Napisane przez: torlin | 24/03/2012

Czy to jest koniec prawdziwego dziennikarstwa?

Pomnik gazeciarza w Cork (Irlandia) – zdjęcie STĄD

Ciekawy artykuł jak zwykle w „Tygodniku Powszechnym”, pt. „Media do zsypu” – do przeczytania TU. Ja wiem, że jest XXI wiek, że zmieniają się nie tylko warunki techniczne, ale i przyzwyczajenia i wygoda ludzi. Wcale nie usiłuję być dinozaurem marzącym tylko o jednym, aby pozostało tak jak jest, żeby się nic nie zmieniło. Bo zmienić musi się wszystko, ale nie tylko z powodu rozwoju techniki, ale również z tego, że wchodzi młode pokolenie, mające zupełnie inne przyzwyczajenia.

W związku z tym możemy sobie powiedzieć jasno, prosto w oczy, że prasa papierowa upadnie. Ale czy powinni upaść również dziennikarze? Mam co do tego wątpliwości. W tym zalewie „w sieci wszystko za darmo” prawdziwi dziennikarze się nie utrzymają, nie mają takiej możliwości. I tak jak cytuje Cezary Polak w artykule prof. Wiesława Godzica: „Coś się stało ze słowem, ono stało się przezroczyste, bardziej wierzy się obrazom, gołym faktom. Lingwistyczna finezja, cały urok zatrzymywania uwagi czytelnika na słowie, generowanie w ten sposób napięcia – to prawie zanikło. Dobry headline, tytuł czy konstrukcja leadu, ich poetycka finezja, giną. W powszechnym pośpiechu życzymy sobie, żeby słowa natychmiast prowadziły nas do zdarzeń: kto, z kim, ile, gdzie, dlaczego, o której godzinie. Pewien typ wrażliwości czytelniczej niestety odszedł do lamusa, choć mam nadzieję, że nie bezpowrotnie”.

I żeby była jasność, nie zamierzam wznosić tutaj lamentów nad upadkiem prasy drukowanej, bo to jest nieuchronne. Przy takim rozwoju, ja już nie wiem, co napisać: tabletów? komórek? smartfonów? niedługo wszystko będzie w jednym urządzeniu, dostępne natychmiast. Ale czy będziemy mieli dostęp do dobrego dziennikarstwa? Zwolennicy sieci natychmiast powiedzą, że jak to? Dobry dziennikarz też będzie miał prawo publikować w sieci, i kto będzie chciał, to będzie go czytał.

Dobrze, zgoda, ale nie wiecie przypadkiem, z czego on będzie żył? Z reklam w blogu? Mam dużą pretensję do wszystkich stron w sprawie ACTY, że występując w zupełnie nonsensownej sprawie koncernów amerykańskich ugotowano sprawę o wiele ważniejszą, płatności w sieci. Wszystkie serwisy płatne omijane są dalekim łukiem, a zdarza się, że ktoś wykupuje dostęp, a następnie udostępnia te materiały w sieci. Szanowanie języka polskiego widać zresztą w blogach, nieumiejętność kompozycji, zapominanie o „melodii” języka, że o polskich końcówkach nie wspomnę (i nie mówię tu o blogerach z zagranicy).

A może przesadzam?

Reklamy

Responses

  1. moim zdaniem to dotyczy w ogóle dziennikarstwa. Skoro np. onet potrafi przypiąć w głównym streamie wiadomości link prowadzący do wypowiedzi jakiegoś anonimowego dysortografa na forum, a radia prześcigają się w reklamowaniu swoich „czerwonych telefonów”, dzięki którym każdy może zostać „gwiazdą” rzucając newsa o zerowej wartości, to co mają do roboty dziennikarze? Idea jest taka, że dziennikarstwo ma być interaktywne, więc ci, którzy mogliby być dziennikarzami, są w gruncie rzeczy moderatorami. I tyle.

    pracę tracą dziennikarze, edytorzy, profesjonalni korektorzy (dzisiaj nawet książki wydaje się dzięki „korekcie” by MS Word). W zamian za to dostajemy filmy bez scenariuszy ale z nabuzowanym obrazem, ociekającym cyfrową nieprawdopodobnością… takie czasy

  2. Koniec dziennikarstwa? Tak, ale w innym sensie. Rolą dziennikarza przestało być opisywanie rzeczywistości. Teraz chodzi o jej medialne kreowanie na zamówienie.

  3. Onibe!
    Właśnie o tym piszę, dziękuję.
    Tes Tequ!
    Znałem Cię jako satyryka, ale nie demagoga. Ci najbardziej cenieni dziennikarz to nie byli „opisywacze teraźniejszości”, to robili raczej reporterzy (też dziennikarze, ale bardziej pośledni gatunek). Prawdziwi dziennikarze byli od analiz, przewidywania skutków określonych przyczyn, rzetelnego opisu dywergencji. Z drugiej strony też nie wszyscy dziennikarze „kreują na zamówienie”, ci są po prostu bardziej widoczni, nazwijmy to medialni. Są rzetelni dziennikarze pracujący bez otoczki medialnej. To dokładnie ta sama różnica, jak pomiędzy aktorami: Jerzym Trelą a Kasią Cichopek

  4. Torlinie

    1. Technika ułatwia kradzieże własności intelektualnej. Technika w przyszłości je utrudni a nawet być może wykluczy w stopniu znacznie większym niż jest to możliwe w świecie druku. Mam nadzieję, że postarają się o to te upiorne „koncerny amerykańskie” a drobni niewinni dwudziestoletni złodziejaszkowie zostaną na lodzie.

    2. Uważam, że dziennikarstwo to zbyt szerokie pojęcie by wyrokować o jego przyszłości w świecie nowych mediów. Doskonale wyobrażam sobie publicystykę, która jest połączeniem obrazu i tekstu. Podobnie zresztą jest zresztą z różnymi formami narracji.

    3. Po rozpowszechnieniu się wynalazku druku rynek został zalany przez teksty i narracje prymitywne. W miarę upływu czasu formy te uległy uszlachetnieniu, dlatego że żądał tego odbiorca. Więcej wiary w elitarnego czy snobistycznego odbiorcę Torlinie.

    4. Papierową prasę czytam już dziś bardzo rzadko. Niedługo przestanę czytać nowe papierowe książki. Nie odczuwam z tego powodu żadnego dyskomfortu.

  5. Edwarze!
    1. Dostęp do artykułów już jest uniemożliwiany, ja mam często – gęsto kłopot z daniem linku. Ale w jaki sposób przeciwdziałać, aby ktoś dostawszy się do oryginału nie skopiował go w necie z wglądem dla wszystkich. Pewnie w przyszłości będzie to możliwe.
    2. Z tym się zgadzam, bo na pewno tacy dziennikarze jak Ostrowski, Janas czy Mroziewicz będą mieli swoich czytelników ( świadomie pominąłem redaktorów z sąsiednich blogów, w których uczestniczę).
    3. Tak, ale wtedy książka czy gazeta będą tak popularne jak opera, koncert klawesynowy czy czarna płyta analogowa.
    4. Ja czytam, bo się nie mogę przyzwyczaić do nowego. Mnie przeszkadzają spadające reklamy, których wielokrotnie nie umiem usunąć, po wgraniu artykułu komputer automatycznie przerzuca mnie na jakieś inne strony, nie umiem w komputerze „przerzucić” stron w poszukiwaniu czegoś interesującego (na papierze wystarczał mi rzut okiem). Ja wiem, że to jest kwestia przyzwyczajenia się i rozwoju techniki, ale póki co – to nie bardzo …

  6. Prawdopodobnie niejeden kapelmistrz w początkach ery gramofonów widział początek końca własnej profesji. Mimo, że obecny przekaz multimedialny umożliwia wielokrotne wysłuchiwanie IX Symfonii kapelmistrze nie wygnęli – wręcz przeciwnie.
    Aktualnie na moim podwórku, czyli w Krakowie, Katowicach i Wrocławiu budowane są światowej klasy sale koncertowe dla wielotysięcznej publiczności.
    Piękna nigdy nie jest za dużo. (w każdej profesji)

  7. W postrzeganiu tego tematu Onibe jest moim bliźniakiem.
    Dziennikarzy już nie istnieją. Wyjątki to tylko wyjątki. Co to za dziennikarze, jeżeli nie rozróżniają, np.:
    czemu – dlaczego,
    gdzie – dokąd,
    przynajmniej – bynajmniej.
    A już totalna katastrofa, to używanie wbrew znaczeniu: prawie, przeszło, zaledwie, niecałe itp.
    Dzieje się to również na pierwszych stronach koronnych portali.

  8. Piotrusiu!
    Roześmiałem się, piszesz: „Aktualnie na moim podwórku, czyli w Krakowie, Katowicach i Wrocławiu” – coś duże to Twoje podwórko. 😀
    Ale za to zdanie „Piękna nigdy nie jest za dużo” jestem Ci bardzo wdzięczny. Bo to jest prawda. Piękna malarstwa, rzeźby, scenografii, architektury, krajobrazu, nie wolno zapominać również o płci przeciwnej – nigdy za dużo.
    Ale dam Ci przykład (wpis), człowiek pisze wiersze i postanawia je pięknie wydać załóżmy w 10 egzemplarzach dla znajomych i przyjaciół królika, to da im flesza, tablet czy płytę? Nie, da im książkę.
    Jak widzisz Tempie, jestem wielkim wielbicielem pięknej polszczyzny. Ale dla przykładu układ „gdzie – dokąd”, mimo że przez inteligencję zwalczany, z punktu widzenia językoznawców jest w obu formach dopuszczalny.
    Widzisz, „czemu” to jest „dlaczego”
    http://sjp.pwn.pl/slownik/2450421/czemu
    A zamienianie „przynajmniej – bynajmniej” jest anegdotyczne, że tak mówiły dziewczyny ze wsi. Ja nie zauważyłem, żeby ktoś tak mówił teraz. Mnie denerwują inne sprawy, niekończenie wyrażeń „ja rozumiem”, brzmi to jak „ja rozumie”, wymawianie „w ogóle” jak „wogle”. Ale tak naprawdę najbardziej się cieszę, jak ludzie z pierwszych stron gazet usiłują mówić liczby. Dałem kiedyś link do komisji wyborczej, jak ten przewodniczący się pocił. Dla niego powiedzenie po polsku: „zagłosowało 15 tysięcy 486 wyborców” jest ponad jego stan posiadania polszczyzny.

  9. Zasłyszane w Zakopanem.
    Jagna urodziła syna – położna pyta imię ojca ? – aJędruś.
    Maryna urodziła córę – położna pyta imię ojca ?- aJędruś.
    Przy Zosi sytuacja się powtarza.
    Wieczorem do dyżurki wkracza podpity góral.
    Położna pyta – jak się pan nazywa ?- aJędruś.
    Jędruś jakżeś ty to narobił? – a rower mom odpowiada góral.
    A propos dużego podwórka – rower mom to sobie radzę.

  10. Torlin pisze: Ale dam Ci przykład (wpis), człowiek pisze wiersze i postanawia je pięknie wydać załóżmy w 10 egzemplarzach dla znajomych i przyjaciół królika, to da im flesza, tablet czy płytę? Nie, da im książkę.

    Nie! Wrzuci na Facebooka. Publikowanie na zamordowanych drzewach jest nie

  11. nieetyczne i godne potępienia!

  12. Piotrusiu!
    Fajne.
    Tes Tequ!
    Rzadko aż tak strasznie się z tobą nie zgadzam. Facebook to jest przeraźliwy gniot (chciałem napisać inne słowo rozpoczynające się na tę samą literę, ale doszedłem do wniosku, że nie wypada), ja oczywiście na Facebooku jestem, należę do kilku tajnych grup (tajnych, bo tylko my wzajemnie możemy czytać swoje wpisy), ale to jest komunikator. Nie ma jakiekolwiek związku z pięknem, harmonią (chyba, że to napisała Ona :D). To tak, jakbyś powiedział: „Po co idziesz do muzeum, popatrz w McDonaldzie wiszą tam takie piękne obrazy”. Przecież już papirusy ze Starożytnego Egiptu, manuskrypty z klasztorów we włoskich Alpach czy współczesne książki drukowane potrafiły cieszyć oko, a ja pisałem o wydaniu wyjątkowym, na pamiątkę.
    A Twój tekst o „zamordowanych drzewach” przypomina słowa jakiegoś inkwizytora ekologicznego. Zapominasz, że drzewo jest surowcem odnawialnym.

  13. Cieszyć oko? Jak tomik wierszy może cieszyć oko? Co innego niewieście wdzięki odkrywane wiosną przez niesforny wietrzyk i zepsutą, hedonistyczną cywilizację.

    A co do muzeów i McDonalda, to uważam, że muzea zwiększyłyby swoje obroty sprzedając hamburgery. 🙂

    W muzeum trzeba być cicho, a jak mówi poeta, gdy się milczy, milczy, milczy, to apetyt rośnie wilczy… 🙂

  14. A co to Tes Tequ? Jedna rzecz może cieszyć oko? Ja, jak biorę egzemplarz starej książki do ręki (a mam ich mało, i to jedynie z końca XIX wieku), to mi się oczy świecą jak latarnia morska na Faros. A z tym oglądaniem kobiet muszę uważać, bo podobają mi się coraz młodsze. 😉

  15. Jak tak mam z książkami – bardziej podobają mi się te młodsze (nowsze)…

  16. Wizje przyszłości francuskiego artysty Villemarda
    Artysta przewidział tez koniec prasy pisanej. Na jego obrazkach pojawił się gramofon, który czyta wiadomości. Czy ta wizja w jakiś sposób nie wydaje się nam być znajoma?

    No cóż, ludzie to już przewidzieli w XIX wieku, czy 2 wieki temu!!!

  17. Julu!
    Co innego wymyślić, co innego wprowadzić w życie. Leonardo też wynalazł zdaje się spadochron i łódź podwodną. Jest mnóstwo ludzi w historii, którzy wpadli na jakiś pomysł, ale go nie zrealizowali, z różnych zresztą powodów: nie byli zainteresowani, kupujący nie okazywali zainteresowania, lub mieli kłopoty pieniężne.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: