Napisane przez: torlin | 27/12/2011

Spódnica Joule

Zdjęcie STĄD. Jaki ma związek fotografia z treścią wpisu? Właściwie żaden. Tylko nie umiałem znaleźć odpowiedniego zdjęcia „ilustrującego”, a przeglądając Google – Grafika (i nie chcąc dawać zdjęcia starego naukowca) wpadłem na tę fotografię – reklamę. Oto Spódnica Joule.

Bardzo cenię profesora Łukasza Turskiego, za Jego Pikniki Naukowe, za „Kopernika”, za popularyzowanie wiedzy (pamiętam cykl wykładów w Polskim Radio, tytuł brzmiał coś w tym stylu jak poradniki seksualne dla młodzieży: „Wszystko, o co chciałeś spytać się fizyków, a bałeś się powiedzieć to na głos” czy coś w tym stylu). Ale jednocześnie z bardzo wieloma tezami Profesora się nie zgadzam. I znowu Szacowny Naukowiec zbulwersował zainteresowaną opinię publiczną, a sam – dumnie przyznaję – zauważyłem to czytając „Metro” w – nomen omen – metrze.

Ponieważ lenistwo jest najbardziej cenioną zaletą w Święta pozwolę sobie zacytować fragment blogu Edwarda Rydygiera z Ogólnopolskiego Seminarium Dydaktyki Fizyki przy Kolegium Nauczycielskim Fizyki Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.

„Dziennik „Metro” w ramach walki z analfabetyzmem fizycznym społeczeństwa wprowadził nową rubrykę „Fizyka na święta”. W rubryce tej przez trzy dni (14-16.12.2011) reklamowano spotkanie Kawiarni Naukowej w Kawiarni Skwer przy Krakowskim Przedmieściu 60a w dniu 19.12.2011. Na tym spotkaniu prof. Łukasz Turski (przedstawiony jako „znany popularyzator nauki”) ma opowiedzieć „o roli fizyki w naszym życiu”. Jako próbkę opowieści prelegenta Redakcja „Metra” opublikowała trzy jego miniwykłady. Niestety teksty te są przykładem antypopularyzacji i w rezultacie szkodzą fizyce i fizykom.(…)

Prof. Turski udowodnił, że Świętego Mikołaja stać na posługiwanie się laptopem. Dowód opierał się na dokonaniu przeliczeń znaków pisma z e-maili zawierających prośby o podarunki na bity, bity na energię, a tę na złotówki. Z przeliczenia bitów na energię wyszło prof. Turskiemu 18000 „Jouli”, a energia elektryczna w rachunkach za prąd podawana jest w kilowatogodzinach, co zatem robić? Oto rada prof. Turskiego dla uczniów (por. Ł. Turski, „Jaki laptop ma św. Mikołaj”, „Metro”, 16.12.2011).

„Co pilniejsi uczniowie zaglądają teraz do szkolnych notatek, przeliczają Joule na kWh, a wieczorem zadają podchwytliwe pytanie rodzicom: ile płacimy za energię elektryczną (ile groszy kosztuje kWh?).”

Prof. Turski może nauczał studentów (chociaż pracownicy PAN nie mają takiego obowiązku), ale zupełnie nie zna funkcjonowania szkoły. Uczniowie przecież nie prowadzą notatek z wykładów, tak jak studenci, prowadzą za to zeszyty, ale w nich rozwiązują zadania z fizyki, a wzory mają podane w podręcznikach. W podręcznikach mogą znaleźć informację o tym, że James Joule był fizykiem angielskim, a od jego nazwiska wywodzi się w języku polskim dżul – nazwa jednostki pracy, energii i ciepła, w skrócie „J”. Cóż to za jednostki ten „Joul” i te „Joule” w tekście prof. Turskiego? A cóż to w ogóle znaczy zdanie: „przyzwoity laptop zużywa ok. 20 jednomiliardowych części Joula (znowu pytamy wujka Googla) na przerobienie jednego bitu”. Czy to znaczy, że laptop kroi fizyka angielskiego Joule’a na kawałki (części) i przerabia na bity? A „Wujek Google” podaje: „dżul (ang. Joule) jednostka w układzie SI energii, pracy i ciepła, skrót J,  James Joule to  fizyk angielski, 1 J = 1 Nm, 1J = 1Ws, 1 J = 1/3600000 kWh = 0,278 x 1/1000000 kWh”. Poza tym przy zapisie ułamków dziesiętnych stosuje się w polskiej szkole zapis przy pomocy przecinka, a nie jak w np. w Angli i USA kropki. Zatem zapis ułamka dziesiętnego w tekście prof. Turskiego w formie „0.5×10-12 Joula/bit” jest błędny i co więcej powoduje zamieszanie w głowach dzieci (no bo to profesor fizyki z PAN tak zapisał, to może lepiej wie on lepiej niż zwykły nauczyciel gimnazjalny jak zapisywać ułamki dziesiętne). Ten powyżej przytoczony zapis ułamka dziesiętnego autorstwa prof. Turskiego zawiera jeszcze więcej błędów (no bo co  znaczy  liczba „10-12” po znaku „x” –  mam nadzieję, że uczniowie wiedzą, że „x” nie oznacza tu litery alfabetu a znak mnożenia). Prof. Turski odsyła dorosłych do wyszukiwarki Google, aby sobie przeczytali, co to takiego „UNiCODE”, bo to każde dziecko wie. Ale w Wikopedii nie ma takiego hasła, natomiast pod hasłem „unicode” można przeczytać, że: „Rada Języka Polskiego proponuje nazwę „unikod” dla systemu unifikacji kodyfikacji liter”.

Opublikowane przez „Metro” „krótkie formy literackie” autorstwa prof. Turskiego dowodzą tego, że aby uczyć dzieci w szkole potrzebne jest specjalistyczne wykształcenie pedagogiczne, posiadanie którego jest obecnie obowiązkowo wymagane przy zatrudnieniu w szkolnictwie. A co do walorów popularyzacyjnych, to teksty prof. Turskiego  zamieszczone w dzienniku „Metro” potwierdzają znaną prawdę, że do zajmowania się popularyzacją nauki nie trzeba być aż profesorem tytularnym, ale trzeba mieć talent w tej dziedzinie. Zaproponowałem Redaktorowi Naczelnemu „Metra”, aby dziennikarzy wraz z autorem tzw. miniwykładów z fizyki świątecznej wysłał na przeszkolenie na zajęcia Ogólnopolskiego Seminarium Dydaktyki Fizyki organizowane co miesiąc przez działaczy Sekcji Nauczycielskiej Polskiego Towarzystwa Fizycznego”.

Inna rzecz, to zaczyna być jakaś mania. Niedawno pisałem o Niderlandach, teraz zabiorą nam dżula, miliardy i przecinek dziesiętny. Jak się przed tym bronić?

Advertisements

Responses

  1. Trochę się, Torlinie, pogubiłem. Co pisze prof. Turski, co Edward Rydygier, a co Torlin? Stos cytatów mi się przepełnił i właściwie nie zakumałem, czy zgadzasz się z prof. Turskim, Edwardem Rydygierem czy z samym sobą.

  2. Hm?

    Chciałoby się zacząć ten respons: Wszystko płynie.
    Tyle ze jest to arogancki banał, na jaki Torlinie w żaden sposób nie zasługujesz.

    Kropki? Ja je jakoś pamiętam tyle, że w odniesieniu to tysięcy, milionów itd.
    Zamiast 5 000 pisała się kiedyś 5.000. Taki zapis znajduję w papierach po rodzicach i dziadkach. Wydaje mi się też ze mnie także czegoś takiego uczono, ale może się mylę. W każdym razie ktoś kiedyś komuś tę kropkę zabrał. Dziury w niebie nie ma, jest tylko biały odstęp.

    Dżul? Ok.. Możemy tkwić przy Polszczyźnie i preferować strug przed heblem, choć np. Czesi kiedyś się poddali i piszą Joule. Miliardy i biliony są często źródłem nieporozumień sam zapewnie byłeś wielokrotnie tego świadkiem.

    Te miliardy przypominają mi o problemie trochę szerszym dotyczącym popularyzacji nauki, popularyzacji nie wśród laików, ale popularyzacji nauki wśród naukowców.
    W tym wypadku idzie mi o popularyzację osiągnięć Polskiej nauki i jej badań. Wydaje mi się, że obyczaj a może i obowiązek pisania doktoratów itp. w jakimś wiodącym języku (czytaj angielskim) a jeśli nie pisania to przynajmniej pełnego ich przekładu. Rozbicie w XVIII/XIX wieku nauki na nauki narodowe językowo stworzyło dla lokalnych naukowców w takich krajach jak np. Polska, Portugalia, Szwecja czy Turcja sytuację wysoce niekomfortową wymuszającą prowincjonalizm i izolację. Oczywiście izolację jednostronną. Moim zdanie dziś socjolog, ekonomista, nawet historyk a tym bardziej fizyk, chemik, biolog powinni tworzyć swe prace prezentujące wyniki badań po angielsku. Na użytek lokalnej ludności starczą popularnonaukowe uproszczone przykłady, bo uczony z Wrocławia doskonale porozumie się (przynajmniej powinien) z uczonym z
    Warszawy w dziedzinie ich specjalizacji za pomocą angielskiego.
    W kryterium oceny naukowca, jakim jest ilość publikowanych artykułów preferowana powinna być ilość publikacji obcojęzycznych. Publikacje wewnątrz krajowe są znacznym stopniu ze względu na małe w sumie rozmiary poszczególnych środowisk wynikiem wzajemnej adoracji.

    PS
    Przyznaję ze napisałem to trochę na wyrost. Nie biorę, bowiem oczywiście udziału z PL życiu naukowym. Może już działania w takim kierunku podjęto. Może to już działa?

  3. @dana 1:
    Doktoraty pisze się zwykle po polsku. Nie jestem zupełnie na bieżąco z nimi, wiem, że były zawirowania — jakąś dekadę temu zalecano pisanie po angielsku, potem przyszedł wymóg pisania po polsku, a teraz się to chyba znowu zmieniło.

    Co do artykułów — w naukach ścisłych i technicznych nie tylko jedynie anglojęzyczne artykuły się liczą do dorobku (i finansowania placówek), ale i zwyczajnie coraz trudniej polskojęzyczne znaleźć.

    Co do „prowincjonalizacji” — jak pisałem wyżej, używa się angielskiego. Ale nie wiem, czy jego dominacja jest aż tak dobra — zauważ, że rozwój nauki zaczął się po odrzuceniu wspólnej łaciny. I dzisiaj na ocenie polskiej nauki bardzo ciąży to, że pisanie po angielsku dla polskich naukowców to dodatkowe utrudnienie. Zresztą z tą angielszczyzną to są różne zawirowania… Gdy Anglosasi zaczynają stosować kryterium poprawności językowej jako naczelne dla oceny publikacji naukowych, to ci, dla których angielski jest drugim językiem, potrafią stosować kryterium przeciwne 🙂
    Ale to margines dyskusji. W każdym razie — nie trzeba udawać, że używa się anglosaskich kropek zamiast swojskich przecinków, by zdopingować uczonych do nauki angielskiego. Powiedziałbym, że przeciwnie — mnie uczono, by języki stosować konsekwentnie i w mowie, i w piśmie. Jako studenci nie mieliśmy z tym najmniejszych problemów, wystarczała odrobina staranności.

    (Nawiasem mówiąc — ostatnio czytałem II tom Jezusa Benedykta XVI. I charakterystyczne, że odwoływał się do krytycznych (niektórych) teologów i z nimi polemizował („naukowo”, nie papiesko). I chciałoby się przyklasnąć, gdyby nie jedno — warunkiem znajomości dzieł teologicznych przez BXVI było ich powstanie w języku niemieckim… (Siłą rzeczy głównie autorstwa Niemców, Austriaków i Szwajcarów.) Pomyślałem sobie, jaki to kontrast ze znanymi mi naukami technicznymi, gdzie można przeczytać artykuł Meksykanina, Chińczyka i Francuza napisany w Kanadzie i wydany w USA… Koniec nawiasu :))

    Zresztą… prowincjalizacja… Owszem, angielski jest dzisiaj pewnym wymogiem, ale równie ważne jest znalezienie się publikacji w bazach danych. I dostęp do nich. To prawdziwa rewolucja w porównaniu z tym, co było jeszcze 10-15 lat temu, gdy nawet nieźle wyposażona biblioteka musiała mieć luki w publikacjach. Polscy naukowcy mają do takich baz dostęp, wiedzą, że powinni tak publikować by do nich trafiać. Ale tu jest większy problem niż z samym językiem.

    ***

    Próbujesz doszukać się pozytywów wytykanych prof. Turskiemu błędach. Wiesz, ja tu mam problem. Bo z jednej strony krytyka jest zbyt prosta, a i Torlin cytuje ją dość naiwnie. Z drugiej strony, prof. Turski chyba jest dobrym przykładem zmanieryzowanego naukowca na stare lata. Takiego,który już właściwie zawodowo nie pracuje (nie mam na myśli nauczania studentów — na drugim etacie, z tego co pamiętam, Łukasz Turski to robił; mam na myśli pracę naukową, taką gdzie można dostać krytyczną recenzję i doczekać się polemiki…), a który zajmuje się kwestiami „ogólnymi” w formie popularyzatorskiej. To niestety straszna choroba nauki. Znałem profesora politechniki, który na emeryturze zaczął zgłębiać tajemnice ludzkiej świadomości, przy czym najnowsze publikacje, na których się opierał, to inne opracowania popularyzatorskie z lat 60-tych… Łukasz Turski jest chyba w lepszej formie, ale wtopy zalicza. Że zaś jest naukowym guru dla mediów, to jego skala rażenia jest niepropocjonalnie duża…

  4. PAK
    Uznając słuszność Twego wskazania na zbieżność czasową przyśpieszenia rozwoju nauki z odstąpieniem od łaciny, jako podstawowego języka naukowców musze zgłośnić pewną wątpliwość.

    Moim zdaniem rezygnacja z łaciny nie jest przyczyną a nawet nie jest jedną z przyczyn przyśpieszenia rozwoju nauki. Wdaje mi się, że to zbieżność czasowa a nie przyczynowa.
    Unarodowienie językowe nauki było skutkiem dostrzeżenia przez elity intelektualnie i polityczne faktu, że nauka może być podstawą budowania bogactwa i potęgi narodów. Z tego się wzięła się jej nacjonalizacja i ogłaszanie jej wyników z językach nowoczesnych a właściwie w angielskim, francuskim i niemieckim przy pewnym udziale innych mniejszych.
    W naukach społecznych, w filozofii tych nietworzących bezpośrednio materialnego bogactwa narodów też się to, jako odwzorowanie przyjęło. Skutkowało to dużym zróżnicowaniem narodowym tych nauk, jeśli idzie o zakres zainteresowań a nawet paradygmat. Są tacy, którzy cenili to sobie, jako wzbogacenie nauk społecznych. Ja tak bardzo do tego rodzaju bogactwa przywiązany nie jestem. Jeśli, jak piszesz nawet papież, jako naukowiec jest uwiązany do niemieckich publikacji to chyba nie jest dobrze z tą teologią.
    Czas chyba sprzyja denacjonalizacji nauki i jej globalizacji?
    …………….
    Obrona przecinka i dżula jest zapewne słuszna. Takie są reguły, ale ja już trochę upadłych płotów i przegranych guzików widziałem, więc szanując upór Torlina nie mogę go gorąco poprzeć.
    Moje spostrzeżenia na temat naukowców wielce uprofesorzonych i ich ludzkich ambicji pokrywają się z grubsza z Twoimi PAK. To chyba ogólne zjawisko i absolutnie nie lokalne. Nie jeden taki Turski.
    Jakieś resztki gerontokracji w kulturze masowej mają swój urok?
    ……………………
    Czy publikacja np. z dziedziny X w koleżeńskim piśmie polskojęzycznym liczy się do dorobku tak samo jak w renomowanym piśmie międzynarodowym? Jak to jest dziś w PL? Szczególnie w naukach społecznych.

  5. Piszę jedno słowo.
    Dziękuję.

  6. Jeśli chodzi o dżulanie, to ja najbardziej lubię „Dżulaj morning” (Uriah Heep).

  7. Tes Tequ!
    To jest ten przebój w oryginale

    ale przyznaję, że dla mnie ich największym przebojem było

  8. „Lady In Black”? A może „Lady In Red”?

  9. „Lady in Red” przejadło mi się, we wszystkich rozgłośniach nadawano to aż do przesytu.

  10. Ale mi w końcu nie odpowiedzieliście, czy powinniśmy zunifikować nasz świat w jednakowy sposób, czy dozwolone są odstępstwa narodowe. Czy pozostaną nam pozaukładowe nazwy tak jak Kelvin – Celsjusz? Pamiętam śmiech któregoś z moich komentatorów, kiedy napisałem, że mój rekord życiowy to jest Mont Pers 3.206 m. – „Trzy metry? To taki duży szczyt to nie był”.

  11. A bo ja wiem Torlinie?

    Samo się zrobi, albo lepiej powiedzieć, zrobi się beze mnie.

    To ostatnie zdanie jest wyrazem buntu. Jest to bunt przed zalewem i natrętnością demokracji. Że niby każdy nie tylko może, ale i powinien wypowiadać się o wszystkim i na dodatek robić to z powagą.

  12. Torlin pyta: Ale mi w końcu nie odpowiedzieliście, czy powinniśmy zunifikować nasz świat w jednakowy sposób, czy dozwolone są odstępstwa narodowe.

    Wszystko powinno być zunifikowane przez urzędników z Brukseli – od krzywizny bananów począwszy, na czcionce w blogu Torlina skończywszy.

    Czy wiecie, że w USA zadekretowano, że pizza to warzywo (żeby można było ją serwować w szkolnych stołówkach)? 🙂

  13. Począwszy od dzienników informacyjnych przez magazyny hobbystyczne, na poradnikach współczesnej matki kończąc.

  14. Niestety dyskutanci nie chcieli podjąć najważniejszego aspektu sprawy; otóż prof. Turski wszedł w kompetencje nauczyciela, a ponieważ nie posiada ani wykształcenia ani przeszkolenia pedagogicznego wytworzone przez niego teksty są szkodliwe dla uczniów. Proszę zwrtócić uwagę, że jednostka energii w j. ang. to „Joule”, po polsku „dżul”, ale prof. Turski stosuje końcówki w odmianie słowa angielskiego i wychodzi mu „Joula” i „Joule”(sic!), tymczasem nazwisko z obcego języka powinno być pisane po polsku w odmianie „Joule’a”.
    Prace doktorskie oczywiście są pisane po polsku, a recenzenci sprawdzają poprawność pisowni ze Słownikiem Poprawnej Polszczyzny (doświadczyłem tewgo na wlasnym doktoracie). Ułamki dziesiętne są zapisywane w polskich szkolach z przecinkiem, a zapis 0.5×10-12 w ogóle nic nie oznacza. Wykazałem błędy nie w popularycji nauki, ale w nieudolnym nauczaniu dzieci. Nie rozumiem, dlaczego „Metro” publikuje takie gnioty, zamiast zamówić dobry tekst o dydaktyce fizyki u nauczycieli z Sekkcji Nauczycielskjiej PTF.

  15. Panie Edwardzie!
    Dumny jestem, że zauważył Pan mój wpis. Ponieważ od dłuższego już czasu chodzi mi po głowie notka związana z Pana artykułem, postanowiłem ją „popełnić” w najbliższym dopuszczalnym terminie (czyli jutro).


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: