Napisane przez: torlin | 02/06/2011

„Miś” do misiarni

Nie lubię Barei. Filmów Barei. A dokładnie mówiąc – późnych filmów Barei. Tych, którymi zachwyca się cała Polska, cytując w rozmowach prywatnych i typując na pierwsze miejsca rankingów najpopularniejszych filmów. I tak jak Filip Łobodziński napisał prawdę o Kieślowskim, tak teraz ukazał się artykuł o „Misiu”.

„Newsweek” jest tego typu czasopismem, którego artykuły po pewnym czasie znikają z przestrzeni wirtualnej, i dlatego trudno jest zostawić link (artykuł „Skończmy z kultem Misia” Roberta Ziębińskiego jest TUTAJ). Dlatego podaję króciutkie resume:

–  „Miś” Stanisława Barei kończy 30 lat. Najwyższy czas powiedzieć, że to nie arcydzieło sztuki filmowej, ale zbiór gagów.

– Przepraszam bardzo, ale „Miś” ma się tak do arcydzieła filmowego jak „M jak miłość” do antycznej tragedii. Owszem, dialogi są dobre i świeże, ale reszta niemiłosiernie kuleje. Fabuła? Jaka fabuła!? Da się ją opisać w jednym zdaniu: facet, który właśnie rozstał się z żoną, próbuje być sprytniejszy od niej i wypłacić bez jej wiedzy pieniądze z konta w Londynie. Konstrukcja? Ten film jest sklecony równie finezyjnie, jak bloki na warszawskim Ursynowie, z których zresztą Bareja się nabijał. Nic tu nie trzyma się kupy, sceny ledwie się ze sobą łączą, większość jest czysto pretekstowa.

– W kulcie „Misia” irytuje jeszcze to, że film uznawany jest za fundamentalną rozprawę z latami PRL. To ciekawe, bo jeśli wierzyć biografowi Barei, Maciejowi Replewiczowi – nie wywołał wielkiego poruszenia wśród partyjnych notabli. Nie leżał na półkach, cenzura go nie pocięła. „Miś” ośmieszał życie w PRL, ale nie władze. W zbiorowej świadomości funkcjonują dzisiaj dwa obrazy Polski Ludowej. Jeden to wizerunek ponurego kraju ze zniewolonym społeczeństwem terroryzowanym przez tajne służby i inwigilowanym przez rzesze donosicieli. Drugi to opowieść o kraju pełnym absurdów, w którym prym wiodą kombinatorzy i tłum zabawnych cwaniaczków. Za pierwszą wersją naszej najnowszej historii stoi – mówiąc w skrócie – IPN, za drugą – filmy Barei.

Odpowiedział mu Łukasz Warzecha w artykule „Niech żyje „Miś”! Warzecha odpowiada Ziębińskiemu” (do przeczytania TU). Oto najważniejsze spostrzeżenia:

– Wbrew narzekaniom Roberta Ziębińskiego, który wezwał do skończenia z kultem „Misia”, ten film jest dziełem wybitnym i na wskroś uniwersalnym. Doskonale pamiętam, kiedy po raz pierwszy pomyślałem, że „Miś” Stanisława Barei to dzieło absolutnie ponadczasowe.

– (Ziembiński) powielił tezę większości peerelowskich krytyków – do których zresztą otwarcie nawiązał w swoim tekście – twierdzących, że z żadnym wybitnym dziełem nie mamy do czynienia, bo to właściwie zlepek gagów, niepowiązanych z sobą historyjek, z mnóstwem scenariuszowych mielizn. Taką metodę obrano, aby „Misia” zdezawuować, bo w czasie gdy powstawał, cenzura nieco luzowała śrubę.

– Obronę „Misia” trzeba zacząć od tego, że wymyślona przez Bareję i Tyma intryga nie jest wcale płytka.

– Najistotniejsze, że te niby przypadkowe gagi, na których niespójność tak narzeka Ziębiński, tworzą mozaikowy obraz nie tylko rzeczywistości PRL, ale w ogóle polskich postaw – obraz nadal aktualny. Postaw wobec państwa, wobec siebie samych, wobec swoich obowiązków i praw.

Napisałem, że nie lubię późnych filmów Barei, bo jego filmoteka dzieli się na dwie równe części z „Poszukiwany – poszukiwana” jako cezurą, granicą (podobnie jest z Wajdą, gdzie taką granicą jest „Danton” z 1983 roku, później Wajda dla mnie jest nie do oglądania). Zachwycony jestem dawnymi filmami Barei: „Mąż swojej żony”, „Dotknięcie nocy”,  „Żona dla Australijczyka”, „Małżeństwo z rozsądku” czy „Przygoda z piosenką”. Fajny też był serial „Kapitan Sowa na tropie” z niezapomnianym Golasem w roli głównej. A późniejsza, ta bardziej popularna seria filmów – nie wzbudziła we mnie przesadnego zachwytu. Od samego początku nie lubiłem „Nie ma róży bez ognia”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” czy „Misia”. Raz obejrzałem „Alternatywy 4” i „Zmienników” i miałem dosyć. No jeszcze „Brunet wieczorową porą” – jak cię mogę, ale bez żadnego zachwytu.

Dla mnie są to głupie filmy bez żadnej wartości, źle nakręcone, z głupimi scenariuszami i jedyne, co je trzyma na powierzchni, to wspaniałe epizody, które sam z radością cytuję w swoim blogu. Wspomniał o tym Ziembiński, że można zrobić dobre filmy epizodyczne, dał przykład „Nie lubię poniedziałku” Tadeusza Chmielewskiego, a ja powiem o „Rozmowach kontrolowanych” Sylwestra Chęcińskiego.

I co dla mnie najgorsze, młode pokolenie uważa, że my tak żyliśmy w Peerelu.

Advertisements

Responses

  1. Nic nie poradzisz, Torlinie, że jednemu podoba się córka, a drugiemu teściowa. Film, książka to kwestia i wrażliwości i gustów, a i także pewnego systemu wrażliwości wyniesionej najpierw z domu.
    Tak, jak my do końca nie byliśmy w stanie zrozumieć tego, jak wyglądała okupacja w czasie II wojny światowej, tak pokolenie młodsze od nas nie jest w stanie do końca zrozumieć czym był PRL. Tego po prostu trzeba doświadczyć, bo jak wytłumaczyć synowi, że gdy w połowie lat osiemdziesiątych ub. wieku chciałem prowadzić działalność gospodarczą musiałem uzyskać pozytywną opinie rady osiedlowej, że taka działalność na jej terenie jest potrzebna. A że usługi, które chciałem świadczyć miałem realizować poza tym terenem to już insza inszość.

  2. Zgadzam się, ale na odwrót. 🙂

    Filmy Barei, które Ty podziwiasz obejrzałem raz, a niektóre nawet mniej niż raz, bo wydawały mi się tak naiwne, że nie wytrzymywałem do końca.

    Natomiast filmy „Nie ma róży bez ognia”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” i „Miś” oglądam wielokrotnie, ponieważ zawierają znakomity katalog postaw ludzkich i zachowań społecznych, które powodują, że jedna osoba odnosi sukces (jest też oczywiście kwestia miary sukcesu), a inna na zawsze pozostaje nieudacznikiem.

    Jakże podstawową prawdę o negocjacjach niesie scena z „Nie ma róży bez ognia”, w której Janek (Jacek Fedorowicz) negocjuje z Jerzym (Jerzy Dobrowolski), żeby ten – po wprowadzeniu się do Janka – nie zalecał się do jego żony Wandy (Halina Kowalska). Problem w tym, iż Jerzemu zależy tylko na wprowadzeniu się, a nie na zalecaniu się. Tak więc w wyniku negocjacji Janek uzyskuje to, co i tak miał, a Jerzy uzyskuje to, na czym mu zależało. I obaj są zadowoleni! Na tym polega biznes!

  3. @Caddicus: Cały problem polega na tym, że te filmy pozostały aktualne – przede wszystkim w warstwie psychologiczno-socjologicznej. Niezależnie od ustroju i jego kulawości ludzie tak samo się nawzajem wykorzystują i tak samo omijają prawo.

  4. @Testeq
    Aktualność filmów? Właściwie to nie problem, gdyż filmy te są takim krzywym zwierciadłem i pokazują nas takimi jakimi jesteśmy.

  5. Zasadne jest pytanie, co to znaczy, że film jest wybitny? Jeśli się podoba większości go oglądających? Jeśli się podoba wyrafinowanym intelektualnie krytykom? Jeśli odznacza się perfekcją formalną? Jeśli łamie dotychczasowe szablony i wyznacza nowe kierunki? Jeśli się podoba także po upływie pięćdziesięciu lat? Dzieło wybitne w myśl jednego z tych kryteriów nie musi pasować do innych i bardzo często nie pasuje.
    Moim zdaniem jest wiele typów „wybitności” i trudno wskazać, który z nich jest najistotniejszy, choć sam wskazałbym na ten ostatni.
    W „Misiu” owszem, fabuła jest pretekstowa, co nie zmienia faktu, że oglądałem go wielokrotnie i zawsze z przyjemnością. Zlepek gagów… Czyż takim zlepkiem gagów nie jest chociażby „Szwejk” – powszechnie uznane arcydzieło? „Miś” ma z nim wiele wspólnego – w szyderczym sosie ukazuje prawdy zarówno o konkretnym miejscu i czasie, jak i o ludzkiej egzystencji w ogóle.

  6. Unikam tematów filmowych, bo film jest dla mnie odległy. Tu jednak się muszę zgodzić — oczywiście, „Miś” jest przezabawny, ale od dobrej komedii wymaga się więcej. I tego ‚więcej’, absolutnie tam nie ma. Co gorsza, ilekroć ktoś „Misia” broni, to praktycznie zawsze w tym stylu Warzechy — z odwołaniem do cenzury i wskazaniem na głęboką wymowę antykomunistyczną; czyli powołuje się na argumenty niemerytoryczne.

    Lupin:
    Szwejk powszechnie uznany za arcydzieło? Czy My żyjemy w tym samym wszechświecie, czy może w dwóch różnych, równoległych?
    (Oczywiście, Szwejk jest znany i lubiany, ale nigdy, ale to nigdy, nie spotkałem się przy nim z określeniem arcydzieło, nigdy też go nie spotkałem w wyliczankach wybitnych dzieł literackich.)

  7. @Caddicus: Jeśli kręcenie ponadczasowych filmów nie byłoby problemem, to wszystkie byłyby ponadczasowe!

    @pak4: Piszesz, że tego „więcej” absolutnie w „Misiu” nie ma. Moim zdaniem jest – i to dużo – na przykład na temat lizusowskich struktur międzyludzkich, które tworzą się w każdy społeczeństwie – niezależnie od ustroju.

    A co do Szwejka – ze zdumieniem usłyszałem ostatnio zachwyty jednego z najbardziej znanych amerykańskich komentatorów technologicznych Leo Laporte’a (wiek 50+), który trzy tygodnie temu pierwszy raz w życiu natknął się na słynną u nas książkę Jaroslava Haska.

  8. Pak4: „Oczywiście, Szwejk jest znany i lubiany, ale nigdy, ale to nigdy, nie spotkałem się przy nim z określeniem arcydzieło, nigdy też go nie spotkałem w wyliczankach wybitnych dzieł literackich.”
    .
    Ja się zetknąłem z takim określeniem, i to nieraz. Nie wiem, ile znasz różnych „wyliczanek wybitnych dzieł literackich”. Mnie tego rodzaju listy pachną pop-kulturową zabawą w stylu „dziesięć książek, które zabrałbyś na bezludną wyspę”.
    Moim zdaniem ranga „Szwejka” nie budzi wątpliwości. W literaturze czeskiej jest w ścisłej czołówce, także zdaniem fachowców, a fakt, że powieść napisana przed bez mała stu laty wciąż jest czytana i tłumaczona na wiele języków, też o czymś świadczy.
    (Patrz też moje uwagi na temat kryteriów wybitności w poprzednim wpisie.)

  9. Jestem, Torlinie, zatem ciekaw Twojej opinii o Kurcie Vonnegucie, jrze, jako pisarzu. Bo Bareja stosuje ten sam sposób, który lubi Vonnegut, tworzenie historii z małych, w zasadzie samodzielnych, zabawnych epizodów.

  10. Nie wiem, Torlinie, czy dotyczy to Ciebie, ale wiele osób odrzuciło „Misia” po 1989 roku, kiedy okazało się, że w dziedzinie mechanizmów społecznych zmiana ustroju w Polsce niewiele zmieniła. Cwaniacy sobie radzą, a pozostali wciąż szukają sprawiedliwości. DObrze ilustruje to następująca przypowieść z filmu „Nie ma róży bez ognia”:

    Zenek: To tak samo, jak jeden kolejarz, też grał kiedyś w warcaby z szefem zawiadowcą o to, który będzie miał dyżur na święta na stacji i ten kolejarz wziął i wygrał w te warcaby i tak wypadło, że ten dyżur to będzie miał ten drugi, ten zawiadowca, ale wtedy ten zawiadowca powiedział, że zasadzie to nie może temu kolejarzowi uznać tej wygranej, dlatego, że tak naprawdę to na stacji w warcaby grać nie wolno.
    Dąbczak: A gdzie wolno, kochany?
    Zenek: Tego dokładnie nie powiedział, no i ten kolejarz miał dyżur.
    Wanda: To niesprawiedliwe.
    Zenek: Więc właśnie ten kolejarz tak samo myślał, ale wtedy ten zawiadowca jemu powiedział, że najlepiej to by było, żeby ten kolejarz to do sądu poszedł pracować, bo tam jest sprawiedliwość, a na stacji to przede wszystkim musi być porządek.
    Dąbczak: Tak jest.

    Ponadczasowość „Nie ma róży bez ognia”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” i „Misia” drażni w tym kontekście podwójnie.

  11. Nie bardzo wiem, co mam napisać. Wszystko właściwie wyłuszczyłem w podstawowym wpisie. Dla mnie reżyseria jest beznadziejna, filmy się kupy nie trzymają, jedynym plusem są rzeczywiście wspaniale poszczególne sceny, niektóre powiedzenia sam używam, jak: „Co tak siedzisz, wilka chcesz dostać?”
    A do tego trzeba dodać moje złe nastawienie do tych filmów, siedzę na nich zły, rozgoryczony i rozdrażniony. Jak siedzenie na komedii to nie jest chyba najwspanialszy obraz. I jeszcze raz powtórzę, pokazują obraz, jakiego ja nie znam. Urodziłem się w 1951 roku, więc w 1969 roku zdawałem maturę i na studia, więc nie można powiedzieć, że tylko liznąłem komunę. Ja takich ludzi nie spotkałem, nie znałem i wydaje mi się, że to jest wszystko przejaskrawione, wyolbrzymione i wydumane.
    Aż boję się to napisać, ale tak jak Kieślowski kręcił z założenia arcydzieła i wszyscy powtarzając ten wyraz wreszcie w niego uwierzyli, tak wszyscy sobie wmówili, że to jest wspaniała satyra na komunę. Naprawdę wspaniałą satyrą na komunę to był „Rejs”.

  12. W niczym mi nie przeszkadza forma sekwencji gagów czy skeczy w filmach Barei. Przecież dla tych gagów i skeczy się je ogląda a nie dla fabuły. Traktuję je podobnie jak komedie z lat trzydziestych z Flipem i Flapem. Zresztą nie miałem większych oczekiwań wobec tych filmów. Nie przeszkadzają mi tez przejaskrawienia – po prostu taka jest groteskowa konwencja tych filmów. To normalny zabieg reżyserski.
    Ponieważ nigdy nie traktowałem tych filmów jako arcydzieła czy jak mawiają filmy „kultowe” nie bardzo rozumiem problem. Nie ma o czym mówić. To są moim zdaniem po prostu dobre komedie bo wywołują śmiech. I tyle.
    Co do ich przesłania politycznego. Zdecydowanie prawdziwsza jest wizja Barei niż ipn-owska. Gryeska lepiej opisuje tamten świat niż martyrologiczne ramoty.
    Pozdrawiam

  13. Dla mnie komedia jest jak wino – do konsumpcji potrzeba właściwego nastroju. Jedynie komedie braci Marx są jak wódka – wchodzą przy kazdej okazji.

  14. Torlinie, piszesz: I jeszcze raz powtórzę, pokazują obraz, jakiego ja nie znam. Urodziłem się w 1951 roku, więc w 1969 roku zdawałem maturę i na studia, więc nie można powiedzieć, że tylko liznąłem komunę. Ja takich ludzi nie spotkałem, nie znałem i wydaje mi się, że to jest wszystko przejaskrawione, wyolbrzymione i wydumane.

    Odnoszę wrażenie, że zbyt poważnie podchodzisz do tych filmów – szukasz w nich powagi źródeł historycznych, którymi nie są. Stosując podobne podejście mógłbym powiedzieć, że nie znoszę filmu „Shrek”, bo w życiu nie spotkałem prawdziwego ogra i gadającego osła.

    Piszesz też, że „Rejs” był prawdziwą satyrą na komunę. Kilka razy płynąłem statkiem po Wiśle i nigdy nie było na nim kaowca. I nie przypominam sobie, żeby pasażerowie prowadzili rozważania o kulturze, drodze na Ostrołękę i okolicznościach przyrody.

  15. Najczęściej jesteśmy na „nie” wtedy, gdy gdzieś dostrzegamy w krzywym zwierciadle siebie.To co podoba się ogółowi wcale nie musi podobać się jednostce. A że żyjemy w kraju absurdów po dzień dzisiejszy, nie potrzebny żaden „Miś” , bo widzimy to gołym okiem.

  16. Watro, wydaje mi się, że upraszczasz sprawę. Ja naprawdę nie widzę siebie w krzywym zwierciadle w tych filmach. Pzdr
    Tes Tequ, to nie ja traktuję „Misia” jako źródło historyczne, ale robi to współczesna młodzież. Jak opowiadam im o swojej młodości, to nie mogą uwierzyć, tak jak my nie wierzymy ludziom z II Wojny Światowej, że podczas okupacji ludzie grali w siatkówkę, wyjeżdżali na majówkę i chodzili do kawiarni.
    Ja mam Piotrusiu straszną słabość do dwóch rodzajów filmów: komedii romantycznych i filmów dla młodzieży. Wstyd mi, ale taka jest prawda. „Francuski pocałunek” i „Szaleństwa Panny Ewy” mogę oglądać setki razy.

  17. Mówisz, Torlinie, że lubisz „Francuski pocałunek”? I wstyd Ci? Ja też lubię ten film i mi nie wstyd. Może dlatego, że kiedyś na moim życiu wycisnęła piętno pewna dziewczyna (to nie to, o czym myślisz 🙂 ), która przebierając się na plaży powiedziała:

    Niech się wstydzi ten, kto widzi.”

    To było dla mnie spore odkrycie i rozpocząłem długoletnią, zwieńczoną sukcesem pracę nad wdrożeniem tego podejścia.

    A co powiesz o nieco podobnym filmie „Notting Hill” (Hugh Grant + Julia Roberts)?

  18. Torlinie, moje stwierdzenie nie zawiera wskazania na Twoją – zawsze z szacunkiem – osobę. Natomiast tak bywa w rzeczywistości, „obserwuję „sama siebie i stąd ta ogólnikowość

  19. 😉 Ja oglądałam i lubię tak „Francuski pocałunek” jak i pozostałe filmy z ta niewątpliwie uroczą i zdolna aktorką Meg Ryan jak i wszystkie filmy z Julią Roberts .
    Pierwszą Meg Ryan, właściwie Margaret Mary Emily Anne Hyra -Jej ojciec podobno Polak z pochodzenia 😉 pierwszy raz ujrzałam w „w filmie z 1989 r. pt.: Kiedy Harry poznał Sally, gdzie zagrała w duecie z Billym Crystalem.
    Asteroida 8353 – została nazwana jej imieniem – Megryan. 😀 )))

    Julię Roberts natomiast pierwszy raz ujrzałam w filmie 1989: Stalowe magnolie (Steel Magnolias) jako Shelby Eatenton Latcherie. Od nakręcenia Pretty Woman jest uznawana za filmową gwiazdę.

    W filmie „Notting Hill” (Hugh Grant + Julia Roberts) jest taka scena, gdzie panowie, po jednym a może kilku głębszych , świetnie się bawią porównując dosadnie te obydwie aktorki . 😀

    Pozdrawiam, i jednocześnie chce powiedzieć ,że tak jedna jak i druga ma w swoim dorobku również i dramatyczne role .

  20. Pędzę do pracy (mam weekend pracujący) – to tak na jedną nóżkę :D. „Notting Hill” = prawdziwe cudo, mogę oglądać na okrągło. Jeżeli chodzi o Julię, to oczywiście „Pretty woman”, a jeżeli chodzi o Granta, to moim ulubionym filmem jest „Dwa tygodnie na miłość” z Sandrą Bullock. Tam jest rozmowa godna „Pół żartem, pól serio” – „Ale ja jestem mężczyzną”. „Nikt nie jest doskonały”.
    Ona – nic z tego nie będzie
    On – z czego?
    Ona – z seksu
    On – byłoby miło, ale ja chcę cię zatrudnić jako swojego radcę prawnego
    Ona – to ja już wolę seks.

  21. TesTequ:
    ale to, o czym piszesz, to drugorzędna publicystyka, a nie materiał na arcydzieło. Czy mamy psychologiczne portrety bohaterów? — Nie.
    Czy mamy analizę społeczną? — odpowiedziałbym, że też nie, bo ta cała bylejakość, czy nawet lizusostwo są przedstawione płytko.
    Czy mamy precyzyjną strukturę filmu? — Nie.
    Czy mamy konsekwentną, przemyślaną fabułę? — znowu nie.
    Nie twierdzę, że każde arcydzieło musi być głębokie psychologicznie, dawać poważne analizy społeczne, posiadać precyzyjną strukturę i fabułę. Ale coś ponad serię gagów i doraźną, powierzchowną publicystykę mieć w sobie powinno.
    Mam wrażenie, że to, co przynosi popularność Misiowi, to nie ‚artyzm’, czy jakoś filmu, ale jego polityczna wymowa połączona z humorem. I że, pod tym względem, analogia do Szwejka jest bardzo trafna.

  22. @pak4: A co to jest arcydzieło? Jakie są kryteria? I kto ma prawo wydawać kategoryczne sądy, co arcydziełem jest, a co nie jest?

    Dla mnie arcydziełem jest to, co mnie zachwyca i nikomu nic do tego – nawet, gdy ten ktoś ma głębię, analizę i precyzyjną strukturę. Tako rzecze TesTeq – pogromca autorytetów! 🙂

  23. Torlin-5.59- zapomniałeś dodać,że Osgud w „Pół żartem…”się zastrzegał .iż musi przedtem „zapytać mamy” 😉

  24. TesTeq pisze – „Dla mnie arcydziełem jest to, co mnie zachwyca i nikomu nic do tego – nawet, gdy ten ktoś ma głębię, analizę i precyzyjną strukturę.” {ełna zgoda, nic dodać, nic ująć
    Pozdrawiam

  25. Oczywiści – „Pełna zgoda”

  26. „I kto ma prawo wydawać kategoryczne sądy, co arcydziełem jest, a co nie jest?”
    .
    Nikt nie ma prawa, to znaczy żadna jednostka. Wydaje mi się jednak, że jeśli sam tylko TesTeq stwierdza, iż DLA NIEGO film X jest arcydziełem, to ma to inny ciężar gatunkowy, niż jeśli mówi to samo kilkaset tysięcy ludzi.
    Ja bym powiedział, że o tym, czy coś jest obiektywnie arcydziełem, rozstrzyga to, jak wielu ludzi i jak długo uważa je za takowe. Zwłaszcza JAK DŁUGO. Historia kultury zna bowiem liczne przypadki dzieł, które bezpośrednio po ich pojawieniu się budziły powszechny i szaleńczy wręcz entuzjazm, a o których dziś już nikt nie pamięta.

  27. Za pierwszym razem to się śmiałam ale drugi raz obejrzeć się nie daje – chyba że wybrane sceny. Podobnie jak słynne „Świat się śmieje”!!! Prowadzili nas całą klasą na ten film chyba ze trzy razy. Na widok samego tytułu mam boleści w brzuchu.

  28. Oczywiście, że się całkowicie nie zgadzam, jakoby poszczególny człowiek miał decydować, czy to jest arcydzieło czy nie. Wydaje mi się, że jest to przejaskrawiona forma indywidualizmu. Każda słuszna koncepcja ma swoje granice, poza którymi jest już tylko śmieszność, parodia onej. Wolność to nie jest brak zasad, to nie jest brak przepisów.
    Jeżeli chcemy sobie oceniać filmy, możemy je posegregować na takie, które uwielbiamy, lubimy, nie lubimy itp., ale nie można moim zdaniem używać słowa arcydzieło. Mimo wszystko arcydzieło jest wtedy, kiedy za takie uzna większa ilość ludzi, a nie tylko pojedynczy człowiek.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: