Napisane przez: torlin | 08/01/2012

Cztery przełomy

Dla mnie data 1658 od dawna wydawała się niezmiernie ważna. Otóż w dziejach państwa, szczególnie istniejącego ponad 1000 lat, i mającego do tego tak niezmiernie ciekawe położenie, było mnóstwo dat przełomowych, ważnych, aż tak ważnych, że obchodzimy je jako święta narodowe, zwyczajowe, zachowujemy je w pamięci. Doskonałym przykładem jest chociażby 3 Maja, 11 listopada, a dodać do tego możemy bardzo wiele innych dat w rodzaju 1333, 1410 czy 1683. Ale one jednak wszystkie nie należą do moich dat przełomowych. Na głowę upadłem? Toż to są święte daty dla współczesnego Polaka, a ty Torlinie wspominasz jakieś „roki”, o których przeciętny Polak w ogóle nie słyszał.

Bo ja usiłuję rozróżnić daty przełomowe od ważnych, to jest cokolwiek coś innego. Nie kwestionuję dat rozpoczęcia powstań, najazdów niemieckich na Polskę Piastowską czy Hołdu Pruskiego. Ale te wszystkie bitwy, powstania, ważne wydarzenia były li tylko konsekwencją jakiś zdarzeń, a one z kolei prekursorem następnych. Można było przegrać, wygrać, powołać, nie powołać, ale nie naruszało to fundamentów państwa. Tymczasem cztery razy w historii Polski nasi rodacy podejmowali decyzje przełomowe, likwidujące właściwie to, co było, i zaczynające historię Polaków od nowa. To były decyzje najczęściej wbrew społeczeństwu mającemu tendencje zachowawcze i minimalistyczne, to były decyzje wizjonerskie, przewidujące przyszłość, jakby niezależne od bieżącej polityki. Decyzje wielkie nie tylko z powodu – jak już napisałem – swojego wizjonerstwa, ale i swojej nieprzewidywalności, to było wpływanie na przestwór nieznanego oceanu i nie było wiadomo, czym ta podróż się skończy. Ale kapitanowie mieli świadomość, że jeżeli nie uciekną do przodu, to zostaną zniszczeni.

Pierwszą datą przełomową jest to przyjęcie chrześcijaństwa. Wbrew ludowi, własnym wielmożom, zwyczajom, odwiecznym praktykom, ten wspaniały, niedoceniany władca zdecydował się na taki krok (oczywiście musiał go wprowadzić siłą). Ale on wiedział, że jeżeli Polska nie będzie chrześcijańska, to jej w ogóle nie będzie. Gdzie są Połabianie ze swoimi Wieletami, Obodrzytami czy Serbami Połabskimi? Jaki to musiał być szok, to widać na dzisiejszym przykładzie, gdyby władca musiał teraz w 2012 roku wprowadzić religię muzułmańską do Polski. To była decyzja likwidująca wszystko, co było, a więc likwidująca pełną, nazwałbym to autarkiczną, niezależność „my tu som w swoim grajdole i nikomu nic do tego”. Raptem zaczęliśmy zależeć od ówczesnej „Brukseli” czyli Rzymu, a i bardzo wiele decyzji zapadało w innych stolicach.

Druga data to Krewo – 1385. Oczywiście symboliczna, ale likwidująca Polskę w dotychczasowym kształcie, od tego momentu zaczęły nas interesować sprawy dziejące się na wieleset kilometrów na wschód od naszej dotychczasowej granicy, wciągnięci zostaliśmy w wir spraw dotychczas nam obcych. Mam trochę inne zdanie niż Jasienica, uważam że Jagiellonowie wspaniale zdali egzamin „Nowej Polski”. To już nie była dawna Polska, regionalna, zaściankowa, powstało wielkie, nowoczesne państwo, z ciekawą administracją, sądownictwem, procedurami demokratycznymi.

Czwarta data też jest przełomowa, ale też i symboliczna. Piszę 1989, a przecież obejmuje ona również 1999 i 2003, powolne ograniczanie własnych swobód i kompetencji na rzecz wspólnego podmiotu, który my nazywamy Unią, a nasi przeciwnicy Brukselą. I jak Mieszko ludzie wprowadzający aktualnie te wszystkie zmiany do Polski zdają sobie sprawę, że Polska przestanie istnieć jako ważne państwo, jeżeli cała Europa nie zjednoczy się i się stanie się jednym silnym organizmem wspólnotowym. To jest dla nas niesłychana szansa ucieczki do przodu. Ja wiem, że wskazany kierunek to terra incognita, że jest to postępowanie przeciwko wielu ludziom, którzy pragną zachować Polskę w obecnym kształcie.

A gdzie opuściłem datę trzecią? Właśnie 1658? Bo na cztery możliwości zmiany Polski w sposób fundamentalny trzy wykorzystaliśmy, a czwartej nie (o tym pisze Wachmistrz). Ludzie światli wprowadzili nowy fundament ustrojowy w życie w sensie ustawowym, ale opór społeczeństwa był tak wielki, że rzecz się załamała po roku. Szkoda, historia Polski mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

Reklamy

Responses

  1. „Ludzie światli wprowadzili nowy fundament ustrojowy w życie w sensie ustawowym, ale opór społeczeństwa był tak wielki, że rzecz się załamała po roku.”
    .
    Historia wszystkich krajów świata usiana jest nieudanymi inicjatywami ludzi światłych, do których nie dorosły społeczeństwa. Obawiam się, że jest to bardziej zarzut pod adresem ludzi światłych, którzy myśleli utopijnie lub nie potrafili do swych idei przekonać ogółu.
    Zaś w 1658 roku nasi światli ludzie spóźnili się o kilkadziesiąt lat. Wtedy to już się nie mogło powieść. Trzeba było to zrobić, zanim się ruskie elity spolonizowały i skatolicyzowały, i zanim tamtejszy gmin zakosztował swobody.

  2. Co się daty tyczy pierwszej, to nie ma między nami sporu o jej znaczenie najmniejszego, choć mię w pierwszem odruchu porównanie z wiarą muślimańską obruszyło wielce… Nie z religijnych żadnych względów, jeno z tych, że popleczników islamu byś nie znalazł, a chrześcijaństwa jednak jacyś być musieli, skoro mimo oporu go Mieszko wprowadził. Sam by tego nie uczynił przecie przeciw wszystkim bo by jak Popiel skończył… Daty ostatniej bym nie tykał i nie ważył się nawet jej czem znaczącem zwać, bo by tego ocenić, mało i pół wieku jeszcze będzie… Pewnie, że nam się dziś i zdawać może, że to droga jest najmędrsza i jedyna, ale swego czasu to samo ludzie o Lidze Narodów myśleli… Daty unijnej bym moderował krzynę, a ściślej mając jej za procesu zapoczątkowanie dopiero, bynajmniej bym jej przełomem nie nazywał samem w sobie. Nikt natenczas nie wiedział, czy to się jak jaki sojusz zwykły nie skończy i czy po pokonaniu Krzyżaków i Jagiełły skonie rzeczy inszą nie potoczą się koleją… na toż by się tak nie stało, czyniono i kroków dalszych, ale to był proces, bez mała dwustuletni, gdzie na każdem etapie jeszcze z niego zawrócić szło i iść drogą inszą, czego dowodami choćby horodelskie układy, czy obiór Kazimierza Jagiellończyka wielkim księciem, za życia brata jeszcze jego w 1440. Z drugiej znów strony i krewską uniję idzie jako niespełnione układy widzieć: wszak Jagiełło już wtedy obiecywał Litwę do Korony przyłączyć… Zatem dla mnie ta unia w Krewie, to tylko droga wskazana, choć nie przesądzona. Ano i znów jeśli o Hadziacz idzie: znasz, Torlinie, jak boleję nad tą przetraconą szansą naszą na troiste królestwo, przecie tu się zgodzić mi z Pawłem przyjdzie Jegomością, że to rzecz już nadto późno zdarzona… Lat krzynę przódzi, by stało tej imaginacyi, fantazji i uporu, by się z kozactwem zgodzić i nie pędzić go w matnię bez wyboru, owszem tak… ale w 1658? Po rejzach Wiśniowieckiego i po mordowaniu naszych jeńców pod Batohem? To jakbyśmy nazajutrz po wołyńskich rzeziach traktatu przeciw Moskwie z banderowcami mieć chcieli… To się już i zdarzyć nie mogło… No i w tych datach za przełomowe przez Ciebie mniemanych stanowczo mi osiemnastego tu roku brakuje, bo jeśli państwa wskrzeszenie i scalenie przełomem tu nie jest, to sam już nie wiem, co by nim być miało…
    Kłaniam nisko:)

  3. 966 — OK, choć przy całej sile można dostrzec stopniowość procesu. Samsonowicz pisze, że na polską wieś chrześcijaństwo dotarło jakieś cztery wieki później 😉
    1385… Tak, to droga dla Polski na kilkaset lat. Ale jeżdżąc ostatnio na pobliski Śląsk Opolski, dopytałbym się i o rozbicie dzielnicowe, bo nie tylko zyskaliśmy coś w 1385, ale i stracili wcześniej…
    1658… bo ja wiem? Rozumiem potencjalną wielkość, ale czy to nie jest tak jak z 3 majem? (Zresztą z 3 majem jest jeszcze inaczej 😉 😛 ) Czy ma w ogóle sens mówić o ‚przełomowych momentach’ w chwilach, które przełomu w końcu nie przyniosły, choć dały nań szansę (bądź raczej jej cień).
    1989 — zobaczymy. Owszem, zanosi się na przełom, ale czy tak wielki? Zobaczymy z perspektywy. Wydaje mi się, że większym przełomem był rok 1918 jednak. I że II RP — PRL — III RP — mają z sobą więcej wspólnego, niż II RP z I RP 😉
    ***
    A mnie dziwi, że nie docenia się roku 1040. Opowiadałem już chyba nie raz, że zwiedzając parę lat temu katedrę w Arras zdziwiłem się, że na tablicy poświęconej postępom chrześcijaństwa na świecie z Polską powiązano właśnie tę datę (lub 1039, bo spory trwają, a moja pamięć jest ulotna). Datę bardzo, ale to bardzo niedocenioną w Polsce, założenia państwa polskiego, po raz drugi. I po raz ‚wreszcie’ skuteczny. Kazimierz jest jeszcze bardziej niedoceniony niż ‚twórca Polski nr 1’, czyli Mieszko 🙂

    No i 1146 raczej. Za bliski jest mi Śląsk, bym przymknął oko na pewne przedefiniowanie Polski na wschód, będące konsekwencją tego, co się wtedy stało, gdy odsunięto od władzy pierworodną linię Piastów. A przecież ród przetrwał do roku 1675 — co to byłaby za Polska rządzona przez nią? Bez wolnych elekcji? 😉 Bez Jagiellonów? 😉 Historię mielibyśmy zupełnie inną.

  4. PS.
    Jeszcze a propos katedry w Arras — zwykle słyszę w odpowiedzi: „Francuzi nie znają historii Polski”. Fakt, ciekawi mnie z czego się jej uczyli 😀 😉 Ale zamiast marudzić, że Francuzi w kościołach wypisali datę, której w naszych szkołach się niemal nie uczy, raczej starałbym się ją przemyśleć 😉 Myślę, że to ważniejsze. I trafniejsze.

  5. Ja zdaję sobie sprawę, że mój wpis jest kontrowersyjny. Dziwna rzecz, ale ten Kazimierz Odnowiciel jako argumentum chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Powtórzę.
    Dla mnie, według mojej kwalifikacji, daty ważne od przełomowych różnią się tym, że wynikają z naturalnej kolei rzeczy, państwo niemające niepodległości pragnie ją odzyskać (Kazimierz i 1918 rok), po utracie Śląska (czy jakichkolwiek innych ziem) usiłujące je odebrać, przy utracie znaczenia pragnie naprawy Rzeczpospolitej (3 Maja). Dla mnie są to daty ważne, nawet bardzo ważne.
    Ale to nie jest świadome zmienienie dotychczasowego naturalnego rozwoju, to tak jakby statek został skierowany na wody dotychczas nieznane.
    Nie umiem tego inaczej napisać.

  6. Przepraszam, ale jak państwo nieistniejące może naturalnie dążyć do uzyskania niepodległości? 😀 Myślę, że czynisz tu nadmiarowe założenie, zresztą… bardziej by ono pasowało do roku 1989 niż 1918.

    Co do ‚utraty ziem’ — nie o samą utratę mi chodzi. Przecież już po kilkudziesięciu latach to bez znaczenia, a co dopiero po setkach. Chodzi mi o pewien model państwa, orientację. To nie przypadek, że Śląsk był najbardziej zachodni i zintegrowany z Europą. Zresztą o pewnym elemencie ‚integracji’, czy raczej dezintegracji sam pisywałeś, bo przecież o nim świadczy rok 1385.

  7. Przyznaję, że nie bardzo pojmuję, Torlinie, zasadność tego podziału na daty, jak rozumiem, wykreowane przez rzeczywistość i zdarzone na skutek woli panującego, lub narodu akuratnie wtedy a nie kiedy indziej… Jedno bez drugiego niczym jest i do niczego nie prowadzi, że weź za exemplum choćby Kazimierzowe późne względem Kaźka Słupskiego zapisy czy ruch egzekucji praw, co znakomitem jest przykładem nurtu słusznego, zdrowego, rozumnego i…niemal całkowicie jałowego. Wojna światowa mogła trwać jeszcze z pół roku, lub przeciwnie skończyć się o rok wcześniej na skutek takich czy innych zdarzeń, ale to w niczym nie umniejsza wagi tego, co w sprzyjających cyrkumstancyjach przodkowie naszy poradzili zdziałać. Definicyję Twoją o „świadomym zmienianiu naturalnego rozwoju” znakomicie wypełnia np. testament Krzywoustego, a jakoś daty 1138 za przełomowej nie uznajesz i zapewne słusznie…
    Kłaniam nisko:)

  8. Ja w takich chwilach strasznie się czuję, bo powinienem napisać – TAK, MACIE RACJĘ. Ale co ja zrobię, że jakoś te wydarzenia mi się oddzielają od innych.

  9. „Ale co ja zrobię, że jakoś te wydarzenia mi się oddzielają od innych”

    A właśnie, że masz rację, Torlinie. Masz rację, jeśli przez wyżej cytowaną wypowiedz mówisz:

    To ja, Torlin późny wnuk ustalam hierarchię nieulegających wątpliwości zdarzeń ściśle umiejscowionych w czasie i miejscu.

    Postępuje tak nie tylko każdy konsument historiografii, ale każdy historiograf niezależnie, czy chce się on do tego przyznawać, czy nie.

    Tak jest natura historiografii. Jeśli komuś się wydaje, że można inaczej to ulega on złudzeniu podobnym to tego, które niektóry nakazuje wierzyć, iż mogą złapać się za uszy i podnieść do nieba.

    Np. Propozycja PAK jest równie uprawniona jak propozycja 966, 1000 czy 1025.
    To kwestia wyboru ideologicznego, narracyjnego czy estetycznego.
    Np. Ty Torlinie wybierasz 1989. Ktoś inny 1980. Historyk (do kwadratu) interpretujący wasze wybory domyśli się łatwo, że to wybór ideologiczny.

    Ktoś porówna Twój 1658 z 1791.
    Czemu nie? Ale z kolei ktoś wyznający i rozumiejący siłę sprawczą mitu w historii zwróci uwagę na niebotyczną różnicę.

    Albo ten Wachmistrza rok 1138.

    Zamieszanie interpretacyjne z tym rokiem jest spore, ale nie o te spory idzie. Idzie o początek procesu dzielenia się Tera Polonie. Dzielenia się nie tymczasowo, czyli do czasu, kiedy Pierwszy Drugiego, albo Drugi Pierwszego nie oślepi, nie wygoni, nie zamknie w klasztorze albo nie kalecząc zbytnio podporządkuje go sobie całkowicie. Idzie o podzielenie się trwalsze.

    Będą i są zapewne tacy, którzy tę datę uznają za niezwykle ważną i przełomową. Dlaczego? Dlatego że uprawnionym jest pogląd, iż podział ten przyśpieszył rozwój cywilizacyjny ziem piastowskich, że podział uczynił, iż czynnik cywilizacyjny zbliżył się i powiązał się z Ziemią. Sądzą oni, że zorganizowaną na swój rachunek Ziemie łatwiej było nasycać cywilizacją.

    Summa summarum. Zainteresowani historią i co ważniejsze historycy będą się w ten sposób zabawiać do końca historii.
    Jak ten koniec będzie wyglądał?

    Ano ktoś wymyśli kiedyś sondę za pomocą, której nie tylko wszystko, co było się sfilmuje i podglądnie, ale także zarejestruję się motywy świadome i nieświadome aktorów historii. To będzie prawdziwy koniec Dziejów.

    Ale jest nadzieja dla historyków, historiografów, nauczycieli historii. Materiał zgromadzony będzie ogromny. Ktoś będzie musiał to wszystko nie tylko puszczać na pokazach, ale także wybierać materiał do demonstracji.

    A więc będzie życie dla historyków nawet po końcu Dziejów.

  10. @dana1:
    A ja myślę, że dyskusja nad hierarchią i z hierarchią dat, jest dyskusją o rozumieniu historii (konkretnej historii, w tym przypadku Polski) i ma wielką zaletę naświetlania faktów. I że im więcej mamy zdań w tej sprawie, tym lepiej, bo bogaciej widzimy przeszłość. Byle się tylko nie zapierać przy jedynie słusznym widzeniu przeszłości 😉

    PS.
    A na filmowanie wszystkiego, wraz z remake’ami i tak nie starczy pieniędzy w budżecie 😛 😀

  11. Zgodziwszy się z Imci Daną, że każdy ma prawa podług siebie dowolnych datacyj pryncypalniejszemi nad insze czynić, i ja szabliny odkładam, tegoż zastrzegłszy, że libertas owa wszystkim służy dopokąd nikt jej za oblig i jedyną nie nakazywa wykładnię, to i jest może do sporu, przecie nie do zwady powód…:)
    Kłaniam nisko:)

  12. PAK, czyli: Hierarchizacja, selekcja itd., itp.

    to nie tylko że konieczność, ale także pożyteczna konieczność?

    Absolutnie sie z tym zgadzam.

    PS.

    To będzie z czasem coraz tańsze. : D

  13. Wachmistrzu

    A jakby tak znaleźć datę z którą można by powiązać ostateczne wyeliminowanie możliwości zjednoczenia ziem Polskich wokół Śląska, możliwości że to Wrocław a nie Kraków stał się centrum nowej jedności politycznej?

    To by było! Niemieckojęzyczne elity i szybko germanizująca się szlachta po Wisłok, po Bug i może po Liwiec?

  14. „To by było! Niemieckojęzyczne elity i szybko germanizująca się szlachta po Wisłok, po Bug i może po Liwiec?”
    .
    Potem byśmy w XIX wieku mieli narodowych budzicieli, jak Czesi i Słowacy…

  15. Niechybnie Pawle.
    A Paweł Włodkowic spłonął by wcześniej na jakimś stosie.

    Miałem przez chwilę myśl żeby opisać co by było gdyby Ugoda Hadziacka przetrwała. Ale jak doszedłem do walk partyzanckich na Wołyniu w 1943 to przestałem.

    Pewnie brak mi wyobraźni.

  16. Zda mi się, Mości Edwarze, że taką datą by była śmierć w legnickiej potrzebie Henryka Pobożnego, bo Brodaty był na takie zamysły chyba jeszcze zbyt słabym, a Pobus znów już zbyt słabym… Dokąd by doszedł na tej drodze Pobożny, gdyby nie zginął, to już jeno zgadywać możem…
    Kłaniam nisko:)

  17. Wachmistrzu

    Henryk Pobożny?

    Wyszło mi po rozejrzeniu się po okolicy, że gdyby to Henryk zjednoczył ziemie Polskie to jednak wtedy centrum pozostałby Kraków. Wydaje mi się (podkreślam: wydaje mi się), że wtedy jeszcze przewaga cywilizacyjna Śląska nad Małopolską nie była tak wielka jak później. Może już odstał sporo od Wielkopolski i Mazowsza, ale od Małopolski a zwłaszcza od jej zachodniej krakowskiej strony nie tak bardzo.

    Ale …To tylko intuicyjne dywagacje bez szczególnego wsparcia w aktualnej lekturze.

    Kłaniam sie także


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: