Napisane przez: torlin | 26/02/2014

Dobro Torlina

maniacy komputerowiZdjęcie STĄD

Przypominam, dobro Veblena to jest taka przedziwna zasada w ekonomii, że są dobra luksusowe, na które popyt po zwiększeniu ceny rośnie, a nie spada, tak jak to powinno być. To on właśnie Thorstein Veblen pierwszy opisał przypadki zwiększenia się w Stanach Zjednoczonych na przełomie XIX i XX w. popytu na dobra luksusowe po zwiększeniu ich ceny; nowobogaccy, milionerzy w pierwszym pokoleniu, aby podkreślić swój prestiż i pozycję społeczną kupowali coraz droższe dobra, niedostępne dla większości społeczeństwa; dzisiaj nazywamy to efektem snoba. Ten sam Veblen określił ludzi kierujących się w swym postępowaniu względami pozaekonomicznymi i wyznających zasadę konsumpcji na pokaz – klasą próżniaczą; twierdził, że kieruje nimi pokazanie swojej potęgi finansowej, a nie zaspokojenie potrzeb.

Mnóstwo jest artykułów na temat nowej klasy próżniaczej we współczesnej Polsce. Na pęczki mamy nowych biznesmenów, którzy zarobili duże pieniądze (ja nie twierdzę, że je ukradli lub zdobyli je w sposób nieuczciwy), a teraz ostentacyjnie je rozrzucają, mając w pogardzie ludzi mniej majętnych. Bardzo fajnie pisze na ten temat Andrzej B. Izdebski w artykule „Stary próżniak z baedekerem” (do przeczytania TU – ja nie przepadam za „Racjonalistą, ale nie to, że tego nie czytam): „Porównania pokazują, iż nawet próżnowanie może być sztuką i przynosić jakieś społeczne korzyści. Prymitywni rodzimi nowobogaccy — z wręcz modelowymi przykładami Marka Dochnala czy też Andrzeja Pęczaka — udowadniają, że próżnowanie nawet najbogatszych Polaków przyjmuje formy dosyć banalne. „Oni” już wykształcili zaprzaństwo wobec własnego pochodzenia, lecz jeszcze brak im myśli na temat głębszych uroków życia, brak potrzeby pławienia się w toni kultury wysokiej, brak oczytania, ogłady i umiarkowania w trwonieniu pieniędzy. Ale dobrych manier — sposobu rozmowy, ubierania się i zachowania — ktoś takiego bogatego prostaka musiałby nauczyć, jak też ktoś musiałby rozbudzić w nim wyższe potrzeby. Najczęściej wynosi się to z domu i składają się na to wielopokoleniowe tradycje rodzinne. Wille, drogie knajpy i „Top Class”, „Pismo dla miłośników rzeczy pięknych i luksusowych”, to jeszcze nie wszystko. Pieniędzy można dorobić się szybko, a w okresie przemian jeszcze szybciej. Szlachetności nabywa się przez kilka pokoleń, a zrozumienia, że noblesse oblige przez kilkadziesiąt. Nawet wtedy, gdy język francuski zna się bardzo dobrze”. Troszeczkę się z autorem nie zgodzę, bo czasami wystarczy jedno pokolenie.

Ale ja nie o tym. Moja teoria jest trochę naciągana, ma mnóstwo dziur i jest zapewne w ogóle niespójna. Ale ja ogłaszam nową teorię; PRAWO TORLINA, które mówi, że kolejne unowocześnienie gadżetu współczesnego młodego człowieka: telefonu, komputera  czy aparatu fotograficznego, wprowadzenie nowego modelu, powoduje raptowny wzrost sprzedaży przy jednoczesnym wzroście cen. A zamiast klasy próżniaczej mamy KLASĘ MANIAKÓW, którzy bez tego już nie mogą żyć. Wystarczy, że wejdziemy do autobusu, w którym siedzi zawsze co najmniej jedna osoba rozmawiająca po 40 minut, godzinę z drugą osobą. Robienie miliardów zdjęć podczas wyjazdu turystycznego.

Ja jestem całkowicie za nowościami, ale nie rzucam się od razu na każdy nowy model, i staram się podejść do tego wszystkiego funkcjonalnie. Przyznam, że przemknęła mi przez myśl sprawa kupienia tabletu, ale doszedłem do wniosku, że jest on mi do niczego nie potrzebny.

Reklamy

Responses

  1. To ja, Jacku, nie o gadzetomanii, ale za to o nowobogackich. Jednakoz nie w kontekscie swojskiego ex-posla Peczaka (czy dobrze pamietam ze chcial miec w tej swojej full wypas furze koniecznie brazowe firanki?) tylko ex(?)-prezydenta Ukrainy. Jak chyba wiekszosc mieszkancow naszej czesci globu obejrzalem zdjecia z jego wypasionej rezydencji i, parafrazujac slynna teze Jerzego Pilcha o kapciach Saddama Husajna, powiadam: czlowiek gustujacy w takim wyposazeniu wnetrza nie mogl dobrze skonczyc! 😀

  2. myślę, że prymitywizm naszych bogackich wynika z ich przedziwnego przekonania, że skoro doszli do kasy będący prymitywami to czemuż mieliby się teraz „ugładzać”? Nie zmienia się konia, który wygrywa wyścig, czyż nie? 😉

    Oczywiście to nie jest tak, że wszyscy są prymitywami. Po prostu prymitywów dostrzegamy. Znam garść ludzi bardzo bogatych, ale np. jeżdżących dziesięcioletnimi samochodami (marki Skoda czy VV, wcale nie Bentley) a jak bys z nimi pogadał, to walnęliby Ci wykład o etyce, o wierze itd. Czasami aż trudno w to uwierzyć, ale prawda bywa właśnie taka dziwna.

    Dwa lata temu stwierdziłem, że nigdy nie będę potrzebował smartfona, skoro mam w pracy laptopa i komputer w domu. Pół roku później, kiedy zdarzyło mi się zgubić eksperymentalnie kupionego smartfona niemal z paniką w oczach biegłem aby kupić nowego. Komputerów swoich już nie liczę, po drodze pojawił się jakis tablet… i ciągle mało. Ogłaszam przy tej okazji Prawo Onibe: prędkość życia raz zwiększona wyklucza swobodne jej zmniejszanie. Z wyłączeniem śmierci i kalectwa. Howgh 😉

  3. Szymonie!
    Nigdy mi takie rezydencje nie pasowały, ani podobały. Ja nazwałbym ten styl jako „ruski”, to pokazuje również Putin w Kremlu, kapiące wszystko od złota. A Ty jesteś gadżetomaniakiem? Jednak założę się z Tobą, że Ty nie, ale Twoja córka już będzie miała to we krwi. Pzdr
    —————-
    Onibe!
    Bardzo podoba mi się Twoje prawo, masz rację. Ale chyba należałoby dodać: „do pewnego wieku”. Twoje prawo nierozerwalnie związane jest z młodością (taką młodością współczesną, przedłużoną np. do czterdziestki).

  4. Gadżeciarze byli i wcześniej. To zresztą ogólna zasada — część osób rzuca się na nowości, część jest sceptyczna. A reszta — gdzieś po środku.
    Twoja teoria, Torlinie, nie mówi najważniejszego — dlaczego nowości w pewnych kategoriach tak dobrze się sprzedają? Gdybyś to wiedział, to można by zarobić wielkie pieniądze 😉

  5. Gadzetomaniakiem nie jestem zapewne (choc sybaryta bywam), a co do corki… No, na tym etapie umilowanie przedmiotow szbytku ogranicza sie do pluszakow. Co dalej – czas pokaze 🙂
    PS. Tradycyjna architektura rosyjska wzorowana na Bizancjum a obecny styl „Nowych Ruskich” to jednak nie to samo. To tak jakby porownywac polski barok z Licheniem – nawiazania sa tu czytelne, ale dopiero wersja uwspolczensiona jest kiczem do potegi.

  6. Tablet bywa bardzo użyteczny, można czytać prasę, książki, oglądać filmy, przeglądać zdjęcia. Lżejszy od laptopa, dużo tańszy jeśli wybierzemy model pośledniejszego producenta.

  7. http://wyborcza.pl/1,75476,15525601,Wygraj_na_tronie__czyli_dlaczego_warto_kucac__a_nie.html
    Zdrowo albo nowocześnie?

  8. Wczoraj byłem tak zmęczony, że zdołałem tylko skopiować Torlina do Wujaszka.

    Co mnie zmęczyło?

    Ambicja mnie zmęczyła. Postanowiłem wrócić do biegania. W moim wieku!

    Cena:
    Połamanie fizyczne na cały dzień.

    Torliin pisze u siebie o próżności. Różne są jej odmiany często uzależnione od kontekstu.

    A było tak: Upuściłem w kawiarni smartfona. Już, (ale nie za szybko) chciałem go z podłogi podnieść i sprawdzić ewentualne szkody, gdy nagle uprzedziła mnie w tym dwudziestokilkuletnia czarnulka. Czarnulka była z tych, o których śpiewaliśmy w młodości:

    [i]Wrócę i wejdę na drzewo
    I zerwę kwiat pełen rosy
    I dam go mojej czarnulce
    Aby go wpięła we włosy![/i]

    Paweł L. to zna.

    Gdybyż to było w Skandynawii. Tam ten gest niemiałby podtekstu. Niczego tamtejsza blondynka farbowana na czarno nie musiałaby przełamywać.
    Ale tu? W post albo i w katolickim kontekście. Taki gest dziewczyny powinien znaczyć:

    [i]Zwróć na mnie wreszcie uwagę. Siedzisz tu godzinę i ani razu nie rzuciłeś mi długiego spojrzenia, na które bym ci odpowiedziała zerknięciem znad tabletu jak zza wachlarza prababci.[/i]

    Nagle uświadomiłem sobie jak się mylę. Jasnym się stało, że dziewczyna (kobieta) zareagowała na upadek mojego smartfona tak jak reaguje dobra wnuczka na wypadniecie szczęki z ust dziadka i to dziadka biedaka, którego nie stać na implantaty.

    Ona chciała pomóc staremu człowiekowi!

    Zaraz po powrocie pobiegłem. Biegłem i biegłem aż przestałem. Ból w wątrobie cholerny, w oczach ciemno.

    Nie wiem jak będzie dziś, bo wszystko boli a najbardziej przeraża mnie perspektywa wspinaczki na drzewo po kwiat pełen rosy.

  9. To jest PAK-u ciekawe pytanie. Podzieliłbym zachłanność na nowe produkty na przypadkowe i sterowane. Przypadkowe, jak sama nazwa wskazuje, nie są zaprogramowane, raptem coś wzbudza sensacje, jak „Józef z bagien”. Sterowane najczęściej dają rezultat: nowy program operacyjny, nowa książka o hobbitach, ale czasami można się przejechać, tak jak na nowym Windowsie. Mój syn, który jest informatykiem, ukuł swoje własne prawo, że należy kupować co drugi system operacyjny, bo co drugi jest dobry.
    ———————-
    Szymonie!
    Zaręczam Ci, że będzie. Wymusi to na niej społeczność nawet nie klasowa (ach, jak to pięknie zabrzmiało, jak z moich młodych lat), a przedszkolna. Moja wnuczka Zuzia chodzi na zajęcia przedprzedszkolne i tam już jest rywalizacja, kto ma ładniejszy plecak, spinki.
    ————-
    Co do Bizancjum i wnętrz putinowskich, pełna zgoda. To tak jak porównywać zamek Peles w Sinai

    zbudowany w stylu eklektycznym z domem Gargamela.
    —————–
    Oczywiście Woziwodo, że zależy to od konkretnych potrzeb człowieka. Książki lepiej się czyta na e-booku, a teraz są takie odwzorowujące książkę, że wzrok się nie męczy. Filmy lepiej się ogląda w telewizorze. No, może zdjęcia. Mnie tablet przydałby się jedynie w podróży, widziałem, jak Kaśka wyszukiwała informacje w Gruzji. Ale z drugiej strony chcę podczas urlopu troszeczkę odpocząć od komputera. Ze mną jest tylko taki kłopot, że ja laptopa używam jak normalnego komputera, siedzę przy biurku i piszę. Najbardziej tak lubię. W pracy mi nie wolno używać, tak że nie mam wielkich potrzeb poza domem.
    —————–
    Piotrusiu!
    Nie znoszę na Małysza!
    ——————
    Proponuję Edwarze:
    1. Nie rzucać smartfonami, aby zwrócić uwagę ślicznej czarnulki. Należałoby raczej opowiedzieć jej o przyjaźni w rozumieniu arystotelesowskim i tomaszowskim.
    2. Chór Czejanda najlepszy był w wykonaniu Wiktora Zborowskiego, Jacka Borkowskiego, Mariana Kociniaka i Mariana Opanii.
    3. Należałoby się zastanowić pod względem psychologicznym, dlaczego Dana dał Chór Czejanda, a nie Chór Dana. I czy nie należałoby tym faktem zainteresować odpowiednich służb 😉
    4. Biegać należy tylko tyle, na ile starczy sił i ochoty. Obciążenia należy stopniowo zwiększać. Nie można przedobrzyć za pierwszym razem, bo można skazić sobie psychikę na resztę życia.
    5. Cud w rozumieniu Świętego Augustyna zaczerpnięty z Hemingwaya „Stary człowiek i może”.
    6. Wytnij różę, nie będziesz musiał się wspinać.

  10. ,, Ja jestem całkowicie za nowościami, ale nie rzucam się od razu na każdy nowy model, i staram się podejść do tego wszystkiego funkcjonalnie.”- pisze Torlin

    Funkcjonalność 🙂
    A co do gadżetów media kreują nowe trendy i pozorują wolność wyboru. (reklama)
    Człowiek przyjmuje wykreowane pragnienia i ulega iluzji wielości oraz oryginalności wyboru.
    A produkt spełnia tylko schematyzację i reprodukcję.
    W tej machinie o to chodzi by konsument nie odróżniał już swoich realnych potrzeb i wykreowanych i by jego potrzeby nie były nigdy spełnione.

    W zasadzie stacjonarnego komputera u mnie nikt już nie uruchamiał od kilku lat.

  11. @Torlinie,
    czytałem nie tak dawno „Tajne służby kapitalizmu”. Jest tam sporo o wyłapywaniu tendencji i mód, nim trafi na ich trop konkurencja. Tak jest często z reklamami (pamiętasz te reklamy telefonów z ‚wyprzą’? wtedy modne było wśród młodzieży skracanie słów…).
    Można w to włożyć pieniądze i wyłapać trend, choćby na powieść o spisku, mającym miejsce w renesansowej Italii.
    Ale największe sukcesy wydają się nie odzwierciedlać tak wyłapanych trendów… A trudno nazwać je przypadkowymi.

  12. z młodością to nie do końca tak. Ale faktycznie, obrazuje to trend 😉

  13. Patrząc na tę „businesswoman ” w ubikacji przypomniała mi się reklama papieru toaletowego w ubikacji. Tu przy tej całej elektronice, też nie dostrzegłam żadnej rolki papieru „Velvet” 😉
    Polecam reklamę tę, z prośbą o papier do Emmy 😆
    Bidetu też nie widzę , tak sobie myślę o tych dwóch muszlach w ubikacji dla dziennikarek na ostatniej olimpiadzie 😉
    (preferencje kulturowe użyciem wody zamiast papieru, to kraje arabskie. )
    Jeżeli chodzi o gadżety , to najlepsi są Azjaci. 😀
    Choć u nas też już lepiej , jak czytam powyżej w komentarzach. 😉

    Toaleta, która myje suszy i masuje 🙂 Tu link do całości —>http://gazetadom.pl/kalendarz_budowy/1,88692,4884251.html

    Bo jeszcze teraz muszę omijać panów, co to na mieście sikają do bramy. 😦

    W Holandii, blogerka pisała, że takie toalety są dla panów na ulicach, tak ,że nie muszą obsikiwać ścian budynków, dała nawet stosowne zdjęcia. 🙂

    „Deski sedesowe z funkcją bidetu, to jeszcze mało popularne u nas rozwiązanie, ale cenne – zwłaszcza, jeśli w naszej łazience brakuje miejsca na bidet, a nie chcemy z niego rezygnować. Co więcej, można je zamontować nawet w małej łazience – choćby w wynajmowanym mieszkaniu, a później zdemontować i zabrać do własnego. ”

    Ps. Ja korzystam z ubikacji, jak mnie ponagli, w kawiarniach. 😀

    Pa! 😆

  14. U.W.!
    Nie zrozumiałaś, ja nie mam stacjonarnego komputera, ale laptopa tak używam. Mam w domu swój gabinecik – bibliotekę, a tam biurko i kręcące się krzesełko. Laptop leży na biurku, a ja siedzę i czytam, odpisuję, sprawdzam.
    —————–
    PAK-u!
    Ale jest mnóstwo mód przypadkowych, takim wielkim jest SMS, któremu nikt nie dawał szans.
    Takie sztuczne podszywanie się pod młodzież ona od razu wychwytuje, moim zdaniem ta reklama nie miała szans. Zupełnie inaczej było z pierwszymi reklamami „Frugo”, były genialne i uwielbiane.
    ———–
    Onibe!
    nie wiedziałeś, że się mówi „ten trynd”? 😉
    ————-
    Julu!
    Muszę Ci powiedzieć, że mam w rodzinie informatyka, znającego osobiście Gatesa, który ma laptopa w ubikacji, ale na takiej ruchomej rączce. Nie siedzi jak ta na zdjęciu, to niewygodne.

  15. Komentarze umieszczone w blogu Edwara:
    ——————-
    ulotna_wiecznosc

    Torlinie zgadzam się z Twoim komentarzem:-)

    tylko kilka poprawek naniosę wynikających z mojego punktu widzenia:-)))

    2. A czemu nie Skaldowie?

    Z tym mi się nick Edwarda kojarzy 🙂

    4. Formę ruchu wybrać najlepiej taka jaką się lubi lub lubiło :-))
    Ja np mam dwa psy no i smycze i chcę nie chcę spacer być musi.
    Z kijkami nie lubię chodzić. Ani to nie zaszczeka ani łapy nie poda.

    5. Mamy ładną czarnulkę:

    6. No wiesz co Torlinie co do ostatniego veto taka wycięta to nie pachnie 🙂
    Ale żeby zaraz szukać na drzewie ? :-))
    ————————
    Komentarz Edwara
    U_w, Torlin

    Ad 2 i 3.

    Jesteś Torlinie doskonałym przykładem młodego człowieka, któremu przeszłość zlewa się w kłąb babcinej włóczki splątany przez koty.

    Może nie jesteś skrajnym przypadkiem, ale słyszałem o takim młodzieńcu, który wywodził nazwę Centralnego Okręgu Przemysłowego do faktu ze Hutę Sędzimira zaplanowano u zbudowano niedaleko od Placu Centralnego w Nowej Hucie.

    Zaciera się Wam młodym różnica między Chórem Dana a Chórem Czejanda, miedzy COP a Planem Sześcioletnim. Sławojki stają się nieodróżnialne od baraków na Jelonkach.
    To naturalny proces. Dla młodzieńca takiego jak Ty czas dzielący Marysieńkę Sobieską od Walewskiej jest krótszy od oczekiwania na spóźniającą się narzeczoną.

    Ad 4.

    Ja kiedyś biegałem, ale bieganie czyniło mnie samotnym. Moi rówieśnicy kurczyli się w pomarszczonych staruszków a ja kwitłem jak kwiat magnolii.( Moja magnolia w PL już dwa razy zakwitła powtórnie jesienią) W końcu rówieśnicy zaczęli za mną nie nadążać mnie a może i unikać.

    Żal za tracona starością mnie ogarnął. Rozleniwiłem się.

    Ad 5

    Mnie, jako znanemu dyslektykowi ten żart musieli wyjaśniać koledzy kawa na ławę.

    Ad6

    Cierniem ukłóć kobietę? I to w głowę!

    Ad 1.

    Tu Torlinie nie wiedzą nawet gdzie leży Tomaszów, więc o tomaszowskiej przyjaźni trudno jest rozmawiać.

    Każda opowieść jest o tyle dobra o ile skrywa w sobie nieco inną historię. Smartfona upuściłem, bo interesowały się nami służby. Nami to znaczy Czarnulką i Mną. Czarnulka jest córką emerytowanego policjanta, którego miejscowi złośliwcy nazywają Comendador.

    Nazywają go tak, dlatego że są to ludzie oczytani i wiedzą jak nazwać takiego, który córki pilnuje tak jakby chciał ją koniecznie za doktora medycyny wydać.

    Czy śledzą ją koledzy tatusia czy prywatny detektyw, nie mnie wiedzieć. Tu kumoterstwo jest wszechogarniające. Ale żeby aż tak!

    Nie, to zapewne był prywatny detektyw.

    Ledwie Senorita przekazała mi mimiczny komunikat wymownie mówiący, że na kartelusiku ma dla mnie swój adres mailowy, kiedy wpadł mi w oko typowy agent. Człowiek ten siedział z tabletem jakoś, że przypomniałem sobie kryminalne lektury młodości.

    W lekturach tych opisano starą technikę obserwacji. Posługujący się tą techniką wycinali w płachtach gazet dziurkę i przez tę dziurkę niby to czytając doniesienia o zimnej wojnie podglądali kochanków albo wrogie wywiady.

    Wystarczy mała kamerka w tablecie by pozorny czytelnik lub gracz mógł obserwować zarówno dziwną grę nóg pod stolikiem jak i nagrywać ruchy ust, z których można potem odczytać głębokie tajemnice stanu.

    Ostrzegłem Senoritę sposobem podpatrzonym u Marcel Marceau. Potem smartfon wypadł mi z ręki. Adres mam…

    Przepraszam na chwilę. Ktoś puka.
    ——————–
    Mój komentarz
    1. Przyznaje szczerze, że szukałem w Internecie przymiotnika od „Tomasz z Akwinu” i stąd mój „tomaszowski”. Nawiązałem do „arystotelesowski”, a i dalej nie wiem, jak jest poprawnie. I nie kłuj mnie w oczy homonimią, bo niejedna w naszym języku.
    2. Z tą młodością to w ogóle nie wiem, o co Ci chodzi, rozróżniam COP od Placu Centralnego, I wiem, że placek i placyk to nie jest to samo. Ale jak powiem „lata”, to nie wiesz, czy mówię o latach gwiezdnych, czy „tego lata nie było pogody”. Albo „nad nami lata ptak”.
    3. Z Chórem Czejanda nawiązywałem do Twojego nicku.
    4. Ja chyba skończę, bo albo się kompromituję, albo jestem głupi. Dlaczego róża wręczona kobiecie ma powodować, że ona cierń będzie sobie wbijać w potylicę?
    Nie nadążam.

  16. Torlin,
    a co sądzisz o tym guście ?.. posiadłości opozycji na Ukrainie. 😀
    http://wiadomosci.wp.pl/gid,16431542,kat,1356,title,Tak-mieszkaja-liderzy-ukrainskiej-opozycji-zdjecia,galeria.html?ticaid=11247b

    Myśle , że duże pole do popisu dla ludzi pracujących w szeroko pojętym biznesie „dizajn”.

  17. Mnie to się Julu nie podoba, ale de gustibus…

  18. Torlin, prawda 😀
    Hmm, znowu ci podpadnę, bo to trochę podobne do posiadłości niektórych miliarderów z USA. Miliarderzy tak mają? … (sic)!
    Szkoda im pieniędzy na dekoratorów z gustem , albo ich nie słuchają. 😆
    Pa!

  19. Podpadniesz mi, bo masz obsesję amerykańską. Zaręczam Ci, że bogacze z Indii, Brazylii, Meksyku, Polski, Rosji czy Kazachstanu są tacy sami. Albo bezguście, albo zrobione z takim gustem, że właściciel najczęściej męczy się ze swoją posiadłością.

  20. @Torlin,
    No tak – ja nie przeczę, tyle ,że my np. nie wzorujemy się nie Hindusach -Bollywood, tylko na Amerykanach Hollywood. 😆
    Za-parafrazuje piosenkę Kuby Sienkiewicza 🙂
    „To słychać, widać i czuć „. 😉

  21. pawellubonski

    2014/02/28 09:37:55

    Z całym szacunkiem, wydziwianie na brak gustu u bogaczy pachnie mi leczeniem kompleksów. Mnie, panie dzieju, nie stać na to wszystko, ale za to mam dobry gust i wykwintne maniery, a tamci to prostacy.
    Podejrzewam, że dobry gust w znikomym stopniu koreluje z rozmiarami posiadanego majątku.
    A co do gadżetów. Ja jestem zupełnym dinozaurem. Nie mam nie to że smartfona, ale nawet zwykłej komórki, tableta ani laptopa. Ani konta na Facebooku. Tylko jeden komputer stacjonarny, dość stary (chyba będę musiał niedługo zmienić), który służy mi niemal wyłącznie do pracy. No i jeszcze do zaglądania na blogi Edwara i Torlina. Książki czytam papierowe, prasę przeważnie też, filmy najchętniej oglądam w kinie.
    Nie jest to żadna manifestacja. Nie mam nic przeciwko nowościom. Po prostu nie odczuwam potrzeby ich posiadania i nie widzę potrzeby zmieniania przyzwyczajeń, tylko dlatego, że coś jest modne czy „nowoczesne”.

  22. Jeszcze o ewentualnym braku gust u współczesnych Trymalchionów.

    Będę nadużywał słowa „ewentualnie” bo brzydota to określenie mocno subiektywne.

    Na co dzień nie często jak sądzę bywalcy tego blogu wizytują ludzi naprawdę bogatych. Przez naprawdę bogatych rozumiem nie wyższą warstwę klasy średniej, nie mówię o niższej warstwie klasy wyższej, ale o wyższej wyższej.
    Przeżywanie ewentualnego paskudztwa rezydencji bogaczy jest dla większości przygodą. Przygodzie towarzyszy ekscytacja, napięcie. Szlachcic gołota w rezydencji jakiegoś Panie Kochanku doznaje silnych emocji.

    Obserwowanie brzydoty tworzonej ewentualnie przez klasę średnią i klasę uboższą jest codziennością. Tak zwany szary człowiek tworzy brzydotę w podwójnym rozumieniu. Tworzy ją na własnej prywatnej przestrzeniu, we wnętrzach mieszkań czy willi, paskudzi kilku arowe działki, paskudzi w naturze letnimi domkami. Tworzy ją także, jako samorządowy polityk czy funkcjonariusz paskudząc przestrzeń publiczną. Ci nasi wybrańcy to przecież nie bogacze. Podstawowa wiec masa paskudztwa nie jest tworem miliarderów czy bogatszych milionerów.

    Swoja drogą dzięki telewizji i serialom z życia wyższych sfer gniew chudopachołka estety jest kanalizowany w wentyl bezpieczeństwa.

    Bo pomyślmy:
    Gdyby tak sąsiadka estetka cisnęła się na sąsiadkę pozbawioną smaku. Gdyby zaczęła jej wymyślać, że paskudzi widok z łazienki. Gdyby Pan mierniczy zwymyślał sąsiada laryngologa za banalność jego dworkowej rezydencji.

    Ile pyskówek, ile rękoczynów, ile może nawet i zbrodni. Wzdęte kotły parowe miały kiedyś bezpiecznie skierowane ku górze ujście zaworów bezpieczeństwa. Ba miewały uroczy buntowniczy gwizdek. Mam takiego znajomka, który taką maszynę postawił w ogrodzie. Wydaje mi się, że ta aranżacja nie szpeci zbytnio ogrodu.
    ………………………………………………….

    Smartfona mam, bo łączy ważne dla mnie funkcje telefonu i GPS. Mam w nim także mapy Nokia, które ułatwiają mi poruszanie się po nieznanych miastach a nawet po tych kiedyś znanych jak własna kieszeń. Po latach bywa, że nawet w Krakowie czy w Warszawie znacznie już odmienionych pytam smartfona o nowy szlak komunikacyjny czy o nowe osiedle. Stare płachty map i planów miast wspominam ze zgrozą.
    Mam także czytnik elektronicznych książek. Bardzo miłe to urządzenie, bo większość książek dziś wydawanych jest ciężka, gruba, z zatem niewygodna w czytaniu. Czytnik jest lekki i mogę w nim nosić dużą bibliotekę.

  23. http://www.polskieradio.pl/9/313/Artykul/836689,Barbara-Wlodarczyk-wyjasnia-dlaczego-Nie-ma-jednej-Rosji

    ,, Rosja jest największym terytorialnie krajem świata i różnice pomiędzy jej obszarami są ogromne. Na potwierdzenie tej tezy przytacza swoją rozmowę ( Barbara Włodarczyk)z leśniczym w tajdze nad Bajkałem.
    – Niby stróż przyrody, a jak się okazało jeden z większych kłusowników, który poluje na sobole, choć są pod ochroną. Za jedną skórę Rosjanie płacą mu 1000 rubli, czyli 100 złotych. A ja w Moskwie na targach milionerów widziałam sobolowe futro za pół miliona dolarów! Kiedy mu o tym powiedziałam, to złapał się za głowę i powiedział: „Barbara, u nas we wsi zimą co druga baba w takim futrze chodzi”

  24. pawellubonski

    2014/02/28 13:07:28

    Edwarze,

    A ja znacznie pewniej się czuję w obcym mieście z płachtą planu niż z malutkim ekranikiem smartfona, na którym albo widać szczegółowo mały wycinek terenu, albo niewiele co widać. Kwestia nawyków.
    Z GPS nie korzystam, także w górach. W tym przypadku gra we mnie duma starego przewodnika, który nie potrzebuje sztucznych ułatwień, by orientować się w terenie. Z tej samej motywacji zresztą unikam pytania o drogę miejscowych.
    Co do książek, to pewnie kwestia trybu życia. Praktycznie nie bywam poza domem jednorazowo dłużej niż dwa, najwyżej trzy tygodnie i podczas wyjazdów nie mam zbyt wiele czasu na lekturę. Jedną lub dwie książki mogę ze sobą dźwigać.

    Śmieszę mnie natomiast młodzi ludzie, dla których rzeczywistość poza siecią jakby nie istniała. Oto dwie zabawne historyjki z życia.
    Niedawno byłem z grupą znajomych w obcym, niedużym mieście. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że trzeba coś przekąsić. Parę minut wcześniej mijaliśmy sympatyczną pizzerię. Mimo to wszyscy rzucili się w poszukiwaniu gastronomii do smartfonów. Po dłuższym przeszukiwaniu sieci i nieco krótszej wędrówce ulicami doszliśmy do wybranego przybytku, ale okazało się, że jest nieczynny czy wręcz zlikwidowany. Skończyło się na pizzerii.
    Inny znajomy jechał samochodem do niewielkiej miejscowości i tak bezmyślnie kierował się wskazówkami nawigatora, że wylądował we wsi noszącej, owszem, taką samą nazwę, ale położonej o ponad sto kilometrów od tej właściwej.

  25. Pawle

    Ja czytam leżąc. Spróbuj wziąć na sofę albo do łóżka Anne Applebaum.
    648 stron „Za żelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944-1956”

  26. @tablet…
    Uhm. Mam trochę jak dana1 — „smartfon” (mało smart, ale niech będzie — mapy z GPSem niedokładnym ma, odbiera mejle, czasem pozwala sprawdzić pogodę przez internet za bliską granicą) się przydaje. Tablet… kiedyś kupiłem tani do czytania książek. Owszem, używałem. Nawet parę filmów obejrzałem. (Nawiasem mówiąc — dość popularne urządzenie do oglądania seriali w środkach komunikacji publicznej.) Ale gdy poznałem prawdziwy czytnik, tablet poszedł w kąt. To znaczy — ma zalety, ale jeśli skupia się na jednej własności, to urządzenie specjalizowane jest lepsze. Czytnik zaś to fajna rzecz, choć do standard wydawania książek elektronicznych jest różny.
    Ba! Bardzo fajna rzecz! Chyba więcej czytam na czytniku niż papierze.
    Wracając do różnic podejścia do gadżetów — ludzkość się różni, jak punkty na krzywej Gaussa 😉 I bardzo dobrze — nieliczni entuzjaści testują technologie dla milionów 🙂 a nawet miliardów 😛

  27. W temacie elektronicznych gadżetów mam podejście podobne do Pawła. Czasami syn zapyta dyskretnie do której grupy inwalidzkiej zostałem zakwalifikowany. Mam świadomość, że brak potrzeb w zakresie nowoczesnych technologii jest objawem kalectwa – ale bez nich jestem szczęśliwszy.
    Oglądając w tv upadki kolejnych dyktatorów odnoszę wrażenie, że ich rezydencje są urzadzane specjalnie pod wyobraźnię rewolucyjnej tłuszczy.
    Chyba, że sam kacyk jest nieodrodnym synem własnego motłochu i spełnia motłochowe marzenia w makro skali.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: