Napisane przez: torlin | 29/05/2012

Dzieci kwiaty – winne

W dodatku do „Rzeczpospolitej” „Plus Minus” nr 21 z dn. 26 – 27 maja 2012 r. ukazał się bardzo ciekawy, acz kontrowersyjny, artykuł Jolanty Telegi z Nowego Jorku pt. „Przywiędłe kwiaty” (w Rzepie jak zwykle dostęp płatny), opowiadający o dzisiejszym życiu hippisów z lat 60., którzy postanowili utrzymać dawne ideały życia w komunie i żyć tak, jakby świat nie zmienił się od  44 lat. Ale końcówka zabrzmiała tak, jakby nie pasowała do artykułu, autorka zmienia temat i zaczyna się wypowiadać ogólnie. Zacząłem się zastanawiać. Dlatego daję tę końcówkę przepisaną in extenso, bo chciałbym, abyśmy nad nią podyskutowali:

“Większość obcięła włosy, znalazła pracę i stała się zwyczajnymi członkami społeczeństwa. Część przeszła całkowitą metamorfozę, zamieniając lewacką ideologię młodości na wartości konserwatywne. Niektórzy hipisi zamienili się w yuppies i ich podejście do życia stało się jeszcze bardziej materialistycznie niż ich rodziców.

Doświadczenia tego pokolenia nie pozostały jednak bez konsekwencji. I według niektórych są to konsekwencje tragiczne. W nakręconym cztery lata temu filmie „Generation Zero” producent Davida Bossie ukazał pokoleniowy narcyzm hipisów. Jego zdaniem to właśnie ta generacja jest odpowiedzialna  za nadmierne wydatki, brak odpowiedzialności na Wall Street i wywołanie kryzysu na rynku kredytów hipotecznych, który nieomal rozwalił globalny system finansowy. – Ludzie, którzy byli w Woodstock, stali się młodymi profesjonalistami dekadę później, spekulantami obligacjami śmieciowymi z lat 90. oraz dyrektorami firm z Wall Street w dekadzie 2000. Przebyli drogę od Woodstock do własnego jaguara – twierdzi Bossie. Jego zdaniem odpowiedzialność za obecną sytuację finansową Stanów Zjednoczonych i co za tym idzie, całego świata – ponoszą ludzie z tamtych lat. – Polityczna poprawność niepozwalająca na powiedzenie w wielu sprawach „nie” zaczęła się nie w 1999, ale w 1969 roku – uważa Bossie.

Coraz częściej w USA wskazuje się też, że po spowodowaniu wielkiego załamania gospodarczego generacja Woodstock lansuje nowy, pokryzysowy ład. Taki, w którym deficyt budżetowy uznany został za kwestię zupełnie normalną. Obowiązującą filozofią stało się „wydaj teraz, zapłać później”.

Częścią tej koncepcji jest też nowy sposób rozdzielania pieniędzy przez Amerykanów – za pośrednictwem programów rządowych. Kelvin Daudet, dyrektor Kanadyjskiej Federacji Podatników, śledzi uważnie wydarzenia za miedzą i zwraca uwagę, że taki system redystrybucji jest bardzo nieopłacalny i przyniósł więcej szkód niż pożytku. Jego efektem jest gwałtowny rozrost administracji rządowej i wzrost związanych z tym kosztów. A przy okazji – brak efektywności.  Kanadyjski działacz narzeka na pokolenie dzieci kwiatów: – Ta generacja dorastała pod sztandarem uczynienia świata lepszym do życia. Niestety, staliśmy się przez nią zbyt zależni od rządu. To, że człowiek może wziąć sprawy w swoje ręce, przestało już być aż tak ważne.

A wszystko to skutek, jak mówi Daudet, „myślenia rodem z Woodstock”.

Koniec cytatu – jak mówił profesor Stanisławski. Najpierw wybuchłem oburzeniem, ale mam zwyczaj zastanawiania się nad tekstem, czy autorka przypadkiem nie ma racji. I chyba ma.

Ciągle powtarzam na wszystkich forach, że ludziom nie chce się ciężko pracować. Ma wszystko przyjść bez wysiłku, starań, a najlepiej, gdyby wszystko zorganizowało państwo. Nawet młodzież mówi, że im cenzura nie przeszkadza, oni wolą żyć w PRL-u. Dzieci kwiaty rozprzestrzeniły teorie, które chciały koniecznie, aby miały wysublimowany charakter. Pączkuje teraz to w powszechnej „wolności”, widać to było poprzez ACTA. Państwo ma się do niczego nie wtrącać, wszystko wolno, wszystko jest dozwolone. I tutaj pośrednio nie ma mojej zgody. Veto Mocium Panie. To jest tak, jak dorosła już córka, ale jeszcze studiująca i niezarabiająca, usiłuje swoje pragnienia wymusić poprzez stwierdzenie: „Ja jestem dorosła”. Moja odpowiedź wobec dzieci była zawsze taka sama: „Jak jesteś dorosła, to zarabiaj na siebie. Jak ja cię utrzymuję, to masz robić tak, jak ja ci każę” (zabrzmiało to strasznie, kochamy się i zawsze się jakoś dogadywaliśmy). I tutaj jest to samo. Jak państwo ma się nie wtrącać, to całkowicie. To nie zwracajcie się wtedy do niego o zasiłki, emerytury, bezpłatną służbę zdrowia, szkolnictwo i nie narzekajcie na pękające autostrady. Albo – albo.

To one rozprzestrzeniły zgubną teorię, że człowiekowi należy się z samego faktu, że jest. On jest. Ma mózg, ręce do pracy, żołądek, pragnienia, obsesje, jest człowiekiem. Ale czy z tego faktu coś wynika dla społeczeństwa? Bo ja za każdym razem mówię, że można tak żyć pod warunkiem, że inni będą postępować właściwie i daję przykład gapowiczów. Oni mogą jeździć bez biletów pod warunkiem, że wszyscy inni płacą. Jak wszyscy będą jeździć bez biletów, to przedsiębiorstwa komunikacyjne zbankrutują. Autostopowicze mogą być podrzucani, ponieważ inni mają samochody. Jakby byli sami autostopowicze, toby stali na brzegu szosy do śmierci. I mimo, że przesiąkłem tą ideologią w młodości, widzę jej niekorzystny wpływ na postępowanie poszczególnych ludzi w społeczeństwach.

Reklamy

Responses

  1. ZGADZAM SIĘ! Zmiany mentalności społeczeństw w kierunku postawy roszczeniowej są przerażające i nielogiczne. Dawni hipisi wychowali dzisiejszych „oburzonych”. Właściwie nie wychowali, ale oszukali. Bo okazało się, że świat nie potrzebuje nierobów, którzy uważają, iż już za samo istnienie powinni być wynagradzani. Nie wiem, kto będzie ciągnął dalej ten cywilizacyjny wózek, jeśli „oburzeni” obrzucą koktajlami Mołotowa pracujących i dobrze zarabiających.

  2. A ja się nie zgadzam. A ściślej, zachowuję sceptycyzm i pokorę wobec piekielnie złożonego zjawiska, jakim są procesy społeczno-ekonomiczne. Można je wyinterpretować na pięćdziesiąt sposobów. Ale jakimś dziwnym trafem winni zła tego świata zawsze okazują się tamci – z opcji politycznej czy światopoglądowej, której poglądów analityk nie popiera i nie lubi. To chyba trochę za prosta odpowiedź, że ludzie nie chcą ciężko pracować i uważają, że im się należy, za sprawą tych hipisów sprzed pół wieku.
    A poza tym warto by się zastanowić, jak by nasz świat wyglądał, gdyby nie doszło w ogóle do rewolucji obyczajowej dzieci kwiatów. Czy podobałby sięnam bardziej, niż ten, który mamy?

  3. Nie zgadzam się. Bo cytowana autorka zebrała krytyki współczesności od lewa do prawa i wszystko zrzuciła na biednych hippisów 😉 Nie można jednocześnie narzekać na redystrybucję przez państwo i tych, którzy przeszli do postaw bardziej materialistycznych niż ich rodzice, łącząc konserwatyzm z ukrytym hippisizmem 😉

    (Ba! W cytowanym fragmencie obrywa się lewicy za zjawiska, które współwystępują z ostrym sterowaniem amerykańskiej polityki w prawo… Bo przecież ‚wolność obyczajowa’ to już przeszłość, a programy państwowe są już od dawna passe…)

    Że ‚się należy’? Pytanie: co się należy. W większości ‚że się należy’ to kwestia poczucia presji środowiskowej (muszę mieć takie warunki, jak sąsiad/kolega/idol z tv), a więc tzw. ‚zewnątrzsterowność’, jak to nazwali badacze odkrywając takie zjawisko jako nowe. Odkryli je w USA, to nie dziwi. Ale może zdziwi, że na początku lat 50-tych, a więc przed pojawieniem się hippisów, a nie po.

  4. interesujący głos, rzecz do przemyślenia
    ten typ myślenia jest mi obcy, ale również – podobnie jak Ty – odkryłem w nim ziarno prawdy

  5. No to ładnie się Torlinie przejechałeś po “dzieciach kwiatach”. Ja jednak przypomnę Ci, co nie tak dawno napisałeś pod moim wpisem o Woodstock ( http://wizjalokalna.wordpress.com/2011/09/09/woodstock-trzy-dni-milosci-pokoju-muzyki-i-blota/ ):

    „1. Chyba najważniejszą sprawą ówczesnej młodzieży było zdobycie podmiotowości. W czasach przedwojennych było się albo dziewczynką albo młodą panią, okres młodzieżowy nie istniał. Od lat 50. młodzież można powiedzieć powstała, ale bez przedmiotowości, własnych strojów, mody, muzyki, zwyczajów. Przełom lat 60 to jest wybuch znaczenia gospodarczego młodzieży, tworzą się zwyczaje, kolekcje, muzyka. Handel ukierunkowuje się na młodzież.

    2. Nie odcinałbym tego ruchu od tego, co się stało we Francji, Niemczech czy Polsce. Ja wiem, że bardzo wiele ich dzieli, ale jednak dziwne jest, że tego rodzaju wystąpienia (pełne miłości jak w USA, czy gniewu jak we Francji i Polsce) jednak się pojawiły w tym samym czasie. Dla mnie to było właśnie upominanie się młodzieży o wysłuchanie ich głosu i zauważenie ich. Wszystkie te ruchy przeorały swoje kraje, w Niemczech powszechne pytanie młodzieży skierowane do ojców “A ty co robiłeś podczas wojny?” i to zmieniło ten kraj do podglebia.

    3. Muzyka. Festiwal trafił na najlepszy okres muzyki młodzieżowej w historii świata, takiej ilości znakomitych wykonawców nie ma i nie było nigdy. Wymieniłeś ich sporo, ale ja bym chciał podkreślić genialny występ Ten Years After z Alvinem Lee, świetna była Grace Slick w Jefferson Airplane, pisałem kiedyś o niej u siebie
    https://torlin.wordpress.com/2008/02/28/zapomniana-wokalistka/,
    a ostatnio dawałem Canned Heat. Cały czas szykuję się do napisania notki na temat jednego z najważniejszych zespołów dla mnie z tego okresu – Blood, Sweat & Tears.

    Koniec cytatu – jak mówił profesor Stanisławski 😉
    Wracając jednak do Twojego wpisu: zawsze grzmisz na demagogów, ale to co w nim piszesz, jest na wskroś demagogiczne.
    To, że kogoś utrzymujemy, moim zdaniem nie uprawnia nas do całkowitego narzucania mu swojej woli.

    Ponadto: ruch flower-power był w zasadzie jednorazowym zrywem i czystą utopią. To, że później dzieci-kwiaty zaczęły się zachowywać jak yuppies, nie miało już z “filozofią” hippisów nic wspólnego. Nie można więc mówić, że poczynania yuppiszonów, a później choćby spekulantów na Wall Street, były konsekwencją psychodelicznego fantazjowania dzieci-kwiatów w młodości – to jest właśnie wielka pseudo-socjologiczna spekulacja i chyba jednak niedorzeczność (by nie napisać: bzdura). Ot, jeszcze jedn pan (Mr Daudet from Canada) chce zwrócić na siebie uwagę przez głoszenie szokująco “odkrywczych” prawd.
    Nie mogę się z nim zgodzić.

  6. Moje „zgadzam się” dotyczy objawów, a nie przyczyn. Nieróbstwo i postawa roszczeniowa panoszą się, ale nie mi rozstrzygać, czy hipisi są przyczyną, czy raczej pierwszą ofiarą tych przemian.

  7. Moi Drodzy (do wszystkich), ja się nie odcinam od ruchu dzieci – kwiaty, ani nie zapominam swojego zafascynowania w ówczesnym świecie tym ruchem. Ja nie kasuję swoich słów napisanych w Twoim blogu Logosie, bo to jest w dalszym ciągu prawda.
    Ale tak jak wszystko w świecie ma swoje „zady i walety” (tak jak wpadka Obamy rozprzestrzeni na świecie sprawę polskich obozów śmierci), tak samo było z dziećmi. Z jednej strony upodmiotowiła młodzież, dała jej szansę decydowania o sobie (pozytyw), ale równolegle wprowadziła w schemat myślowy ludzi niebezpieczną konstrukcję interesu jednostki jako funkcji prymarnej , a potrzeb państwa jako funkcji sekundarnej (negatyw). W wyniku tych procesów suma interesów jednostek zaczęła być ważniejsza od potrzeb państwa.
    Ja rozumiem, że odeszliśmy już od osądzania ludzi, którzy nie chcą swojego wozu postawić w kole w obronie przed Indianami, ale wahadło przeszło według mnie za bardzo na drugą stronę. Potrzeby państwa zaczęły być lekceważone, potrzeby ludzi zaczęły przeważać. Nic w świecie nie jest jednoznaczne, i to, co jest z jednej strony złe, z drugiej strony może być dobre, więc obydwa stanowiska mogą być słuszne.

  8. A czym powinny być potrzeby państwa, jak nie potrzebami ludzi?
    Tak naprawdę to nie ma żadnego „państwa”. Jest gra interesów, walka o władzę, o własny byt (ewentualnie dobrobyt – jeśli to możliwe).
    Źle się dzieje, kiedy człowiek jest coraz bardziej uzależniony od państwa. Właśnie dlatego dzieci-kwiaty państwo „olały”. Ale państwa zupełnie i na dłuzszą metę „olać” się nie da, więc po kolorowo-narkotyczno-psychodelicznej zadymie dzieci kwiaty wróciły do „normy”, zaczęły się wkręcać w trybiki społeczno-państwowej machiny – ale to z filozofią flower-power nie miało już nic wspólnego. W żadnym wypadku nie było jej przedłużeniem.
    Twierdzenie, że kryzys na Wall Street był konsekwencją filozofii hippisowskiej jest absurdem.

  9. Tak nie można Logosie, bo ja nie podpisuję się pod każdym słowem z artykułu, więc nie wyciągaj zwrotów jak króliki z kapelusza. Jeżeli chodzi o moje poglądy, to kryzys na Wall Street był konsekwencją filozofii hippisowskiej w szalenie szerokim znaczeniu. Bo ich ideały nie dotyczyły tylko „olewki” państwa, ale również szermowali tekstem „wszyscy ludzie są równi”. A nie są. Wspaniale na ten temat mówi Helena Misztalowa w serialu „Siedlisko” – „Jakby Pan Bóg chciał, aby wszyscy byli równi, to tak ich by stworzył od razu. Dajmy na to ptak, czy kura jest równa orłowi?”.
    Otóż ludzie nie są równi, różnią się pochodzeniem, zdolnościami i talentami, skórą, dziedziczonym majątkiem, wyglądem zewnętrznym (atrakcyjnością). Tymczasem ideologia dzieci kwiatów, skąd pochodzi poprawność polityczna, wmówiła ludziom, że wszyscy są tacy sami, więc się wszystkim to samo należy. Inni mają, to i ja mam to mieć. I właśnie w ten schemat myślenia weszli stratedzy wielkich banków, żerowali na rozrośniętych ambicjach ludzi nieumiejących obiektywnie spojrzeć na swoje możliwości.

  10. Torlinie, ale chyba problem jest pozorny, nieprawdaż? Bo „hippies” to byli urodzeni raczej w latach czterdziestych, yuppies to (głównie) ich urodzone w latach 60tych dzieci, W Polsce to się wszystko przesunęło o jakieś 10-15 lat, stąd zamieszanie. Kiedy w 1972 roku mój przyjaciel N. wybrał się na pielgrzymkę do SF aby pooglądać prawdziwe dzieci-kwiaty, znalazł już tylko zaułek z wyglądającymi jak starcy otumanionymi i szczerbatymi obdartusami żyjącym z żebractwa i sprzedaży paciorków. Era już się skończyła, spóźnił się o lat siedem. Pozostał smutek i żal. A japiszoni, no cóż, naoglądałem się na przełomie lat 70tych i osiemdziesiątych jak zaczęli się powoli pojawiać. Wzięli się z komun wiejskich i autorytarnych przedszkoli i odruchu wymiotnego na rozmemłanie pokolenia poprzedniego, przeważnie natomiast rodziców. Odrzucili estetykę, rzępolenie na gitarze, kontestację.
    Hippisi są obecnie (a w zasadzie od lat) w zaawansowanym wieku emerytalnym. Yuppies z początku lat 80tych wymierają obecnie na zawał i cukrzycę zbliżając się do sześćdziesiątki. Jest dla mnie niepojęte w jaki sposób można tu się doszukać jakiejkolwiek ciągłości i dobrnąć w ten sposób do młodych wilczków z przełomu wieku XX i XXI (to oni są odpowiedzialni za kult zachłanności) – a następnie wrzuciwszy wszystkich do jednego worka wysnuwać daleko idące wnioski.
    Myślę, że nie można.

  11. Logos Amicus pisze: Tak naprawdę to nie ma żadnego ‚państwa’. Jest gra interesów, walka o władzę, o własny byt (ewentualnie dobrobyt – jeśli to możliwe).

    Każdy anarchista jest mądralą, dopóki nie potrzebuje pomocy państwowej policji, straży pożarnej lub wojska…

  12. Toteż Telemachu ominąłem szerokim łukiem pierwsze 4/5 artykułu, który traktował właśnie o tym. Ja nie prowadzę wąską ścieżką połączeń pomiędzy poszczególnymi pokoleniami. Interesująca była dla mnie myśl, rozważania, jaki wpływ na czasy dzisiejsze miała ideologia dzieci kwiatów. Bo to nie jest tak, że jak coś trwa 7 lat, to jest nieistotne, a jak coś 100, to jest niesłychanie ważne. Wiesz świetnie o tym, że przełomowe mogą być nawet momenty.
    Tes Tequ!
    Odeszliśmy od traktowania się jako wspólnoty, to co mamy w Polsce, to żadną wspólnotą nie jest. Jeszcze niedawno, po spaleniu się np. domu na wsi, wszyscy mieszkańcy stawali do odbudowy. Dawniej występowano zawsze w imieniu jakiejś społeczności, gildia kupiecka chciała dla swoich członków takie prawa, rzemieślnicy inne. Mieszkańcy miasta występowali wspólnie do władcy o prawo składu, szlachta o niemożność uwięzienia bez wyroku sądowego. Rzadko były żądania „ja”, „dla mnie”. I staliśmy się więźniami nowej ideologii, państwo jest niezbędne, ale jednocześnie jest czymś obcym, jakby narzuconym. Zniknęła wspólnota.

  13. Dzisiejsze czasy, ta próba integracji już kontynentalnej , bo europejskiej i nie tylko. Bo dzisiaj rodzice na jednym kontynencie , dzieci na drugim a wnuki na trzecim. Tak się porobiło .Tak ,że rodzina nie tylko w rożnych państwach. 😆
    I to rodzina właściwie z powrotem zaczyna być tym głównym spoiwem ludzkim. 😉
    Były nasz bramkarz, reprezentant tego kraju, bardzo się w tej współczesnej „państwowości pogubił. 😀 😆 Jak i inni też 😉
    Pozdrawiam!

  14. Torlinie , teraz międzynarodowe korporacje rządzą.
    Mój bratanek pracuje w takiej „sieci transportowej” a jego żona w „sieci hotelowej” a właściciele tych sieci a właściwie główni udziałowcy ciągle się zmieniają. Praca jest na kontrakt i tam gdzie ta praca, tam ich dom. To jest kolejne „ponadpaństwowe” pokolenie to dzisiejsi dwudziestolatkowie, bo jeszcze nie mają 30 ! … 😉
    Ja natomiast , jak ten chłop pańszczyźniany uwiązana jestem pracą w Polsce. Może się tylko przemieszczam z miasta do miasta ale tylko w tym kraju. 😉
    Moi rodzice to jeszcze inne pokolenie. Wszystko zmienne jest . Nawet i państwa nie są wiecznie, ba cywilizacje ulegają rozpadowi .
    Ja się zastanawiam , czy właśnie ta cywilizacja już nie nadąża i powoli rozpada się od środka, jak kiedyś ” Cesarstwo Rzymskie” , Bo czasy po nim to jakby cofnięcie się w rozwoju ; gospodarczym, inżynieryjnym , kulturowym itd… 😉
    Czyli ,znać proporcjum mocium Panie, bo czasami o nas , bez nas , jesteśmy w rzece i musimy razem z nią płynąć , czy chcemy , czy raczej nie chcemy. 🙄

  15. To znowu nie chodzi o stricte „państwo”, ja mówię o zbiorowości, o grupie ludzi, mniejszej lub większej, która czuje ze sobą związek. Używałem słowa „państwo” jako pewnego rodzaju skrótu myślowego, bo dany kraj też można zaliczyć do tej kategorii. Traktowanie rodziny wyżej niż struktury państwowe (patrz uwaga w poprzednim zdaniu) jest również reminiscencją myślenia dk.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: