Napisane przez: torlin | 06/06/2011

Wpis z gruntu fałszywy, obrzydliwy, nieludzki i niehumanitarny

Zdjęcie STĄD

To będzie wpis tylko dla ludzi o żelaznych nerwach. Jednostki czułe na ludzką krzywdę i niedolę, współczujące każdemu – nie powinny się tym razem zbliżać do mojego blogu, gdyż moje poglądy są z gruntu fałszywe, obrzydliwe, nieludzkie i niehumanitarne.

Ostatnio dużo się mówi o całkowitym otwarciu rynku narkotykowego. Jak pisze prasa – ONZ stwierdziła, że kampania antynarkotykowa poniosła klęskę, nie tylko nie zmniejszyła się ilość zażywanych narkotyków, ale całe grupy przestępcze upasły się na tym procederze. Jestem „za”.

Drugą, powiązaną z tym sprawą, to jest stosunek współczesnego świata do używek. Jak pisze Zbigniew Jankowski  w artykule „Rasizm i rodowód antynarkotykowej krucjaty” w portalu społecznościowym „Pino”: Smutną prawdą jest, że tworzymy społeczeństwo, które nie potrafi wyobrazić sobie życia bez alkoholu. Dużo smutniejszą prawdą jest jednak to, że nie potrafimy się do tego przyznać. Warto może zastanowić się zatem, jak smutne są tego powody.

Życie bez alkoholu oraz środków odurzających w warunkach, jakie stwarza współczesna cywilizacja przemysłowa jest jeśli nie niemożliwe, to na pewno niewyobrażalne. Statystyki konsumpcji potwierdzają wielkie znaczenie używek, bez których trudno wyobrazić sobie tzw. „oderwanie się od szarej rzeczywistości”””.

I tutaj dochodzimy do trzech wstrząsających dla ogółu moich poglądów:

1. Jestem „za” legalizacją narkotyków, gdyż każdy ma prawo sam decydować o swoim życiu, losie i zdrowiu. I nikt nie ma boskich uprawnień do decydowania za kogoś, co jest dla tego kogoś dobre czy złe.

2. Nieprawdą jest, że życie nie jest nic warte bez używek. To jest takie samo samookłamywanie się, jak otyła osoba pod dwóch skłonach i 15-minutowym spacerze bierze się do batonika, bo musi uzupełnić energię. Życie bez używek jest życiem normalnym bez ulepszaczy.

3. Protestuję przeciwko leczeniu osób uzależnionych, wydawaniu pieniędzy na alkoholików, narkomanów i innych – związanych z używkami. Oczywiście nie mówię o profilaktyce. Każdy człowiek (patrz punkt pierwszy) sam odpowiada za swoje życie i nikt inny nie powinien się wtrącać. Jeżeli ktoś wpadł w uzależnienie – sam sobie jest winien i powinien albo najpierw się zastanowić, co robi, albo własną siłą woli naprawić, to co zepsuł. Każdy, kto wpada w nałóg, robi to na własną odpowiedzialność, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Advertisements

Responses

  1. ad. 3 oj żeby to było takie proste… równie dobrze powinniśmy przestać leczyć raka płuc, psychicznie chorych – przynajmniej część z nich, itd. itp.

  2. *** BREAKING NEWS! *** BREAKING NEWS! ***

    Torlin znowu szaleje! Zaleca się zamknąć trzodę i inwentarz do zagród, ogacić okna i drzwi i modlić się, żeby mu przeszło! 🙂

    Torlinie, zapomniałeś o jeszcze jednym uzależnieniu: miliony ludzi płaci pieniądze na ZUS kupując sobie nadzieję, że – gdy nie będą już mogli pracować – ZUS się o nich zatroszczy. Naiwniacy! Na starość będą sami sobie winni!

  3. @adanti: Czyli twierdzisz, że równie świadomie podejmujemy decyzję o zachorowaniu na raka, jak o sięgnięciu po kolejnego papierosa?

  4. Jedno ‚ale’, Torlinie. A może dwa 🙂

    Po pierwsze, zapominasz o rodzinach, pozostawiając kwestię indywidualnej odpowiedzialności. Niestety, uzależnieni mają zwykle bliskich, i nie tylko sobie, ale także owym bliskim rujnują życie.

    Po drugie, piszesz o osobistej odpowiedzialności za popadnięcie w nałóg. Łatwo tak pisać o narkotykach, ale o wiele trudniej o papierosach, czy (zwłaszcza) alkoholu, którego spożycie jest pewną normą kulturową. Popadnięcie w nałóg, w tym ostatnim przypadku, to kwestia przekraczania miary, nie ma jednak nigdzie jasnego ostrzeżenia: ‚posuwasz się o krok za daleko’. Zwłaszcza ostrzeżenia, które następuje, zanim ten krok się zrobi. Jeśli w ogóle, ktoś sam dostrzega, że jest coś nie tak i ma wolę, by to zmienić (ale wola to może być impuls — przy rozwiniętej chorobie alkoholowej, wola to za mało), to zwykle sytuacja jest już bardzo zła.

  5. Rzeczywiście dosyć kontrowersyjny wpis… Ja jestem bezwzględnym przeciwnikiem narkotyków i papierosów. Papieros też narkotyk, tylko nikt o tym głośno nie mówi…

    Jedna z osób powyżej wspomniała o bardzo ważnej kwestii, którą zdaje się, pominąłeś – współuzależnienie. Nie bardzo można stosować tutaj odpowiedzialność indywidualną. Kiedy narkoman czy alkoholik pogrąża się w nałogu, odbija się to na CAŁYM JEGO OTOCZENIU. Najbardziej zaś na najbliższej rodzinie. Stacza się ta osoba będąca pod wpływem, a wraz z nią, staczają się także matki, żony, mężowie, synowie… Wszyscy. To zupełnie jak efekt fali po kamieniu rzuconym do jeziora. Jest to trwała współuzależnienie, pozostawiające na długie lata ślady psychiczne, a nierzadko i fizyczne także…

  6. @testeq rak płuc jest często skutkiem palenia, tak. na każdej paczce papierosów mamy ostrzeżenia o ryzyku jakie podejmujemy więc u inteligentnego człowieka jest to świadoma decyzja. natomiast jest jeszcze coś takiego jak genetycznie uwarunkowana skłonność do nałogów. a także osoby z rodzin dysfunkcyjnych są bardziej podatne na uzależnienia i tak na prawdę trudno tu mówić o jakiejkolwiek winie – to znaczy o tym że taka osoba, która jest chora jeszcze zanim sięgnie po kieliszek sama jest sobie winna, że się uzależniła…

  7. „Jestem „za” legalizacją narkotyków, gdyż każdy ma prawo sam decydować o swoim życiu, losie i zdrowiu.”

    Dwunastolatek też? Nie? A piętnastolatek? Też nie?
    A siedemnastolatek? A osiemnastolatek dzień przed 18 urodzinami? I co różni go od osiemnastolatka dzień później?
    Gdyby to wszystko było takie łatwe.

    A jeszcze mi się przypomniało, że niedawno widziałem jak motocyklista przejechał babcię przechodzącą przez ulicę. Wolno szła i zielone się już dla motocyklisty zrobiło.
    Gdyby dbała w młodości o formę zamiast wysiadywać przed telewizorem, to pewnie by zdążyła . A tak, sama sobie winna.

  8. To jest kontrowersyjny wpis, aby wstrząsnąć ludźmi. Każdy musi bardziej brać odpowiedzialność za własne życie. Ja też świadomie „przegiąłem”, nie karzę przecież narkomanów zamykaniem na stałe. Mnie w sposób absurdalny denerwują wszelkie akcje w rodzaju: „ja mam siedmioro dzieci, to ktoś musi mi pomóc”. Ale jak ja mówię, że trzeba było uważać przy figlowaniu w łóżku, to ten ktoś albo się obraża, albo mówi, że te dzieci Bozia przyniosła, to da i na dzieci. A najlepiej państwo, bo przecież oni są biedni. Państwo ma dać na wszystko, w gruncie rzeczy powinno dawać również aktywność życiową i odpowiedzialność za swoje życie.
    Może jeszcze inaczej to napiszę. Jeżeli sytuacja danego człowieka nie jest wynikiem choroby względnie wypadku – każdy będąc w danej chwili w takiej sytuacji, w jakiej jest, sam za to odpowiada. Nie ma prawa mieć do nikogo pretensji, ani obrażać się na rzeczywistość (tzn. na innych współlokatorów tego padołu). Widocznie inni byli bardziej zdolni, mieli więcej szczęścia.
    I tu przechodzimy Tes Tequ rownież do emerytur. Zgodnie z moimi poglądami niczego takiego nie powinno być jak emerytury. Każdy powinien założyć sobie własne konto i tam odkładać pieniądze, państwo jedynie powinno pilnować, aby fundusze nie zrobiły szacher – macher. Tylko że ludzie są nieodpowiedzialni, 85 % nie odkładałoby na starość. A poźniej: „ja nie mam z czego żyć, musi mi państwo pomóc”. Ale jak się pytam, dlaczego nie odkładałeś od pierwszej wypłaty, to odpowiedź brzmi: „bo mi były pieniądze potrzebne”. Tak samo można się spytać, czy myślałeś biorąc pierwszy papieros, kieliszek, narkotyk, kiedy kochasz się z kobietą bez zabezpieczeń.
    Adanti!
    Kopę lat!

  9. Torlinie, czy to prowokacja, czy przeżywasz nagły paroksyzm libertarianizmu?
    .
    „1. Jestem za legalizacją narkotyków, gdyż każdy ma prawo sam decydować o swoim życiu, losie i zdrowiu.”
    .
    Gremia wzywające do legalizacji narkotyków nie robią tego z powodów głęboko ideologicznych, tylko za sprawą smutnej konstatacji, że dotychczasowe metody zwalczania narkomanii zawiodły na całej linii. I z tym się zgodzę, ale nie z twoim uzasadnieniem.
    Każdy ma prawo… To brzmi pięknie, ale wątpię, czy wielu jest narkomanów, którzy wpadają w nałóg świadomie: Wiem, czym ryzykuję, i taki jest mój wybór. Przypadek typowy to raczej młodzieńcza głupota lub niefrasobliwość, obawa przed wykluczeniem z towarzystwa i tym podobne motywy. Na tej samej zasadzie nie powinno się ogradzać urządzeń pod wysokim napięciem. Każdy ma prawo sam decydować, czy go kopnie, czy nie.
    .
    „2. Nieprawdą jest, że życie nie jest nic warte bez używek. To jest takie samo samookłamywanie się, jak otyła osoba pod dwóch skłonach i 15-minutowym spacerze bierze się do batonika, bo musi uzupełnić energię. Życie bez używek jest życiem normalnym bez ulepszaczy.”
    .
    A czy ktoś to twierdzi?
    .
    „3. Protestuję przeciwko leczeniu osób uzależnionych, wydawaniu pieniędzy na alkoholików, narkomanów i innych – związanych z używkami.”
    .
    To niebezpieczny kierunek myślenia. Używki i narkotyki to nie jest jedyny sposób, w jaki można szkodzić swojemu zdrowiu, chociaż najbardziej spektakularny. Nie chce mi się poszukiwać informacji, ale podejrzewam, że społeczeństwo więcej wydaje na leczenie chorób serca, niż narkomanów. A więc – nie leczyć tych, co nie uprawiają sportów i tłusto oraz słono jedzą? A w skrajnym przypadku – nie leczyć poszkodowanych w wypadkach drogowych, jeśli byli ich sprawcami?

  10. Dopiero teraz zobaczyłem Twój wpis Telemachu. Za dzieci odpowiadają rodzice, i oni są winni, jak dziecko sięga. Coś musiało być złego z wychowaniem.

  11. Nie nadążam z odpowiedziami. Lupinie – prowokacja. Prowokacja mająca na celu pobudzenie odpowiedzialności za siebie, za rodzinę, za dzieci, za swoje postępowanie.
    Libertarianizm. Bardzo bliski mi poglądowo, ale nie ze wszystkim się zgadzam. Bliskie są mi ich poglądy na temat właśnie niewpływania innych osób na życie innych, że każdy człowiek jest wyłącznym posiadaczem swojego życia, ich poglądy na temat prawa własności, ale z wieloma się nie zgadzam. Uważam, że to państwo (samorządy) powinny grać główną rolę w edukacji, zdrowiu czy emisji pieniądza.

  12. Torlinie, libertarianie uprawiają myślenie zero-jedynkowe, typowe zresztą dla wszelkich skrajności. Wszystko albo nic. Albo stuprocentowa odpowiedzialność jednostki za siebie, albo od razu zniewolenie i totalitaryzm. Całe szczęście, że są znikomym marginesem i nigdy nie zdobędą większego wpływu na życie społeczne.
    Pełną odpowiedzialność za siebie i rodzinę to mógł ponosić XVIII-wieczny pionier w puszczach amerykańskiego Zachodu. We współczesnym świecie życie jest zbyt skomplikowane. W bardzo wielu przypadkach nie dysponujemy ani dostatecznymi kompetencjami, ani dostateczną informacją, by trafnie ocenić konsekwencje takiego czy innego wyboru czy związane z nim ryzyko, a następnie podjąć świadomą decyzję.
    Cieszę się zatem, że na przykład społeczność międzynarodowa narzuca liniom lotniczym wyśrubowane normy bezpieczeństwa. A można by przecież pozwolić latać każdemu i na czymkolwiek. Gdyby się linii X zdarzyło parę katastrof z ofiarami śmiertelnymi, to ludzie by zrozumieli, że nie jest godna zaufania i przestali z niej korzystać, prawda?

  13. Ależ ja nie mówię inaczej. Powiedziałem tylko, że niektóre z ich poglądów są mi bliskie, ot i wszystko. Ja nie jestem libertarianinem.

  14. Pominąłeś w swych wywodach – z którymi zresztą się w wiekszosci zgadzam – problem chemii mózgu. To nie jest tak, że człowiek jest do końca kowalem swego losu. Jego życie określają również wydzielanie i wychwyt dopaminy, serotoniny itp. To w dużej mierze decyduje o nałogach. No ale z wywodami się zgadzam. Nie masz szczęścia np z serotoniną to trudno – trafiny zatopiony. Jak z rakiem.
    Pozdrawiam

  15. Witaj, Torlinie!
    Na zaproszeniu – jeśli to było zaproszenie – nie zauważyłam, co prawda, RSVP, ale, jak widzisz, jestem i piszę.
    Najzwięźlej: zajrzyj, proszę, do komentarzy pod Kartki „Wyspą Króla Jerzego” – tam wypisałam się byłam nieco obszerniej.
    Tu zaś chciałam Ci zadać jedno pytanie.
    Jak, Twoim zdaniem, należałoby postąpić z niejakim Zdzisławem U. (ewentualna zbieżność imienia i inicjału niezamierzona), który po przedawkowaniu taniego wina obalił się na ulicy i stracił przytomność?
    Bo póki jest jak jest, i system opieki zdrowotnej w Polsce gwarantuje ją również chorym na syfilis, nawet jeśli nie wszystkim chorym na inne, zwłaszcza gorzej rokujące choroby, onże Zdzisław U. trafi na SOR, gdzie dostanie full service, tzn. pełną diagnostykę, której wielu potrzebujących zwyczajnie nie doczeka.
    A dzieci – dzieci przynosi bocian, nie Bozia.

  16. Droga Bexa Lemon! Witam Cię serdecznie!
    Ja mam wielki kłopot zawsze z takimi przykładami, kiedyś wręcz kłóciliśmy się o ubezpieczenia turystyczne
    https://torlin.wordpress.com/2007/11/07/wedrowka-gorska-a-ubezpieczenie/
    mnóstwo czytania
    bo to nie jest tematem mojego wpisu. Cała treść mojego wywodu to nie jest udowadnianie, że pijanego nie należy zawieść do szpitala, głodnego dziecka nakarmić w szkole czy nie wyciągać kokainisty z nałogu. Czytasz mnie zbyt literalnie. Mnie chodzi o zasadę, jakiej się powinniśmy trzymać.
    Jak ja wiem, to dzieci znajduje się w kapuście 😀
    RSVP nie napisałem, bo nie wymagałem potwierdzenia. Drzwi do Kamiennej Wioski są zawsze gościnnie otwarte, wędrowiec zawsze znajdzie dach nad głową i miskę strawy – mimo tak fatalnych poglądów, jakie ma zarządzający Wioską.
    Kartko!
    Ja nie od dzisiaj wiem, że nas więcej łączy niż dzieli. Pozdrowienia

  17. Torlinie, to nie jest dobra odpowiedź. Wymigujesz się. Bo dorośli narkomani też byli kiedyś dziećmi. I wówczas (częstokroć) zaczęło się ich nieszczęście.

    A alkoholizm w zrujnowanych wsiach popegeerowskich? Gdzie 12-latek pije bimber, bo nie wie, że może inaczej? Ma pecha? pewnie ma. Ale czy to znaczy, że gdy dojrzeje do tego żeby się leczyć z zależności (i chce) to mu się nie należy? Bo sam winien?
    Ejże.

  18. Odpowiedź Telemachu masz właściwie w komentarzu skierowanym do Bexy Lemon. Ja nic na to nie poradzę, że mnie szlag trafia. Bo raz to jest rzeczywiście dzieciak, który za wcześnie wypalił za mocnego skręta, ale innym razem jest to kobieta, która rodzi siódme dziecko, kiedy nie stać jej na utrzymanie pozostałej szóstki, są to ludzie nieubezpieczający swoich domostw, motocykliści jeżdżący z brawurową szybkością na jednym kole, człowiek idący w środku zimy w wysokie góry. I za każdym razem ma pomóc państwo (czyli my). Wszystkie te osoby są jak beztroskie Dyzie, nieodpowiedzialne, żądające, wymagające. I ja przeciwko temu protestuję.

    A jeżeli chodzi o narkotyki, to największą sprawą jest profilaktyka i rodzina

  19. Kompletnie nie na temat, ale niezmiernie interesujące
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9736142,Uniwersytet_Cambridge_otworzy_studia_polonistyczne.html

  20. Torlinie, jak rozumiem, szlag cię trafia, że nie wszyscy ludzie są rozważni i przewidujący, i uważasz, że ci, którzy nie są, powinni za to płacić, a nie obciążać swoimi problemami społeczeństwo.
    Otóż tak już było. Przez całe wieki. Wszelkiego rodzaju zabezpieczenia społeczne czy służby ratownicze to przecież dorobek ostatnich dwustu lat. Przedtem nikt się specjalnie nie przejmował, że głupsza lub mniej zaradna część obywateli zdycha w rynsztoku lub chodzi po prośbie. Co najwyżej jakieś litościwe zakonnice rozdawały im darmową zupę.
    Moim zdaniem fakt, że dziś jest inaczej, że ktoś, kto znalazł się w ciężkiej sytuacji nawet z własnej winy, może liczyć na pomoc, to duże osiągnięcie humanitarne naszej cywilizacji, a nie powód do złości.

  21. Torlinie!
    Wiesz, że mam skłonność do literalnego :-).
    Literalne jest fajne.
    Co prawda, czasami, jak się człowiek zapatrzy na pojedyncze drzewa, przestaje widzieć las.
    Wyniki kwartalne w gospodarce leśnej nic go nie obchodzą.
    Areał nowych nasadzeń ogółem.
    Dogrywka konkursu na stanowisko głównego gajowego.
    Ani nawet, choćby już pogodził się z myślą, że żadne tam drzewa, tylko las, nie chce wiedzieć, co za tym lasem jest.
    Co do Zdzisława U. …
    On właściwie nie był bohaterem mojego komentarza.
    Pojawił się, gdy w trakcie lektury Twojego wpisu zaczęłam się zastanawiać nad kryteriami – koniecznością ich ustalenia i wynikającymi z tego niebezpieczeństwami.
    A z tą ogólną zasadą to trochę jak z tymi dziećmi.
    Ty wiesz, że ich żadna Bozia nie przynosi, tylko bocian?
    A ja powinnam to domniemać i dorozumieć, chociaż inaczej napisałeś?
    Troszeczkę tylko inaczej, odrobinę?
    No to ja właśnie to zrobiłam.
    Po swojemu :-).

  22. „A jeszcze mi się przypomniało, że niedawno widziałem jak motocyklista przejechał babcię przechodzącą przez ulicę. Wolno szła i zielone się już dla motocyklisty zrobiło.
    Gdyby dbała w młodości o formę zamiast wysiadywać przed telewizorem, to pewnie by zdążyła . A tak, sama sobie winna.”
    Fakt, kierowcy narzekali ,że na światłach zbyt długo muszą stać 😉
    No cóż, wg. mnie powinny byc w tunele lub mostki nad jezdnia !!!
    tylko ,czy piesi w obawie o strate czasu będą z nich korzystać.
    a tak reasumując, to Torlinie , każdy jest nieodpowiedzialny i małozapobiegliwy , bo i tak w samotności , w bardzo nieestetyczny sposó, często ku uldze rodziny , umiera i schodzi z tego łez padołu. A to co dalej z nim się dzieje , to tylko i wyłącznie kwestia jego światropoglądu ! … :(((

  23. Może zatem – skoro rozważna część społeczeństwa łoży kasę na tych nierozważnych – warto zastanowić się nad tym, by w kwestii równości praw wyborczych pomanipulować:

    – Więcej dajesz, Twój głos więcej waży.
    – Bierzesz, żyjesz na cudzy koszt wtedy twój głos jest zmarginalizowany.

    Zalety tego rozwiązania? Proste! Żyjący z cudzych pieniędzy mieliby mniejszy wpływ na wybór władzy publicznej, która często jest zakładnikiem darmozjadów.

  24. „Więcej dajesz, Twój głos więcej waży.”
    .
    Też już było, ale się zmyło. W XVIII-XIX wieku w wielu krajach stosowano cenzus majątkowy. Prawa polityczne były zależne od wysokości płaconych podatków. W szczególności nasza Konstytucja 3 Maja pozbawiała tych praw szlachecką hołotę.

  25. Torlinie:
    Tylko że ludzie są nieodpowiedzialni, 85 % nie odkładałoby na starość
    Człowiek jest produktem biologii. Sytuacja, w której musi planować na więcej niż rok, jest zupełnie obca jego naturze. (W zasadzie i rok, to już baardzo dużo z tej perspektywy, ale powiedzmy, że przystosował się już do zmienności warunków pogodowych na północ (i południe) od Afryki.) To, że to w ogóle się trafia, zawdzięcza swojemu intelektowi i wytrwałości — cechom, które wyewoluowały dość późno. Na tym tle powiedziałbym, że te 15% to bardzo dużo. To już niemal przestaje być aberracja myślenia 🙂

    I jeszcze — podobno (ekonomistą nie jestem) zasadniczo nie rozważa się opłacalności inwestycji dłuższych niż 3 lata, gdyż rzeczywistość jest zbyt zmienna. Dbałość o emeryturę wydaje się też temu przeczyć 🙂

    Oczywiście, emerytura to przykład (jak i u Ciebie) — to samo dotyczy relacji między używką i zdrowiem, w pewnej mierze. Najłatwiej, po prostu, nie wpaść w nałóg, wówczas nie-ćpanie, nie-palenie, nie-picie (alkoholu) nic nie kosztuje, a przynosi zyski.

  26. Dobra Kochani!
    Drobny wtręt, wyciągnąłem Julę z czyśćca, więc zajrzyjcie do Jej komentarza.
    Może to, co napiszę, będzie niezbyt logicznie wiązało się z podstawą mojego wpisu, ale w gruncie rzeczy chodzi mi troszeczkę o coś innego. Ja postanowilem nie być zbyt stanowczym wobec ludzkich słabości, odpuszczam alkoholikom, narkomanom, palaczom, rzeczywiście często zaczynają w wieku szczenięcym, w którym to trudno o rozum. Również w sprawie emerytur PAK ma rację.
    Ale nie odpuszczę głupocie, pseudoszczędzaczom (skąpcom), niemyślącym, niezwracającym uwagi na przepisy. Ludziom, którzy kupują działkę na terenie zalewowym (bo tańszy) i budują tam domy, a jak ich zaleje, to krzyczą, żeby im państwo (samorząd) pomogło. Ludziom, którzy nie wykupują ubezpieczenia j.w. Motocyklistom jeżdżącym 200 km/h Puławską, w ogóle do nich nie wysyłałbym karetki, jeżeli nie mają dodatkowego ubezpieczenia. Ludziom, którzy w zimie wychodzą w wysokie góry przy ostrzeżeniach o lawinach. Ludziom, którzy wchodzą na slupy wysokiego napięcia i kradną druty. Itd, itd

  27. „Ludziom, którzy wchodzą na slupy wysokiego napięcia i kradną druty.”
    No, bez przesady. W mojej wiejskiej okolicy jest wszelako rozwój: wprawdzie nadal kradną, ale obecnie już tylko druty telefoniczne.

  28. Zmądrzeli. Jak nic zmądrzeli. A nie mówiłam (nie mówiłam), że świadomość to podstawa?

  29. Jako, że mam do czynienia z systemem ubezpieczeń społecznych trochę do czynienia (od wielu lat) wyrażam opinię, iż szacunek 85% nie odkładających na emerytury Polaków (na ubezpieczenia społeczne, obowiązkowe nie bez powodu w dużej większości cywilizowanych państw) jest nad wyraz optymistyczny. W kraju tak biednym jak Polska, nie odkładałoby grubo ponad 90% Polaków. Konsekwencje można sobie wyobrazić.

  30. Podpisuję się pod wszystkimi trzema punktami, a zwłaszcza pod pierwszym – zakaz używania narkotyków uważam za absurdalną ingerencję aparatu państwowo-urzędniczego w prywatne decyzje jednostki, no ale cóż, urzędnik wie wszystko lepiej – udowadnia nam się to przecież na każdym kroku…

  31. Suzanna: „Zakaz używania narkotyków uważam za absurdalną ingerencję aparatu państwowo-urzędniczego w prywatne decyzje jednostki.”
    .
    O ile się nie mylę, w Polsce nie ma zakazu używania narkotyków. Jest zakaz posiadania narkotyków. Co zresztą na jedno wychodzi. Tylko że intencją tego zakazu nie była chęć ingerencji w prywatność jednostki, lecz skuteczniejsze zwalczanie handlarzy, którzy noszą przy sobie tylko drobne ilości i w razie zatrzymania twierdzą, że to na użytek własny. Inna rzecz, że ten zamysł spalił na panewce, dając jedynie policji okazję do wykazania się aktywnością, dzięki łapaniu nieszczęsnych narkomanów.
    Piszę to, bo wkurza mnie skłonność znacznej części Polaków do interpretowania wszelkich posunięć władz wszelkiego szczebla w sposób możliwie dla nich niepochlebny. Urzędnicy wprowadzają przepisy, bo są wredni i chcą jak najbardziej zaszkodzić biednym obywatelom. Zupełnie, jakbyśmy mieli okupację i rządzili nami jacyś obcy, kierujący się własnymi interesami.
    Otóż nie. Mamy demokrację i aparat państwowy jest emanacją społeczeństwa. To my tacy jesteśmy, a nie ONI. Większość durnych przepisów jest wprowadzana w najlepszych intencjach, celem rozwiązania jakichś rzeczywistych problemów. A że są durne, to zwykle okazuje się poniewczasie.

  32. „O ile się nie mylę, w Polsce nie ma zakazu używania narkotyków. Jest zakaz posiadania narkotyków.” ->przecież jedno z drugiego wynika!

    hmm… urzędnik, który ustala program nauczania? urzędnik, który wie lepiej w jakim wieku twoje dzieci powinny iść do szkoły? urzędnik, który zna lepiej niż ty koszta twojego hmm… pogrzebu? urzędnik, który… no cóż, może to moja subiektywna ocena naszej rzeczywistości, jednak ja osobiście tak właśnie to odczuwam i sądzę, że im aparat państwowy będzie mniej skomplikowany i zbiurokratyzowany oraz im mniejsza ingerencja państwa i im rzadsze próby rozwiązywania społecznych ‚problemów’, tym lepiej!

    „wkurza mnie skłonność znacznej części Polaków do interpretowania wszelkich posunięć władz wszelkiego szczebla w sposób możliwie dla nich niepochlebny” -> a czegóż innego uczy nas doświadczenie? większość takich ingerencji kończy się żałosnym fiaskiem, jak choćby zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych, który uderzył głównie w studentów spotykających się na piwku w parku, a nie w meneli wciąż bezkarnie chlejących wódę na podwórkach… przykłady można tylko mnożyć…

  33. Suzanna: „…sądzę, że im aparat państwowy będzie mniej skomplikowany i zbiurokratyzowany oraz im mniejsza ingerencja państwa i im rzadsze próby rozwiązywania społecznych ‘problemów’, tym lepiej!”
    .
    Aparat państwowy powołany do rozwiązywania problemów społecznych nie wziął się z księżyca. I nie wymyślili go wredni, żądni posad i władzy socjaliści. Wziął się stąd, że te problemy jakoś nie chciały rozwiązywać się same. Oczywiście każdą słuszną ideę można doprowadzić do absurdu, więc rozrost biurokracji powinien być trzymany pod ścisłą kontrolą. Ale minimalistyczne postulaty w rodzaju przytoczonych powyżej, są moim zdaniem cokolwiek niedzisiejsze. Oznaczają bowiem powrót do tego, co mieliśmy dwieście czy sto pięćdziesiąt lat temu, i co się chyba nie bardzo sprawdzało w nowoczesnym świecie, skoro w żadnym wysoko rozwiniętym państwie takie stosunki nie przetrwały.

    „urzędnik, który ustala program nauczania? urzędnik, który wie lepiej w jakim wieku twoje dzieci powinny iść do szkoły? urzędnik, który zna lepiej niż ty koszta twojego hmm… pogrzebu?”
    .
    Dajmy spokój urzędnikom. Podstawowe pytanie brzmi, czy potrzebny nam jest w miarę spójny system oświatowy, w którym wszystkie dzieci mają przynajmniej szanse uzyskać zbliżony zakres wiedzy i umiejętności. To jest pytanie głęboko ideologiczne, na które większość współczesnych państw odpowiada, że tak, potrzebny. Ale jeśli tak, to KTOŚ musi ustalać ten wspólny program, KTOŚ musi decydować, w jakim wieku dzieci idą do szkoły. Nawiasem mówiąc, nie robią tego urzędnicy, tylko fachowcy. Urzędnicy jedynie zatwierdzają ich decyzje.
    A z tym pogrzebem, to nie rozumiem o co chodzi. Urzędnik określa wysokość zasiłku pogrzebowego. A kto ma określać? Sam zainteresowany?

  34. Jakie ja jednak mam szczęście, że urodziłam się wystarczająco wcześnie, aby te problemy nie były moimi problemami… W zamierzchłych czasach mojej pięknej młodości piwo nie było towarem powszechnie dostępnym. Były budki z piwem na ulicach i spelunki, gdzie je podawano. Te lokale były tak podłe pod każdym względem, że samo wejście do nich graniczyło z bohaterstwem. Do dziś nie mogę się do złocistego trunku przekonać, więc nie mam rozwiniętego mięśnia piwnego… samo wspomnienie zapachu knajpy piwnej wystarczy! i bardzo dobrze.
    To samo z narkotykami. Nie wiem nawet, jaki zapach roztacza legendarny skręt. I wcale mi z tą niewiedzą nie jest źle. Może należałoby na lekcjach wychowawczych pokazywać dzieciom filmy o prawdziwych skutkach narkomanii? Może należałoby prowadzać do ośrodków leczenia tej przypadłości? Zakazy nie są skuteczne. Niech by ktoś próbował coś nakazać choćby Torlinowi. Na samą taką myśl jest mi wesoło.

  35. Lupinie, ta odwieczna ludzka dążność do organizacji, systematyzacji i schematyzacji stanowi dla mnie jedną z największych zagadek!

    .”Ale minimalistyczne postulaty w rodzaju przytoczonych powyżej, są moim zdaniem cokolwiek niedzisiejsze. Oznaczają bowiem powrót do tego, co mieliśmy dwieście czy sto pięćdziesiąt lat temu, i co się chyba nie bardzo sprawdzało w nowoczesnym świecie, skoro w żadnym wysoko rozwiniętym państwie takie stosunki nie przetrwały” Szczerze zazdroszczę tej odporności na nowoczesną rzeczywistość, ja czuję się przytłoczona tymi absurdalnymi normami, w jakie wpędza się nas coraz bardziej….

    A co do „fachowców”, to bym się jednak spierała, nawet jeśli prawdziwy znawca ma czegokolwiek dokonać, to i tak zazwyczaj „urzędnik” przyznaje fundusze, lub obstaje przy swojej urojonej wizji, do niego należy więc ostateczna decyzja (moja siostra, która jest architektem w znanej warszawskiej firmie z chęcią może podzielić się paroma historiami na ten temat). „Mój mąż z zawodu jest dyrektorem” – to zaś inny, równie często spotykany scenariusz; osoby niemające pojęcia o czymkolwiek-głównymi decydentami? znamy takie sytuacje chyba wszyscy. Dlatego, żeby system dobrze funkcjonował, na szczeblach aparatu państwowego musiałyby być postawione wyłącznie osoby świadome, świetnie wykształcone (przynajmniej chociaż w swojej dziedzinie), dopóki tak nie jest (a raczej nigdy nie będzie), zrezygnujmy z prób umilania życia jednostkom…

  36. Suzanna: Nie wiem, czy jeszcze to przeczytasz, ale nie mogą sobie odmówić repliki.
    .
    „Ja czuję się przytłoczona tymi absurdalnymi normami, w jakie wpędza się nas coraz bardziej…”
    .
    Co cię konkretnie tak przytłacza? Ja we współczesnym świecie nie czuję się specjalnie przytłoczony. Co najwyżej pewne rzeczy mnie śmieszą.
    .
    „A co do fachowców, to bym się jednak spierała, nawet jeśli prawdziwy znawca ma czegokolwiek dokonać, to i tak zazwyczaj urzędnik przyznaje fundusze…”
    .
    Dyskutowaliśmy o konkretnej sprawie: ustalaniu programów szkolnych i innych formalnych ram oświaty. Gdzie tu widzisz „urojoną wizję urzędnika”? Programu nauczania matematyki czy polskiego nie układa chyba urzędnik?
    .
    „Mój mąż z zawodu jest dyrektorem – to zaś inny, równie często spotykany scenariusz; osoby niemające pojęcia o czymkolwiek – głównymi decydentami?”
    .
    Nie widzę w tym niczego absurdalnego. Administrator to też pewnego rodzaju specjalność. Nie musi znać się na tym, co fabryka produkuje, od tego ma podwładnych. Musi znać się na ekonomice i zarządzaniu. Musi też znać się na ludziach. Oczywiście bywają marni dyrektorzy, tak samo jak bywają marni inżynierowie, marni majstrowie i marni robotnicy przy taśmie.

  37. „Co cię konkretnie tak przytłacza? Ja we współczesnym świecie nie czuję się specjalnie przytłoczony. Co najwyżej pewne rzeczy mnie śmieszą.”

    Lupinie, tak się składa, że właśnie zdałam maturę, przede mną studia i generalnie całe „dorosłe” życie. Mnie osobiście przeraża, a nie bawi fakt, że jestem/coraz bardziej będę jednym z milionów trybików w tym cyrku na kółkach, zwanym ‚społeczeństwem’. A jeszcze bardziej przeraża mnie to, że ktoś ten cyrk usiłuje okiełznać i zmusić mnie do podporządkowania się narzuconym nieprzemyślanym zasadom /przepraszam za prywatne wywnętrzenia, ale nawiązuję tu do torlinowego postulatu dot. narkotyków/ .

    „Dyskutowaliśmy o konkretnej sprawie: ustalaniu programów szkolnych i innych formalnych ram oświaty. Gdzie tu widzisz „urojoną wizję urzędnika”? Programu nauczania matematyki czy polskiego nie układa chyba urzędnik?”
    Ok, konkrety. Słyszałeś być może o nowej reformie systemu nauczania? Jeśli nie, to zachęcam do zapoznania się z jej zarysem. Duża część nauczycieli jest jej przeciwna (przynajmniej jej ogólnym założeniom), nie mają niestety jednak na to zupełnie wpływu, wszystko to dzieje się gdzieś na ministerialnym Parnasie, oni zaś (którzy będą się z jej konsekwencjami borykać w sposób najbardziej dotkliwy) dowiedzą się o ostatecznym kształcie tejże reformy post factum. Fajnie, nie?

    I tak, przyznaję, być może mój światopogląd jest dość pesymistyczny, gdyż państwo jawi mi się jako urzędnicza machina, która działa na moją szkodę, ale cóż, tak właśnie uważam, obserwując i odczuwając na sobie prawie wyłącznie negatywne skutki jego decyzji i ingerencji. Stojąc u progu ‚dorosłości’ nie mogę patrzeć z entuzjazmem na rzeczywistość do której wkraczam, stąd to uczucie przytłoczenia no i niestety trochę lęku…

  38. Torlinie, jak zwykle spóźniony żem, ale z ciekawością przeczytałem i tekst i komentarze.
    A porpos tematu polecam raport o wojnie (nieudanej) z narkomanią autorstwa Domosławskiego.

    pzdr


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: