Napisane przez: torlin | 04/06/2013

Napoleońskie refleksje powachmistrzowskie

bitwa pod Baylen

Mapa bitwy pod Baylen STĄD

W ostatniej swojej notce TU Wachmistrz opowiada o zapomnianej bitwie pod Ostrówkiem, która miała olbrzymie znaczenie dla Księstwa Warszawskiego, gdyż nastąpiła tuż po bitwie pod Raszynem, i była do tego zwycięska. Nie ma o tej bitwie żadnych informacji w dostępnych mi materiałach, ani słowa o niej w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej, w „Napoleonie”, w „Księstwie Warszawskim”, w „Księciu Józefie Poniatowskim” ani w „Raszynie 1809”. Jak na bardzo ważną bitwę, to trzeba przyznać, jest z lekka zapomniana.

Ale to dotyka bardzo wielu spraw i historii, w tamtych latach żył nimi cały kontynent (bo nie chciałem napisać – świat – bez przesady), dzisiaj nikt już nie pamięta. Skojarzyło mi się to z inną bitwą z epoki napoleońskiej, która ówcześnie miała olbrzymi wpływ na myśli wielu ludzi w Europie. To możnaby porównać z bitwą pod Płowcami, która z punktu widzenia wojskowego nie przedstawiała większej wartości, ale to było pierwsze zwycięstwo nad Krzyżakami. Polacy zrozumieli, że jest to wojsko, które można pokonać, i że nie są niezwyciężeni. Identycznie odebrane zostało zwycięstwo wojsk hiszpańskim nad napoleońskimi w bitwie pod Beylen. Otóż 20 lipca generał Pierre-Antoine Dupont de l’Étang, bohater tylu bitew, podniesiony do rangi księcia, po złupieniu Kordoby, został otoczony przez wojska hiszpańskie i w następstwie poddał się z całym oddziałem. Wrażenie, jakie wywołała w całej Europie ta kapitulacja, było wstrząsające. Niezwyciężone wojska cesarza francuskiego poniosły wprawdzie częściową, ale wyraźną klęskę. Dowiedziawszy się o tym Napoleon wpadł we wściekłość i oddał Duponta pod sąd wojenny, co nie przeszkodziło temu za czasów Burbonów zostać ministrem wojny.

Inną ciekawą rzeczą jest podwójne nazywanie bitew, dla wielu ludzi nieznających dobrze historii jest to olbrzymi kłopot. Taką najsłynniejszą różnicą  jest bitwa pod  Azincourt z 1415 roku, która bardzo często jest nazywana bitwą pod Agincourt. Identycznie jest z bitwą pod Beylen, nie ma szans znalezienia jej pod tą nazwą w Wikipedii, tam widnieje jako Bitwa pod Bailén.

Z notką Wachmistrza moja koresponduje jeszcze pod jednym względem. To jest właśnie echo roznoszące się po kraju. Wielka bitwa raszyńska, a później pod Ostrówkiem pokazała Polakom, że nasi się znów biją. Dlatego Poniatowskiemu tak łatwo szło w Galicji. Mnie się wydaje, że bardzo wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak czasy napoleońskie były ważne przy tworzeniu nowoczesnego polskiego narodu, może to dla wielu dziwnie zabrzmi, ale właśnie pod zaborami wielokrotnie mieliśmy szansę, którą udało nam się wykorzystać, nadążyć za nowoczesnymi trendami w Europie. Wtedy to właśnie tworzyły się zręby autentycznego narodu polskiego, z nowoczesną administracją, sądownictwem, wojskiem.

Ale… Trzeba dodać jeszcze łyżkę dziegdziu. Takim samym echem po Europie rozniosły się historie saragoskie, które Polaków nie ukazywały w najlepszym świetle. Zezwierzęcenie Francuzów i naszych było straszne.

Advertisements

Responses

  1. Torlin pisze: Mnie się wydaje, że bardzo wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak czasy napoleońskie były ważne przy tworzeniu nowoczesnego polskiego narodu, może to dla wielu dziwnie zabrzmi, ale właśnie pod zaborami wielokrotnie mieliśmy szansę, którą udało nam się wykorzystać, nadążyć za nowoczesnymi trendami w Europie. Wtedy to właśnie tworzyły się zręby autentycznego narodu polskiego, z nowoczesną administracją, sądownictwem, wojskiem.

    Czyżbyś sugerował, że Polacy unowocześniają się tylko pod wpływem zewnętrznego bata? Zaborców, bolszewików, a teraz brukselkratów (w tej chwili wymyśliłem to określenie na brukselskich biurokratów!)

  2. Jest to przewrotne, oburzające, szokujące, denerwujące, wkurwiające, doprowadzające do szewskiej pasji – ale to jest prawda. Polacy nigdy nie potrafili sami zmienić rzeczywistości w sposób absolutny. Pamiętacie mój wpis o czterech głowach? Mieszko I, Władysław Jagiełło, Piłsudski i Wałęsa, to byli jedyni ludzie, którzy potrafili zastany porządek wywrócić do góry nogami.
    Masz rację. Popatrz na sprawę chłopską, niektórzy próbowali – chociażby Kodeks Zamoyskiego – i co? Dopiero zaborcy musieli zlikwidować pańszczyznę. A rozwój przemysłu? Nas nie minął wiek XIX tylko dlatego, że byliśmy pod zaborami. Jakby było to niepodległe państwo polskie, mielibyśmy republikę owsiano – buraczaną.
    Dlatego dla mnie tak ważna jest Bruksela. Dlatego dla mnie tak ważne jest ostatnie dwudziestolecie. Dlatego dla mnie tak oburzające jest postępowanie Platformy, która znowu jak powstańcy barscy krzyczy: „Nic nie zmieniać, dobrze jest jak jest”.

  3. Zdaje się to nie nasza szlachta przekształciła „poddanego” w „obywatela”. Bo u nas „poddany obywatel” nawet w tak wychwalanej i światłej Konstytucji III Maja też nie jest zdefiniowany do końca (bo mają być zmiany, ale tak jakby nie do końca”. Prawa obywatelskie w Polsce wprowadził dopiero Napoleon.

  4. No właśnie. Tylko Bruksela jest w stanie powstrzymać samorząd Gdyni przed budową lotniska konkurencyjnego dla gdańskiego. Partykularyzmy dzielnicowe jak za pierwszych Piastów – w całej okazałości!

  5. Wielce za podjęcie tematu obligowany, przecie bez uwag kilku się nie obejdzie…
    Primo, że znaczenie Baylen to nie jeno propagandowe oddziaływanie, bo chyba i miała ta wiktoryja wpływu niejakiego na lądowanie Brytyjczyków na Półwyspie Iberyjskim, gdzie niezadługo później Wellington kolejnych odniósł wiktoryj pod Rolicą i Vimeiro… I Angielczyki o Baylen pamiętają, bodaj na równi z Hiszpanami, to reszta Europy cierpi tu jakiej sclerosis.
    Secundo, że nie zdaje mi się, by to akurat Ostrówek miał jakiego większego dla Galicjan znaczenia… Już więcej przykład Wielgiej Polski, co niemal sama trzy lata wcześniej pruskiego zruciła jarzma… Przypomnij, Torlinie, sceny z „Pana Tadeusza”, który pisał, jak pamiętał, lub też, jak na Litwie pamiętano… Oto się szlachta do czynu sposobi i choć tam przykład Galicji byłby może i aktualniejszym, a i analogia foremniejsza, to nikt się do niej nie odwołuje, zaś do wielkopolskiej insurekcyi jak najbardziej… A co do nazw bitewnych, to rzecz często jest politycznej natury, czego i sam Napoleon przykładem paskudnym, gdy Davoutowi wielekroć skuteczniejszego, niż swoje pod Jeną, zwycięstwa pod Auerstadt odebrał, każąc pisać o podwójnej bitwie pod Jeną-Auerstadt…
    Kłaniam nisko:)

  6. Księcia nazywanego dzisiaj Mieszkiem, Jogaiły i Piłsudskiego nie znałem za życia. Ale z tym Wałęsą Torlinie przesadziłeś. I bardzo dokładnie to widać dzięki publicznemu dyskursowi w ostatnim czasie. Miał Wałęsa swoja wielkość ale niczego by nie wywrócił do góry nogami gdyby nie rzesza ludzi.

  7. Tes Tequ!
    A Radom?
    —————
    Wachmistrzu!
    Dzięki za komentarz i za wizytę, właściwie nie mam co skomentować. Masz rację.
    ————–
    Woziwodo!
    I masz rację, i jej nie masz.
    Po pierwsze – są w historii reprezentanci i mówienie tylko „Napoleon wygrał bitwę” nie oznacza, że to on sam wygrał, a wojska z boku stały i się patrzyły. Tak samo Henry Stanley odkrył Lualabę, chociaż gdyby sam tamtędy szedł, to daleko by nie uszedł. Tak samo Balcerowicz wprowadził zmiany, a Górski wygrał mecz.
    Po drugie – ciągle powtarzam, że ten człowiek przerósł sam siebie. Zwykły, niewykształcony robotnik, mający poparcie milionów ludzi, zamiast iść w kierunku populizmu, rozdawnictwa i pozorów szczęścia, on naraża się milionom i wprowadza zmiany ustrojowe. Nawet będąc prezydentem i w konflikcie z Mazowieckim, z tej linii nie ustąpił. Będę zawsze o tym pamiętał.

  8. Torlinie, w pracy „Raszyn 1809” R. Romańskiego jest cały rozdział o Ostrówku. Jest również hasło „Ostrówek” w „Encyklopedii wojen napoleońskich” Bieleckiego. Dalej już nie sprawdzałem. Nie taka znów zapomniana bitwa jak na starcie, w którym z każdej strony wzięło udział wszystkiego po parę batalionów piechoty.
    A co do nazewnictwa bitew to wymieniasz jedynie przykłady oboczności pisowni. Dość częste są jednak przypadki, gdy historiografia każdej ze stron podłącza bitwę pod inną miejscowość. Najbliższy przykład: Grunwald i Tannenberg. Ale również choćby Sadowa i Königgrätz (a dla Czechów bitwa pod Hradcem Kralove). Albo Borodino i Możajsk.

  9. I co na mam Ci napisać Pawle? Że dziękuję. Ze bardzo jest mi miło, że wpadłeś i napisałeś komentarz. Bo masz rację.

  10. @Torlin i TesTeq:
    No… pisaliście już, ale że jestem dopiero co po lekturze „Fantomowego ciała króla”, muszę się przyłączyć.
    Ja bym tego nie określał tak, jak TesTeq, czyli stawiając po drugiej stronie od razu knut, czy inne środki przymusu, ale Polska przedzaborowa popadła w stagnację (w Sowa twierdzi, że upadek się zaczął w XVI wieku, choć pewne objawy były wcześniej, a wyraźne skutki później), zamykając się w poczuciu samodoskonałości (i tkwiąc w nieperspektywicznych modelach ekonomicznych).
    (Pytanie: na czym polegało przyspieszenie pod zaborami, bo przecież zaborcy nie należeli do państw wiodących w rozwoju… Ale zapewne przełamali ten schematyzm…)

  11. PAK-u!
    Musiałbym Ci trochę szerzej odpowiedzieć. Ale najpierw zaintrygował mnie ten XVI wiek. Jest to jednocześnie prawda, i jednocześnie nie. Wszystkie skutki mają swoje przyczyny i praprzyczyny, ale w polemice nie warto po to sięgać. Bo w ten sposób możemy powiedzieć, że przyczyny rozbiorów były już w XIV wieku przy powołaniu Jagiełły i pierwszych sejmikach szlacheckich. A jak się uprzemy, to zajrzymy do Polski dzielnicowej. Bo co było przyczyną 1989 roku? PRL? Tylko? A może wyzwolenie przez Rosjan, przedwojenne zachowania rządu polskiego? A może sięgnijmy po zabory? Najczęściej zatrzymujemy się na bezpośredniej przyczynie, a tą były rządy PRL-U. To samo upadek Polski zaczął się tak naprawdę w XVII wieku i na tym poprzestańmy.
    Centrum rozwojowe było we Francji i Anglii, ale Niemcy też miały cywilizację na dość wysokim poziomie. Niemcy przywiązane były do przepisów, i Polacy to wykorzystywali. To niewiarygodne, ale Polacy mieli w zaborze pruskim 204 banki ludowe, które spowodowały klęskę HaKaTy, w latach 1896 – 1914 niemiecka własność ziemska nie tylko nie zwiększyła się, ale nawet spadła o 50 tys. ha. To niewiarygodne, ale polski system kredytowy spowodował, że Polacy zaczęli górować nad Niemcami i Żydami. Niektóre nasze organizacje miały po 50 tys. członków.
    I podobnie było w zaborze rosyjskim. Rosja jako olbrzymi rynek zbytu, Zachód żądny naszej żywności i przyjaźnie ustawiona sytuacja celna spowodowała, że w okresie 1850-1880 obroty Królestwa Polskiego wzrosły ponad dziesięciokrotnie, dzięki czemu doścignęło ono w dziedzinie handlu zagranicznego średnio rozwinięte kraje europejskie. W 1851 roku zniesiono cła pomiędzy Królestwem a Cesarstwem Rosyjskim, a z kolei Anglia zniosła w 1846 r. prawo zbożowe, umożliwiając eksport polskiego na tamten rynek. Ważnym czynnikiem było wprowadzenie w 1850 r. przez Rosję zakazu przywozu z Zachodu cukru, spirytusu, piwa i żelaza, co Polacy natychmiast wykorzystali. W wojnie handlowej moskiewsko – łódzkiej nie pomogły nawet starania cara, bo Polacy natychmiast wybudowali fabryki w Białymstoku. Ja wiem, że słowo „Polacy” może jest trochę nie na miejscu, mówię o ludziach mieszkających na naszych terenach i niebędących zaborcami).

  12. @nazewnictwo bitew

    „Opodal owego błonia, miejsca srogiej bitwy, w której cała niemal nilfgaardzka moc Północy starła się z całą niemal potęgą nilfgaardzkiego najeźdźcy, dwie były rybackie wioski: Stare Pupy i Brenna. Ponieważ jednak wówczas Brenna do gruntu była spalona, przyjęło się zrazu mówić o „bitwie pod Starymi Pupami”. Dziś wszelako nikt nie mówi inaczej, niż tylko „bitwa pod Brenną”, a dwie po temu są przyczyny. Primo, odbudowana Brenna wielką dziś i prosperowną jest osadą, a Stare Pupy się przez czasem nie osiedziały i ślad po nich zarósł pokrzywą, perzem i łopuchem. Secundo, nie godziła się jakoś ta nazwa w koneksji z tamtym sławnym, wiekopomnym i tragicznym zarazem bojem. Bo też i jakże to tak: tu batalia, w której trzydzieści z górą tysięcy ludzi życie położyło, a tu nie dość, że Pupy, to jeszcze Stare.
    Tak tedy w całym historycznym i wojskowym piśmiennictwie wyłącznie o bitwie pod Brenną pisać się przyjęło – tak u nas, jak i w nilfgaardzkich źródłach, których notabene dużo więcej niźli naszych.”

  13. Och, boj! Wiedźmin tom piąty sagi. Ależ mi zrobiłeś przyjemność Amatilu.

  14. @Torlinie,
    i Jan Sowa, i ja, jesteśmy świadomi, że XVI wiek to uproszczenie — XVI w potoczył się źle, bo i nasz feudalizm nie miał korzeni w resztkach struktury społecznej Cesarstwa Rzymskiego… Niemniej autor postawił na XVI wiek z dwóch powodów.
    1) Wykres szacunków PKB na głowę mieszkańca — w XVI wieku jesteśmy na poziomie „Zachodu” (nie czołowych ośrodków, czyli osi Flandria-północne Włochy; ale jednak Zachodu) — wcześniej to nie było oczywiste (choć bywało), później to już się nigdy nie zdarzyło.
    2) Jan Sowa przywiązuje duże znaczenie do śmierci Zygmunta Augusta, co prawda w Polsce króla elekcyjnego, ale jednocześnie dziedzicznego Wielkiego Księcia Litwy. (Tu u Jana Sowy następuje mętny, psychoanalityczny wywód, o śmierci wraz z Zygmuntem Augustem jednego z ‚ciał króla’ (teoria z czasów Tudorów — król ma dwa ciała, jedno ludzkie, a drugie mistyczne, oddające prestiż jego władzy; o ile król jako człowiek umiera, o tyle drugie ciało trwa.) W Polsce, wraz ze śmiercią Zygmunta Augusta, zanikła także specyficzna mistyczna aura wokół osoby sprawującej władzę, oddając faktycznie pełnię władzy w ręce szlachty. Co prawda też nie jako pojedynczy akt, a raczej proces rozmywania się autorytetu królewskiego, ale czy to nam pierwszyzna, że pojedynczej dacie przypisuje się takie znaczenie.)

    Tu dwie uwagi.
    Po pierwsze, autor pisze o ‚samokolonizacji Polski’ — w największym uproszczeniu o tym, że polska gospodarka zaczęła przypominać gospodarkę kolonii (zwłaszcza hiszpańskich). Oczywiście, i Zachód nie był od tego wolny, ale jednocześnie na Zachodzie rozwijało się rzemiosło, także na potrzeby kolonii (i na potrzeby Polski, która eksportowała żywność, a importowała wyroby rzemieślnicze).
    Po drugie, mimo niekorzystnej przeszłości (czyt. zaniechaniu ekspansji rzymskiej) nie postrzega upadku jako nieuchronnego wskazując przykład Szwecji, państwa w podobnej (a nawet gorszej) sytuacji od Polski w XVI wieku, który jednak otworzył się na Bałtyk i handel międzynarodowy.

    PS.
    I jeszcze jedna uwaga — Jan Sowa odpiera tezy o dużym znaczeniu polskiego eksportu na Zachód. To znaczy: był on znaczący dla Polski, ale w całym rynku żywności na Zachodzie był praktycznie niedostrzegalny, z niewielkim jedynie wpływem na Niderlandy. Tu pada też argument ekonomiczny — żywność jest produkować względnie łatwo (tzn. nie ma bariery technologicznej), w związku z czym jest duża konkurencja na rynku i niski zysk. Zysk można zwiększać inwestując w nowsze technologie uprawy ziemi, ale polska szlachta, nie ponosząc praktycznie żadnych kosztów (zamknięta gospodarka w ramach folwarku), nie była zainteresowana inwestowaniem.

  15. Bo ja wiem, czy Wy z Sową PAK-u macie rację? Może dam odpowiedź w kilku punktach:
    1. sprawa Zygmunta Augusta i aury wokół osoby królewskiej – całkowita zgoda. To byli niby królowie elekcyjni, ale tak, jakby tej elekcji nie było. Już przy Walezym szlachta zaczęła rządzić. Ale powtarzać będę bez przerwy, to nie szlachta doprowadziła do upadku Polski, tylko jej część zwana magnaterią.
    2. „nie miał korzeni w resztkach struktury społecznej Cesarstwa Rzymskiego” – nie ma mojej zgody. W generaliach jest to oczywiście słuszne, jak popatrzymy na Francję, Włochy i Anglię ówczesne, ale przypominam, że Rumunia też miała korzenie… – no i co?
    3. na temat zapóźnienia przemysłowego rozmawialiśmy już wielokrotnie, spowodowane to było dwiema sprawami
    – po pierwsze łatwością sprzedaży zboża i produktów roślinnych, nie wymuszało to na szlachcie wprowadzania nowych technologii,
    – niechęcią szlachty do mieszczaństwa, w związku z tym miasta polskie stały na straconej pozycji wobec miast francuskich, niderlandzkich czy niemieckich.
    4. Czy rzeczywiście polska żywność była tak niezauważalna na Zachodzie? Czytałem ostatnio opracowanie (ale nie mam już do niego dostępu), jak wielki wpływ miała polska żywność na rolnictwo Zachodu w latach 1850 – 1890, wraz z protestami tamtejszych rolników i podważaniem jakości polskiej produkcji (czy nie przypomina to dzisiejszego ujadania gapiowatych Czechów). Ale odpowiem Ci przewrotnie PAK-u linkiem, dziękując jednocześnie za duży i interesujący komentarz:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,11819178,_Polska_to_miejsce__skad_bierzemy_zboze____krolowa.html

  16. „Rumunia też miała korzenie…”
    .
    No, to akurat nie jest dobry argument. Rumunia pozostawała w obrębie cywilizacji rzymskiej przez mniej niż dwieście lat, a i wówczas stanowiła jej odległe, nie do końca oswojone kresy. Później zaś nastąpiły długie stulecia najazdów barbarzyńców i wędrówek ludów.
    Nie ma nawet materialnych dowodów, które rozstrzygałyby definitywnie zagadnienie, czy dzisiejsi Rumuni są w prostej linii potomkami rzymskich kolonistów z czasów cesarza Trajana, czy też romańską co prawda, lecz dużo późniejszą ludnością napływową.
    .
    „…niechęcią szlachty do mieszczaństwa, w związku z tym miasta polskie stały na straconej pozycji wobec miast francuskich, niderlandzkich czy niemieckich.”
    .
    Nie sądzę, by francuska szlachta czuła do mieszczaństwa więcej sympatii niż polska. Nie wydaje mi się również, by w królewskiej Francji miasta miały więcej niż w Polsce praw politycznych (oczywiście w Niderlandach wyglądało to już inaczej). Przycyzm są chyba dużo bardziej złożone.

  17. Pawle, PAK pisze: „i Jan Sowa, i ja, jesteśmy świadomi, że XVI wiek to uproszczenie — XVI w potoczył się źle, bo i nasz feudalizm nie miał korzeni w resztkach struktury społecznej Cesarstwa Rzymskiego…”. I ja mu na to zdanie odpowiadam. Bo dajmy na to Portugalię, potęga w XV wieku, a właściwie niezależność straciła właśnie w XVI. I było to bardzo biedne państwo jeszcze 20 lat wstecz. Dlatego napisałem o Rumunii.
    Jeżeli chodzi o miasta, to przede wszystkim chodzi o … miejsce zamieszkania. Książęta włoscy mieszkali w miastach i tam mieli swoje pałace (bardzo często przypominające najnormalniejsze kamienice). Miasta niderlandzkie to była potęga. Tymczasem nasz szlachcic mieszkał na wsi, dla niego mieszczanie to były nieroby, które nie wiadomo czym się zajmują.

  18. Polak postawiony przed ścianą potrafi. Polak na pustym polu, bez strzelających do niego karabinów… cóż… ma czas, nigdzie mu się nie śpieszy.

    A o wspomnianej bitwie nie słyszałem. Nawet nie słyszałem, że Hiszpanie w ogóle wygrali z Francuzami. Po części pewnie wynika to z lektury wielu książek napisanych przez Anglików, a ci bardzo chętnie dowalają Hiszpanom, przedstawiając ich jako nieudczników, kłamców i bumelantów.

    Tak czy siak, niezwykle to ciekawy kawałek wiedzy!

  19. Dziękuję.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: