Napisane przez: torlin | 17/01/2012

Opatentowane jarmarczne sztuczki kuglarskie

Chciałem podziękować Panu Edwardowi Rydygierowi za wizytę w Kamiennej Wiosce. Czytałem również Pana i  Pana Edwarda Pietrasa referat na Sesję „Nauczanie i Dydaktyka Fizyki” XL Jubileuszowego Zjazdu Fizyków Polskich, odbytego we wrześniu 2009 w Krakowie, p.t. „Społeczeństwo analfabetów fizycznych”. Bardzo proszę wszystkich moich Czytelników i Komentatorów o zapoznanie się z treścią TU.

Problem jest szerszy i dotyczy nie tylko matematyków i fizyków, ale również chemików i astronomów. Coś się zmieniło we współczesnym świecie (dokładniej mówiąc w Polsce), zawody techniczne straciły szacunek. To jest tragedia dla Polski w dalszej perspektywie. I właściwie nie bardzo wiadomo, dlaczego tak się stało. Ja mam wprawdzie bardzo poważne podejrzenia, ale ponieważ są one tak blisko spiskowej teorii dziejów, że aż boję się o tym pisać.

Fizyka, chemia, astronomia, matematyka, a w tym dziesiątki, jak nie setki drobniejszych nauk jak dla przykładu petrografia, geologia, hydrologia itd. zawsze były uważane za przedmioty trudne, właściwie jedynie informatyka się ostała, mimo że rzeczywisty ten przedmiot jest naprawdę bardzo trudny, mam prawo tak mówić, bo mój syn studiował ten kierunek studiów.
Jak coś jest trudne, to jest zrozumiałe, że ogół usiłuje tego uniknąć. I to jest w porządku, to jest po szkolnemu powiedziane. Ale najgorzej jest wtedy, gdy do takiego samego wniosku dojdą urzędnicy ministerialni, dyrektorzy szkół i wszyscy decydenci. Nie chcę wpadać w patos, ale zaczyna zagrażać to rozwojowi kraju. I tu przechodzimy do podstawy mojego wpisu, na czoło umiejętności wgramoliły się nauki humanistyczne, wszyscy bez wyjątku studiują socjologię, psychologię, turystykę, hotelarstwo, sinologię, logistykę lub zarządzanie. Tymczasem Polsce brakuje dobrych inżynierów i naukowców, z prawdziwego zdarzenia, ludzi tworzących nowe systemy, odkrywających nowe prawdy, ludzi mogących przekuć swoje wynalazki poprzez patent w sukces firmy. Wyraźnie na ten temat piszą analitycy zachodni, że Polska jest krajem szalenie aktywnych indywidualnych przedsiębiorców, ale podstawową barierą są anachroniczne wyroby końcowe (ja mówię o masie, a nie o rodzynkach). Co zakłada przeciętny nowy kapitalista? Sklep w Internecie, produkcję drewnianych lamp, ewentualnie usługę naprawy czegoś tam. Popatrzmy na Niemcy, co oni tak eksportują, że mają tak niesamowitą sprzedaż? Otóż okazuje się, że te wszystkie eksportowane wyroby są oparte na bardzo silnych podstawach nowych odkryć naukowych i na patentach. Nikt im nie zagrozi.

Za tym idzie brak odpowiedniej kadry naukowej, a mnie się wydaje, że najbardziej brakuje fascynatów, trochę społeczników, zapaleńców, potrafiących pociągnąć młodzież za sobą. Zdjęcie powyższe jest ściągnięte ze strony TU i przedstawia „Planetoidę 2011 RB1, (która)  została odnaleziona przez Józefa Urbańskiego – nauczyciela fizyki i astronomii z Gimnazjum Miejskiego im. Mikołaja Kopernika w Sierpcu”. A także: „Uczniowie i nauczyciele z Sierpca i Torunia odkryli kolejne asteroidy. Dane obiektów trafiły już do Minor Planet Center na Harwardzie, które dla Międzynarodowej Unii Astronomicznej i NASA zbiera informacje o najmniejszych ciałach Układu Słonecznego”.

A co z tą spiskową teorią dziejów? Bo rzecz jest banalna, prywatne szkoły wyższe mogą być otworzone bez większego trudu finansowego, jeżeli jest to uczelnia humanistyczna. Gorzej z politechniką. Tutaj laboratoria wymagają dużego wkładu finansowego i coś mi się zdaje, że jest lobbing właścicieli uczelni humanistycznych, aby utrudnić powstanie uczelni technicznych. Ale to jest tylko takie podejrzenie bez jakiegokolwiek oparcia w realnych faktach.

A na koniec troszeczkę peesów:
PS. 1 – podobnie jak powyższe przedmioty zaczyna być w szkołach traktowana gimnastyka. Trzeba wrócić do pełnej obecności klas na tym przedmiocie, przypomnieć mogę swoje dawne wizyty na Agrykoli, gdzie przed laty mnóstwo młodzieży występowało w „Lekkoatletycznych Czwartkach” na Agrykoli, były tam tory saneczkowe, a na kanałku trenowali hokeiści. Każda szkoła miała reprezentacje w poszczególnych dyscyplinach i należenie do reprezentacji szkoły było uważane za honor.
PS. 2. Autorzy piszą m.in.: „Pomimo reklamy w mediach i poparcia rządu oraz władz samorządowych dla organizacji najróżniejszych imprez plenerowych związanych z takimi inicjatywami, jak Piknik Naukowy, czy Festiwal Nauki, zainteresowanie fizyką ze strony społeczeństwa jest nadal powierzchowne. Uliczne „pikniki naukowe” przerodziły się w istne jarmarki, gdzie eksperymenty fizyczne prezentowane są w taki sposób, jak kuglarskie sztuczki „magiczne” (np. „wyciskanie” prądu z cytryny, „zamiana” wody w wino, odpalenie „rakiety” z kartofla). Trudno nazwać takie prymitywne jarmarczne pokazy popularyzacją wiedzy fizycznej i ilustracją badań doświadczalnych”. Otóż ja się nie zgadzam, to mają być pikniki, jarmarki, kuglarskie sztuczki magiczne. Prawdziwa wiedza nie ma tworzyć się na ulicy, to ma tylko zachęcić do zainteresowania się tematem, ale równolegle winny iść działania będące treścią mojego wpisu. Jeżeli działające będą tylko kuglarskie sztuczki, to będzie nam trudno je opatentować i sprzedać. Chociaż idea „Kopernika” jest zaraźliwa, już kolejne miasta chcą budować swoje centra naukowe.

Reklamy

Responses

  1. Coś się zmieniło we współczesnym świecie (dokładniej mówiąc w Polsce), zawody techniczne straciły szacunek.

    Może i straciły szacunek, ale zyskały kasiorkę. Nie jest tak źle!

  2. Zawody techniczne mają się doskonale i cieszą się uznaniem oraz szacunkiem (w końcu to nie kto inny jak polski hydraulik reklamował nasz kraj w Europie). Nie przekłada się to na uznanie ekonomiczne z bardzo prozaicznego powodu.
    Po pierwsze – obecna Europa przeżywa epokę masowego rozdawnictwa dóbr, a do wyciągania ręki żadne kwalifikacje lub umiejętności potrzebne nie są.
    Po drugie – kierownictwo polityczne (rządowe i samorządowe) znajduje się rękach nauczycieli. I dzieje się tak nie z powodu ich kwalifikacji, ale zawodowej umiejętności poważnego wygłaszania dyrdymał wszelakich.
    Po trzecie – społeczeństwo od motłochu różni dyscyplina. Między innymi dyscyplina logicznego przedkładania racji co sprzeczne jest z punktami 1 i 2.
    Kończąc – realizacja rzymskiego ideału chleba i igrzysk jest sprzeczna z greko kartezjańskim kultem rozumu. Co niedalekie od spiskowej teorii dziejów.

  3. za poprzednikami: „techniczni” mają teraz lepiej niż dziesięć czy piętnaście lat temu. Co z tego że humanistów jest jak mrówków (sam jestem po stosunkach międzynarodowych, hehe), skoro pracy dla nich nie ma? A nie ma, bo być nie może: żadna gospodarka nie może się obracać wokół kawiarnianych pogawędek o niczym.

    obecna praktyka wygląda tak, że osoby z wykształceniem technicznym / lub technicznym doświadczeniem są pierwsze do podwyżek i ostatnie do zwalniania. Kiedy firmy szukają oszczędności to oszczędzają przede wszystkim na tych, których łatwo zastąpić. Np. na paniach siedzących w biurze. Ale zastąpić dobrego hydraulika, elektryka czy majstra budowlanego nie jest łatwo. Ja się śmieję, bo młodszy ode mnie o jakieś siedem lat kuzyn, z wykształceniem średnim, ale z papierami spawacza zarabia lepiej niż ja prowadząc firmę (o wyższym nie wspominam, bo to tylko statystyka). I to nie jednostkowy przypadek.

    szczególnym rodzajem zawodu technicznego jest żołnierz zawodowy, który na wstępie zarabia więcej niż osoba po studiach wyższych na 3/4 dostępnych jej etatów. A że na astronomów nie ma głodu? Cóż, idealnie być nie może.

  4. aha – a propos zainteresowania społeczeństwa fizyką. Czego oczekujesz od społeczeństwa, torlinie? Znam ludzi znających dobrze historię i mających naukowe podejście do polityki, ale ludzie ci miewają problem z wkręceniem żarówki. Znam świetnych chemików i technologów budownictwa, ale o historii z nimi nie pogadasz. Specjalizacja, ot co…

  5. Torlinie

    Znowu kłopot. Napisałem za dużo (ok. 900 słów) na temat poruszony przez Ciebie i autorów referatu, do którego odsyłasz. Nie mam serca by już napisany tekst skasować. Dlatego zamiast upychać to u Ciebie umieszczam tekst na moim niekomentowanym blogu Wujaszek Wania jak w lamusie. Kto zechce przeczyta.

    http://edwarddana2.blox.pl/html

  6. Wszystkim dziękuję, a Edwara zapewniam, że całe przeczytałem. Że Cię zacytuję: „Czytać było miło”. Ale…
    Mnie się wydaje, że nie bardzo Wasze odpowiedzi są na temat przeze mnie opisywany. I ten stan nie jest moim wymysłem, tylko słyszę o tym od ludzi, którzy na przykład zatrudniają inżynierów. W mojej rodzinie jest osoba „przesłuchująca” inżynierów do wielkiej amerykańskiej firmy i opowiada rzeczy przerażające. Daje delikwentowi zadanie z III roku politechniki, a ten nie tylko, że nie umie rozwiązać, ale czasami w ogóle nie wie, o co w tym zadaniu chodzi. Brakuje dobrych nauczycieli w szkołach, dobrych wykładowców na politechnikach, programów badawczych, laboratoriów, a przede wszystkim umiejętności wyłapywania wielkich talentów. Ale skoro szkoły są słabe, to nie wyrosną z nich przyszli znakomici fizycy czy chemicy, ani nauczyciele tych przedmiotów. To jest zaklęty krąg.
    Wielcy polscy współcześni uczeni wyrastają tylko na uczelniach zagranicznych. W Polsce jesteśmy zafascynowani tym, że mamy najlepszych hydraulików i monterów. Ale jak nasi architekci (a raczej projektanci) zbudują wiadukt lub tunel, to albo nie można na niego wjechać, albo ciężarówka się nie mieści. Ja jako humanista nie chcę i nie mogę powiedzieć, że nauki humanistyczne są nieważne. Są bardzo ważne, ale wolałbym mieć za dużo fizyków jądrowych niż za dużo specjalistów od serbsko – chorwackiego.

  7. Ale to są różne rzeczy.
    Co ma robić fizyk, czy chemik po studiach? OK, znam fizyka-bankowca, w ogóle wielu fizyków uważa się za omnibusów, że są też fizycy-pracodawcy, to się czasem udaje.
    Ale wracając na początek — co ma robić fizyk po studiach? Pracować w szkole, za grubo poniżej średniej krajowej? W nauce za poniżej średniej krajowej?
    Chemik? Może trochę lepiej. Znam chemika, który dostał propozycję z energetyki, ale w sumie pod warunkiem, że zbuduje się w Polsce elektrownię atomową. Przynajmniej zaproponowano mu kilkukrotność średniej krajowej. Dotąd ów chemik pracuje w nauce, za mniej niż nauczyciel.

    Wracają do początku — w przypadku wielu zawodów (dużo szerzej niż tu, bo przecież geologa*, czy historyka to też dotyczy) praktycznie możliwości zatrudnienia w zawodzie są niewielkie, poza samym nauczaniem.
    (* O! Geologów paru znam. Jeden zatrudnił się w drogówce, inny pracuje w spedycji. Tylko jeden w zawodzie. A i on na czarno.)
    Zamknąć nawias 😉

    Czymś innym są nauki techniczne, ale i tu są ograniczenia. Także dlatego, że nauczanie wyższe zmienia się wolniej niż potrzeby rynku.

    Kolejna rzecz — wynalazki, itp. Znowu: raz kwestia przygotowania techniczno-naukowe, o czym piszesz; ale dwa — kreatywność społeczeństwa, którą się pozycjonuje na przeciwnej stronie osi niż konserwatyzm (a jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym); trzy — kwestie prawne, dokładniej: przejrzystość przepisów, itp., itd.

    Nawiasem mówiąc, nie tak dawno słuchałem dyskusji, czy pewną rzecz opatentować, czy nie. Stanęło na tym, by nie patentować, bo wprowadzenie patentu do relacji z potencjalnym klientem jest kłopotliwe. Dla prawników tegoż klienta.

    Zakładanie ‚technicznych’ przedsiębiorstw — ja bym się w ogóle cieszył, gdyby przedsiębiorstw było więcej. Bo ten dystans do samego założenia firmy (w sumie, jak do patentów… analogiczna sytuacja: pomysł, konserwatyzm, biurokracja) jest problemem podstawowym. A reszta? Podobno w wielu państwach istnieje system wspierania, z ulgami podatkowymi włącznie, dla firm ‚nowatorskich’ (nowa receptura bułki też może być ‚nowatorska’, ale nie o to głównie chodzi). I kolejna rzecz — ilu Polaków pracuje w zakresie nowych technologii. Bo nawet pomysł to mało, trzeba znać dany rynek i to z autopsji. Przedsiębiorstwa w zakresie nowych technologii są więc jak potencjalna zaraza — bez grupy zarażonych, którzy zarażą innych, to nic nie da 🙂 Potrzebujemy technologicznej dżumy 😀

    Laboratoria — to też nic nowego, bo laboratoria są drogie w utrzymaniu. Ogólnie po zimnej wojnie zaczęto się wycofywać z nauki eksperymentalnej — to był problem światowy. Bo co się liczy dla urzędnika (i dla podatnika)? Liczba wykształconych, liczba tytułów. A co tytuł ma do laboratorium? — Nic. Humanistyka, ale i nauka teoretyczna, mają lepszy współczynnik kosztów do tytułów. U nas największe tąpnięcie w laboratoriach nastąpiło w 1989, bo na ogólne obniżenie finansowania laboratoriów nałożyło się szukanie oszczędności w budżecie.

    PS.
    Przypominam sobie moją klasę maturalną sprzed lat:
    — A po co nam się uczyć fizyki, skoro wszyscy chcą zostać ekonomistami?!
    (Nie wszyscy chcieli, ale głos był, jaki był.)

  8. PAKu, masz bardzo dużo racji w tym, co piszesz. Znam też mnóstwo ludzi, którzy przestali być geologami i glacjologami w momencie zakończenia studiów. Ale mnie przed nosem stoją cały czas Niemcy i Amerykanie, ta ich umiejętność wydobywania z tłumu rzeszę zdolnych inżynierów, projektantów. My też potrafimy, wygrywamy konkursy informatyczne, budujemy łaziki marsjańskie. Coś się dzieje z przełożeniem tego na rzeczywistość. Mój ojciec mówi, że jest to po prostu brak pieniędzy w państwie.Może i ma rację.
    Ps. PAKu!
    Ja czytam Twoje wpisy, ale mnie jest czasami tak ciężko cokolwiek skomentować, a nie chcę pisać, aby pisać. Ale czytać czytam.

  9. Nie przegap Torlinie

    http://wyborcza.pl/1,75248,10993732,Politechniki_wygrywaja__8_7_kandydata_na_miejsce.html

  10. Edwarze!
    Idziemy na Politechnikę Warszawską?
    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,6534244,Politechnika_Warszawska_jest_dla_dziewczyn.html

  11. Torlinie,
    po pierwsze, to mamy w Polsce parę wylansowanych sukcesów naukowych (ech, mam wątpliwości, co do tego słowa, ale rozwinąć trzeba by je było w całą notkę), co nie znaczy, że jako odbiorca mediów wiesz o wszystkim — parę dni temu kolega nam rozsyłał linka do informacji gazetowej: „w Londynie mają skaner do skanowania twarzy i go używają”. Rozsyłał rozbawiony i rozeźlony, bo w Gliwicach dokładnie taki sam skaner też działa (a może i parę innych w Polsce — też nie wiem), ale polskiej prasie łatwiej jest zrobić newsa z Londynu. Parę razy też się łapałem na tym, że ogólnopolskie media podawały jako news naukowy uruchomienie laboratorium, zachwycając się jakie drogie i jakie nowoczesne, gdy ja znałem równie dobre, choć może tańsze pracujące w tejże Polsce od paru lat i przez media zupełnie ignorowane.
    Po drugie, wyławianie — do czego? Gdy widzę ludzi, których potrafi zatrzymać u siebie uczelnia, to jest to czołówka roku. Owszem, „biznes” kusi i to nie jest tak, że 100% najlepszych zostaje w nauce — raczej 30-50%. Ale to i tak całkiem sporo. Problem więc nie tyle może w wyłuskiwaniu, co z wykorzystaniem tej ludzkiej energii.
    Zapewne Twój Ojciec ma rację, choć chyba nie całą — nie tylko pieniądze są ważne, ale i biurokracja. Byłem kiedyś na spotkaniu z niemieckimi odpowiednikami, którzy narzekali, jak to jest u nich źle, bo w Niemczech czeka się na pieniądze na badania nawet trzy miesiące. Polacy na sali zaczęli się zwijać ze śmiechu. Po chwili ktoś wytłumaczył, że u nas półroczne oczekiwanie na jakąkolwiek informację o finansowaniu, a niemal roczne na pieniądze uchodzi za wyjątkowo krótkie…

    PS.
    Nie ma obowiązku komentowania notek 🙂 Zresztą łapię się na tym, że ostatnio mniej chce mi się pisać — chyba sam widzisz, że prawie wyłącznie publikuję cytaty z różnych źródeł?
    (Nawiasem mówiąc, może system przepuści linka i prywatę — cytaty często pojawiają się wcześniej w podręcznym notatniku — można korzystać, niekoniecznie komentując 🙂
    http://pakcytaty.wordpress.com/ )

  12. PS.
    Może już nie powinienem, bo notka stara, ale przerabiam ‚bulwers’ 🙂
    Otóż pomagam w prowadzeniu przedmiotu. Na politechnice. Wczoraj studenci pisali kolokwium. Parę zadań było ‚moich’ — i wymyślonych i sprawdzanych przeze mnie. I, przepraszam, ale młódź studencka ma problemy z myśleniem.
    Otóż dobrze im wychodzi przytoczenie wynotowanych formułek — nauczyli się. Ale już zadanie ‚na myślenie’, gdzie wystarczy ruszenie głową by dostać 4, a nawet 5, przy wyższej inteligencji, stanowi barierę dla większości nie do pokonania.
    Nie wierzę, by nie potrafili. Mam wrażenie, że są zbyt leniwi. Ale też może być i tak, że odzwyczaili się, że rusza się głową na egzaminie.
    Może gdzieś tu leży problem?

  13. PAK – to co piszesz o studentach jest niestety prawdą. Ja studiowałem stosunki międzynarodowe i widziałem to samo u siebie. 90% osób najwięcej energii poświecała na notowanie tego co mówi wykładowca. Wykładowca mógł wyjaśnić na pięciu przykładach dane zjawisko, to wszyscy notowali opis każdego przykładu. Wiadomo: trzeba zakuć później. A mówię o przedmiotach, w których osoba nieźle orientująca się w historii, polityce itd powinna poruszać się po ciemku bez zakuwania. Ale i druga strona medalu: nieliczni wykładowcy doceniali studentów, którzy „mieli coś do powiedzenia”. Na wielu testach, aby zdać, trzeba było mieć jednak zakute bardzo konkretne rzeczy, nawet cytaty z wykładów, bo jeśli się ich nie znało, to żadne myślenie świata nie było pomocne. Dla egzaminatorów to ułatwienie: bo zamiast analizować czyiś proces myślowy, lepiej odpytać z betonu. Moim zdaniem nasza cała edukacja poddała się procesowi grawitacji: płynie tam gdzie lepiej, łatwiej. Gdzie się podziali profesorowie, dla których przedmiot był pasją? Owszem, są jeszcze, ale w mniejszości i tępieni. Bo dzisiaj zapotrzebowanie jest na urzędników akademickich – ludzi, którzy doskonale orientują się w papierologii i „strukturach dowodzenia”, sam kontakt ze studentem jest na odległej pozycji. Choć przyznam, że paru akedemików wspominam naprawdę pozytywnie.

  14. Boj. Toż obydwaj piszecie to samo co ja, tylko innymi słowami. Miło Was czytać.

  15. Biorąc w obronę młodych – młodzież jest lepsza od szlifującej bylejakość postawy życiowej szkoły, oraz ogłupiającej masowej propagandy. Trzeba stalowego charakteru by zachować siebie i kształcić się w poprzek ideologicznej masy kształtującej nowego człowieka. Wiem z praktyki, że studia I stopnia dostarczają widzy na poziomie dawnej szkoły średniej. 2 letnie uzupełniające studia magisterskie nie zastąpią 5 letnich.
    Szkoła kształci niedouczonych roszczeniowców. Wykłady prowadzone w formie internetowego bloga produkują rzeszę 30 letnich „dzieci” singli (modny slogan) bezwstydznie żerująch na garnuszku rodziców.
    Stare pryki niczym Piotruś zamiast świecić przykładem mękolą na blogach o złej młodzieży.

  16. Tak si sk ada, że s ucha em nie tak dawno temu wywiadu z Bratkowskim, bodaj w TOK FMie, czy może w Trójce, nieważne.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: