Napisane przez: torlin | 29/07/2011

A może czasem dobrze jest czegoś zakazać?

Jestem tak potwornie przepracowany, że nie mam siły nawet na swój blog i porządną notkę. A ponieważ piszę na tematy mnie bulwersujące, dzisiaj wspomogę się artykułem Joanny Derkaczew „Lęki nasze powszednie” – to jest link do artykułu, ale ponieważ teksty czasami nikną z Internetu, postanowiłem go żywcem przepisać – powtarzam – jest to tekst Joanny Derkaczew, a nie mój. Ale Jej wątpliwości są moimi wątpliwościami. Mam nadzieję, że wybaczycie mi ten uproszczony wpis.

Oto tekst artykułu

A może czasem dobrze jest czegoś zakazać? W tym roku na Malta Festival w Poznaniu wielokrotnie pytano o granice tolerancji.

Spektakle poświęcone tematowi wykluczenia wykraczały poza oswojony kanon „kobieta – gej – Żyd”. Obcymi okazywali się pospolici kryminaliści („Osadzeni, Młyńska 1” Teatru Ósmego Dnia), seryjni mordercy, bezwzględni socjopaci, szaleńcy stanowiący realne zagrożenie dla otoczenia. Do głosu pchały się niedojrzałość, depresja, pragnienie śmierci, panika i perwersyjne żądze. U Giselle Vienne („I Apologize”, „Jerk”) manekiny i pacynki zastępowały młode, niewinne ciała, nad którymi pastwili się degeneraci. Jan Fabre widowiskiem „Prometheus Landscape II” wypowiadał wojnę społecznej potrzebie bezpieczeństwa i jasnych zasad. Koncert Portishead był zbiorową celebracją ludzkiego popaprania i tęsknoty za niosącym ulgę „końcem”. Po rynku i placach biegali artyści domagający się włączenia w przestrzeń publiczną erotyzmu i wściekłego dążenia do zemsty. Amerykański chór nestorów Young@Heart z rockowych szlagierów wyciągnął autoironiczny przekaz: „i tak wszyscy zaraz umrzemy”.

Czy to nie za dużo? Czy rozpoczynając poważną dyskusję nad powrotem do życia społecznego pedofilów morderców i akceptacji perwersji, nie kompromituje się samych idei tolerancji, humanitaryzmu i asymilacji?

Nie przypadkiem prawie wszystkie spektakle Giselle Vienne to teatralizowane rekonstrukcje wydarzeń. W sytuacjach szczególnie stresujących i traumatycznych często włącza się mechanizm obronnego zapominania. Nie sposób później stwierdzić, czy faktycznie mieliśmy wpływ na przebieg wydarzeń i czy mogliśmy postąpić inaczej. A może część winy przypisaliśmy sobie niesłusznie? Łatwiej w końcu zgodzić się na to, że całe zło świata jest w nas i podlega naszej woli, niż na wizję okrutnej rzeczywistości, której nie da się przebłagać.

W spektaklu „I Apologize” aktor torturuje dziewczynki manekiny, ale nie sposób stwierdzić, czy jeszcze odtwarza fakty, czy już realizuje swoje ciemne fantazje. W „Jerk” Vienne idzie o krok dalej. Prowokuje widzów, by we własnej wyobraźni odnaleźli zakazane sfery. Na scenie lalkarz brzuchomówca o wyglądzie wielkomiejskiego luzaka z pomocą pacynek odtwarza historię serii morderstw z lat 70. w Teksasie. Odgrywa gwałty analne, grzebanie nożem we wnętrznościach, profanację zwłok. Imituje głosy masakrowanych dzieci. Dwukrotnie pozostawia widzów samych z krótkimi tekstami streszczającymi część przebiegu akcji. To najtrudniejsze momenty spektaklu – trzeba się zmierzyć z własną wyobraźnią. A lęgnących się w głowie obrazów nie można już usprawiedliwić obscenicznym działaniem wykonawców. Po tym spektaklu trudno patrzeć w spokoju na dzieci okładające się misiami czy strzelające do siebie z gumowych karabinków. Ale rodzące się podczas oglądania tego spektaklu fantazje wcale nie są widzom takie obce i nieznane. Podobne mogą rodzić się podczas oglądania serwisów informacyjnych, thrillerów, billboardów, reklam z umalowanymi, seksownie poprzebieranymi dziewczynkami przymierzającymi szpilki mamusi. A skoro to właśnie jest nasze regularne doświadczenie, to poddawanie go refleksji w bezpiecznej, odrealnionej przestrzeni teatru ma jednak sens.

Kornél Mundruczó spektaklem „It Is Hard to Be a God” także pyta o to, „jaka jest nasza rola w tym całym bagnie i jak sobie z nią radzimy”. Czy znieczulamy się na wszystkie przerastające nas tragedie i problemy? Dla Vienne, Mundruczó, Fabre’a, a nawet dla Portishead stan wyjątkowy, sytuacja nieustannego stresu to nasza codzienność. Bez znieczulenia po każdym serwisie informacyjnym mielibyśmy prawo udać się na terapię z rozpoznaniem syndromu posttraumatycznego. To, że każdego ranka nie budzimy się w depresji, zawdzięczamy właśnie zobojętnieniu. Ale czy to zwalnia nas ze współodpowiedzialności za zło tego świata? Jan Fabre nawołuje w „Prometheus Landscape II”: „Macie wybór! Możecie być ofiarami lub bohaterami”.

Artyści na Malta Festival przypominali, że świat jest niebezpieczny, niezależnie od tego, iloma tablicami ostrzegawczymi i instrukcjami BHP go oblepimy. Udowodnili, że sztuka może stać się pośrednikiem w odnalezieniu nowej roli dla wszystkich, którym wymyka się przyspieszająca, brutalna rzeczywistość. Pokazywali, na co faktycznie mamy wpływ, a z czym po prostu musimy się pogodzić. Zachęcali też, by uczciwie przyznawać się do lęków i uprzedzeń, jakie czujemy. Bo tylko wtedy tolerancja będzie świadomym wyborem, a nie ładnie brzmiącym synonimem pogardy i ignorancji. Pod tym względem program festiwalu Malta to projekt bezkonkurencyjny.

Malta Festival, Poznań, 4-9 lipca

Źródło: Gazeta Wyborcza

Reklamy

Responses

  1. Po pierwsze należy zakazać „potwornego przepracowywania się”! Ot, co!

    Po drugie – bulwersowania!

  2. To się tak mówi Tes Tequ. Nie dałem rady, i zamiast wieczorem jestem już w domu. Nie dałem rady fizycznie, muszę odpocząć.
    A z tym bulwersowaniem – to jest jakaś szczypta smaku w życiu, że nie jest mi wszystko jedno.
    z pozdrowieniami

  3. Jak tolerancja może być „(ładnie brzmiącym) synonimem pogardy i ignorancji” to tego pojąć nie mogę.

    Autorka (patrząc na wszystkie te dziwadła i perwersje) niby to ma wątpliwości ale na końcu pisze, że artyści czymś nas tam oświecili i że program festiwalu Malta to „projekt bezkonkurencyjny”.

    W sumie nic nowego: niektórzy artyści z lubością pławią się w bagnie, gwałcie i obscenie, udając, że to bagno, gwałt i obscenę denuncjują, (odrzucają i potępiają) – na dodatek przed tym wszystkim nas ostrzegają i chcą chronić.

    W sumie: tyle hałasu i „celebracji ludzkiego popaprania” po to tylko, by dojść do banalnych i trywialnych (a nic nie mówiących) wniosków? (Artyści „przypomnieli, że świat jest niebezpieczny”, „udowodnili, że sztuka może być pośrednikiem…”, „pokazywali na co faktycznie mamy wpływ…”, „zachęcali, by uczciwie przyznawać się…” itp. itd. – takie tam lanie wody.)

  4. Chyba jednak L.A. spłycasz i spłaszczasz sprawę. Bo tu właściwie wracamy do dawnej dyskusji z Kartką na temat filmów, jaka jest granica artysty w pokazywaniu potworności. Ja mam kłopot z wymienieniem tych filmów, bo ich z natury nie oglądam, ale czasami jest moment, w którym nie przewidzę i widzę coś takiego.
    Dla mnie osobiście tą granicą jest moja żenada. Jeżeli siedzę z dłońmi zakrywającymi moją twarz, to wiem, że ta granica została przekroczona. Przypuszczalnie w ogóle na ten spektakl nie poszedłbym, ale gdybym się przez przypadek znalazł, to siedziałbym przerażony, gdyby ktoś mi pokazywał sceny i odgłosy np. gwałconych i masakrowanych dzieci

  5. Ja bym nie siedziała przerażona, tylko wyszłabym. Z hałasem i ostentacyjnie 👿

  6. Torlinie, ale to jest pewne nieporozumienie. Ja nie lubię, nie toleruję bezsensownego okrucieństwa w filmach. No i zarazem w teatrze. Z okrucieństwem jest jak z seksem – moim zdaniem musi być uzasadnione dramaturgicznie.
    Drugą sprawą jest to, że nie mam potrzeby by mnie twórca szokował czy gwałcił psychicznie okrucieństwem. Nie potrzebuję takich wstrząsów by przesłanie dzieła zrozumieć.
    Nasza dyskusja sprzed kilku miesięcy dotyczyła antywesternów Peckinpaha. Tam okrucieństwo było dramaturgicznie uzasadnione a poza tym podane w artystycznej, metaforycznej formie. Było po prostu potrzebne i nie wywoływało szoku u widza. Sceny przemocy u Peckinpaha to klasyka filmu. One są naprawdę pięknie i intrygująco nakręcone.
    Nie mam zdania na temat tekstu, który opublikowałeś bo nie widziałem tych spektakli. Być może moje wrażenia różniłyby się od odczuć recenzentki.
    Ale myślę, że konwencja okrucieństwa o ktora ona pisze jest zrozumiała, bo świat wokół nas staje się coraz bardziej okrutny i absurdalny. Bez spektakli na Malcie możemy to odczuwac. Pewnie to chcą wyrazić reżyserzy i aktorzy
    Pozdrawiam

  7. Ja Nelu pewnie też.
    Kartko, rozmawialiśmy na temat antywesternów, ale wiem, że rozmawialiśmy również na temat filmów Tarantino, Lyncha i podobnych. Wiem, o jaką metaforę Ci chodzi, można to powiedzieć jako o poezji śmierci. Ale ona nie jest wtedy pokazana dosłownie, jak ginący Indianie w westernie, członkowie Plutonu Śmiercionośnych Żmij w „Kill Bill” czy zabita dziewczyna po zgwałceniu w „Demonach wojny wg Goi”. Najgorsze jest to, że artyści celem większego zaszokowania widza przekraczają tę delikatną granicę umowności, zaczynają to przedstawiać jak film dokumentalny, z niesłychaną realnością.

  8. http://www.fbk.org.pl/
    A ja trochę tym razem później zaczynam uczestniczyć w niezwykłych koncertach „Pod Białym Bocianem”. Trochę przeszkód było po drodze, ale od tej niedzieli, już do końca, co tydzień 😀

  9. Powiem górnolotnie, wszystko do takiego momentu, w którym nie zostanie zakłócona godność człowieka. Odwieczna prawda głosi , ze kazdy rodzaj przemocy wcześniej czy później przynosi zgubne skutki. Człowiek to natura niezwykle przekorna i zapewne żaden akt prawny nie rozwiąże problemu. Jestem skłonna twierdzić, że normy prawa obyczajowego, częste ich powielanie, dyskusje przynoszą w tym przypadku lepsze efekty. Wybory są indywidualne, może i mój wiek inaczej każe widzieć, ale powiem szczerze , patrząc na pierwszą stronę onetu wprowadzilabym pewne ograniczenia, zakazy chroniące przed byle jakością i przekonaniem , że cycki i dupa to sens życia.

  10. Tworząc zszywankę z kawałkó mej opowieści o Ali snutej u Kartki z Podróży, znalazłem Twe wyznanie Torlinie: „Mnie też nikt nie przytula, dawać mi kokainę.” Wówczas zlekceważyłem, a teraz przy przeglądzie zapytalem siebie: „Czemu nie?”

    Katarzyna Nosowska – Kokaina N/O
    słowa: Agnieszka Osiecka muzyka: Andrzej Kurylewicz

  11. Torlinie , zakazany owoc, bardziej nęci. 😆
    Myślę, że to inne obiektywne przyczyny są, że ludzkość może tak okrutnie się zachowywać. W końcu już te słynne z okrucieństwa igrzyska , były znane w starożytności. Bajki , mitologie, baśnie są pełne okrutnych scen. Mądrzy ludzie opowiadali je nawet dzieciom, po to by ich przysposobić do życia w okrutnym świecie. Człowiek to „drapieżnik” mięsożerny 😉 …
    Gdyby chowani w dobrobycie młodzi Norwegowie czytali ze zrozumieniem Baśnie Andersena nie daliby się tak potulnie „zarżnąć” jak jakieś owieczki. …
    Krew ich przodków , uśpiona przez cywilizację dobrobytu , nie pozwoliłaby im tak spokojnie iść na rzeź. Tak myślę, bo nic nie nam dane na zawsze. 🙄

  12. Torlin!
    Odespałeś? Czasem dobrze jest dać sobie trochę luzu i odejść od obowiązków. 🙂

  13. Przez te kilka dni było trochę inaczej niż zwykle. Ledwo to przeżyłem.Jeszcze tylko środa – piątek mam zabójczy, później mi będzie łatwiej.
    Równie niedobra dla mojej psychiki była dyskusja z Telemachem, jakoś cała nie poszła tak, jak ja chciałem i zostawiła jakiś niedobry osad. Czuję po niej – że zacytuję klasyka – absmak.
    Cieszę się, że tak wspaniali komentatorzy odwiedzili mój blog, bardzo Wam dziękuję. Właściwie w temacie notki mało mam do dodania, dla mnie granicą jest wrażliwość widza i mimo wszystko społeczne przyzwolenie. Bo jeżeli pójdziemy na całość, to w następnej scenie – aby zaszokować widza – artysta będzie ogryzał ludzką rękę.
    Ja wrócę Nelu do formy, póki co odsypiam jak głupi, w życiu tyle nie spałem jak teraz.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: