Napisane przez: torlin | 14/12/2012

Dziś w szkole gram Charlesa Marlowa

bryk

Najkrótszy bryk z „Naszej Szkapy” (zdjęcie STĄD).

Bardzo ciekawy artykuł ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” w numerze 50 z 9 grudnia na str. 3 – 4, Witolda Bobińskiego „Już nigdy nie będzie takiego przedmiotu…” (niestety, dostęp już jest płatny!). Rzecz dotyczy języka polskiego w szkołach, a dokładniej mówiąc zapaści czytelnictwa i braku zainteresowania naszym językiem. Nieuchronny zmierzch – zdaniem autora – jako przedmiotu nauczania w polskich szkołach jest wywołany przede wszystkim trzema czynnikami:

  1. nieprzystawalność treści kształcenia do możliwości percepcyjnych nastolatka (brak narzędzi odbioru i zdolności kontemplacji tekstów);
  2. zmiana paradygmatu kulturowego z literackiego na audiowizualny;
  3. oddziaływanie zaawansowanego zaplecza technologicznego (dzięki któremu bez wysiłku można ominąć każdą lekturową rafę, także 12 tysięcy wersów „Pana Tadeusza” czy kilkaset stron „Lalki”).

Autor przede wszystkim obciąża winą system egzaminacyjny, chociaż dla mnie to jest niesłychane uproszczenie. Oczywiście, zdanie: „jeśli wciąż szukamy przyczyn kolosalnej – osobliwej w skali europejskiej – polskiej zapaści (a wśród uczniów nawet odmowy) czytania, to głównej z nich należy upatrywać w uschematyzowanej, szkolnej, treningowej obróbce dzieł literackich. Skoro egzamin – zmitologizowana i fałszywie pojęta korona szkolnego nauczania – polega na rozpoznaniu intencji autorów testów (bo przecież nie tekstów!), to przygoda czytania staje się zbędna” – jest w pewnym sensie prawdziwe, ale źródłem tego wszystkiego są przede wszystkim zmiany kulturowe.

Ale wnioski wyciągane przez autora w końcowym fragmencie artykułu wydają się być słuszne i warte rozpatrzenia:

„Może nazwa przedmiotu powinna brzmieć: „Język i kultura”. By się odrodził, potrzebne są:

  1. urealnienie (liczbowe i jakościowe) zestawu lektur, być może przesunięcie go w stronę całkowitej fakultatywności (pamiętajmy, cztery godziny polskiego w nowym liceum);
  2. różnicowanie szkół na te nieliczne z programami bardziej erudycyjnymi i te liczniejsze z programami „praktycznymi”;
  3. pracę głównie z fragmentami zamiast całości (przymus jej poznania okazał się iluzoryczny;
  4. stworzenie przestrzeni czytania wolnego (suwerennego i nieśpiesznego);
  5. zestawianie literatury z filmem i innymi tekstami audiowizualnymi;
  6. docenienie działań twórczych: pisania, recenzowania, filmowania, wykorzystywania multimediów.

I ostatnie dwa zdania artykułu: „W niektórych, ambitnych, poszukujących szkołach, entuzjaści nowej polonistyki zastępują swój „stary” przedmiot nową dyscypliną: „Kultura 2.0”. Może to właśnie jest nowy świt języka polskiego”. Jak mówił Klasyk: „Koniec cytatu” (dla tych, którzy nie wiedzą, mowa o Urbanie).

Nic dodać, nic ująć, wszystkie te propozycje oddają mój tok rozumowania i moje myśli. Rozszerzyłbym ostatni szósty punkt o prace wewnątrz szkoły: teatrzyk, napisanie scenariusza. Bo zmuszaniem młodzieży do przeczytania „Pana Tadeusza” nie zdobędziemy u nich szacunku dla tego arcydzieła. Ja już wolę, aby obejrzeli Wajdę. Wyjdzie to na zdrowie i uczniom i nam.

———————–

U Edwara w blogu padło tyle miłych słów na mój temat, że chciałem się odwdzięczyć i napisać krótką historię z podróży Wujaszka Wani z Moskwy do Petersburga, ale ugrzęzłem w zbyt ambitnie postawionym horyzoncie. Ale może się uda, jest w końcu szerokie i głębokie.

———————-

Celcie!

Na temat Belgradu odpowiem Ci w najbliższym czasie, teraz mam szpital w obydwu rodzinach.

Advertisements

Responses

  1. Torlinie

    Ad „może się uda w końcu”

    Może dobrze, że zagrałeś dwuznacznością morsko możebną a nie spojrzałeś na uda.

  2. Znasz Edwarze bajkę o udach i piersiach? Jak nam się uda, to będziemy pier(w)si.

  3. Czy rzeczywiście jest tak źle? Czy można wypaść w czytelnictwie źle, jeśli dobrze się wypada w testach PISA (a w czytaniu i interpretacji jesteśmy na piątym miejscu, gorzej wypadają nauki przyrodnicze, a jeszcze gorzej matematyka)?

    Szukałem wyników badań dotyczących czytelnictwa wśród młodzieży — to co znalazłem, nie przedstawiało jakiegoś obrazu nędzy i rozpaczy — w ciągu siedmiu lat (porównanie 2003 i 2010) czytelnictwo spadło minimalnie (nie podano błędu dla badań, ale przypuszczam, że w jego zakresie; inna rzecz, że w badaniach PISA straszą, że wyniki się dążą do średniej — ubywa także najbardziej kompetentnych uczniów), większość młodzieży uważa, że czytanie to przyjemność (a że mniejsza niż sport, czy komputer… czy ktoś się dziwi?), istnieje koleżeński obieg książek i system rekomendacji… Informacje o tym, że ‚literatura wysokowartościowa’ jest w mniejszości włożyłbym na półkę z anegdotami i to dotyczącymi metod badawczych Biblioteki Narodowej.

    Chętnie się podpiszę pod postulatem urealnienia lektur (za dużo XIX wieku — realia są kompletnie niezrozumiałe dla młodzieży, zwłaszcza młodszej), oraz punktami 4-6; ale reszta…

    Weźmy punkt 2: różnicowanie poziomu szkół… Ja przepraszam, ale opomnę się o egalitaryzm 😉

    Punkt trzeci jest bardo dyskusyjny. Ja bym się zgodził, że problemem może być nadążenie za narracją na przestrzeni całej dużej powieści (czy poematu), ale to też przecież jest coś, czego trzeba uczyć. To tak, jakby zrezygnować na wuefie z biegów na kilometr, czy dwa i biegać tylko na 20 metrów…

  4. Podobno do gadania wystarczy 300-500 słów. Szkoła powinna uczyć posługiwania się tym zestawem i szlus. Po co mają bachory czytać PanaTadeusze i inne głupoty – do pracy „na kasie” nie jest to potrzebne.

    Podobnie z liczeniem – wystarczy do 1600, bo tyle od 2013 roku ma wynosić pensja minimalna.

  5. „Pan Tadeusz” – powiedzcie mi, dlaczego nas zachwyca?

  6. A pamiętacie taką lekturę ze szkoły podstawowej,,Łysek z pokładu Idy”? (teraz jest zdaje się uzupełniająca)
    Wiąże się z tym pewna historia. Gdy przyszło do omawiania powyższej książki nauczycielka wskazała ucznia który wstając najpierw zbladł a następnie purpura pokryła jego lico. Nie przeczytał, nie wiedział ale zaczął opowieść o chłopcu okrętowym o imieniu Łysek co na okręcie o wdzięcznej nazwie,, Ida” opływał Ocean Indyjski. katastrofa była nieunikniona.
    A morał z tego taki; Nie zawsze się uda!

  7. Przewija się w tej notce stary jak świat problem na lekcjach polskiego – rozbuchany kanon lektur, ograniczone ramy czasowe, oraz niekiedy zupełne odrealnienie nauczycieli, którzy zdają się nie rozumieć, że w szkole oprócz ich przedmiotu uczeń chce i/lub musi zgłębiać też przynajmniej z 10 innych przedmiotów.

    Często na polskim mieliśmy tak, że na początku roku były optymistyczne założenia przerobienia wszystkich przewidzianych lektur, po czym w miarę upływu miesięcy okazywało się, że jedna lektura „szła” szybciej, nad inną zatrzymywaliśmy się dłużej…i nagle brakło czasu na przerobienie wszystkiego. Zdarzało się niekiedy w takich wypadkach, że to, co nie zdążyliśmy zrobić, zadawano nam na wakacje… Pewna forma tego przymusu, o którym wspomniałeś, skutecznie zniechęcająca co niektórych do książek.

    Na szczęście mnie nie zniechęciła 🙂 A bywało naprawdę ciężko niekiedy.

    Już dawno straciłem nadzieję, że ktoś przejrzy na oczy i powyższa sytuacja jakoś się zmieni. A przymus od zarania dziejów przynosił skutek odwrotny do zamierzonego…

    Na odpowiedź o Belgradzie czekam z cierpliwą ciekawością 🙂 O gorąco Twojej Rodzinie zdrowia życzę! 🙂

  8. Oj, PAK-u, mnie nie są potrzebne badania, ja żyję wśród młodzieży. Ona nie czyta, od biedy jakieś horrory, Kinga czy fantastykę, ale od literatury pięknej uciekają jak mogą. Widzę nawet to po swoich dzieciach, jedyna książka to poradniki (albo w przypadku mojej córki nieśmiertelna Chmielewska). Przeglądając swoją bibliotekę patrzyłem na rok wydań, miałem 11 lat, jak kupiłem wszystkie nowele Sienkiewicza, „Trzech Muszkieterów” i „Colas Breugnon” (dla przykładu). Przyznaję, że w metrze i autobusach (tramwajami nie jeżdżę :D) widzę dużo ludzi czytających, ale generalnie nie ma naporu na książki.
    Może rzeczywiście punkt trzeci nie jest najszczęśliwszy, chętnie połączyłbym go z punktem piątym, bo naprawdę niektóre filmowe adaptacje nadają się w sposób znakomity jako podkład do dyskusji na temat lektur, że wspomnę „Pana Tadeusza”, „Chłopów”, „Lalkę”, „Wesele” czy „Miłość Swanna”. Niektóre zaś się nie nadają, jak „Jądro ciemności” Coppoli.
    Uuuuuuuuuuuuuu, PAK-u, demagog z Ciebie. Autor (i ja) napisaliśmy „zróżnicowanie szkół”, a Ty piszesz „zróżnicowanie poziomu szkół” – widzisz subtelną różnicę? A tak na serio, nic się nie stanie, jeżeli powstaną licea z poszerzoną liczbą godzin polskiego, z większym kanonem lektur (i zarazem trudniejszych). Moje liceum, które kończyłem, Hoffmanowa na Emilii Plater, teraz jest liceum „lekarskim”, z poszerzoną biologią, łaciną i chemią. I komuś to przeszkadza? W sposób znakomity przygotowuje absolwentów do zdawania egzaminów na na Akademię Medyczną.
    ———————–
    Tes Tequ!
    Ty Też masz 1.600 :(?
    ———————–
    Amatilu!
    Zachwyca. Mnie zachwyca. Przede wszystkim piękną polszczyzną, jestem jej wielbicielem. Pamiętam jak w liceum na próbnej maturze miałem napisać o pięknie przyrody w „Panu Tadeuszu”, nauczycielka zobaczywszy, że piszę 16 stronicę wygoniła mnie z sali :).
    ———————-
    Celcie!
    Ciekawą rzecz opowiada polonistka Anna Nakielska – Kowalska z liceum w Bydgoszczy, z którą to wywiad sąsiaduje ze wspomnianym artykułem w „Tygodniku Powszechnym”: „nie sprawdza się Borowski”, „z Sienkiewiczem bywa różnie, chociaż w kontekście Kraszewskiego, którego ostatnio czytali, Sienkiewicz zyskał”, „trafia Molier”, „chwyta „Zbrodnia i kara”, „nieodmiennie podoba się „Mistrz i Małgorzata””. Pani Anna pisze dla przykładu: „w czasie dyskusji o „Jądrze ciemności” słuchamy też muzyki afrykańskiej”.
    Belgrad obiecuję we wtorek. Pozdrowienia przekażę i za nie gorąco dziękuję.

  9. zanim odpowiemy na pytanie o przyszłość czytelnictwa, warto odpowiedzieć na pytanie o przyszłość klasycznej edukacji jako takiej. Czy w mocno multimedialnym, poliarchicznym świecie o niesprecyzowanych, wirtualnych strukturach, bezpośrednim i natychmiastowym dostępie do szeroko rozumianej wiedzy, przy możności tworzenia ad hoc amatorskich czy nawet quasi profesjonalnych think-tanków i grup zadaniowych… czy w takim świecie szkoła, w której odrabia się godziny, w której się czyta od do, w której się zdaje od do, w której wszystko jest od do, czy taka szkoła ma jeszcze rację bytu? Pewnie jeszcze sporo wody upłynie nim szkoła przejdzie do lamusa, ale wiadomo że przejdzie. Chyba, że za dwie dekady nadal będziemy utrzymywali na siłę system dziurawy i niesprawny już dzisiaj.

  10. Torlinie,
    Dlaczego przeciwstawiasz horrory i fantastykę literaturze pięknej i swoim dziecięcym zachwytom nad Sienkiewiczem (bo OK, Rollanda bym zostawił)? Fantastyka czy horrory są ‚literaturą piękną’, choć niekoniecznie ‚wysokowartościową’ (a Sienkiewicz taką jest? jako dziecko się zachwycałem, ale jako dorosły z trudem znosiłem ten poziom kiczu…).
    Jeżdżę kolejami („śląskimi” ostatnio 😀 jak ślicznie się wczoraj rozłożyli…), widzę wiele osób czytających (fakt: studenci i dorośli raczej niż młodzież). Dominuje literatura lekka, ale nie tylko, do dziś pamiętam, jak chciałem właśnie wyciągnąć Freuda do czytania, gdy to zrobił sąsiad z przeciwka i ja odpuściłem 😀 W każdym razie, prezentowane w badaniach proporcje rodzajów literatury odpowiadają temu, co widuję.
    Co do adaptacji — nie mam nic przeciwko, więcej — uważam, że film stanowi ważny element kultury, który młodzież powinna poznawać. Tyle, że film się zawsze różni od ‚książki’, więc nie zgodzę się na zastępowanie kolejnych tytułów powieści, czy poematów, konkretnymi filmami (choć przystałbym na ogólniejsze zmniejszenie liczby lektur na rzecz wprowadzenia obowiązkowych filmów 😉 ). W wymienionych przez Ciebie tytułach zawsze istotne jest nie tylko to, co jest ‚treścią’*, ale także to, jak prowadzona jest narracja (i nawet sam odwołujesz się do Prousta, a to przecież przykład ekstremalny!).
    Co do ‚demagogii’, częściowo masz rację. Sam chodziłem do ‚dobrego’ liceum, gdzie mieliśmy poszerzoną matematykę (i fizykę, choć to słabiej odczułem 😉 ), rozumiem więc pewną specjalizację. Tyle, że mam poczucie, iż postulaty równościowe są u nas wyjątkowo słabe, więc gdy dostrzegam ich zagrożenie, to o nie walczę. Czasem na zapas 😉


    *) Gdyby Basia a cappella tu była, napisałaby, że nie przeciwstawia się obecnie formy treści. Ale bez tego przeciwstawieni nie mam jak napisać, że nie o samą opowiedzianą historyjkę chodzi, ale także o to, jak się ją opowiada. I że na lekcjach języka polskiego to drugie jest wręcz ważniejsze.

  11. Onibe!
    Widzisz, nie w pełni się z Tobą zgadzam. Szkoła to nie jest tylko miejsce pobierania nauki, ale to jest bardzo ważna szkoła życia, stosunków międzyludzkich, współdziałania, kooperacji. Brak kontaktów na co dzień z koleżankami i kolegami wyjałowi człowieka z cech niezbędnych istocie społecznej.
    ——————
    PAK-U! Jak zwykle w punktach:
    1. Sienkiewicz pisał piękną polszczyzną, znakomicie umiał komponować swoje utwory, jego bohaterowie są pełnokrwiści i pełnowymiarowi, nie rozumiem tych ataków na niego. Przecież takie same powieści pisał Dumas czy Stevenson. I powiem Ci szczerze, że nie zgadzam się absolutnie z określeniem, że Sienkiewicz pisał „kicze”.
    2. Moje słowo „demagogia” polegała tylko na podkreśleniu dodanego przez Ciebie słowa „poziomu”, które kompletnie zniekształciło moją wypowiedź. Twoja odpowiedź nie wyjaśniła sprawy.
    3. „Tyle, że film się zawsze różni od ‘książki’” – moim zdaniem nie. Koronnym przykładem dla mnie jest „Wesele” Wajdy. Naprawdę uważasz, że Mistrzowi można zarzucić, że dla niego nie „zawsze istotne jest nie tylko to, co jest ‘treścią’, ale także to, jak prowadzona jest narracja”? Dla mnie „Pamiętnik znaleziony w Saragossie” czy „Ziemia Obiecana” nie różnią się od oryginałów książkowych nie tylko treścią, ale i narracją. Bo już np. „Imię Róży” tak, tak jak i „Pornografia”.
    4. Basia obraziła się śmiertelnie na mnie, bo śmiałem napisać, że w Bawarii w GaPa spotkałem tylko brzydkie dziewczyny. I jest tak zawzięta, że się w ogóle nie odzywa. Mówi się trudno.

  12. Powiem Ci, Torlinie, że coś w tym cytacie Pani Polonistki z Bydgoszczy jest…

    Jak lubiłem polski i jak uwielbiam czytać, tak „lektury obozowe” były dla mnie katorgą – Herling-Grudziński, Hanna Krall. „Potop” czytałem dwa razy. Za każdym razem tylko do połowy. Ale przypadł mi za to bardzo do serca „Quo Vadis” i poniekąd „Krzyżacy”… Lubiłem też „Ferdydurke” 🙂

    Raskolnikow średnio mi podszedł, natomiast „Mistrz i Małgorzata” – prawdziwe cudeńko! Mam audiobooka i oglądałem kawałek serialu na podstawie, z Dymną w roli Małgorzaty i Englertem w roli Piłata, może kojarzysz? 🙂
    Żałuje, że nie obejrzałem całego, ale odcinki dawali o horrendalnie późnej porze. Poza tym uwielbiałem Makbeta, Hamleta, Opowieść Wigilijną, Hobbita i Edypa…

    Paradoksalnie, najlepiej pamiętam te lektury, których przeczytanie opornie mi szło: wspomniane lektury wojenne (za I i II Wojną nigdy specjalnie nie przepadałem), Dżumę…i jeszcze „Lalka”. CZTERYSTA STRON zarządzone przez polonistkę do przeczytania „na wczoraj” (czyli w ciągu 2 tygodni). Z Lalki pamiętam teraz jedynie subiekta Rzeckiego i słynny „Sen Izabeli Łęckiej”…

    Ech, te wspomnienia 🙂

  13. Zapomniałem dodać, że bliskie memu sercu były i nadal są „Pan Tadeusz” właśnie, oraz „Zemsta”… Perełki na równi z „Mistrzem i Małgorzatą” 🙂

  14. @ Torlin : Może Basia była wtedy w Bawarii i odebrała Twoją ocenę osobiście?

  15. Ja mam w dalszym ciągu swoich ulubieńców, do których zaglądam dziesiątki razy. Ku zgrozie moich komentatorów należy do nich „Potop”.
    A czy Basia tam była? Śmiem wątpić.

  16. @Torlinie:
    1) Sienkiewicz — ja na prawdę czytałem go nie tak dawno i jeszcze pamiętam ile setek stron musiałem przeczytać, by znaleźć jedno dobrze napisane zdanie (a przyznaję, Sienkiewicz zdolny był i potrafił także takie pisać). Ale cóż, mam wrażenie, że się wzajemnie nie przekonamy do oceny jego twórczości.
    Co do pozostałych autorów — twórcy przygodowych dzieł dla młodzieży. Coś, jak Rowling, czy Meyer tyle, że dawniejsi. Świat się zmienia i nie zatrzymasz gustów literackich na końcu XIX wieku…
    3) Co to znaczy ‚nie różni się’? Bo mam głębokie przekonanie, że można by stworzyć kilkadziesiąt ekranizacji „Pana Tadeusza”, każdą inną, a jednak „nie różniące” się (w tym sensie) od oryginału.

  17. Pak

    Tytułem eksperymentu (bom wiedzy chciwy) zamieszczam dziesięć zdań napisanych przez Henryka Sienkiewicza. Szansa, że znajdziesz wśród nich jedno napisane poprawnie jest wedle tego, co piszesz niewielka.
    Mam prośbę. Wskaż błędy w budowie tych zdań. Będzie to dla mnie pożyteczna lekcja. Gdybyś jeszcze przeredagował te zdania ku lepszemu?

    Nie śmiem prosić.
    ………………………………………………..

    1.Nazajutrz z rana przybywszy do Czehryna pan Skrzetuski stanął w mieście w domu księcia Jeremiego, gdzie też miał kęs czasu zabawić, aby ludziom i koniom dać wytchnienie po długiej z Krymu podróży, którą z przyczyny wezbrania i nadzwyczaj bystrych prądów na Dnieprze trzeba było lądem odbywać, gdyż żaden bajdak nie mógł owej zimy płynąć pod wodę.

    2.Sam też Skrzetuski zażył nieco wczasu, a potem szedł do pana Zaćwilichowskiego, byłego komisarza Rzplitej, żołnierza dobrego, któren, nie służąc u księcia, był jednak jego zaufanym i przyjacielem.

    3.Namiestnik pragnął się go wypytać, czy nie ma jakich z Łubniów dyspozycji.

    4.Książę wszelako nic szczególnego nie polecił; kazał Skrzetuskiemu, w razie gdyby odpowiedź chanowa była pomyślna, wolno iść, tak aby ludzie i konie mieli się dobrze.

    5.Z chanem zaś miał książę taką sprawę, że chodziło mu o ukaranie kilku murzów tatarskich, którzy własnowolnie puścili mu w jego zadnieprzańskie państwo zagony, a których sam zresztą srodze zbił.

    6.Chan rzeczywiście dał odpowiedź pomyślną: obiecał przysłać osobnego posła na kwiecień, ukarać nieposłusznych, a chcąc sobie zyskać życzliwość tak wsławionego jak książę wojownika, posłał mu przez Skrzetuskiego konia wielkiej krwi i szłyk soboli.

    7.Pan Skrzetuski wywiązawszy się z niemałym zaszczytem z poselstwa, które już samo było dowodem wielkiego książęcego faworu, bardzo był rad, że mu w Czehrynie zabawić pozwolono i nie naglono z powrotem.

    8.Natomiast stary Zaćwilichowski wielce był zafrasowany tym, co działo się od niejakiego czasu w Czehrynie.

    9.Poszli tedy razem do Dopuła, Wołocha, który w mieście zajazd i winiarnię trzymał, i tam, choć była godzina jeszcze wczesna, zastali szlachty huk, gdyż to był dzień targowy, a oprócz tego w tymże dniu wypadał w Czehrynie postój bydła pędzonego ku obozowi wojsk koronnych, przy czym ludzi nazbierało się w mieście mnóstwo.

    10.Szlachta zaś gromadziła się zwykle w rynku, w tak zwanym Dzwonieckim Kącie, u Dopuła.
    ………………………..

  18. Jak wiecie zbieram (chociaż aktualnie to jest raczej czas przeszły, a może i zaprzeszły) pierwsze zdania z książek. Muszę przyznać, że po pierwszym zdaniu potrafię powiedzieć, czy mi się książka będzie podobała czy nie. A „Ogniem i mieczem”? Perełka. „Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia”. A „Potop” zły? „Był na Żmudzi ród możny Billewiczów, od Mendoga się wywodzący, wielce skoligacony i w całym Rosieńskiem nad wszystkie inne szanowany”.
    PAK-u!
    Ad 3 – zauważ, że mówiłem o ekranizacjach wierszem, więc i „Pana Tadeusza” i „Wesele” poezję masz w oryginale, że nie wspomnę o „Zemście”. A film może się tak samo różnić jak przedstawienie w teatrze.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: