Napisane przez: torlin | 03/04/2012

Rady dla początkujących wędrowników alpejskich

Ja na Watzmanie
Kilka rad dla początkujących, alpejskich wędrowników górskich. Poniższe punkty nie mają w żadnym wypadku być generalnym kompendium tematycznym, nie dotyczą one również Alp jako całości, „bo ponieważ że” nie we wszystkich grupach byłem. Chodzę właściwie tylko po trasach znakowanych, nie chodzę po lodowcach i via ferratach (tzn. chodzę, ale jest to odrębny temat)
1. Jeżeli chcesz pochodzić w alpejskiej scenerii bez wielkich wspinań, to właściwie wszystko jedno, dokąd pojedziesz. W samej Austrii jest 40.000 tras, w każdej grupie górskiej są trasy bardzo trudne, średnie, łatwe i dla babci z laską.
2. Austria, północne Włochy i Gryzonia w Szwajcarii wydają się najlepsze na pierwszy raz. Dla przykładu zdobycie trzytysięcznika w rejonie St. Moritz to jest bułka z masłem.
3. Specjalnością Austrii są trasy „von Hütte bis Hütte”, czyli wielodniowe szlaki wiodące od schroniska do schroniska, Austria jest w ogóle państwem o olbrzymiej liczbie schronisk i kwater prywatnych.
4. Najlepiej jest mieć samochód, dotarcie w Alpy i później poruszanie się po nich jest bardzo kłopotliwe. Stosunkowo najlepiej rozwiązane to jest w Niemczech, gdzie autobusy rzeczywiście docierają do najbardziej atrakcyjnych miejsc wyjściowych.
5. Jeżeli chodzi o graniówki, to trudno mi jest mówić tu o całych Alpach, bo byłem tylko na niemieckich, ale one są niesamowite. I tu jest odpowiedź dla MaCOzi, Watzmann nie bardzo nadaje się na „pierwszy raz”. W Niemczech są trzy takie wspaniałe graniówki, każda z nich mająca swoją nazwę (tak jak i trasy wieloetapowe w Austrii):
a. Szlak Watzmanna jest jednokierunkowy, my podpłynęliśmy statkiem po jeziorze Königssee do St. Bartolomä, nocowaliśmy w Watzmann Hütte, później cały dzień wędrówka po grani i zejście do schroniska Wimbachgrieshütte. Przy tym zejściu zrozumiałem, dlaczego trasa jest jednokierunkowa, to jest 2.000 metrów zjeżdżania po piargach.. Na tej trasie jest przerażające miejsce, gdzie trzeba przejść wąską półką skalną bez żadnych zabezpieczeń, mając po lewej ręce 1.600 metrów pionowej ściany Ostwand, a po prawej jakieś mniejsze przepaści. Trasa bardzo ciężka, trzeba bardzo rano wyjść ze schroniska Watzmann.
b. Cudowną trasą jest Jubilaeumsgratweg w rejonie Ga – Pa, bardzo długą, ciężką, ale dającą niesamowitą wprost satysfakcję. Też z jednym bardzo ciężkim fragmentem. Całość tylko w połowie jest znakowana, my nocowaliśmy w schronisku Knorr Hütte i szliśmy tylko po znakach.
c. I trzeci, bardzo popularny Hindelanger Klettersteig jest w rejonie Oberstdorfu, zaczyna się od szczytu Nebelhorn.
6. Jeżeli chodzi o przewodniki typu „Nyka”, to ja znalazłem jeden, i to poświęcony tylko Alpom Niemieckim. Jest autorstwa Elżbiety i Stanisława Durczoków (Durczokowie) i nosi tytuł „Alpy Bawarskie”, wydany został przez Wydawnictwo Dues w Cieszynie – Skoczowie w 1997 roku (ale ja ten przewodnik widywałem w warszawskich MPiK-ach jeszcze kilka lat temu). Jest znakomity, właśnie w tym stylu. Pozostałe przewodniki opowiadają, i to ogólnie, o konkretnych trasach, a nie o wszystkich. Trzeba niestety nauczyć się czytać mapę i z niej poznawać przyszłą trasę.
7. Przy wielu noclegach w schroniskach opłaca się zapisać do Związku Alpejskiego, właściwie wszystko jedno do którego, bo one wzajemnie respektują członków (link do Polskiej Grupy Austriackiego Alpenverein). Przy noclegach w schroniskach zagubionych w górach jest 50 % zniżki, ubezpieczenie na cały świat, na wszystkie wyprawy, ale jest jeszcze ciekawostka, wieczorem w schroniskach należących np. do Oesterreichischer Alpenverein można kupić tanio wysokokaloryczne danie Bergsteigeressen (jedzenie alpinisty), ale wypada coś jeszcze kupić.
8. Szczególnie Austria ma zatrzęsienie kwater do wynajęcia, nocowanie w namiocie jest bez sensu, szczególnie w małych miasteczkach.
9. Nigdy nie planuj nadmiernych przejść w Alpach, jest to najpopularniejszy błąd ludzi przyjeżdżających z Tatr w Alpy. Te góry są olbrzymie, zejście do widocznego schroniska może trwać i 4 godziny.
10. Ja najczęściej korzystam z map „Kompass”, mają najczęściej skalę 1:50.000 lub 1: 30.000, tzn. 1 cm ma albo 500, albo 300 metrów. Po Alpach można chodzić bez szlaków, ale ja prawie zawsze chodzę po trasach wyznaczonych, bo chcę zdążyć do schroniska. Jedynym wyjątkiem jest pozostanie na 1 dzień w schronisku, to wtedy wybieram się tak ad hoc połazić po okolicznych „górkach”.
11. W schroniskach trzeba mieć tzw. wkładkę śpiworową i obowiązkowo trzeba zmieniać buty po wejściu do niego. Ponieważ w Polsce ciężko jest dostać taką wkładkę, ja osobiście noszę ze sobą powłokę z kołdry, tylko w ciemnym kolorze, bo jest lekka. Oraz własne klapki.
12. Jedzenie przede wszystkim liofilizowane, można dostać wrzątek, tylko trzeba mieć ze sobą miseczkę, kubek i sztućce własne.
13. Waga plecaka przede wszystkim. Wyrzucamy wszystko, co nie jest niezbędne. Pastę do zębów kupujemy albo od razu małą, albo wcześniej w Polsce zużywamy jej ¾, przewodnik – kserujemy tylko najpotrzebniejsze kartki, biorę zawsze kurtkę górską samooddychającą, cienki polar, długie i krótkie spodnie. Buty tylko „przechodzone”, nigdy w nowych.
14. Sprawa pasa (uprzęży), kasku czy specjalistycznych rękawiczek, raków czy liny. Ja osobiście żadnych z tych akcesoriów nie używam, chodzę po Alpach jak po Tatrach, potrzebne są one przede wszystkim na czyste via erraty i na lodowce. Na podstawowych trasach (a więc nie w grupach górskich, po których z założenia chodzi się po to, aby wisieć na via ferracie) zaznaczone są na mapach często Klettersteig, czyli można powiedzieć mały odpowiednik via ferraty. Ale ja to przełażę na zasadzie wolnej wspinaczki, albo schodzę trzymając się liny przymocowanej do skały i odpycham się butami od skały.
15. Będąc w schronisku warto podejść do lodowca i pochodzić przy nim, robi duże wrażenie.
Jakby ktoś miał pytania, to z chęcią odpowiem, albo za pośrednictwem blogu, albo na adres e-mailowy.

————————

Aneks dla Tes Teqa!

Z szybowca czy z lotni?
Bo z samolotu ja Alpy widziałem (i Pireneje zresztą też)

—————————–

Zagadka dla miłośników gór – co wspólnego ma niemiecki Watzmann z naszym Kozim Wierchem?

Reklamy

Responses

  1. Brawo,Torlinie!

  2. Piszesz: „Najlepiej jest mieć samochód”

    I to mi się podoba. Tylko nie wiem, po co Ci ten pozostały sprzęt – zabiera miejsce w samochodzie. Podjeżdżamy na parking, wjeżdżamy na szczyt kolejką, robimy sobie pamiątkowe zdjęcie (aaa, rozumiem – to po to wozimy ten sprzęt), zjeżdżamy i mkniemy do hotelu na piwo. Taką turystykę, to ja popieram!

  3. Dzięki. Caddicusie
    Tes Tequ!
    W takim samym stylu odpowiedział mi Pan Piotr Adamczewski z „Polityki”, który mi napisał, że woli u podnóża góry usiąść z butelką piwa i na tę górę popatrzeć.

  4. Ja wolę patrzeć na górę z góry, a nie z dołu – żeby nie nabawić się kompleksów. 🙂

  5. Bardzo dziękuję za podpowiedzi. Na pewno skorzystam najpierw muszę wykombinować mapy i sobie wszystko dokładnie przeanalizować.

  6. MaCOzi!
    Nie ma sprawy. Cała przyjemność po mojej stronie :D!
    Ja mapy Kompassu kupuję w Sklepie Podróżnika.
    —————-
    Tes Tequ!
    Aneks u góry należy do Ciebie :)!

  7. Błagam, nie odpowiadajcie mi tylko na zagadkę, że i to góra, i to. Bo to będzie odpowiedź prawidłowa, acz niepełna.

  8. Orla Perć idąca granią . Szlak jednokierunkowy ( nie za moich czasów) od Zawratu na Kozi Wierch.

  9. Masz rację Edwarze, ale też zagadka wpadła mi do głowy tak ad hoc, bez przygotowania, i to widać. Watzmann jest najwyższą górą Niemiec leżącą w całości na terenie tego państwa, Kozi Wierch z kolei jest najwyższym szczytem polskim.

  10. @MaCOzi: Mapy są tu: mapy.google.pl

  11. Mam lęk wysokości. Czyli góry nie dla mnie. 😉

    Na stole święcone, a obok baranek, 

    Koszyczek pełny barwnych pisanek 

    I tak znamienne w polskim krajobrazie 

    W bukiecie srebrzyste, wiosenne bazie. 

    Zielony barwinek, fiołki i żonkile 
-
    Barwami stroją uroczyste chwile. 

    W dom polski wiosna wchodzi na spotkanie, 

    Gdy wielkanocne na stole śniadanie.

    Radosnych, pełnych miłości, słonecznych, kolorowych pisankami, przesyconych pysznymi zapachami świątecznych potraw i mazurkowymi słodkościami świąt Wielkiej Nocy życzy

    Jula 😀

  12. Zdrowych i pogodnych Świąt! I niech się góry śnią 😀

  13. Brawo Torlinie
    A po co wchodzic na gorę ? Takie pytania tu padły. A po to żeby zobaczyc ze szczytu ile jeszcze jest do zdobycia.
    Jula.D
    Na lek wysokosci jest tylko jedna rada: stopniowe pokonywanie go, przyzwyczajenie sie do wysokosci. Moja Pani Małżonka miala ten sam problem, teraz fika po Alpach jak koziczka (skończyła ta koziczka 50)
    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: