Napisane przez: torlin | 23/11/2012

Zanik Warmii Świętoduskiej ;)

Kościół pod wezwaniem Świętego Józefa przy ul. Świętoduskiej w Lublinie. Czyli inaczej mówiąc Kościół pełen Świętego Ducha.

Pewien młody człowiek spytał się mnie, skąd taki dziwny twór jak Warmia. Przecież to są Mazury. Nie docierało do niego, że do Mazur nie należy nie tylko Warmia, ale i Suwalszczyzna czy pojezierze Augustowskie. Inna rzecz, że nawet patrząc na mapy historyczne człowiek się zastanawia, skąd taki dziwoląg, takie coś jak szubieniczka, jak młotek na terenie Prus. W każdym razie takie coś innego, niepasującego. Jak mało ludzie wiedzą na ten temat, już nie mówię o organizacji hierarchii kościelnej w czasie podboju Prus i co to jest dominium. Na wytłumaczenie wystarczyłoby właściwie, że jest to wyspa katolicyzmu w morzu protestantyzmu, względnie, że z punktu widzenia historycznego jest to odpowiednik dawnej diecezji warmińskiej, chociaż ta była o wiele większa i sięgała Wielkich Jezior na wschodzie i Pregoły na północy. Dzisiaj – ku mojemu przerażeniu – nawet ludzie urodzeni na terenie Warmii nie bardzo rozumieją nazwę, skąd ona pochodzi, i uparcie twierdzą, że pochodzą z Mazur.

Ja osobiście jestem bardzo wdzięczny językoznawcom, że za wszelką cenę, nawet wbrew ogółowi społeczeństwa, usiłują zachować stare nazwy historyczne, i odmiany. Tak jest i przy nowej nazwie województwa warmińsko – mazurskiego, jak i np. w odmianie miasta Leszno. Dlaczego „leszczyński”? Jesteśmy do niektórych odmian przyzwyczajeni, jak Nisko – niżański i Nowy Sącz – sądecki. Ale np. Końskie – konecki? Wronki – wroniecki? Środa – średzki? Zanikają po prostu w umysłach ludzkich historyczne przyczyny takich właśnie odmian. Wystarczy spytać się przeciętnego młodego człowieka niezainteresowanego historią języka, od czego pochodzą nazwy ulic: Świętokrzyska, Świętojerska, Świętojańska („ja wiem” – dostałem raz odpowiedź – „od nocy świętojańskiej”), Świętoduska.

Advertisements

Responses

  1. Przypomniałeś mi, jak pewien Pers wiózł mnie do St. Etienne wydziwiając, co ci Francuzi tacy dziwni i na mieszkańców St. Etienne mówią ‚stefańczy’ (stephanoise) 😀

  2. Warmię założył Władysław Warmieńczyk – tego się trzymajmy!

  3. Chyba nic w tym dziwnego, że język i nazewnictwo podlegają zmianom?
    Wcale by mnie nie zdziwiło przekonanie jakiegoś młodzieńca z Radomia, iż mieszka nie gdzie indziej a na Mazowszu. Dla mnie to fałsz, ale dla niego może to być oczywistość.

    Małopolska w oczach młodych ludzi jest malutka – Kraków i okolice.

    Może jeszcze w Lublinie i Sandomierzu pamiętają, że są z Małopolski?

    Młody mieszkaniec Stalowej Woli może się czuć mieszkańcem Podkarpacia. Dla mnie to dziwne mniemanie, ale jak już jest województwo podkarpackie… Województwo, tak jak dzisiejsze podlaskie czy lubelskie sklepane z różnych historycznie regionów.

    Kto pamięta oprócz hobbistów, że spora część Górnego Śląska to głęboko średniowieczna część Małopolska?

    Język ewoluuje dostosowując się do tego, co jest dziś. Nic w tym dziwnego. Reszta to anegdoty dla Pana Przewodnika lub problem dla historyka.

  4. Czas zaklęty w nazwach ulic. Dziś się wybieram do Lublina to może zobaczę jakiegoś duszka w nazwie ulicy:-)

  5. PAK-u!
    Ty z kolei przypomniałeś mi, jak mnie opowiadał jakiś czas temu pewien znajomy Polak z Kanady z Toronto. Na najbliższym przejściu granicznym ze Stanami Zjednoczonymi celnik zamiast żądać dokumentów pytał, skąd ten jedzie. Jak słyszał „z Toronto”, to natychmiast sprawdzał dokumenty, bo rodowici Torontczycy (?) mówili jakoś „Tortu”, „Tartu” czy coś takiego.
    ————-
    Tes Tequ!
    A Warszawę Dawid Warszawski.
    ————-
    Edwarze!
    Masz rację we wszystkim. Ale trzeba pamiętać o olbrzymich migracjach ludzi, w innych krajach są to ludzie zasiedzeni, często – gęsto jeszcze do tego posługujący się lokalnym dialektem, niezrozumiałym dla reszty społeczeństwa. W Polsce unifikacja nastąpiła tak daleko, że ja w Szczecinie czy we Wrocławiu czuję się jak u siebie.
    ————–
    U.W.!
    A może to będą duskie omamy kolorowe?

  6. Celowo dobierałem przykłady omijając Ziemie Pozyskane. To o czym piszesz ich dotyczy.

    Migracje na Mazowszu były, były też w Małopolsce. Była migracja powojenna na nowe ziemie, ale poza tym przypominały one normalne europejskie migracje do miast.

    Na Lubelszczyźnie nadal dominują potomkowie ludności osiadłej tam od wieków, tak samo na Mazowszu bez Warszawy i tak samo w krakowskim i na nowym Podkarpaciu.

  7. Ale nie zmienia to faktu Edwarze, że Polska jest zunifikowana. Nie chcesz Ziem Odzyskanych, to powtórzę to zdanie: „W Polsce unifikacja nastąpiła tak daleko, że ja w Rzeszowie czy w Płocku czuję się jak u siebie”. I powiem szczerze, że patrząc na sześć największych państw Europy: Niemcy, Hiszpanię, Włochy, Francję, Wielką Brytanię i właśnie Polskę, to nasz kraj jawi się jako curiosum. We wszystkich innych są niesłychane różnice regionalne, na tyle duże, że zagrażają jedności państwa. Wielu z mieszkańców najpierw się czuje Bawarczykiem, Sycylijczykiem, Gaskończykiem czy Walijczykiem, a dopiero później Niemcem itd. Dochodzi do tego różnica językowa, dialekty takie jak bawarski czy bretoński różnią się w sposób znaczny od języka oficjalnego. A Ty Edwarze spotkaj się z Białostocczanką, i pobaw się w 10 różnic pomiędzy wami.

  8. Tak, masz racje PL należy do krajów mocno zunifikowanych kulturowo. Jednak takim wielkim wyjątkiem chyba nie jest. Jak jest w dzisiejszych Czechach, jak jest w Portugalii, na Węgrzech?

    Różnice pomiędzy mną a Białostocczanką?

    Za stary jestem żeby pobawić się różnicą pierwszą. Zostaje 9.

    Czy potrafisz Torlinie wyliczyć 9 różnic pomiędzy Tobą a Bawarką czy Saksonką, pomiędzy Tobą a Gaskonką czy Prowansalką? Na siłę pewnie by Ci się udało podobnie jak mnie i Białostocczance. Było by to jednak prawie molestowanie problemu Białostocczanki na oczach Twoich czytelników.

    Zwróciłem uwagę na Twój zestaw:

    „Niemcy, Hiszpanię, Włochy, Francję, Wielką Brytanię i właśnie Polskę”.

    Rozpisywanie się o tym właśnie zestawie zajęłoby dużo miejsca w Twoim blogu. Byłoby zamulaniem. Może ustosunkuję się do tego zestawu gdzie indziej. Zrobię to, (jeśli zrobię) w takim miejscu, że łatwo ten komentarz odnajdziesz, jeśli zechcesz.

  9. Wracając do nazw ulic. Ciekaw jestem, czy gdzieś jeszcze w Polsce przetrwały dość pospolite niegdyś ulice Radzieckie. W III Rzeczpospolitej pewnie się rajcom miejskim źle kojarzą.

  10. W Nowym Sączu.

    Tam widocznie radni pamiętają że we większości języków Sowiet to tak czy inaczej pisany Sowiet – specyficzna forma bezradnej Rady.

  11. Powiedzieć a nie zełgać to nie wiem czy pamiętają. Być może jest to zaniedbanie lub oszczędności komunalne.

  12. Edwarze! Kilka spraw:
    1. Przykłady dajesz fatalne. Ani Węgry, ani Portugalia, ani Czechy nie należą do dużych państw, zarówno ludnościowo, jak i terytorialnie. Mają po 10 milionów mieszkańców. Nie ma porównania z tą szóstką. Dawniej należałaby zapewne do tej grupy Jugosławia, ale wynik byłby identyczny. Że o Rosji nie wspomnę. Jeżeli już dawać jakiś następny przykład to Rumunia, będąca następna w kolejce.
    2. Przykład z Białostocczanką miał troszeczkę coś innego na celu, nie różniłbyś się od niej ani językiem, ani zwyczajami, ani kulinarnie, ona jest kropka w kropkę taka sama jak mieszkanka Zawiercia, Jeleniej Góry czy Świnoujścia. Tymczasem we Francji furorę robił film pt. „Jeszcze dalej niż północ”, w którym mieszkaniec Prowansji dostaje pracę w Bergues w Nord-Pas-de-Calais. Nie tylko, że nic nie rozumie, co się do niego mówi, ale jeszcze uważa, że tam nigdy nie topnieje śnieg i ludzie chodzą przez cały rok w futrzanych czapkach. W telewizji niemieckiej mój ojciec widział, jak zdyszany kolarz po minięciu mety dawał wywiad dziennikarzowi, który na końcu powiedział: „Czy państwo zrozumieli chociaż jedno słowo?”. Sam schodząc z Watzmana spotkałem dwóch Bawarczyków, którzy rozmawiali ze sobą w zupełnie mi nieznanym języku. W rozmowie ze mną przeszli szybko na Hochdeutsch, a później kontynuowali swoją pogawędkę.
    3. Moim zdaniem zestaw jest prawidłowy, nie piszę o Rosji czy Ukrainie, bo dla mnie to nie są normalne państwa.
    —————
    Pawle!
    Przypominam sobie z czasów młodzieńczych peregrynacji po Polsce pewne małe miasteczko, memoria już nie ta, na Mazurach czy w Koszalińskiem, w którym spotkałem (znalazłem) skrzyżowanie ulic Armii Radzieckiej z Armią Czerwoną.

  13. Masz słuszność Torlinie.

    Swoją drogą czytając felietony umieszczane w PL prasie przez warszawskich posiadaczy daczy na Podlasiu czy na Roztoczu konstatuję, że budują podobne scenariusze do opowiastki filmowej, którą przytoczyłeś. .

  14. To jest w zasadzie perfekcyjny a także praktyczny kawałek wiedzy.
    Jestem zadowolona , że trafiłam na Twój artykuł.
    Dzięki za udostępnienie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: