Napisane przez: torlin | 24/08/2013

Czy hejter powinien być anonimowy?

hejter

Zdjęcie STĄD, gdzie również jest wspaniała definicja i opis omawianej przez nas osoby. Warto jeszcze przeczytać definicję TUTAJ, żeby lepiej nauczyć się nowego słowa.

Rzecz jest niesłychanie aktualna po ostatniej decyzji NSA w sprawie właśnie hejterów.  Otóż sąd odwoławczy orzekł w SPRAWIE Promedica – Agora: „administrator forum obowiązany jest udostępnić dane – w tym numer IP komputera – użytkownika forum tylko władzy publicznej, bo tak stanowi ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. I że nie można żądać wydania danych na podstawie ustawy o ochronie danych osobowych, a więc władza GIODO w tej sprawie forów internetowych nie sięga”. Agora się odwołała do NSA i wygrała, wyrok brzmi: „GIODO w takich przypadkach ma prawo nakazać wydanie danych, ale musi przedtem zbadać sprawę, wyważając pomiędzy wartością, jaką jest ochrona dóbr osobistych osoby czy wizerunku firmy, a wolnością słowa i ochroną prywatności autorów wpisów”.

I tutaj musimy podzielić moim zdaniem całą sprawę na dwie części. Pierwsza – to jest to typowe trollowanie z obelgami. Te wszystkie terminy nie mają dobrze zakorzenionych w tradycji definicji, ale troll nie musi być wulgarny, jest po prostu człowiekiem uwielbiającym prowokować nie na swoich stronach. Są również sytuacje, bardzo częste wśród młodzieży, że ukazują się w Internecie zdjęcia, wiadomości mające na celu ośmieszenie lub skompromitowanie jakiejś osoby, bardzo często kompletnie niewinnej. Najczęstszym powodem jest zawiedziona miłość. Czy sąd jest najlepszym miejscem na szukanie sprawiedliwości? Boję się, że przy tak rozwiniętym Internecie i tak niewydolnej maszynce sędziowskiej ludzie na sprawiedliwość będą czekać latami. Ale z kolei, jak ktoś zrobi mi z ukrycia kompromitujące zdjęcie i opublikuje, to ja powinienem móc podać tego człowieka do sądu.

Drugą sprawą jest właśnie przypadek Promedici – czy firma ma prawo żądać od GIODO danych osobowych ludzi krytykujących daną firmę? Moim zdaniem nie. Bo to jest prosta droga do miażdżenia jakiejkolwiek krytyki. Ale z kolei znowu – jeżeli ktoś podaje do wiadomości publicznej ewidentne kłamstwo, firma ta ma prawo żądać sprostowania.

Jak się nie obrócisz, dupa z tyłu. W każdym wypadku najlepiej byłoby, gdyby o tym decydował sąd. Ale jest to zamrożenie decyzji na kilka lat. Widzi ktoś rozwiązanie tej sytuacji?

Reklamy

Responses

  1. Skubany Torlin pisze: troll nie musi być wulgarny, jest po prostu człowiekiem uwielbiającym prowokować nie na swoich stronach.

    Coś się koledze nie podoba? Proszę bez wycieczek osobistych! 😛

  2. Pamiętam relację znajomego o tym, jak zwrócono mu za granicą uwagę, że ściąga pirackie filmy. Najpierw zwrócono mu uwagę, grożąc konsekwencjami dopiero za niedostosowanie się do uwagi.
    Oczekiwałbym takiego mądrego prawa — z kolejnymi poziomami: zwrócenie uwagi, oczekiwanie na reakcję i zwrócenie jej ponownie, dopiero później wystąpienie na drogę sądową z możliwym nakazem wydania IP.
    Osoba oskarżona o „hejting” miałaby więc swoje prawa — mogłaby wykasować swój komentarz, podobnie mógłby to zrobić administrator, dopiero odmowa prowadziłaby do sądu — tam jednak mogłaby bronić swoich racji wobec przesadnego, jej zdaniem, osądu swoich wpisów.

  3. W bardzo wielu blogach Tes Tequ zabronione jest używanie dwukropka połączonego z dużą literą „P”.
    —————
    Masz PAk-u calkowitą rację, ale patrząc na ilość internautów w Polsce i tak sądy zostaną zasypane. Prawo wielkich liczb.

  4. OK, jeśli nie tak 😛 , to tak 😈 !
    I co Ty na to, Torlinie?

  5. @Torlinie,
    nie jestem pewien.
    Po pierwsze, hejtowani muszą zgłosić sprawę (i to na kilku kolejnych poziomach). Nie każdemu będzie się chciało. Dobrym przykładem jest zresztą prasa — kłamliwych i krzywdzących artykułów znalazłbym o wiele więcej niż jest zgłaszanych do sądu. Nie o każdym wiedzą ‚hejtowani’; nawet jeśli wiedzą, to czasem machają ręką, a nawet jeśli nie machają, to wystarcza zwrócenie uwagi.
    Po drugie, w ‚mojej wersji’, wiele spraw załatwi się z administratorem, który jest raczej bardziej odpowiedzialny niż hejter.

  6. Wątpię, by udało się znaleźć skuteczne i trwałe rozwiązanie prawne lub administracyjne tego problemu. Musimy się nauczyć z tym żyć. Oczywiście dla wielu osób oznacza to niezawinioną krzywdę. Czy jednak był taki czas w historii ludzkości, gdy ludzie niewinni nie cierpieli z powodu czyjejś podłości? Daleko nie szukając, iluż to ludzi jeszcze w XIX wieku straciło życie w pojedynkach świadomie sprowokowanych przez jakąś kanalię. Środki techniczne się zmieniają, natura ludzka nie.

  7. Ciekawe, że nikt nie żąda ujawnienia danych osobowych piewców i zachwalaczy marnej jakości towarów i firm. Widać w takim przypadku rozliczanie odbywa się bez rozgłosu, bo firmie znane są dane osobowe chwalcy.
    Moim zdaniem nie należy przywiązywać zbytniej wagi do internetowych opini.
    Ciekawe wpisy są interesujące ze względu na treść, a nie wartość opinii.

  8. Tes Tequ!
    Ten drugi to podobny do mnie 🙂
    —————
    PAK-u!
    Ale mimo wszystko będzie działać prawo wielkich liczb. Jak handlowałem kiedyś z Rosjanami, to pewien przewoźnik tłumaczył mi, że na 1 paczce papierosów przewożonych TIR-em ma 0,007 centa zysku. Zacząłem liczyć, ile paczek papierosów znajduje się na skrzyni TIR-a. Prawo wielkich liczb (nie czepiajcie się przykładu, tak to zapamiętałem, ale mogłem coś pomylić – tyle lat).
    —————
    Generalnie Pawle masz rację, ale są duże niebezpieczeństwa, wszystko może zostać umieszczone w Internecie, zdjęcia zrobione ukradkiem lub zmienione w fotoshopie, można opublikować wieloletnią pracę jakiegoś człowieka, który myślał biedny, że na niej zarobi itd.
    —————–
    Piotrusiu!
    Mnie w Polsce brakuje książki wydanej przez jakiś urząd konsumencki, w której podane byłyby prawdziwe parametry wszystkich produktów, przede wszystkim spożywczych. Na Zachodzie coś takiego jest, możesz wejść np.w jogurty, i zobaczyć całą prawdę.

  9. @Torlin,
    — Znam rodzime pieniactwo. Ale czy będzie tego aż tak dużo? Jak widzisz, dostrzegam parę sit po drodze. Liczę (może naiwnie) na pewną mądrość urzędów, które dostosują się do istniejącej sytuacji i rolę niektórych sit przejmą na siebie.
    — Piszesz ‚urząd konsumencki’ i masz zdefiniowany problem. W Polsce organizacje konsumenckie leżą i kwiczą.

  10. PAK-u!
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14479229,Sokolow_vs_bloger__Firma_chce_150_tys__zl__Poszlo.html#TRNajCzytSST

  11. Torlin pisze: Na Zachodzie coś takiego jest, możesz wejść np.w jogurty, i zobaczyć całą prawdę.

    Czy możesz podać choć jeden przykład, gdzie mogę wejść w te jogurty i zobaczyć całą prawdę? ((+_+))

  12. Widziałem w Niemczech i Austrii takie wydawnictwa, oceniające produkty. Dzisiaj zacytować ich nie sposób. U nas podobne rzeczy można zauważyć w pismach: kobiecych – klasyfikacja kremów, tuszów; motoryzacyjnych – płynów hamulcowych czy chłodniczych; komputerowych – ocena ruterów, twardych dysków; fotograficznych – aparatów i kamer, oraz akcesoriów. Itd.

  13. Przychylam do Twojego Torlinie, zdania, oraz do zdania Paka4 – należy po pierwsze wprowadzić jakieś rozgraniczenia zwykłej prowokacji a jakiej Ty piszesz, i prześladowania, szykanowania i szantażowania innych (czyli hejtowania właśnie), co już podpada pod definicję cyberprzemocy i powinno skończyć się w sądzie.

    Po drugie – stopniowanie ostrzeżeń, o czym pisze Pak4. Zetknąłem się z czymś takim w Stanach. Obawiam się tutaj tylko tego, że nasze prawo nie dorosło jeszcze do takiego postępowania. Często zdarza się, że nasz wymiar sprawiedliwości zasądza wyroki niewspółmiernie niskie w stosunku do popełnionego przestępstwa, bądź z POKRZYWDZONEGO robi przestępcę…

  14. No to jakoś Celcie uzgodniliśmy konsensus.

  15. Afera AmberGold rozwijała się w cieniu książki z referencjami wydanej przez KomNadFin.
    Moim zdaniem jogurty należy jeść te, które smakują najlepiej, a wódkę pić w dobranym towarzystwie. Wtedy oślepnąć trudniej, a i przeczyszczenie przechodzi łagodniej.
    Urzędy powinny produkować jak najmniej (w szczegółności opinii i wytycznych)

  16. @ Testeq – gdybyś koniecznie za namową T-na musiał „wejść w jogurty”, to polecam miesięcznik „Warentest” w zagranicznym języku wydawany przez Stiftung Warentest. Nie korzystają z egzemplarzy „bezpłatnych”, sami kupują, sami oceniają. Od kilkudziesięciu lat rzetelne źródło informacji o produktach oraz niektórych usługach.
    A w sprawie na „h” – dr Andrzej Olechowski mówiąc o działalności publicznej zwykł był przytaczać przysłowie buszmenów, że „im wyżej małpa włazi na palmę, tym bardziej tyłek wystawia”. I łzy nic tu nie pomogą ani palenie żółtych kalendarzy – trzeba się nauczyć tak pisać, żeby owi „h” nie widzieli powodu albo nie mieli odwagi niczego napisać.
    I jak zawsze, przed każdą odpowiedzią – krótki rachunek sumienia – czy mój pogląd jest rzeczywiście jedyny, niepodważalny i wspólny dla reszty populacji ?
    Jeśli TAK – to po co powtarzam prawdy oczywiste?; – jeśli NIE – to muszę się liczyć ze zdaniem przeciwnym i w przypadku braku argumentów – zaakceptować go, a nie przykleić etykietę hejtera interlokutorowi.
    Amen.

  17. Torlinie, na kremach się nie znam, ale jestem w stanie tak sporządzić każde zestawienie sprzętu elektronicznego, że wygra w nim produkt wybrany przez Ciebie – oczywiście, jeśli Cię stać na opłacenie mojego „obiektywizmu”. I zrobię to tak, że mucha nie usiądzie. Na tym polega nowoczesne dziennikarstwo – przecież z pensji nikt by nie wyżył!

  18. Piotrusiu!
    I to schłodzoną.
    ————-
    Witaj O-R, dawno Cię nie było!
    1. te publikacje są rzetelne, rozmawiałem na ten temat z Niemcami.
    2. „im wyżej małpa włazi na palmę, to z wyższej wysokości spada”.
    3. „trzeba się nauczyć tak pisać, żeby owi “h” nie widzieli powodu albo nie mieli odwagi niczego napisać” – nie ma takiej możliwości. To są ludzie, którzy wstawią swój komentarz w dowolnym miejscu, oni najczęściej w ogóle nie czytają, co piszą inni.
    4. ostatni akapit – to należałoby się zastanowić, czy w ogóle cokolwiek pisać. Bo i tak i tak niedobrze.
    ————-
    Tes Tequ!
    Cynizm, cynizm, cynizm.

  19. @TesTeq:
    Sprzęt elektroniczny może niekoniecznie (tu zresztą chyba pisma wciąż robią zestawienia), ale nikt z nas nie „wejdzie do” proszku do prania, albo właśnie jogurtu, by zobaczyć, co w nim jest. To nie jest niemożliwe, ale wymaga posiadania laboratorium. W praktyce więc u nas wejść może konkurencja…
    Nie znam tego z osobistego doświadczenia, ale z różnych niezależnych źródeł się nasłuchałem o organizacjach konsumenckich na Zachodzie, które na laboratoria stać. U nas w późnym PRL pojawił się ‚konsumencki’ magazyn Veto i coś próbowano zrobić w tym kierunku. Ale nie przetrwało.
    Uwaga: konsumencki nie znaczy państwowy. Raczej na zasadzie organizacji pozarządowej. Nikt nie mówi też, że ma być jeden. Może być kilka konkurencyjnych, tyle, że czy nas na to stać?

    PS.
    Torlin linkuje sprawę tatara z Sokołowa. Zostawiając na boku kwestię, jak Sokołów sobie zaszkodził wizerunkowo walcząc z bloggerem, to właśnie takimi rzeczami powinna się zajmować organizacja konsumencka, a nie niekompetentny blogger. (Bo mnie przynajmniej przekonały głosy techników żywienia, którzy mówili jak doprawiono owego tatara, że tak się zachowywał. I że choć doprawiono chemią, to absolutnie nieszkodliwą i na miejscu…)

  20. Cynizm, Torlinie? A może realizm… Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego pewne artykuły pojawiają się „przypadkowo” w prasie wtedy, kiedy jest to dla kogoś korzystne? To nie ja jestem cyniczny…

  21. Ale są ludzie Tes Tequ, dla których walka z wielkimi firmami jest solą życia. I oni nie dadzą się przekupić. Może nie w radykalnej formie, ale nie znoszę wielkich korporacji i za żadne pieniądze nie dałbym pochlebnej ekspertyzy wbrew sobie. A takich jest więcej, wierz mi. Dlatego takie oceny powinni robić działacze z ruchów radykalnych, konsumenckich, poprzez niezależne laboratoria.

  22. Tak, jest wielu ludzi idei – takich jak Ty – i naprawdę mi przykro, że takie sprawy – jak na przykład ochrona środowiska – najlepiej służą pseudofundacjom, które wymuszają haracze od korporacji i budowniczych dróg. Nie zyskują na tym ani korporacje, ani środowisko, tylko bezwzględni spryciarze.

    Podobnie bywa z testami konsumenckimi. Jak to się robi? Ano tak, jak z zamówieniami publicznymi: tak dobieramy zestaw i wagę badanych parametrów, żeby wyszło to, co powinno wyjść. Bułka z masłem, że tak powiem.

    Dlaczego w ogóle jest to możliwe? Dlatego, że ludzie (w tym ludzie idei) mają skłonność do widzenia w bliźnich tego, co sami uważają za słuszne. W głowie im się nie mieści, że ktoś może perfidnie wykorzystywać ich szlachetne idee, żeby bezczelnie robić kasiorę.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: