Napisane przez: torlin | 19/09/2011

Honor wojewody i deficyt przekazu

Zdjęcie przedstawia uroczyste powitanie Marszałka w czerwcu 1938 roku przez Wojewodę Lwowskiego (czyli inaczej mówiąc spotkanie dwóch kumpli z ławki) – wzięte STĄD. Pragnę dodać, że NAC w linku jest to Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Czytam sobie ostatnimi czasy wspaniałą Księgę Kresów Wschodnich, czyli zeszyty wydawane przez „Rzeczpospolitą” (a było tych serii historycznych tyle, że należałoby napisać coś wspaniałego na temat Macieja Rosalaka, redaktora dodatków), a ostatnio zajrzałem do „Brzeżan”. Przypuszczalnie nikomu z wyjątkiem Wachmistrza nic nazwa tego miasteczka nie mówi, osobom troszeczkę interesującym się historią mogło się zdawać (i słusznie), że Brzeżany to miejsce narodzin Edwarda Rydza – Śmigłego. Na temat Marszałka i jego odniesień do współczesności może za kilka dni, teraz chciałbym chwilę poświęcić koledze młodego Edzia z ławki gimnazjum – przyszłemu wojewodzie lwowskiemu, Alfredowi Biłykowi.

12 września 1939 roku, gdy wozy niemieckie podchodziły do Lwowa, Alfred Biłyk wygłosił płomienne przemówienie podobne do oracji Starzyńskiego, w którym zapewniał on Lwowiaków, że będzie bronił miasta do ostatniej krwi, nigdy mieszkańców nie opuści i wytrwa z nimi aż do końca, bo miasto – semper fidelis, jest przecież odznaczone Krzyżem Virtuti Militari.

Przez ponad 50 lat większość słuchających wezwania radiowego wojewody uważała, że nie dotrzymał słowa danego na antenie, o co zresztą nikt z mieszkańców pretensji do niego nie miał, bo ostrzegał ich przed Niemcami, a daty 17 września zmieniającej całkowicie sytuację przewidzieć przecież nie mógł. Otóż 3 dni po tym przemówieniu pojawił się we Lwowie premier Sławoj Składkowski i rozkazał Biłykowi udać się do Kut, w miejsce stacjonowania ewakuującego się rządu. Wojewoda, acz wbrew swojej woli, rozkaz wypełnił, tyle że potem z Kut skierowano go dalej, do Munkacza na Węgrzech, gdzie miał swą siedzibę polski konsulat. Stamtąd dwukrotnie podejmował próbę przedarcia się do zajętego już przez bolszewików Lwowa, a kiedy okazało się to niemożliwe, zasiadł w pokoju numer 5 hotelu „Csillag” do napisania listu – testamentu, który do dziś przechowywany jest w Instytucie Sikorskiego w Londynie. Pisał zaś tak:
„…Nie mogłem walczyć we Lwowie, gdyż zgodnie z wytycznymi Szefa Rządu opuściłem go w warunkach, które mogą słowa moje postawić w pozornej sprzeczności z tym czynem – dalsze moje życie zdaje się nie przedstawiać wartości dla Polski. Być internowanym do końca wojny nie chcę. Chcę ocalić honor. Po Polsce wszystkie moje myśli są przy Tobie, Marylu, Leszku, Basiu, Ewo i Jerzy. Żyjcie szczęśliwie, jeśli to będzie możliwe. Proszę, aby te moje słowa były rozgłoszone, aby nietkniętym został mój honor. Przede wszystkim niech otrzyma o tym wiadomość Wódz Naczelny Śmigły-Rydz, gen. Składkowski i moje miasto Lwów.

Podpisano:
Alfred Biłyk – wojewoda lwowski.
Munkacz, 19.IX.1939″.

I tuż po napisaniu tego tekstu strzałem z rewolweru odebrał sobie życie. Na ten temat można poczytać TU.

I tutaj właściwie chyba wszystkich zadziwię. Uważam tę śmierć za niepotrzebną. Wychodzi ze mnie cynik, ale takie pojęcie honoru jest charakterystyczne dla okresu romantyzmu, nawet Napoleon nie odebrał sobie życia ani na Elbie, ani na Św. Helenie. Brutalizując – piękne przemówienie i śmierć we Lwowie – rozniosłoby to się na całą Polskę. Tymczasem jest piękne przemówienie, wyjazd i niemożność powrotu – śmierć chyba tylko dla honoru, bo mimo napisania listu – testamentu nikt tej śmierci nie kojarzył ze Lwowem.

PS. Mam uprzejmą prośbę do swych respondentów, abyście w komentarzach nie nawiązywali do Rydza Śmigłego. Chcę napisać o nim osobną notkę, jak nadarza się sytuacja, i wtedy bym ewentualnie prosił…

Reklamy

Responses

  1. Zgodnie z prośbą Autora w moim komentarzy nie nawiązuję do Rydza Śmigłego. Nawiążę do niego z nawiązką przy okazji osobnej notki.

  2. „I tutaj właściwie chyba wszystkich zadziwię. Uważam tę śmierć za niepotrzebną. Wychodzi ze mnie cynik…”
    .
    Nie wychodzi z ciebie cynizm. Wychodzi raczej lekka zarozumiałość: patrzcie, jak odważnie i niezależnie myślę! W tym przypadku niezbyt uzasadniona, bo wątpię, by twoja opinia kogokolwiek zdziwiła.
    U mnie człowiek popełniający samobójstwo z powodów honorowych może liczyć na zrozumienie tylko w jednym wypadku: jeśli rzeczywiście postąpił haniebnie i w ten sposób wymierza sam sobie sprawiedliwość. Choć wyżej cenię rzetelną ekspiację a la ksiądz Robak niż jedno szybkie naciśnięcie spustu.

  3. Tes Tequ – dziękuję. 😉
    Pawle!
    Pozwoliłem sobie zrobić trochę porządków w Twoich komentarzach, bo Łotrpress wsadził Cię dwukrotnie do spamu. Ale…
    Rozumiem człowieka, który nie może z tym żyć. Ale pisze wtedy: „Nie mogę z tą myślą żyć” i naciska spust, a nie: „Nie mogłem walczyć we Lwowie, gdyż zgodnie z wytycznymi Szefa Rządu opuściłem go w warunkach, które mogą słowa moje postawić w pozornej sprzeczności z tym czynem. (…) Przede wszystkim niech otrzyma o tym wiadomość Wódz Naczelny Śmigły-Rydz, gen. Składkowski i moje miasto Lwów”. Bo to mi wygląda na pokaz. I do tego bezowocny, bo Lwów nic o tym nie wiedział (19.IX. miasto było okrążone).

  4. Dziwne jest to, że Polska przedwojenna zawęża się tylko do kresów wschodnich. Może stąd taka do dzisiaj w części naszych elit , awersja do Rosjan.
    „Lwów nic o tym nie wiedział” – dobrze napisane, chociaż bardziej powinno być – elity Lwowa, które pozostały.
    No bo okoliczne wsie mimo , że własność panów z Polski były jednak zamieszkane przez Ukraińców. 😀
    Polacy zawsze potrafili zachowywać się irracjonalnie, przykład – ” decyzja podjęta przez przedwojenne elity Polski w sprawie powstania warszawskiego w 1944r. tylko , że w tym przypadku to nie one poniosły konsekwencje , tylko Warszawiacy. Ci „uzbrojeni powstańcy 🙄 ” i ludność cywilna. 😦
    Szkoda ,że wówczas „elity”, nie były „honorowe” i strzeliły sobie w łeb. 😉

  5. Torlinie, jesteś niesprawiedliwy. Robimy coś na pokaz, jeśli spodziewamy się wyciągnąć z tego jakieś korzyści (chociażby – uratować własną reputację). Jak można mówić, że działa „na pokaz” człowiek, który za chwilę wsadzi sobie kulę w łeb? On naprawdę nie mógł z tym żyć, skoro dobrowolnie żyć przestał. A jak to uzasadnił w liście pożegnalnym, to sprawa drugorzędna.

  6. Jula: „Szkoda ,że wówczas elity nie były honorowe i strzeliły sobie w łeb.”
    .
    Ale przed decyzją, a nie po wyjściu na jaw konsekwencji…

  7. Julu!
    Nie wracajmy już do Powstania Warszawskiego, mnie się wydaje, że już wszystko zostało napisane (może tylko trochę za mało moim zdaniem o tragedii poszczególnych ludzi, grup, zginęło w końcu 200 tys. ludzi). Usiłowałem to nadrobić opowieścią o trzech córkach.
    Pawle!
    Oczywiście, że masz rację. Właśnie to, że Lwów był otoczony przez morze ukraińskie powodowało, że wśród mieszkańców Lwowa niesłychanie był silny nurt patriotyczny, rzekłbym większy, niż w centralnej Polsce. Może to spowodowało taką reakcję.

  8. pełna zgoda: śmierć to była niepotrzebna. Zamiast zabijać siebie – człowieka przecież wartościowego i uczciwego – powinien lufę rewolweru skierować na Niemców. I może polec w walce z nimi. Nie, żeby mu się śmierci życzyło, ale skoro już zabijać diamenty, to może lepiej strzelać nimi do wrogów… Swoją drogą, dziwna decyzja z jego strony, ale w gruncie rzeczy zrozumiała, jeśli uświadomimy sobie w jakim stresie żyli ci ludzie. Ich świat się palił i walił, ciosy padały jeden za drugim… ciekawe czy my, w tamtych warunkach, zadziałalibyśmy racjonalniej?

  9. „Oczywiście, że masz rację. Właśnie to, że Lwów był otoczony przez morze ukraińskie powodowało, że wśród mieszkańców Lwowa niesłychanie był silny nurt patriotyczny, rzekłbym większy, niż w centralnej Polsce. ”

    Nie zapominaj , że ludzie się mieszali, ja sama mam z tamtych rejonów rodzinę ojca , gdzie dziadek Polak był a babka Ukrainką 😀 )))

    Polska przedwojenna była tyglem różnych narodów, okazuje się 😆

    I tak jak we Wrocławiu tym przedwojennym Polacy nie byli elita tego miasta, tak Ukraińcy we Lwowie . 😉

  10. „powinien lufę rewolweru skierować na Niemców”

    W węgierskim wówczas, neutralnym Mukaczewie? Masz na myśli turystów?

    Mnie zastanawia dlaczego zapisał swój cały majątek szoferowi. Mimo żony i dzieci, które były na tyle ważne aby się z nimi pożegnać.

  11. a kto mówi o Mukaczewie? Mało Niemców było wtedy w Europie?

  12. Ten Wojewoda, został tam przeniesiony niejako , tak syn jego mówił z Łodzi, gdzie był prawnikiem , najpierw do Tarnowa na wysokiego urzędnika a dopiero potem osadzony na stołku we Lwowie. 🙂

  13. JUlu!
    Nie gniewaj się, ale demagogia z Ciebie przemawia, bo w ten sposób można powiedzieć o każdym wojewodzie, bo każdy z nich jest mianowany, a nie wybierany. Po drugie – błagam – nie myl Tarnowa z Tarnopolem, a ten „wysoki urzędnik” to było stanowiska wojewody tarnopolskiego (był nim tylko 9 miesięcy).
    Województwo Tarnopolskie na mapie
    http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:II_RP_adm.png&filetimestamp=20060803075957
    na wschód od Lwowa.

  14. Sorry za pomyłkę nazwy miast. Jednak ten pan był wojewoda we Lwowie raptem od 1938 r , czyli też niezbyt długo był ! … 🙂

    Tak pisał jego syn, bo córka top miała o ojcu jeszcze gorsze zdanie, tak sądzę z tego cytatu . Widocznie kierowca nie przekazał pieniędzy rodzinie ? 😉

    Cytuje z podanego przez ciebie linku.

    „[…] Byłem z Panem Janickim w tamtych stronach, żeby zrobić film o Ojcu dla telewizji.
    Niestety moja siostra, Basia Sieradzka […], zrobiła pomyłkę, mówiąc że Ojciec chciał wracać do Lwowa, żeby się układać z zaborcami.

    Ojciec wracał, żeby Lwowa bronić i na pewno, żeby tam zginąć. To jest jasne z jego przemówień i odezwy w lwowskiej gazecie.

    […] Szkoda, że wyszła pomyłka! Jak ja dostałem tutaj kopię, to już było za późno.[…] W czwartym paragrafie Jerzy Janicki mówi ” rychło mu Śmigly kazał togę zdejmować”. Nie tak rychło, bo Ojciec otworzył kancelarię adwokacką pewno w 23 czy 24ym roku, a na wojewodę pierw pojechaliśmy do Tarnopola (gdzie mój Ojciec pewno „zdał egzamin”). To bylo w 1937 roku. Tam zdałem maturę. W 1938, w czerwcu Ojciec został przeniesiony do Lwowa, więc 48 lat minęło! .. ”

    Ps.
    Syn nie odnalazł mogiły ojca, czyli co?.. Nie był były wojewoda Lwowski pochowany zgodnie ze swoim testamentem?…
    Syn tłumaczył to,że jako samobójca mógł być bezimiennie zgodnie z tradycją katolicka pochowany bezimiennie za płotem cmentarza ?… Dziwne ?..

  15. Do spraw rodzinnych podchodzę Julu z dystansem, gdyż znamy relację tylko z jednej strony. Z drugiej już niestety się nie dowiemy.

  16. Jakie były rzeczywiste powody tego samobójstwa? Kto to wie?

  17. Mnie się wydaje, że jednak honor, Amicusie. Ten człowiek czuł potworny dyskomfort pomiędzy własnymi słowami, a czynami, które musiał poczynić później. Słowo „patriotyzm” przed wojną było zupełnie inaczej odbierane niż dzisiaj.

  18. Torlin , czy aby nie idealizujesz ludzi z przedwojnia. ?…

    Ja nie wypowiadam się akurat na temat tego człowieka – wojewody lwowskiego.

    Jednak wiem, z opowiadań ludzi pamiętających tamte trudne czasy , że jednak miedzy słowami a czynami były duże różnice. No bo skąd raptem hitlerowcy by wiedzieli , mieli tak dokładne informacje o partyzantach tych z lasu , czy o ludziach działających w miastach w oporze.
    Tak jak i dzisiaj , toć są wnuki niektórych z nich , tak i wtedy pełno było donosicieli – za mamy , many !…

    Smutne to jest ale obok, tych szlachetnych pełno było i ścierwa, jak to w życiu
    bywa, co teraz namacalnie nadal odczuwamy , niestety. 😦
    Moja mama zna ze wsi pod-radomskiej donosicieli na tamtejszych Żydów, donosiciele ci, potem poz pozorem pomagania i, zgarnęli od rodziny Żydowskiej cały ich majątek .

    Tacy też byli niestety i to wcale nie margines.

    Pozdrawiam 😉

  19. „I tutaj właściwie chyba wszystkich zadziwię. Uważam tę śmierć za niepotrzebną. Wychodzi ze mnie cynik”

    No, nie wszystkich.
    Samobójcze śmierci generalnie są niepotrzebne. Nie bardzo wiem do czego samobójcza śmierć miała by się przydać i komu. Chyba oponentom, albo spadkobiercom.

    No i na koniec będę bronił Twojego dobrego imienia. W żadnym wypadku nie możesz nazywać się cynikiem, przynajmniej nie w tym wypadku. Musiała by istnieć powszechna zgoda, co do tego, że ten strzał w głowę był realizacją wyższych wartości, a ty musiałbyś argumentować, że był on egoistycznym rozwiązaniem jego własnych problemów.

    Myślę, że można by bronić przekonania, iż samobójstwo jako czyn z założenia nie może być uznane za wyraz egoizmu.

  20. Jak wiesz, Torlinie, ważną… nawet bardzo ważną postacią jest dla mnie Wieniawa… I podobnie jak T przy ze śmiercią wojewody, ja nie mogłem sobie dać rady z Jego samobójstwem… Nie mogłem go zrozumieć, zaakceptować… Mam z tym problem, bo generalnie sam myśl bym taką dopuszczał jedynie w kilku określonych sytuacjach w rodzaju śmiertelnej, acz bardzo bolesnej choroby, by męczarnie skrócić, a w cyrkumstancyjach wojennych rozumiem ludzi, co na gestapo męczeni, wieszali się lub na wachmanów rzucali, lękając się, że nie wytrzymają i kogoś zdradzą… Opisywałem ongi z Powstania sprawę rotmistrza Głuchowskiego z batalionu „Jeleń” (konspiracyjnej wersji 7 Pułku Ułanów Lubelskich), ktorej przywołać sobie pozwolę:
    tutaj cytat z artykułu o źródłach odwagi i lęku pióra pułkownika Łowczyńskiego („Bellona” Zeszyt III, Londyn 1953, str. 44-45): „…Od samobójstwa, będącego aktem rozpaczy, odróżnić trzeba wypadki szczególne, gdy powód jest innej natury, jak na przykład ten, opowiadany mi przez ppor. Prus-Kosteckiego z czasu warszawskiego powstania. Na stanowisku, które miało być opuszczone, został ranny jego dowódca (właśnie rotmistrz Głuchowski, a rzecz tyczy końca powstania: bodaj 27 to września był-przyp.Wachm.). Jama brzuszna otwarta. Zatrzymując ręką wnętrzności, dowódca wydał rozkazy wycofania się. Siebie kazał zostawić, bo wyniesienie go nie było możliwe, a nawet próba byłaby powodem pewnej śmierci kilku podkomendnych. Żołnierze odmówili odejścia bez zabrania go, nie chcąc go opuścić. Gdy odwrócili od niego uwagę, szybkim ruchem wyciągnął pistolet i skrócił swą mękę, dając innym moralne prawo odwrotu. Ten wypadek, to nie tchórzostwo, a bohaterstwo. Zwycięstwo nad samozachowawczym instynktem dla ratowania życia swych żołnierzy. To dowód szlachetności duszy i wielkiego serca….”
    Przy Wieniawie żem na końcu zrozumiał, że ów nie dlatego się zabił, że nie widział celu, czy sensu luboż, że nie miał odwagi żyć dalej… On po prostu już nie chciał, bo rozpadło się wszystko co było sensem Jego życia i jakkolwiek by szumnie i górnolotnie to nie zabrzmiało to mówię tu o Polsce… tej Polsce, o którą walczył i w którą wierzył… Wiedział, że ta co przyjdzie, z pewnością nie będzie tą samą i przypuszczam, że z wojewodą Biłykiem było podobnie. Co więcej: nawet trzy lata później znajdą się ludzie, jak Szmul Zygielbojm, którzy wierzyć będą, że ich samobójstwo kimś wstrząśnie, zrobi na kimś na tyle duże wrażenie, że się do czegoś dobrego przyczyni… Myślę, że Biłyk, wielekroć bardziej niż Zygielbojm miał prawo myśleć podobnie…
    Kłaniam nisko:)

  21. Julu, nie idealizuję, byli i tacy i tacy. W sferach inteligenckich „polskość” i „patriotyzm” były aż przerysowane.
    Dzięki Wam Obu za komentarze. Są one całością, nie chcę tego psuć swoimi wypocinami. Jeszcze raz bardzo dziękuję.

  22. […] 19 wrzesnia 1939 r dzień samobójczej śmierci Alfreda Biłyka, ostatniego wojewody lwowskiego   https://torlin.wordpress.com/2011/09/19/honor-wojewody-i-deficyt-przekazu/ […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: