Napisane przez: torlin | 07/11/2011

Cztery proroctwa na kwartę wieku

Staram się, aby mój blog był jak najmniej polityczny, bez odniesień do aktualnych spraw naszego świata. Ale nie mogę zamknąć oczu na to, co się dzieje wokoło. Jest takie przysłowie – przekleństwo chińskie „Obyś żył w ciekawych czasach”. My żyjemy w permanentnie ciekawych czasach. Niemniej postanowiłem się pobawić w proroka i przewidzieć przyszłość (tu daję jeden z moich ukochanych cytatów – ten jest z „Wiedźmina” i wypowiada te słowa Elf Avallac’h „Wszystkowiedzący”: „Przewidywać przyszłość potrafi każdy. I każdy to robi, bo to wszakże łatwe. Nie jest żadną sztuką przepowiadać. Sztuką jest przepowiadać trafnie”). Oto cztery dziedziny, które czekają w najbliższym czasie rewolucje, może to będzie za 5 lat, może za 10 czy 15, a może właśnie za 25. Dzisiaj sobie jeszcze tego nie wyobrażamy, ale tak musi być, to wynika z logiki dziejów. To jest nieuniknione.

  1. Rząd Światowy – w tym punkcie właściwie nic nie muszę pisać, mogę odesłać jedynie do swojej notki, nic w niej nie muszę zmieniać – jak ktoś nie czytał – zapraszam TU (oczywiście wszystkie komentarze czytałem, ale końcowego rezultatu mojego myślenia to nie zmienia),
  2. Powstanie jednego państwa w Europie na zasadzie dobrowolnego związku krajów, z jednym prawem, rządem, podatkami. Na naszych oczach dzieją się rzeczy, które uważaliśmy za niemożliwe jeszcze dwa tygodnie temu. Kto by pomyślał, że Premier wielkich Włoch zostanie odesłany do kąta ze swoimi propozycjami? To wszystko będzie działo się kroczkami, zapewne dwa kroki w przód, jeden w tył. Ale bez połączenia się i likwidacji egoizmów narodowych  Europa nie przetrwa nawet kwarty wieku w takim kształcie. Albo się zreformuje (zunifikuje), albo polegnie,
  3. Likwidacja korporacji. Wszyscy krzykną – co za bzdura, to są firmy trzęsące całym światem, decydujące, kto zostanie premierem czy prezydentem w największych państwach, dysponujące nieograniczonymi funduszami i masą znakomitych prawników. Kto im podskoczy? Otóż ludzkość. Normalni ludzie, a przede wszystkim klasa średnia, która w sposób potworny się na świecie spauperyzowała. Korporacje wygrały wszystkie bitwy, z tego trzy najważniejsze:
    1. Pierwsza bitwa to orzeczenie Sądu Najwyższego USA w 1886 roku w sprawie hrabstwa Santa Clara przeciwko firmie Southern Pacific Railroad, który orzekł, że konstytucyjna ochrona obejmuje korporacje na równi z osobami (natura persons).
    2. Druga bitwa wygrana to decyzje prezydenta Reagana, który w ten sposób wypełniał wielomilionowy kontrakt z General Electric. Jego dwie kadencje to deregulacja branż finansowych, wydobywczych i zbrojeniowych, obniżanie podatków dla najbogatszych, rozdawanie posad rządowych prezesom korporacji i oddawanie zadań państwa jak służby specjalne, więziennictwo czy prowadzenie wojny w ręce biznesu.
    3. Trzecią bitwę w zeszłym roku znowu wygrały korporacje dzięki Sądowi Najwyższemu, orzekł on, że nie można korporacjom ograniczać sponsorowania kandydatów w wyborach, bo to jest wbrew pierwszej poprawce, gwarantującej wolność słowa.

Wszyscy mówimy głośno – to niemożliwe. Oni są tak potężni, że nie ma możliwości zmian. A ja uważam, że właśnie to, że czują się niezniszczalni i potężni, jest ich słabością. Działanie prezesów banków w okresie kryzysu wnerwiło miliony ludzi na całym świecie, i nie tylko lewicowych anarchistów, ale takich zwolenników liberalizmu i wolności gospodarowania jak ja. Kłuje w oczy również poziom życia, niemoralność, lekceważenie opinii publicznej, na samej górze daję zdjęcie Richarda Bransona (koncern Virgin)z jego przyjaciółką Denni Parkinson w pobliżu jego prywatnej wyspy Necker na Karaibach. To w pewnym momencie pęknie, ludzie będą mieli dość, ale nie przy pomocy rewolucji, tylko w wyborach. Tak jak powstał Palikot znikąd, tak ludzie będą mieli dość ustawianiem swoich ludzi na fotelach prezydentów, tak jak to jest w USA, Niemczech czy Francji, gdzie rządzą przedstawiciele wielkich firm. Napiszę mocne słowa, ale to zaczyna przypominać mafię, opanowującą cały świat. Na ten temat są dwa świetne artykuły, ale niestety obydwa zablokowane: „Bogacze na fali” – „Newsweek” nr 43, str. 56 Macieja Nowickiego i Maciej Jarkowiec „Okupowany umysł” w „Przekroju” nr też 43, ale stronica 16. Po prostu towarzystwo za dużo połknęło i poczuło się bezkarne, a to się mści.

  1. Sprawa Kościoła w Polsce. I tak jak w punkcie trzecim nikt nie wyobraża sobie jakichkolwiek zmian w światowych rządach korporacyjnych, tak w momencie śmierci Papieża nikt nie wyobrażał sobie społecznej akcji antyklerykalnej. Ale wystarczyła awantura o krzyż na Krakowskim Przedmieściu, a później wywołujące powszechne oburzenie pochówek na Wawelu, że natychmiast zaczęto wypominać Kościołowi, że za dużo połknął. On, przy kolejnych rządach czujący się coraz pewniejszy, połknął o jedną rybę za dużo. Tą niestrawną rybą są lekcje religii w szkołach, ale można dodać do tego in vitro, urny itd. Wkracza zapateryzm szerokimi drzwiami.

Właściwie powinienem przeprosić wszystkich za złamanie swoich własnych zasad. Wprawdzie modne jest aktualnie powiedzenie, że twoją zasadą powinno być łamanie zasad, ale ja czuję, jakby to był kwas, a nie zasada 😉 Przepraszam wszystkich, ale nie wytrzymałem. Na naszych oczach dzieją się rzeczy wielkie, wyobraźcie sobie, że jeszcze rok temu właściwie nie mieliśmy podstaw do rozmów na ten temat. A teraz – proszę bardzo.

——————————-

Aneks
„Zanim pochłoną nas Antify”
Tomasz Wróblewski

„Rzeczpospolita”, dodatek „Plus Minus” nr 44 z 5 – 6 listopada 2011 r., str. 1

Kwieciste stroje, halucynogenne opary, darmowe posiłki – to może przywodzić na myśl romantyczny zryw dzieci kwiatów końca lat 60. poprzedniego wieku.

Ale pod tą miękką tkanką „oburzonych” „okupantów Wall Street” i naszej rodzimej „Antify” kryje się ruch społeczny sięgający korzeniami raczej wielkiego kryzysu sprzed 82 lat niż pacyfistycznych komun hipisowskich.
Same hasła niewiele nam mówią o programie, więcej o pragnieniach i goryczy. „Oburzeni” chcą lepszej pracy, równego podziału dóbr, ale też żądają, aby bankierzy nie domagali się od nich zwrotu kredytu za studia, a firmy fonograficzne – pieniędzy za pliki muzyczne. Walcząc o to, gotowi są marznąć przed giełdą w Nowym Jorku, blokować wejście do portu w Oakland, rozbijać witryny sklepowe w Madrycie, podpalać samochody w Atenach czy atakować ludzi maszerujących 11 listopada w Warszawie.

Tyle, że świat od tego lepszy nie będzie. Bezrobotni nie dostaną pracy, a bankierzy nie zrezygnują z milionowych premii. Ale w 1929 roku tłumy szturmujące bank w Filadelfii czy rozbijające obozy bezdomnych w Chicago też nie miały recepty na wyjście z kryzysu. Dzisiejsze protesty, spontaniczne blokady ulic i instytucji publicznych, to ten sam bezideowy, czasem absurdalny ruch, który 80 lat temu w Ameryce został zażegnany wielkim kompromisem społecznym. Systemem ubezpieczeń i emerytur, płacą minimalną, robotami publicznymi. W Europie zaś ten sam żywioł, niczym nie pohamowany, przedzierzgnął socjalistyczne ideały mas w faszystowskie i komunistyczne narzędzia dyktatorów.
Socjalizm po wielokroć dowiódł, że nie daje sobie rady z ekonomią. Nie ma recepty na rozwój gospodarczy, nie daje nowych miejsc pracy i wbrew całej swojej retoryce, nie czyni świata bardziej sprawiedliwym. Potrafi jednak pacyfikować nastroje. Jakkolwiek  dziwnie by to brzmiało, jest jednym z najbardziej zachowawczych mechanizmów politycznych w historii świata. Zawdzięczamy mu państwo socjalne, hamujące postęp i rozwój.

Ale też socjalizm jest swoistym kompromisem, między zawiedzionymi nadziejami a wielkimi fortunami. Mechanizmem obronnym przed erupcją społeczną i totalną destrukcją fundamentów rynkowych. Im mniej kontrolowany jest chaos, tym głębsze zachodzą zmiany w tkance społecznej i dłużej trwa powrót do normalnie funkcjonującego społeczeństwa. Stąd warto uważnie wsłuchiwać się w hasła, czytać miedzy wierszami czasem irracjonalnych roszczeń, czy nienawiści do patriotycznych symboli narodowych.
W tle narzekań na finansjerę, wszędzie — od parku Zuccotti w Nowym Jorku po warszawskie ugrupowania lewicowe — przewija się jeden wspólny motyw. Dysproporcje społeczne. Zbyt wielka i nadal rosnąca przepaść między najbogatszymi a najbiedniejszymi. Liczby nie kłamią. I choć w historii owe dysproporcje bywały niepomiernie większe, to te we współczesnym świecie dla wielu mogą być rażące.

Ale przecież kapitalizm, według Adama Smitha, nigdy nie miał zrównywać wszystkich. Dysproporcje miały być naturalnym elementem konkurencji i równowagi społecznej. To nie jest system, w którym wszyscy wygrywają w ruletkę. W kapitalizmie, żeby ktoś wygrał, ktoś musi przegrać. Żeby wygrać, trzeba ryzykować. I — jak pisał Smith — częściej kończy się przegraną niż wygraną. Dopiero w skali całej społeczności wszyscy możemy być wygrani.
Rozpiętości majątkowe zawsze więc były i zawsze będą. I dlatego nie przepaść powinna nas razić, ale jak do tego pęknięcia doszło.

Jeżeli wielkie instytucje finansowe podejmują wielkie ryzyko i popełniają jeszcze większe błędy, to odpowiedzialni za to powinni lądować na bruku. Zbyt rzadko się jednak tak dzieje. Banki najpierw ryzykują pieniędzmi podatników, a potem wyciągane są z tarapatów pieniędzmi podatników. To nie pazerność bankierów jest temu winna i nie jest to dowód na to, że kapitalizm się zużył. Przeciwnie. Wolny rynek został skorumpowany. Został rozmontowany i wprzęgnięty w kierat interesów coraz bardziej zabetonowanych układów politycznych.
Elity polityczne i finansowe, w Europie i Ameryce (na przykładzie firm z kapitałem skarbu państwa widzimy, jak ten mechanizm działa w Polsce), stały się jednym symbiotycznym organizmem. Partie, które potrzebują finansowania kampanii wyborczych, zapewniają ochronę polityczną najbardziej wpływowym firmom i ich prezesom. Firmy w krytycznym momencie mogą liczyć na dotacje czy pakiety bailoutowe.

A z drugiej strony producenci aut we Francji, firmy paliwowe w Polsce, banki w Ameryce w krytycznym momencie dla polityków gwarantują miejsca pracy dla wyborców, wsparcie charytatywne albo przystępne ceny benzyny.
„Oburzeni” z roku 2011, tak jak anarchiści w Ameryce w 1930 roku, nie mają żadnego spójnego modelu naprawy systemu politycznego. Ale pamiętajmy, że ruch socjalistyczny czy narodowo-socjalistyczny też długo nie proponował nic, oprócz rewolucji. I to nie oni, nie „oburzeni”, powinni mieć program.

Socjalizm to nic innego jak tylko zwykły bezpiecznik wmontowany w system rynkowy. W Grecji, w Ameryce, Hiszpanii za chwile ten bezpiecznik wyskoczy. W Polsce mamy jeszcze trochę czasu. Ale żeby znowu mógł popłynąć prąd, system naprawić muszą ci, którzy niegdyś rozmontowali rynek. W innym razie pogrąży nas bezmyślna fala ekstremy.
Franklin Delano Roosevelt miał swego czasu pomysł na kryzys. Europie go zabrakło, co na blisko sto lat zmieniło mapę polityczną całego świata.

Reklamy

Responses

  1. nie zgodzę się w temacie korporacji, a przynajmniej nie bez uszczegółowienia warunków. Korporacje są nie do ruszenia w obecnym systemie politycznym i gospodarczym. Korporacje mają silne plecy w niemal każdym rządzie na świecie i dzięki ogromnej koncentracji kapitału mają niespotykaną siłę rażenia. Nie ugnie się przed nimi żaden polityk czy sąd (o czym sam wspominasz). Korporacje to naturalny sojusznik polityków. Politycy lubią regulować i obkładać koncesjami, a to sprzyja korporacjom właśnie. Obie grupy nie mogą bez siebie żyć.

    Dodajmy do tego jeszcze fakt, iż korporacje coraz silniej moszczą sobie gniazdka w naszych umysłach i portfelach. Spójrz co się dzieje w temacie handlu? Hipermarkety i markety sieciowe rosną jak grzyby po deszczu, a wszystkie one należą do wielkiego kapitału korporacyjnego. Wkrótce jakieś 80% handlu będzie w rękach kilkudziesięciu ogromnych graczy. Rzuć sobie okiem np. tutaj -> http://www.egospodarka.pl/57351,Handel-detaliczny-i-hurtowy-w-2009-r,1,39,1.html

    Ten trend jest nieodwracalny, bo w gruncie rzeczy nie bierze się z państwowego przymusu. To ludzie – miliony Kowalskich – decydują, by swoje pieniądze zostawiać nie w małych warzywniakach i przemysłowych, ale właśnie w kasie korporacji. Krok dalej: praca. Najbardziej pożądanym pracodawcą jest korporacja. Korporacje drenują społeczeństwa, ściągając najzdolniejszych i najlepiej wykształconych.

    jak to widzisz? Że ludzie się skrzykną i przestaną chodzić do Tesco? Hehehe ;-). Co najwyżej zdarzyć się może, że na fali społecznych protestów zostanie wybrany jakiś kozioł ofiarny i kilka korporacji dostanie w dupę, a na ich miejscu zaraz pojawią się kolejne. Mógłbym tutaj jeszcze wspomnieć o technologii – produkcja telewizorów, telefonów, komputerów, samochodów, samolotów a nawet żelazek wymaga coraz większych nakładów na RD, a korporacje są praktycznie jedynymi graczami, którzy mogą inwestować w rozwój na dziesięć czy dwadzieścia lat do przodu…

  2. Mój komentarz – 1 i 2 tak, ale na opak – to znaczy „rząd światowy” i „państwo europejskie” będą całkowicie kontrolowane przez korporacje.

    Najbardziej podoba mi się jednak Twoja piąta przepowiednia – na zdjęciu. Taki kite-surfing to jest to, jeśli się ma wystarczająco dużo siły, żeby utrzymać gołą babkę na plecach!

  3. Sprawy tu różne. A także perspektywy czasowe pomieszane. Da się tylko w punktach, jeśli nie chce się pisać eseju na stron 666.

    1. Pod podanym przez Ciebie linkiem właściwie wyczerpałem temat. Nic mi się od tamtego czasu nie zmieniło.

    2. To, co dzieję się dziś oczywiście pogłębi moim zdaniem integracje Europy.

    Tylko, co to znaczy u Ciebie „albo polegnie”?

    3. Likwidacja korporacji?
    Czy na rzecz drobnej wytwórczości Torlinie? Czy na rzecz Zjednoczenia Przemysłu Terenowego? A może warsztatu Pana Jana w Falenicy czy Kryspinowie?
    Prawdopodobnie idzie Ci o uregulowania prawne ograniczające działania korporacji na rzecz…
    No właśnie, kogo? Państw narodowych? Gmin?

    Torlinie. Ten problem ma także inna stronę.

    Bez tych upiornych dla Ciebie korporacji nie było by procesu globalizacji a więc nie było by podstaw do integracji politycznej ponad obecnymi granicami. Bez ich penetracji świata za tańszą siłą roboczą pewnie jeszcze byśmy tkali i dziergali w Europie jakieś perkaliki, budowali dziesięciotysięczniki itd., itp. To one napędzają bezpośrednio i pośrednio postęp techniczny, zmuszają obszary wysokich pensji do poszukiwania i tworzenia nowości technicznych. Są sola w oku, bo stanowią przez swoje działanie przeciwwagę dla inercji, która jest ubocznym skutkiem państw nadopiekuńczych. Oczywiście wszystko się z czasem zmienia. Są potrzebne ponadnarodowe regulacje działalności wielkich organizacji gospodarczych.

    Na razie jednak to one są motorem integracji.

    4.Nie bardzo mogę z tego punktu wyczytać, co właściwie prognozujesz. Jeśli idzie Ci o proces uprywatnienia religijności, o zmieszenie się roli KK w PL to bym się z Tobą zgodził. Nie mniej uważam, że religijność sama w sobie jest tak ważną dla wielu potrzebą, że regresu samej religijności nie spodziewam się w bliskim czasie. Może nastąpić nawet jej renesans.

    I jeszcze raz. Napisałeś o procesach które przebiegają z różną szybkością i dotyczą bardzo różnych okresów trwania.

  4. Ilustracja?

    Czy to „Porwanie Europy”?

  5. Tes TequTen obrazek miał świadczyć o demoralizacji tych sfer. Pewnie mi się znowu nie udało. Bo dotarłem do informacji, że to zrobiła na życzenie fotografa.
    Edwarze!
    Celnie trafiasz. Dla mnie osobiście zawsze tragedią był mój obiektywizm, gdyż ja sam mogę dać dziesiątki przykładów na wspaniałe działanie korporacji. Żeby daleko nie sięgać, gdyby nie Tony Ryan, w życiu nie odwiedziłbym Madrytu.
    Ale mnie bardziej chodzi o przemieszanie gospodarki z polityką i sprawa pozycji klasy średniej. I musisz przyznać, że coś jest na rzeczy. Maciej Jarkowiec daje taki przykład: „Zaproponowany przez Chomskiego pod koniec lat 80. „model propagandy” – wedle którego media stawiające na obiektywność informacji wypadają z rynku wypierane przez media podające informację tak sprofilowaną, aby generowała zysk nadawcy – nabrał nowego znaczenia, gdy w 1966 roku Rupert Murdoch powołał do życia telewizję Fox News. Dziś jest ona najbogatszym i najbardziej wpływowym i opiniotwórczym medium w USA. Wypracowuje prawie miliard dolarów czystego zysku rocznie (więcej niż CNN i MSNBC łącznie). Skrajne poglądy (na przykład że reforma zdrowia powoduje tzw. panele śmierci, czyli komisje decydujące, czy odłączyć dziadka od kroplówki, albo że Obama nie urodził się w USA) wtłaczane są do głów milionów odbiorców nie za pośrednictwem ponurych księży i ich bardziej ponurych rozmówców, jak w TV Trwam, tylko przez błyszczących prezenterów i tlenione prezenterki w formuje najlepszego amerykańskiego show. Najłagodniejsze określenie na „okupantów” Wall Street używane w Fox News to „śmierdzące nieroby””.
    Moim zdaniem jest możliwość poddania tych ludzi kontroli bez wylewania dziecka z kąpielą:
    1. już się zaczęło – likwidacja rajów podatkowych na świecie,
    2. opodatkowanie firm według jednej stawki,
    3. opodatkowanie normalną stawką towarów luksusowych z zakazem ulg,
    4. trudno jest mi coś zaproponować w sprawie rozdzielenia pieniędzy bogaczy i ich wpływu na sferę polityczną.
    Jeżeli chodzi o punkt czwarty, to mnie chodzi o jedno – o zapateryzm. To jest moje marzenie – każdy postępuje według własnego kodu etycznego, czy to chodzi o związki partnerskie, in vitro, aborcję, chodzenie do kościoła, pójście do zakonu czy lekcje religii. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. I tylko tyle.
    A w punkcie drugim? „Polegnie”? Zostanie półwyspem azjatyckim. Europa w swojej mocy politycznej, gospodarczej, innowacyjności i militarnej musi być równa Chinom, Amerykanom czy Indiom.

  6. W tym momencie wydobyłem Onibe ze spamu. Wybacz. Przeczytajcie w takim razie – proszę – pierwszy komentarz u góry.
    Ależ ja Onibe powtórzę, nie mówię o likwidacji korporacji, tylko o ograniczeniu ich przywilejów i oderwania ich od polityki. Ja prognozuję, że nastąpi moment, w którym – jeżeli polityk zostanie złapany na tym, że na swoją kampanię wyborczą dostał pieniądze od syndykatu X – jest spalony w oczach wyborców. Stąd te wszystkie ruchy Zielonych, piratów itp. Część z nich oczywiście zostanie zjedzona politycznie, ale wyborcy będą się radykalizowali. I – powtarzam – szefowie korporacji sami do tego doprowadzą swoją pychą.

  7. Torlinie, to ją chcę zostać przewodniczącym komisji decydującej, który towar jest luksusowy, a który nie.

  8. Torlinie – ale jak nie zlikwidujesz korporacji z zewnątrz, to one nie znikną same z siebie. Korporacje przekroczyły standardy rynku – są grzybopodobnymi stworami żerującymi na rynku. Są szkodnikami, a szkodniki wyplenić można tylko poprzez całkowitą eliminację ich żywności. W tym przypadku dopiero zanik rynku spowodowałby zniknięcie korporacji ;-).

    problem polega m.in. na tym, że nawet przy mniejszym ruchu na rynku, korporacje uzyskują korzyści. Wymuszają obniżenia podatku, nawet dopłaty do tworzonych stanowisk pracy. Układają się z dostawcami energii, a to co korporacje robią z małymi graczami, którzy często uczestniczą w procesie zaopatrywania ich, to temat na osobną księgę. Grubą księgę.

    jak ograniczyć przywileje korporacji? Przypomnijmy: to nie prezesi korporacji siedzą w kieszeniach polityków, ale na odwrót. Nie licz także na „spalanie” polityków. Praktyka uczy, że wyborcy są sklerotyczni i podatni na manipulację. A największa machina manipulacji gdzie jest? Oczywiście spoczywa w dłoniach korporacji 😉

  9. Prawie się zgadzamy, ale…

    Powoływanie się na Chomskiego, jako autorytet od obiektywnej informacji to dość egzotyczny pogląd.

    Fox. Nikt nikogo nie zmusza do oglądania. Jej sukces polega na spełnianiu oczekiwań sporej grupy masy widzów. Fox trafił w potrzebę społeczną podobną do tej, w jaka trafił np. Rydzyk albo Palikot w wyborach. Przestańmy mniemać, że media działają w jedną stronę, że to one kształtują odbiorcę a nie, że to gra wzajemnego oddziaływania. Chomsky ze swych wyżyn troska się o to, co oglądają maluczcy i klasa średnia? Oczywiście jest niezadowolony, że lud nad Missisipi nie wybiera jak on.

    Torlinie tacy jak Chomsky mają jedną wredną cechę – paternalistyczny stosunek do społeczeństwa. On by temu społeczeństwu najchętniej przyniósł kaganiec. Nie idzie o kaganiec oświaty.

    Myślę, że gdybyś miał okazję przepytać kilku Hiszpanów to paru z nich powiedziałoby Ci o swoich pogniewanych to samo, co Fox mówi o Amerykańskich.

    Zapateryzm a kościół?

    Oczywiście, że dobrze, że otwarło się pole do rewizji politycznej roli KK w PL.
    Ale historia katolicyzmu w Hiszpanii to jednak diametralnie inna sprawa niż w Polsce. Poza tym wybory niebawem. Co się stanie zapateryzmem zobaczymy? Na pewno nie zostaną cofnięte dotychczasowe ustawy w sferze obyczajowej i wolności religijnej. Mam za to nadzieje, że inne aspekty zapateryzmu – ma wiele cech podobnych do PiS tyle, że znakiem przeciwnym – zostaną zrewidowanie.

    Finansowanie partii politycznych. Dla mnie jest oczywistym, że powinny być finansowanie wyłącznie z budżetu i odpisów podatkowych. Metody i sposoby są znane wystarczy poszperać we wzorach innych krajów stosujących tę metodę. Trudno jednak Amerykanów odwodzić od ich kultury prawnej.

    Czy naprawdę Chiny już stanowią tak wielkie zagrożenie dla pozycji Europy? I nie tylko Chiny, ale cały ten komplet a więc Indie, Brazylia i nie wiadomo, dlaczego Rosja? Oczywiście, że proporcje ulęgają zmianom, ale musimy pamiętać, że te kraje też wejdą prędzej czy później w swoje wewnętrzne kryzysy. Myślę, że Europa jest o wiele lepiej uzbrojona w mechanizmy kulturowe pozwalające mam rozwiązywać nasze kłopoty niż np. Chiny czy Rosja. Myślę, że ustalenie wzajemnych relacji Indii, Chin w znacznym stopniu zaważy na ich możliwościach rozwoju.

    Wybacz ten telegraficzny skrót, ale w blogu inaczej się nie daje.

  10. Tes Tequ!
    Jeżeli oni dostają ulgi za odrzutowce?
    Onibe!
    Masz rację, piszesz to samo, co ja. Ale ja pamiętam, że o Cesarstwie Rzymskim czy o ZSRR pisano to samo – niezwyciężeni, wieczni, niezniszczalni, nad Anglią nigdy nie zachodziło słońce. I wystarczy jedno pęknięcie, na pozór drobne w monolicie, człowiek zwracający uwagę na generalia zlekceważy problem jako nieistotny. Ale te ruchy przeciwników korporacji jest jak malutka strużka wody sącząca się z wielkiej tamy. Niezauważalna. Ale hydrotechnicy podnoszą alarm, zapora może runąć.

  11. http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,10606132,Bankierzy_z_londynskiego_City__Zarabiamy_za_duzo.html

  12. Torlinie, piszesz: „Jeżeli oni dostają ulgi za odrzutowce?”

    I trafiasz w punkt. Wyobrażasz sobie, jakie byliby w stanie dać łapówki osobie, która decydowałaby, czy odrzutowiec to luksus czy nie? Dlatego napisałem, że warto zostać przewodniczącym komisji decydującej, który towar jest luksusowy, a który nie.

    Jednocześnie też Torlinie i Onibe pudłujecie, bo kto ma ograniczyć prawa korporacji? Rząd. A czy rząd nie należy uważać za taką samą, tylko nie wytwarzającą żadnych dóbr korporację? Za organizację ściągającą haracz od organizacji cokolwiek produkujących?

    Zabierając prezesom ulgi na odrzutowce, przekazujemy te środki na odrzutowce dla rządów, na szczyty G7, G8, Davos i wycieczki od Peru. Nie mówiąc o cotygodniowych dojazdach do pracy.

  13. 1) Rząd światowy. Może, ale nie tak szybko. W o wiele bardziej jednolitej kulturowo Europie idzie to wolno i pełno tu osobnych interesików… Ze światem będzie gorzej, zwłaszcza, że największym graczom zawsze to będzie nie w smak. Prawdopodobieństwo w ciągu 25 lat (jak dla mnie): 5%.

    2) Może. Zakładając obecne trendy wydaje się to nieuchronne, ale że akcji towarzyszy reakcja, trendy mogą się jeszcze odwrócić. Prawdopodobieństwo w ciągu 25 lat (jak dla mnie): 33,(3) % (rosnące wraz z czasem — dla 50 lat bym już dał z 66,(6)%).

    3) Korporacje. Nie sądzę. Zauważ, że Raegan rozbił jedne korporacje, a pozwolił rozwinąć się innym. Owszem, wpływ korporacji na politykę może się zmniejszyć, ale ich upadku bym nie wieścił. Prawdopodobieństwo w ciągu 25 lat (jak dla mnie): 2,5%.

    4) Kościół słabnący, ale z całą resztą się nie zgodzę. Przypomnę popularność mocno antyklerykalnego NIE w początku lat 90-tych. Zresztą za życia Jana Pawła II często się mówiło, że Kościół w Polsce wspiera jego osobisty autorytet i po jego śmierci wiele się zmieni. Na tym tle mam wrażenie, że pozycja polskiego Kościoła zmienia się zadziwiająco wolno, a wystarczy jakaś wojna, czy inny komunizm, by znacząco wzrosła. Kościół ma za dużo, więc musi tracić, ale zapateryzm w Polsce? Stawiałbym na niego może 5 lat temu, ale dzisiaj już nie. Prawdopodobieństwo w ciągu 25 lat (jak dla mnie): 25%.

  14. Spróbuję w ten sposób – za rok 7 listopada popatrzymy na tendencje, co się w ciągu tego roku zmieniło.
    Ja wiem, że jestem nie z tego świata ze swoimi poglądami. Ciągle i nieustannie wracam do idei protestantyzmu, ciężkiej pracy nagradzanej szczęściem materialnym. To, co się dzieje dzisiaj, zaczyna przypominać najbardziej mroczne interesy arystokracji głównie wywodzącej się z Litwy, posiadającej nieprawdopodobnie wielkie majątki w stosunku do całej reszty i swoich zasług. Nie piszę na temat urawniłowki, zdolniejsi naprawdę powinni mieć więcej, ale nie może być tak, że jednego nie stać na utrzymanie małego domu, a drugi kupuje dla swojej dziewczyny diament od Harry’ego Winstona za 10 mln dolarów. W połowie ubiegłego wieku zarobki szefów firm wynosiły 10 – 20 razy tyle co robotnik, teraz 100 to jest mało. Dla przykładu taki Sarkozy, wprowadził dwuletni podatek dla najbogatszych, mający przynieść budżetowi 200 mln euro oszczędności, ale w 2010 roku tej samej grupie dał ulgi w wysokości kilku miliardów euro.
    Bardzo jestem ciekaw rozliczenia rocznego, moim zdaniem poszczególne państwa (społeczeństwa) pójdą w kierunku polityki gospodarczej typu Brazylia

  15. TesTeq – oczywiście, że rząd to rodzaj korporacji. Zresztą, zauważ, że ja wcale nie pisałem o rządzie w sensie wybrańców, którym przyjdzie pokonać smoka. Wręcz przeciwnie: rządy to gwaranci trwania korporacji, bo dzięki nim mają większe koryta. Korporacje mają dobry piar i coraz częściej sprawiają, że ich dobro utożsamia się z dobrem państw i narodów. Politycy to przekaźniki tej idei.

    Torlinie – Rzym został pokonany przez wielką migrację koczowników. Wielką Brytanię pokonali nowi pretendenci do tronu. ZSRR upadło z uwagi na własną słabość. Napoleon przegrał w boju. Historie imperiów są różne, ale łączy je to, że po upadku każdego imperium następuje sukces innego imperium. W świecie korporacji jest tak samo. Jeśli upadnie Nokia, to zyska Motorola. Jeśli zginie korporacja A to rozrośnie się korporacja B lub pojawi się korporacja C. Tutaj nie ma zmiany systemowej – układ jest taki jak był, tylko następują wewnętrzne ruchy, których na powierzchni często nawet nie widać.

  16. Pozwól Torlinie, że umieszę u Ciebie komentarz pewnego blogowicza z jednego z blogów Polityki. Komentarz ten umieściłem wysoko w mojej kolekcji humoru blogowego:

    „Warto też pamiętać, że scentralizowane imperia rządzone przez oświeconą klasę biurokratyczną zawsze w przeszłości podlegały stagnacji i się rozpadały (Rzym, Chiny, I RP, Bizancjum, być może starożytny Egipt).”

  17. Torlinie, protestantyzm? Praca? A po co, skoro jednym kontraktem rządowym załatwionym przez finansowanego przez Ciebie polityka zgarniasz do swojej kieszonki podatki wpłacone sumiennie przez społeczeństwo, które „wybrało” Twojego przedstawiciela!

    Obaj (Ty i Twój polityk) jesteście ustawieni do końca życia swojego i swoich dzieci i swoich wnuków – chyba, że gniew społeczny utnie Wam głowę. 🙂

  18. Torlinie

    Sądzę, że zamieszczona przez Ciebie ilustracja ma ilustrować Nierówność przez duże N.

    Ma ona wywołać u mnie apetyt tak jak kiedyś obrazek grubego plutokraty z grubym cygarem w ustach budził apetyt u uosabianego przez Chaplina szaraczka.

    Potem, po wezbraniu we mnie zacieru z soków trawiennych mam je sublimować, czyli destylować w szlachetny produkt zwany poczuciem sprawiedliwości społecznej, który ponoć podlega prohibicji.

    Sądzę, że destylarnia mi niepotrzebna.

    Nie ma, bowiem żadnych przeszkód by pochylony nad montażem monter, zgięty nad komputerem księgowy, zgarbiony nad kierownicą traktora rolnik czy też pielęgniarz wygięty w pałąg nad pacjentem namówili partnerki lub koleżanki, które są w pobliżu, aby gołe skoczyły na ich napięte plecy.

    Wystarczy tylko trochę wyobraźni i solidarności a sprawiedliwości zacznie kapać do zbiorniczka.

    A wiatry? Wiatry wiejące na obrazku?

    A od czego jest wentylator?

  19. Szwajcarski Federalny Instytut Technologii w Zurychu dokonał badań bogactwa pod względem korporacji ponadnarodowych. Okazało się, że 40% całego bogactwa znajduje się w rękach 147 największych korporacji, blisko splecionych ze sobą udziałami. W pierwszej dwudziestce prawie znalazły się prawie same banki m.in.: Barclays Bank, JP Morgan Chase & Co, The Goldman Sachs Group, UBS AG, Merrill Lynch & Co Inc., Deutsche Bank AG, Credit Suisse Group.

  20. @Torlin: kijem Wisły nie zwrócisz. Korporacje będą bez względu na zmiany rządów, czy granic. Wiem, wiem… świadomość takiego stajni rzeczy jest obciążeniem. Ale można z tym żyć. To tylko kwestia ilości wina w piwnicy.

  21. @Torlinie,
    nie mam większych wątpliwości, że:
    1) wielkość niektórych korporacji czyni je społecznie szkodliwymi,
    2) styl ich pracy czyni je ekonomicznie nieefektywnymi.
    Ale czy to oznaczać ma ich przyszły kryzys? Jakoś wątpię.

  22. Caddicusie! PAKu!
    Jakbym czytał Wachmistrza. Ale wiesz, że problemy (w tym wypadku nie problemy, tylko myśli) świetnie pływają w alkoholu i za nic nie chcą utonąć.
    Mnie cały czas po głowie chodzi po prostu jawna niesprawiedliwość. Znam ludzi, nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech, i w Kanadzie, którzy bardzo ciężko pracują na swój chleb, a są prywatnymi usługodawcami. Chodzą, krzątają się koło tego swojego interesu, nie powiem, przynosi on zyski, są to firmy rozwijające się, ale o wydaniu 10 milionów dolarów on może zapomnieć w momencie pomyślenia. Stać ich na dom, samochody dla każdego członka rodziny i Malediwy w lecie. Żeby można było u bogaczy oddzielić majątek prywatny od firmowego.

  23. Nie masz sprawiedliwości na tym świecie rozumianej jako stan rzeczy i relacji, gdzie wszyscy mają taki sam udział w posiadaniu i władzy. Sprawiedliwość ze swej istoty jest ideą… nawet bardzo piękną, która nijak się ma do chciwej natury człowieka. Gdy mamy mniej niż inni, wtedy sprawiedliwość rozumiemy jako zrównanie nas z tamtymi lub, co gorsza, zrównanie bogatszych z nami w naszej nędzy i niedostatku. Gdy mamy więcej uznajemy, że jest sprawiedliwym to, gdyż swoją pracą i zapobiegliwością zasłużyliśmy na to, czym dysponujemy.

    Tak więc, drogi Torlinie, żaden uniwersalny wzorzec sprawiedliwości nie istnieje.

  24. Ponieważ już jutro będzie nowa notka, a chciałbym w jakiś sposób, nie podsumować – bo to za duże słowo – ale może w inny sposób zinterpretować to, o co mi chodzi. I trafiłem w „Rzeczpospolitej na wstępniaka nowomianowanego redaktora naczelnego tej gazety, Tomasza Wróblewskiego, pt. „Zanim pochłoną nas Antify”. Normalnie, tobym dał link
    http://www.rp.pl/artykul/61991,747015-System-naprawic-musza-ci–ktorzy-rozmontowali-rynek.html,
    ale ponieważ redakcja szybko swoje teksty przenosi do płatnego archiwum, postanowiłem cały tekst opublikować w formie aneksu u góry w podstawowym wpisie.
    O to mi chodzi.

  25. Torlinie.
    Punkt 1. czyni 2. cokolwiek nieważnym.
    Poza tym, jako zwolennik wolnego gospodarowania (od wolności), powinieneś wiedzieć, że solą jest tutaj konkurencja. A przy rządzie światowym jej nie będzie. Więc wynik wiadomy.
    Inna rzecz, że po lekturze tego, co piszesz, jest pewnym że jesteś zwolennikiem lewicowym łańcuchów, co to każdemu na siłę ścieżki życiowe prostują.

  26. Nathalie Notomb w jednej ze swoich ksiazek przepowiedziala, ze Polnoc nigdy nie zechce sie polaczyc z Poludniem… wg mnie ta koncepcja jest bardziej prawdopodobna -)
    Co do korporacji, to nie uwazam aby byle kto z byle kim robiac byle co moze stworzyc korporacje. Troche przesadzasz widzac w tym jakies jedno wielkie bagno. Nawet wspomniany przez Ciebie Fox wg fachowcow zdobyl tak wielka popularnosc, gdyz propaguje patriotyzm, a czy jest to zdrowe, to juz inna debata.
    Interesujace jest na jakiej podstawie udalo Ci sie utowrzyc koncepcje, ze ” socjalizm jest swoistym kompromisem, między zawiedzionymi nadziejami a wielkimi fortunami”. Zawiedzieone nadzieje – to nie jest zadna postawa polityczna tak samo posiadanie fortuny nie jest upolitycznione…
    (Zdjecie Bransona, to zwyczajne plotkowanie, ech, mezczyzni -)

  27. Jest kompletnie zdumiewające jak bardzo rynkowi apologeci nie rozumieją sensu rzeczywistości ekonomicznej. Czy są ludzie którzy gromadzą pieniądze i majątek dla nich samych? Nie ma ani jednej takiej osoby chyba że w jakimś psychiatryku. Pieniądze są dla wielu fetyszem, ale to choroba. Dla zdrowych normalnych ludzi – pieniądze to środek do realizacji innych celów – bezpieczeństwa osobistego, wesołego zycia, czy wreszcie władzy – któa jest często prawdziwym celem. Narzekanie że korporacje sięgają po władzę polityczną i że związki polityków z biznesem niszczą idealny kapitalizm, jest dziecinne. Nigdy w dziejach świata nie istniał ustrój w którym bogactwo nie zapewniałoby wpływów. nawet w Sparcie – elita – korzystała z bogactwa w sposób niewspółmiernie więwkszy niż przeciętna większość.

    ————–
    Władza i pieniądze idą w parze, zatem dysproporcje majątkowe prowadzą do akumulacji władzy.
    ————-

    Aplologeci rynku sa doktrynerami pchającymi nas w kierunku utopii, równie nierealizowalnej jak komunizm ( a może nawet jeszcze głupszej)

  28. @kazek – mylisz się. Mechanika inflacji nakazuje zarabiać pieniądze dla samego zarabiania. Jeśli nie zarabiasz to tracisz. Jeśli masz firmę wartą miliard złotych, to musisz ją rozwijać: pochłaniać mniejsze przedsiębiorstwa, zwiększać udział w rynku itd, bo stagnacja oznacza straty. W korporacjach jest o tyle gorzej, że wielkie przedsiębiorstwa są nakręcone wizją ekspansji, na tym opiera się ich żywotność. Spróbuj pracownikom z wierchuszki korporacyjnej powiedzieć: „spokojnie panowie, nie przesadzajcie z tym zyskiem”. Na ogół działa to tak: „zdobywajcie, miażdżcie, niszczcie!”. Może Kowalski nie znający się na cash flow i nie mający pojęcia o wartości pieniądza uważa, że skoro odłożył sobie parę tysięcy złotych, to może być happy, ale korporacje są w całkowicie odmiennej sytuacji 😉

  29. kazek:

    Władza i pieniądze idą w parze, zatem dysproporcje majątkowe prowadzą do akumulacji władzy.

    Spróbuj (dla odmiany) tak:

    Dysproporcje majątkowe prowadzą do akumulacji władzy, a zatem władza i pieniądze idą w parze

    Też się od biedy kupy trzyma, prawda? Co nam to mówi o głębi, nośności, precyzji i odkrywczości frazy? No właśnie.

    P.S. Jest jeszcze kilka innych permutacji, niektóre z nich nawet całkiem zabawne.

  30. Podobno „okupacja Wall Street” to reality show „na zamówienie” organizowany przez jedną ze stacji telewizyjnych. Pokazując skanalizowany „słuszny gniew ludu” łagodzimy gniew prawdziwy. I o to chodzi.

  31. Dzięki wszystkim. Szczególnie miło mi, że wpadli Goście dawno niewidziani.
    Bekasie!
    Nie ma szans na porozumienie między nami. Zadyskutowaliśmy się na śmierć w blogu Pana Waldemara bez widocznych skutków. Ja nie zmienię zdania, że puszczenie wszystkiego na absolutny żywioł kapitalistyczny doprowadzi do sytuacji pracowników jak w „Ziemi Obiecanej”, wszystkie pola będą zasiane rzepakiem, na brzegach będą walały się wielkie stosy sprzętu elektronicznego jak w Afryce, a własność na Ziemi będzie należeć do sześciu korporacji. W minimalnych (na szczęście) cząstkach przerabiamy to na okrągło.
    Ale ja już wypaliłem się z tematem, gdybym każdemu odpowiadał, tobym się powtarzał – a tego nie chcę.

  32. Pozwolę sobie dorzucić trzy (euro)grosiki. Nie ma wg mnie możliwości, by korporacje zanikły (obojętnie czyim staraniem), bo to one są własnie następną fazą organizacji społecznej. Muszą tylko zrobić jeszcze jeden krok, rozwinąć czysto komercyjne „programy lojalnościowe” w pełną „opiekę” nad swoimi konsumentami, i wejdą w rolę rządów narodowych. Tak, jak to opisał dawno temu Stephenson w „Zamieci” i powtórzył całkiem niedawno Jacek Dukaj w „Linii oporu”.
    Nie mówię, czy to dobrze czy źle, po prostu w tę stronę zdaje się świat idzie.
    Pozdrawiam serdecznie

  33. Maru!
    Ale jednak coś się dzieje.
    I to – przyznasz – nie bez przyczyny
    http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,10633134,Niemcy__Masowe_protesty_przeciwko_bankom.html

  34. No pewnie, dzieje się. I z przyczyną.
    Ale te protesty nie zmienią globalnego obrazu świata. Protestują przeciwko bankom, i może jakieś banki na tym ucierpią, ale nie protestują np przeciwko przemysłowi naftowemu, Benettonowi czy Dr. Martens.
    Wszyscy jesteśmy podopiecznymi korporacji. Nie tylko zresztą tych, co produkują i sprzedają. Spójrz choćby na te związki piłkarskie – to wszak wielkie, ponadnarodowe syndykaty, z własnym wewnętrznym prawem i sposobami pozyskiwania pieniędzy.
    Korporacje dawno już przestały być tylko udziałowcami rynku, są po prostu formą organizacji społecznej. Na razie jeszcze udają, że rządy państwowe mogą je kontrolować, a klientom tylko sprzedają swoje produkty, ale niedługo pewnie sięgną po więcej. Po prostu trzeba się pożegnać z państwowością w jej dotychczasowym wymiarze…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: