jagiełło.

  4. Wpis o applicare pamiętam.
    Co do cytatu — OK, ale prof. Plezia pisze o niechęci spowodowanej podejściem do św. Stanisława dopiero na trzecim miejscu; nie pisze też o jej ukrywaniu. Sam nadal miałbym wątpliwości — fragment o konflikcie jest krótki i ‚dyplomatyczny’, to nawet nie jakaś ‚kontrlegenda’…
    W każdym razie — do drużyny narodowej kronikarzy, jak najbardziej należy wpisać Anonima, by grał w polskich barwach 😀

  5. Cieszę się Torlinie, że historia Wawrzyńca Teisseyre Cię zainspirowała. Postanowiłem zresztą częściej pisać o ciekawych ale zapomnianych rodakach – szczególnie tych, których niosło po świecie. I tych, którzy tu trafili i się zasymilowali. To będzie mój prywatna wojna z „prawdziwymi Polakami”
    Pozdrawiam

  6. PAKu!
    Anonim już dostał z mojego nadania obywatelstwo polskie.
    Kartko!
    Toczę tę wojnę od czterech lat, możesz zajrzeć do obydwu blogów i zrzynać ile chcesz. Do najciekawszych moim zdaniem należy notka o Piekarskim
    http://torla.blog.interia.pl/?id=984588
    o Wicie Stwoszu
    https://torlin.wordpress.com/2008/01/31/kres-vita-wita-wita/
    a to jest notka pełna „prawdziwych Polaków”
    http://torla.blog.interia.pl/?id=1151734
    o Tamarze Łempickiej
    http://torla.blog.interia.pl/?id=926013
    i o Marconich
    https://torlin.wordpress.com/2008/03/19/dwa-hotele-ojciec-i-syn/

  7. Dla mnie jednak prawdziwą ikoną „prawdziwopolakowości” jest Józef Unrug, arystokrata niemiecki i dowódca pruskiej flotylli łodzi podwodnych, który po poddaniu Helu przestał rozumieć po niemiecku i wszędzie chodził z tłumaczem. Trochę jest tutaj
    http://torla.blog.interia.pl/?id=920825

  8. Pana Admirała Unruga miałam szczęście poznać, jako dziecko.Mieszkał w Gdyni przy ul.Sienkiewicza w domu zwanym „Willą trzech róż”. Tata mój ( obrońca Oksywia) i mój chrzestny Ojciec przyjaciel Taty(obrońca Helu) służyli pod Jego rozkazami przed wojną, w czasie i po wojnie.
    Był osobą bardzo szanowaną w mieście w Marynarce Wojennej.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: