Napisane przez: torlin | 10/02/2014

Zadra węgierska

800px-Ethnographic_map_of_hungary_1910_by_teleki_carte_rougeWszystkie mapki z Wikipedii TU

Bardzo lubię Węgrów, byłem w tym państwie chyba z 16 razy. Za czasów mojej młodości mnóstwo Węgrów włóczyło się autostopem po Polsce, a Tatry nazywane były „węgierskimi górami”. Z kolei ja na Węgrzech zwiedzałem kraj, chodziłem na koncerty, a rock węgierski w tych czasach to był fenomen europejski, i wszystkim się interesowałem. Ale był jeden temat, kiedy to rzedły miny wszystkim przyjaciołom. To jest Trianon.

Do dzisiaj nawet młodzi Węgrzy nie mogą znieść postanowień podpisanych w Wersalu, Węgrzy utracili połowę terytorium i ludności, uważają – zresztą słusznie – że oni byli najmniej winni wojnie, a zostali ukarani o wiele bardziej niż Niemcy i Austria. Bo inna rzecz, że państwa podpisujące traktat (w tym Polska – przypominam) bardzo surowo potraktowały ten kraj. Ale z drugiej strony…

779px-Austria_hungary_1911

Wielki przyjaciel Polski Pal Teleki przywiózł do Wersalu mapę narodowościową, zwaną „czerwoną mapą”. Zarówno na niej, jak i na dwóch następnych, widać wyraźnie, że tereny zabrane Węgrom rzeczywiście nie były zamieszkiwane przez ten naród. Może trochę została za bardzo ograniczona, ale za tereny utracone Węgrzy powinni winić sami siebie.

800px-Trianon_consequences

Tak okrutnej madziaryzacji jak na tych terenach to nawet Polska nie robiła na swoich terenach  w województwach wschodnich. W szkołach, urzędach, pociągach, wszędzie obowiązywał obowiązkowo język węgierski. Jaki był stosunek tych narodowości do swych ciemiężycieli widać po losach Ferenca Szombathelyi. Ten dowódca został uznany za zbrodniarza wojennego i wydany władzom jugosłowiańskim, a te wbiły go na pal. W XX wieku. W 1946 roku. Narody jugosłowiańskie są jednak grzmotnięte. Rozumiem, że wymordował kilka tysięcy Serbów, ale taka kara…

SM0_2-2719

Ferdinand Catlos, Hans Frank, Ferenc Szombathelyi, Karl von Roques na balkonie Sejmu Krajowego we Lwowie po uroczystościach 1 sierpnia 1941 roku przyłączenia dystryktu Galicja do Generalnego Gubernatorstwa. Co za wspaniały skład: Szombathelyi – morderca węgierski;  generał I rangi Ferdinand Catlos, dowódca słowacki, znany w Polsce jako dowódca Słowackiej Armii Polowej „Bernolak”, która we wrześniu 1939 roku zajęła Jasło, Krosno i Sanok, za co został odznaczony Żelaznym Krzyżem przez Hitlera. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego mówimy, że w 1939 roku dwa państwa napadły na Polskę, jak w rzeczywistości napadły trzy.

Reklamy

Responses

  1. „Tak okrutnej madziaryzacji jak na tych terenach to nawet Polska nie robiła na swoich terenach Polski”

    Korekta obywatelska – trochę za dużo tej Polski w jednym zdaniu 😉

    A co do meritum, to oczywiście nie było szans utrzymać po I wojnie światowej Węgier w granicach z l. 1867 – 1918, ale w Trianon pojechano po prostu za ostro w druga stronę, karmiąc węgierski rewizjonizm który ma się świetnie do dzisiaj (szkodząc teraz bardziej samym Węgrom niż ich sąsiadom). Poza kwestiami granicznymi narzucono przy okazji masę poniżających absurdów (np. nakazano rozbiórkę drugich torów na liniach dwutorowych, że dorzucę coś z mojego podwórka). Zrozumiałe przy tym że kosztem Węgier obłowiły się Rumunia i Serbia/ Jugosławia, które po prostu walczyły po właściwej stronie, ale już strata terytorium na rzecz Czechosłowacji musiała boleć bardzo, a przyłączenie Burgenlandu do Austrii to – niezależnie od stosunków narodowościowych – rechot historii.

  2. Oczywiście już poprawiam, miałem na myśli województwa wschodnie, ta Polska to przez pomyłkę. Chyba najbardziej niesprawiedliwe było włączenie do Słowacji terenów naddunajskich, do dzisiejszego dnia są to tereny zamieszkałe przez ludność węgierską. Więcej Ci powiem, jak nocowałem w pewnej słowackiej miejscowości podtatrzańskiej, to mieszkałem u Węgierki. A o Burgenlandzie nic nie słyszałem, dlaczego jest to rechot historii?

  3. Bo Austria po I wojnie światowej odniosła nie tylko wielkie straty, ale i pewną korzyść terytorialną, własnie kosztem Węgier. Przez 1918 rokiem tereny te była częścią Zalitawii:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Burgenland

  4. Niesamowite, teraz chociaż ten teren nie jest odcięty od Macierzy szeregiem drutów kolczastych pod napięciem, jak drzewiej bywało.

  5. Co do Słowaków, to im to pamiętam 😛 (Ironizowałem sobie, widząc obchody patriotyczne na początku września, że Słowacy czczą napaść na Polskę. Ale przecież inna Słowacja i inna Polska.)

  6. Opierając się na swoich wyobrażeniach o przebiegu kampanii wrześniowej na terenach dawnych województw krakowskiego i lwowskiego mam wątpliwości czy Słowacy byli wtedy w Krośnie i Jaśle. Owszem buszowali po południowych obszarach powiatów krośnieńskiego i jasielskiego, ale chyba do miast nie wkroczyli. Może do Dukli.

    Wiem za to, że byli do końca września w towarzystwie Niemieckich oddziałów w Sanoku. Okupowali także Rymanów Zdrój. Podkreślam odwołuje się do wyobrażeń nie do pewnej wiedzy.
    …………………………………

    Granice Węgier?

    Być może pewien wpływ na ostateczny kształt Traktatu miało krótkotrwałe, ale dramatyczne zaistnienie Węgierskiej Republiki Rad zlikwidowanej siłami Rumunów i Czechosłowaków.

    Należy tu przypomnieć, że WRR zdobyła sobie szersze poparcie (niż można by oczekiwać) wśród Węgrów obiecując zachowanie granic z 1914 roku.

  7. Uwielbiam takie notki z mapami i historią 🙂 Ty wespół z Wachmistrzem mógłbyś pisać podręczniki do historii 🙂
    Znakomicie tu potwierdziłeś, że każdy naród ma coś na sumieniu, II wojna to nie jest wyłącznie winą Sowietów i Niemiec, ale o tym już się z jakiegoś powodu milczy…

    Co do samych Węgier, mieliśmy tam z Rodzicami pojechać po raz pierwszy w życiu w 2008…ale życie pokrzyżowało nam plany.

    Jednej tylko rzeczy tutaj nie rozumiem: dlaczego na tej trzeciej mapce na terenie Galicji, która w większości była polsko-ukraińska, jest tak dużo Niemców zaznaczonych?

  8. Celcie

    Galicja była krajem Polsko – Rusko – Żydowskim.

    Niemcy stanowili znikomy odsetek mieszkańców.

    Na przykład osoba mi najbliższa, czyli autor Nicka dana1 jest produktem mieszanki trzech wyżej wyliczonych składników a więc:

    Polaków, Niemców i Żydów.

    Niby proste, ale…

    Polacy. Moi polscy przodkowie przybyli do Galicji, jako Niemieccy koloniści może już za Kazimierza Wielkiego może nieco później. Udokumentowanych w sposób niepełny od XVI wielu. Jeszcze przed Potopem posługiwali się językiem Niemieckim potem całkowicie spolaczeli.

    Niemcy. W tej linii język przeżył do poprzedzającego mnie pokolenia. Jestem pierwszym, który go nie zna. Ale pierwsze bajki i opowiastki były mi czytane przez Dziadka z Niemieckich książeczek tłumaczonych przez niego bezpośrednio. Szczególnie pamiętam historię Wilhelma Tella i Polski głos dziadka i tajemnicze gotyckie litery tekstu. Wedle legendy rodzinnej do identyfikacji z polskością doszło w czasie inspekcji garnizony, którego oficerem był mój przodek przez samego Cesarza.
    Po meldunku Najjaśniejszy Pan reagując na wyraziste nazwisko zapytał ponoć: Niemiec?
    Polak, odpowiedział (nie wiem, czemu) przodek.

    Żydzi. Przeszli na chrześcijaństwo gdzieś w połowie wieku XIX. Wiem o nich najmniej. Prawdopodobnie mimo posługiwania się po równo polskim jak i niemieckim do końca monarchii byli patriotami Monarchii Habsburskiej.

    Jest sprawą oczywistą, że w 1918 roku większość ludności rozpadających się Imperiów posiadała już jednoznaczną świadomość narodową. Istniała jednak żywa mniejszość, która i sama nie chciała jednoznacznej identyfikacji i przez innych nie była do wspólnot narodowych przyjmowana. Nam się udało na tyle, że już w czasie okupacji kłopotów wielkich nie było. Chwilowe zaloty Niemieckie potem zwykły los Polskich inteligentów. Na szczęście Żydowskość udało się przemilczeć i zataić

    …………………………………………
    I jeszcze Celcie ciekawostka o Galicyjskich Niemcach (czy Niemcach?)
    W pierwszej połowie XIX wieku starostą sanockim był Jan Jerzy Ostermann baron de Ostermann.
    W 1831 roku jego dwaj synowie walczyli po polskiej stronie w wojnie Polsko – Rosyjskiej. Jeden z nich poległ.
    Sam starosta spoczywa na cmentarzu łyczakowskim. Na tablicy napis w języku Węgierskim.
    …………………………

    Jako że Torlin zna język ośmielam się umieścić hymn Galicyjskich Niemców:

    So war es Gottes Rat und Schluß,
    so war’s des Schicksals Wille;
    es zogen aus mit schwerem Fuß
    die Väter ernst und stille;
    sie zogen in das Ost-Grenz-Land,
    nach Polens fernen Marken,
    zu baun das Land mit starker Hand,
    mit Pflug und Eisenharken.

    Mit deutscher Kraft und deutschem Fleiß
    ward unser Heim errungen;
    wir hegen’s treu um jeden Preis,
    von keiner Not bezwungen.
    Wir halten fest mit deutscher Treu
    das Erbgut unsrer Ahnen,
    in unsren Herzen lebt stets neu
    der deutschen Mutter Mahnen.

    Und deutsche Lehre, deutsches Recht,
    den guten deutschen Glauben,
    die deutsche Sitte schlicht und echt
    soll keine Macht uns rauben!
    Aus unsrer Kinder Augenblau,
    aus unsrer Mütter Lehren
    kommt Trost und Kraft im Wettergrau,
    gilt’s neuer Not zu wehren.

    So wollen wir nach Gottes Rat
    es treulich weiter halten
    und tapfer stets mit deutscher Tat
    der Väter Gut verwalten!
    Der deutsche Pflug, die deutsche Art,
    die sollen nimmer rosten;
    wir halten aus, in Treu geschart,
    als deutscher Stamm im Osten!

    Anton August Raff

  9. PAK-u!
    „Inna Słowacja i inna Polska”. Dawno już nie wędrowałem po Słowacji. Ale kiedy to robiłem za czasów Gierka, w społeczeństwie słowackim, szczególnie tym uboższym i na prowincji, utrzymywało się wtedy uwielbienie dla Jozefa Tiso. Było ono podobne do uczuć powojennych Włochów do Duce: „Panie, wtedy to był porządek”.
    —————-
    Edwarze!
    Co do tych miast – masz rację. Ja nie mam możliwości sprawdzania absolutnie wszystkiego, będę to robił na emeryturze, Przeczytałem, że wojska słowackie doszły do linii Gorlice – Krosno – Jasło – Sanok i zrozumiałem, że to oni zajęli te miejscowości. Ale po wejściu do historii tych miejscowości okazało się, że to zrobili Niemcy.
    Znalazłem wspaniały tekst na interesujący nas temat, naprawdę warto przeczytać:
    http://histmag.org/Wegierski-rewizjonizm-terytorialny-przed-i-w-trakcie-II-wojny-swiatowej-3309
    A w tym tekście jest znakomita anegdotka:
    „W południowej Ameryce, na jakimś bankiecie, dwaj panowie, siedzący obok siebie przy stole, zawierają znajomość. Bardzo sobie nawzajem przypadli do gustu. Nie znają jednak ani swych narodowości, ani nazwisk.
    – A szanowny pan jaki tu kraj reprezentuje? – pyta przedstawiciel Urugwaju.
    – Węgry panie kolego.
    – Węgry, Węgry… – zastanawia się Amerykanin. – Przepraszam kolegę, ale zapomniałem, gdzie ten kraj leży, w Europie czy Azji?
    – W Europie – wyjaśnia oburzony Węgier.
    – Ach, tak, tak, prawda to jeden z krajów słowiańskich.
    – Ależ nie, my pochodzimy od Hunów.
    – Od Hunów i w Europie… to bardzo dziwne. A jaka jest forma ustrojowa Węgier?
    – Jesteśmy Królestwem.
    – Ach tak, a czy wolno mi zapytać, jakie imię nosi obecny król?
    – My nie mamy króla. Węgrami rządzi regent, admirał Horthy.
    – Ach admirał, to musicie mieć potężna flotę?
    – Nie, floty nie mamy, mój kraj bowiem nie posiada wybrzeża morskiego.
    – Cóż za dziwny kraj: Królestwo bez króla, admirał bez floty, a czy macie państwo jakieś pretensje terytorialne?
    – O tak, w stosunku do Rumunii i Jugosławii.
    – To prowadzicie walkę od razu z dwoma państwami?
    – Ależ nie, bynajmniej, wcale z nimi nie walczymy, wręcz przeciwnie, ramię przy ramieniu bijemy się z Rosją Sowiecką.
    – To w stosunku do Rosji macie pretensje terytorialne?
    – Nie, żadnych.
    – Panie kolego, obawiam się, że albo już oszalałem, albo mi to grozi. Przestańmy mówić o Węgrzech”.
    —————
    Celcie!
    Miło mi, że Ci się podoba mój blog. A jeżeli będziesz mógł, to wypraw się na Węgry, cudowny Budapeszt, a później pojedź nad Balaton, wspaniale krajobrazy, słońce, woda, owoce, wino i wspaniałe żarcie.

  10. Ciekawe jakby tę anegdotę rozwinął Mistrz Wachmistrza prof. Wacław Felczak.

  11. Musimy poczekać na Wachmistrza na Jego powrót z nart. Żeby się nam tylko nie zabił na jakimś stoku… 😉

  12. (Nie)ciekawe towarzystwo na tym balkonie.
    Mnie jednak zainteresował tłum ludzi, którzy idą chodnikiem – tak jakby nie zwracali żadnej uwagi na tych bandytów.

  13. „Rozumiem, że wymordował kilka tysięcy Serbów, ale taka kara…” Rozczuliło mnie to zdanie. Dobrze, że nie byłam wówczas osobą tam władną, bo pal byłby ulgą po torturach 😉

  14. Aśka!
    Czy mnie się wydaje, że jesteśmy w cywilizowanej Europie, i Kodeks Hammurabiego u nas nie obowiązuje?
    ————
    Stasiu!
    Masz rację. A może wpuszczali za przepustkami? 😉

  15. Znowu czepiam się szczegółu:

    Balkon, na którym prezentują się notable, głównie jego usytuowanie w stosunku do fasady, podpowiada mi, że nie jest to dawny Sejm Krajowy późniejsza siedziba Uniwersytetu Jana Kazimierza.
    To raczej Gmach Namiestnictwa w II RP siedziba Urzędu Wojewódzkiego.
    …………………

    Pan Stanisław Błaszczyna (Pan, bo anonimowi nie wypada tykać osoby nieanonimowej) zainteresował się obojętnym tłumem (?). To chyba nie tłum, to raczej zwykli przechodnie nawet nie świąteczni (1 sierpień 1941 to piątek). Frank i jego goście „rzucają okiem na życie codzienne miasta”.

    To dopiero początek obecności Niemców we Lwowie. Jest, co prawda już po dwu falach pogromów ludności Żydowskiej, miesiąc temu zabito profesorów.
    Mimo tego zarówno przeciętnym Ukraińcom jak i Polakom może się wydawać, że znaleźli się w mniej złej niewoli. Jeszcze nie nastąpiła pełna wymiana informacji o tym, co dzieje się za Sanem. Tłum Polsko Ukraiński myślał, że to głównie o Żydów idzie.

    Zresztą do roku 1941, do inwazji na CCCP hitleryzm dopiero dopędzał bolszewizm w nasileniu i rozmiarach terroru, mieszkańcy Lwowa nie znali rozmiarów wysiedleń z ziem włączonych do Reichu.

    Miotanie się pomiędzy złem niniejszym a większym?

    Kilka lat temu będąc przejazdem w Rymanowie uczestniczyłem w „Marszu Żywych”. W rocznicę wywiezienia Żydowskich mieszkańców do Bełżca miasteczko to organizuje (nie wiem czy nadal) upamiętniający te tragedie marsz i spotkania z potomkami Rymanowskich Żydów z Izraela.

    Oto, czego się tam dowiedziałem.

    W 1939 hitlerowcy w porozumieniu z Sowietami dokonali przesiedlenia części Żydów z Rymanowa za San. Już do zimy 39/40 znaczna część z nich wróciła do Rymanowa przerażona rzeczywistością sowiecką. Teraz wiemy, że ich szanse przeżycia gdyby nie powrót były duże. Może wielu w 1941 udałoby się uciec dalej na wschód. Tego jednak jesienią 39 nie wiedzieli.

  16. Wspaniałe masz te komentarze Edwarze, czuję się przy Tobie taki trochę niedoinformowany, jakbym za mało wiedział 😉

  17. Zapewne przesadziłem nieco w recenzowaniu. Wybacz.

    Sprawa jest w tym szczególnym wypadku dosyć prosta. Ja sam i moi najbliżsi to Kraków. Jednak historia rodziny (różnych jej gałęzi) rozwleczona jest pomiędzy Krakowem a Lwowem. Dziadkowie, rodzice „Wujkowie” i „ciotki” i ci rodzeni i ci przyszywani żyli, uczyli się i umierali w obu miastach a także pomiędzy nimi. Żyli tam od wieków(?).

    Gdzieś tam jest moja ojczyzna i z tej racji mogę wiedzieć o niej relatywnie wiele, ale nie zawsze jest to wiedza pewna.. Na dodatek gdzieś niedaleko kolei transwersalnej mam od paru lat mój Polski letni dom.

    Wiem, że nie wiem tyle, co Ty o Warszawie, choć z wielu przyczyn jest mi bliskim miastem. Mam w mojej Warszawie luki nie do odrobienia i co najwyżej mogę być przyszywanym warszawianinem. Pewne informacje zbiera się mimo woli i bez wysiłku z racji urodzenia i dojrzewania tam a nie gdzie indziej.

    Mam jak wiesz więcej czasu niż Ty, mogę uważnie przyglądać się temu, co piszą inni i bawić w drażniące autora recenzje, których nie traktuję, jako złośliwości.

    Zresztą nie jestem pewien tego balkonu. Namiestnictwo to tylko przypuszczenie.

  18. @dana1:

    Piękną masz historię rodzinną 🙂 Dziękuję, że się tym podzieliłeś… Ja o swojej rodzinie wiem tylko tyle, że mamy dwie gałęzie, z czego jedna wywodzi się z XIX-wiecznej Austrii.

    @Torlinie:

    Jeżeli kiedyś znajdę się na Węgrzech, być może dane mi będzie zwiedzić te miejsca. Wtedy w 2008, mieliśmy jechać właśnie nad Balaton, wujek zorganizował nam wycieczkę. Ale wszystko przepadło.

  19. Musisz pojechać koniecznie, to nie jest daleko, a wrażenia są kolosalne. Ja lubię Węgry i Węgrów.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: