Napisane przez: torlin | 25/01/2012

Kup pan wyspę

Na ogłoszenie wpadłem przez przypadek w Internecie. Wcale go nie szukałem. Ale zainteresowało mnie od razu jakąś sprzecznością w sobie. Zajrzyjcie proszę TU i zobaczcie, z jednej strony autor anonsu pisze, że: „JEDYNA TAKA W POLSCE WYSPA 88ha , połączona groblą ze stałym lądem na największym Polskim jeziorze , z punktami widokowymi, plażami i lasem”, a z drugiej: „Lokalizacja: województwo: mazowieckie, miejscowość: Serock”. Wydawałoby się, że wyspa jest na Zalewie Zegrzyńskim, gdyby nie dalsza informacja ” położona w centralnej części Mazur”. Ale mniejsza o większość. Mnie bardziej zainteresowało coś innego.

Następuje odgradzanie Polski od jezior, rzek, brzegu morza. Ludzie wykupują tereny nadbrzeżne i jak to jest w polskim zwyczaju natychmiast to grodzą, odcinają się od wszystkich obcych, jakby w okolicy grasowali tylko szkodnicy i mordercy. Nie można kajakiem podpłynąć do pomostu na chwilę, bo zaraz się usłyszy: „To teren prywatny, proszę odpłynąć”. „Przecież panu nie zjem tego pomostu, chcę chwilę poleżeć”. „To proszę sobie poleżeć gdzieś indziej, to jest prywatny pomost”.

W Polsce powinno być powołane nowe prawo, nie wiem jak go nazwać – „prawem przejścia”? Tak jak jest w lecie w Alpach, przez prywatne tereny poprowadzone są trasy znakowane i każdy ma prawo przejść przez prywatne podwórko i nikt nikomu nie zwraca uwagi. To samo jest z narciarzami.

Nie podoba mi się ta nowa kapitalistyczna tendencja.

Reklamy

Responses

  1. Prawo przejścia – TAK! Prawo okupacji i obsikacji – NIE!

  2. Nie wiem, czy ten przepis jeszcze obowiązuje, ale był kiedyś zakaz zamykania dostępu do brzegu wody. Choć zdaje się, że dotyczył wód bieżących, które w przeciwieństwie do jezior nie mogą być prywatną własnością. Całe szczęście, że przynajmniej lasy w Polsce są w większości państwowe.
    Na tej wyspie zdarzało mi się przed laty biwakować podczas rejsów pod żaglami. Miłe to było miejsce.

  3. Zaraz, zaraz…
    Wydaje mi się, że w PL jakiś tam kilkumetrowy pas pomiędzy linią wody a działką pozostaje do dyspozycji odpowiedniego urzędu państwowego?
    A nadużycia opisane przez Ciebie Torlinie niekoniecznie są „kapitalistyczne”. Prawo dziedzica do wód i lasów za feudalizmu było silne. Jakieś tam prawa penetracji mieli chłopi odrabiający na rzecz Pana pańszczyznę, ale wara od lasu i wody innym.
    Coś tam Sejm I Rzeczpospolitej uchwalał w sprawie jazów i młynów, aby zabezpieczyć swobodę spławiania produktów folwarcznych.
    Jednym słowem chyba nie za wszystko, co Ci nie leży odpowiada kapitalizm?

  4. Tes Teq

    Jest w Beskidzie Niskim sztuczne jezioro. Spiętrzono tam wody Wisłoka (nie mylić z Wisłoką). Obowiązuje tam zakaz kąpieli. Ba nawet ogrodzono częściowo brzegi.

    Cóż, parcie do wody jest silne. Przed paru laty zbliżyłem się do tamtejszego brzegu. Pełna okupacja i masowy kolportaż prasy na runie leśnym.

  5. Jeśli tylko Mazowsze (poprzez np. mazurzenie?) leży na Mazurach, a Serock jest inną nazwą Pisza, to z pewnością chodzi o Zalew Zegrzyński, jako centralną część jeziora Śniardwy. To się zdarza.
    Co do Twego prawa, Torlinie, to jest ono święte, tylko (za TesTekiem dodam) bez wysracji, naśmieciacji i The Doda niepuszczacji. Pewnie nie zjesz mi tego pomostu i gotówem Cię tam znosić, gdy pozwolisz mi.. A bo ja wiem?! Pochować mojego kota w swoim ogródku?
    Przyznam ci święte prawo przejścia, tylko przestań jeździć tym cholernym skuterem po tym cholernym jeziorze przez całe cholerne lato ty cholerny nuworyszu!
    Tak wygląda to prawo od drugiej strony 😉

  6. A w takiej Szwecji kazdy ma prawo nawet zanocowac na twojej posesji o ile uprzedzi cie o tym i nie bedzie sie zachowywal w sposob zaklocajacy twoje zycie. Sam to zreszta sprawdzilem i naprawde tak jest. Z tym, ze trzeba oczywiscie wziac poprawke na wielkosc Szwecji i slabe zaludnienie, wiec widok czlowieka w niektorych miejscach jest milym urozmaiceniem i okazja do wzajemnej libacji(tez przetestowalem).:-)

  7. „Jednym słowem chyba nie za wszystko, co Ci nie leży odpowiada kapitalizm?”
    .
    Zauważyłem, Edwarze, że wymienienie kapitalizmu w negatywnym kontekście działa na ciebie jak płachta na byka…
    Niemniej jednak coś jest na rzeczy, bo świętość własności prywatnej to fundamentalna zasada kapitalizmu właśnie. W feudalizmie chodziło raczej o prawo do czerpania pożytków z posiadłości, a nie o wstęp na jej teren.Żaden szlachcic by się nie żołądkował, że ktoś tam się włóczy po jego dziedzicznych nieużytkach.

  8. też słyszałem o prawie pasa przybrzeżnego. A uskuteczniając spływy kajakowe słyszałem kiedyś o prawie wodnym, którego w szczegółach nie kojarzę, ale chodzi w nim podobno o to, że nie można wygonić kogoś, kto wkracza na pomost z wody nie wchodząc głębiej na teren. Jest to wymyślone ze względów bezpieczeństwa, bo np. kajakowicz ma prawo poczuć się źle, mieć zawroty głowy itd, a pomost może mu uratować życie. Trzeba by to sprawdzić.

    martwi mnie to grodzenie, ale nie tylko z punktu widzenia ludzkiej przyzwoitości. Co mają powiedzieć zwierzęta, którym odcina się dostęp do źródeł wody? Wiele zwierząt nie może migrować, inne mają utrudnione pozyskiwanie żywności czy rozmnażanie… tylko po to, by jakiś wielki warszawiak mógł sobie dwa razy w roku posiedzieć w swojej daczy z dala od „pospólstwa”.

  9. Dz.U. 2001 Nr 115 poz. 1229 USTAWA z dnia 18 lipca 2001 r.
    Prawo wodne
    Art. 10.
    2. Wody stanowiące własność Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego są wodami publicznymi
    .Art. 27.
    1. Zabrania się grodzenia nieruchomości przyległych do powierzchniowych wód publicznych w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar.

  10. Pawle

    Narzekanie na kapitalizm stało się czymś w rodzaju wydziwiania nad latem w lecie, nad zimą w zimę, nad wiosną w wiosnę czy narzekania na Służbę w salonie a na Państwa w czeladnej.

  11. „Narzekanie na kapitalizm stało się czymś w rodzaju wydziwiania nad latem w lecie…”
    .
    Jak dla kogo.
    Nie chcesz chyba twierdzić, że kapitalizm – nie kapitalizm jako taki, lecz jego bieżąca wersja, w której żyjemy – jest zewsząd doskonały i taki powinien zostać na wieki wieków amen?
    A jeśli uznajemy, że ma jednak wady, to krzywienie się z niesmakiem, że ktoś narzeka, jest chyba niestosowne.

  12. Wiesz Pawle doskonale, że tak nie chcę twierdzić.

    Tyle, że moim zdaniem odruchowe powiązanie przez Torlina grodzenia brzegów i panoszenia się właścicieli na pomostach z „aż kapitalizmem” wydało mi się przesadą retoryczną.
    ………………………………………………………..

    Można się zabawić i przywołać w tej sprawie (AŻ!) analogię do nie tak jeszcze dawno obserwowalnego w Europie konfliktu wędrowników, czy to pasterzy ze stadami czy to np. Cyganów z ludnością osiadłą.

    Można by przypomnieć sobie regulacje, jakie wtedy stosowano i nadużywano.

  13. A ja twierdzę, że kapitalizm, stawiając prywatną inicjatywę i prywatną własność na piedestale, co skądinąd jest korzystne dla pomyślności ekonomicznej, stwarza klimat mentalny, który zwiększa prawdopodobieństwo postaw opisanych przez Torlina. Legitymizuje je.
    W Polsce za socjalizmu zjawisko to również występowało, ale było raczej czymś wstydliwym i w potocznej opinii niestosownym. I chyba nie jest przypadkiem, że opisane wyżej przez miziola regulacje istnieją właśnie w Szwecji, czyli kraju może najbardziej w Europie socjalistycznym.
    Oczywiście byłoby nonsensem stwierdzenie, że „z winy kapitalizmu” nie mogę się opalać na brzegu jeziora. Ale też Torlin niczego takiego nie napisał.

  14. Powszechna dostępność wybrzeży, lasów + plus obyczaj oszczędnego grodzenia terenu wynika w Szwecji z tradycji starszej niż Szwedzki „socjalizm”. Wywodzi sie to z „chłopskości” skandynawskiej kultury i jej bardziej niz na Kontynencje kolektywnego charakteru. (Dania jest trochę inna).

    Dostępności tej towarzyszy „dyskrecja” a więc… jak najdalej od domu czy domku właściciela, nie za długo i nie za wielu jednoczesnie.

    Pojawiały się i pojawiają często protesty i skargi zarówno jeśli idzie o eksploatację runa leśniego jak i pewne formy sportowo -turystycznego wykorzystania terenów leśnych.

  15. nie wiem czy grodzenie wynika z kapitalistycznych przesłanek. W Anglii, ojczyźnie kapitalizmu, ogrodzenia stosuje się rzadko. Małe miejscowości to dobry tego przykład: dziesiątki domów oddzielonych niskim (półmetrowym) murkiem, lub nie oddzielone w ogóle. Na teren cudzy wejść nie można, ale nikt nie stawia tam zasieków aby to uniemożliwić. I z tego co wiem, przejście brzegiem jeziora lub rzeki bez naruszania integralności czyjegoś terenu (bez podwędzania czegoś na przykład) raczej nie skutkuje ściganiem. To chyba raczej kwestia dojrzałości. My ciągle jeszcze mamy mało i szukamy każdego symbolu za pomocą którego moglibyśmy podkreślić, że mamy coraz więcej i że jest to nasze. Nasze, nasze i tylko nasze…

  16. W różnych krajach bywa różnie. Nie byłem w USA, więc piszę to na podstawie cudzej relacji. Na tamtejszym Środkowym Zachodzie też się nie ogradza, ale broń Panie Boże wejść na teren prywatny bez zgody właściciela. Można nawet kulkę dostać.

  17. Piotrusiu!
    Dzięki za przypomnienie. Czyli znowu – prawo swoje, a nasze „jednostki osobnicze” swoje.
    Tes Tequ!
    A Prawo Dodacji jest przyjmowane?
    Onibe!
    Dzięki za przykłady angielskie. Ja mam dziwny przykład w swojej Dąbrówce (która jest częścią Warszawy – przypominam). Otóż jest u nas dość duży teren z wielkim stawem, do którego nie ma dojścia. Działki otaczające ten teren wielkim okręgiem (który w środku jest pusty, jak mówiłem, ze stawem) odgradzają go szczelnie od niepożądanych gości, wysokie płoty, bramki, elektryczne otwieranie, można powiedzieć ciąg grodzeń na przestrzeni 3 – 4 kilometrów w formie koła. Pomiędzy działkami z boku płoty są iluzoryczne, nazwijmy to od Twojego opowiadania – angielskie. Ale co najciekawsze, od strony stawu żadna działka nie ma nawet iluzorycznego odgrodzenia, wszystkie są otwarte wgłąb.
    Pawle i Edwarze!
    Dziękując Pawłowi za słuszną obronę mojej czci 😀 chcę powiedzieć, że ten „motyw kapitalistyczny” pojawił się u mnie jako reperkusje socjalistycznego (bo nie komunistycznego) wychowania. Kiedyś wszystko było wspólne i od czasu do czasu mimochodem, nawet o tym nie wiedząc, wyłazi ze mnie wielbiciel „socjalizmu ludowego”.

  18. Torlin: „Kiedyś wszystko było wspólne i od czasu do czasu mimochodem, nawet o tym nie wiedząc, wyłazi ze mnie wielbiciel socjalizmu ludowego”.
    .
    A ty się tego wstydzisz?

  19. A bo ja wiem, Pawle? Zadajesz mi strasznie trudne pytania. Bo z jednej strony jestem wielkim zwolennikiem gospodarki kapitalistycznej, z drugiej, jak mam do czynienia z nuworyszowskimi butnymi zarozumialcami, to mam tego kapitalizmu po dziurki w nosie.

  20. Tak. Niewątpliwie wszystko było wspólne z czasach, kiedy nic nie było.
    ……………………………
    Nuworysze?
    Nuworyszy da się uniknąć tylko w stabilnym zaprojektowanym przez Platona polis.
    Arystokratyzm socjalistyczny Was dopadł Panowie?

  21. „Arystokratyzm socjalistyczny Was dopadł Panowie?”
    .
    Skąd ta liczba mnoga? Ja kapitalizmu, owszem, nie lubię, ale z innych powodów niż podane przez Torlina. Przy tym – nie lubię, lecz na dzień dzisiejszy nie widzę dla niego korzystniejszej alternatywy.

  22. Przepraszam. Faktycznie. Arystokratyzm to do Torlina.

    1. Miasta w których dominują „krakowienie” czy „warszawiacy” 3 pokolenia są w stanie regresu lub stagnacji.

    2. Społeczeństwa w których klasa nuworyszy nie nadaje tonu są w stanie stagnacji lub regresu.

  23. A propos lubienia i nielubienia kapitalizmu. Po pierwsze, myślę, że należałoby najpierw określić, co w naszej dyskusji nazywamy kapitalizmem, a co socjalizmem. Oba pojęcia są nieostre.
    A po drugie, czy nie uważacie, że kapitalizm stał się – w każdym razie w niektórych środowiskach – fetyszem? Człowiek, który deklaruje, że jest przeciwko lub że go po prostu nie lubi, czyni to z niejakim skrępowaniem i odczuwa potrzebę obłożenia tej opinii różnymi zastrzeżeniami. Sam się na tym przed chwilą przyłapałem.
    Trochę to mi brzmi jak typowa kwestia: „Ja nie jestem antysemitą, ale ci Żydzi… i.t.d.”.

  24. Definicja niedokończona:
    Kapitalizm to stan idealny, którego nigdzie nie ma i nigdy nie było. To łączy go z komunizmem.
    W literaturze, którą czytam, w mediach, z których korzystam krytyka kapitalizmu dominuje. Nie wypada komuś, kogo w czasie pobytów we Włoszech kelnerzy tytułują Z mojego punktu widzenia to ja deklarując sympatię do tego ideału znajduję się w sytuacji gniecionej nieco mniejszości. Zwłaszcza, że ostatnie przejściowe perturbacje podobno kapitalizm dyskredytują.
    Ulgą jest PL w czasie pobytów tam najczęściej w otoczeniu prokapitalistycznym.

  25. Torlinie – ja dziwny przykład pamiętam też z własnego archiwum. Kiedyś, podczas remontu płotu pomiędzy nami a sąsiadem, niechcący postawiłem nogę na jego terenie (akurat przęsło zdejmowaliśmy). Się wtedy nasłuchałem 😉

    teraz pomyślałem, że to zawłaszczanie natury może być naturalną próbą przedłużenia procesów, które dzieją się w miastach: grodzenia blokowisk i wystawiania przy nich budek ochroniarzy, grodzenia parkingów, wydzielania terytoriów o uprzywilejowanym dostępie itd. Jest spora grupa ludzi, która funkcjonuje w obrębie „stref zabezpieczonych” niemal bez odpoczynku. Mieszkają w strzeżonych domach, do pracy (w strzeżonym biurowcu) dojeżdżają własnym autem, które zostawiają na podziemnym parkingu itd. Taki ktoś jak kupi sobie działkę na Mazurach to pierwsze co zrobi, będzie próbą przeniesienia tam wielkiego miasta… Ale to tylko myśl.

  26. To nie jest myśl Onibe, to jest prawda. Będzie miał kominek, dywan, lodówkę, zmywarkę, a jak bogatszy to basen z sauną, kortem i końmi pod wierzch. I usiądzie sobie na leżaczku i powie: „Nie ma to jak wiejskie powietrze”. A tu zajedzie gnojówką. „To skandal” – krzyknie, „to w Warsiawie jest lepsiejsze powietrze”.

  27. Edwarze!
    Nie myl stosunku do kapitalizmu do mojego odniesienia do – nazwijmy to – kapitalistów. I dyskutowaliśmy na ten temat po wielokroć. Gospodarka kapitalistyczna działająca w ramach regulacji państwa jest właściwie jedyną formą gospodarowania dającą zysk, rozwój społeczeństw (zarówno w formie inicjatywności ludzi, jak i jego zamożności). Tymczasem większość mi znanych osób, które osiągnęły sukces finansowy, to są ludzie z jedynie galwaniczną warstewką kultury, poniżający (lub niezauważający) innych ludzi, odgradzający się od innych ludzi. Jeden z członków mojej rodziny doszedł do sporych pieniędzy i od razu awansował na człowieka, który najlepiej wie, jak się robi torty, wie gdzie jest jakaś uliczka w Walencji, chociaż w ogóle tam nie był, on najlepiej załatwia wszystko i wszyscy absolutnie źle coś robią, on by to zrobił lepiej.
    Nowi książęta feudalni.

  28. to taki syndrom uchodźcy – wskazujemy palcem Turków czy Marokańczyków, którzy uciekają ze swoich krajów na Zachód, a potem budują tam getta, każą kobietom nosi kwefy i kamieniują za cudzołóstwo ;-). A jak się bliżej przypatrzeć, to przecież jest to częścią tej samej siły, która owemu warszawiakowi każe przenosić swoją warszawę w miejsca, które są cenne z racji odległości od niej… Nasze życia często są wypełnione relacją prób uwolnienia się z przyzwyczajeń do ich wdrożeń…

  29. „większość mi znanych osób, które osiągnęły sukces finansowy”

    Należę do tej grupy.

    Znam jednak wielu ludzi średnio zamożnych. Jakiejś specjalnie wielkiej różnicy, jeśli idzie o kabotynizm pomiędzy bogatymi i średnimi nie udało mi się spostrzec.

    Ba nawet znani mi ludzie ubodzy bywają równie głupi i bez gustu jak średniacy i bogacze. Biedacy mogą też być równie wrażliwi i subtelni jak arystokraci z Prousta. 😀

  30. „większość mi znanych osób, które osiągnęły sukces finansowy”

    Należę do tej grupy.
    Znam jednak wielu ludzi średnio zamożnych. Jakiejś specjalnie wielkiej różnicy, jeśli idzie o kabotynizm pomiędzy bogatymi i średnimi nie udało mi się spostrzec. Ba nawet znani mi ludzie ubodzy bywają równie głupi i bez gustu jak średniacy i bogacze. Biedacy mogą też być równie wrażliwi i subtelni jak arystokraci z Prousta. 😀

  31. Przypadkiem najzupełniejszym żem się ostatniemi czasy zajmował procesami grodu Twego, Torlinie, z posesyjonatami nadbrzeżnych włości, a spór szedł o to czyją własnością być winny namuliska rzeczne brzeg przesuwające na korzyść właścicieli parcel nadbrzeżnych. I oważ historia mię ku temu przywiodła, że tragicznem by było, gdyby owemi pasami nadbrzeżnemi miała jaka zarządzać wspólnota, bo tu do najostatniejszej by można przyjść było (i przychodziło!) durmoty, samowoli i lekce sobie ważenia obywatelów… Rzecz jest, jak mniemam, w zasadzie odwrotną: jak skutecznie przepisu tu przywołanego o tem 1,5 metrowem dostępie egzekwować?
    Kłaniam nisko:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: