Napisane przez: torlin | 03/09/2012

Wróciłem szczęśliwy

Bardzo się cieszę, że zdecydowałem się na tę wyprawę, nawet zastanawiam się, czy musiałem się oszczędzać. Nic mnie nie bolało, jestem w świetnej formie, miałem znakomitą pogodę, tylko ostatniego dnia lało. A tak, jeżeli już były burze, to w nocy.

Cała trasa jest niesamowita, na olbrzymich wysokościach, gdzie pasą się krowy, widok lodowców i głębokich dolin. Jest ona dostępna właściwie dla każdego, kto ma do gór smykałkę i kondycję.

Trzy zdjęcia dałem tak – bez opisu, trzy pozostałe związane są z czymś dla mnie ważnym.

Specjalnie osobno poszedłem do schroniska Defregger Haus, schroniska alpinistów wchodzących na Großvenediger. Jest ono bardzo wysoko, a tego dnia panowała mgła uniemożliwiająca mi podejście jeszcze trzysta metrów wyżej po skale, takim klinem pomiędzy dwoma jęzorami lodowca.

Zdjęcie z tej przełęczy jest dla mnie ważne z dwóch powodów: po pierwsze jest to najwyższe przejście całej Hochenweg (Zobetscharte – 2.958 m), po drugie – widać na nim Niemców, z którymi szedłem przez wiele dni. Z tym że oczywiście w Alpach tak naprawdę każdy idzie osobno, zgodnie ze swoim  rytmem, my tylko ciągle spotykaliśmy się na kluczowych miejscach szlaku, w miejscach odpoczynku, a w schronisku to się jadło i gadało razem.

A jakie miałem widoki z okna – to widać na zdjęciu, ta fotografia została zrobione w schronisku Bonn- Matreier Hütte (2.750 m)

Advertisements

Responses

  1. Zatem za powrót piję szczęśliwy i za tej energii nowej zastrzyk:)
    Kłaniam nisko:)

  2. Torlinie! Gratuluję wspaniałej wyprawy i widoków! Tylko dlaczego z Niemcami? 🙂

  3. To znaczy, że do szczęścia wystarczy przestać myśleć (warunek spełniany przez zdecydowaną większość każdej populacji) i wstać (to taki cichy powrót tylnymi drzwiami do myślenia – warunek rzadziej spełniany). „Zazdroszczę – ale nie tak, żeby Ci się zepsuło”.

  4. Gratuluję wspaniałej wyprawy i podziwiam. 🙂

  5. Dziękuję wszystkim pamiętającym i wspierającym, a szczególnie Tes Teqowi, który był największym moim sprzymierzeńcem.
    Można było jeszcze bardziej poszaleć, ale się ciągle obawiałem. A dlaczego Niemcy? Bo bardzo lubię ten kraj i ludzi, po drugie mówię po niemiecku, po trzecie – na nich właśnie wpadałem. Petera z Berlina poznałem na samym początku, jak wysiadłem z autobusu na ostatnim przystanku w Ströden. Spytałem się, czy nie wie, gdzie się rozpoczyna szlak do Essen – Rostocker Hütte. Do Sabiny z Düsseldorfu i Antje z Markiem z Monachium zostałem „przypisany” w stołówce i tak się poznaliśmy. A jak się okazało, że Peter z Sabiną znają się ze szlaku, no to później „w miarę” trzymaliśmy się razem. Miałem chwilę słabości na szlaku i Mark został mi pomóc – bardzo mnie tym zdobył.
    No to pierwsze marzenie spełnione, teraz kolej na następne – może trekking dookoła Annapurny? Ale tam to już nie pojadę sam, muszę znaleźć towarzysza, coś Paweł bąkał na ten temat. Jak może Pawle czytasz ten tekst, to daj głos w stylu: „absolutnie niemożliwe”, „do rozważenia”, „pogadamy później” itp.
    A polityka przestała mnie interesować absolutnie. Te dyskusje są jakieś dwudziestowieczne. A mamy przecież XXI wiek.

  6. Torlinie, nie bąkałem, pisałem całkiem serio i potwierdzam. Himalajski treking to moje marzenie od lat. Z marzeń górskich jedyne naprawdę silne. W przeszłości dwukrotnie byłem bliski jego realizacji. Raz na przeszkodzie stanęły trudności, że się tak wyrażę, obiektywne, kilkanaście lat później problemy zdrowotne, w ostatnich czasach blokowała mnie rodzina – głupio było zostawić na całe miesiące żonę z małym dzieckiem. W tej chwili dziecko już nie takie małe i problem jest tylko finansowy – na dzień dzisiejszy dość cienko przędziemy.
    A propos zdrowia, zastanawiam się, czy dla nadciśnieniowca to zdrowo pchać się na pięć tysięcy metrów. Niby biorę cały czas leki…
    .
    W tym roku udało mi się znowu wrócić do mojej ulubionej Rumunii. Trochę nie w tym trybie, jak bym chciał, bo była to samochodowa wyprawa w dwie rodziny z dziećmi, na której pełniłem nieformalną rolę przewodnika, więc trzeba było jeździć po głównych atrakcjach turystycznych, a niektóre z nich odwiedzałem już piąty raz. W góry był tylko jeden wypad trzydniowy i trzy jednodniowe. Ale dobre i to. Na początku października będzie jeszcze – jak co roku ostatnio – tydzień w Bieszczadach ukraińskich. Po trapersku – z namiotem, siekierą i kociołkiem do gotowania na ognisku. Tam wciąż tak można bez ograniczeń!

  7. Ukłony po powrocie! 🙂

  8. Ja do Ciebie PAKu czapką do ziemi.

  9. Przyznam Torlinie, że obserwując Twoją walkę pokusy z rozsądkiem nie sądziłam, że zdecydujesz się wyruszyć w podróż. Zatem tym bardziej cieszy mnie Twój sukces i satysfakcja. Chylę czoła i macham 🙂

  10. Sarno, widzisz, jak odmachuję? Przeklęty Łotrpress wciął Cię do spamu – wybacz. Bardzo dziękuję.

  11. Widzę, widzę …, a przy okazji widzę jaki jesteś przystojny Torlinie 🙂

  12. Gdy po górach Torlin kica,
    W kompleks wpada wnet kozica!
    Za to sarna w podziw wpada –
    Torlin jest jak czekolada!

  13. Cieszę się, Przyjacielu, że wróciłeś zdrów i cały…sądząc po zdjęciach, jak najbardziej było warto 🙂

    Spełniłeś swoje marzenie. Może ja też kiedyś swoje w końcu spełnię? I zwiedzę Wyspy Brytyjskie? 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: