Napisane przez: torlin | 19/07/2012

Paskudne nowe słowo – trawelebryta

Motto Gawryckiego „Jarosławowi Kretowi,

w podziękowaniu, że nie nakręcił

żadnego filmu o Ameryce Łacińskiej,

dziękuję”

O tych sprawach miałem  napisać już dawno temu, ale jakoś minął mnie temat bez słowa wyjaśnienia. Wróciło to wszystko przy czytaniu pewnego numeru (5–6/2012) „Magazynu literackiego” (dodatku „Tygodnika Powszechnego”), w którym znajduje się szereg artykułów na ten temat: „Awanturnicza geografia” Maxa Cegielskiego, „Ruscy w kokpicie” Marcina Żyły i „Kolumbowanie” Adama Poprawy (dla kogo jest tu za dużo czytania, to najlepszy i najkrótszy jest Żyła). No to uczymy się nowego słowa.

Trawelebryta (travelebrity) – co to za zwierzę? Od dłuższego czasu zaczynają nasilać się ataki środowisk podróżniczych na najbardziej popularnych, czytanych i oglądanych podróżników, ze szczególnym uwzględnieniem Wojciecha Cejrowskiego, Beaty Pawlikowskiej i Martyny Wojciechowskiej. Zarzut podstawowy, najważniejszy – (pisze o tym Elżbieta Rybicka w artykule „Travelebrity – markowanie dyskursu podróżniczego” w nr 3/2010 „Kultury Współczesnej”): „(dla tych osób) najważniejsze staje się konstruowanie w multimedialnym przekazie mocnego autowizerunku „autentycznego” podróżnika, a jednocześnie stworzenie atrakcyjnej narracji, podsuwającej czytelnikowi szczególne „przynęty” medialne lub proponującej mu ideologię jako misję”. Ja osobiście już od dłuższego czasu zarzucam tym osobom poprzez prowadzenie audycji w doskonałej formie narracyjnej ukazywanie rzeczy i spraw dla 95 % społeczeństwa nieweryfikowalnych (ile osób żyjących w Polsce chodziło po dżungli?), w sposób świadomie – może nie zawsze fałszywy – zmienionych z powodu z góry przyjętej tezy. Większość przekazów jest po prostu nieobiektywna, gdy oglądam (a robię to bardzo często) „Planete+” czy „Travel Channel” to widzę kolosalną różnicę.

I wtedy wróciła w moich myślach sprawa emigracji Wojtka Cejrowskiego z Polski do Ekwadoru, był to rok 2008. Pisarz i podróżnik w wywiadzie Michała Karnowskiego po raz pierwszy o tym opowiada i mówi o przyczynach podjętej decyzji. Po jego wysłuchaniu do furii został doprowadzony tierralatina, właściciel chyba najpopularniejszego blogu poświęconego Ameryce Południowej, TEN WPIS był chyba jednym z najpopularniejszych w blogosferze. Cejrowski odpowiedział na zarzuty (w TEKŚCIE jest nagranie wypowiedzi – riposty), ale moim zdaniem pognębił się jeszcze bardziej. Cytowana ówcześnie była również wypowiedź Stanisława Tymińskiego na temat Iquitos: „Mam podobne doświadczenie z Cejrowskim po obejrzeniu jego programu o mieście Iquitos w Peru, gdzie kiedyś żyłem 3 lata i zainwestowałem tam duże pieniądze w różnorodne projekty. Byłem w szoku, że ktoś taki jak Cejrowski może tak przekłamywać prawdę, że jego kłamstwa stają się wiarygodne. Kiedy do niego napisałem protest w tej sprawie, to mnie przepraszał ale co z tego kiedy jego potworne kłamstwa poszły w świat przez TV aby ogłupić miliony ludzi. Po tym doświadczeniu nabrałem przekonania, że Cejrowski jest psychopatą, który nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swoich akcji, ponieważ nie posiada ani moralności ani nie ma żadnych skrupułów, jeśli komuś robi krzywdę. Być może robi to z desperacji o kasę, ale na jedno wychodzi – kłamstwo jest kłamstwem”. Ale z drugiej strony – czy można wierzyć Stanisławowi Tymińskiemu, dawnemu kandydatowi na prezydenta Polski? Ale przykłady są wstrząsające: „nieprawdą jest, że nie sięga tu żadna władza. Można tutaj spotkać trochę mundurowych, którzy sobie siedzą i pilnują porządku. Po drugie ludzie tutaj też nie są całkowicie wolni jak mówił Cejrowski. Są obowiązkowe szkoły dla dzieci. Jest zakaz posiadania broni palnej bez licencji. Do jazdy motorami lub większymi pojazdami potrzebne jest prawo jazdy. Nieprawdą jest, że nie obowiązują tutaj żadne przepisy ruchu drogowego. Ulice są jednokierunkowe a na skrzyżowaniach są światła”. To są drobne przykłady, ale ukazują, jak można modelować informacje przekazywane – powtarzam, w bardzo interesującej formie – do zainteresowanego odbiorcy.

Podobnie jest z Beatą Pawlikowską, z jednej strony jest feministką i świat widzi w tym kolorze, z drugiej jest typową celebrytką, jej opowieści o małżeństwie z Cejrowskim, o zgwałceniu jej w Londynie, o anoreksji, bulimii i próbie samobójczej lokują ją w okolicach jej własnej książki „Teoria bezwzględności„, pomagającej ludziom przetrwać koniec świata. A Martynie Wojciechowskiej zarzucam przede wszystkim, że jej książki są nudne. „Przypadek Wojciechowskiej, a zwłaszcza jej droga medialna – od modelki, prezenterki telewizyjnej Big Brother i Automaniak, przez sesje zdjęciowe w „Playboyu”, po zdobycie korony świata i stanowisko redaktora naczelnego „National Geographic” stawia równie wiele – wcale niełatwych do odpowiedzi – pytań. Czy podróż jest pasją, zawodem, czy forma autokreacji?” – to cytat z tekstu Elżbiety Rybickiej.

I tutaj muszę podkreślić podstawowe przesłanie mojej notki, jak pogodzić zgodę na publikowanie programów niesłychanie atrakcyjnych wizualnie i treściowo z niemożnością weryfikacji tychże. Bo kto to jest ten nasz trawelebryta? To nowe określenie po raz pierwszy użyła Barbara Koturbasz  w artykule „Multimedialne podróżopisarstwo, czyli narodziny travelebrity”, zawartym w „Panoptikum”, nr 8 (2009), autorka pisze tam: „Travelebrity to osoba, która z podróżowania uczyniła swój zawód i źródło dochodu, a za sprawą przekazywania swoich doświadczeń i opowieści za pomocą środków masowego przekazu stała się osobistością znaną i podziwianą ze względu na swoje wyprawy. Travelebrity to bohater – podróżnik, który ze względu na nową sytuację kulturową musiał przeistoczyć się w bohatera masowej wyobraźni i dostosować do panujących w magicznym świecie konsumpcji reguł gry. Travelebrityto ucieleśnienie wszystkich marzeń o podróżach, przygodach i egzotycznych krajach. Zastępuje nam dawnych bohaterów i dawnych podróżników snujących opowieść o swoich wyprawach. Oferuje poprzez swoje opowieści wirtualną eskapadę, po odbyciu której będzie się nam wydawało, że rzeczywiście byliśmy w egzotycznym miejscu”. Ale jak słusznie pisze Marcin Florian Gawrycki w książce „Podglądając Innego; Polscy trawelebryci w Ameryce Łacińskiej” – „Tyle, że trawelebryta, aby nim pozostać, musi nadążyć za gustami masowego odbiorcy, a to znaczy, że zamiast opowiadać i pokazywać prawdę o świecie, po którym podróżuje, musi wpisać się w oczekiwania widza, musi dostarczyć egzotyki i inności, atrakcyjnego widowiska, aby zapewnić sobie odpowiednią oglądalność. Stąd w jego programach tak często pojawia się skłonność do egzotyzacji i uogólniania, do schlebiania gustom widzów poprzez utwierdzanie stereotypów, wygłaszanie „prawd obiektywnych” kosztem rzetelności i poszanowania podmiotowości Innego, a także kosztem rezygnacji z prezentowania rzeczywistego współczesnego obrazu odwiedzanych krajów i prawdziwych problemów żyjących w nich ludzi”.

Advertisements

Responses

  1. „Jak pogodzić zgodę na publikowanie programów niesłychanie atrakcyjnych wizualnie i treściowo z niemożnością weryfikacji tychże.”
    .
    Nie da się pogodzić. Jak świat światem podróżnicy zawsze łgali na potęgę, a nawet jeśli nie łgali świadomie, to przekazywali obraz przepuszczony przez filtr ich osobistych przekonań i uprzedzeń. Jeśli ktoś łaknie nie tylko rozrywki, ale także rzetelnej wiedzy (i nie stać go na to, by ją zdobywać samodzielnie), to pozostaje mu tylko zapoznać się z relacjami z różnych źródeł, zachowując sceptycyzm i zdrowy rozsądek.
    Nie oglądałem żadnego programu podróżniczego Cejrowskiego, ale pamiętam jego programy publicystyczne. Jest to człowiek niezbyt mądry i ogromnie zadufany (co zwykle idzie w parze). Nie warto go traktować poważnie.

  2. Nic nowego, może poza mocą mediów elektronicznych 😉 Przypomnę „Jak zrobić karierę” Parkinsona, gdzie autor opisuje, jak napisać książkę podróżniczą nie ruszając się z domu 😉
    A z poważniejszej ‚półki’ — „Kapuściński non-fiction”, gdzie autor sprawdził niektóre ‚fakty’ z książek Kapuścińskiego. (Kapuściński zapuszczał się w miejsca, które opisywał, ale fakty mocno podkolorowywał.)

  3. Tylko widzisz Pawle, to niedobrze, że nie oglądasz, bo nie masz punktu odniesienia. Zaręczam Ci, że są to najwspanialsze filmy podróżnicze, jakie znam. On to podaje w tak wspanialej formie, że ludzie oglądają to tysiącami. Nawet moja rodzina ogląda go namiętnie. Niestety musisz pamiętać, że po zamknięciu oczu tygrys skaczący na Ciebie nie przestanie istnieć 😉
    ——————
    PAk-U!
    A Ferdynand Ossendowski? Świat relacji podróżniczych opierał się na ich nieweryfikowalności. Chociaż dzisiaj jest troszeczkę inaczej, jest większy przepływ informacji, ktoś już gdzieś tam mógł być.

  4. Torlinie, wierzę, że filmy Cejrowskiego są doskonałym widowiskiem. Wyznam ci jednak, że w ogóle nie lubię oglądać cudzych relacji z ciekawych miejsc, w których nie byłem i nigdy nie będę. Pewnie jest w tym coś z zazdrości, że mnie życie inaczej się ułożyło.
    Poza tym – jestem nieufny wobec nadmiernie atrakcyjnych wizji. Przykład z innej działki: programy historyczne Wołoszańskiego, których parę w swoim czasie obejrzałem. Irytowały mnie strasznie, ponieważ mówiły o sprawach, na których znam się nie najgorzej. Wyłapywałem więc wszystkie uproszczenia i dosmaczenia pod publiczkę.
    Czy jest to nieuchronny konflikt: atrakcyjność kontra rzetelność? Obawiam się, że w dużej mierze tak, bo rzeczywistość oglądana z bliska i w realu bywa najczęściej dużo mniej malownicza niż dobrze skomponowany obraz medialny.

  5. A po co nam rzeczywista rzeczywistość, skoro możemy żyć w złudnej, ale piękniejszej, opisywanej przez podróżobrytów?

  6. @Torlinie:
    Kapuścińskiego w końcu, może wyrywkowo, ale jednak, zweryfikowano. Więc nie mówiłbym o ‚nieweryfikowalności’ jako takiej. Jakby to powiedzieć — żyjemy w czasie inforozrywki i dla celów rozrywkowych to ‚info’ modyfikuje się dość swobodnie. Programy i książki podróżników są tu wymownym przykładem. Z naciskiem na tych, którzy stali się podróżnikami-celebrytami, wyjątkowo dobrze się sprzedając.

  7. Porównanie Kapuścińskiego do Cejrowskiego – nader niestosowne bo to jednak błąd ekwiwokacji jeśli chodzi o oskarżanie o „przekłamania”. Może podam przykład. W jednej z książek Cejrowskiego przeczytałem że dowodem na „powszechną korupcję i rządy wszechmocnej mafii” była opinia Jakiegoś „Juana Pecuno” ( wszystko to moje zmyślenia, nie pamiętam jak sie nazywał człowiek który się wypowiadał) którego rzeczony Cejrowski spotkał w barze z czy sklepie, postawił mu piwko i zapytał „jak się dzieje w Państwie Duńskim?”. O ile Kapuściński mógł tworzyć fikcyjne postacie czy sytuacje by zilustrować stan rzeczy o którym opinię czerpał po raczej wnikliwych, a nawet czasem błyskotliwych analizach, zatem w jakimś sensie dramatyzował rzetelną wiedzę, o tyle Cejrowski opinią „Pana Janka spod sklepu” w Ekwadorze zastępuje cały ów proces poznawania kraju, społeczności, kultury czy obyczajów. Najgorsze zaś w tym jest to że swymi kłamstwami miesza w głowach prostaczkom którym sie wydaje że rzeczywiście „na wyspach Bergamutach” ludzie żyją w sposób całkowicie zgodny z neoliberalnym pomysłem na państwo i że są szczęśliwi. I przecież to jest podstawowy powód dla którego pokazują to w TV.
    Pomysł by państwo odgrywało racjonalną i ważną rolę społeczną jest uważany za lewacki zbrodniczy komunizm. A już tym bardziej pomysł że obywatel ma prawo oczekiwać od państwa spełniania pewnych podstawowych warunków – jak normy cywilizacyjne – za co musi i płaci – podatki. Cejrowski to taki Urban naszych czasów – w lekkiej formie, głośno skrzecząc – wkłada ludziom do głowy to co jest na rękę władzy. W innych czasach pojawiali się przecież eksperci którzy całkowicie z sensem i zgodnie z wiedzą medyczną tłumaczyli ludziom że dieta wyłącznie mięsna szkodzi, i że margaryna jest zdrowsza niż masło. Przecież to prawda! Ale opowiadana ludziom którym mięso sprzedaje sie na kartki – owa prawda była ledwie gówno prawdą….

  8. Poruszyłeś Pawle bardzo ciekawy temat, ale troszeczkę z boku mojego wpisu, czy przekazy typu Wołoszański muszą być zgodne co do cala z siermiężną (mocą swojego oddziaływania) nauką. Czy istotne jest, że żołnierz napoleoński maszerujący na Moskwę ma guziki przy mundurze z XIII wieku, a nie XIX? Bo tu dotykamy troszeczkę innej sprawy – zainteresowania młodzieży. Historia ich nuży i tylko takie widowiska à la Wołoszański skierują ich wzrok na ekran, warto dla takiej chwili odciąć się od fundamentalizmu. Zawsze daję przykład Powstania Warszawskiego i Lao Che, ich działalność była nie do przecenienia dla tego pokolenia, a przecież można im też mnóstwo zarzucić.
    Zupełnie inaczej jest z Cejrowskim, turystyka nie należy do dziedzin z góry odstręczających. A taki format przyciąga po dwakroć.
    —————–
    Tes Tequ!
    Piszesz: „skoro możemy żyć w złudnej…” – otóż nie możemy tam żyć, bo to nie jest Matrix. 😀
    ———————-
    PAK-u!
    Jeżeli uznamy, że tego rodzaju programy należą do grupy „Śpiewać każdy może”, to się z Tobą zgodzę. Ale one starają się należeć do grona filmów oświatowo – przyrodniczych (według dawnej nomenklatury).
    ——————–
    Kazekkurzu!
    Powiem Ci szczerze, że zdziwiony jestem Twoim komentarzem. Staram się unikać w tym blogu spraw politycznych, ale już dawno doszedłem do wniosku, że to, co było dobre w latach 2006 – 2007, nie musi być odpowiednie teraz. I warto zmienić ten przepis. Otóż stwierdzenie, że Cejrowski idzie na pasku władzy, tak jak Urban, dla mnie jest jakąś nieprawdopodobną utopią. Otóż ci ludzie są jak najdalej od dzisiejszej władzy i w ogóle nie widzę jakichś większych propaństwowych myśli (no może trochę u Urbana). A dyskusja na temat masła/margaryny przetoczyła się przez cały świat, związana była z kolejnymi odkryciami naukowymi, zgodnie z którymi nuworysze natychmiast chcieli rewolucjonizować świat i okolice. Zaraz potem nowe badania obalały odkrycia poprzednie.

  9. Torlin pisze: otóż nie możemy tam żyć, bo to nie jest Matrix

    A skąd czerpiesz wiedzę o Ekwadorze? Od Cejrowskiego, z telewizji, z Internetu. Nigdy na oczy nie widziałeś tego kraju, więc skąd wiesz, czy w ogóle istnieje? Może oni wszyscy zmyślają?

  10. Znałem kiedyś dziewczynę, która była w Ekwadorze. I rzeczywiście, była jakaś dziwna 😉

  11. @Torlin – związek z władzą o jakim piszesz to związek typu „umowa o pracę” lub chociaż „powiązanie” finansowe mniej jawne. Tymczasem nie to miałem na myśli. Nie chcę psuć wartościowego wpisu ( który zareklamowałem już na G+) rozważaniami o polityce, więc tylko krótko. Otóż zasadne są tu dwa pytania:
    1. dlaczego Cejrowskiego wspiera TV kupując jego programy? Przecież w sumie dosyć oczywistym jest nawet dla ludzi nieznających świata, odbierających tego typu programy czysto rozrywkowo, że ma do czynienia z egzaltowanym idiotą. Odpowiedź na pytanie 1 jest dosyć prosta – Cejrowski wszedł do TVP za czasów pampersów, to wówczas odpowiadał potrzebom „nowej władzy”, wyrobił sobie kontakty towarzyskie i tak już zostało.
    2. dlaczego programy Cejrowskiego pełne są niezbyt subtelnej propagandy polityczno – gospodarczej? Oczywiście można to skwitować stwierdzeniem -bo autor ma takie poglądy. Czy jednak nikogo nie razi ich wypowiadanie publicznie wobec całkowitego mijania się z prawdą? ( w sensie prac Harry’ego Frankfurta – to co robi Cejrowski to jest niemal idealne pieprzenie – w zasadzie Cejrowskiego nawet nie obchodzi czy mówi prawdę czy kłamie. Jest mu to całkowicie obojętne) Dlaczego nie pojawiają się „protesty” widzów albo jeśli się pojawiają – dlaczego nie są rozważane ani nawet komentowane. Dlaczego TVP nie poczuwa się do odpowiedzialności za kłamstwa które nadaje publicznie. I tu w mojej ocenie chodzi o to co opisałem. Otóż uważam że wszystkie rządy po 89 roku budowały pewien układ którego aksjologiczną podstawą początkowo w dobrej wierze, a następnie siłą rozpędu aż na koniec z czysto interesownych poglądów – było początkowo budowanie Wolnego Rynku a dziś – utrzymanie pewnego układu władzy. Całkowita niekompetencja, absolutny brak kwalifikacji a nawet inklinacje przestępcze (korupcja i nepotyzm) doprowadziły w efekcie do swoistej oligarchii – symbiozy kapitału zagranicznego, prywatnego i władzy – wyrażającego się w całkowitym rozmontowaniu struktur państwa.Racjonalnie działające instytucje zostały zastąpione swoistymi ordynacjami które realizują interesy działającego w nich aparatu władzy, polityko i wybranych grup interesu ( np. wielkoobszarowych właścicieli ziemskich z PSL, np. ludzi pokroju Krauze czy Kulczyka, np. ludzi z klucza władzy itp.) Taka karuzela stanowisk. Ideowym uzasadnieniem takiej sytuacji jest propagowanie wiary w neoliberalizm – utopii która rzekomej efektywności gospodarczej czy organizacyjnej – upatruje w braku planowania, kontroli i działań ze strony państwa. Można by rzec że mamy w Polsce dwór cesarski sprawujący władzę w sposób niejawny i dyktatorski, jednocześnie głoszący zalety braku kontroli i wolnego rynku, przy założeniu wszakże ze głownie beneficjenci aparatu władzy zostaną na owym rynku na pozycji monopolisty lub co najwyżej w sytuacji oligopolu. W takiej sytuacji największym problemem politycznym, podstawowym pytaniem na które publicznie władza musi udzielać odpowiedzi – jest następująca kwestia 9pytanei jest konkretne, specyficzne, chodzi jednak o problem ogólny, generalny, chcę jednak napisać prosto by być zrozumianym): „Za komuny w Polsce utrzymywano państwo socjalne gwarantując istnienie szkół i przedszkoli po wsiach. System ten był ekonomicznie nieefektywny. Zmiany ustrojowe miały naprawić ów stan, przynosząc nam dobrobyt na poziomie Japonii. Obecnie państwo nie jest w stanie zlikwidować bezrobocia na poziomie 20% zaś szkoły i przedszkola są zamykane. Co z ekonomiczną efektywnością?” Przestrzegałbym przed łatwymi odpowiedziami na to i inne podobne pytania. Wiadomo że Polska gospodarka i demokracja mają swoje problemy i że odpowiedź -„bo komuna żyłą ponad stan” nie jest właściwa ( co nie oznacza ze za komuny gospodarka była sprawna itp. to bardzo złożone kwestie dotykające globalnych problemów, np. komu ma służyć wzrost gospodarczy? Czy prywatyzacja zysków i nacjonalizacja strat jest naturalna czy wynika z korupcji? Czy państwo ma służyć obywatelom, czy może ma ich tylko trzymać za mordę by właściciele kapitału mogli prowadzić bezpiecznie biznesy? Czy istnieje i jak go zdefiniować – interes narodowy, społeczny, obywatelski ? itp.)

    W tej sytuacji dla ludzi pozostających u dworu każda osoba która publicznie woła: „mniej państwa”, ” państwo nie ma żadnych zobowiązań wobec obywatela”, „Państwo opiekuńcze to tyrania nieudaczników” jest przez władzę bardzo mile widziana. Bowiem czy mamy na myśli PiS, PO czy SLD – mechanizm władzy jest ten sam. Chodzi o dwór – o to jaka koteria na nim obejmie lukratywne stanowiska, jaka klika będzie mogła korzystać z kontaktów z zagranicznym kapitałem, kto będzie korzystał z tych wszystkich dotacji decydując o rozdziale kasy itp. Czy gdybyś był premierem państwa zadłużonego po uszy – Cejrowski nie brzmiałby dla Ciebie jak cudne anielskie pienia: „państwo nic nie musi robić”, „jeśli nie ma autostrad to jest to wina lokalnych społeczności które same ich nie robią”, „bezrobocie i biedne emerytury to wynik lenistwa”, „służba zdrowia to luksus na który nas jako państwa nie stać” itp. Cejrowski spełnia tą rolę – klauna na którego można sie powołać żeby powiedzieć ” no my tak od samego początku myślimy – państwo oczekujecie od władzy zbyt wiele – a powinniście dać sobie radę sami”. A on się czuje w tej roli szczęśliwy. Wreszcie ktoś go słucha. Fakt że jest on krytyczny powiedzmy względem Tuska nie zmienia praktycznie nic. Pozycja premiera to jedynie urząd, Tusk to jedynie frontmen. Prawdziwa gra interesów toczy się poza nim, a przynajmniej ma w sobie nurty którymi Tusk ani nie kieruje ani nawet nie jest w stanie ich mitygować. Istnieje cała maa ludzi którzy mają władzę w ręku ( bo mają pieniądze) którzy poprą każdego kto będzie głosił takie poglądy. Przypomnę tu Jasienicę z jego „Polską anarchią”. Znajdujemy sie dokładnie w tym samym miejscu.

    Przepraszam za długi wpis i pozdrawiam.

  12. @kazekkurz:
    Ja się powołałem na Kapuścińskiego, więc odpowiadam, że nie była to próba zestawienia Kapuściński-Cejrowski, tylko wskazania, że problem jest większy niż celebryta z kamerą, bo dotyczy w ogóle ubarwiania relacji ze świata.

    @Torlinie:
    Inforozrywka, to nie tylko edukowanie społeczeństwa w sprawie tańca celebrytów na lodzie.To programy typu Discovery, na przykład, magazyny typu Focus (istnieje jeszcze), czy 21wiek. I znowu — to kwestia podawania informacji tak, by ją dobrze sprzedać, przy czym niższość wiedzy wobec ‚rozrywki’ jaką niesie jest zróżnicowania — od uogólnienia, uproszczenia, podrasowania, po lansowanie pseudonauki z różnymi duchami, ufo, czy innym nessie.

  13. „Poruszyłeś Pawle bardzo ciekawy temat, ale troszeczkę z boku mojego wpisu. (…) Czy istotne jest, że żołnierz napoleoński maszerujący na Moskwę ma guziki przy mundurze z XIII wieku, a nie XIX? Bo tu dotykamy troszeczkę innej sprawy – zainteresowania młodzieży.”
    .
    Cóż, taka moja uroda, że wypowiadam się o tym, co mnie porusza, nawet jeśli nie na temat.
    Wolno zapytać, dlaczego właściwie uważamy za pewnik, że młodzież powinna zainteresować się historią. A przede wszystkim – jak daleko dla osiągnięcia tego celu można się posunąć w dziedzinie upraszczania tej historii i dosmaczania jej pod młodzieżowy gust. Moim zdaniem to ryzykowna droga, na której łatwo o nadużycia. I nie chodzi o autentyzm guzików, tylko o oceny wydarzeń i postaw ludzkich.
    Mistrzem w tym procederze był Sienkiewicz. Dzięki jego geniuszowi kilka pokoleń Polaków wiedziało na pewno, że Krzyżacy byli bardzo wredni, a polscy rycerze nieodmiennie szlachetni. Sam to wiedziałem. Dopiero współcześnie zaczyna się z wolna odkłamywanie tego stereotypu, który kiepsko służy zrozumieniu autentycznej historii.
    Ciekawe, czy dojrzejemy kiedyś do podobnego procesu w odniesieniu do bolszewików…

  14. @Paweł Luboński -„Ciekawe, czy dojrzejemy kiedyś do podobnego procesu w odniesieniu do bolszewików…” – myślę że wiesz dlaczego można odkłamać Krzyżaków a nie można bolszewików. Władza polityczna wymaga w warstwie ideologicznej uzasadnienia. Trzeba ludziom wyjaśnić dlaczego to co pokonaliśmy był żelaznym wilkiem, zaś to co osiągnęliśmy Wspaniałą Przyszłością. Bolszewicy sprawdzają się tu bardzo dobrze – bowiem poprzedni Żelazny Wilk – faszyści – miał poważna wadę – zbytnio przypominał globalizację ze swoim korporacjonizmem i koncesjonowanymi związkami zawodowymi. Z wikipedii wiemy że faszyzm: „Następujące elementy są najczęściej wymieniane jako integralne części faszyzmu: nacjonalizm, etatyzm, militaryzm, imperializm, totalitaryzm, antykomunizm, korporacjonizm, populizm, kolektywizm oraz opozycja do politycznego i ekonomicznego liberalizmu” I nie jest całkowitym przypadkiem że faktycznie w Polsce współczesnej nie ma żadnego poparcia dla liberalizmu ( nie należy tu mylnie przypisywać takich poglądów korwinistom. Utopijny konserwatyzm zmieszany z leseferyzmem, nie ma z liberalizmem jak rozumiałby go np. Adam Smith, nic wspólnego). Wszystkie pozostałe cechy są zatem w naszym ustroju doskonale obecne – i nie dziwi że w opinii „ekspertów” bolszewizm jest uważany za znacznie większą zbrodnię niż faszyzm. Wynikałoby z tego że odkłamanie bolszewików mogłoby nadejść wraz z dyskredytacją *raczkującego* neofaszyzmu na co się nie zanosi…

  15. wydaje mi się, że osoby o których piszesz po prostu realizują politykę medialną, która sprowadza każdą politykę do poziomu reality show. A w reality show, wiadomo, tło pozostaje tłem. Na wycieczkę do Afryki jedzie się po to, aby były ładne plenery, ale scenariusz wydarzeń układa się w biurze w Europie.

    Kolejna sprawa, to autentyczność relacji „celebryckich”. Martynę podobno na Everest wciągano na linach, ale to są tylko plotki i nie wiadomo ile w nich prawdy. Faktem jednak jest, że celebryci… czy jak Ty ich ładnie nazywasz: trawelbryci, nie są zainteresowani czystym reportażem, ale raczej modyfikowaniem otoczenia pod tym kątem, aby sami się lepiej prezentowali.

    Nie czytałem podanych przez Ciebie artykułów, ale zamierzam rzecz nadrobić. Myślę, że rzuciłeś bardzo ciekawy temat.

  16. Spotykają mnie pochwały, za które bardzo dziękuję. Ja też, tak jak Paweł, piszę o tym, co mnie ciekawi, interesuje, oburza lub zachwyca.
    —————
    Kazekkurz!
    Pod względem politycznym nie mogłeś gorzej trafić, bo właśnie ja jestem liberałem zachwyconym ostatnimi 23-latami i mającym właśnie takie poglądy, których Ty za bardzo nie lubisz. Wszystko oczywiście można we współczesnej Polsce poprawić, ale generalnie sprawy idą w świetnym kierunku. Ale ponieważ nie chcę Cię stracić jako komentatora, to nie będę kontynuował.
    Ja telewizji się nie dziwię, że nadaje Cejrowskiego. Jak pisałem, jego audycje są świetnie, doskonale nakręcone, dostał jakiś tam medal za nie w USA. Te programy ogląda kilka milionów ludzi, ja wiem, że jest to człowiek o dziwnych poglądach, ale nie we wszystkich filmach to z niego wyłazi. Oprócz tego robienie filmów na zlecenie telewizji nie jest jeszcze etatem. A z Urbanem to pudło, bo on ma prywatną gazetę.
    ——————–
    Pawle!
    Tak, uważam że warto. Bo taka jest dzisiejsza rzeczywistość, obrazkowa, niuansowa, z lapidarnym tekstem. Kiedyś przed laty zachwycałem się formą znakomitych książek Wydawnictwa Dolnośląskiego z cyklu „A to Polska właśnie” (mam ich mnóstwo), że tekst jest bardzo bogaty w ilustracje, a na marginesach jest mrowie cytatów, anegdotek, tekścików, które nie znalazły się w treści podstawowej, wierszy, humoru rysunkowego. I w taki sposób powinna być promowana nauka, jak w czasie Pikniku Naukowego Turskiego. A jak ktoś złapie bakcyla, to sam sięgnie po rzeczy poważniejsze.
    Tylko widzisz, jakbyśmy tak na spokojnie rozpatrzyli naszą historię, to i Krzyżacy, i bolszewicy byli naprawdę wredni. I bez Sienkiewicza i Matejki.
    ——————–
    PAK-u!
    Dla Ciebie byłaby właściwie ta sama odpowiedź, co w pierwszym akapicie do Pawła. Tak, tak uważam, że celem propagowania i popularyzacji nauki trzeba trochę popuścić tendencje „bo to tak nie było”. W Encyklopedii Orgelbranda jest zapis, że Wit Stwosz urodził się pod Krakowem. I co to komu przeszkadzało przez tyle lat? Jesteśmy tak dokładni współcześnie, że poprawiamy drugą osobę w autobusie, że się nie mówi „proszę nacisnąć guzik” tylko „przycisk”.
    —————-
    Onibe!
    Piszesz: „nie są zainteresowani czystym reportażem, ale raczej modyfikowaniem otoczenia pod tym kątem, aby sami się lepiej prezentowali”, ale czy przypadkiem nie można tego zarzutu postawić właściwie wszystkim? Przecież pierwszy lepszy komentator z Waszyngtonu mógłby otrzymać w prezencie identyczne zarzuty, gdyż nie istnieje takie cudo jak obiektywna prawda. Myślę, że problem trawelebrytów polega na czymś innym, nie na tym, że to robią, bo postępują identycznie jak inni, tylko że po prostu przesadzili.

  17. Torlin pisze: jestem liberałem zachwyconym ostatnimi 23-latami i mającym właśnie takie poglądy, których Ty za bardzo nie lubisz. Wszystko oczywiście można we współczesnej Polsce poprawić, ale generalnie sprawy idą w świetnym kierunku.

    Ja też, tylko nie wiem, czy tak samo rozumiemy ten kierunek.

    Zdefiniowałbym cel tak:

    Lemingi płacą podatki i zusy, a my je zagospodarowujemy i rośnie nasz dobrobyt.

  18. Odpowiem Ci odrobinę szerzej Tes Tequ! Widzisz, jak to się zmienia. Najpierw wprowadziłem zakaz jakichkolwiek nawet aluzji politycznych (czy gospodarczych, czy społecznych, ale w każdym razie wywołujących awantury blogowe) w swoim blogu, później doszedłem do wniosku, że to jest sprawa przebrzmiała i właściwie praktycznie cofnąłem zapis, teraz się zastanawiam, czy przypadkiem nie przywrócić go powtórnie.
    Bo ta rozmowa nie ma sensu. Ja zadyskutowywuję (;)) się na śmierć w blogach „Polityki” na ten temat i nie ma najmniejszej możliwości porozumienia się. Strona – nazwijmy to – społeczna będzie bez przerwy opowiadać o bezrobociu, nędzy, Banku Światowym jako pijawce i żadne argumenty do niej nie docierają. Ja już mam czasami dość. Bronię lemingów gdzie tylko mogę, ale zastanawiam się, czy mój blog jest najlepszym miejscem na tego rodzaju jałowe dysputy. W związku z tym przywracam zapis (zakaz) na prowadzenie jakiejkolwiek rozmowy politycznej lub dotyczącej oceny działania władz czy rozwoju gospodarczego – w moim blogu. Niech to chociaż miejsce będzie pozbawione – nazwijmy rzecz po imieniu – nienawiści. Od tego momentu kasuję wszystkie tego rodzaju komentarze. Mysia u mnie zakwitła lipcem.

  19. Torlin: „Tylko widzisz, jakbyśmy tak na spokojnie rozpatrzyli naszą historię, to i Krzyżacy, i bolszewicy byli naprawdę wredni. I bez Sienkiewicza i Matejki.”
    .
    Nie! Nie zgadzam się na takie uogólniające oceny. Wredny może być konkretny człowiek. I Krzyżacy, i bolszewicy stanowili po prostu zagrożenie dla Polski albo dla interesów Polski. Dbali zaś o interesy własne, jak wszystkie kraje świata.
    Polska była zaś zagrożeniem dla nich. Czy muszę ci przypominać, że pod czasów Kazimierza Wielkiego wojny, które Polska prowadziła z Zakonem, były z reguły wojnami zaczepnymi? W 1409 roku Korona wystąpiła w interesie Litwy. Krzyżacy wojny z nią nie chcieli, zostali sprowokowani. W 1453 roku Polska wsparła bunt poddanych Zakonu. Więc może to Polacy byli wredni?
    Wojna 1920 roku, zanim przekształciła się w marsz na Zachód w celu przeprowadzenia rewolucji światowej, zaczęła się jako starcie dwóch zorganizowanych (choć kiepsko jeszcze zorganizowanych) sił na „bezpańskich” obszarach dawnego Imperium. Do Białorusi i Ukrainy mieliśmy nie większe prawa niż Rosja. Zresztą z tą rewolucją światową i płomiennymi wezwaniami Tuchaczewskiego to był raczej tylko slogan propagandowy. Bolszewicy absolutnie nie mieli sił, by podbijać Europę. Pod Warszawę doszli ostatnim wysiłkiem.
    Co do wredności, to wkurzył mnie film Hoffmana o roku 1920. Ponieważ jedyny pokazany w nim w zbliżeniu bolszewik stanowi uosobienie prostackich stereotypów – cynik i okrutnik, rozkoszujący się oddaną mu władzą życia i śmierci. W dodatku ma hemoroidy i twórcy filmu nie odmówili sobie przyjemności pokazania go w trakcie nasiadówki. Co ciekawsze – jest to były polski rewolucjonista z 1905 roku. Kiedy zdążył stać się cynikiem? Gdyby to były późne lata dwudzieste, to bym jeszcze rozumiał.
    Niedaleko stąd do bajeczki, nie pamiętam czyjego autorstwa, o Dzierżyńskim, który pociągiem pancernym jedzie na wizytację linii kolejowej. Na każdej stacji personel ustawia się na peronie w szeregu, a krwawy Feliks z okna pociągu strzela do nich na chybił trafił z nagana…
    Strasznie się rozgadałem, ale jeszcze jedna uwaga na temat stereotypów narodowych. Czytałem kiedyś przedwojenną pracę Bystronia na ten temat. Przytaczał on wzajemne opinie o sobie Polaków i Niemców. Według ówczesnych Polaków Niemiec, kiedy mu się powodzi, jest pyszny i hardy, a kiedy go los przyciśnie, staje się pokorny i uległy. Otóż okazuje się, że dokładnie takie były same opinie z drugiej strony!

  20. @Torlinie:
    Piszesz:
    Tak, tak uważam, że celem propagowania i popularyzacji nauki trzeba trochę popuścić tendencje “bo to tak nie było”.
    Wiesz… ja bym rekomendował Discovery, czy inny 21Wiek 7-, czy 10-latkom. Ale osiemnastolatkom już nie bardzo. A tym bardziej dorosłym.
    Poziom szczegółowości i dokładności musi być stopniowany, a ‚użytkownik’ takiej wiedzy musi zdawać sobie sprawę z tego, jak dokładne informacje cytuje. Zresztą, sam widziałeś to na blogach, gdy jedno rzucone pochopnie przez autora zdanie na setnej stronie z pięciuset, staje się dla kogoś życiową wyrocznią. (Powiesz, że nie widziałeś? To przypomnę, że w sprawie relacji polsko-żydowskich na blogach Polityki mieliśmy takiego fanatyka. Ostatnio obserwowałem też dwóch fanatyków, którzy kiedyś tam jakiś leksykon widzieli, na blogu Archeowieści w komentarzach. Ba! Pamiętam Messoriego, który z jednego zdania historyka-amatora zrobił całą istotę obrony generała Franco… To się ukazało w książce i miało wielu fanów.)

  21. @Torlin – widzisz ja zaczynam przeginać ( a nigdy nie umiałem sie wypowiedzieć w 2 słowach…) a nie chce psuć Twojego świetnego wpisu o tlawerbrytach dyskusją polityczną. W znacznej części zgadzam sie z tym co napisał TesTeq o ile można sie zgodzić z tezą wyłożoną w 1-dnym zdaniu, które w zamiarze ma coś mówić o tak złożonym zagadnieniu. Jeśli nazywasz się liberałem to Twoje poparcie dla tego co się stało w Polsce jest w jakiejś mierze zdumiewające i ujawnia że całkowicie inaczej rozumiemy słowo liberalizm. Ja z wykształcenia jestem fizykiem, z mocno teoretycznymi inklinacjami, wiec mam tendencję do formalizacji tego typu postaw. O liberalizmie można mówić w 2 aspektach – praktycznym i teoretycznym. Pierwszy z nich to to co powszechnie uważa że wypowiada o sobie osoba mówiąca „jestem liberałem”. Zakładam że osoba tama na myśli poparcie dla wolności i samostanowienia jednostki, w tym wolności obyczajowej, gospodarczej i innych mniej politycznych form wolności. Niejako jest to prymat prawa do wolności nad innymi prawami. W tym prawem do własności prywatnej. Paradoks. Ale konieczny. Spróbuj sobie wyobrazić liberała w średniowiecznej, feudalnej europie. Czy fakt że wszelka własność ziemska jest prywatna powoduje że był to (zapoznany) szczyt liberalizmu? Czy może jednak fakt że jakakolwiek faktyczna gwarancja wolności własnej wiązała sie w tych czasach albo z posiadaniem faktycznej siły militarnej, albo z ochroną pod skrzydłami przysięgi lennej – a tym samym z ograniczeniem częściowo własnej wolności -ma tu jakieś znaczenie? Ludzie często mylą prawa wolności liberalnej z prymatem własności prywatnej – a te sprawy z powodów praktycznych – są rozdzielne. Sprawy praktyczne staje się jednak coraz bardziej zagmatwane kiedy zaczynamy odchodzić od „zastanego obrazu społeczeństwa w którym role są rozdzielone” i zaczynamy rozważać formalnie i faktycznie niemal równe sobie jednostki ( jak we współczesnych państwach zachodnich).
    W warstwie teoretycznej liberalizm ponosi tu dotkliwą porażkę. Być może praktycznie jest w stanie funkcjonować, w teorii jednak jest logicznie całkowicie niespójny. Ów brak spójności jest po części przyczyną jego witalności – od lat nie wiadomo o co chodzi więc mamy ciągłą adaptację… Nie da sie w żaden sensowny sposób zdefiniować obiektywnie pojęcia wolności, bowiem każdy posiada niej rozmaite wyobrażenie ( oraz interesy które sprawiają że publicznie wyraża pewne specyficzne poglądy o własnej wolności) i w istocie „wolność” jest blisko związana z „poczuciem bycia wolnym”. Słynna maksyma że „wolność jednostki ma taką objętość na jaką pozwala wolność innych jednostek” sprawia że kraje z szariatem są równie liberalne jak te bez niego – bowiem kobiety muszą nosić w ich czarczafy wyłącznie z powodu ograniczania wolności mężczyzn gdy je zdejmą. Chodzi o pokusę która prowadzi do grzechu. Brak pokus zaś jest postrzegany jako wolności w wyznawaniu religii. Takim lub podobnym rozumowaniem można dowieść że dowolne działanie publiczne narusza czyjąś wolność i odwrotnie – ze dowolne działanie publiczne – włącznie z prawem do zastrzeleniem małego dziecka w sadzie kiedy kradnie jabłka – jest emanacją wolności. Z pewnością znajdą się grupy społeczne żądają takich praw. Jak im zaprzeczysz? Mówiąc ze to „nadto wolności” niż pozwala na to prawo? Przecież to już opresja ze strony państwa, prawda? Nie chcę tu wdawać się w głębokie analizy – ale nic w liberalizmie nie istnieje w sposób logicznie spójny, jest to co najwyżej opis praktycznych zachowań które społecznie *nie są stabilne* dokładnie tak jak ustrój republikański w starożytnym Rzymie. I to co obserwujemy obecnie w gospodarce, polityce, na świecie i w Polsce to zmierzch liberalizmu, a zwłaszcza liberalnej demokracji parlamentarnej. Zwłaszcza w gospodarce. Jego miejsce zajmuje zwykłe prawo pięści, ordynacja silniejszego, dyktat pieniądza. Nie konkurencja bo ta istnieje jedynie pomiędzy największymi z graczy.
    Jeszcze raz przepraszam za długi wpis i nie na temat. Twoje wpisy są bardzo ciekawe, a poglądy -szanuję – nie masz więc co się obawiać o to że zrejteruję. Czytam tego bloga od dosyć dawna – jedynie niedawno zacząłem pisać komentarze…

  22. Wróciłem dopiero co z pracy – jutro odpowiem.

  23. Czytając ten Twój wpis, przypomniał mi się pewien artykuł z Onetu… Jakby się dobrze przyjrzeć, różnego rodzaju „bryci” powstają nam teraz jak grzyby po deszczu… Nicobryci (co nic w zasadzie nie robią a wszędzie ich pełno): jak na przykład Grycanki, albo „Wodzianka” od Wojewódzkiego… Nekrobryci – np. rodzice małej Madzi… Gastrobryci – Magda Gessler…a teraz jeszcze trawelebryci od Ciebie…

    Tak na marginesie: czy Ty też masz problem z napisaniem literki „ą” podczas pisania postów? Ja wszystkie polskie literki mogę napisać, ale jak próbuje ą, to mi po prostu cały tekst zaznacza i nic więcej. Muszę pisać sposobem – przeklejać z Worda…

    Dzięki za odwiedziny! 🙂

  24. Pawle!
    Zupełnie coś innego mity i przesądy, a zupełnie coś innego prawda historyczna. Odwieczną nienawiść polsko – niemiecką należy zaliczyć do mitów, ale wredność Krzyżaków i bolszewików należy do żelaznych faktów historycznych. I w przypadku Białych Płaszczy z Czarnymi Krzyżami nie można zaczynać od Kazimierza Wielkiego, bo mamy całą historię Konrada i najróżniejszych ziem:chełmińskiej, dobrzyńskiej, pomorskiej.
    Bolszewicy zaś zostali uratowani przez Piłsudskiego, a wojna w 1919 była najtypowszą wojną prewencyjną.
    ——————
    PAK-u!
    reasumując – mnie chodziło o to, żeby całą wiedzę młodzieży uatrakcyjnić, dlaczego wszystko to musi być takie poważne i siermiężne.
    ————–
    Kazekkurz!
    Oczywiście, że w różnych kulturach różnie się rozumie słowo liberalizm. Dla mnie przede wszystkim jest to wolność osobista każdego człowieka w głoszeniu własnych poglądów, wolność prowadzenia działalności gospodarczej oraz prywatna własność. Oczywiście, że prawdą jest określenie, że granicą wolności człowieka jest granica innego (czyli trzeciej osoby), ale tą granicą nie są czyjeś poglądy czy obsesje, tylko jego autentyczne interesy (wolność, pieniądze, życie, biznes). Dla mnie podstawą wolności w sferze obyczajowej jest nienarzucanie swoich poglądów innym ludziom. Można przekonywać, grzmieć, protestować, ale wara tym osobom od kodeksu karnego.
    ——————
    Celtusie!
    Zaznaczanie wszystkiego to „Ctrl A”, może niechcący zamiast „Alt Gr A” naciskasz „Ctrl A”? Bo u mnie działa wszystko w porządku.

  25. @Torlin: „ale tą granicą nie są czyjeś poglądy czy obsesje, tylko jego autentyczne interesy (wolność, pieniądze, życie, biznes)” – ha! A jak ktoś ma autentyczny interes w dostawaniu renty z ZUS? To co na to liberałowie ? Bo ja się podejmuje przeprowadzić dowód że w moim interesie jest dostawać około 300-600 złotych. Całkowicie obiektywnie – byłoby to w interesie moim, biznesu mojego i mojej wolności też.
    Popełniasz błąd sądząc ze w takim sądzie wypowiedziałeś cokolwiek logicznie określonego. Nie ma żadnej prostej drogi pomiędzy takim poglądem a praktyką gospodarcza czy polityczną. Droga, kręta i niełatwa wiedzie tu zarówno przez konflikty interesów ( które wygrywa silniejszy – politycznie, mający dostęp do mediów, pieniądze na propagandę, ktoś kto umie porwać za sobą większość, albo wprowadzić zmiany po ciuchu ) jak i przez normy kulturowe które są sumą historii, edukacji i świadomości lokalnej. To co oczywiste w Anglii ( że człowiek posiadający majątek powinien być użyteczny dla lokalnej społeczności) jest całkowicie nie do pomyślenia w Polsce ( to moje jest! Dlaczego mam sie przejmować tym żulami?). To co oczywiste u nas ( jak masz kasę to cię okradną, państwo cię złupi, lepiej jest wydać zaraz albo gdzieś przelać za granicę. Zresztą kupie se 10 BMW będę jeździł co dzień innym, a w niedziele 2-ma, nie po to tyram by żyć w biedzie jak żebrak!) tam jest niepojęte ( majątek zdobywa sie inwestując, ostentacyjnie konsumują buraki, zarobiłem bo jestem mądry i jest to powód do dumy, mądra konsumpcja jest moim obowiązkiem bo stymuluje popyt ). Pewnie ze to stereotypy. Ale czym miałby być ten liberalizm skoro każde słowo tam i tu ma inną treść?

    Żeby to było jasne – ja nie jestem antyliberałem , lewakiem czy prawicowcem. W zasadzie to ja nie umiem przyznać racji żadnej z tych stron. Ale sądzę że nikt nie zyje sam na świecie, że żaden szef firmy nie zarobiłby ani grosza gdyby nie współpraca ludzi i pieniądze klientów, ze podatki były, sa i będą i że dzięki nim daje sie rozwiązać kilka problemów, że lepiej z mądrym stracić niz z głupim zyskać, że dzieci lepiej żeby chodziły do szkoły niz siedziały na ulicy i żebrały, że opieka medyczna to nie jest luksus tylko to co rożni dobre państwo od kiepskiego państwa, że regulacja gospodarki jest całkowicie naturalna, jak regulacja rzeki, a państwo powinno chronić tych co płaca podatki a ścigać tych co oszukują, że istnieje gospodarka narodowa i że jej interes nie są tożsame z interesami powiedzmy Trynidadu Tobago, Cejlonu i Abchazji.Bo jeszcze My ludzkość – nie jesteśmy jedną wielka rodziną i trochę na to poczekać będzie trzeba. I wiele wiele takich drobiazgów, które w dyskusji o wolności gospodarczej i osobistej niby nie wychodzą… Wielu ludzi traktuje takie poglądy jako lewicowe, ale one takie nie są. Raczej – tak jak w Polsce nie ma lewicy – tak nie ma i liberałów. Mamy jedynie skorumpowanych neoliberalnych populistów. Neoliberalizm czyli laisez-faire to rodzaj fundamentalistycznego konserwatyzmu kierujący sie jedynie koncepcją władzy silniejszego. Brak tu jakiejkolwiek treści liberalnej ( poczytaj Adama Smitha ), nawet brak poszanowania prawa własności ( bo radna wspólne, czyżby wspólne, np fundusze publiczne nie były objęte prawem własności?), że o szacunku dla wolności nie wspomnę ( liczba podsłuchów na poziomie Białorusi)

  26. Ach – bardzo ważne – prosiłbym nie traktować powyższego jako krytyki powiedzmy PO. PiS, SLD czy inne nazwy skrywają mniej więcej ten sam układ władzy – bo za politykami stoją sponsorzy, ludzie którzy mają władzę bo mają pieniądze. Nie tworzą spójnego środowiska, ale tworzą klasę w interesie której dzieje sie to co sie dzieje. Dokładnie jak to opisał Jasienica w Polskiej Anarchii.

  27. Pozostajemy przy swoim. Oczywiście, trudno jest rozdzielić te kwestie, kobiety chcą np.pokazywać się topless i są za to ścigane, a większości społeczeństwa to nie rusza, tymczasem paradowanie nago po Marszałkowskiej skończy się aresztem i sądem grodzkim za zakłócanie porządku (nieco humorystycznie to brzmi w tym kontekście – może jest więcej wypadków?). Mnie się wydaje, że jest to związane z moją teorią umowy społecznej (nazwa tak powszechnie krytykowana, ale nie umiem znaleźć innej, lepiej oddającej moją myśl), całe społeczeństwo umawia się na konkretne zachowania i liberałowie są to ludzie usiłujący rozszerzyć zakres wolności ludzkiej skrępowanej tymi zasadami. Ale nie uważają za słuszne rozsadzić w ogóle tej umowy, to byłoby bez sensu. I czasami nic na ten temat nie można zrobić. W jednym z numerów Newsweeka czytałem na temat podziemia rodzin złożonych z dwóch matek i dziecka. Lesbijki muszą się ukrywać, a dzieci w przedszkolu wołają za kolegą „Lesbos”, po prostu tego rodzaju zachowania nie są akceptowane przez społeczeństwo. Ja akurat jestem człowiekiem, który wprawdzie też tego nie akceptuje, ale na tym polega mój liberalizm, że w ogóle nie zwracałbym uwagi na tę rodzinę.

  28. @Torlin – „ałe społeczeństwo umawia się na konkretne zachowania i liberałowie są to ludzie usiłujący rozszerzyć zakres wolności ludzkiej skrępowanej tymi zasadami. Ale nie uważają za słuszne rozsadzić w ogóle tej umowy” – innymi słowami opisałeś mniej więcej to samo co mam na mysli. Jednak dobór słów to istotna róznica. Ów zwrot „umowa społeczna” jest w oczywisty sposób fałszywy, choć bardzo dobrze oddaje o co chodzi. Paradoks. Jest fałszywy bo na ogół nikt z nikim żadnej umowy nie zawierał. jest tylko historia i gra interesów. Z drugiej strony nie jesteśmy tylko podmiotami historii – tworzymy ją i mamy pełne prawo kształtować społeczeństwa w których żyjemy. na tym polega demokracja. Liberalizm jest pustym frazesem wyþęłnionym kulturą. Taka sytuacja powoduje poczucie sprzeczności i wymaga ciągłego aktywnego budowania liberalizmu co dzień od nowa. To napięcie jest bardzo ożywcze i stad liberalizm jest bardzo atrakcyjnym i ciekawym prądem politycznym. Niestety stracił znaczenie polityczne w latach 80-tych wraz z przewrotem neoliberalnym. Obecnie ideologia liberalna nie odgrywa politycznie żadnej roli.
    Neoliberalizm zaś jest zaprzeczeniem liberalizmu. Wielu ludzi w Polsce tego nie dostrzega – bo i jak mają spostrzegać różnicę skoro nigdy nie widzieli liberalnego państwa? Nie jest przypadkiem że w USA liberalizm jest poglądem lewicowym, zaś w UK reprezentują go Whigowie. Są to postawy polityczne całkowicie nieznane w Polsce. To miło że określasz się jako liberał, mam nadzieję że takich ludzi będzie coraz więcej. Szanuje poglądy o jakich piszesz, choć nie widzę powodu dla którego miałbym naginać się do ich wyznawania.
    Pozdrawiam
    K

  29. Torlinie, otóż w tym problem, że wściskam właśnie ALT+A kiedy chcę w edytorze napisać „ą”, a zaznacza mi cały tekst jakbym naciskał CTRL+A… Z innymi polskimi literami nie ma tego problemu: naciskam ALT+S, wychodzi „ś”. ALT+O wychodzi „ó”…i tak dalej. Tylko z „ą” jest kłopot…

    (najmocniej przepraszam, że zbaczam z tematu…)

  30. Ależ Celtusie nic nie szkodzi. A może coś się pomieszało, i literkę „ą” należy robić przy pomocy Ctrl i „A”. Ja tak miałem w komputerze w pracy, gdzie zamienione były litery „z” i „y”.

  31. „po prostu tego rodzaju zachowania nie są akceptowane przez społeczeństwo.” po co zbiorowa odpowiedzialność?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: