Napisane przez: torlin | 15/10/2011

Reminiscencje madryckie

Przyznaję szczerze, że Madryt zrobił na mnie duże wrażenie Byłem w tym mieście zaledwie kilka dni, więc nie mam zamiaru wyciągać jakichś generalnych wniosków, raczej są to li tylko publicystyczne uwagi człowieka sprzyjającego.

  1. Jest to wielkie miasto. Tłok na ulicach nieprawdopodobny, same arterie jawią się jak piękne kamienne korytarze z mnóstwem pojazdów i pieszych, najczęściej bez skrawka zieleni. Architektura piękna, secesyjna, przypominająca Wiedeń i Budapeszt, a więc z przełomu XIX i XX wieku, ale każda z nich była inna.
  2. Ponieważ zieleni nie ma na ulicach, Madryt hołubi swoje parki. Są przepiękne, od głównych w centrum jak przede wszystkim Retiro czy Par de Oeste po osiedlowe. Każdego dnia właściwie pełne ludzi. Mieszkałem na obrzeżach Madrytu i koło mnie był piękny park z drzewkami oliwnymi, a w części przypominający park romantyczny, otwierany 6.30 – 22, w którym sobie biegałem.
  3. Na zdjęciu powyżej widać niżej podpisanego (w czerwonej koszulce) podczas wyjścia „w Hiszpanię” (ponieważ aluzja jest mało czytelna informuję, że nawiązuję do „w Polskę idziemy”), na którą to trasę zaprosił mnie Hiszpan, u którego nocowałem. Na ulicach już po zmroku dziesiątki tysięcy ludzi (powyższe zdjęcie świadomie zostało zrobione w ten sposób, aby uzmysłowić oglądającemu tę rzekę ludzi, a nie po to, aby uwypuklać Torlina). Mieszkańcy Madrytu bawią się w rodzaj clubbingu,  nazwałbym to clubbingiem knajpowym, chodzą od restauracji do baru, tu się napiją, tu zjedzą owoce morza, tam pójdą obejrzeć flamenco, lub posłuchają ulicznych grajków. I w nocy jest tak nieprawdopodobny tłok, że trudno sobie wyobrazić, korki na ulicach są nawet o 3 w nocy, wszystko otwarte. Mój Hiszpan miał poglądy raczej północnoeuropejskie, dla niego demonstranci z Puerta del Sol są ludźmi, którym się nie chce pracować. Ku zdziwieniu wszystkich ja stanąłem w obronie Indignados. To samo mówił na temat bawiących się – jak się idzie rano do pracy, to nie można się w nocy bawić. Dlatego największa zabawa jest w piątki i w soboty.
  4. Metro w Madrycie, o największej ilości linii, zagmatwane, ale łatwe w poruszaniu się, po 1 dniu nie miałem najmniejszych kłopotów. Ale gęstość linii powoduje, że metro to jest zabytkowe, wolne, z małą ilością pasażerów w wagonikach. O wiele lepiej wyglądają stacje nowowybudowane. Jak przyjechałem do Warszawy, to ani ta nasza nieszczęsna 1 linia, ani tramwaje z autobusami (w Madrycie nie ma tramwai) nie wzbudziły we mnie kompleksów.
  5. Aby dojechać do Toledo musiałem przejechać w poprzek całą stolicę Hiszpanii i dostać się metrem nr 6 do Plaza Eliptica, skąd podziemiami można dostać się do wielopoziomowego dworca autobusowego. Bilet w jedną stronę kosztuje 4,98 euro, w obie 8,88. Autobusy jeżdżą bez zatrzymywania się autostradą A-42 i autobus w 43 minuty przebywa 70 km, autobusy odchodzą co pół godziny. To wszystko dla guglowców, którzy szukają tego rodzaju informacji.
  6. Zastanawiałem się, dlaczego w Madrycie wiele rzeczy jest dla mańkutów :D. Samo metro przyjeżdża na stacje z prawej, a nie z lewej strony, przejścia przez bramki są po lewej stronie, a nie po prawej, nawet trawelator (chodnik ruchomy) ustawiony jest po lewej stronie.
  7. Głosowałem w Instytucie Polskim i opuszczałem lokal zażenowany. Instytut ma najpiękniejszą lokalizację pod słońcem, mieści się na ulicy Filipa IV pomiędzy Prado a najpiękniejszym parkiem Retiro, a ja ledwo go znalazłem. Przy takiej reklamie…
  8. W drodze powrotnej widziałem i Pireneje z samolotu, i Alpy. W Madrycie przez cały tydzień było 29 st. w cieniu, a 19 w nocy. Jak wylądowałem w Poznaniu, to było 12 i siąpił deszcz.
  9. Ale jestem szczęśliwy, że byłem  zobaczyłem, widziałem i Prado i Toledo, i załapałem się jeszcze do Muzeum Królowej Zofii (szczególnie na obraz „Guernica” Picassa i na Salvatore Dali). Był to wspaniały, cudowny pobyt, i tą drogą po raz n-ty chciałem podziękować Gospodarzom za zaproszenie, opiekę i za wieczór hiszpański.
  10. Przed wyjazdem myślałem, że się najem różnego rodzaju smakołyków w ulicznych kramach, miejscach podżerki, jak we Włoszech, Tunezji, a nawet w Niemczech. Tymczasem w Madrycie musisz wejść do knajpy, nie ma żadnych punktów jedzeniowych, z wyjątkiem lodów, nawet w parkach. Przypuszczam, że to knajpiarze zlikwidowali konkurencję.
  11. W Madrycie jest dramat ubikacyjny. Nie ma miejskich toalet. Hiszpanie jakoś sobie dają radę, wiedzą, dokąd pójść, turysta jest bezradny.

PS. Teraz dopiero przeczytałem, że wprowadzają tramwaje do Madrytu. Ale ja nie widziałem.

To był dla mnie bardzo ważny pomnik, właśnie w parku Retiro, a przedstawia „Upadłego anioła” (czyli jak ja się znam na demonologii – szatana).

Reklamy

Responses

  1. Na tle upadłego anioła prezentujesz się wcale, wcale 🙂

  2. Nelu, dziękuję. Tych, co już czytali tekst wpisu informuję, że dodałem dwa punkty (bo mi się przypomniało):D.

  3. Bardzo fajna relacja ❗

    Dobrze, że w Madrycie nie ma zieleni, bo drzewa atakują ludzi spadającymi gałęziami i liśćmi.

    Z tym upadłym aniołem to chyba obaliliście pół litra, bo świat Wam się zakołysał. 🙂

  4. Szynkarze, albo sanepid tameczny, co w ichnim upale by i może miało jakiego sensu… Przecie w Kairze zdaje się jest całkiem przeciwnie…
    Kłaniam nisko:)

  5. Ciekawa notka i zdjęcia…trochę Ci zazdroszczę 😉 Chciałbym być w Twoim położeniu, ale na Wyspach Brytyjskich… Może kiedyś mi się poszczęści…

    Pozdrawiam, za komentarz dziękując i jak zawżdy zapraszając ponownie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: