Napisane przez: torlin | 25/09/2012

Mam dość upamiętniania historii

To będzie bardzo ważny wpis, i wywoła straszne oburzenie wśród moich sympatyków. Otóż ja mam dosyć historii. Stop. Ja nie mam dość historii, ale mam dosyć mówienia o niej. Od powrotu z Austrii coś się we mnie przełamało. Przy stole kolacyjnym, siedząc razem z czwórką Niemców z Berlina, Düsseldorfu i Monachium powiedziałem (myśląc o swobodzie podejmowania decyzji), że jestem wolnym człowiekiem, jestem na urlopie i mogę robić, co zechcę, a to schronisko nie jest obozem koncentracyjnym. Zapadła przygnębiająca cisza, Niemcy wpatrywali się w stół, a ja zrozumiałem, jakie popełniłem faux pas i szybko zmieniłem temat. Ale widziałem, jak zmienili się na twarzy. Ludzie, przecież oni urodzili się wiele lat po wojnie, są zupełnie innymi ludźmi.

I dzisiaj, przeglądając podrzucone mi przez przeglądarkę linki do ciekawych artykułów, pierwszy raz w życiu z niechęcią pomyślałem o upamiętnieniu wspaniałych chwil z przeszłości, akurat się składa, że dotyczy to również polskich sił zbrojnych. Dzisiaj jest 25 września, 68 rocznica podjęcia decyzji przez Bernarda Montgomery’ego o wycofaniu wojsk z Arnhem.

Piłkarze i kibice (TU) postanowili upamiętnić bitwę, ja ich rozumiem, ale na to nakładają się dwie sprawy. Pierwsza, pisałem o niej wyżej, jak się czują współcześni Niemcy, gdzie wciąż w całej Europie natykają się na takie „pamięci”. To musi być dla nich straszne.

A po drugie – i chyba ważniejsze. Widzę, że nie tylko Polska, ale i cała Europa (a może i świat) wpada w sidła casusu „Powstania Warszawskiego”, zwycięstwa moralnego nad przeciwnikiem. Nigdy nie przeklinam w blogu, nie piszę brzydkich wyrazów, ale moja frustracja osiągnęła apogeum. Gówno, gówno, gówno, po wielokroć gówno. Montgomery’ego należałoby rozstrzelać za Operację Market Garden, a Dwighta Eisenhowera i Harolda Alexandra wsadzić do obozu na wiele lat. A dlaczego ich? Bo strata 17 tys. żołnierzy alianckich, w tym 12.000 spadochroniarzy z całkowitej liczby 35.000 desantowanych jest implikacją wydarzeń o wiele wcześniejszych, z połowy 1943 roku. Słynny dowódca brytyjski, Bernard Montgomery, owiany sławą człowieka, który pokonał Rommla, napotyka wówczas na swojej drodze wojskowej człowieka dorównującego mu ambicją i pyszałkowatością, ale znacznie przewyższającego go zdolnościami dowódczymi i wojskowymi, czyli George’a Pattona. Przy lądowaniu aliantów na Sycylii dowódcą całej operacji był generał Dwight Eisenhower, dowódcą wojsk lądowych został generał Sir Harold Alexander, a w skład jego sił noszących nazwę 15. grupy armii weszły dwie duże armie: brytyjska 8. armia pod dowództwem generała Montgomery’ego i 7. armia amerykańska dowodzona przez generała Pattona. Co tam się działo, aż trudno opisywać, jeżeli ktoś się chce zapoznać z tematem, to Wiki to wszystko dobrze opisuje (TU). Oprócz tego reklamuję przez całe swoje życie najznakomitszą książkę z tego okresu, „Żołnierską epopeję” Omara Bradey’a. Niedużo pisząc, na Sycylii Patton upodlił Montgomery’ego i on tego mu nie zapomniał. Operacja Market Garden miała być rewanżem.

Dla mnie dzień dzisiejszy jest dniem bólu, smutku i trochę przerażenia, jak los tysiąca znakomicie wyszkolonych żołnierzy zależy od pychy dowódców. Czytałem kiedyś wypowiedź Gene Hackmana, grającego naszego dowódcę polskiej 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, generała Stanisława Sosabowskiego, że w scenariuszu filmu „O jeden most za daleko” postać Polaka  była inaczej przedstawiona. Aktor chcąc się zapoznać z rolą dotarł do wspomnień Sosabowskiego (wydanych później w tej samej serii co wspomnienia Bradley’a, pod tytułem „Najkrótszą drogą”) i po ich przeczytaniu zmusił realizatorów filmu do zmiany koncepcji. Sosabowski to w ogóle postać tragiczna, kto chce się zapoznać, zapraszam do Wiki, pisze prawdę.

I tak to wszystko podsumowując, mam tego wszystkiego dosyć. Tak lubię bywać u Wachmistrza, ostatnio pisał o mojej ulubionej formacji, czyli o Ułanach Podolskich, a ze mnie jakby uszło powietrze, nie chce mi się już czytać i pisać o tym, kto kogo lepiej rezał w przeszłości. Co się ze mną dzieje? Czy jest na sali lekarz?

Reklamy

Responses

  1. Torlinie

    Jak to dobrze, że nie jesteś Sułtanem Tureckim i nie masz dostępu do jedwabnego sznura w metrażu, który byś hojnie rozdawał dowódcom.

  2. Wiem, że krytycznie podchodzisz do tzw. poprawności politycznej – ja zresztą też – ale ona czasem jest przydatna, szczególnie wtedy, kiedy znajdujemy się w środowisku mniej nam znanym. Nie znam przebiegu rozmowy, ale obozy koncentracyjne to argument z bardzo grubej rury, szczególnie dla Niemców.
    Zachowałes się jak słoń w składzie porcelany…
    Zachowujesz pamięć o polskiej historii, wyobraź sobie, że inni też mogą zachowywać o swojej.
    No i ten kac moralny tak Cię antyhistorycznie nastroił, a wystarczy pamiętać, że nie ma jednej historii, każdy ma swoją…
    A powietrze musi co jakiś czas uchodzić, to zdrowe 😉

  3. Czując się Twoim sympatykiem odczuwam straszne oburzenie.

    A poza tym – Torlinie – gratuluję.

    Przywaliłeś okupantom w pysk w białych, inteligenckich rękawiczkach. Nie ma to, jak celna, zwalająca z nóg aluzja. Trzeba było im jeszcze „przypadkowo” wylać gorącą herbatę na kolana! 🙂

  4. Edwarze!
    To jest jednak coś innego. Zupełnie czymś innym jest wysłanie jedwabnego sznura po przegranej bitwie dowódcy, to jest możliwe tylko w dyktatorstwach, a niemożliwe w demokracjach. Zupełnie zaś dla mnie jest czymś innym wysłanie w bój żołnierzy, aby spełnić swoją zachciankę. Pomysł Montgomery’ego krytykowany był przez wszystkich związanych z taktyką wojskową, Holendrzy śmiali się z kretyńskiego pomysłu, aby XXX Korpus mógł się w ten sposób przebijać. Nawet patrząc z punktu widzenia ogólnoeuropejskiego przebijanie się przez pocięte kanałami Belgię i Holandię, a nie na południe od Ardenów, jest delikatnie mówiąc bez sensu. Spadochroniarzami trzeba było zdobyć most w Remagen, zanim zdobyła go 9 Dywizja Pancerna.
    Zeenie!
    Jak to – „nie znam przebiegu rozmowy”? Toż ją przytoczyłem, a dokładniej mówiąc chodziło o to, że mój lekarz zasugerował, abym w każdym schronisku nocował dwa razy. Tymczasem klasyczna droga trekkingowa zakłada codzienne przemieszczanie się „von Hütte bis Hütte”. W ogóle przy wypowiadaniu tych słów nie kojarzyłem sytuacji.
    Tes Tequ!
    Przestań proszę.

  5. Torlinie

    Nie mam pojęcia o wojskowości. Historia militarna to nie moja specjalność.

    Ale mam pytanie:

    Czy oczywistość przebijania się „południe od Ardenów”,nie powinna była zniechęcać do przebijania sie właśnie szlakiem „na południe od Ardenów”?

  6. Hm… z Arnhem, a raczej z Montgomerym, to sporo upraszczasz… Ale dajmy na to.
    A co do reszty — widzę po tej notce (i historii bloga), że to stan tymczasowy. Niemniej, nie będę przeszkadzał w ‚odchorowaniu’ go 😉

  7. @dana1:
    Hm… nie wiem, czy Torlin ma racje z tym ‚na południe od Ardenów’, choć pewne racje za tym były.
    Jeśli chodzi o Arnhem, to podkreśla się dwie rzeczy — uzależnienie ofensywy od jednej drogi (podobno w holenderskiej akademii wojskowej egzaminowano tak kandydatów — ci, którzy wybierali wariant Montgomery’ego wylatywali na tym egzaminie), oraz samą ambicję planu, uzależnionego od wielu elementów, które mogły ‚pójść nie tak’ (i parę tak poszło) — konkurenci-krytycy opowiadali, że abstynent Montgomery mniej by ich zdziwił wtaczajacąc się na konferencję pijany, niż proponując tak ambitny plan.
    Ale sądzę, że to wiesz. Jak i to, że w końcu właśnie w bardziej południowym biegu Renu przebito się na drugą stronę (1 Armia USA, potem 3 Armia Pattona).

  8. Ja zaś, inaczej niż Edwar, mam pojęcie o wojskowości.
    „Market-Garden” był śmiałym i błyskotliwym, choć ryzykownym planem. Potępianie dowódcy, któremu zabrakło szczęścia, dokonywane post factum, kiedy mamy pełną wiedzę o tym, co i jak się zdarzyło, przypomina mi kadeta Bieglera z jego analizami „wielkich i sławnych bitew stoczonych przez c.k. armię…”.
    Historia zna wiele przykładów tego rodzaju działań. Jeśli się udają, ich pomysłodawcy chodzą w glorii wielkich wodzów. Ryzykantami byli Aleksander Wielki w większości swoich bitew, nasz Stefan Żółkiewski (Kłuszyn), Napoleon podczas swojej pierwszej kampanii w 1796 roku.
    W czasie II wojny światowej w operacjach przeprowadzanych z minimalnym marginesem błędu celowali, co ciekawe, Niemcy. Zajęcie Norwegii, ofensywa przeciwko Francji w 1940 roku, desant na Krecie, operacje Rommla w Libii – to wszystko były pomysły równie ryzykowne jak „Market-Garden,” tylko że… powiodły się.
    O niepowodzeniu Montgomery’ego zadecydowało kilka niepomyślnych zbiegów okoliczności, w szczególności ten, że w okolicy Arnhem – daleko za frontem – przebywały na wypoczynku oddziały dwóch niemieckich dywizji pancernych, czego alianckie rozpoznanie nie wykryło. Gdyby brytyjska 1 Dywizja Powietrznodesantowa miała do czynienia tylko z jednostkami tyłowymi, zapewne zdobyłaby i utrzymała most.

  9. Już przestaję. Wiesz, że sobie tylko żartuję, a niektóre moje żarty mogą być niestosowne i zagrażać porządkowi publicznemu oraz równowadze psychicznej.

  10. Powinienem odpowiedzieć właściwie wszystkim naraz, bo tematyka jest wspólna. Chociaż – przyznaję, będzie to głównie skierowane do Pawła. A dlaczego? Bo pozornie ma bardzo dużo racji, jego przykłady są znakomite, mógłbym dorzucić jeszcze kilka. Niekonwencjonalne zagranie dezorganizuje i dekoncentruje przeciwnika, nieprzygotowanego na taki rozwój sytuacji. Czyż cała D-day nie jest tym? Patton jako szef tekturowych czołgów? A trup wyrzucony koło Hiszpanii w Operacji Husky? Wystarczyło, aby Hitler nie uwierzył i plaże Omaha et consortes zostałyby utopione w krwi przelanej z powodu XV Armii. To wszystko prawda, tylko jest jedno ale, o którym nie pisze Paweł. Coś, co wyróżnia tę operację od innych.
    Otóż w tamtych faktycznie nie było innego wyjścia. Zarówno Kreta, jak i Północna Afryka z Kłuszynem włącznie stawiała przed dowódcami zasadnicze pytanie: „Jeżeli nie niekonwencjonalne zagranie – to co? Jaka jest alternatywa, inna możliwość?” Tymczasem wówczas sprawa była jasna jak słońce. Patton parł na wschód z szybkością światła, Montgomery zaś z trudnością przebijał się przez północną Francję. Wzajemne animozje obydwu „partnerów” widać już było w niezamknięciu kotła pod Falaise i raptem rozpędzony Patton dostaje wiadomość, że ma stanąć, zabrano mu całe zaopatrzenie i przekazano Montgomery’emu. Tymczasem można było normalnie uderzyć na Niemcy całą długością Renu, szczególnie, że od południa nadchodziła I Armia Francuska, niewykrwawiona, w całości.
    Pattona to w ogóle ciągle zatrzymywano w Europie:
    1. przy Operacji Market Garden,
    2. przy wyzwalaniu Paryża, bo mają go zdobyć Francuzi,
    3. przy wyzwalaniu Pragi, bo mają to zrobić Rosjanie.
    Ach, ta polityka.

  11. Torlinie

    „Ach, ta polityka.”

    Postulujesz odpolitycznienie wojny?

  12. Torlinie, czy z tego, co napisałeś, należy wnioskować, że rozwiązania niekonwencjonalne można twoim zdaniem rozważać tylko w sytuacji braku innych możliwości?
    U schyłku lata 1944 roku alianci nie byli już w stanie, głównie ze względów logistycznych, nacierać na całym froncie. Komuś trzeba było zabrać zaopatrzenie i posiłki, komuś innemu dać.
    Oczywiście przy podejmowaniu decyzji zagrały względy polityczne. Nie tylko niepohamowane ambicje Montgomery’ego, ale także obawy Brytyjczyków przed zdominowaniem przez Amerykanów. Niemniej alianckie dowództwo nie miało w sztabie jasnowidza, żeby wskazał, jaka operacja przyniesie sukces, a jaka nie. Równie dobrze zaopatrzenie mógłby dostać Patton i równie dobrze mógł utknąć beznadziejnie nad Renem albo nadziać się na niemiecką kontrofensywę. A wtedy jego byś pewnie chciał rozstrzeliwać za nadmierne straty.
    I generał, i marszałek byli niezłymi bufonami i ambicjonerami. Obaj też byli kompetentnymi dowódcami. Nie widzę powodu, by gloryfikować jednego, a poniżać drugiego.

  13. Edwarze!
    Nie, to jest oczywiście niemożliwe. Ale po prostu „człowiek moralny” nie może patrzeć bez wstrętu na to wszystko, nawet, gdyby był podejrzany o roussoizm (russoizm): „człowiek jest z natury dobry, tylko cywilizacja jest zła”. To jest dokładnie to samo, co moja dyskusja na temat deweloperów z Tes Teqiem w poprzedniej notce na temat Woli, zakończonej przez mojego interlokutora słusznym stwierdzeniem: „(jest to) wynik działania biznesowego pola sił”. I prawda. Ale czy mam prawo odczuwać wstręt? Czy też jest mi to zabronione?
    Pawle!
    Nie mogę zaprzeczyć, że masz dużo racji. Mimo wszystko tworzenie operacji, w której korpus pancerny ma się przebijać po drodze, której boki są niezabezpieczone, a cały korytarz jest wykuty przez dywizje spadochronowe pachnie klęską na odległość. Jako sympatyk wojskowości wiesz o tym, że to właśnie Patton wprowadził nowy styl zdobywania terenu, nie cel był najważniejszy, tylko miejsce węzłowe (szczyt, przełęcz, gardziel, rzeka) i najpierw zdobywał to właśnie. Tak wędrował na północ Włoch. A jeżeli chodzi o kontrofensywę w Ardenach, to właśnie Patton jako jedyny ją przewidział. Był, jak wiecie, kolejnym wcieleniem słynnych dowódców i bardzo interesował się historią Europy, w tym również jej częścią wojskowo – operacyjną. Doskonale wiedział, że Niemcy tamtędy przeprowadzali mnóstwo kontrofensyw. Wiedza czasami się przydaje.

  14. @Pawle,
    trudno mi się zgodzić. Owszem, ryzyko jest wpisane w działanie dowódców i na pewno nie wzywałbym do rozstrzelania Montgomery’ego. Trudno jednak nie zauważyć, że w operacji było parę błędów (przebijanie się jedną drogą przez Holandię!), oraz wyjątkowo dużo ryzyka — do niepowodzenia wystarczyło wysadzenie jednego z mostów. Zresztą, generalnie rzecz biorąc, działania powietrznodesantowe były bardzo ryzykowne. Co świetnie ilustruje Kreta — pyrrusowe* zwycięstwo Niemców, a zwycięstwo (choć pyrrusowe) jedynie dlatego, że wojska brytyjskie były dowodzone wyjątkowo nieudolnie; zwycięstwo, po którym Niemcy już zawsze używali dywizji powietrznodesantowych jako zwykłej piechoty.

    @Torlinie,
    no to rozpamiętujemy przeszłość…
    Robisz z Pattona niemal świętego. Przypominam, że wyzwolenie Paryża przez dywizję Leclerca zaplanowano jeszcze przed inwazją, zresztą wyżsi dowódcy uważali Paryż raczej za obciążenie, niż potencjalny sukces.
    Pattona zatrzymywały nie tyle rozkazy — bo ich „niedosłyszał” — co braki w zaopatrzeniu, zresztą akurat 3 Armia potrafiła zaopatrzenie podkradać i chomikować. Przypominam też, że Patton miewał wpadki, gdy chciał zbyt wiele — nawet w 1945 pewien jego wypad pancerny, wyzwalający obóz jeniecki, wpadł w potrzask, przez nadmierny optymizm dowódcy.


    *) Ja bym już raczej Pyrrusa bronił 😉

  15. „Mimo wszystko tworzenie operacji, w której korpus pancerny ma się przebijać po drodze, której boki są niezabezpieczone, a cały korytarz jest wykuty przez dywizje spadochronowe pachnie klęską na odległość.”
    .
    Generalnie tak jest. Weź jednak pod uwagę okoliczności. W dowództwie alianckim panowała wówczas euforia – wszystko wskazywało na to, że armia niemiecka jest zdemoralizowana, wycofuje się bezładnie i nie jest w stanie stawić poważniejszego oporu. Przeszkodą na drodze aliantów zdawały się być głównie pozrywane mosty i długie linie zaopatrzenia. W tej sytuacji rzucenie dywizji spadochronowych, by zdobywając przeprawy przez przeszkody wodne, otworzyły korytarz dla wojsk lądowych, wydawało się logicznym rozwiązaniem. Cóż, błąd w ocenie.
    W dość podobnych okolicznościach doszło do decyzji o rozpoczęciu powstania warszawskiego. W ostatnich dniach lipca postronny obserwator w Warszawie też mógł odnieść wrażenie, że Wehrmacht się ostatecznie załamał – ulicami przeciągały rozprzężone i zdemoralizowane resztki rozbitych na wschodzie dywizji.

  16. PAK-u!
    Jak pamiętam, to Niemcy tylko dlatego zdobyli Kretę, że Brytyjczycy wcześniej się wycofali. Obydwie strony postanowiły się wycofać z wyspy, tylko że Brytyjczycy zrobili to 3 dni wcześniej.
    Nie bronię Pattona. Jego skandaliczne zachowanie podczas spoliczkowania żołnierza, za co został zdegradowany i chodził po prośbie do dawnego swojego podwładnego Bradley’a, jego skrajnie prawicowe poglądy graniczące z faszyzmem, jego pismo do Eisenhowera w czasie bitwy pod Falaise: „Niech pan pozwoli mi pójść na północ i zrobić Montgomery’emu drugą Dunkierkę” odstręczają mnie od tej postaci. Ale ja staram się patrzeć obiektywnie, zauważać dobre i złe strony danej osoby.
    Nie, Pawle, decyzja wymuszona przez Brytyjczyków nie była spowodowana rozprężeniem wojsk niemieckich, tylko głodem spektakularnych sukcesów i zazdrością.

  17. Oczywiście Torlinie, że masz prawo do wstrętu. Musisz jednak pamiętać, że „wstręt” podobnie zresztą jak „zauroczenie” jest złym doradcą. Może prowadzić ku nieracjonalnym ba nawet niemoralnym czynom. Na szczęście w tym wypadku nie czyn idzie a tylko o drastyczną wypowiedz.

  18. Torlin: „…decyzja wymuszona przez Brytyjczyków nie była spowodowana rozprężeniem wojsk niemieckich,”
    .
    Ale owo rozprzężenie, a ściślej – rzekome rozprzężenie było przesłanką planu operacji. Nie sądzisz chyba, że Montgomery podjąłby ryzyko, gdyby był poinformowany, że na spadochroniarzy czekają o kilkanaście kilometrów od miejsca desantu dwie dywizje pancerne, choćby i zdekompletowane, a nad lewym skrzydłem nacierających wojsk wisi zdziesiątkowana, ale w pełni zdolna do walki 15 Armia niemiecka.
    Patton był pozerem, owszem. Ale akurat to spoliczkowanie żołnierza było całkiem zdrowym odruchem, a do rozmiarów afery rozdmuchali to nieprzychylni dziennikarze. Przypomnę, że chodziło o szeregowca symulującego chorobę, by wymigać się od walki (a przynajmniej tak sądził Patton). W Armii Czerwonej symulant nie dostałby po pysku, tylko w najlepszym razie trafił do kompanii karnej.

  19. „zdrowym odruchem”…
    „Obok siedział inny pacjent, który cały się trząsł.
    – A wam co się stało? – zapytał Patton.
    – To nerwy, generale – odpowiedział żołnierz, a oczy napełniły mu się łzami.
    – Coście powiedzieli? – Patton aż zesztywniał.
    – To nerwy – szlochał pacjent – nie mogę już wytrzymać huku pocisków.
    George podniósł głos.
    – Nerwy, do diabła – ryknął – jesteś po prostu przeklętym tchórzem!
    Żołnierz płakał, a Patton go uderzył.
    – Stul pysk, nie chcę, aby ci dzielni ludzie tutaj, którzy odnieśli rany, patrzyli na rozbeksanego tchórzliwego skurwysyna!
    Znów go uderzył. Hełm spadł z głowy żołnierza i potoczył się po brudnej podłodze.
    Patton zawołał oficera dyżurnego.
    – Proszę nie przyjmować tego tchórzliwego skurwysyna. Nic mu nie jest. Nie chcę, aby szpitale zatkane zostały takimi skurwysynami, którzy boją się walki.
    Następnie zwrócił się do żołnierza:
    – Wrócisz na front; może zostaniesz trafiony i zabity, ale wracaj do walki, bo inaczej postawię cię pod murem i na pewno zastrzeli cię pluton egzekucyjny”.
    Omar Bradley, „Żołnierska epopeja” Wyd. MON 1989 r. str.186 – 7
    Do poczytania również tu:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Incydent_ze_spoliczkowaniem

  20. Z ciekawości pytam: czy Bradley był obecny przy tym incydencie?
    Patton był może niepotrzebnie brutalny, ale z drugiej strony wojsko, zwłaszcza podczas wojny, to nie sanatorium dla nerwowo chorych. Trafiało mi się czytywać we wspomnieniach kombatantów (tych nielicznych naprawdę szczerych) o przypadkach, gdy oficer na polu walki po prostu strzelał do tak zachowującego się podwładnego, w obawie, by nie zaraził swoją paniką innych.

  21. Obecny był lekarz dyżurny, który sporządził notatkę i przekazał Bradley’owi. Cała rzecz w tym, że Omar był wtedy podwładnym Pattona i postanowił sprawę zamieść pod dywan. Mimo Twojego złego osądu o dziennikarzach amerykańskich, wszyscy zachowali to w tajemnicy nie chcąc osłabiać armii o najlepszego dowódcę. Ale jeden z nich zwietrzył w tym swoją szansę.

  22. @Pawle:
    Ocena sytuacji przeciwnika, to także część kompetencji dowódcy, w tym, wyboru przez niego podwładnych z oddziału wywiadu.
    Strzelanie do podwładnych? Trafiało się, ale głównie w chwili katastrofy — nie sukcesów.

    @Torlinie:
    Jestem bardziej ‚na bieżąco’ — Brytyjczycy nie chcieli się wycofać z Krety. Wycofali się z krytycznego lotniska, co uchodzi za wielki błąd, bo mogli się nadal bronić — zawiniły oceny dowódcy (bał się desantu morskiego, więc nie zwalczał energicznie desantu lotniczego, ot zacofany był…), oraz problemy z łącznością.
    Patton nie został zdegradowany po spoliczkowaniu — pozostał przy posiadanym stopniu. Przejściowo nie dostał prestiżowych stanowisk w dowództwie — ale to nie degradacja.

  23. Czy ktoś co stało się z żołnierzami? Ozdrowieli? Jeśli przeżyli to jak żyli jako weterani?

  24. Pak4: „Ocena sytuacji przeciwnika, to także część kompetencji dowódcy, w tym, wyboru przez niego podwładnych z oddziału wywiadu.”
    .
    Teoretyzujesz. Armia to ogromna i skomplikowana machina. Błędy popełniane na różnych jej szczeblach tylko formalnie obciążają dowódcę, jako odpowiedzialnego za całość. Fizycznie nie jest on bowiem w stanie sprawdzić zawczasu kwalifikacji wszystkich podwładnych i kontrolować ich działań. Musi pracować z takimi ludźmi, jakich dostanie. Czy znasz jakiegoś generała, który NIGDY nie pomylił się w ocenie sytuacji?
    .
    Dana1: Jakimi żołnierzami?

  25. @Pawle, Pawle,
    nie przesadzasz? Błąd w ocenie wywiadowczej był jednym w łańcuchu błędów, został popełniony już po miesiącach od objęcia dowództwa (więc z wypróbowanymi współpracownikami). A do tego często wyrzucano dowódców ze stanowisk za błędy zawinione przez współpracowników. (W sumie to wygląda na typową politykę — jeśli ktoś ma poparcie w górze, czy, jak Montgomery, w mediach, może popełniać błędy; bez takiego wsparcia wylatuje po przegranej.)

  26. pak4: „A do tego często wyrzucano dowódców ze stanowisk za błędy zawinione przez współpracowników.”
    .
    Owszem, taka jest wojskowa pragmatyka, wynikająca z zasady jednoosobowej odpowiedzialności. Ma to dobry sens. Ja chciałem tylko wskazać na to, że formalna i rzeczywista odpowiedzialność to dwie różne rzeczy.

  27. Pawle

    Żołnierzami spoliczkowanymi

  28. „Żołnierzami spoliczkowanymi”
    .
    To ich było więcej niż jeden?
    Sięgnąłem po pamiętniki samego Pattona, które akurat mam na półce. Generał twierdzi, że dał po papie żołnierzowi, bo wpadł w histerię (skądinąd znane lekarstwo na tę przypadłość). Tak potraktowany żołnierz, jak pisze, uspokoił się i wrócił do szeregów. Nie widzę powodu, by mu nie wierzyć.

  29. „W czasie inwazji na Sycylię generał Patton dwukrotnie spoliczkował żołnierzy, którzy przebywali w szpitalu polowym”

    Tyle przeczytałem w Wiki. Link u Torlina. Zamarzył mi się „Pamiętnik Szeregowca”

    „Wczoraj Patton dał mi w mordę. Będzie co opowiadać jak przeżyję, bo Sycylijki jakieś inne niż te z Little Italy. Krzywica? Pachną inaczej. A co to tam. Coś się o nich zmyśli dla kolegów i wnuków ”

  30. „Zwycięstwo moralne” to przegrana, której nie da się prosto i racjonalnie uzasadnić w kategoriach wojskowych i politycznych. Jak ktoś przegra, bo jest obiektywnie słabszy, to mówi trudno i żyje dalej (lub nie). Jak ktoś przegra przez własną krótkowzroczność, niedbalstwo lub nieprzystosowanie do świata, to musi dorobić do tego jakąś ideologię. Może wynika to z tego, że jego potencjał jest zbyt wielki w stosunku do słabości, którą okazał.
    Tak sobie teraz wydumałem. 🙂

  31. Na każdy materiał przychodzi kiedyś zmęczenie i w takich też kategoriach odbieram deklaracje Twoje… Twoje prawo po temu i nie jest moim zamiarem Cię go pozbawiać, jednak co się tyczy dorabiania ideologii do tejże decyzji, to już jest rzecz insza…Na to się dawne wojny studiuje, by błędów wychwycić i w przyszłości uniknąć, a przynajmniej tak być powinno. Jest przy tem tragedią, gdy się klęski chwalebne gloryfikuje, bo natenczas tegoż właśnie elementu wyciągania wniosków brakuje… I dlatego się corocznie na rocznicę Powstania zżymam, podobnie jak zadowalanie się ogólnikowym „nożem w plecy” z 17 września… I jeszcze co do Twego zachowania przy stole:) Niemców po wojnie urodzonych, może bym jeszcze i rozgrzeszył, bo się przynajmniej starają od tej przeszłości odciąć i powtórek uniknąć… Co się tyczy Rossyjan, to już jest rzecz insza i byś to onym przygadał, sam bym Cię jeszcze uścisnął… tyle, że oni by nic z tego nie pojęli…
    Kłaniam nisko:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: