Napisane przez: torlin | 19/06/2012

Bitwa o Bitwę

Od razu mówię, nie jest moim celem rozpalać dyskusję na temat, czy Bitwa na Psim Polu odbyła się rzeczywiście, czy była to tylko drobna potyczka. Bo nic istotnego koło Wrocławia w roku 1109 nie zaistniało, to nasz kochany Kadłubek z mało istotnej informacji Gala Anonima, że „…cesarz postąpił pod miasto Wrocław, gdzie jednak nic więcej nie zyskał, jak trupy na miejsce żywych” wysnuł informację – przypuszczenie, że odbyła się tam walna bitwa zakończona wspaniałym zwycięstwem. I jak to z Polakami, od XIII wieku z przyjemnością słuchamy, jak to psy włóczyły trupy niemieckich rycerzy po pobojowisku. I wydawałoby się, że historycy i światła część społeczeństwa jest co do tego zgodna, że bitwa była niezbędna dawnym Polakom i władzy z okresu komunistycznego, gdy już teraz możemy sobie darować bitwy wymyślone.

Szczerze mówiąc kilka lat temu z rozbawieniem potraktowałem propozycję wybudowania pomnika na cześć 900-lecia Bitwy, sylwetek dwóch konnych wojów bolesławowych, trzech pieszych i 3 psów, w miarę jednak powiększania się oporu radnych pomnik został pomniejszony najpierw o pieszych, a później o psy. Doszedłem do wniosku, że nie przesadzajmy, nic takiego się wydarzy, jak taki pomnik zostanie postawiony. Smok wawelski też nie istniał, a pomnik ma. Ale dopiero dzisiaj przez całkowity przypadek trafiło do mnie uzasadnienie całej walki, i muszę przyznać, że mnie zmroziło.

Muszę koniecznie napisać na temat mojego stosunku do katolicyzmu. Jak wszyscy wiedzą jestem niewierzący, ale nie czuję do Kościoła nienawiści. Uważam wręcz, że przez wiele stuleci odgrywał on wspaniałą rolę w Polsce, a i dzisiaj wiele ich inicjatyw jest godne przyklaśnięcia. Ale jest w polskim katolicyzmie nurt – nazwijmy do radiomaryjnym – którego poglądy są mi całkowicie obce. Jest to taki charakterystyczny tryb myślenia, widać go wyraźnie w Pis-ie, życie nienawiścią i mitami. Z pokrętną retoryką. Z całą gamą dowodów i faktów, że ten sposób myślenia jest prawidłowy i uzasadniony. Nie reagowałem na wszelkie reperkusje pobitewne do dnia wczorajszego, gdy w moje ręce (a raczej oczy, bo było to na ekranie komputera) wpadł mi tekst wywiadu, jaki udzielił „Niedzieli” Jerzy Ziomek, przewodniczący Rady Fundacji Polskie Gniazdo (niestety przy wywiadzie nie ma daty, ale jest to z pewnością koniec 2009 roku). Cały tekst wywiadu można przeczytać TU, ale postanowiłem uwypuklić pewne dwa fragmenty, które są dla mnie najbardziej charakterystyczne.

Pierwszy – „Ważne jest, aby na historię Psiego Pola i Wrocławia patrzeć nie wybiórczo lecz całościowo. Stąd każdy kto się uważa się za Europejczyka, obojętnie czy jest Polakiem, Niemcem lub Czechem powinien uznać jako bezsporny fakt polskości Wrocławia i Psiego Pola w średniowieczu. Polacy mieszkający tutaj mają mandat do tych ziem zdecydowanie mocniejszy niż tylko decyzje z Jałty i Poczdamu. Nie jesteśmy jedynie ich administratorami i jako gospodarze możemy bez kompleksów utożsamiać się z piastowską historią swojej Ojczyzny na Dolnym Śląsku. W sensie historycznym mamy pełne prawo to czynić i czuć się jak prawdziwi Europejczycy posiadający własną historię”.

I drugi, komentarz historyka Piotra Sutowicza: Liczy się tradycja: „Ostatnio wśród niektórych publicystów i historyków modnym stało się kwestionowanie niektórych, ustalonych jak się wydawało, faktów historycznych. Z punktu widzenia nauki nie jest to postawa zła. Pewien krytycyzm popycha do przodu badania, a tym samym pozwala lepiej poznać przeszłość. Kłopoty zaczynają się wówczas, gdy tego typu kwestionujące twierdzenia zostają użyte do walki stricte politycznej, niemającej nic wspólnego z poznawaniem prawdy. Wydaje się, że ofiarą takiej działalności pada wiele naszych narodowych mitów, a ostatnio możemy zaobserwować tego typu działalność w odniesieniu do bitwy na Psim Polu w 900-lecie jej rocznicy.
Niektóre media z zaangażowaniem głoszą tezę, iż nie ma czego obchodzić, gdyż bitwy prawdopodobnie nie było a jeżeli nawet, to była to niewielka potyczka nie wywierająca wpływu na całość polsko-niemieckich zmagań w roku 1109. Pomijany jest przy tym jednak bardzo istotny fakt.
O samych wydarzeniach wiemy, i co do tego nie ma wątpliwości, od dwóch kronikarzy Galla Anonima i Wincentego Kadłubka. To oni przekazali potomnym pełen symboliki opis zmagań Bolesława Krzywoustego, od obrony Głogowa po wydarzeń z Psiego Pola. Milczeniem zbywa się jednak wielowiekową tradycję, która narosła przez 900 lat. A przecież przez stulecia treściami pozostawionymi przez kronikarzy karmiły się całe pokolenia Polaków. Ich przekaz wpływał na myślenie i wyobraźnię stając się natchnieniem w trudnych czasach. W okresie kiedy Śląsk był, jak się wydawało, na zawsze oderwany od życia polskiego, fakty z roku 1109 opisywane przez naszych kronikarzy mówiły o tym, że ziemia ta była przez naszych przodków broniona przed niemieckimi zakusami. Jeżeli spojrzeć na kwestię Bitwy na Psim Polu z tego punktu widzenia to spór, fakt bitwy i jej rozmiar, staje się bezzasadny, w tym samym stopniu co np. istnienie Piasta i Rzepichy oraz Wandy co nie chciała Niemca, my zaś, mieszkańcy Wrocławia i Dolnego Śląska, spokojnie możemy obchodzić 900. rocznicę tradycji bitwy”.

Dałem całość komentarza in extenso, gdyż ten właśnie fragment zainteresował mnie najbardziej pod względem logicznym. Możnaby rozbierać to zdanie pod względem logicznym, udowadniać, że Gall nie przekazał potomnym opisu pełnego symboliki, ale sami wiemy doskonale, że to na te osoby nie wpłynie w najmniejszym stopniu. Ja to spotykam na co dzień, w kontakcie z ludźmi. Tymczasem, co napisał Norman Davies, Wrocław był zawsze miastem wielokulturowym, i polskim, i niemieckim, i czeskim. Jeżeli chodzi o samo miasto, to z przewagą żywiołu niemieckiego, jest tutaj odniesienie do Lwowa, który był polską wyspą otoczoną morzem ukraińskim. A w latach Bitwy rozdział na narodowość polską i czeską nie był jeszcze skończony i łatwy do rozróżnienia. Zresztą całość Dolnego Śląska przypomina inne krainy pogranicza, jak Lotaryngia z Alzacją, Trydent i Górną Adygę, Piemont, Istrię, Siedmiogród, Dobrudżę czy Kaszmir.

Reklamy

Responses

  1. Dlaczego ten wpis o bitwie pod Wrocławiem pojawia się bezpośrednio po przegranym meczu EURO2012 z Czechami we Wrocławiu?

  2. „Zresztą całość Dolnego Śląska przypomina inne krainy pogranicza”
    .
    Nie znam zbyt dobrze tego zagadnienia, ale zdaje się, że w XX wieku żywiołu słowiańskiego na Dolnym Śląsku było już co kot napłakał, a w każdym razie polska świadomość narodowa była tam wielką rzadkością. Nie bardzo więc trafne jest porównanie z Siedmiogrodem czy Trydentem.
    Jak by jednak nie było, legitymizowanie praw Polski do Śląska za pomocą faktów sprzed prawie tysiąca lat jest ciężkim idiotyzmem. Już to gdzieś pisałem: w takim razie powinniśmy należeć do Irlandii – Celtowie tu byli wcześniej!
    Na marginesie: czytałem kiedyś artykuł jakiegoś wrocławskiego historyka, który dekonstruował kolejną średniowieczną legendę narodową – bitwę pod Legnicą. Twierdził na podstawie analizy źródeł, że żadnej wielkiej bitwy z Mongołami tam nie było, a Henryk Pobożny poległ w niewielkiej i przypadkowej potyczce.
    Zaprawdę, średniowiecze to wymarzony teren dla historyków inteligentnych, a leniwych. Materiałów źródłowych do studiowania niewiele, możliwości interpretacji prawie nieograniczone.

  3. @TesTeq:
    Mówisz, jak prof. Bula, który wyrzucał Joannie Wnuk-Nazarowej, że w programie koncertu w trakcie Euro wstawiła utwory Rosjanina i Czecha, a o Polaku zapomniała.
    I jak śmiał zapomnieć, że o Greku też zapomniała!

    @Autor:
    1) Ja tego braku krytycyzmu nie rozumiem, choć zapewne da się to wytłumaczyć.
    (Ale — właśnie widzę, że Racjonalista „dał sobie sprzedać” tezy Andrzeja Zielińskiego, tylko dlatego, że są o królu apostacie, zresztą wcześniej „dali sobie sprzedać” Matta Ridleya, tylko dlatego, że libertarianin; ergo — przeciwna strona jest tak samo wrażliwa na nieracjonalność, tylko trzeba ją umiejętnie podejść. Umiejętniej zapewne, skoro nie ma własnej prasy, radia, telewizji i ambony…)

    2) W tle czytam Sidneya Kirkpatricka („Hitler i święte insygnia”), który pisząc (marginalny epizod) o Wrocławiu, zwraca uwagę na trudny żywot Polaków w czasie rządów nazistowskich 😉 To brzmi mniej więcej tak, jakby widział we Wrocławiu polskie miasto okupowane przez Niemcy. Nie wątpię, że panowie Sutowicz i Ziomek by się ucieszyli 🙂

    Nawiasem mówiąc, jestem pod wrażeniem oglądanych nie tak dawno list ofiar I wojny światowej w Toszku i Pławniowicach. Dominowały tam nazwiska „polskie” (czy może śląskie 😉 ). Ale to już ‚wschodnia opolszczyzna’. (Gdzieś mignęła mi statystyka, że większość mieszkańców była ‚polska’ jeszcze na początku XIX wieku i z tego powodu dobrze usposobiona do Napoleona, ale nie pamiętam, jakiej części Śląska to dotyczyło. Także domniemuję Opolszczyznę.)

  4. Bardzo Wam dziękuję. Zamiast wypisywać się zbyt długo, dam link do zawsze znakomitej strony „historycy.org.”, dla mnie prawie zawsze świetnej. Oni potwierdzają moje przypuszczenie, że to miasta i elity należały do żywiołu germańskiego, wieś należała do Polski
    http://www.historycy.org/index.php?showtopic=48263

  5. Torlinie co rozumiesz pod pojęciem żywiołu ?
    Uogólnienia zamazują śląską specyfikę polegającą na rozdrobnieniu terytorialnym. Formalnie coś takiego jak Śląsk powstało dopiero po Wojnach Napoleońskich. Wcześniej terytorium podzielone był na kilkanaście niezależnych od siebie księstw. Władza spoczywała w rękach księcia i lokalnego zgromadzenia stanowego. Każdy z książąt był osobistym lennikiem Króla Czeskiego. Każde z księstw posiadało własną religię, oraz ludność o bardzo zróznicowanym pochodzeniu etnicznym. Patriotyzm kończył się na obszarze powiatu.

  6. Kim byli Piastowie ?
    Rody szlacheckie i mieszczaństwo wywodziły się z całej Europy. Żywioł germański (?) wcale nie stanowił większości. Urzędowa germanizacja pojawiła się dopiero w XIX wieku i skutecznie objęła jedynie warstwy wyższe (piśmienne) W dziejach Śląska nie było to niczym nowym wystarczy prześledzić składy rad miejskich, by zauważyć wahadło w pisowni nazwisk rajców.
    Polonizacja rozpoczęta w końcówce XIX w jest tylko początkiem kolejnego cyklu. Gdyby nie przypadkowa obecność Śląska i Wielkopolski w jednym organizmie państwowym XX wiek miałby zupełnie inne oblicze.
    Przecież w końcówce I Wojny Światowej Czesi domagali się powrotu Śląska do macierzy. Lokalnym elitom marzyła się niepodległość lub przynajmniej wymiganie od kontrybucji wojennych. Przecież przemysł Górnego Śląska powstał z francuskich reparacji po wojnie roku 1871, w której głównym negocjatorem finansowym był książe Donnersmarck. (obecność Francuzów po zakończeniu I wojny na Śląsku nie była przypadkowa).

  7. To nie jest tak Piotrusiu, rozdrobnienie ziem nie miało właściwie nic wspólnego z faktem, że Polacy na wielu ziemiach dominowali. Jest sporo stron w Internecie na ten temat, nie wiem, czy je dawać, tak jedną na próbę:
    http://www.gwarypolskie.uw.edu.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=956&Itemid=19&limit=1&limitstart=7
    Te poszczególne księstwa tak w gruncie rzeczy mało się różniły od siebie. Może i formalnie Śląsk powstał dopiero w XIX wieku, ale przecież nazwa krainy ma z jakieś 1.000 lat.

  8. @Torlinie,
    ja już bym raczej argumentował, że tak dawno wyodrębnioną polskość trudno odróżnić od tak dawno wyodrębnionej czeskości. A na to się nakłada niemieckość. (Choć też podkreślam, co już pisałem — poszczególne miejscowości potrafiły mieć opinie czeskich, czy niemieckich. Choć to oczywiście o niczym nie świadczy, w końcu Warszawę Czesi zakładali :D)

    @Piotrusiu:
    Mam kompleksy, bo porządna historia Górnego Śląska stoi u mnie na półce i czeka na wolny czas… Ale… piszesz o roku 1871, a Donnersmarckowie? A Karol Godula? (BTW. polecam Torlinowi, jeśli jeszcze nie zna historię Karola Goduli.)

  9. @Torlinie, PS
    Niektórzy argumentują, że nazwa Śląsk raczej pochodzi sprzed początku naszej ery i wywodzi się od plemienia Wandali 😉

  10. PAK-u!
    Z cyklu – poczytaj mi mamo
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Pochodzenie_nazwy_%C5%9Al%C4%85sk
    Masz do wyboru, do koloru. Mój mały słownik pochodzenia nazw geograficznych podaje z kolei, że jest to od wyrazu „slęg” – „powolny”

  11. @pak4: Mówię jak profesor, a profesorem nie jestem! Niezła sztuczka, co?

  12. Żadna sztuczka, można być profesorem (uczelnianym), a jednocześnie tak naprawdę nie być profesorem (belwederskim). A jakie sztuczki są w szkołach podstawowych z profesorami?

  13. mnie niezmiernie bawi łączenie średniowiecznej polityki z ideologią narodową. Przecież wtedy nie było żadnych narodów, państwo było prywatną własnością króla, który toczył wojny po to, by jemu działo się lepiej. W drugiej kolejności lepiej działo się wasalom i możnowładcom, bo ci byli potrzebni królowi do zarządzania jego terytorium. Tzw. Polacy, czyli chłopstwo, mieszczaństwo i szlachta głęboko gdzieś mieli przynależność narodową, liczył się jedynie układ wasalny. Próba opisania historii przez pryzmat świata po rewolucji francuskiej jest żałosny, przynajmniej jeśli nie zaznaczy się odpowiednio wielu zastrzeżeń i nie podkreśli się pewnej skrótowości takiego myślenia.

    A czy Śląsk jest rdzennie polski to by trzeba ślązaków zapytać. Oni jednak hołubią w sercach wizję Śląska niezależnego, bytu który przynależał raz do jednego państwa, raz do innego, ale zawsze zachowywał pewną autonomię kulturową – i także narodową. Nie pamiętam aż tak dobrze dawnej historii, ale kojarzy mi się, że jednak Śląsk częściej łączyć politycznie należałoby z różnymi morawsko-niemieckimi kierunkami, rzadziej zaś z Polską, która przecież kiedyś przesunięta była znaczniej na wschód.

  14. Nie, Onibe, moim zdaniem nie masz racji. Ja wprawdzie sam powtarzam, że w dawnych wiekach było się przede wszystkim poddanym króla, ale też ludzie czuli, że są jakiejś narodowości, mówią konkretnym językiem. A jednak można było rozróżnić już we wczesnym etapie naszej państwowości Polaków od Czechów, skoro: „zapis pod rokiem 999 w Kronice Czechów Kosmasa z Pragi. Zdaje się on potwierdzać okupacyjny charakter władzy czeskiej na tym terenie z garnizonem wojskowym w mieście: „Albowiem polski książę Mieszko, nad którego nie było podstępniejszego człowieka, wnet zabrał podstępem miasto Kraków, zabiwszy mieczem wszystkich Czechów, których tam znalazł”” (z Wiki). Jakoś ich rozróżnił.
    Następne. Mnie się wydaje, że związek Śląska z Czechami (a nie Morawami) był właśnie tego samego rodzaju, jedynie zhołdowanie, a samych Czechów było jak na lekarstwo. Dolny Śląsk (bo o nim mówimy) był słowiański (przede wszystkim polski), stopniowo ludność polska wypierana była przez kolonistów niemieckich. Im bliżej Wielkopolski i Górnego Śląska, tym Polaków było więcej. Tymczasem w Sudetach (Karkonoszach) Polaków nie było w ogóle, ale i Czechów również. Byli tam tylko Niemcy zwani Niemcami Sudeckimi.
    Piszesz: „Oni jednak hołubią w sercach wizję Śląska niezależnego, bytu który przynależał raz do jednego państwa, raz do innego, ale zawsze zachowywał pewną autonomię kulturową – i także narodową”. Niestety, Drogi Onibe, oni mogą hołubić w sercu, ale wizję Lwowa, Wołynia czy mojego Podola. Mieszkańców dawnego Dolnego Śląska nie ma w ogóle, to wszystko jest ludność napływowa.
    Mam nadzieję, że za ostro nie napisałem, bobym sobie nie wybaczył.

  15. Torlinie czy nazywałbyś Słowian Połabskich Polakami gdyby w 1945 roku granicę przesunięto nieco bardziej na zachód ?
    Może to dziwne, ale Śląsk z obszarami germańskimi nie graniczy. Średniowieczne osadnictwo dotyczyło przeważnie całych wsi lub dużych grup miejskich zachowujących własne obyczaje przez wieki. Lokalne tradycje nie miały wiele wspólnego z nacjonalizmem. Język niemiecki przewagę zyskał z powodów prestiżowo urzędowych.
    Sląsk powiązany był z Morawami od czasów Wielkomorawskich, a Czesi penetrujący Śląsk (i Kraków) przez Bramę Morawską to raczej Morawianie.
    (Zamiast orła nosili na tarczy lwa, więc łatwo ich było w Krakowie rozróżnić.)
    Piszesz, że Czechów po północnej stronie Sudetów nie było. Mieszkali tam osadnicy – górnicy sprowadzeni z innych europejskich zagłębii.
    Podobnie działo się Dolnym Śląsku – osadnicy nikogo nie wypierali – wsie i miasta zakładane były na pniu.

  16. Torlinie, długa to dyskusja. Zakładając, że obaj jesteśmy fascynatami historii, każdy z nas odgrzebałby siedem bibliotek uzasadniających swoje zdanie i jeszcze ubrał to w zgrabne słowa ;-). Mnie jednak nie chodzi o ustanowienie jednego, uniwersalnego zdania na ten temat. Zadowolę się stwierdzeniem, że do czasów rewolucji francuskiej nie ma mowy o narodzie jako takim. Zauważ, że ma to przełożenie na politykę: odkąd ludzie zamieszkujący państwo stali się narodem, niemal zanikło sprzedawanie i wymienianie regionów, które w czasach średniowiecza były dobrem handlowym, podobnie jak ludzie te regiony zamieszkujący.

    Mieszko rozróżnił Czechów i tych których rozróżnił to pewnie zabił, ale nie zapominaj, że kroniki historyczne są pełne skrótów myślowych. W tym przypadku mogło to oznaczać np. że Mieszko zabił czeskich żołnierzy i urzędników, co – idąc dalej tym tropem – mogło oznaczać także Polaków, Niemców i kogo tam jeszcze w służbie książąt czeskich. Samo określenie że zabił wszystkich zapewne jest lipne, stąd i nie ma sensu zastanawiać się jak odróżnił wszystkich Czechów. Jeszcze jedno: Polski nie był wtedy głównym językiem handlu ani polityki, stąd zapewne język nie był w ogóle głównym wyznacznikiem czegokolwiek.

  17. @Torlinie,
    a co tworzy świadomość narodową? To nie bardzo dało się ukształtować w średniowieczu. Podobieństwo języka, wspólne pochodzenie? W pewnym zakresie zapewne, tak jak z przyjemnością znajdziemy gdzieś krajana, nawet jeśli to będzie krajan mocno umowny.
    Generalnie rzecz biorąc, schodzimy w bardzo trudny i nierozstrzygalny region. Trzeba się wczuć w obcą epokę, o której wiemy piąte przez dziesiąte (pytanie: czy Mieszko albo Chrobry, byli traktowani przez ludność Krakowa jako swoi, czy okupanci?), a potem jeszcze wysnuć z tego wnioski natury filozoficznej. Przecież i dzisiaj nie da się tak łatwo odpowiedzieć na pytanie o tożsamość narodową, co przerabialiśmy i przy zawodnikach reprezentacji narodowej, i przy porównaniu własnej tożsamości narodowej z tożsamością Piotra Sutowicza, na przykład. Bo i cytowany Piotr Sutowicz, i My (Torlin i zapewne wszyscy komentatorzy) uznają się za Polaków, ale gdy przyjdzie im odpowiedzieć na pytanie dlaczego i w czym z polskością się utożsamiają, to zapewne wyjdzie na to, że są zupełnie różnej narodowości 😉 😀

  18. Do całej mojej Wspaniałej Trójki: Piotrusia, Onibe i PAK-a!
    Musimy koniecznie rozróżnić w naszych rozważaniach teoretycznych narodowość od narodu. Dzisiaj to może śmiesznie brzmi, bo właśnie jesteśmy w okresie porewolucyjnym i nam się te nazwy zsynchronizowały i zlały w jedno. Dawniej tego nie było, nie istniały narody w naszym zrozumieniu, ale dany człowiek był wtedy konkretnej narodowości, a decydował o tym przede wszystkim język, a co za tym idzie nazwy miejscowe, religia, zwyczaje. W danym księstwie śląskim poddanym księcia był zarówno Niemiec, jak i Polak, ale po przejściu do domu jeden mówił tylko po niemiecku, a drugi po polsku. Obydwaj byli konkretnej narodowości, ale nie czuli wspólnoty charakterystycznej dla narodu.

  19. Za wikipedią:
    Przykładowo grupy etniczne spełniające obiektywne warunki zaistnienia narodu: wspólna kultura, język, religia, historia czy pochodzenie etniczne
    — Kultura? OK, naciągnijmy różnice ‚stanowe’ by ówcześni Polacy stanowili jedną kulturę.
    — Język? OK, ale jest dyskusyjne, czy ówczesny ‚czeski’ różnił się od polskiego — to czas, gdy się języki zaczynały różnicować.
    — Religia? Znowu powiecie, że OK, ale można zauważyć, że to nie było tak, że Polska przyjęła chrześcijaństwo po pstryknięciu palcem. To trwało wiekami.
    — Historia? No… krótka była, a potem już o wspólnej historii Ślązaków (dajmy na to) i Polaków nie bardzo można mówić.
    — Pochodzenie etniczne? — może, ale znowu — mamy pewną mozaikę w ówczesnej Polsce.

  20. mam problem z rozróżnieniem narodu od narodowości. Obawiam się, że po części bawimy się tutaj w niuanse semantyczne. Naród wyewoluował chyba od wspólnot plemiennych. W Polsce taką wspólnotą byli Polanie – oni zdominowali inne plemiona, m.in. Vistulan (Wiślan) czy Pomorzan. Ale czy średniowieczny mieszkaniec Krakowa czuł się Polaninem, Polakiem czy – przede wszystkim – mieszczaninem i dopiero w drugiej kolejności Krakowianinem (Krakowianinem sensu largo, w rozumieniu regionu feudalnego)? Obstawiam, że przynależnosć narodowa – jakkolwiek rozumiana – nie istniała. Zwłaszcza, że – podkreślam – regiony zmieniały konfiguracje. Należały do różnych państw, różne układy wasalne zawierały. Gdyby w takim chaosie ktoś chciał być lojalnym wobec narodu, to w ciągu swojego życia musiałby być lojalnym wobec trzech różnych narodów, albo wobec żadnego…

  21. Ja to sobie to wyobrażałem – może w sposób naiwny – że w dawnych wiekach można było te dwa określenia rozróżnić. Zacznijmy od miasta, jestem Polakiem mówiącym po polsku, noszę polskie nazwisko, jestem katolikiem, koło mnie mieszka Niemiec, dwa domy dalej nawrócony Żyd, ryby przynosi mi Kaszub, sukna oferuje Ormianin, Włoch projektuje świątynię ufundowaną przez naszego Pana, a kumpel Czech zaprasza na piwo. Jestem Polakiem, narodowości polskiej, ale nie czuję się częścią narodu, bo on musi składać się również z grupy ludzi i terytorium.
    Co innego na wsi, gdzie zazwyczaj obcy był niechętnie widziany, dlatego osadnicy – jak tylko mogli – zajmowali tereny niezamieszkane.

  22. Od szkoły podstawowej za moich czasów, na historii zawsze największy nacisk kładziono na obronę Głogowa, o całej Bitwie na Psim Polu nie wspominano praktycznie nic. Nawet w jednej pięknie ilustrowanej książce o historii Polski, którą posiadam, znajduje się złowrogi obraz machin oblężniczych zaciągniętych przez cesarza niemieckiego przed bramy grodu głogowskiego. I tylko to. O Psim Polu znowu nic.

  23. Spojrzałem Celtusie do najnowszej „Historii Polski”, jaką mam w biblioteczce, tom I Biblioteki Gazety Wyborczej, do 1586 r., ta część autorstwa Henryka Samsonowicza, z 2007 roku. I ten znakomity mediewista tak pisze w swojej „Historii..”: Legenda głosi, że jeden z oddziałów niemieckich poniósł klęskę na Psim Polu pod Wrocławiem. Nie jest to rzeczą pewną, ale w treści owego przekazu zawarto powszechne podówczas i później przekonanie o wielkim triumfie odniesionym przez Polskę w 1109 roku. Bolesław musiał to wykorzystać na forum międzynarodowym, czego przejawem była jakaś ugoda z Czechami, którym przestał od 1114 roku płacić trybut ze Śląska”.
    A obok na marginesie notka „Psie Pole”, której końcowy fragment brzmi: „… dokładnie relacjonujący tę kampanię Gall Anonim nie wspomina o tym wydarzeniu; prawdopodobnie bitwę wymyślono na podstawie etymologii ludowej (Niemców nazywano w Polsce w XIII wieku psami)”.

  24. pak4 pyta: a co tworzy świadomość narodową?

    Najpopularniejszy na danym terenie trunek ❗

  25. @Torlin: „Zacznijmy od miasta, jestem Polakiem mówiącym po polsku, noszę polskie nazwisko, jestem katolikiem, koło mnie mieszka Niemiec, dwa domy dalej nawrócony Żyd, ryby przynosi mi Kaszub, sukna oferuje Ormianin, Włoch projektuje świątynię ufundowaną przez naszego Pana, a kumpel Czech zaprasza na piwo. ” – podobny stan rzeczy możesz oglądnąć w niejednym mieście w Polsce gdzie mieszkają Romowie. Prawie nigdy Polak nie zaprasza ich na piwo, a kiedy Rom przychodzi sprzedać ryby, Polacy podejrzewają że je ukradł. W szkole dzieci niechętnie się przyjaźnią, choć obecnie idzie to chyba coraz lepiej, choc z pewnością romskie dzieci chodzą do „gorszych” klas. Rodzice Romscy i Polscy nie rozmawiają ze sobą lub czynią to bardzo wyrywkowo i z zakłopotaniem.
    Oczywiście można wyznawać pogląd żę dawniej było zupełnie inaczej, „dwa domy dalej nawrócony Żyd, ryby przynosi mi Kaszub, sukna oferuje Ormianin, Włoch projektuje świątynię ufundowaną przez naszego Pana, a kumpel Czech zaprasza na piwo”, „lew i antylopa jednej spali pieczarze, zaś ludzie nie znali śmierci, a wtedy najpodlejszy z gadów, wąż odezwał sie do Ewy” i wymyślił narodowości ( chodzi oczywiście o Rewolucję Francuska która jest przyczyną grzechu państwowości, sprawiła że życie stało się trudne, oraz spowodowała 2 wojny w Europie od czego nas wybawił dopiero Wolny Rynek”. Pozwolisz żę nie negując Twoich opartych zapewne na popularnych opracowaniach i współczesnych podręcznikach naukowych poglądów, uznam je za nieco…idylliczne.

  26. Tutaj niestety muszę wprowadzić rozróżnienie, normalny obcokrajowiec i fundamentalista. Pierwsi są najczęściej dopuszczani do życia społecznego, nawet jeżeli różnice kulturowe są znaczne. Czy to będzie Azer wyznający islam czy Grek wyznający prawosławie, będą mogli chodzić do jednej szkoły z Polakami, bywać w domach, razem bawić się czy jeść, rozumiejąc ograniczenia kulturowe.
    Zupełnie inaczej jest z ortodoksami, ludzie podświadomie się ich boją, nie rozumieją zapiekłości poglądów, ich nieumiejętność pójścia na najmniejszy kompromis. Można to jeszcze inaczej nazwać, zwykły obcokrajowiec chce zachować swoje zwyczaje, ale jednocześnie usiłuje w ramach dopuszczalnych dyferencji dopasować się do gospodarzy. Dałeś przykład Romów, ja mogę dodać ortodoksyjnych Żydów i Arabów, z którymi nie da się współżyć i współpracować.

  27. @Torlin – To wcale nie jest kwestia „fundamentalizmu” tylko zupełnie naturalnych postaw związanych z językiem i współdzieleniem zasobów społecznych ( do wodopoju po targ). To może inaczej – czy w średniowieczu istniały dzielnice miast/ulice, zakątki zamieszkane w większości przez powiedzmy Ormian, Żydów czy Niemców? Nie wiem – ale bardzo bym się zdziwił gdyby było inaczej.
    Pojęcie narodowości a nawet do pewnego stopnia narodu istnieje już od zarania ludzkości. Czego dotyczy maksyma „strzeż się greków gdy przynoszą dary” i jak jest stara? Czy w Aleksandrii nie miały miejsca konflikty narodowościowe pomiędzy Żydami, miejscową ludnością (egipską?) a Grekami? Czy aby nie jest tak, że mit „nieistnienia narodów” jest jakimś pomysłem ideologów z XX wieku właśnie? Średniowiecze nie znało koncepcji państwa czystego narodowo rozumianego jako jurysdykcja rządu nad obszarem zamieszkałym przez naród. Natomiast w oczywisty sposób znało pojęcie narodu, mniejszości narodowej, wspólnoty języka czy pochodzenia – choćby samo pojęcie księstwa Polan – zakłada że polanie a nie powiedzmy Fryzowie czy Madziarowie tam żyli i postrzegali obcych – jako obcych. Że zaś władza w feudalizmie należy do jednostek – i wywodzi się od posiadanej i zbrojnie utrzymywanej ziemi ( jurysdykcja prawa ma formę prywatną lub zwyczajową, nie istnieje instytucja centralna poza prawem feudalnym i zwyczajowym realizująca prawo własności) a nie do „instytucji” to się to historykom myli i wydaje im się że powiedzmy dany książę czy władca otaczał się użytecznymi ludźmi podczas gdy on gdzie mógł otaczał się zwykle ludźmi ze swojego plemienia, narodu, rodziny – o ile posiadali oni stosowne kwalifikacje ( a że pisać w pewnym momencie umieli powiedzmy jedynie zakonnicy, dajmy na to niemieccy na danym obszarze – toi miał takich „ekspertów” z importu.) W żadnej mierze obecność tych „ludzi innej narodowości” na dworach czy w osadnictwie nie dowodzi że kwestie narodowościowe były nieistotne lub nieznane. To czysta naiwność tak myśleć. Podobnie jak uważać że współegzystencja i współpomieszkiwanie było pozbawione konfliktów narodowościowych oraz że wiązało się to z jakimś ledwie mdłym zwracaniem uwagi na „kwestie językowe” Wiem że taka jest moda w historii – jest to ledwie moda i nic więcej. Kolejny mit.
    Zgoda że władza feudalna nie mogąc w nieograniczonym zakresie,inaczej niż późniejsze państwa,polegać na pojęciu narodu, opierała się zgoła na innych fundamentach ( lenno, hołdowanie, zależność ekonomiczna, okupacja). Nie zmienia to faktu że o braku narodowości czy samoświadomości do jakiej narodowości sie należy nie było nigdy. Zwyczajnie w to nie wierzę nie dlatego że mam kiepska wyobraźnię, tyko dlatego że przeczy ciągłości historycznej (Rzymianie wiedzieli jakiej byli narodowości,Grecy wiedzieli jakiej byli narodowości, ich współcześnie rozróżniali pochodzenie etniczne, w cesarstwie wschodnim wszelkie zagrożenie militarne miało jasny profil etniczny, Rzym zalał obcy narodowo element – obcy Rzymowi – i nie było nieistotne że był obcy, jakimś cudem w średniowieczu rzekomo miało to przestać mieć znaczenie, by w XIX wieku pojawić się na nowo. Bzdura. Dla ludzi było to istotne zawsze i wszędzie, warunki polityczne i ekonomiczne nie pozwalały stosować tego kryterium jako identyfikacji władzy – mimo to próbowano, znaczne rozdrobnienie etniczne wymagało jednak działań bardziej uniwersalnych – tu pojawia się wielka rola kościoła i chrześcijaństwa – które unifikowało dawne religie, prawa i kwestie własności i władzy), oraz to zbyt wygodna koncepcja dla współczesnych piewców geopolityki by mogła być prawdziwa.

  28. TesTeku:
    Chcesz powiedzieć, że My z Niemcami to jeden naród — piwny?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: