Napisane przez: torlin | 28/09/2012

Przekleństwo przekładu

Literaturą interesuję się od dawna, ale mam takie – można powiedzieć – smaczki, które smakują mi najbardziej. Obok etymologii wyrazów i tworzenia nowych słów uwielbiam czytać książki i artykuły o przekładach. Natrafiłem akurat w „Tygodniku Powszechnym” na fajny artykuł na ten temat (TU) TP Magazyn Literacki nr 7/8 str. 8 – 9 Jerzego Jarniewicza „Gdzie jest tłumacz?”

Autor ma rację, że nie zdajemy sobie sprawy, że tych słów, znanych każdemu inteligentnemu Polakowi, twórca nigdy nie napisał. Dla przykładu z artykułu – „Źle się dzieje w państwie duńskim” nigdy w życiu nie napisał Szekspir, bo on nie pisał po polsku. Jego słowa to „something is rotten in the state of Denmark”, a co ciekawsze, ta fraza, która tak zapadła w świadomość Polaków, że używają jej w codziennych sytuacjach, nie ma autora, jest on po prostu nieznany.

Ale czy rację ma Jerzy Jarniewicz, jak zabrania nam mówić „niegdysiejsze śniegi” jako o słowach Villona, a jedynie Boya? Bo w ten sposób „Europy” nie napisał Norman Davies, a Elżbieta Tabakowska. Tutaj, drogi autorze artykułu, nic się nie zgadza, na wszystkich okładkach na książkach na całym świecie, widnieje autor dzieła, a niżej małymi literami twórca przekładu. I mimo całego szacunku dla tych postaci, ich praca jest wtórna wobec oryginału.

Mam w domu jeszcze jedną ciekawostkę, książkę właśnie Elżbiety Tabakowskiej „O przekładzie na przykładzie – rozprawa tłumacza z „Europą” Normana Daviesa” z jego właśnie wstępem (czego to nie można dostać na wyprzedażach za 1,99!) Tłumaczenie takiego dzieła to jest katorga, dziesiątki sprawdzania polskich odpowiedników nazw geograficznych, strojów, wyposażenia wojskowego. A przecież Polacy sami czasami nie wiedzą, jak daną bitwę nazwać, wielokrotnie funkcjonują dwie nazwy.

Dla mnie temat jest pasjonujący.

Reklamy

Responses

  1. Tłumaczenie tekstu to działalność twórcza porównywalna z pisaniem dzieła oryginalnego. A może nawet trudniejsza, ponieważ tłumacz ma ograniczoną swobodę – z jednej strony musi dokładnie zrozumieć, „co autor miał na myśli”, a z drugiej oddać to w innym języku. A co zrobić z dwuznacznościami i igraszkami językowymi?

  2. Wielki Ryszard Kapuściński bardzo cenił pracę tłumacza. Z wieloma bardzo się przyjażnił. I wręcz podkreslał, że swoją sławę poza granicami Polski zawdzięcza właśnie tłumaczom. A w niektórych krajach dzięki tym ludziom był bardziej znany niż u nas: np. we Włoszech czy w Hiszpanii.
    Pozdrawiam.

  3. „Ale czy rację ma Jerzy Jarniewicz, jak zabrania nam mówić „niegdysiejsze śniegi” jako o słowach Villona, a jedynie Boya?”
    .
    Moim zdaniem ma rację. Zasługą autora jest całokształt dzieła. Ale chwytliwa fraza w języku polskim to już robota tłumacza.
    Bywa (choć z rzadka), że przekład przewyższa oryginał. Przekłady tekstów Okudżawy, które wyszły spod pióra Agnieszki Osieckiej, są według mnie poezją lepszą niż wersje rosyjskie. Zdarzyło mi się kiedyś usłyszeć tekst „Warszawianki” w pierwotnym, rzec można filologicznym przekładzie. Było to dość płaskie wierszydło, ponoć taki też był francuski oryginał (nie znam francuskiego). Dopiero Karol Sienkiewicz zrobił z niej porywającą pieśń bojową.

  4. Diabeł kiedyś namieszał w mieście Ugarit na ziemi Kanaan. Może zresztą nie w Ugarit namieszał, ale to tam ginie w pomroce jego diabelski ślad.

    Gdyby Szekspir zamiast zapisać „something is rotten in the state of Denmark” wykaligrafował:

    „pusty kwadrat, lis odwracający się od winnego grona, kółko w kropką w środku, uproszczona korona, 3 lwy 9 serduszek”

    to nie mielibyśmy kłopotu.

    Albo gdyby zrobić tak:

    Zamiast „Mais oú sont les neiges d’antan?”

    kaligrafujemy:

    2 lub 3 Ale (te z elementarza), drogowskaz z niezdecydowanym pielgrzymem, 2 lub 3 bałwany w kałuży, Edypa przed Sfinksem.

  5. Taaaak, bardzo doceniamy robotę tłumacza. Pamiętam świetne przekłady Joe Alexa na polski, tłumaczenia podjął się mało znany niejaki Słomczyński…

  6. Znasz mnie nie od dzisiaj Torlinie, więc chyba wiesz, że tłumacze i tłumaczenia to także mój konik… Serdeczne dzięki za tę notkę 🙂

    Zgadzam się z TesTeqiem. Jest jeszcze jedna kwestia, na którą ja sam zwracam uwagę – tłumaczenie nie może być ZBYT WIERNE, bo będzie nudne. Nie może też być ZBYT PIĘKNE, bo stanie się niewiarygodne. Osiągnąć „złoty środek” nie jest łatwo. Oczywiście wszystko zależy od „kalibru” tłumaczonego tekstu, tudzież umiejętności tłumacza. Wiele czynników wchodzi tutaj w grę.

    Notabene: 30 września przypada Dzień Św. Hieronima. Jako że to między innymi patron tłumaczy, został tego dnia ustanowiony Międzynarodowy Dzień Tłumacza… 🙂

  7. Jejku, Celtusie, ale trafiłem. Ja podziwiam tłumaczy za ich benedyktyńską pracę, nie zdajemy sobie sprawę, jak to potrafi być skomplikowana. Elżbieta Tabakowska opisuje różne „smaczki”, ale pisze, że nic nie zrobiłaby bez Konsultanta i Tropiciela Śladów. Np. jest wiersz z włoskiego po angielsku, tłumacz nie tłumaczy z tłumaczenia, to należałoby znaleźć oryginał . Ale może to już ktoś przetłumaczył? Mam, jest polska wersja, ale jest problem, po angielsku jest „proszę o łaskę dla siebie”, a po angielsku „… dla wszystkich ludzi”.
    Jedno słowo angielskie czasami trzeba napisać w sposób opisowy.
    A czy musi być wierne? To zależy, co to jest i dla kogo. Słynny przekład Bartosza Wierzbięty w „Shreku” uznany jest przez Anglików znających polski język za o niebo lepszy od oryginału. A przecież Wierzbięta słynny jest, że tłumaczy w sposób dowolny.
    Tes Tequ!
    Wszystko musi tłumaczyć. Jeżeli ma idiom, to musi się zastanowić, czy nie ma odpowiednika. Niektóre można wiernie przetłumaczyć: „Hier ist der Hund begraben” – „tutaj jest pies pogrzebany”.
    Stokrotko!
    Takim tłumaczem uwielbianym przez pisarzy z Zachodu w latach komunistycznych był Bronisław Zieliński. Był rozchwytywany przez najlepszych, ale on kochał się w prozie Hemingwaya.
    Pawle!
    Bo ja wiem? Dla przykładu
    http://pl.wikiquote.org/wiki/%C5%81atwiej_jest_wielb%C5%82%C4%85dowi_przej%C5%9B%C4%87_przez_ucho_igielne
    W oryginale nie ma ani wielbłąda, ani ucha igielnego.
    Edwarze!
    Autorka pisze: „Gorzej, jeżeli zderzenie nastąpi w obrębie jednego języka – w tym wypadku języka przekładu. Czytelnik napotyka wtedy takie czy inne wyrażenie, a – na zasadzie asocjacji – obciążona intertekstualnym (powiązanie dzieła z innymi utworami – dop. Torlin) bagażem pamięć usłużnie podsuwa mu utarty frazeologizm. Na przykład:
    Tłumacz: „Od niepamiętnych czasów ludzie bali się cienia nadchodzącej zarazy”
    Konsultant: „…widma nadchodzącej zarazy”.
    Tłumacz – ustępuje.
    Ale przecież w oryginale nie było widma (czyli ghost lub spectre), ale cień właśnie – shadow, padający na beztroską radość życia. Widmo zarazy majaczy, cień zarazy kładzie się lub pada, wybór jest kwestią estetycznych preferencji piszącego, a w efekcie następuje subtelna modyfikacja malowanego słowem obrazu.
    Zeenie!
    A zarabiał na tłumaczenia pisząc powieści detektywistyczne. Mimo wszystko jego tłumaczenie fragmentaryczne Finneganów tren (ang. Finnegans Wake) było nie do przeczytania (a cóż dopiero mówić o całym Krzysztofa Bartnickiego).
    Z|eenie, przeczytaj sobie ten link, niestety jest prawdziwy
    http://www.serwistlumacza.com/content/view/25/32/
    ———————
    Okazało się, że w pośpiechu wychodząc do pracy zapomniałem dać linku do artykułu – sorry
    http://www.instytutksiazki.pl/pl,dt,site,68,0,27997.php

  8. Chyba zacznę Cię nazywać Torlin Wspaniały… 😀

    Dziękuję, dziękuję, dziękuję za linka do Serwisu Tłumacza… Jutro siadam w pierwszej wolnej chwili i wszystko przeglądam 🙂

    Dziękuję!

  9. Miło mi jest, dziękuję. Nie gniewaj się, że rzadko do Ciebie wpadam.

  10. Podzielę się z Wami swoim spostrzeżeniem jako że jestem klasycznym Nietłumaczem.

    Żyję przez większą część roku w otoczeniu języka który nie jest moim naturalnie nabytym językiem.

    Swoją sytuację opisać mogę jak wędrówkę po kilku paralelnych ścieżkach odseparowanych od siebie gęstymi i kolczastymi zaroślami. Ilekroć sytuacja zmusza mnie do tłumaczenia wychodzę z tego katastrofalnie poszarpany. Nawet „w myślach” nie usiłuję tłumaczyć bo wychodzą z tego dziwolągi zrozumiałe tylko dla mnie

    Jest jednak wyjątek. Nie nauczyłem się nigdy rachować w myślach inaczej niż po polsku. Idzie o arytmetykę. W niej polski nie dopuszcza żadnej konkurencji.

  11. Ja tez mieszkam o otoczeniu niepolskojezycznym i musze powiedziec, ze o wiekszosci podstawowych pojec i czynnosci mysle juz raczej po angielsku to kiedy przychodzi do czegos bardziej skomplikowanego to musze to najpierw pomyslec po polsku, zwizualizowac jakos, a dopiero potem dopasowac slowo angielskie. Angielski sie mocno zmienil przez ostatnie kilkadziesiat lat(uproscil), szczegolnie jego wersja amerykanska i to na co kiedys Jack London na przyklad potrzebowal dwoch zdan, dzisiaj skrocilo sie do dwoch slow. Oczywiscie, kiedy wypowiedz wyjmie sie z kontekstu to wiadomo tylko mniej wiecej o co chodzi, a dopiero kontekst nadaje jej wlasciwie znaczenie. O ile dzieki temu czyta sie wspolczesna literature lzej, to tlumaczenie wymaga juz wiekszego wysilku, bo wlasnie trzeba znac kontekst. Przekonalem sie o tym na wlasnym przykladzie (przekladzie :-)) gdy chcialem sprobowac sil w tlumaczeniu i wzialem na rozklad Michaela Connelly, ktory pisze ciekawe kryminaly. Czyta sie je niezwykle lekko, ale jak przychodzi do przeniesienia tego na polszczyzne, to trzeba wlasciwie pisac ksiazke samemu.

  12. Dana, ja nauczyłem się całego języka związanego z pracami budowlanymi po angielsku, z przyczyn obiektywnych. Jakież było moje zdumienie, jak nie mogłem rodzinie opowiedzieć o swojej pracy. Ciekawe doświadczenie.

    Czasami na co dzień mam problemy z przetłumaczeniem pojedynczych słów, zwłaszcza odnoszących się do cech charakteru, czy czynności. Język angielski mam wrażenie jest bardziej wrażliwy na pewne niuanse.
    ‚Polityka’ na przykład to słowo znacznie lepiej opracowane przez Brytyjczyków, jak myślę.

    BTW ostatnio siostrzenica przyniosła z zajęć z angielskiego słowo ‚yoghurt’. Nie wiem dlaczego, ale Wyspy Brytyjskie zupełnie mi się z jogurtem nie kojarzą i mam wrażenie, że jest to produkt spożywczy o znaczeniu marginalnym. Czy ktoś wie, czy pamięć mnie nie zawodzi? 🙂

  13. Bardzo Wam dziękuję za wpisy, nie będę komentował, bo są esencją same w sobie. Przyznaję szczerze, że nie mam łatwości nauki języków i ten niemiecki szkolny oszlifowany przez turystykę zachowuję jak perełkę. Ale nawet w tym języku są rzeczy przedziwne, np. „lekki” i „łatwy” to w niemieckim jest ten sam wyraz „leicht”. To jak przetłumaczyć „Muzyka lekka, łatwa i przyjemna”? W niemieckim nie ma właściwie zdrobnień, to jak przetłumaczyć dziesiątki polskich koteczków, żabek, żabusiek?
    Miziole!
    A ja nie wiem, czy w kontekście Twojego wpisu nie możnaby rozpatrywać casusu „polskich obozów koncentracyjnych”. Amerykanie twierdzą, że jest to skrót myślowy dotyczący lokalizacji, a nie – nazwijmy to – „własności” i „twórczości”.
    Dru’!
    Miło mi, że się odezwałeś. Brakuje mi czasami Komerskiego i Hoko, wielu innych blogerów też. Napoleon raz zajrzał, Grzesia nie ma. A jogurt jest we wszystkich językach, ale tak jak się domyślałem, pochodzi z języka turkijskiego.
    http://pl.wiktionary.org/wiki/jogurt
    Sama nowa nazwa tych języków „turkijskie” zaproponowana przez turkologa Henryka Jankowskiego jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Używana poprzednio nazwa „języki tureckie” zbyt była blisko „języka tureckiego”, który jest jedynie jednym z członów. To tak jak pies dzieli się na psa i sukę.

  14. @Torlin
    Z tymi obozami to jest oczywista oczywistosc. Tak bardzo angielski sie nie uproscil :-), a poza tym to jest tak delikatny temat, ze nie powinno sie uzywac zadnych skrotow myslowych. Wiadomo kto to robi i po co, ale to odzdzielny temat.

  15. Jeszcze chcialem dodac, ze stosownie do moich doswiadczen jezykowych, wystarczy znac dwa slowa: fuck (Osho dosc dobrze objasnil jego uzycie tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=6D7rWLzloOI) i drugie slowo: get. Jesli nie wiesz co powiedziec to mowisz jedno z nich z odpowiednia intonacja. Istnieje tez pozyteczne ich polaczenie „get fuck outta here” co w wolnym tlumaczeniu znaczy „wyp … aj”. Tego oczywiscie uzywamy juz w absolutnej desperacji, kiedy nie mozemy sie porozumiec ni cholery 🙂

  16. Polskie obozy? Guzik obchodzi przeciętnego Amerykania, gdzie one były i czy to jest czuły punkt.

  17. Italczykowie od lat mają określenie rzecz całą oddającą w dwóch słowach „Tradittore-Traduttore”, co się na nasze wykłada, że tłumacz to złodziej… Jeno, że przecie nawet jako autor zna jaki język wybornie, jako Hemingway hiszpański właśnie, to przecie nie w tem języku napisał „Komu bije dzwon”. Tem samem, podług mnie, się sam prawa do krytyki tłumaczenia tegoż pozbawił, sankcjonując niejako znaną nam i z przyrody sytuację symbiozy niejakiej, gdzie jeden bez drugiego niemalże istnieć nie umie… A że czasem owe ptaszki bawołowi skórę czyszczące nieporadne, to już i trudno…
    Kłaniam nisko:)

  18. Ale co Wachmistrzu zrobilibyśmy bez tłumaczy? W jaki sposób poznać klasykę, literaturę współczesną? Nawet bardzo dobra znajomość języka nie pozwoli na zrozumienie np. „Kwiatków” Św. Franciszka.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: