Napisane przez: torlin | 17/10/2012

Jak pragnę sołtysa!

Ulica Klarnecistów w Dąbrówce, 30 metrów ode mnie i 150 metrów od Puławskiej.

Rzadko bywa, aby artykuł w bezpłatnym „Metrze” tak mnie zainteresował osobiście. Otóż na pierwsze stronie nr 2.420 z 16 października ukazał się artykuł pt. „Czy pod Wawelem będą rządzili sołtysi?” – oto bezczelnie zerżnięte fragmenty artykułu autorstwa Mariusza Jałoszewskiego: „Mają pomóc zadłużonemu po uszy miastu dobrać się do funduszy na rozwój wsi. To pomysł lokalnych działaczy Platformy Obywatelskiej, liczą na wsparcie premiera Donalda Tuska.

Bezprecedensowy pomysł forsuje radny Krakowa Dominik Jaśkowiec (PO). Sprawa zrobiła się już wagi państwowej. Kancelaria premiera lada dzień zdecyduje, czy zgodzić się na precedens. Bo urząd sołtysa – funkcjonuje w Polsce od XII w. – to rozwiązanie typowo wiejskie. A Kraków jest miastem. (…)

Byliby to sołtysi miejscy, bo Kraków nadal chce być metropolią. Nie rządziliby obleganym przez turystów Starym Miastem, czy żydowskim Kazimierzem. Tylko w peryferyjnych dzielnicach na południu miasta i w Nowej Hucie.

– Mieszkańcy z peryferii zwracali nam uwagę, że ich osiedla są zaniedbane. Choć mieszkają w mieście, nie mają dróg, kanalizacji, autobusów miejskich, przedszkoli, placów zabaw. Ratusz o nich nie dba. A widzą, że ich sąsiad za miedzą, ale już na wsi ma lepiej – tłumaczy Dominik Jaśkowiec.

Mieszkańcy mają już jednak swoich radnych. Zaś władza sołtysa w Polsce jest raczej tytularna. Na wsiach zbierają podatek rolny i od nieruchomości. Wstawiają się też za problemami mieszkańców w urzędach gmin. Dla zadłużonego na ponad 2 mld zł Krakowa to jednak dodatkowe pieniądze. Od kilku lat sołtysi zarządzają funduszami sołeckimi, na które zrzucają się gmina i państwo (do 30 procent). Z funduszu remontuje się drogi, przystanki, świetlice, oczyszcza stawy, czy robi imprezy integracyjne.

Jest się o co bić. Jak policzyło Ministerstwo Finansów, w ubiegłym roku przez fundusze sołeckie na 20 tys. wsi popłynęło dodatkowe 205 mln zł. Radni z Krakowa liczą też, że otworzy im to drogę do funduszy unijnych i środków na rozwój wsi. W sumie peryferia mogą wycisnąć dodatkowe 8 mln zł na rok”.

—————————

Prawo samorządowe nie zabrania tworzenia sołectw w miastach, nawet olbrzymich, sołectwo jest taką samą jednostką pomocniczą jak dzielnica, z tą różnicą, że ta pierwsza obejmuje do 3 tys. mieszkańców, a druga nawet kilkaset tysięcy. Rada miasta ma prawo tworzyć na terenie miasta takie jednostki, jakie uzna za stosowne. Wypadałoby jedynie, aby sołectwo było rzeczywiście na terenie typowo wiejskim. Nie ma też przeciwwskazań, by sołectwo w mieście korzystało z funduszu sołeckiego na tych samych zasadach jak we wsiach.

Po co ja to w ogóle piszę? Bo my jesteśmy w Warszawie bezradni. Mieszkam w Warszawie w dzielnicy Ursynów, dla moich czytelników nie będących Warszawiakami, albo nieznających tak dobrze tego miasta – kilka słów wyjaśnienia. Otóż Ursynów jest olbrzymią dzielnicą wybudowaną za Komuny, zamieszkiwaną przez 150.000 ludzi, z metrem, wszystkimi udogodnieniami, prawdziwe miasto, popularnie nazywana jest wewnątrz dzielnicy Ursynowem Wysokim. Dlatego Wysokim, bo włączono do niej wielkie dzielnice domków jednorodzinnych usytuowane wzdłuż ulicy Puławskiej i tereny typowo wiejskie: Grabów, Pyry, Dąbrówkę, Grabówek, Jeziorki, Karczunek, Krasnowolę, Ludwinów, Zgorzałę i tę część nazwano poetycko Ursynowem Zielonym. Bardzo ładnie to brzmi, ale radni zajmują się tylko Ursynowem Wysokim, mamy właściwie tylko jednego radnego, który cokolwiek tam robi, cała reszta nie dba o naszą dzielnicę. Moja Dąbrówka jest jeszcze tuż przy Puławskiej, ale dawne wsie leżące np. 2 kilometry od tej ulicy są w ogóle zapomniane przez Boga i ludzi. Jeziorki kilka lat temu chciały oderwać się od Warszawy i przyłączyć się do sąsiadującej gminy Lesznowola, wprost kwitnącej. Do połowy lat 80. ubiegłego stulecia mieliśmy tylko prąd, nie było nawet telefonu, wody i gazu, tonęliśmy w błocie. Mieszkańcy wzięli się do roboty i założyli społeczne komitety budowy najpierw wodociągu, później gazociągu i telefonizacji. Kilka lat temu na naszej ulicy położono asfalt i zbudowano oświetlenie, ale kanalizacji w dalszym ciągu nie ma i jeżdżą szambiary (w XXI wieku, w stolicy wielkiego europejskiego państwa). Ale to zrobiono na mojej ulicy, sąsiednie mają naturalną nawierzchnię i nie ma na nich oświetlenia. Wszędzie stoją słupy telefoniczne. Najlepsze jest to, że zrobiono odwodnienie terenu, abyśmy nie tonęli w wodzie po każdej ulewie, a następnie nie zbudowano studzienek, więc toniemy dalej (ratujemy się otwieraniem włazów, a ponieważ są one po różnych stronach drogi, więc wszystkie są oznaczone kanistrami, butelkami z wodą czy paletami i samochody jeżdżą wężykiem).

Miasto na Zielonym Ursynowie nie robi nic, nie ma placów zabaw, terenów wypoczynkowych, przedszkoli, jakichkolwiek ułatwień życia. Może i te sołectwa to jest dobry pomysł.

Ps. Ja wiem, co Tes Teq powie – powinniście wziąć sprawy w swoje ręce. Ale większość ludzi jest zapracowana, na ulicach naprawdę w dzień widać jedynie matki z wózkami, oprócz tego jest niechęć pomiędzy dzielnicami, tak jak pomiędzy Pyrami i Dąbrówką. Z drugiej strony budowa nawierzchni i kanalizacji przerasta możliwości materialne mieszkańców. To nie jest takie proste – próbowaliśmy tworzyć odpowiednie społeczne komitety.

Ps 2 – notkę napisałem rano, wiele godzin przed meczem Polska – Anglia.

Reklamy

Responses

  1. Powinniście wziąć sprawy w swoje ręce. 🙂

    I wynieść się z tych zapyziałych okolic, które są tak zaniedbane, że całymi dniami chodzicie wkurzeni jak osy!

    Albo zrzućcie się, wspólnie wykupcie jakąś działkę i podarujcie ją Pani Prezydent Warszawy albo burmistrzowi Ursynowa. Zaraz doprowadzą wam media i wybrukują ulicę…

    Napisałem niedawno, że partie polityczne to przeżytek, bo liczą się tylko interesy osobiste – tak w skali globalnej, jak i lokalnej. Weź to pod uwagę, a staniesz się skuteczny!

  2. A mnie się ta uliczka nawet podoba 😉

  3. @Logos Amicus: Bo tam nie mieszkasz i po deszczu nie musisz kicać między kałużami jak zając lub Torlin. I nie musisz zasuwać do lasu po opał, bo nie doprowadzili Ci gazu.

  4. No właśnie…

  5. Właściwie mało mam do dodania. Nawet wybór nowych władz jakiejś jednostki terytorialnej nie spowoduje, że pewne roboty mieszkańcy sfinansują sami. To musi zrobić miasto, ale ono woli doić „bogaczy” mieszkających w domkach niż przeciętnego Kowalskiego z Wysokiego Ursynowa. A Mój Ursynów jest rzeczywiście zielony i jest taki jak na zdjęciu.

  6. A jakby tak małe pole ryżowe zasadzic? Obecność sołtysa od razu uzasadniona.

  7. Za mało wody jak na poletko.
    Nowy wpis jutro, idę do pracy.

  8. tu nie chodzi o sołtysa – w funduszu sołeckim sołtys jest przekaźnikiem między zebraniem wiejskim (czyli formą demokracji bezpośredniej) a burmistrzem/wójtem – czyli organem wykonawczym gminy. tak więc to ludzie rządzą w przypadku funduszu, który jest niczym innym jak formą budżetu partycypacyjnego, nie ma żadnych przeciwwskazań, aby budżet partycypacyjny (czy to w formie funduszu czy w jakiejkolwiek innej) nie został wprowadzony w miastach. no ale do tego potrzeba woli politycznej…

  9. Cześć Karol, tu najbardziej szokujące byłoby wprowadzenie samej nazwy. Bo ustawowo dałoby to się jakoś uzasadnić.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: