Napisane przez: torlin | 31/10/2013

Gabriel Herburt Heybowicz

rodzeństwo

Zdjęcie STĄD, warto również przeczytać cały tekst, bo historia tej rodziny jest niewiarygodna (a jednocześnie jak na tamte czasy zwyczajna). I notka nawiązuje w sposób oczywisty do spraw syberyjskich. A na górze Wuj Gabriel razem ze swoją siostrą Julią Heybowicz.

Rzadko tak osobiste notki pojawiają się w moim blogu. Ale przeglądając Internet zauważyłem, że nie ma w ogóle wiadomości o Gabrielu Heybowiczu, człowieku dla mnie tak ważnym, mimo olbrzymiej różnicy wieku po prostu bardzo się przyjaźniliśmy. Nazywałem Go Wujem, chociaż nigdy w życiu nie byliśmy spokrewnieni. Zaczęło się to od szkoły średniej, do której uczęszczała moja Mama, tam zaprzyjaźniła się z wychowanicą Heybowiczów i zaczęła bywać w Ich domu. Ta znajomość trwa do dzisiejszego dnia, na imieninach Ojca 3 dni temu siedziałem przy jednym stole właśnie z przedstawicielami rodziny Heybowiczów.

Gabriel Heybowicz herbu Herburt urodził się  w 1884 roku przypuszczalnie w majątku Janiszki, jego ojcem był Konstanty Heybowicz, matką zaś Paulina Weryho. Kończył szkołę średnią w  Suwałkach, a później studiował w Petersburskim w Instytucie  Korpusu Inżynierów Komunikacji, jednej z najlepszych uczelni technicznych Europy. Co do nazwy nie jestem pewien, że to jest na pewno ta szkoła, w każdym razie po jej ukończeniu budował kolej wzdłuż Bajkału, a później wzdłuż granicy chińskiej. Tuż przed I Wojną Światową przerzucony został gwałtownie na odcinek murmański, gdyż rządowi rosyjskiemu groził paraliż komunikacyjny przy dostawach z tego portu.

Był człowiekiem cudownym, pełnym ciepła i wyrozumiałości dla wszystkich moich grzeszków, spędzałem wszystkie wakacyjne lipce swojej młodości w jego majątku koło Suwałk, a także odwiedzałem Go w jego willi w Podkowie Leśnej. Postanowiłem zostawić ślad w Internecie, bo wydaje mi się, że zasłużył na to. Ja, mimo że są to tak odległe czasy (wuj umarł w 1969 roku, jak miałem 18 lat), w dalszym ciągu mam Go w pamięci. Sam nie miał dzieci, mimo że był żonaty przez pewien czas z Rosjanką o imieniu Walentyna, swoją miłość przelał najpierw na moją Mamę, a później na mnie. W domu w latach 50. i 60. na Suwalszczyźnie nie było światła, w związku z tym dzieci się kładły bardzo wcześnie spać, a dorośli grali w brydża (wg zapisu polskiego). Mój Tata był ulubionym kompanem rodzeństwa Heybowiczów, ale zawsze w oddali wyróżniał się głos Wuja Gabriela, który do końca życia nie nauczył się prawidłowo wymawiać słów polskich. Jako anegdota do dzisiaj powtarzana jest odpowiedź Wuja na pytanie, dokąd poszły ciotki. „Nu, one poszli opatrywać kościół” – czyli oglądać kościół na Wigrach.

Jutro jest 1 listopada, wspominamy ludzi bliskich naszemu sercu. Wuju Gabrielu, pozwól, że to jest ukłon w stronę Twojej osoby, w podziękowaniu za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Rozbestwiał mnie w sposób niewiarygodny, wiedział dla przykładu, że uwielbiam kawior, więc kupował go i zamykaliśmy się w komórce, aby nikt nas nie znalazł i wyżeraliśmy słoiczek we dwóch łyżeczkami.

Ale była jeszcze jedna Heybowiczówna, tak bliska mojemu sercu, przedstawiona na zdjęciu Julia Heybowicz (siostra przyrodnia Gabriela). To ona budziła mnie w nocy lub nad ranem, aby pokazać mi poszczególne planety, siedząc przed werandą opowiadała mi o gwiazdach, planetach, kometach, zainteresowała mnie światem. Wszyscy nazywali Ją Ciocią Żulcią, wspomnienie o niej można przeczytać w powyższym linku.

Cześć Ich pamięci

Reklamy

Responses

  1. Twoje wpisy skopjowałem w Wujaszku.

    Milczałem pod nekrologiem Mazowieckiego bo nie mam nic do dodania wobec powszechnej woli wypowiadania się o Zmarłym.

    Heybowicze?
    Ja wydostali się z Rosji? Co robił przed 39? Napisz jeśli możesz.

  2. Tak, Torlinie Historyku, napisz coś więcej o Wuju Gabrielu, nie spiesząc się tak bardzo…

  3. Może to dziwnie zabrzmi, ale ja mało wiem. Bylem za młody, jak Wuj zmarł, nie zdążyłem się wszystkiego dopytać. Pamiętam, że mówił, że po wejściu czerwonych równolegle pracował jako inżynier i jako motorniczy. Znał wspaniale język rosyjski (lepiej niż polski) i przedostał się na Litwę przez zieloną granicę. W czasie Międzywojnia prowadził razem ze swoim bratem Bolesławem firmę budowlaną. Ten właśnie Bolesław zginął w Oświęcimiu, a z nim razem kilku innych członków rodziny. A po wojnie na wszelki wypadek Wuj Gabriel „zgubił” Herburt.
    Tak mało wiem. Szukając śladów Bolesława trafiłem na stronę Pawiaka Jest na niej oczywiście Ciotka Żermena, ta właśnie przyjaciółka Mamy i wychowanica Heybowiczów. Ta kobieta po Pawiaku została wywieziona do Ravensbrück, później „zaliczyła” 3 inne obozy koncentracyjne, a do końca życia (miała chyba 90 lat, jak zmarła) była wesołą, uśmiechniętą kobietą, życzliwą dla całego świata. Jak peregrynowałem Dolny Śląsk i spotykałem się z Kartką, to pojechałem do Ciotki do Lubania, i okazało się, że dobrze zrobiłem. Rok później umarła, a do końca życia powtarzała, że Jacuś ją odwiedził. Wspominała, że Hanka (czyli moja Mama, która tak naprawdę miała na imię Honorata) zrobiła jej wielką niespodziankę i w momencie powrotu do Polski wyprawiła wielkie przyjęcie ze wszystkimi koleżankami ze szkoły.
    Przecież te dziewczyny miały po 17 – 18 lat, jak lądowały na Pawiaku. Moja Mama nigdy nie chciała na ten temat mówić, ale wydaje mi się, data zwolnienia Jej z Pawiaka nie jest prawdziwa. Ale kto to teraz może wiedzieć, pytałem Ojca, on nie wie.

  4. Dziękuję. Faktycznie skoda że tak niewiele ale tak to bywa z rodzinnymi faktami.

    Ale miał instynkt. Jak przewidział granicę posiadania ziemi (mniej niż 50 ha) którą narzuciła reforma?

    Dzięki tej intuicji miałeś miłe, niezelektryfikowane wakacje.

  5. Uwielbiam takie rodzinne wspomnienia, bo każda rodzina w tym kraju, przy takiej różnorodnej historii , ,posiada ciekawa historię bo musi. 🙂
    Niektóre są mroczne. Mam koleżankę, której babka była zgwałcona przez kogoś z bandy „UPA” , czyli co ?.. Genetycznie bandyta protoplastą!..
    Ja też na siłę wyciągam od moich „przodków” cenne informacje.
    Ze strony mamy mam „chłopskie pochodzenie”
    Partyjnie to chyba dziadek był powiązany z Witosem, bo podobno, przed II wś ostro się pokłócił ze swojej wsi proboszczem.
    Tata , to potomek po osiadłym żołnierzu z legionów Piłsudskiego, gdzieś pod Lwowem. Wżenił się do bogatego chłopa Ukraińskiego .Czyli moja babka Ukrainka potem zawędrowali bliżej Krakowa. W tych regionach, to ludzie byli ,nie przemieszczając się ,w dość krótkim czasie obywatelami różnych krajów. Rosji Carskiej , Austro-Węgier i Polski. Na zamku w Czorsztynie, taki potomek , którego dziadek , też tak mieszkał w różnych krajach , był naszym przewodnikiem a zwiedzaliśmy razem z wycieczką z Węgier, to koniecznie chcieli z nim zagadać po węgiersku, no bo skoro dziadek był, przez krótki czas ich obywatelem, za panowania Cesarza?.. Hihih… Bez tłumacza i napoju wyskokowego się nie obeszło.
    Pozdrawiam świątecznie i wspominkowo !.. 🙂

  6. Julu! Edwarze!
    To musiało być chyba przewidziane przez Wuja, bo on ten dworek, do którego jeździłem prawie do osiemnastki, kupił od oficera carskiego zdaje się w 1916 roku, czyli na logikę nawet przed marcem 1917. Majątek rzeczywiście miał 35 ha.
    Co jeszcze pamiętam? Że zgłosili się do niego członkowie Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego, aby spłynął z nimi na północ Leną. Akurat wtedy pasjonowałem się serią „Naokoło świata” Iskier, rzeczywiście znakomitą, a jednym z tomów była książka „Lena płynie na północ” Wiesława Nowakowskiego. Dałem Wujowi do przeczytania, to powiedział, że autor wszystko pomylił, kierunki, brzegi itd. Minęło tyle lat, że pewnie Wujowi się pomyliło. Pamiętam opowieści o niedźwiedziu, który pilnował mu namiotu, o wyprawach na chiński brzeg w poszukiwaniu jedzenia i – przypuszczam – przygody.

  7. Próba godziny

  8. U mnie jest 18:12.

  9. Dobrze, że napisałeś o tej postaci… Dziękuję i kłaniam nisko:)

  10. Tes Tequ!
    To tak, jakbyśmy byli zgodni. Nie bardzo rozumiem, dlaczego to nie jest automatyczne.
    ————-
    Wachmistrzu!
    Chciałem, aby po Wuju został jakiś ślad. Dzięki za odwiedziny.

  11. Torlinie!

    Piękne, wzruszające wspomnienie… Wspaniale, że mogłeś znać kogoś takiego, jakby żywcem z innej epoki:)

    Jak smakuje kawior?

    I nieco z innej beczki: można wiedzieć, którego masz urodziny? 🙂

  12. Celcie!
    Kawioru nie jadłeś? To jest ikra rybia z jesiotra. A wuj – rzeczywiście był z innej epoki.
    A moje urodziny? Oj Celcie, Celcie. „Panie Doktorze, mam straszną sklerozę!. Od kiedy? A co od kiedy?” 😉
    http://zyciecelta.wordpress.com/2013/02/23/z-cyklu-o-tym-i-owym-9/comment-page-1/#comment-656

  13. Matko! No tak… Wybacz 😦

    Z wiekiem rzeczywiście mi skleroza postępuje, tym bardziej, że w domu mam parę nieprzyjemności teraz.

    Nie, jakoś jeszcze nie miałem okazji kawioru spróbować. Wiem, że to jajeczka ryby, ale nie wiem jak smakują.

  14. Przecież ja Celcie żartuję.
    A dalszy ciąg tego kawału też jest niezły
    – A od kiedy to pan ma?
    – Nie pamiętam, bo mam straszną sklerozę.

  15. 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: