Napisane przez: torlin | 19/10/2011

Nazwijmy jego imieniem ulicę w Warszawie

Bitwy na Łuku Triumfalnym, „Iena” jest, „Auerstädt” nie ma.

Louis Nicolas Davout jest bardzo słabo znaną osobą w Polsce, a powiedzmy sobie szczerze, powinien być we wszystkich podręcznikach historii. Jest to jeden z Marszałków Francji za czasów napoleońskich, książę, uważany za największego dowódcę przy Napoleonie, lepszym od Neya, Murata czy Massény. Dla Polski bardzo ważne było zwycięstwo  Davouta pod Auerstedt 14 października 1806, ale cóż, Napoleon, historia i historycy zdecydowali, że tego zwycięstwa nie ma, nie istnieje. Przepraszam, istnieje, ale jako prawe skrzydło napoleońskie w bitwie pod Jeną. A prawda była taka, że 14.X. o bardzo wczesnym świcie wędrujący Davout ze swoimi trzema dywizjami liczącymi 27 tysięcy ludzi natknął się na Króla Prus Fryderyka Wilhelma III z 63 tysiącami żołnierzy. Bitwa skończyła się tym, że król uciekł, a Francuzi zabili lub wzięli do niewoli 15 tys. przeciwników. Napoleon nie chciał wierzyć w takie rozmiary zwycięstwa swojego marszałka, ale sam wieczorem rozgromił z kolei przy pomocy 56-tysięcznej armii 72-tysięczną armię księcia Fryderyka Ludwika Hohenlohe pod Jeną. Było to wieczorem tego samego dnia i od tego czasu bitwa nazywana jest Bitwą pod Jeną – Auerstedt. Ale tak naprawdę to były dwie niezależne bitwy, odległe i w terenie, i w czasie, tylko podejrzewano Napoleona o zazdrość. Znawcy tego okresu twierdzą, że właśnie czworoboki Davouta broniące się przed armią pruską spowodowały późniejszy marsz Napoleona, zakończony wielkimi bitwami pod Pułtuskiem, Ostrołęką, Iławą, Lidzbarkiem Warmińskim czy Frydlandem (dzisiejszy Prawdinsk) i utworzeniem Księstwa Warszawskiego.

PS. Ja jednak wolę dawną nazwę Auerstädt.

Na polecenie Napoleona Davout został naczelnym dowódcą wszystkich wojsk na terenie Księstwa Warszawskiego i chcąc nie chcąc musiał się spotykać z Poniatowskim. Służbisty, sprawiedliwy, uczciwy aż do bólu, oschły, precyzyjny, inteligentny, pozbawiony ambicji politycznych i wywyższania się arystokracji nie mógł znieść widoku bawidamka, traktującego lekko życie i służbę. Zmuszony do współpracy spostrzegł, że pod zewnętrzną osłoną bawiącego się dworaka kryje się człowiek podobny do niego, znakomity organizator i dowódca. Panowie nie tylko się polubili, ale w czasie wojny z Rosją Poniatowski prowadził V Korpus i bezpośrednio podlegał Davoutowi. Dla Polaków to było też bardzo cenne, faktycznie na czele państwa stał człowiek dogłębnie uczciwy i sprawiedliwy, nawet w okresie mrozów potrafiący wydawać ludziom głodnym mąkę z magazynów wojskowych.

Warto zapamiętać Jego imię. A ulicę swojego imienia marszałek ma tylko w Nowym Dworze Mazowieckim.

 

Advertisements

Responses

  1. Czy pamiętasz Torlinie humor zeszytów szkolnych w Przekroju?

    W sieci znalazłem taki oto kawałek:

    „Davout nienawidził zdrajców, ludzi przekupnych i szpiegów. Najbardziej zdaje się nienawidził Bernadotte`a. Kiedy został komendantem policji wojskowej, wynajął pokój z widokiem na dom przyszłego króla Szwecji, by móc podglądać tego spiskowca.”

    http://www.historia.org.pl/index.php/publikacje/publikacje/xix-w-do-i-wojny-wiatowej/445-ludwik-mikoaj-davout-.html

  2. Popieram całym sercem i podeprę to jeszcze dwoma cytatami. Pierwszy z Łysiaka, który w „Cesarskim pokerze” taką wystawił Davoutowi laurkę:”Ludwik Mikołaj Davout pochodził ze starej szlacheckiej rodziny burgundzkiej, w której tradycje żołnierskie były tak silne, iż mówiono: „Za każdym razem, kiedy rodzi się Davout, jedna szabla wychodzi z pochwy”. On także początkowo nie lubił Napoleona, aż do bitwy pod Abukirem w Egipcie. Po bitwie zaczął się na coś skarżyć, a wówczas Bonaparte wziął go pod ramię i wprowadził do namiotu. Nikt przy tej rozmowie nie asystował i nie wiadomo, w jaki sposób korsykański czarodziej uwiódł Burgundczyka. Faktem jest jednak, że po wyjściu z namiotu Davout stał się najwierniejszym sługą „boga wojny”. Jako jeden z nielicznych marszałków nie zdradził go w roku 1814 i jako jedyny nigdy nie uznał Burbonów. Macdonnell napisał o Davoucie: „Davout miał dziwny charakter. Był to człowiek zimny, twardy, wielki rygorysta, uparty i najzupełniej nieprzekupny. Łączył w sobie bezustanną dbałość o żołnierzy, którzy kochali go, lecz bali się go jak ognia, z nielitościwą surowością w stosunku do swoich oficerów, szczególnie pułkowników, gdy zaś został marszałkiem, do generałów, którzy nienawidzili go z całej duszy”. Tu trzeba wyjaśnić, dlaczego żołnierze „kochali go, lecz bali się jak ognia”. Bali się, albowiem za najmniejszy objaw braku dyscypliny, nie mówiąc już o rabunku i gwałcie, dostawało się w korpusie Davouta na pożegnanie kilka gramów ołowiu w głowę (powiadano, że „tam, gdzie jest Davout, kurczęta mogą bez obawy spacerować między koszarami”). A kochali dlatego, że był to jedyny korpus, w którym nigdy nie brakowało ani jednego sanitariusza czy kuchni polowej. Historycy twierdzą, iż Davout był „jedynym uczniem Napoleona” i że „jako jedyny pojmował głębię napoleońskich koncepcji strategicznych”, z czym trudno dyskutować. W swej najlepszej dyspozycji znajdował się Davout pod Auerstaedt i Eckmuhl, dzięki czemu otrzymał od cesarza tytuły księcia Auerstaedt i Eckmuhl. W mizernym raczej stopniu zrekompensowało mu to fakt, iż podczas piętnastu lat trwania epoki napoleońskiej zazdrosny Bonaparte stale usuwał go w cień mniej utalentowanych kolegów-marszałków, nie powierzając stanowisk odpowiadających zdolnościom Davouta. Davout, chociaż pod wszystkimi względami był przeciwieństwem „nędznika Ponte-Corvo”, miał — jak Bernadotte — tylko jednego przyjaciela. Przyjacielem Bernadotte’a był Ney, najodważniejszy, lecz i najbardziej naiwny z satelitów Napoleona. Przyjacielem Davouta był marszałek Oudinot, jedyny człowiek, z którym Davout był na „ty”, nawet w pismach oficjalnych. Kiedy w roku 1815, tuż przed Waterloo, Oudinot opowiedział się przeciw Napoleonowi, marszałek Davout, wówczas minister wojny, suchym, bezimiennym rozkazem polecił mu udać się do swoich dóbr i na zawsze zerwał przyjacielskie stosunki łączące go z Oudinotem od dwudziestu lat. Davout, chociaż dyskryminowany przez cesarza, nigdy nie uleczył się z pewnego rzadkiego, organicznego defektu: miał wyjątkowo mało pojemne serce — nie było w nim miejsca na dwie lojalności. „

  3. Drugi cytat nie zmieścił się w pierwszym komentarzu, więc dokładam osobno… Tym razem z Macdonnella i jego „Napoleon i jego marszałkowie”:”W roku 1814, gdy większość jego kolegów skapitulowała już przed aliantami, bądź zdradziła Napoleona, Davout bronił się do ostatka w dalekim Hamburgu i kiedy oblegający donieśli mu o kapitulacji armii francuskiej i wezwali do złożenia broni, odparł pogardliwie: „Cesarz nie ma w zwyczaju przysyłać mi rozkazów za pośrednictwem rosyjskich oficerów!”
    Po powrocie z Elby Napoleon wezwał go do siebie i zaproponował stanowisko ministra wojny. Dyskryminowany przez 20 lat Davout odmówił. Wówczas Bonaparte podszedł do niego i powiedział cicho: „Słuchaj, oni wszyscy myślą, że działam w porozumieniu z cesarzem Austrii […]. To nie prawda. Jestem sam przeciw całej Europie…” „Przyjmuje ministerium!” – przerwał Davout.

    Triumf sojuszników był niemal zupełny. Pozostawało tylko skończyć z jednym człowiekiem. Marszałek książę Eckmühl zajmował wciąż jeszcze stanowisko ministra wojny i żądał, aby udzielono amnestii wszystkim, niezależnie od wyznawanych przez nich w ciągu Stu Dni zapatrywań politycznych. Odmówiono mu […]. Nie zrażony tym Davout ponowił żądanie. Wtedy polecono marszałkowi Macdonaldowi zobaczyć się z nim i dowiedzieć co on zamierza uczynić. „Rozporządzam 150 tys. bagnetów, 30 tys. szabel i 750 działami – powiedział Davout – jeśli amnestia nie zostanie udzielona przeprawię się przez Loarę i rozpocznę wojnę”. […] Wodzowie sojuszników podpisali żądaną amnestię i wtedy Davout złożył swoje ostatnie dowództwo. Marszałek książę Eckmühl i Auerstädt pozostał niezwyciężony do końca. ”
    Kłaniam nisko:)

  4. „Bitwy na łuku Triumfalnym, „Iena” jest, „Auerstädt” nie ma.”

    No cóż, nie powinno to dziwić. Skoro cesarz (będący zleceniodawcą) i opłacani przez niego historycy ustalili, że była tylko jedna bitwa i taka jest oficjalna francuska wykładnia, to trudno oczekiwać tu sprawiedliwości dziejowej.
    Zdumiewające jest dla mnie natomiast, że Europa dzieli się do dziś na kraje solidarne z francuską wersją (była tylko Bitwa pod Jeną) i wyznające teorię bitwy podwójnej lub zgoła dwóch bitew. Do tych pierwszych należą (poza Francją) Włochy, Hiszpania, Rumunia, Portugalia i (o dziwo) Serbia.

  5. Edwarze i Wachmistrzu!
    Bardzo Wam dziękuję za zainteresowanie się tematem. Ja stosunkowo dużo wiem na temat Marszałka, znam też te wszystkie cytaty przez Was zaprezentowane. Trudno było jednakowoż zamieszczać je w obszernych fragmentach we wpisie, bo to znużyłoby przeciętnego czytelnika. Ale bardzo dziękuję. Mimo wszystko relacje pomiędzy Davoutem a poszczególnymi reprezentantami Polski były ciekawe i interesujące, w dalszym ciągu twierdzę, że zasłużył na jakąś uliczkę.
    Telemachu!
    Prawda, że jest to ciekawe spostrzeżenie, szliśmy tym samym tropem z zainteresowaniem. Jak ogary, co poszły w las. Co to znaczy ciekawość świata!

  6. O! Kolejny miłośnik Davouta! Można klub jakiś utworzyć 😀

    Ale… sporo można by pisać, gdybym temat miał bardziej odświeżony, bo przecież te związki Davouta z Polską były bardziej złożone 😉

    Natomiast ulice i podręczniki… Wybacz Torlinie, ale uważam, że marszałkowie są i tak w nich wyróżnieni nieco zanadto. Nawet jeśli akurat Davouta to nie dotyczy.

  7. Przecież piszę PAKu, że były ciekawe i interesujące. A tak się namyślam, jacy to francuscy marszałkowie napoleońscy mają swoją ulicę w Warszawie i jakoś sobie nie przypominam. A osiedli i uliczek nowych tworzy się w Warszawie mnóstwo, już zaczynają kombinować z nazwami, mógłby swoją mieć.

  8. Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem i wpis, i komentarze. Zacząłem w myślach wyszukiwać wśród dzisiejszych prominentnych obywateli mojego państwa takie egzemplarze, które miałyby „wyjątkowo mało pojemne serce”, takie, aby „nie było w nim miejsca na dwie lojalności”. Większość (wszyscy – do granic błędu statystycznego) są bezwzględnie lojalni JEDYNIE sobie i wydają się przy tym być wyjątkowymi skurwielami (przy bardziej potocznym języku mógłbym obrazić nie zawsze temu winne matki).
    Trochę nieapolitycznie, ale taką wywołaliście reakcję.

  9. Odpowiedziałbym Ci Tempie (w podziękowaniu za komentarz) w ten sposób. Takie osoby były zawsze na przestrzeni dziejów, a wielcy tego świata byli dlatego wielkimi, że umieli tego rodzaju ludzi wyszukać i awansować. Trzeba być geniuszem, aby wyciągać ze wszystkich klas społecznych takie perły, jak potrafił to robić Napoleon. Dziś na czele społeczeństw stoją miernoty, więc nie potrafią odnaleźć takich osób jak Davout.
    Dla mnie przywódca Francuzów był nie tylko znakomitym dowódcą i twórcą Księstwa, ale on przeorał polską świadomość narodową i publiczną. Oczywiście, jest legenda, Maria, Somosierra, Sułkowski, San Domingo, część komentatorów będzie uwznioślona, część będzie potępiać.
    Ja wiem, że spadek napoleoński (konstytucyjne zniesienie poddaństwa, budowa fundamentów narodu złożonego ze wszystkich warstw, oparcie na pieniądzu, scentralizowanie państwa i wprowadzenie nowoczesnej biurokracji, a także przesławny Kodeks) najczęściej nie przetrwał (z wyjątkiem Kodeksu) Królestwa Polskiego, ale w świadomości narodu to wszystko pozostało. Polska sprzed epoki napoleońskiej i po 1813 roku – to są zupełnie inne kraje.

  10. Nie starajmy się przedstawiać Marszałka, jako kompletnie zakutej pały wiernej absolutnie. Sprowadzilibyśmy go w ten sposób do poziomu np. czarnego charakteru z filmu Ridleya Scotta „Pojedynek”.

    Mam nadzieję, że pamiętasz Torlinie ten film a przywołuję go, dlatego że osadzony jest w epoce.

    Owszem Davout długo się opierał przyjął jednak w końcu tytuł para do Burbona. Zwrócono mu tytuły i rangę. Nie był idiotą. Są chwile, kiedy trzeba powiedzieć „Merde” tyle, że czasami życie trwa nadal. Nadal jest kraj nadal bohater narracji musi dokonywać racjonalnych wyborów.

  11. Ja go nie idealizuję, ani nie stawiam na pomnikach, ale wydaje mi się, że ludzie mający mniejszy związek z Polską mają swoje ulice. I tylko tyle.

  12. Mnie się wydawało że to ja go idealizuję.

  13. ciekawa sprawa z tym Auerstedt – w szkołach się praktycznie o tym nie wspomina, ale wiadomo: uczniowie mają problem nawet z zapamiętaniem znacznie łatwiejszej fonetycznie Jeny. Pewnie jest tak jak się mówi: Mały Wielki Cesarz nie chciał dzielić się chwałą i sławą, choć Davouta i tak docenił. Davout, o ile się nie mylę, miał to szczęście że nigdy nie spotkał się na udeptanej ziemi z Wellingtonem, który skasował kilka „czystych kont” najsłynniejszych napoleońskich dowódców. Porównywany z nim Massena na Wellingtona trafił, podobnie jak Soult.

  14. A propos ewentualnej ulicy Davouta. Pamiętajmy, że przy wszystkich swoich zaletach osobistych realizował on w Księstwie Warszawskim interesy Francji, a nie Polski.

  15. Tak na marginesie: śmieszą mnie trochę rankingi marszałków napoleońskich, zwłaszcza że tylko niektórzy z nich mieli okazję do sprawdzenia się w samodzielnym dowodzeniu na większą skalę. Sukces dowódcy zależy tylko w części od jego talentów taktycznych i strategicznych. W co najmniej równie dużej mierze zależy od jakości wojska, którym dowodzi, i warunków, w jakich działa, a także, last but not least, od przypadku. Nikt by pewnie nie usłyszał o Napoleonie, gdyby miał pecha urodzić się jako poddany austriacki i nie miał do dyspozycji licznego, a doskonałego materiału żołnierskiego postrewolucyjnej Francji.

  16. Onibe!
    Dwie sprawy.
    O tej bitwie w ogóle nie powinno się uczyć w szkołach. Jeżeli chcemy, żeby młodzież polubiła historię, trzeba ją uczyć à la Wołoszański, a więc anegdotycznie. Zresztą tak jak zawsze mówię, historia to jest anegdota rzucona na tło konkretnej epoki. To w sposób niebywały rozwija zainteresowania i wzbudza pasję.
    André Masséna.
    Wielki marszałek, uważa się ich dwóch za najważniejszych, może jeszcze Augereau. Otóż Massena rzeczywiście przegrał z Wellingtonem. W Wiki jest wielkie pomieszanie, bo pod hasłem Davout jest tekst o Massenie „i doznał sromotnej klęski pod Busacco (1810)”, a sama bitwa opisana jest w tej samej Wikipedii jako „Bitwa pod Buçaco”.
    Pawle!
    Ależ to jest jasne i oczywiste, nikt się spodziewał czegoś innego. Ale można zadowalać Jasność Cara swoim postępowaniem, i zachować się w tak pozytywnej pamięci warszawiaków, jak Sokrates Starynkiewicz.
    A dlaczego Cię śmieszą? Taka sama zabawa, jak każda inna. Słyszałem anegdotę, że największym dowódcą w historii był jakiś szewc czy rzeźnik z USA, który nigdy w życiu nie był w wojsku. Jak nie mieli okazji, to ich pech, ich sprawa. Mimo wszystko generalnie wygrywa ta trójka.

  17. „Słyszałem anegdotę, że największym dowódcą w historii był jakiś szewc czy rzeźnik z USA, który nigdy w życiu nie był w wojsku.”
    .
    Torlinie, to nie anegdota, tylko jeden z wątków obszernej humoreski Marka Twaina pt. „Wizyta kapitana Stormfielda w niebie”. W tym opowiadaniu okazuje się, że w niebie każdy otrzymuje nagrodę nie według swych rzeczywistych dokonań w życiu doczesnym, tylko według swego potencjału, nawet jeśli go nie zrealizował. W nimbie największego wodza wszech czasów chodzi właśnie pewien rzeźnik, którego nie wzięto do wojska, bo brakowało mu dwóch palców u ręki. Największym poetą jest wieśniak, który za życia nie zdobył uznania, bo swoje genialne wiersze czytał tylko sąsiadom prostakom, nieumiejącym ich docenić. I tak dalej. W ogóle polecam gorąco humorystyczny dorobek Twaina. Niewielu późniejszych satyryków do niego podskakuje.
    .
    Co zaś do Davouta, to nie miał on szczególnych zasług dla Polski, bo jego działalność w Księstwie Warszawskim polegała głównie na mobilizowaniu wojska i środków materialnych na potrzeby kampanii Napoleona. To jednak co innego niż Starynkiewicz, który po prostu starał się uczciwie zarządzać miastem w imieniu cara, tak samo jak by to robił w jakimś mieście rosyjskim.

  18. Wellington a marszałkowie napoleońscy… Nie róbmy z Wellingtona jakiegoś super wodza. Prawda jest taka, że spośród wszystkich armii, z którymi ścierała się napoleońska Francja, brytyjska była przeciwnikiem zdecydowanie najtrudniejszym – ze względu na organizację, jakość uzbrojenia i wyszkolenia, tudzież taktykę walki i morale żołnierzy.

  19. Widzisz Pawle, słyszałem, a nie wiedziałem. Kiedyś napisałem notkę mówiącą o tym problemie, że nie można wszystkiego wiedzieć, ja i tak zamieniłem się w encyklopedię.
    https://torlin.wordpress.com/2008/01/11/jak-mozna-tego-nie-wiedziec/
    A z Anglikami to masz rację, ani Włosi, ani Austriacy, ani Prusacy, ani Rosjanie nie sięgali im do pięt.

  20. Torlinie – wiki to w ogóle jest pomieszanie z poplątaniem. Używam jej do odświeżania pamięci, ale czasami strach pomyśleć, że to odświeżanie może mieszać szyki w mózgu 😉

    zgadzam się, że historię powinno się snuć a nie zakuwać.Po zakończeniu edukacji natychmiast zapomniałem wszystkie daty (za wyjątkiem kilku – pamiętam Grunwald, Trafalgar, Waterloo i później trochę z XX wieku), natomiast problematyka… oj, wreszcie przyszedł czas się tym rozkoszować ;-). Z historią podobnie jak z językiem polskim: tak jak lektury smakują wtedy, kiedy nie ma nad głową bata, tak i historia pięknie pachnie, jeśli poznaje się ją poza szkolnym harmonogramem. Szkoła, niestety, jest w stanie nauczyć bycia debilem, na szkołę trzeba uważać i się jej nie dać…

  21. Torlinie,
    nie pisałem o marszałkach napoleońskich, bo zapewne w Warszawie ulicę z nich ma tylko jeden — ks. Józef Poniatowski 🙂 Pisałem w ogóle, o zbyt dużym udziale bohaterów wojennych w pojmowaniu historii, nazewnictwie ulic i budowie pomników.

    Co do nauczania o Auerstadt — ależ to właśnie anegdota! Szczerze mówiąc, uważam, że nauczanie powinno być dość wszechstronne, z jednej strony (bo łatwiej wtedy znaleźć coś dla siebie (nie zgadzam się więc pod tym względem z: http://wyborcza.pl/1,75515,10489824,Program_nauczania_historii_jest_do_bani.html), a z drugiej strony oddawać pasje samego nauczyciela. To, co można zrobić najgorszego, to przesadzić z moralizowaniem.

    Pawle Luboński,
    słyszałem dobre opinie o zaangażowaniu Davouta w powierzone sobie zadanie. Zaangażowaniu ku dobru Francji, ale też z poczuciem odpowiedzialności za powierzonych sobie ludzi i ich sprawę. Myślę, że to całkiem sporo.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: