Napisane przez: torlin | 20/07/2011

Kładka gentryfikująca

Zdjęcie STĄD

Pisząc o swojej wizycie w Krakowie przez przypadek znalazłem ARTYKUŁ z Gazety Wyborczej na temat nowej kładki przez Wisłę. Aby zrozumieć cały mój wpis – trzeba koniecznie go przeczytać (jest niedługi :)). I wspaniale łączy się on z naszymi poprzednimi rozważaniami, szczególnie tematami poruszanymi przez Julę, Nelę, Tes Teqa i Lupina. Cały problem zawiera się w jednym słowie „gentryfikacja”, Wiki bardzo ładnie opisuje znaczenie tego słowa, pochodzącego z angielskiego –  wyraz gentry oznaczał mieszczaństwo angielskie i w średniowiecznej Anglii: drobną szlachtę. (Komerski – gdzie jesteś blogowo? :().

W wielkim skrócie gentryfikacja to proces, w którym dana dzielnica gwałtownie zmienia swój charakter, do najbardziej znanych przykładów należy krakowski Kazimierz, czy warszawskie: Wola i Praga.

Gentryfikacja rzeczywiście może mieć różne oblicza, wszystkie można tak naprawdę przedstawić na podstawie poszczególnych dzielnic Warszawy. Robotnicza Wola, pełna zaniedbanych czynszówek z czerwonej cegły zamienia się w dzielnicę wielkich nowoczesnych gmachów poszczególnych firm, Praga (ze szczególnym uwzględnieniem Trójkąta Bermudzkiego, czyli trójkąta ulic 11 Listopada, Szwedzka (Konopacka) i Stalowa, do którego dawniej jak ktoś wszedł, to już nie wyszedł; oraz następnego strasznego prostokąta: Brzeska (Markowska), Ząbkowska, Targowa i Kijowska), która zamienia się dzielnicę pubów, kawiarni, teatrów, klubów, Praga, trzeba przyznać, zupełnie zmieniła swój charakter; i małe podwarszawskie wioski, w których zaczynają dominować bogaci przybysze stawiający luksusowe wille. Jak ktoś chce poczytać o warszawskiej Pradze – TO TU).

Ale czy rzeczywiście kładka rowerowo – piesza doprowadzi do gentryfikacji dzielnicy? I tu musimy rozważyć to dwojako: jako rzecz drobną i szczegółową – czy rzeczywiście doprowadzi; i sprawę fundamentalną – czy to jest źle czy dobrze? Z punktu widzenia ludzi bojących się wszelkich zmian kładka ta jest pierwszą jaskółką nowego, naruszającego status quo, w ich myślach funkcjonuje raczej status quo ante (argumenty typowe: za droga, niepotrzebna, brak innych ścieżek rowerowych, biedna dzielnica). Ale czy z punktu widzenia ( o rany – jak wzniośle) ludzkości (mieszkańców Polski, Krakowa, Kazimierza i Podgórza) to jest źle? Że powstają natychmiast lokale gastronomiczne, nowe sklepy?

Ja twierdzę, że to jest wspaniale, tylko tak się zastanawiam, jakbym zareagował, gdybym był osobą biedną i widział, jak się wali koło mnie stary świat.

——————-

Aneks – zdjęcie umieszczone na prośbę Neli

Advertisements

Responses

  1. A gdybyś był osobą superbogatą i walił się Twój świat, to byłoby Ci raźniej?

  2. Cytat z przywołanego przez ciebie tekstu: „Alternatywą dla gentryfikacji jest proces zrównoważonego rozwoju zakładający szeroką partycypację mieszkańców w kształtowaniu przestrzeni, w której żyją.”
    .
    Brzmi to szlachetnie, ale jakoś nie bardzo sobie wyobrażam, na czym miałaby polegać szeroka partycypacja ubogich mieszkańców dawnego przedmieścia w kształtowaniu przestrzeni.
    Przestrzeń kształtują najpierw urbaniści tworzący plany zagospodarowania przestrzennego i zatwierdzający je radni (ciekawe, czy dla Krakowa Podgórza taki plan istnieje?), a następnie przedsiębiorcy skłonni w ramach tego planu inwestować w nowe budynki czy inne przedsięwzięcia. Nie widzę innej drogi. Chyba że wracamy do socjalizmu.
    .
    PS. Postanowiłem na tym blogu być Pawłem Lubońskim, a program uporczywie wpisuje mi z automatu dawnego Lupina i za każdym razem muszę to ręcznie poprawiać!

  3. Pieniądze szczęścia nie dają, ale za to nieszczęścia pozwalają przeżyć w luksusie.
    A tak naprawdę na mnie nie działają wielkie pieniądze, 600 metrowe wille z basenami i drogie samochody. Może jedynie wyjazdy, na to przydałoby mi się więcej gotówki.

  4. Widzisz Pawle, jaki ze mnie kretyn. Ja nawet nie wiedziałem, że Ty i Lupin to ta sama osoba.
    Mnie się wydaje, że to jest nieuniknione, pewnych procesów nie da się zatrzymać. Czytałem ostatnio o upadku polskich dzielnic w Chicago i w Nowym Jorku. Może coś Logos skrobnie na ten temat?

  5. To może ja też jestem Lupinem? Muszę sprawdzić, co program uporczywie wpisuje mi z automatu… 🙂

    Torlinie! 600-metrowa willa? Chyba chodzi Ci o długość, bo jeśli miałyby to być metry kwadratowe, to chyba piszesz o jakichś slumsach! 🙂

  6. TesTequ, arystokrata z ciebie! Ja akurat mieszkam w willi (co prawda podzielonej na dwa mieszkania). No i ta willa – dwa piętra, poddasze i piwnica – nie ma łącznie 600 m kw. Czyżby warszawski Żoliborz Oficerski to były slumsy?
    .
    Torlin: „Może jedynie wyjazdy, na to przydałoby mi się więcej gotówki.”
    .
    O, to, to!

  7. Tes Tequ!
    To ile m kw. ma mieć willa? 2.000? Ja mam podobnie do „Arsena Lubońskiego” 😉 – mieszkam w połowie domku, ja na parterze, syn na piętrze. Mam 100 m. kw. i jeden pokój na stałe zamknięty, bo nie mam co z nim zrobić. Będę jeździł po nim na rowerze? Co robić na 2.000 m.? Bawić się w chowanego?
    Pawle!
    Tylu miejsc jeszcze nie widziałem.

  8. O matko co robić z powierzchnia mieszkalna?… a wziąć pierwszego z brzegu architekta wnętrz i w mig tę przestrzeń wypełni. ;)Oglądałam ostatnio w TVP, wnętrze wilii tych naszych słynnych tenisistek .Ich willa to cała kamienica odpowiednio przerobiona , chyba w Londynie. Powierzchnia tak ok. 3000m2. 😀
    W jednej olbrzymiastej sali balowej miały zrobiony kort , winnej basen a w innej sale do ćwiczeń. Jednym słowem Tryb życia wymusza odpowiednie zagospodarowanie. Gdybyś pracował na własny użytek, to miałbyś tam Torlinie np. biuro. 😉
    Nie wiem , czy ty musisz chodzić do pracy, czy możesz ją wykonywać w domu 😀
    Ja osobiście uwielbiam takie programy o tworzeniu przestrzeni mieszkalnej. 🙂
    Mam wrażenie ,że w Polsce jest odwrotnie w stosunku do świata. 😉
    Tam własnie pięknie się zagospodarowuje przestrzenie podmiejskie na domy mieszkalne. W Anglii np. w cenie są stare domy , nawet pokryte strzecha np. z XVI wieku !!!… Autentyczny kamień ale oczywiście odpowiednio zmodyfikowane, bez niszczenia. To samo ze starymi kamienicami w stylu wiktoriańskim i etc… Niesamowity był Kościół przerobiony na mieszkanie.!…
    Stodoły i inne obejścia gospodarskie!…
    W Szwecji natomiast podziwiałam dom pokryty trawą .Niesamowita konstrukcja – cudo według mnie. 😀 )))
    Ja mieszkam w bloku , brat też ale mamy wspólny domek pod Krakowem , stara chata z 1890 roku , trochę nam znajomy architekt pomógł i wyszło cudeńko. Najlepsze są te belki pod sufitem i masę innych detali zabytkowych już.
    😀 )))

  9. ale te tenisistki mimo wszystko oszczędne są, bo studiują na Akademii wychowania fizycznego w Krakowie !… 😉

  10. No przecież sobie dworuję nieco z tych 600 metrów. Nie gniewajcie się, proszę.

    A co do gotówki na wyjazdy – i na to znalazłaby się rada. Taki Wojciech Cejrowski na przykład kupił w Ekwadorze posiadłość, która zapewne kosztowała go tyle, co 1 metr kwadratowy w Warszawie. Skoro, Panowie Obszarnicy, macie po 100 metrów kwadratowych, zostałoby Wam w rozliczeniu 99 metrów – razy średnio 8 tysięcy daje 792 000 PLN. Na parę podróży wystarczy!

  11. @jula: A ta chata pod Krakowem to na sprzedaż? Za ile? I jak duża jest działka? Jak ją z bratem sprzedacie, to też będziecie mieli na podróże! 🙂

  12. Ja mam w tyle… podróże! .. 😉 Dla mnie TA CHATA , to raj na ziemi . Po co mi go szukać gdzie indziej?… 😉
    Pa! 😀 )))

  13. Jeżeli udaje się w podróż, to tylko w czasie, nie w przestrzeni. I to raczej w marzeniach a nie na jawie. 😉 Dzięki mojej chatce!… 😀 )))

  14. To trochę podobny problem do zagospodarowywania centrów miast – pisałeś kiedyś o tym Torlinie. Chodziło o nocne życie towarzyskie, które przeszkadzało starszym mieszkańcom przyzwyczajonym do nocnej ciszy. Wtedy pisałem, że centra muszą żyć a ludzie w nich zarabiać, więc milośnicy ciszy nocnej po prostu powinni się gdzieś przenieść. Tak jest i w tym przypadku. Mieszkałem kiedyś na sielskiej wsi niedaleko dużego miasta, która sielskość zachowała dzięki brakowi porządnej drogi. Po prostu z dojazdem był problem. No ale gdy pociągnięto asfalt skrótem przez las do miasta zaczęło się osadnictwo klasy średniej. Wieś w ciągu kilku lat stała się odstręczającym przedmieściem. Pojawiły się wcześniej niespotykane patrole policji, zakazano picia piwa pod sklepem, jazdy na fleku na rowerze, pogrodzono parcele, pobudowano domy „gargamele”, przestano mówić sobie dzień dobry … . No i trzeba było stamtąd uciekać w poszukiwaniu utraconej sielskości ,,, . Życie jest dynamiczne i musimy być mobilni – również osiedleńczo. Na szukaniu wciąż swego miejsca polega życie.
    Pozdrawiam

  15. Julu!
    Żadne stale miejsce, żaden domek nie da tego, co wielka podróż zagraniczna. Ja się tak zaplątałem jedynie w górach, że w końcu z wyjątkiem dawnych krajów socjalistycznych mało widziałem. Ten wyjazd na Saharę mnie odmienił, teraz to już chcę tylko wyjeżdżać, wyjeżdżać, wyjeżdżać.
    Tes Tequ!
    Przecież wiem, że żartujesz. I z tymi obszarnikami również. Ale ja już taki jestem, mnie nie zależy na wielkich pieniądzach, samochodach, strojach, domach, bywaniu. Mnie to nie imponuje. Kłócę się z kolegami, że samochód dla mnie to jest urządzenie mnie przewożące i do tego służy. Co to za różnica, jakiej jest marki? Żelazko służy do prasowania, czy ja cały czas mówię o marce żelazka?
    Kartko!
    Ale z drugiej strony – tak się mówi – przenieś się. Szczególnie osobom starszym. To nie jest łatwe.

  16. Torlinie , ja Ciebie doskonale rozumiem. Doskonale byś się dogadał z Logosem. On z tych wyjazdów, trzeba przyznać,że kawał świata zwiedził , zdobył nawet fach na życie. Zwiedza i jeszcze mu za to płacą !…
    A my możemy oglądać cudownej urody zdjęcia z jego wypraw. 😀 )))
    Teraz też jest na kolejnej. 😉

  17. @Kartka
    No, mieszkam na Kazimierzu. Od maja do pażdziernika, a jak ciepło to i dłużej odchodzi tu gentryfikacja (uszlachcenie? uszlachetnienie?). Pijana hołota drze ryja od wieczora do rana. Muzyka z lokali napierdala na pełny gaz, a najlepsi są kolesie z muzyką typu: „dupcyć, dupcyć, dupcyć” w samochodzie. Jeszcze głośniej! Grillowanie, picie piwa, wina i wódki na ulicy. Nie ma spania, nie ma pracy w nocy, zero policji, strefa wyjęta z pod prawa. Gentryfikacja! „Społeczniaki, wypierdolka na Barycz!” – darli się wczoraj kolesie (na Baryczy jest wysypisko smieci, jak ktoś nie z Krakowa). No, więc chyba tam się powinni wszyscy przenieść, żeby „gentry” miała się gdzie bawić.
    Nowa koncepcja miasta: w dzień biura, w nocy nieustająca najebka, ludzie do bloków na osiedlach, kogo nie stać – na Barycz. Kogos pojebało?
    Sorry za język, ale tak się mówi w gentryfikacji.
    Jedyna nadzieja w tej kładce. Może gentryfikacja przeniesie sie na Podgórze. Kumpel zajmujący się od wielu lat handlem nieruchomościami na Wyspach twierdzi, że mody na dzielnice mijają zwykle po 20-25 latach a w takiej niemodnej juz da się żyć.
    Zdrowia i siły do przeprowadzek życzę!

  18. Torlinie, wybacz, że nie wypowiem się (merytorycznie) na temat ławki (choć z ciekawością przeczytałem Twój wpis), tylko sprostuję nieco (dotyczącą mnie) wypowiedź Juli.

    Jula, za podróżowanie mi płacili, ale to było kilkanaście lat temu.
    Teraz (kiedy podróżuję już tylko prywatnie) to ja muszę za to płacić.
    A wszystko coraz droższe 😉

  19. Torlinie, przepraszam, ale mam wrażenie, że wypowiadasz się na temat, na który masz pojęcie pochodzące z trzeciej, prasowej, ręki. Ja od dziecka przeżywam śmierć dzielnic do których przywykłam i które pokochałam, śmierć, bo z żywych organizmów przemieniały się na moich oczach w wybiegi dla turystów oglądających tępym wzrokiem innych turystów, bezduszne dekoracje biznesu, getta dla przerażonych zewnętrznym światem bogaczy. Na nieuchronne umieranie Podgórza patrzę z rezygnacją. Ludzie potrzebują swojej małej ojczyzny, znajomego habitatu, targu, sklepiku na rogu, mieszkania, za które są w stanie zapłacić, baru mlecznego, szewca i magla. To oni i ich otoczenie stwarzają koloryt. . To ich dzielnica, oni ją stworzyli i tworzą, to dzięki nim jest różnorodna i atrakcyjna. Jak można tego nie rozumieć i mylić popychaną zachłannością i pazernością bezwzględność z rozwojem? Jak można obojętnie patrzeć jak ginie świat przez jego mieszkańców znany i rozumiany, zastępowany tandetną dekoracją dla wiecznie nienażartych?

  20. Mona!
    Trafiłaś w sedno! Wczoraj też doszłam do wniosku, że ta wyspa bogactwa w samym środku nędznej i ginącej, rdzennej Spały, to takie nowoczesne getto, które sobie bogaci postawili i odgrodzili się od świata zewnętrznego. Nawet zakupów przecież w miejscu zamieszkania nie są w stanie zrobić, nie mówiąc już o tym, aby ich dzieci mogły wyjść poza wysoki płot. Już mi się nie chciało tego pisać, bo wciąż przeżywam dość burzliwie rozstanie z krajem lat dziecinnych i nie jest moim zamiarem wszczynanie dyskusji. Właściwie napisałam wszystko, co mi na serce spadło i zostało leżeć.
    Dziękuję za duchowe wsparcie 🙂
    Torlinowi przesyłam odpowiednią fotkę – może potrafi ją tu umieścić, bo ja niestety, nie potrafię.

  21. Mono!
    Patrzę na to z boku w sprawie Krakowa, bo akurat tę dzielnicę tego miasta znam bardzo słabo. Ale dużo mogę powiedzieć na temat dzielnic warszawskich. Z tym, że ja w tym sporze staję po stronie Kartki, przed unowocześnieniem turystycznym nie uciekniemy. Nie można bez przerwy wspominać pochyłe drzewo stojące na skrzyżowaniu czy magiel Pani Henryki, bo przypomina mi to jeden z wielu wspaniałych cytatów z „Samych swoich” – „żeby to jeszcze tę elektrykę zlikwidowali”.
    Nelu!
    Odpowiedź dla Mony jest właściwie dla Ciebie. Twoją prośbę spełniam z przyjemnością, zdjęcie umieściłem u góry we wpisie jako aneks.
    Logosie!
    Czy ja nie powinienem zmienić „ławki” na „kładkę” – czy to ma tak być? A z drugiej strony – Twoim sposobem z Twojego blogu – stwierdzę, że żałuję, bo to Ty właśnie mógłbyś bardzo wiele napisać na temat gentryfikacji najrozmaitszych terenów na świecie. Z chęcią bym przeczytał.
    Waldenie!
    Taka jest druga strona tego problemu. Dlatego też poruszam te kwestie w moim blogu, bo odpowiedź jest niejednoznaczna, a o kompromis tu – bardzo ciężko. Sytuacja w tym wypadku jest biało – czarna, zero – jedynkowa. Bardzo dziękuję za wizytę.

  22. Torlinie, nie będę się wypowiadać w imieniu Logosa, ale czy Ty widziałeś ten Jego fotoblog ze zdjęciami z całego świata ?….
    Przejrzyj go uważnie a znajdziesz odpowiedz na swoje pytanie. 😉

  23. Witam Torlina i Komentatorów.
    Polecam artykul red.Ryszardy Sochy z ostatniej „Polityki” dot.zagospodarowania Wybrzeża prawie na całej jego długości.
    Same „wieże widokowe” ,czyli wysokościowce typu naszej paskudnej Sea Tower z mieszkaniami dla bogatych.Przeciętny spacerowicz , czy turysta nie dostanie się do plaży i morza,gdyż nawet opisywanej przez Torlina kładki nie ma.Wszędzie płoty z zakazami przejścia ,czy wejścia.
    Sami sobie zaczynamy ograniczać dostęp do morza.
    Smutek mnie ogarnia.

  24. Ja chyba niezrozumiale piszę…. 😦
    Nie jestem przeciwna postępowi i osiedlaniu się bogatych ludzi w pięknych okolicznościach przyrody. Chciałabym jednak, aby uszanowali zastane, charakterystyczne budownictwo, aby od siebie coś otoczeniu dali, weszli w to otoczenie, wnieśli nową jakość, kulturę a nie tylko wysokie ogrodzenia i całkowitą dowolność w charakterze zabudowy.
    Znam parę bardzo dobrze sytuowanych rodzin, które przeniosły się z Wrocławia do okolicznych gmin i do pracy dojeżdżają. Jednak własne dzieci przenieśli z prywatnych szkół we Wrocławiu do gminnej szkoły, w której poziom nauczania jest, jak się okazuje wyższy niż w tych ekskluzywnych. Matematyka i przedmioty ścisłe są tak prowadzone, że dziecko musiało skorzystać z korepetycji babci – matematyczki, aby miejscowym dorównać. Rodzice czynnie uczestniczą w życiu miejscowej społeczności. Tu robią zakupy owoców, warzyw i nabiału, organizują wspólnie z miejscowymi jakieś sportowe zawody dla dzieciaków, które mają wreszcie kolegów i mogą się odwiedzać w domach. Prowadzą internetową gazetkę, żyją w miejscu zamieszkania i nie boją się, że im miejscowi wydepczą kwiatki w ogródku. Miejscowi też zresztą mają całkiem ładne kwiatki przed domami.
    ,
    A na tej pięknej zjeżdżalni, którą przesłałam Torlinowi i on ją umieścił pod wpisem jest tekst; Nie odpowiadam za bezpieczeństwo dzieci i nazwisko tego, co nie odpowiada. 🙂

  25. No własnie, gdzie te słynne ogródki Jordanowskie w miastach. Tam były pod opieką przedszkolanek czy innych nauczycieli , w czasie niepogody była świetlica i zajęcia ?… 😥

    U mnie taki niedaleko mojego osiedla został zlikwidowany z powodu braku pieniędzy. W całym Radomiu nie ma. ?…
    W Krakowie na Prądniku Czerwonym są, tam jest i wybieg dla psów i różne boiska dla starszej młodzieży i jeszcze starszej i mnóstwo alejek wśród zieleni!

    Bardzo ładnie osiedla zagospodarowane. 😆

    Natomiast w Uściu , prześlicznej wsi w powiecie Bocheńskim i tylko 40 km od Krakowa jest cudnie.

    W swej historii, są na to dane , w średniowieczu była bogatym miastem, bo tam był spływ soli do Raby, do Wisły!… 😆

  26. Torlinie, oczywiście miała być kładka a wyszła ławka 🙂
    Errare…

    Myślę, że należy wziąć pod uwagę źródłosłów „gentryfikacji” – oznaczającej „uszlachetnienie” – i nie mylić jej z tworzeniem zamkniętych gett dla (pogardzanych) „bogaczy”.
    Jeśli chodzi o Stany, to z satysfakcją obserwowałem, jak przez ostatnie kilknaście lat „gentryfikacji” podlegają np. biedne i zaniedbane dzielnice murzyńskie, ale nie tylko. Tutaj oznacza to likwidowanie starych, rozpadających się budynków i ruder i zastepowanie ich budynkami nowymi lub odnowionymi (sam biorę w tym udział, prowadząc firmę, która to wykonuje). Nowi właściciele zwykle bardziej dbają o swoje przybytki, organizując np. tzw. „komitety” zajmujące się urzymaniem swojego sąsiedztwa w porządku i czystości. Oznacza to także: lepsze sklepy, drogi, estetykę, szkoły – lepszą infrastrukturę, także kulturalną…

    Tym co mnie niepokoi i zasmuca – jeśli chodzi o moje obserwacje poczynione podczas podróży po różnych zakątkach świata – to postępująca globalnie homogenizacja, czyli upodabniania się do siebie rejonów świata, dotychczas bardzo zróżnicowanych kulturowo, architektonicznie… Jednym słowem, zatraca się przez to specyfika i charakter czegoś co uważam za bardzo cenne: lokalny koloryt, unikalność, „zżycie się” ludzi zarówno ze sobą, jak i z miejscem (miastem, dzielnicą), w którym mieszkają.
    Szok pod tym względem można przeżyć np. w Chinach, gdzie powstaje jakieś architektoniczne monstrum, nad którym trudno będzie zapanować.

  27. Do wszystkich!
    1. „Pogardzani bogacze” – coś w tym jest, i nie dotyczy to tylko postkomunistycznej agresji słownej, że bogactwo to jest coś podejrzanego. Mam z racji zawodu kontakt z bardzo wieloma osobami mocno zamożnymi i z przykrością muszę stwierdzić, że ci ludzie bardzo często nie dają sobie rady psychicznie z posiadaniem dużej ilości gotówki. Tak ogromnego chamstwa (ale często z białych rękawiczkach) to się nie spotyka, i to niezależnie od wykształcenia. On ma pieniądze – to jest Bogiem. On będzie dopasowywał architekturę? To architektura ma się dopasować do niego. Dwa domy ode mnie mieszka człowiek, którego zobaczyłem po raz pierwszy w życiu po dwóch latach, od kiedy się sprowadził. Odśnieżał jezdnię, pogadaliśmy, i pytam się, gdzie mieszka. W życiu go nie widziałem, wjeżdża samochodem i wyjeżdża, nie porusza się pieszo nigdzie.
    2. „Ogródki jordanowskie” – w wielu miastach są, w Warszawie również. To wszystko naprawdę zależy od samorządu.
    3. Gentryfikacja miast – ja przeżyłem szok w Warszawie. Przez wiele lat Praga to była dzielnica, do której się nie jeździło. Rodzice mówili dzieciom: „Masz wszystko po lewej stronie Wisły, na prawą możesz pojechać na Saską Kępę, Stadion Dziesięciolecia i Bazar Różyckiego. A wszędzie indziej jest niebezpiecznie”. Krążyły przerażające historie o Trójkącie Bermudzkim. I raptem moja młoda towarzyszka kulturalna wymyśliła teatr o 20 wieczorem na 11 Listopada, jednym z boków Trójkąta. Nie tylko, że było tam pełno pubów, kawiarni, klubów i teatrów, to jeszcze po spektaklu o 22 poszliśmy na spacer Konopacką i Stalową. Świat się wali.
    4. „to postępująca globalnie homogenizacja, czyli upodabniania się do siebie rejonów świata, dotychczas bardzo zróżnicowanych kulturowo, architektonicznie…”. A czy przypadkiem zwolennicy poprawności politycznej nie chcą tego zrobić również z ludźmi? Przerzucanie się rasami doprowadzi do tego, że będziemy wszyscy Mulatami.
    5. „Nie odpowiadam za bezpieczeństwo dzieci i nazwisko tego, co nie odpowiada”. I zrobił bardzo słusznie, nasze sądy zaczynają działać jak amerykańskie, jak nie jest napisane, to człowiek odpowiada. Przypomnij sobie oparzenie się herbatą chyba w McDonaldzie. Prawnicy są straszni.
    6. Czy rzeczywiście całe wybrzeże jest zabudowane? Jakieś dwa lata temu pojechałem z przyjacielem na przegląd samorządowych inwestycji unijnych w pasie nadbrzeżnym i nie zauważyłem żadnej tragedii w tym względzie.

  28. @mona: Nie każdy „koloryt” wart jest zachowania. Czasami o zachowanie „kolorytu” walczą nie ci, którzy go tworzyli, ale jedna grupa najeźdźców z inną.

    Na przykład teraz w Warszawie trwa „obrona” Bazaru Różyckiego. Bronią się „kupcy” i w celach poglądowych zapraszam każdego do samodzielnej oceny, jak obskurna okolica i „koloryt” jest tam chroniona przed zagospodarowaniem.

    Nie jestem przekonany, czy do zachowania dziedzictwa narodowego należy zachowywać każdą przegniłą deskę i każdą kałużę.

  29. „postępująca globalnie homogenizacja, czyli upodabniania się do siebie rejonów świata, dotychczas bardzo zróżnicowanych kulturowo, architektonicznie”
    .
    To raczej proces nieuchronny, konsekwencja łatwości przemieszczania i porozumiewania się. Myślę jednak, że zróżnicowanie tak łatwo nie zniknie, choć będzie się zmniejszało. Wierzę w siłę kultur lokalnych. Mamy w Europie sporo małych grup etnicznych, które przechowały przez wiele wieków swoją tożsamość i poczucie odrębności mimo braku własnego państwa czy choćby autonomii.
    Z drugiej strony, czy homogenizacja jest czymś bezwzględnie złym? Tożsamość europejską zawdzięczamy przecież w znacznym stopniu imperium rzymskiemu, które „zhomogenizowało” niezliczone plemiona w zasięgu swoich wpływów. Czy powinniśmy tego żałować?

  30. Walden
    Potwierdzam Twoje obserwacje. Zmiany gentryfikacyjne – jak pisze Torlin – najczęsciej przynoszą niepożądane i trudne do przewidzenia skutki społeczne. W przypadku wsi o której pisałem przyniosły autorytarne przyzwyczajenia nowobogackich mieszkańcow przedmieść i wzrost policyjnej kontroli zabijający dotychczasową beztroską sielskość. Mieszkańcy wsi, którzy błagali przez dziesięciolecia wladze o tę drogę nie mieli pojęcia jaki los sobie szykują. W przypadku Kazimierza o którym piszesz przyniosły zmiany anarchiczne. No ale przed tymi zmianami nie można uciec. To znaczy można wynosząc się gdzieś daleko
    Pozdrawiam

  31. Kartka z podróży: Zmiany gentryfikacyjne – jak pisze Torlin – najczęsciej przynoszą niepożądane i trudne do przewidzenia skutki społeczne.

    To samo można powiedzieć o elektryfikacji. Zmiany społeczne, które przyniosła były ze wszech miar niepożądane. Ludzie zamiast siać, orać i przerzucać gnój z lewa na prawo zaczęli czytać książki i oglądać telewizję. Zobaczyli, że w miastach żyje się lżej i wyjechali. A tak mogliby szczęśliwi siedzieć wieczorami przy świeczce i śpiewać rzewne przyśpiewki regionalne, jak to mieli w zwyczaju przedtem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: