Napisane przez: torlin | 16/06/2012

Klęska Japończyków w Pearl Harbor

Płonąca USS „Arizona”.

Od dawna interesowało mnie, co pchnęło Japończyków do szaleńczego kroku – wyzwania Amerykanów na bój śmiertelny. Czy ci ludzie nie umieli planować, przewidywać, rozpatrywać sprawy Pearl Harbor w dalekosiężnych planach? I co najgorsze, postanowili zaatakować mocarstwo bez wypowiedzenia wojny, znienacka (ja wiem, że to nie było tak naprawdę znienacka, bo „góra” Ameryki o tym wiedziała, ale ze względu na sytuację globalną – niebezpieczeństwo wygrania Hitlera w całej Europie – zachowano to w tajemnicy), nie osiągając tym krokiem żadnych właściwie zdobyczy, sukcesów? Tak jak dawniej walczyłem z amerykańskim mitem związanym z Alamo (do poczytania TU), tak teraz spróbuję zmierzyć się z „wielkim zwycięstwem Japończyków” i „klęską amerykańską” w PH.

Jako że nie ruszam się z domu, bo nie mogę, sięgnąłem po książkę z własnej biblioteki, lata nieruszanej. Są to wspomnienia korespondenta francuskiej agencji informacyjnej „Havas” Roberta Guillaina (Robert Guillain) „Od Pearl Harbour do Hirosimy” (tak brzmiał polski tytuł – trochę po polskiemu) – Wydawnictwo „Książka i Wiedza” Warszawa 1983. Mężczyzna ten został w Japonii przez cały okres wojny i obserwował, jego znajomość Japonii jest kluczem do zrozumienia, co takiego się stało w Pearl Harbor. A dla mnie Japonia tam poniosła klęskę.

Militarnie prawie nic nie zyskała, obydwa lotniskowce wcześniej wypłynęły z PH, USS „Lexington” wypłynął z portu 5 grudnia z zadaniem dostarczenia grupy samolotów na wyspę Midway, a USS „Enterprise” wypłynął 28 listopada z podobnym zadaniem dostarczenia grupy samolotów na wyspę Wake. Co robił wywiad japoński? Przecież na lotniskowcach najbardziej im zależało, a nie na pancernikach. O nich mieli już ustalone zdanie, wiedzieli, że to nie pancerniki odegrają kluczową rolę w wojnie, a lotniskowce. Doskonałym przykładem jest rozniesienie przez lotnictwo japońskie 2 dni po PH dwóch wspaniałych okrętów  brytyjskich pilnujących Zatoki Syjamskiej (dzisiaj Zatoka Tajlandzka), najnowocześniejszego brytyjskiego pancernika o wyporności 35 tys. ton „Prince of Wales” (zwodowanego w 1939 roku) i krążownika „Repulse” (32 tys. ton) w bitwie dzisiaj znanej pod nazwą „Bitwa pod Kuantanem”.

I z tym punktem związana jest mniejszość japońska na Hawajach. Japończycy od setek lat osiedlali się na Hawajach, zwierzchnictwo amerykańskie przyjęli spokojnie, gremialnie przyjmując obywatelstwo jankeskie. Są na to dowody – w 1941 roku na archipelagu na ogólną liczbę ludności 380 tys. było 157 tys. Japończyków, z tego 120 tys. miało obywatelstwo amerykańskie, a 103 tys. było białych (piszę według ówczesnej terminologii, zanim mi zarzucicie rasizm). I mając tylu współplemieńców nie można było się dowiedzieć chociażby tego, że lotniskowców nie ma na Hawajach, a nie mówię już o tym, dokąd popłynęły? Ten bezsensowny atak spowodował, że Amerykanie natychmiast internowali całą mniejszość japońską.

A militarnie? Oto słynne okręty na cały świat – popatrzcie sobie na lata produkcji – USS „Utah” – 1909,  USS „Arizona” – 1915, USS „Pennsylvania” – 1915,  USS „Oklahoma” – 1916, USS „Nevada” – 1916, USS „California” – 1919, USS „Tennessee” – 1919,  USS „Maryland” – 1920,  USS „West Wirginia” – 1921. Złom to może za dużo powiedziane, ale nie były to nowoczesne jednostki, one nie decydowałyby o sukcesie w wojnie. Z militarnego punktu widzenia atak Japończyków był jedynie efektownym fajerwerkiem. I to małym biorąc pod uwagę jeszcze jedną rzecz zastanawiającą – Japończycy nie zniszczyli również ogromnych i łatwo widocznych zbiorników z olejem napędowym, niezbędnych do dalszych działań floty (zgromadzonych było 4,5 mln baryłek ropy). Stało się tak dlatego, iż atak na infrastrukturę i zapasy paliwa miał być przeprowadzony w III fazie ataku. Do tego jednak nie doszło, gdyż ostrożny admirał Nagumo stwierdził, że główny cel – neutralizacja amerykańskiej Floty Pacyfiku – został osiągnięty. Okazało się to potem fatalnym błędem, bo efekty III fazy ataku mogłyby wyłączyć z użycia port w Pearl Harbor na bardzo długi czas, baza odegrała bowiem kluczową rolę w walkach na Pacyfiku, korzystając z doskonałego położenia, stosunkowo bliskiego rejonom walk.

Ale najważniejszym błędem japońskim było po prostu niezajęcie Hawajów, chociaż takie rozwiązania przychodziły Japończykom do głowy. Taką propozycję zgłosiło cesarzowi trzech ludzi, wśród nich był Isoroku Yamamoto, lecz gwałtownie przeciwstawiał się temu pomysłowi premier Japonii Hideki Tōjō (w książce nazywani odpowiednio Jamamota Isoruku i Todzio). Tojo przeprowadzał w tym czasie czystki klanowe i propozycja wywodząca się nie z tej kasty po prostu z samego założenia nie mogła być prawidłowa – Guillain pisze, że tylko zrozumienie duszy japońskiej, ich wieloznacznej mowy, specyficznych stosunków klasowych może doprowadzić do rozwiązania problemu, co pchnęło Japonię do tak w sumie bezsensownego ataku. Japończycy później tłumaczyli, że archipelag w gruncie rzeczy nie był im potrzebny, zapomnieli jednak, że był niezbędny Amerykanom do wojny na Pacyfiku.

Ps. TUTAJ można poczytać sobie na temat książki Guillaina.

Reklamy

Responses

  1. Nie deprecyjonował bym pancerników roli, które może i na morzu już najlepsze lata miały za sobą (przypomnę, że w czasie wojen napoleońskich szło spotkać w Royal Navy liniowce, co miały grubo ponad sto lat i swoją rolę nadal pełniły niezgorzej), aliści by którejkolwiek później zdobyć desantem insuli, to przyszło piechocie morskiej skrwawić niezgorzej, nawet mimo tego, że ich setki dział okrętowych w tem wspierało. Nie imaginuję ja, by się Guadalcanalu, Palau czy Iwo-Dzimy bez wsparcia z morza zdobyć udało…a w każdym razie nie bez piąci luboż i więcej razy strat większych…
    Że cios lotniskowców nie sięgnął, to już rzecz wykonania, nie zamiaru, ergo nie w tych to kategoriach oceniać. Podług mnie jednak rzecz leży w tem, że Japończykom zależało więcej na surowcach na południu i zachodzie leżących, których przecie zdobywać nie śmieli, mając lewej zagrożonej flanki od Hawajów. Odwrócenie tegoż układu sił uderzeniowych niewiele dawało, bo o ropie na Alasce nawet jeszcze nie ćwierkały wróble, a atut Hawajów jest jeno w bazie morskiej i powietrznej. Iść za ciosem i desantować Kalifornię? Przegrana to sprawa, nawet mimo tego, że skupiwszy siły na wschodzie, by się może i bezpieczniej czuli mając flanki prawej od skromnych sił Royal Navy w Singapurze osiadłej, nieubezpieczonej…
    Przypomnę też, że cele których sobie rząd japoński 5 listopada nakreślił włączały w sferę pożądanego przedpola tak Hawaje, jak i Alaskę, przy tem nie wykluczały późniejszefo jej rozszerzenia…
    Błąd generalniejszy był w sił przecenieniu i w porwaniu się na dwa fronty naraz, przy tem nie o sowiecki mi idzie, a o posiadłości dawniejsze brytyjskie i holenderskie na drodze ku Australii i równocześną z Ameryką na morzu wojnę…
    Kłaniam nisko:)

  2. Co do lądowania Wachmistrzu – zgoda, jest to zupełnie inna operacja. Ale też nic nie mówimy o lądowaniu w Kalifornii. Co do znaczenia pancerników już nie, żadna wielka bitwa na Pacyfiku nie była właściwie „pancernikowa”: Midway, na Morzu Koralowym, o Leyte, na Morzu Filipińskim. Nie zgadzam się również z walką na dwa fronty, z punktu widzenia wielkości wojsk front birmański był mniejszy i absorbował zupełnie inny typ wojsk – armię lądową. I w tym wypadku rzeczywiście wojska brytyjskie i chińskie odgrywały bardzo znaczącą rolę.
    Piszesz: „o posiadłości dawniejsze brytyjskie i holenderskie na drodze ku Australii i równocześną z Ameryką na morzu wojnę…”. Ależ Wielce Szanowny Wachmistrzu nad Wachmistrzami, toż to jest to samo. Przecież naczelnym dowódcą w obszarze południowo-zachodniego Pacyfiku był generał Douglas MacArthur, działał on w oparciu o bazy w Melbourne, Brisbane i Manili. Wszystkie akcje wojskowe, czy mówimy o Nowej Gwinei, Guadalcanal, Filipinach czy o Marianach, wszędzie są wojska amerykańskie przede wszystkim.
    U ojca mam „Wojnę o Pacyfik” i nie mogę znaleźć w Internecie, kto wyzwolił Indonezję.

  3. Pearl Harbor było japońskim zwycięstwem taktycznym, czyli – mówiąc krótko – wygraną bitwą. Dopiero w ujęciu strategicznym okazało się klęską, przede wszystkim dlatego, że było to zwycięstwo w zbyt niewielkiej odniesione skali, aby cokolwiek zmienić. Zatopienie jednego pancernika i zdemolowanie kilku innych to po prostu za mało. Większy skutek odniosłoby trzecie bombardowanie (odbyły się tylko dwa) i zniszczenie zapasów ropy naftowej – to by kosztowało USN może nawet kilka dodatkowych miesięcy paraliżu. Jeszcze lepiej, gdyby zatopiono lotniskowce, ale tych akurat w PH nie było… Zresztą, o tym wszystkim piszesz, więc właściwie powtarzam się ;-).

    Nie zgodzę się tylko z jednym: określeniem bitwy o PH w kategorii mitu. Dla historyków i badaczy PH nigdy nie było zdecydowanym japońskim zwycięstwem. Właściwie to polityczna propaganda w sojuszu z medialnym atakiem paniki pozwoliła wykluć przekonanie, że PH był wielkim dramatem. No więc nie był. Pamiętajmy jednak, że FDR potrzebował pretekstu aby przystąpić do wojny. PH okazał się pretekstem idealnym. Otoczka wokół ataku jest więc w dużej mierze działaniami obliczonymi na polityczne i społeczne wykorzystanie ataku.

    Aha, jeszcze jedno: Japończycy nie wypowiedzieli wojny w sposób przyjęty w świecie zachodnim nie ze złośliwości. Dla nich po prostu ostrzeganie przeciwnika byłoby przejawem głupoty. Wtedy jeszcze Nipon nie był uwikłany w okołoatlantycką filozofię…

  4. Onibe!
    Zgadzając się z Tobą właściwie we wszystkim stwierdzam 😉 , że jesteś niekonsekwentny. Piszesz: „Nie zgodzę się tylko z jednym: określeniem bitwy o PH w kategorii mitu. (…) Właściwie to polityczna propaganda w sojuszu z medialnym atakiem paniki pozwoliła wykluć przekonanie…”. O właśnie to, to, to. Te „Tora, Tora, Tora”, filmy, kontrowersyjne i przerysowane oceny, skłaniają ku przypuszczeniu, że oto świat się Amerykanom zawalił, a Japończycy odnieśli druzgocące zwycięstwo, i najbliższy rok (prawie półtora) będą odnosić sukcesy dzięki niemu. Ja przeciwko temu protestuję, Japończycy mieliby takie same zdobycze i z pancernikami amerykańskimi na karku, ale tu ze strony amerykańskiej chodziło o to, jak to nasz wspaniały naród podniósł się po klęsce. Gad wbił nóż w plecy, ale my – naród waleczny…

  5. Z perspektywy czasu ten atak to był idiotyczny wybryk albo amerykańska prowokacja.

    Z dwojga złego lepiej już atakować dziewczyny o perłowych włosach niż perłowe zatoki.

  6. Oj… wojna na Pacyfiku mnie fascynowała, więc Cię Torlinie trochę ponudzę 😉

    1) Decyzja o rozpoczęciu wojny — to bardziej złożone. Japończycy zaangażowali się w Chinach i Azji Wschodniej, co się Amerykanom nie podobało i co zaowocowało embargiem. Tak skutecznym, że Japonia ‚przegrałaby’ wojnę bez prowadzenia działań militarnych z USA. Oczywiście, można powiedzieć, że racjonalnie było ją przegrać już wtedy, ale to ignoruje psychologię — nie ulega się szantażowi surowcowemu tak po prostu.

    Warto dodać, że Amerykanie (nie obywatele USA, a rząd) w gruncie rzeczy tego chciał — doprowadzić Japonię do wyboru — kapitulacja albo wojna.

    2) Pancerniki wciąż były postrzegane jako dominująca klasa okrętów. Japończycy, mimo paru ‚postępowych’ admirałów (w tym Yamamoto) byli w gruncie rzeczy bardzo konserwatywni. (Zwróciłbym tu Twoją uwagę na budowę potężnych pancerników typu Yamato. Japończycy rozpoczęli budowę trzech kolosalnych okrętów, ostatni przebudowali w czasie działań na lotniskowiec, dwa pierwsze były wielkim marnotrawstwem środków przeznaczonych na rozbudowę floty…) Właściwie to dopiero rozegrane bitwy — właśnie Pearl Harbor, Morze Koralowe, Midway, pokazały właściwą rolę lotniskowca. (Owszem, wcześniej był Tarent, ale Tarent nie wszystkich przekonał.)

    3) Pisząc o ‚złomie’ trochę hm…. za bardzo upraszczasz. Z jednej strony podajesz daty wodowania — woduje się ‚skorupę’, którą trzeba wypełnić wyposażeniem. Taka Arizona weszła do służby w roku 1918. W dodatku potem nastąpiły słynne wakacje morskie (konferencja w Waszyngtonie i te rzeczy 😉 ), które zamroziły rozwój tej klasy. W roku 1941 niewiele było pancerników nowszych na świecie (choć muszę przyznać, że okręty budowane w końcu lat 30-tych właściwie tworzyły nową klasę). No i 1918-1941, to dopiero 23 lata. Taki ORP Kościuszko ma lat 32. I jakoś nie mówi się o posłaniu go na złom. Wachmistrz zresztą słusznie zauważa, że po remoncie były na wagę złota. Zresztą wygrały potem jedną bitwę morską 😉

    4) Japończycy byli konserwatywni. Zastosowali strategię, która przyniosła im sukces w wojnie z Rosją (atak bez uprzedzenia na wysuniętą bazę marynarki; decydujące zwycięstwo objawiające się zatopieniem wielu pancerników).

    5) W obliczu tajności i złożoności przygotowań nie mogli, technicznie, korygować planu ze względu na obecność bądź nieobecność lotniskowców. Japończycy wiedzieli, uderzając, że ich tam już nie ma. Ale nie wiedzieli tego ustalając datę ataku, czy podejmując decyzje o jego przeprowadzeniu. Zwlekanie w oczekiwaniu na lotniskowce groziło przegraniem tej bitwy.

    6) Zniszczenie zbiorników — owszem. Ale należy zwrócić uwagę, że Amerykanie bronili się lepiej, niż Japończycy przypuszczali. Nieznane było położenie lotniskowców. A dowódcy i lotnicy wciąż myśleli w kategoriach zniszczonych okrętów — tu przecież odnieśli olśniewający sukces.

    —-
    Z całą notką mam ten problem, że może rzeczywiście, ja nie postrzegam Pearl Harbor jako straszliwej, haniebnej klęski USA, która otwarła dla japońskiej floty nieodwołanie bezmiar Pacyfiku — a może z taką postawą polemizujesz. Postrzegam ją, jako dotkliwą klęskę militarną (wiele ofiar, trudności w wykorzystaniu podstawowej bazy US Navy na Pacyfiku). Czy strategia Japończyków była właściwa? Z perspektywy czasu się mówi, że Japończycy powinni poczekać na atak Amerykanów i zatopić pancerniki i lotniskowce u swoich wybrzeży (Yamamoto nie był konserwatystą, mógł to zrobić skutecznie). Ale to też chciejstwo, bo zakłada bezrozumną strategię USA, z szarżą floty na Japonię.

    Korzystając z okazji Euro odwołałbym się do analogii piłkarskiej — to jak strzelić gola w pierwszej minucie meczu — ustawia charakter spotkania, wywołuje szok i chęć rewanżu. Zasadniczo bardzo pozytywne dla drużyny, choć jeśli drużyna, która to zrobiła przegra, to będzie się mówić, że może nie powinna prowokować tak szybkiej kontry, uśpić raczej przeciwnika, inaczej rozłożyć siły… Wygranych się nie sądzi, ale przegranych — zawsze.

  7. PAK-u!
    Na temat powodów zaangażowania się Japonii w wojnę Gillain pisze sporo, trudno mi jest całość przepisać. To w takim razie krótkie cytaty:
    1. fascynacja Hitlerem i własnymi podbojami w Mandżurii i Chinach
    2. Japonia ze wszystkich sił usiłuje być równie potężna jak kraje Zachodu, „od których tak długo, potulnie i cierpliwie starała się pobierać nauki”,
    3. wojna jest ukoronowaniem aspiracji trzech pokoleń: wojna chińska – 1895, rosyjska – 1905, I Wojna Światowa – 1915.
    4. Zdaniem Gillaina źródeł wojny na Pacyfiku należy szukać w pasjach, namiętnościach i emocjach. One to kierują tradycyjnym, niepohamowanym instynktem klanowym, pchającym do ekspansji.
    5. Rozjątrza Japończyków, że każde ich posunięcie inwazyjne powoduje sankcje: embargo handlowe, zamrożenie kredytów, wstrzymanie dostaw rudy żelaza, blokadę naftową. Ta pętla się tak zacisnęła, że Japonia nie miała wyjścia.
    Twój punkt drugi jest wewnętrznie sprzeczny, trudno pisać o dominującej klasie okrętów, jak się buduje ich trzy (z czego Spinano skończył jako lotniskowiec). Co do reszty się właściwie zgadzam.

  8. @Torlinie:
    @Japonia i przyczyny wojny:
    Owszem, podbój i dominacja były pomysłami na rozwój Japonii — apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ale podkreśliłbym jeszcze raz — rosnące zaangażowanie prowadzi do pewnego psychologicznego przymusu. I druga rzecz — traktujemy Japonię, jak monolit. A przecież tam ścierały się opinie, strona zaś „wojownicza”, „jastrzębi”, nie stroniła od politycznej przemocy.

    @Pancerniki, jako klasa dominująca:
    No przepraszam, jeździsz autem? Jest dla Ciebie ważnym środkiem transportu? To czemu, gdy kupujesz, to jedną sztukę, a nie pięć? To wewnętrznie sprzeczne ;D
    Jako ekonomista powinieneś wiedzieć lepiej ode mnie, że budżet nie jest z gumy. Nawet zbrojąca się Japonia nie była w stanie wybudować więcej tak kosztownych okrętów — przecież jeden taki Yamato odpowiadał kosztom wybudowania dwóch-trzech lotniskowców. Z wyposażeniem lotniczym włącznie.
    (I ciekawostka — Japończycy ukrywali budowę Yamato siatką z lin nad stocznią. W efekcie… w całej Japonii zabrakło lin na sieci, co miało istotne znaczenie w tak wyspiarskim kraju.)
    A Shinano przebudowano na lotniskowiec w oparciu o doświadczenia wojenne. Zresztą, zrobiłem w głowie przegląd sytuacji — w latach 1939-1941 roku wciąż większe znaczenie miały walki pancerników (Bismarck, Morze Śródziemne), niż ataki lotniskowców (owszem, udział w zatopieniu Bismarcka, ale tylko udział; owszem Tarent, ale tylko Tarent)…

    @ogólne PS:
    Do pewnego stopnia historia przyznała Japończykom racje. Jaka jest obecnie strategia potęg morskich na wypadek (tfu, tfu…) wojny? Po pierwsze, zaatakować bazy morskie nieprzyjaciela…

  9. pak4 pyta Torlina: No przepraszam, jeździsz autem? Jest dla Ciebie ważnym środkiem transportu? To czemu, gdy kupujesz, to jedną sztukę, a nie pięć?

    Zadziwiające! Torlin ma naprawdę tylko jedno auto? Przecież każdy zapobiegliwy człowiek ma pięć (cztery do jazdy i jedno zapasowe). A może to chodziło o koła?… A, to przepraszam. 🙂

  10. Tes Tequ!
    PAK-owi niezbyt wyszło to porównanie, ale ja za bardzo cenię sobie jego wpisy, aby być tak małostkowy i czepiać się tych samochodów. Daj spokój, szczególnie że był emotikon.
    PAK-u!
    Jak się nie ma pieniędzy, to się nie rozpoczyna wojny. Pamiętasz, co powiedział Napoleon?

  11. @Torlin: bardzo spójne wyjaśnienie dlaczego Japończycy dokonali ataku można znaleźć w książce Christopher Bartlett (Addison Wesley Longmann Ltd. London) 1994) “Konflikt Globalny. Międzynarodowa rywalizacja wielkich mocarstw w latach 1880-1990″ Ossolineum 1997. Japończycy zaatakowali gdyż był to ostatni moment który pozwalał na realizacje jakichkolwiek planów militarnych. W tym sensie byla to racjonalna decyzja militarna choć w sensie politycznym jej powody były znacznie bardziej złożone. W pewnym sensie był to straceńczy atak ostatniej szansy.

  12. Drogi Kazekkurz, toż ja to właśnie napisałem. Rzecz jest niesłychanie złożona, ale moja notka przede wszystkim dotyczyła mitu, jaką to nieprawdopodobną klęskę w PH ponieśli Amerykanie, a jakie to zwycięstwo wielkie odnieśli Japończycy.
    Dzięki.

  13. @Torlin „Drogi Kazekkurz, toż ja to właśnie napisałem.” – nie, no napisałeś coś całkiem innego. Z faktu że Japończycy zaatakowali w pewnej sytuacji militarnej czy gospodarczej nie wynika jakoby atak był nieudany. Miał wielkie znaczenie propagandowe, wykazał gotowość bojową jednostek które w nim brały udział, był sukcesem logistycznym, strategicznym i taktycznym. Gdyby był nieudany – np. nie zniszczono by żadnych celów wojskowych – kto wie czym i kiedy skończyłyby się zmagania na Pacyfiku?

    Oczywiście można anachronicznie pisać ze współczesnej perspektywy -obecnie wiemy że był to marsz ku klęsce. Dla ludzi którzy żyli w tamtych czasach – wcale nie było to oczywiste ( przynajmniej dla sporej ich części). Zupełnie podobnie zresztą miały się rzeczy w Europie – Niemcy atakowali dokładnie z tych samych powodów, zaś przewaga Stalina (Rosji) nad Niemcami była dokładnie tak samo wielka, jeśli nie większa niż USA nad Japonią. Klęska Niemiec byłą wyłącznie kwestią czasu – inne są jednak warunki walki na morzu ( a zwłaszcza Pacyfiku z powodu jego szczególnie wielkich rozmiarów) a inne wali na lądzie. Ponadto rola zachodu ( zwłaszcza Anglii kierującej agresję nazistów w kierunku Rosji bolszewickiej, Francja postrzegała w Niemczech zagrożenie od końca I W. Światowej co zresztą także przyczyniło się do eskalacji konfliktu – z innych wszakże powodów – sprawa reparacji, Alzacji i Nadrenii itp. – znana i omawiana szeroko) w ataku Niemiec na Rosję pozostaje wysoce dwuznaczna. Świat stał się czarno-biały dopiero po II Wojnie Światowej, bo było to wygodne dla zwycięzców. Wcześniej – choć zbrodniczość reżimu nazistów nie ulegała wątpliwości – relacje między faszystami a zachodem dalekie były od stanowczości, stanowcze były zaś w stosunku do bolszewików w znaczni większym stopniu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: