Napisane przez: torlin | 20/07/2013

Po co był ten front?

Sherman VI korpusu V Armii Amerykańskiej w Anzio

„Sherman” VI dywizji pancernej V Armii Amerykańskiej w Anzio.

Jednym z najbardziej interesujących problemów dotyczących II Wojny Światowej jest sprawa frontu włoskiego. Po co on został w ogóle stworzony?

Tak naprawdę plan inwazji na włoski but powstał na konferencji maju 1943 roku w Waszyngtonie, z tym, że Amerykanie i Brytyjczycy mieli inne koncepcje z nim związane. Amerykanie chcieli tylko wypełnić czas pomiędzy konferencją a operacją „Overlord”, Brytyjczycy tymczasem chcieli większego zaangażowania sił i środków celem odciągnięcia dużych sił niemieckich z innych frontów. Fachowcy dzielą operację włoską na trzy etapy:

– pierwszy – od września 1943 do końca tego roku,
– drugi – od początku bitwy o Monte Cassino do 4 czerwca 1944,
– i trzeci – od tej daty do 2 maja 1945.

Moim zdaniem zaplanowanie całości, jak i poszczególnych etapów – było bez sensu. Sam pomysł nie był zły, w pierwszym etapie rzeczywiście Niemcy ściągnęli dużo wojska do Włoch, Brytyjczycy i Amerykanie bez wielkich strat lądowali na plażach, nasi alianci powoli, ale posuwali się w górę buta, opanowane zostały również dwie wielkie wyspy: Sardynia i Korsyka. Za sukces należałoby również uznać wypadnięcie Włoch z gry. Ale trzeba podkreślić, że na tym etapie alianci nie mieli żadnych dywizji pancernych ani zmotoryzowanych, więc wyniki w sumie były nie bardzo zadowalające. W ciągu tych czterech miesięcy Amerykanie swoją V armią przesunęli się 120 kilometrów na północ w linii prostej od Zatoki Salerno, gdzie lądowali, angielska VIII Armia zaś 140 km. Plan zakładał zajęcie do końca tego roku Rzymu, tymczasem był on położony 150 km na północ od linii frontu, a dostępu do niego broniła pokaźna liczba dywizji pancernych wsparta potężnymi umocnieniami.

I moim zdanie w tym momencie należałoby się zastanowić nad sensem prowadzenia dalszych walk we Włoszech. Bo wyniki ogólne są przerażające, wojna trwała właściwie do samego końca, i to nie Niemcy zostali pokonani, tylko Rosjanie zajęli Berlin i wojna się skończyła. Tymczasem Alexander dysponował 600 tysiącami żołnierzy, a Kesselring miał 160.000 ludzi, alianci mieli 2.000 czołgów, a Niemcy 350, naszego lotnictwa było 4.000, a tamtych 300. Skończyło się tym, że po obu stronach na koniec kampanii zanotowano straty sięgające 300 – 400 tysięcy, poniesiono straszne straty w sprzęcie. Zastanawiam się, czy nie należało przerwać kampanii po pierwszym etapie, szczególnie, że współpraca brytyjsko – amerykańska nie należała do najlepszych, robili sobie na złość bez przerwy.

Anzio - lądowanie AmerykanówLądowanie Amerykanów w Anzio.

Sprawy ambicjonalne były ważniejsze, dowódca V armii skręcił swoje oddziały, ponieważ to on chciał pierwszy zdobyć Rzym, tymczasem w ten sposób zrobił lukę, którą uciekła 10 armia. Drugą sprawą była fatalna współpraca lotnictwa z silami naziemnymi, tyle omyłkowych bombardowań własnych pozycji nie spotykało się na innych frontach tej wojny. Powyżej przedstawiłem zdjęcie z lądowania w Anzio. Operacja „Shingle” przeprowadzona została bardzo sprawnie, Niemcy zostali totalnie zaskoczeni, ale tak wolno alianci posuwali się do przodu, że Kesselring zdołał zablokować wszystkie drogi.

Czy warto było angażować tak duże siły na przeciąg dwóch lat bez wielkich sukcesów? Przecież od razu było wiadomo, że Włochy nie należą do państw z łagodnym ukształtowaniem terenu. Aż się prosiło o szereg desantów na północy, już chociażby tylko po to, aby przeciąć niemieckie linie zaopatrzenia. Trzeba przyznać, że to właśnie Albert Kesselring był wielkim zwycięzcą tej kampanii.

Reklamy

Responses

  1. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o kasiorę. Pewnie we Włoszech było jakieś złoto dla zuchwałych…

  2. Byłaż ongi teoryja głoszona, osobliwie przez piewców epoki słusznie minionej, że to byłoż niby na to czynione, by Stalinowi wykazać, że do „drugiego frontu” alianty jeszcze niegotowe i że nibyż nadal Krasnaja Armia w samotności krwawić musi… Wejrzawszy na to jak logicznie żeś wywiódł tego wszystkiego bezsens, sam się poczynam zastanawiać, czy w tem jakiej krztyny prawdy nie było…
    Kłaniam nisko:)

  3. Fajnie się tak dywaguje post factum, znając cały przebieg wydarzeń.
    Gdyby inwazja na Półwyspie Apenińskim przyniosła pełny sukces, to równie przekonywająco byśmy dziś uzasadniali, dlaczego była to mądra i dalekowzroczna decyzja. Przecież mogło się tak zdarzyć.
    .
    „…to byłoż niby na to czynione, by Stalinowi wykazać, że do “drugiego frontu” alianty jeszcze niegotowe”.
    .
    Pomyliło się Wam, Wachmistrzu. Tak komunistyczna propaganda mówiła o nieudanym desancie na Dieppe: że niby Churchill specjalnie dał wyginąć tym kilku tysiącom Kanadyjczyków, żeby udowodnić, że drugiego frontu nie da się na razie stworzyć. W podobnym duchu sugerowano, że alianci specjalnie sprowokowali zagładę arktycznego konwoju PQ-17, żeby mieć pretekst do wstrzymania dalszych konwojów do Murmańska.

  4. Dla mnie Wachmistrzu był to bezsens, i zaraz to Pawłowi będę usiłował udowodnić.
    ————-
    Pawle!
    Nie masz racji. Napisałem „I moim zdanie w tym momencie należałoby się zastanowić nad sensem prowadzenia dalszych walk we Włoszech”, a rzecz cała dotyczy przełomu 1943 i 44, czyli przed Monte Cassino. Dlatego nie piszę, że po latach okazało się, że decyzje były błędne. Że one takie są było po prostu widać po kampanii zimowej. Ernie Pyle, amerykański korespondent wojenny był przerażony warunkami, w których przyszło walczyć 5. armii: „Nasi żołnierze egzystowali w niewyobrażalnie ciężkich warunkach. W żyznych ciasnych dolinach błoto sięgało po kolana. Tysiące żołnierzy przez wiele tygodni leżało nocą w wysokich w górach w temperaturze spadającej poniżej zera, w sypiącym na nich śniegu. Wkopywali się między głazy i spali w małych rozpadlinach, za skałami i w płytkich jaskiniach. Żyli jak ludzie w czasach prehistorycznych i bardziej niż karabin maszynowy pasowałaby im maczuga. Jak przetrwali tę potworną zimę, nie mieściło się w głowie tym, którzy mieli szansę spać w suchych łóżkach w cieplejszych dolinach”.
    Przed linią Gustawa Kesselring ustawił tzw. linię zimową, i o nią rozbiły się wojska alianckie, ponosząc dla mnie niewyobrażalne straty. Linia zimowa była niejednolitym pasem umocnień górskich, które oparto przede wszystkim na liniach rzeki Garigliano na zachodnim odcinku, pasma Apeninów na odcinku centralnym i wreszcie rzeki Sangro na prawej flance sił alianckich. Budową umocnień zajęła się Organizacja Todta, kierowana przez architekta Hitlera Alberta Speera. Wykorzystując warunki terenowe inżynierowie Speera zbudowali pas rozciągający się od Morza Tyrreńskiego po Morze Adriatyckie. Bitwa o linię zimową zakończyła się z końcem 1943 roku. Jej wynikiem były potężne straty po obu stronach – wynoszące 15 930 ludzi wśród żołnierzy jedynie 5. armii. Był to jednak dopiero początek boju o Monte Cassino.
    I w tym momencie dowództwo wpada na słuszny pomysł, że trzeba wysadzić desant na tyłach wojsk niemieckich, i stąd Anzio.
    Pawle, w tym momencie (tzn. na przełomie 1943 i 44 roku) należało się zastanowić, co dalej. Atakowanie bezpośrednie nie dawało rezultatów, np. nad Adriatykiem góry schodziły do morza.
    Cytaty stąd
    http://www.sww.w.szu.pl/index.php?id=kampania_wloska

  5. Z tego, co pamiętam, wyeliminowanie Włoch z wojny było jednym z celów głównych kampanii włoskiej.
    Gdy pytasz: Po co? To odpowiedziałbym — by utrzymywać nacisk i wiązać siły. Fakt: wiązanie sił działało w obie strony…
    Kesselring bywa bardzo wysoko oceniany za kampanię włoską. Nikt z alianckich dowódców mu nie dorównywał.

  6. Aby PAK-u utrzymywać nacisk i wiązać siły wystarczyło trzymać wojsko w pogotowiu bez żadnych ataków. Na to samo by wyszło, a tysiące nie straciłoby życia.

  7. „Aby PAK-u utrzymywać nacisk i wiązać siły wystarczyło trzymać wojsko w pogotowiu bez żadnych ataków.” – Ambicja, chęć pokazania „kto tu rządzi”, poszukiwanie chwały cudzym kosztem, niezdrowe współzawodnictwo. Nie trzeba szukać racjonalnych powodów wydarzeń tam gdzie zupełnie wystarczy ludzka głupota. BTW. mniej więcej o tym jest powieść Hena „Kwiecień” – tam tez idzie o to że mieli stać, i czekać, bo w zasadzie ginąć nie było już o co, ale od czekania medali i awansów dowódcom nie dają…

  8. I tak jest właśnie z autorytaryzmem, jest bezsensowny rozkaz, jak wykonasz, to zginiesz, a za jego niewykonanie – kula w łeb za zdradę. Jak się nie obejrzysz, dupa z tyłu.

  9. myślę, że kampania włoska była niezłym poligonem szkoleniowym, na którym armie połączone mogły nauczyć się kooperować w warunkach europejskich. A więc nie na piaskach Afryki, gdzie o wszystkim decydował manewr i zdolność pokonywania długich dystansów. Europa to Europa: dużo miast, masteczek, ludzi. I wszystkim uczestnikom działań blisko. Tutaj Niemcy nie musieli wysyłać statków z zaopatrzeniem, bo mogli je dowozić pociągami i tutaj logistykę mieli lepszą niż Amerykanie.

  10. Tylko Onibe ta kampania zażądała cholernie wielką daninę krwi.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: