Napisane przez: torlin | 09/02/2012

Inspirująca nieprawda

Czy nieprawda może być inspirująca? To jest według mnie bardzo ciekawe zagadnienie. Przy ostatnim komentarzu Pawła postanowiłem napisać kawałek cytatu z „Legendy Panońskiej”, wszedłem na stronę historycy.pl i zupełnie ad hoc przeczytałem komentarze dotyczące dawno zapomnianej książki Janusza Roszki „Pogański książę silny wielce”. Większość niesłychanie krytykowała autora za „reportażowość”, brak głębszych refleksji, wyciąganie korzystnych dla tez autora wniosków z niepewnych danych. Ci, którzy znają tę książkę mówią, że autor nigdy nie robił z siebie specjalisty, był od zawsze reporterem i taka jest ta książka.

Ale jeden z wpisów zapadł mi specjalnie w pamięć, bloger o nicku Byk2009 w swoim świetnym komentarzu (TU) pisze: „Po przeczytaniu tej książki, zainteresowałem się tematem początków państwa polskiego, skąd się wzięło? A stąd już tylko krok do pytania, a skąd się w ogóle wzięli Słowianie? Wcześniej, wiedziałem tylko to, czego uczyli w szkole: Lech-Czech i Rus – Piast Kołodziej – Mieszko I i chrzest Polski – Bolesław Chrobry i KONIEC TEMATU.
Rozumiem, że dla profesjonalnych historyków, czy archeologów książka Roszki jest słaba, uproszczona i jeszcze w dodatku zawiera być może błędne koncepcje. Ogólnie rzecz biorąc – irytuje, tak jak mnie irytują seriale telewizyjne o tematyce medycznej (odbiegające o lata świetlne od rzeczywistości). Jednak dla takich jak ja historyków amatorów/hobbystów była/jest nieocenionym źródłem „inspiracji historycznej”„.

Spojrzałem teraz do książki, mam ją do dziś, data wydania 1970, czyli miałem 19 lat. To właśnie ta książka rozbudziła moją namiętność historyczną, zaczytywanie się w tekstach źródłowych, opisach, analizach. I dla mnie nieważne jest, że autor nie miał racji, że jego sugestii nie potwierdzają ani archeologowie, ani badacze starych dokumentów.

Jakże ważne jest rozbudzenie w młodym człowieku zainteresowań. Nie zapomnę, jak siadałem ze swoją ukochaną ciocią na przyzbie na Suwalszczyźnie i słuchałem jako mały chłopiec opowieści o gwiazdach, kometach, planetach, Słońcu. To zostaje na całe życie

Reklamy

Responses

  1. Torlinie, pozwalam sobie tu zamieścić komentarz do poprzedniego wpisu.
    .
    „A w ten sposób tłumaczymy wszelką kolonizację. A tak popatrzmy np. na Łotwę, jest ich 2,2 miliona, z tego 62 % Łotyszy, a 27 % Rosjan. Może się zdarzyć, że Rosjan będzie więcej, wtedy będą mieli przewagę w ichnim parlamencie i będą mogli przeprowadzić np. likwidację „łotewskości” na tych terenach. I co im kto zrobi?”
    .
    Nie jestem pewien, co masz na myśli, pisząc: „w ten sposób”. Czy to jest nawiązanie do przywołanego przeze mnie przykładu kolonizacji amerykańskiego Zachodu? Jeśli tak, to porównujesz rzeczy nieporównywalne. Tam było to zajęcie przez białych osadników bardzo słabo zaludnionych terenów, których autochtoni byli pod względem cywilizacyjnym ze trzy tysiące lat do tyłu. Łotwa nie była słabo zaludniona i kulturowo co najmniej dorównywała Rosji. W dodatku skolonizowali ją Niemcy, później Szwedzi, a Rosja jedynie przechwyciła tę kolonię.
    Łotwa jest krajem demokratycznym i członkiem Unii Europejskiej, trudno więc sobie wyobrazić „likwidację łotewskości” (na czym by to miało polegać?) . Nawiasem mówiąc, w ostatnich latach to akurat Łotysze próbowali u siebie „likwidować rosyjskość”, i nie bardzo im wyszło. Czy uważasz, że w jednym kierunku jest to słuszne i sprawiedliwe, a w przeciwnym nie?

  2. Potwierdzam Torlinie z własnego doświadczenia. Mógłbym podać wiele przykładów, ale najoczywistszym jest dla minie przykład Sienkiewicza i Ukrainy. Najpierw mi Ogniem i mieczem czytano, potem czytałem to sam. Mogę powiedzieć, że była to dla mnie podstawowa narracja dzieciństwa.

    Wynikiem tego jest mój zabarwiony nieomal nacjonalizmem klasyczno Rusiński stosunek do Ukrainy. Psychicznie Ukraina stała się dla mnie drugim krajem urodzenia. Mimo że nie znam czynnie języka ukraińskiego a rozumiem go w stopniu, w jakim rozumie go osłuchany Polak jestem na tyle Ukraińskim patriotą, że nie ma roku bym tam nie był. Obserwuję też u siebie wrogość wobec Polskich wycieczek Szlakiem Bohaterów Trylogii czy Hej Kresy nasze Kresy.

    Takie cuda potrafi z człowiekiem wyczyniać narracja.
    ………………………………………..

    I jeszcze do poprzedniego wątku.

    – Łotewskość zagrożona. – Piszesz.

    Podejrzewam że „Łotysze” też kogoś z tamtych ziem wyparli.

    Pewnie Ugrofinów.

    Nic im za to nie możemy zrobić. Jest to na pewno problem dla człowieka wyrosłego w Łotewskich narracjach.

    Popatrzmy na to jednak z orlej perspektywy.

    Wiemy, że niewiele brakowało a Peloponez i prawie cała obecna Grecja mówiłaby w języku słowiańskim. Pomyśl. Zamiast pogrążonej w kryzysie bankrutującej Grecji mogła zaistnieć na jej miejscu druga Polska, dynamiczny bogacący się, pracowity kraj Europy.

    Czy nie szkoda, że nie udało się zeslawinizować Grecji?

  3. Dana: „Mogę powiedzieć, że była to dla mnie podstawowa narracja dzieciństwa. Wynikiem tego jest mój zabarwiony nieomal nacjonalizmem klasycznorusiński stosunek do Ukrainy.”
    .
    Ciekawe. Czy mógłbyś wyjaśnić, w jaki sposób Sienkiewiczowska narracja przełożyła się u ciebie na niechęć do polskich nostalgii kresowych?
    Muszę dodać, że ja tę niechęć podzielam, ale na pewno nie pod wpływem Trylogii.
    .
    Wracając do poprzedniego tematu, mam wrażenie, że Torlin odwołuje się, świadomie czy nieświadomie, do nader mętnego pojęcia sprawiedliwości dziejowej.

  4. Nie jest to żaden paradoks.

    Po pierwsze Sienkiewicza czytano mi i sam czytałem z aprioryczną sympatią. Nie odepchnął mnie jego stylizowany język. Bohun odkąd pamiętam miał moją sympatię.

    U podłoża wszystkiego leży chyba takie zdarzenie:

    Jestem 8 letni jak zwykle chory. Nie poszedłem, więc do szkoły. Już parę książek samodzielnie przeczytałem, ale nadal lubię być rozpieszczany przez dorosłych lektorów. Mama w pracy. Przy moim łóżku siedzi przyszywana ciocia. Taka ciocia drypcia. Jeszcze nie znam jej historii. Poznam fragmenty jej życiorysu nieco później. Ciocia drypcia była pierwszą nauczycielką muzyki dla mojej matki. Jej kwalifikacje nie były ogromne, ale niezłe. Była nauczycielką wykształconą jeszcze za Austrii na poziomie szkoły średniej. Jak wybuchła Polska okazało się, że jako Rusinka jest elementem niepożądanym w szkołach w Stanisławowie. Przeniesiono ją do szkoły, którą kierował mój dziadek. Była zewnętrzne całkowicie niby Polska z tym, że unitka.

    Otóż ta ciocia siedząc przy moim łóżku doszła w głośnej lekturze do dyskursu pomiędzy Chmielnickim a Skrzetuskim na temat przyczyn i sensu tamtej wojny. Był to pierwszy dyskurs polityczny, który zapamiętałem i chyba zrozumiałem jakoś. Trudno mi teraz powiedzieć jak głębokie było to zrozumienie, bo potem wielokrotnie jeszcze sam czytałem ten fragment. W każdym razie coś ciągnęło mnie do tej lektury. Nie wykluczam, że ciocia czytała tak, że musiałem go dobrze zapamiętać.
    A potem to już jakoś ta sympatia do granic utożsamienia sama się rozwijała. A powinno być przeciwnie. Prawie wszyscy z mojej rodziny w pokoleniu dziadka byli jakoś zaangażowani w wojnę Polsko Ukraińską, w obronę a to Przemyśla, a to Lwowa, w marsz do Zbruczu a właściwie aż do Kamieńca Podolskiego itp.

    Tak, więc pisarz pisze a lektor treści nosi.

  5. Zapomniałem zinterpretować wrogość do sienkiewiczowskiej turystyki.
    Oni po prostu według mnie ŹLE ROZUMIEJĄ SIENKIEWICZA. Ot, co! Na pohybel psubratom i ich przewodnikom.

  6. „Oni po prostu według mnie ŹLE ROZUMIEJĄ SIENKIEWICZA.”
    .
    Czy jest jeden właściwy sposób rozumienia Sienkiewicza? Jak to rozstrzygnąć, skoro z samym Sienkiewiczem sobie nie pogadamy?
    Ja Sienkiewicza podziwiam jako wirtuoza literatury, ale bardzo go nie lubię jako ideologa.

  7. ŹLE to znaczy inaczej niż ja. 😀

  8. Bardzo ciekawa dyskusja i muszę przyznać, że wysoko ustawiliście poprzeczkę. Ale przykład Sienkiewicza i Trylogii, aby pewne rzeczy opisać – jest znakomity. Zaczytywałem się w tym autorze od najmłodszych lat, jak tylko zacząłem sprawnie czytać, pamiętam, że drugą serią moich ulubionych książek były Curwooda „Łowcy wilków”, „Łowcy złota” i „Łowcy przygód” (ja wiem, że to nie JOC). Ale wracając do Sienkiewicza, Trylogia w sposób wspaniały scaliła wiele prądów kiełkujących w moim mózgu w jedną całość.
    1. atmosfera przygody, dzikich stron, historyczne detale, niesłychanie krwiste postaci,
    2. co na mnie zawsze niesłychanie działało, to humor, powiedzeń Zagłoby używam często, a moim ulubionym jest: „Boże, ty to widzisz i nie grzmisz”,
    3. Baśń. Czytając te książki czułem atmosferę nierealności, baśniowości, za siedmioma górami i siedmioma rzekami stała stanica o nazwie Chreptiów. Dlatego tak dla mnie bliskie są sobie: Trylogia i Saga o Wiedźminie, są w identyczny sposób napisane.
    4. Nostalgia za kresami, wyidealizowanymi, nieprawdziwymi, coś na kształt przeciwieństwa „Bożej podszewki” czy „Doliny Issy”, pokazujących prawdziwy obraz idylli. Czyta się o Bohu czy Stryju tak, jak ja „wspominam” „swój” Babsk na Podolu, który moi przodkowie sprzedali w 1750 roku. Takie sobie wspominki jak za utraconą młodością, bez przełożenia na rzeczywistość.
    Reasumując – jeżeli ktoś mówi na temat jednego z tych punktów, mówi prawdę, ale nie całą. A wyjazdom nostalgicznym do np. Chreptiowa się nie dziwię, czym to się różni od moich poszukiwań w Rumunii Sermisegetuzy.

  9. „…za siedmioma górami i siedmioma rzekami stała stanica o nazwie Chreptiów”.
    .
    Ja też długo tak to czułem. Dopóki w ramach obowiązków zawodowych nie zapoznałem się dość dokładnie z topografią zachodniej części Ukrainy. Po części także z autopsji. Przestała być dla mnie egzotyczna.
    Mnie w „Ogniem i mieczem” irytuje sposób, w jaki Sienkiewicz ukazuje Kozaków. Nie chodzi mi o to, że są u niego okrutni, że palą, gwałcą i mordują, bo rzeczywiście to robili. Ale na przykład o to, że rozpoczynający powstanie Chmielnicki na wszelki wypadek prosi swojego więźnia Skrzetuskiego o wstawiennictwo, gdyby coś poszło nie tak. Że kozaccy posłowie do Wiśniowieckiego truchleją i padają na kolana przed jego książęcym majestatem, że kiedy pod Machnówką Kozacy zaczynają przegrywać bitwę, wówczas: „Pomyłujte Lachy, pomyłujte pany – rozlegało się coraz żałośniej”. Albo jedna z najmocniejszych moim zdaniem scen w całej powieści, kiedy Skrzetuski w Korsuniu słucha odgłosów toczącej się walki i zanim ranny Kozak ogłosi triumfalnie „Chmiel bije Lachiw!”, wcześniej przez rynek przebiegają tłumy spanikowanych uciekinierów z pola bitwy.
    Czy mógłby Sienkiewicz w opisie, powiedzmy, bitwy pod Konstantynowem pokazać, jak w chwili gdy wynik się waży, część husarii Wiśniowieckiego daje nogę?
    Takich scen pokazujących Kozaków w sytuacjach upokarzających jest u Sienkiewicza bez liku. Zupełnie nie ma podobnych scen o przeciwnym zwrocie.
    Złości mnie także to, że w indywidualnych starciach „nasi” są zawsze górą. Żeby choć raz jakiś Pułjan nakładł jakiemuś Podbipięcie po karku!
    .
    A co do nostalgicznych wyjazdów. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego polscy turyści w obcym kraju, nie tylko na Ukrainie, zawsze szukają przede wszystkim śladów polskości. Mnie za granicą interesuje to, co tam jest obcego, mniej czy bardziej egzotycznego, a nie swojskiego. Na Ukrainie bardziej mnie interesują pomniki Strzelców Siczowych niż naszych legionistów, bardziej cerkwie niż zachowane kościoły.
    .
    Ty, Torlinie, szukałeś w Rumunii Sarmisegetuzy? Przecież wiadomo, gdzie jest.

  10. Czemu Pułjan nie złoi Padbipięty?

    Takie są prawa rządzące tego typu powieścią jak Trylogia. Taka jest konwencja. Bez zaakceptowania konwencji nie ma zabawy. Wrażliwy na sprawiedliwość w fikcji literackiej czytelnik zawsze może przeczytać Tarasa Bulbę.

    Westerny przewrotne pojawiły się i miały sens po ograniu się klasycznego westernu. Żyjemy już w czasach, kiedy nawet anty Trylogia przestała być świeżą konwencją.

    Zresztą czy u Sienkiewicza nie ma hańby piławieckiej? Nie ma Dzieciny, Łaciny i Pierzyny? Czy nie ma Czaplińskiego? Nie ma Samuela Łaszcza?

    Psychologia.

    Czy zachowań wskazujących na nieśmiałość w stosunku do dziedzica zanim go porżnięto piłą nie ma udokumentowanych nawet przy okazji Rabacji 1846?

    Pan na Łubnach Wiśniowiecki, książę z Rurykowiczów budził chyba przesądny respekt? W każdym razie NIE jest to psychologiczny fałsz krzyczący do nieba o zmiłowanie.

  11. „Takie są prawa rządzące tego typu powieścią jak Trylogia.”
    .
    Ależ wiem o tym doskonale. Czy jednak stwierdzenie, że taka jest konwencja, ma unieważniać wszelkie uwagi krytyczne?
    Nie jeden Sienkiewicz tak pisał, choć nikt inny tak dobrze. Może to właśnie mnie boli. Że powieść, którą tak lubię i którą przeczytałem w różnych okresach życia pewnie nie mniej niż dziesięć razy, jest taka niesprawiedliwa wobec Rusi (co zacząłem dostrzegać przy siódmej lub ósmej lekturze).
    .
    „Zresztą czy u Sienkiewicza nie ma hańby piławieckiej?”
    .
    Jest, jako jedyny chyba wyjątek, i to ukazany tylko z oddali. Od tak znanego faktu nie mógł autor uciec. We wszystkich innych wypadkach strona polska zwycięża, a jeśli przegrywa, to heroicznie, w walce z miażdżącą przewagą liczebną albo na skutek zdrady, jak nad Żółtymi Wodami.
    Nie sądzę, by udało ci się udowodnić, że w „Ogniem i mieczem” autor zachował równowagę w sposobie ukazywania obu stron. A ja nic na to nie poradzę, że mnie to razi.
    Oczywiście nie ma co się czepiać akurat Sienkiewicza. Czytałem dużo książek o wojnie, i beletrystyki, i wspomnień. Nasi w nich niemal zawsze bronią się bohatersko i wycofują się pod naporem. Wróg zaś co najwyżej walczy zaciekle i fanatycznie, po czym ucieka w popłochu. Czasami ucieka w popłochu, unosząc swoich rannych i zabitych…

  12. Egzotyka Ukrainy?

    Jaka tam egzotyka. Od Sanu do Zbruczu to przedłużenie PL a przynajmniej tej wersji PL, która rozciąga się od Oświęcimia na zachód do Przemyśla. Oczywiście cywilizacyjnie zatrzymane to przedłużenie w rozwoju, ale odrabia zaległości.

    Dalej? Między Bohem a Dniestrem mocno pustawo szeroki postepowy pejzaż. Majaczą chutory kryte azbestem.
    Kijów? Ładniej niż Warszawie, ale większe kontrasty. Brzydziej w Kijowie Prawobrzeżnym, na ichniej Pradze. Dużo znanego nam w poPRLowskiej formie trądu urbanizacyjnego. Na prowincji w Żytomierzy czy w Chmielnickim to szczególnie bije w oczy. Może dla kogoś ze Skandynawii czy Niemiec (i to dla takiego, co niewiele zna świata) to egzotyka. Ale dla nas? Ze Salwatora czy warszawskiej Skarpy?

    Odessa prawie śródziemnomorskie miasto z charakterem.

  13. Krywe Ozero. Między Humaniem a Odessą. „Polskie pamiątki” -gdzieś blisko przebiegała granica przedrozbiorowej Rzeczypospolitej.

  14. Pawle
    Kronika Pułku pisana przez jednorocznego ochotnika Marka?

  15. Nu, tak daleko w Ukrainie to ja nie bywał. Moja chata z kraja. Tylko Karpaty, Podkarpacie, Zakarpacie plus jednorazowo Kamieniec Podolski, Tarnopol i okolice.

  16. Że co z tym Jednorocznym?
    On pisał kronikę marszbatalionu, nie pułku.

  17. A no że parodia. Co racja to racja. Marszbatalionu.

  18. Pozwolę się wtrącić do dyskusji. „Nie sądzę, by udało ci się udowodnić, że w „Ogniem i mieczem” autor zachował równowagę w sposobie ukazywania obu stron.” A po co udowadniać niemożliwe? Celem Sienkiewicza (jak i innych polskich pisarzy z tamtych czasów – dla przypomnienia: okres zaborów i walki o wolność) nie było zachowywanie równowagi, opisywanie w miarę subiektywnie obu stron, wychwalanie osiągnięć najeźdźcy/wroga Polski na równi z osiągnięciami samych Polaków i polskich wojsk, bo i po co? Gdyby Sienkiewicz nawet więcej pozytywnych rzeczy pisał o Kozakach, gdyby ukazał całą Ruś w zupełnie innym świetle, nie mówiąc już o Tatarach, to jak miałby to odebrać Polak żyjący pod zaborem, dla którego Ogniem i mieczem to powieść przede wszystkim o zaatakowanej Ojczyźnie, której grozi niebezpieczeństwo, a która mimo tragicznej sytuacji zdołała się uratować? Sienkiewicz pisał „ku pokrzepieniu serc” a najlepszą opcją do tego było wychwalanie jednej strony, Polaków, afiszowanie ich potęgi, wspominanie ważnych zwycięstw i wygranych bojów.

  19. „Ty, Torlinie, szukałeś w Rumunii Sarmisegetuzy? Przecież wiadomo, gdzie jest”.
    Tak, tylko że spoglądamy na ten problem z dzisiejszego punktu widzenia, a nie dawnego. Po pierwsze i najważniejsze, nie było ówcześnie dobrych przewodników, ja korzystałem wyjeżdżając do Rumunii na początku lat 70. z książki – przewodnika Przemysława Burcharda „Rumunia” z cyklu „Biblioteka – kraje, ludzie, obyczaje”. A tam są zdjęcia, ale podane jest jedynie, w jakim regionie jest Sarmisegetuza.
    Po drugie – Rumunia – nie wiedzieć dlaczego – nie chwaliła się swoją dawną stolicą, siedzieli tam wtedy archeolodzy.
    Po trzecie – my wyjeżdżaliśmy na dwa i pół miesiąca z jednym plecakiem, w którym musiał się zmieścić maszkaron – obrzydlistwo, czyli gumowy materac do pompowania, ciężki jak jasna cholera. W związku z tym o zabieraniu jakichkolwiek przewodników można było zapomnieć, a i ksero było ówcześnie nie do przeprowadzenia, chybaby, że sobie pracowicie, długopisikiem, wyraz po wyrazie…
    Po czwarte i po ostatnie – uwielbiam taki sport, stawiam sobie wyzwanie wakacyjne, tak jak chciałem stanąć na peronie najwyżej położonej normalnej stacji kolejowej w Europie czy zobaczyć napis „Tombouctou 52 jours”, pisałem o tym tutaj
    https://torlin.wordpress.com/2010/02/22/mit-i-motywacja/

  20. Roszki nie czytałem, a zaczynam żałować.
    Każdy chyba miał swoją własną książkę, która go uwiodła ku obecnym zainteresowaniom. Albo ekwiwalent książki 😀
    Jeśli chodzi o dawną historię, to raczej „Zaginione cywilizacje” Kondratowa (i, wówczas, dokumenty w Kino Oko…).

  21. „Po pierwsze i najważniejsze, nie było ówcześnie dobrych przewodników, ja korzystałem wyjeżdżając do Rumunii na początku lat 70. z książki – przewodnika Przemysława Burcharda „Rumunia” z cyklu „Biblioteka – kraje, ludzie, obyczaje”.”
    .
    No, to ty sporo wcześniej zacząłeś. Nie sądziłem, że aż tak różnimy się stażem (bo chyba nie wiekiem?). Mój pierwszy kontakt z Rumunią to, o ile pamiętam, rok 1980, a miałem wtedy 22 lata.
    To fakt, wtedy po tamtejszych górach chodziło się z kserokopiami map topograficznych 1:75 000 austro-węgierskiego sztabu generalnego.

  22. Moja droga szła dokładnie „pod prąd”, bo pacholęcia jeszcze bynajmniej w Historii nie rozmiłowanego, katowano w chorobie, czytając mu…Kraszewskiego. Jak o tym dziś myślę, to w głowę zachodzę, jakim cudem w ogóle mnie ta Klio urzekła…:)
    Kłaniam nisko:)

  23. Wachmistrzu!
    Ja kiedyś u Redaktora Szostkiewicza stawałem w obronie Kraszewskiego. On jest demonizowany. Pamiętam, że kilka razy czytałem kilka jego powieści, i bardzo mi się podobały: „Stara Baśń”, „Hrabina Cosel”, „Krzyżacy 1410″, a przede wszystkim „Półdiablę weneckie”, Chociaż najlepsze w pisaninie Kraszewskiego są jego „Kartki z podróży”.
    Pawle!
    Ja wyjechałem na południe, jak tylko Gierek nas puścił. To był chyba rok 1972 czy 3, ale wtedy tylko przemknąłem przez Rumunię, byłem tylko w Bukareszcie. Dopiero następnego roku spędziłem w tym kraju cały miesiąc, mając – zgodnie ze swoim zwyczajem – pewne plany, chciałem zobaczyć Băile Herculane, rumuńską Mołdawię, Sinaię (nie wiem, jak odmienić Sinaia) z królewskim zamkiem Peleş oraz Hunedoarę popatrzcie do Wikipedii – perełka,
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_w_Hunedoarze
    Ja nigdy nie ukrywałem swojego wieku, jestem z 1951 roku, w 1969 roku zrobiłem maturę i zdałem na studia.
    PAKu!
    Roszko jest i dzisiaj do czytania, ale od razu Cię uprzedzę, to nie jest w stylu Jasienicy, to jest reportaż historyczny. Dam Ci próbkę: „Po wąskich kładkach przechodziliśmy nad wykopkami, wewnątrz których płonęły lampy, przyświecając chlubnym celom archeologów. Doktor Zoll – Adamikowa udzielała informacji o warstwach kulturowych, że znaleziono szpilę, grzechotkę i igłę kościaną, które pochodzą z okresu 700 – 400 przed naszą erą”.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: