Napisane przez: torlin | 30/06/2011

Metody erystyczne wg PAKa

PAKu – będę starał się napisać tę notkę w sposób jak najdelikatniejszy, aby nie stracić tak wspaniałego komentatora. Ale ja nie umiem w ten sposób prowadzić dyskusji. Nie obraź się, ale tak prowadzisz swoje wywody, że mam w ten sposób wiele przykładów na chwyty erystyczne Schopenhauera. Pośrednio, to co piszę, dotyczy również Telemacha.

Za każdym razem poruszasz temat troszkę obok mojego. Twoje komentarze pozornie dotyczą tego samego, ale tak naprawdę poruszają zupełnie inny temat. Przykładów, chociażby z notki francuskiej, możnaby podawać wiele. Najlepszy przykład jest z życia okupacyjnego Francji i Polski. Ja stwierdziłem, że nie ma w ogóle porównania, w Polsce były łapanki, wywozy do obozów koncentracyjnych, rozstrzeliwania uliczne, we Francji najgorszą karą był moment, w którym Niemcy przestali wydawać racje żywnościowe. Wtedy Ty podałeś jako przykład wiersz Miłosza, prawdziwy zresztą. Ja na to napisałem, że trudno zarzucać Polakom, że się śmieli niedaleko getta, skoro w nim były luksusowe restauracje i burdele. Ty na to odpowiadasz: „Ja prób odnalezienia radości życia mimo ciężkich warunków i okupacji nie piętnuję. Wprost przeciwnie — piętnuję Twoje piętnowanie”. Burdele jako próba odnalezienia radości życia. Ręce opadają.

To samo dotyczy wielkości wojsk. Wkładasz mi w usta słowa, których ja nigdy nie wypowiedziałem. Nigdzie nie napisałem, że Polacy byli czwartą silą w Wojnie, nigdzie nie pisałem o Monte Cassino, który Ty jako przykład podajesz dwukrotnie. Chociaż właśnie ten włoski klasztor jest doskonałym przykładem na charakterystyczny sposób Twojego rozumowania. Otóż to nie Francuzi zdobyli Monte Cassino, tylko Polacy, i podają to również encyklopedie francuskie, ale podajesz to tak, jakbyś chciał sprowokować. Ja nie jestem polskim nacjonalistą i nie zależy mi, żeby wszystko co polskie było najważniejsze. A tak na marginesie podam, że Francuski Korpus Ekspedycyjny w tej Bitwie był złożony z Marokańczyków, który w ciągu dwóch dni zgwałcił 2.000 Włoszek i zabił 700 mężczyzn je broniących, spalił mnóstwo wsi. Włosi stwierdzają, że natężenie tego było takie, jak podczas identycznych zbrodni rosyjskich w Berlinie. Znasz „Matkę i córkę” (La Ciociara) Alberta Moravii? Ale film Vittoria de Siki na pewno.

Ja nie jestem wielbicielem Polski „od morza do morza”, nie bronię się przed tekstami atakującymi Polskę z jednej strony jako bezbronnej ofiary

Jan Matejko – „Polonia 1863 (Zakuwana Polska)” – 1864

ale i jako przedmurza chrześcijaństwa i opoki Europy również. Jest mi to obce. Dlatego Telemachu Twoje słowa: „Torlin zapewne oburzyłby się, gdyby francuski bloger napisał, że nie lubi Polski, bo Polacy, po drugiej WS zorganizowali wpierw (1945/47) spontaniczne pogromy, a po upływie następnych 20 lat antysemicką nagonkę zakończoną wygnaniem (przy obojętności ogółu) swych intelektualistów” są nieprawdziwe. Nie oburzyłbym się. Ale z drugiej strony znowu muszę powrócić do rdzenia mojego postu. Ja nie mówię, że nie było pogromów, nie mówię, że nie było wygnań. Ale w żaden sposób nie można tego porównać z metodyczną wysyłką Żydów francuskimi kolejami do obozów koncentracyjnych przez samych Francuzów bez udziału Niemców.

Dla mnie osobiście blog jest pewnego rodzaju pisanym felietonem. Powinien być właściwie na stałe umieszczony napis: „Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść felietonu. Jedynym odpowiedzialnym jest sam autor”. W związku z tym nie ma zasad pisania wpisów. Być może (a raczej na pewno) bliżej mi do zaangażowania emocjonalno – publicystycznego, niż do samego badacza, moje wpisy są jednak zawsze oparte na różnego rodzaju literaturze dostępnej, względnie Internecie. Zastanawia mnie zdanie: „taka postawa wobec problemu „francuskiej dumy narodowej” nie ma w Polsce sensu (…). Z takim zaangażowaniem można (IMHO) pisać o sprawach polskich. O francuskich wolałbym precyzję nieuprzedzonego”. A przepraszam bardzo, dlaczego właściwie „nie ma sensu”? Jakie są uwarunkowania sensowności jakichkolwiek wpisów lub ich bezsensowności? Kto o tym decyduje?

Piszesz: „znaleźć miarę w opisie”. Czytam swój podstawowy wpis i nie widzę przesady i chociażbyś nie wiem, jak wytężał argumenty, wniosek pozostanie zawsze ten sam. Biorąc pod uwagę liczbę ludności i położenie geograficzne udział francuski w II W.Ś. był symboliczny i w żaden sposób nie da się udowodnić, że to Francja razem z Wlk. Brytanią, USA i Rosją wespół w zespół razem wygrały tę wojnę. A w to święcie przekonany jest ogół Francuzów. Polacy nie mówią, że zdobyli Berlin, nawet zdobycie Warszawy też jest traktowany jako prezent rosyjski (tak jak Paryż jako prezent amerykański).

Ale zgadzam się z Tobą, że prowadzenie blogu polega na emocjonalności, bez niej nie byłoby czytelników i komentatorów. Zadaniem ich jest rzeczywiście poskramiać od czasu do czasu autora w zbyt emocjonalnie polemicznych chwytach, ale krytyka musi być odniesiona do faktycznie napisanych słów. Mam nadzieję Paku, że nie obraziłeś się na mnie za te słowa, bo by mi było bardzo żal.

————————————

Prezent dla PAKa

Wejście wojsk francuskich do Rzymu

Z tym wejściem wojsk do stolic to była nie lada uciecha, powstrzymano Amerykanów, aby Francuzi mogli zdobyć Paryż, Amerykanów i Polaków, aby Rosjanie zdobyli Pragę, a Francuzów, żeby Amerykanie (88 dywizja piechoty „Blue Devil”) mogli zdobyć Rzym.

Francuski Korpus Ekspedycyjny był rzeczywiście duży, liczył ponad 110 tys. żołnierzy, ale ponad 60 % składu to byli mieszkańcy Afryki Północnej.

Advertisements

Responses

  1. Ale draka!
    Torlin PAKa
    Sponiewierał
    Jak mistrz żaka!

    PAK mu dłużny
    nie zostanie –
    Zje Torlina
    Na śniadanie!

  2. Łatwo mi się nie obrazić. Trudniej powiedzieć, co nie gra. Poza tym, że widzę bardzo wyraźnie zabiegi erystyczne w Twojej odpowiedzi (nie pisałem, że Polacy nie zdobyli Monte Cassino, tylko że bitwę wygrały działania Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego — w końcu za wygranie trudno uznać zajęcie opuszczonych ruin klasztoru, choć można je uznać za zdobycie — takie przekształcenie mojej wypowiedzi jest właśnie chwytem erystycznym) — ale rozumiem, że czasem stosuje się je nieświadomie — sam mogę nie być bez winy.

    Zresztą, obaj pisząc odnosimy się do rzeczywistości poza blogami. Dla Ciebie istotne jest przekonanie Francuzów, że wnieśli duży wkład w zwycięstwo, dla mnie — że Francuzi uchodzą w Polsce za naród tchórzów, który niczego dla zwycięstwa nad nazizmem nie uczynił.

    I może to jest najważniejsze — do sporów (i Twoich zarzutów o pisanie obok) doszło w Twoich notkach, które ja potraktowałem wyraźnie poważniej od Ciebie. Ale, nie chcę Cię zniechęcać, bo sam traktując swoje notki coraz poważniej, po prostu coraz częściej rezygnuję z pisania czegokolwiek.

  3. Pax tecum PAKu!
    Ja już dawno zauważyłem, że my nadajemy na innych falach i dlatego nie możemy się porozumieć.
    Rzeczywiście pisałeś o wygranej bitwie o Monte Cassino, a nie o zdobyciu. Myślę jednak czasami kalkami myślowymi.
    Ale nigdy w życiu nie uważałem, że Francuzi są (byli) tchórzami, bo to jest nieprawda. Oni byli po prostu hedonistami, im było wygodnie pod rządami Niemców, wreszcie był porządek. Tylko widzisz, Francuski Korpus Ekspedycyjny też jest w sposób charakterystyczny opisany w Wikipedii francuskiej, bitwę wygrali Francuzi, a gwałcili Marokańczycy, chociaż to cięgiem ci sami żołnierze. Jakoś nie wyszło im spod piór, że gwałcili Francuzi, a bitwę wygrali Marokańczycy (dla mnie to nie jest demagogia, oni nosili francuskie mundury). Widzisz, staram się być obiektywnym i stwierdzam, że podobne zachowanie było w Polsce po utracie niepodległości w XVIII wieku. Dla wielu to był powrót normalności, świetnie im się żyło pod nowymi władcami.
    Tes Tequ!
    Ładne! 😀
    U góry aneks – prezent dla PAKa.

  4. Nie wiem czy się mogę wtrącić do dyskusji ale nie rozumiem Torlinie tej mysli z notki – „Burdele jako próba odnalezienia radości życia. Ręce opadają.”. Nie wiem dlaczego ręce opadają. Przecież burdele są ewidentną próbą odnalezienia radości życia.Burdele są właśnie po to by uszczęsliwiać tych którym brakuje szczęścia na codzień
    Pozdrawiam

  5. Kartko!
    Burdele jako próba odnalezienia radości życia.

    Posłuchaj dokładnie tekstu.
    Pzdr
    Ps. Serdecznie zapraszam do wtrącania (i Ciebie i Wszystkich).

  6. To ja się wtrącę w małym i wybiórczym odcinku.O Monte Cassino
    walczyli nie tylko wymienieni przez Torlina i innych,ale jeszcze: Nowozelandczycy,oraz np.Gurkowie(bardzo podobno waleczni).
    i tu taka historia opowiedziana mi przed laty przez pewnego himalaistę,z zawodu historyka sztuki:
    Otóż znalazł się ze swoją wyprawą w okolicach pewnej wioski, gdzie tylko raz na miesiąc drogą lotniczą zrzucano jej mieszkańcom sól.
    Widząc obcych pracujące w polu kobiety w połochu pouciekały do wioski,a po chwili pojawił się wódz w bardzo podartym polskim mundurze „podhalanina”.
    Rozmowa chwilę trwała.Gurk pochwalił się nienajgorszym angielskim
    i kiedy dowiedział się,że ma przed sobą Polaków-zakrzyknął
    Bolandia,Warszawa, k… stolica!!

  7. Bransoletkę wykonaną przez wodza Gurków dostałam w prezencie i bardza ją lubię jest piękna, mosiężno srebrna!

  8. Melchior Wańkowicz opisał dość dokładnie bitwę o Monte Cassino.Nie wiele chyba trzeba by było dodać.mam dwie autentyczne opowieści z wiarygodnych ust.Otóż kapelanem Polaków był ksiądz Sławik-stryj mego niegdysiejszego sąsiada.
    Druga postacią o której hołubię pamięć był jeździec Rotmistrz Wołoszowski,który zginął , jako cichociemny podczas rozpoznania jeszcze 13 dni przed bitwą.
    Napisałam Mu nawet wiersz”Honor rotmistrza”,przez sentyment,bo podobno w Gdyni wygrał z Niemcami ostatni konkurs skoków w lipcu 39, mimo,że sędzią głównym konkursu był.. Geuleiter Forster!

  9. Ciekawe historie Babko. Dziękuję.

  10. Torlinie, ale portowy burdel w Birmie jest dość ekstremalnym przykładem tego typu przybytków. Ja bym na tej podstawie tak zdecydowanie nie uogólniał.
    Dla mnie raczej hedonistyczna tradycja burdeli francuskich – trzymając się tematyki dyskusji – jest próbą osiągania szczęścia. Dla wielu zresztą inspirującą.
    http://www.writedesignonline.com/history-culture/toulouse-lautrec_the_kiss.1892

  11. Prawdziwy hedonizm byłby był, gdyby ten birmański portowy umieścić w Nepalu!

  12. Burdel portowy w Nepalu? To rzeczywiście odlot!

  13. Niestety, – w każdym razie na pierwszy rzut oka – w Nepalu jest podobnie smętnie jak w Birmie.
    http://jpgmag.com/photos/1112860
    Pozdrawiam

  14. „Dlatego Telemachu Twoje słowa: „Torlin zapewne oburzyłby się, gdyby francuski bloger napisał, że nie lubi Polski, bo Polacy, po drugiej WS zorganizowali wpierw (1945/47) spontaniczne pogromy, a po upływie następnych 20 lat antysemicką nagonkę zakończoną wygnaniem (przy obojętności ogółu) swych intelektualistów” są nieprawdziwe. Nie oburzyłbym się.”
    No cóż, dziwi mnie to Torlinie. Bo mnie by to bardzo zabolało. Wiesz, moje słowa mogą się pokrywać z Twoimi poglądami, lub też nie – nadawanie im kwalifikatora prawdziwości lub nieprawdziwości jest jednak (moim zdaniem) jakimś tragicznym nieporozumieniem. Moje słowa Torlinie są prawdziwe (bo je wypowiedziałem) – to, że się z nimi nie zgadzasz, to inna para kaloszy.

    A ja najzwyczajniej nie zgadzam się z Twoim sposobem wrzucania całych społeczeństw i narodowych wspólnot do jednego pojemnika i obdarzania ich jednoznaczną etykietką. Być może dlatego, że wielokrotnie zmieniając miejsce zamieszkania musiałem rewidować moje (wpojone mi przez nieodpowiedzialnych intelektualistów) wyobrażenia o „innych”. Redukcja jakże skomplikowanych procesów historycznych do wizji uproszczonej i nie oddającej złożoności sytuacji zawsze mnie bol, przy czym jest mi raczej objętne czy chodzi o naszą ojczyznę, czy też sąsiadów. Mam wrażenie, że korzystając/posługując się bardzo nieprecyzyjną skalą dokonujesz ocen obsługujących stereotypy. Czynimy to (w pewnym stopniu) chcąc nie chcąc, wszyscy; u Ciebie odnajduję jednak często skłonność do generalizowania w celu podparcia swych wyobrażeń wybranymi faktami i formułowania wniosków, które uważam za niepokojące. Do takich należy zdanie od którego rozpocząłeś swoją notkę (nie lubię Francuzów). Jest dla mnie rzeczą niepojętą, jak można – nie spędziwszy znacznej części życia pośród przedstawicieli jakiegoś narodu wydawać tak kategoryczne sądy o jego przedstawicielach. Nie rozumiem tego i czuję się sprowokowany do odegrania roli adwokata diabła. Bo w jaki sposób przeciętny Francuz ma ponosić większą odpowiedzialność za nieudolność i brak wyobraźni swej generalicji niż Polak, Czech, Rosjanin, Duńczyk, Norweg, Grek lub Holender? I dlaczego oczekujesz od niego heroizmu porównywalnego do tego, który Twoim, wynikającym z pielęgnowanej w naszym kraju mitologii zdaniem powinien stać się jego udziałem? Wyobraź sobie, że żyjesz we Francji w 1940 roku i nagle Twój kraj znajduje się w niepojętym dla Ciebie chaosie, wszystko z czego byłeś (słusznie i niesłusznie) dumny leży w ciągu kilkunastu dni w gruzach. Jaki jest Twój indywidualny zakres odpowiedzialności i możliwości działania? Odpowiem Ci: jest on praktycznie żaden. A potem przychodzi ktoś po 70 latach i nagle (niezależnie od tego co Ty zrobiłeś) pakuje Cię do szuflady z napisem „tchórze i kolaboranci”.
    Wiesz, rodzina mojej mamy mieszkała w 1939 roku w Poznaniu. We wrześniu 1939 roku do drzwi załomotało gastapo aby odprowadzić dziadka (oficera legionów) na rozstrzelanie. Nie zastali go, bo zmarł latem i lista jaką dostali od urzędników polskiego magistratu (posłusznie obsługujących nowych panów) była nieaktualna. Dwa miesiące później moją babcię, wdowę z trójką dzieci wysiedlono z „Wartegau” do Generalnej Guberni. Wysiedlali garanatowi policjanci – a jakże Polacy. W ciągu 10 minut – bo tak zarządził okupant. To że babka zdążyła się spakować zawdzięczała sąsiadowi, Niemcowi, który ją (mimo grążącej kary) ostrzegł.

    I powiedz mi teraz: co ja mam z tym zrobić? Naturalnie, że uważam współpracę francuskich urzędników przy deportacji Zydów za haniebną. A obojętność francuskich sąsiadów wobec tych wydarzeń za coś potwornego. Tyle tylko, że nie widzę żadnego związku pomiędzy francuskością tych współuczestników zbrodni, a ich czynami. Mam (uporczywe i graniczące z pewnością) przeczucie, że nasi rodacy zachowaliby się w identycznych warunkach i okolicznościach podobnie. Podobnie jak Węgrzy, Słowacy, Chorwaci, Rumuni. Po prostu mieliśmy (z z dzisiejszego punktu widzenia) szczęście, że nie postawiono nas przed pewnymi wyborami. Byliśmy od począdku celem pogardy, podludźmi przeznaczonymi do wyniszczenia niewolniczą pracą, okupant nie szukał z naszymi elitami sojuszu i nie traktował nas jako partnera i potencjalnego sojusznika.
    Ale Torlinie, czy jest to nasza zasługa? Czy nie ułatwiło to (z braku alternatyw) naszym rodakom wyboru? I czy uprawnia nas to do kategorycznego osądzania innych? To są pytania które leżą u podstaw mojej przekory. Rzucając kamieniami w innych (traktowanych jako byt zbiorowy) obsługujesz – nie gneiwaj się – nasze narodowe zadufanie. To ie jest miłe i dlatego bliższa jest mi postawa Paka, który sądzi, że uczciwsze jest zajęcie się własnymi brudami, rozliczanie się z niechlubną francuską przeszłością pozostawiając Francuzom. Ufff.

  15. Telemachu!
    Jestem zadziwiony, że – mam takie wrażenie – w ogóle nie wczytujecie się w moje posty, widzicie to, co chcielibyście przeczytać (usłyszeć). Postanowiłem to ująć w punktach:
    1. Mam (niestety) prawo do generalizowania, jak już pisałem, pisanie w blogu przypomina trochę felietony redakcyjne, które nie zawsze są słuszne, z prawidłową linią i politycznie poprawne. Takie jest prawo felietonisty.
    2. „Bo mnie by to bardzo zabolało”. No to jak to Telemachu? Z jednej strony tak, a z drugiej „Bo w jaki sposób przeciętny Francuz ma ponosić większą odpowiedzialność za nieudolność i brak wyobraźni swej generalicji”? To w jaki sposób przeciętny, dzisiaj żyjący Polak, ma ponosić większą odpowiedzialność za antysemickie nagonki? Nie gniewaj się, ale jesteś niekonsekwentny.
    3. Punkt trzeci i najważniejszy. Powtórzę to chyba po raz trzeci. Podstawową sprawą, jaką poruszyłem w notce, jest dzisiejsze samozadowolenie Francuzów, ich kraj jako jeden z czterech filarów pokonujących Niemców, że nie wspomnę o niezłomnej postawie Ruchu Oporu. Ja o całą resztę wywodu naprawdę nie chcę toczyć kłótni, bo to są sprawy drugorzędne (ale mające wpływ oczywiście na pierwszorzędną).
    4. Ja Ci więcej powiem, nie byłem we Francji. Ale mój pobyt przy nieznajomości języka francuskiego nic by nie zmienił. Za to bardzo dużo czytam, interesuję się, czytam opracowania, beletrystykę, książki (prawie :D) analityczne. Przecież ja wiem, że w każdym społeczeństwie istnieją różni ludzie, mający różne poglądy i że nie wszyscy są tacy sami. Ale ja, nawet mieszkając od początku życia w Polsce, nie mógłbym – Twoim zdaniem – powiedzieć słowa o Polakach, bo natychmiast stanie się to generalizowaniem. Przecież nie wszyscy są tacy…
    5. Ciągle walczysz Telemachu ze swoim mitem dotyczącym mojego wpisu. Piszesz: „Bo w jaki sposób przeciętny Francuz ma ponosić większą odpowiedzialność za nieudolność i brak wyobraźni swej generalicji niż Polak, Czech, Rosjanin, Duńczyk, Norweg, Grek lub Holender? I dlaczego oczekujesz od niego heroizmu porównywalnego do tego, który Twoim, wynikającym z pielęgnowanej w naszym kraju mitologii zdaniem powinien stać się jego udziałem?” Ja niczego takiego nie oczekuję. Ani „moim zdaniem” nic nie wynika „z pielęgnowanej w naszym kraju mitologii”. Powtarzam, interesuje mnie stosunek dzisiejszej Francji do swojej przeszłości. Nie – to nie tak. Interesuje mnie samozadowolenie Francuzów ze swojej przeszłości. Ja nic nie krytykuję z przeszłości, bo – jak słusznie zaznaczyłeś – ludzie różnie reagują na śmiertelne zagrożenia. Ale trochę inaczej wyglądało to „śmiertelne zagrożenie” we Francji, a inaczej w Polsce.
    6. „Po prostu mieliśmy (z dzisiejszego punktu widzenia) szczęście, że nie postawiono nas przed pewnymi wyborami” – przypominam Ci, że Hitler proponował nam przystąpienie do paktu antykominternowskiego – szczegóły, jak chcesz sobie poczytać, w linku. Ale dlaczego szczęście? Jak słusznie pisze Wołoszański „Czy Polska mogła zawrzeć sojusz z Niemcami? Dzisiaj odpowiemy: „nie”, gdyż stalibyśmy się współwinni późniejszych masowych zbrodni nazizmu. Ale czy Włochom, Węgrom, Finom, Rumunom, Bułgarom i innym sojusznikom Niemiec ktokolwiek zarzuca udział w ludobójstwie?”
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,57434,page,2,title,Hitler-proponowal-Polsce-sojusz,wid,8484693,wiadomosc_prasa.html – szczególnie druga strona
    7. Rozmawiałem z wieloma Francuzami i zadawałem im te pytania. Odpowiedzi były albo nie na temat, albo podtrzymujące mitologię, że to Churchill nie dopuszczał Francuzów spod znaku Generała. To prawda, ale co to ma do dzisiejszej postawy? Podawałem wielokrotnie dowcip niemiecki, co sądzą poszczególne narody, gdzie się zaczyna Azja? Francuzi sądzą, że na Renie. W zeszłym miesiącu moją znajomą, znającą perfekt angielski, kelner wyprosił z restauracji w Paryżu, bo nie umiała zamówić potrawy w języku Moliera. Już nie mówiąc o postawie w Unii, w NATO, w OBWE. Nie zapomnę, jak Generał wycofał Francję z NATO, ale ten kraj mimo wszystko uczestniczył we wszystkich posiedzeniach i wykłócał się o wszystko, mimo że nie był członkiem. Zarzucają Amerykanom wysyłanie wojsk, a sami wysyłają spadochroniarzy do poszczególnych krajów afrykańskich. Może źle, że to piszę, bo „straciłem okazję, żeby siedzieć cicho”.
    8. „uczciwsze jest zajęcie się własnymi brudami, rozliczanie się z niechlubną francuską przeszłością pozostawiając Francuzom”. W ten sposób nigdy niczego nie będzie można napisać, bo wszystko będzie nie do końca sprawdzone, nieobiektywne (a czy jest coś takiego jak obiektywizm?), uogólniające. A dlaczego ja mam się zajmować własnymi brudami, a nie francuskimi? – patrz pkt 2 tego komentarza. Skoro jestem jednostką nieodpowiadającą za polskie brudy, to dlaczego mam się nimi zajmować? Przecież to jest sprzeczne z tym, co sam napisałeś.
    9. Uff… 😀

  16. Torlin pisze: Jestem zadziwiony, że – mam takie wrażenie – w ogóle nie wczytujecie się w moje posty, widzicie to, co chcielibyście przeczytać (usłyszeć).

    Czas przestać się dziwić, ponieważ to jest niepodważalne prawo natury.

    Z tego powodu menedżerom wbija się do głowy, że odpowiedzialność za prawidłowość przekazu leży po stronie nadawcy.

    Ja nie mam złudzeń, że ktokolwiek będzie „wczytywał” się w moje teksty, żeby wyłowić ich zamierzony sens. To byłaby megalomania z mojej strony. Moim zadaniem jest tak przedstawić swoje zdanie, żeby odbiorca nie miał żadnych wątpliwości – mimo, że jego widzenie świata może być całkowicie odmienne od mojego.

    A co do Francuzów – nie byłeś w tym kraju, a wypowiadasz się kategorycznie o Francuzach tak, jakby to był jeden stereotypowy osobnik sklonowany miliony razy. Mnie na taką odwagę nie stać.

  17. Wiesz Torlinie, chyba rzeczywiście brakuje mi kwalifikacji do właściwego odczytania Twoich intencji i odszukania nie odkrywającego się mi przesłania. Nie możemy się porozumieć, nad czym ubolewam. Nawet protokółu rozbieżności nie możemy podpisać, bo to wymagałoby jakiejś płaszczyzny porozumienia. Szkoda.

  18. W takim razie PAKu, Tes Tequ i Telemachu – trudno. Jaśniej nie potrafię. Ale jak sięgam pamięcią do filmów, książek, artykułów, oglądanych uroczystości rocznicowych względnie Dnia Zwycięstwa, zawsze Francja pokazuje się jako wielka siła w czasie II W.Ś., wyzwalająca Europę z łańcuchów Hitlera. Jedyny film pokazujący prawdę, który pamiętam, to była „Casablanca”. Ale to w końcu film amerykański, a nie francuski.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: