Napisane przez: torlin | 03/05/2014

Felieton pierwszy (bo trudno go nazwać esejem)

Latający potwór spaghettiRysunek STĄD

Znajomym mówię, że się nawróciłem. Po latach. Stałem się człowiekiem wierzącym. Ale nie w starych bogów, od Zeusa i Ra poczynając, a na Chrystusie i Allachu skończywszy. Ja wierzę w istnienie Latającego Potwora Spaghetti. Podobają mi się argumenty przedstawiane przez współwyznawców, że wszyscy pierwsi miłośnicy nowej religii byli ludźmi prześladowanymi, dobrze, że nie rzucają nas lwom na pożarcie. W pewnym wywiadzie minister cyfryzacji powiedział, że nowa religia jest głupia i niepoważna, na to redaktor Żakowski odparł, że na temat religii chrześcijańskiej takie samo zdanie miał Sanhedryn. Chcemy, aby nowa religia miała powieszony swój znak w Sejmie, i pragniemy, aby w szkołach począwszy od pierwszej klasy uczono jej zasad.

Powiecie – pomarańczowa alternatywa. Na pewno macie rację. Ale nie możecie sobie wyobrazić jako osoby generalnie wierzące w Jezusa Chrystusa, jak ciężko w Polsce jest być osobą niewierzącą. Oczywiście lwy się mną nie pasą, ani mnie z pracy nie wyrzucają. Ale jesteśmy w XXI wieku, a ja muszę ukrywać swój ateizm przed wnuczką, bo w szkole się dowiedzą. Moja najstarsza wnuczka chodzi po podstawówki, w zeszłym roku chodziła do zerówki. Według planu pierwotnego miała mieć jedną godzinę religii i dwie Wuefu. Wystarczyła jedna wizyta proboszcza z kościoła, leżącego faktycznie dokładnie naprzeciwko szkoły, po drugiej strony malutkiej uliczki, aby były dwie godziny religii, a jedna zajęć sportowych. Na moje pytanie, dlaczego lekcje religii w tygodniu są jako drugie i trzecie, gdy zgodnie z konkordatem miały być pierwsze lub ostatnie, dyrektorka ponoć stwierdziła, że taki jest grafik. Ponoć, bo zostałem bardzo emocjonalnie poproszony, abym się nie wtrącał, bo wnuczka nie będzie miała życia w szkole.

Następna wnuczka chodzi do przedszkola. Jej Pani jest zakonnicą, w związku z tym moja malutka maluje Świętego Kazimierza kredkami zamiast lakę Barbie. Najlepsze prace są wywieszane na korytarzu, gdzie nie można dostrzec ani jednego rysunku świeckiego. Po tym względem się nie boję, bo sam jestem po przedszkolu przy siostrach zakonnych, i mnie nie zdołały przerobić. Ale mnie męczy cały czas jedna sprawa, dlaczego w Polsce dalej nie można mówić na ten temat. Szczególnie w małych ośrodkach trzeba milczeć, bo co ludzie powiedzą. Wszechobecna komunia, ile osób niewierzących uczestniczy w tej ceremonii na zasadzie świętego spokoju.

To samo dotyczy polityków. Dla mnie klęczący Tusk czy Komorowski, występujący jako premier i prezydent jest gwałtem na mojej duszy. Oni mają prawo wierzyć, ale jako osoby prywatne, nie powinni uzewnętrzniać swoich przekonań religijnych, pełniąc wysokie funkcje państwowe. Ci wędrujący policjanci w mundurach, polska armia, dla mnie to jest skandal. Powtarzam, jako osoby prywatne – bardzo proszę, nie widzę przeciwwskazań. Ale nie jako służby utrzymywane z podatków wszystkich Polaków.

Ludzie związani z religią w Polsce, szczególnie dotyczy to prawej strony, uniemożliwiają ludziom żyć według własnych wzorców, narzucają im swój punkt widzenia. Pisałem o tym wielokrotnie, chyba nie ma sensu powtarzać się. Ale tak jak u Korwina lubię połowę jego teorii, tak drugiej połowy nienawidzę. I szczerze mówiąc nie rozumiem tej mieszanki. Z jednej strony przyklaskuję ograniczeniom dawanym Państwu (a raczej tego Państwa urzędnikom), z drugiej nie mogę zrozumieć poglądów Janusza na temat aborcji.

Jeżeli chodzi o Państwo, całkowicie się zgadzam. Urzędnicy powinni wycofać się z regulowania wszystkiego, co znajdą na swej drodze, a zostawić wolną wolę poszczególnemu obywatelowi z jednym wyjątkiem, gdy jego czyn nie dotknie osób trzecich. Właśnie to ograniczenie spowodowało, że nie jestem za dobrowolnym OC, bo osoba poszkodowana musi dostać w razie czego rentę. Ale w pozostałych wypadkach? Chcesz jeździć bez pasów – proszę Cię bardzo. Dopłacasz  tylko za pobyt w szpitalu. Chcesz uczestniczyć w nielegalnych wyścigach, wszyscy obecni się na to zgadzają, policja i nikt inny ma się nie wtrącać. W porządku, podpisujesz papierek i sobie jeździsz. Ale jak będziesz leżał w kałuży krwi, to nie przychodź do Państwa o pomoc. Tylko że wtedy matka będzie klęła, że syn umiera, a nikt mu nie pomoże, takie państwo. Nie chcesz dawać swojej pociechy do szkoły? Proszę cię bardzo. Tylko zasiłku już nie dostaniesz.

Trzeba zacząć ludzi uczyć odpowiedzialności. Za swoje czyny, za swoją rodzinę, za podjęte decyzje. W tej miękkości życiowej duży udział ma chrześcijaństwo (ale nie tylko, identyczny jest islam). Bogactwo nie jest dobrze widziane, niedawanie bakszyszu jest skandalem, brak empatii uważane jest za skostnienie serca równe chorobie umysłowej.  Są ludzie biedni, nieszczęśliwi, wielodzietni, należy jak Święty Franciszek rozdać wszystkim swój majątek. Tylko trzeba powiedzieć obdarowywanym, że to nie jest na wódkę. I wierzyć im, że kupią jedzenie dla dzieci. Czuję dyskomfort, gdy słyszę z ust Kościoła, że trzeba pomagać osobom wielodzietnym, bo one są biedne i nie mają za co utrzymać rodziny. Jak się pytam, to po co rodzili tyle dzieci, to usłyszę, że prezerwatywy są niemoralne, środki antykoncepcyjne tyż, że nie wspomnę o aborcji.

Czy jestem człowiekiem bez serca? Nie lubię ludzi rozczulających się nad sobą, lubię ludzi walczących. Dlatego tak mi jest miło patrzeć na swoje otoczenie, jak ta młodzież walczy o istnienie. Oddaje swoje życie prywatne celem osiągnięcia sukcesu, który wcale nie musi przyjść. Ale nie poddają się, ryzykują wiele, ale ja ściskam kciuki i wierzę, że przyszłość należy do ludzi z energią.

—————————————-

Dla mnie wiara w Boga jest pewnego rodzaju ucieczką od rzeczywistości. Coś idzie nie tak? To On jest winien. Wszystko źle poukładał. Narobił takiego zamieszania. To nie ja to zrobiłem. Taki i ów myśli – ja nie jestem winien, że moje życie przebiegło tak a nie inaczej. Bo z góry tak było przesądzone, tak Bóg chciał, a w ogóle Państwo o mnie nie dba, urodziłem się w takim środowisku, jak miałem uciec przed rzeczywistością. Wielu z Was zada mi w takim razie pytanie, to nikt tym nie rządzi? Nie ma żadnej siły, która to porządkuje? Panuje Wielki Chaos? Przypadek? Odpowiedź zapewne Was zdziwi – nie wiem. Jesteśmy cząstką Wszechświata i od początku życia mówiłem, że być może nasz Świat, w największych rozmiarach, jakie znam, jest atomem w szklance jakiegoś olbrzyma. Dlatego byłem tak strasznie zdziwiony i zaskoczony, gdy zobaczyłem końcówkę znakomitego w końcu filmu „Faceci w czerni”, który to pokazuje czarno na białym.

Można oczywiście zastanawiać się nad sprawami egzystencjalnymi. Przecież piszę o wolności jednostki, decydowaniu o sobie, kształtowaniu siebie. I zaraz po tym powinien pojawić się wątek tragiczny. Że człowiek przeżywa swoje istnienie, że zdaje sobie sprawę z własnej śmierci i że jego życie nie ma żadnego sensu. Na to miejsce – zdaniem Sartre’a – pojawia się trwoga. Sartre twierdzi poza tym, że człowiek czuje się obco w świecie, który nie ma sensu. I po tym wszystkim pojawia się rozpacz. I to jest właśnie pewien sposób myślenia ludzi, którzy wprawdzie chcą być niewierzący,  ale ta wiara wychodzi z nich wszystkimi porami, jest we wszystkich komórkach, i tak jak chamstwo dzieciństwa wychodzi z jakiegoś człowieka, a kultura u niego okazuje się warstewką galwanicznej grubości, tak wiara w Boga wyłazi z większości ateistów. Ja nie czuję żadnej trwogi i rozpaczy egzystencjalnej.

Mój przyszywany wuj, o którym już tyle razy mówiłem, miał swoje powiedzenia, jednym z nich było: „Panie Boże, broń mnie przed moimi przyjaciółmi (sprzymierzeńcami), a z wrogami to ja już sam sobie dam radę”. I to jest prawda, patrząc na czołowych celebrytów ateizmu. Wstyd mi za nich, za Szczukę, która piszczącym głosem nieznoszącym sprzeciwu wszystkim przerywa, za Profesora robiącego happeningi nikomu niepotrzebne. Za Środę, która ma zawsze coś do powiedzenia, a w dłuższym okresie czasu (wiem, że to błąd językowy, ale go lubię) okazuje się to rzeczą nietrafioną. Jakiekolwiek rozmowy z ludźmi „bardzo” wierzącymi kończy się zawsze tym samym, dyskusją tego rodzaju, jak świat toczy z Putinem. na każde rozsądne powiedzenie druga strona pokazuje swoją demagogię w taki sposób, że nie można dyskutować. To jest tak, jak rozmowa naukowa pomiędzy zwolennikami teorii Darwina a zwolennikami kreacjonizmu.

Dlatego z taką rozkoszą intelektualną przyjąłem koncepcję Potwora Spaghetti. Na takie wydmuszki jak religia wszechświatowa, obejmująca wszystkimi mackami całe życie człowieka, jedyną prawidłową odpowiedzią jest pokazanie, na jakiej bzdurze oparte jest samo założenie religii. Że chowanie się za słowami, zasłanianie się „Wielką tajemnicą”  (skoro jest tajemnicą, to skąd to wiadomo?), pokazuje właśnie pustkę religii, z całym tym szablonem powiedzeń, gestów, czynności, powtarzalnych, oczekiwanych wabiących umysł jak mantra tybetańska. I jak powtórzymy setny raz „Zdrowaś Mario”, to poczujemy się lepiej, będziemy cząstką człowieczeństwa, w przeciwieństwie do tych małp, które w nic nie wierzą. A jak się spytam, czym się różni powiedzenie, że im jest mniej piratów, tym jest cieplej na Ziemi, od – że Duch Święty zapłodnił dziewicę i ona urodziła syna – to będzie mowa o mojej kpinie z religii.

Tak, bo moim zdaniem jest to jedyna droga. Paskudna, sam bym się starał z niej nie korzystać. Ale nie pozostawia mi się furtki. Trzeba rozprawić się przede wszystkim z przepisami III i IV RP, które umożliwiają wtłaczanie młodzieży tego rodzaju poglądów. Jesteśmy państwem demokratycznym i nikt nie może narzucić nam rozwiązań dla tylko pewnej grupy osób, nasze prawo rozróżnia na szczęście podmiotowość i przedmiotowość prawa. Skoro religie w Polsce cieszą się niesprawiedliwymi przywilejami, trzeba to ośmieszyć. Bo my jesteśmy pierwsi, a za nami pójdą następni. Bo wiara powinna być sprawą indywidualną danego człowieka. A Kościół na to – nie damy się zamknąć w zakrystii. Tylko czy ktoś chce go tam zamykać? Są przecież książki, filmy, gazety, czasopisma, strony internetowe, grupy tworzące się wielokrotnie ad hoc, nikt religiom ust nie zamyka. Ale przede wszystkim trzeba doprowadzić do sytuacji, gdy sprawy moralne poszczególnego człowieka zostaną pozostawione jego decyzji. Czy chce usunąć ciążę, popełnić samobójstwo, zastosować metodę in vitro, pójść do prostytutki, założyć prezerwatywę, poprosić o eutanazję – będzie to tylko i wyłącznie jego sprawa. Nie stanie przy nim cierpiącym człowiek, który powie – ja wiem, że jesteś człowiekiem niewierzącym, ale masz cierpieć, bo tak chciał Bóg, i nie masz prawa z nim walczyć, z jego decyzjami. Bo w takim razie zaczyna człowiek sobie zadawać pytanie, co z leczeniem chorych? Czy to nie jest naruszanie boskiego terytorium działania? Wchodzenie w jego pełnomocnictwo?

Kto będzie potrzebował Boga, to do niego trafi. Ale szczególnie prawo powinno być pozbawione całej religijnej otoczki. I o to walczę, i to jest od lat dla mnie najważniejsze. Na razie ukrywam się przed wnuczką. Gdzie są katakumby?

Advertisements

Responses

  1. Paru rozsądnych ludzi kościoła rzymskiego też widzi dysonans jakim było wprowadzenie religii do szkół.
    http://u.42.pl/2TF1

  2. Gdybym był cyniczny Woziwodo, tobym napisał, że cieszę się, że Kościół wprowadził religię do szkół. Najlepszy własny dentysta. Ale nie jestem.

  3. ” Ale jesteśmy w XXI wieku, a ja muszę ukrywać swój ateizm przed wnuczką, bo w szkole się dowiedzą.”
    – No i ja o to głównie winiłam Twojego guru premiera Mazowieckiego , o którego, bo śmiałam złe słowo o nim powiedzieć , bym została zlinczowana. (Niech sobie w spokoju śpi na tym ekskluzywnym cmentarzu w Laskach.u swoich zakonnic 🙂
    -Mam podobnie , czuje się , jakbym musiała ukrywać swoja tożsamość w Polsce. 😀
    Zauważyłam ,że dla spokoju , prawie wszystkie dzieci i wnuczki dawnych ateistów poznają słowo boże na religiach w publicznych szkołach w Polsce.
    -Za granicą, z tego co piszą blog-erki są szkółki przy kościołach i tam dzieci chodzą , jeżeli rodzice chcą , a nie muszą. 😆
    Ps.1

  4. Nie lękaj się Torlinie religii w szkołach, wszak to Jezuici skutecznie urzyźnili Glebę pod Oświecenie
    Co prawda przesolili na tyle, że dla ochłody trzeba było gilotyny.
    Przysłowie – mądrej głowie dość po słowie – mieści też słowa głupie.

  5. paradoks polega na tym, że praktycznie wszyscy jesteśmy ateistami, zarazem większość z nas kultywuje religię jako czyn społeczny. W moim mieście w niedzielę kościół jest pełen (chyba, bo nie zaglądam do środka). Auta parkują pareset metrów wokół. Gdyby wiara miała coś wspólnego z zabawą w kościół, to żylibyśmy już w raju.

  6. Jestem osobą wierzącą.
    Jako protest przeciwko temu co się wyprawia na pograniczu państwo-kościół przestałam być praktykującą.
    Pewnie już ze dwa lata.
    Uczestniczę tylko w nabożeństwie Bożego Ciała.

    Niestety mam podobne przemyślenia.
    Religie są skostniałe, nieprzystające nijak do tego czym współczesny człowiek żyje,
    Zaprzestano szukać: kim jest Bóg – wcale nie musi być taki, jak wyobrażano sobie 2 tys. lat temu.
    W ogóle sama definicja Boga- ten co stworzył świat.
    Ci co mogli stworzyć świat i zasady w nim rządzące, bo np. byli na wyższym znacznie szczeblu rozwoju, to kto to jest?

    Przecież to nie musi się ze sobą kłócić.
    Moim zdaniem nie można dosłownie rozumieć tekstu biblii, bo piszący ją wielu rzeczy nie rozumieli i upraszczali.
    Do tego dochodzą błędy tłumaczeń.

    Wiara przeciętnego Polaka bardziej przypomina wiarę w bożki, złote cielce.

    Temat – rzeka

  7. Jakąś dekadę temu zostałem osobą niewierzącą. Nie była to nagła decyzja, tylko raczej zakończenie dłuższego etapu w moim życiu, w którym stopniowo coraz więcej wątpliwości i pytań odsuwało mnie od wiary w boga (chrześcijańskiego). Przyjąłem wtedy prostą, ale chyba praktyczną zasadę: brak na coś dowodów, zatem to coś nie istnieje. Niestety z jej stosowaniem w innych dziedzinach nie było już tak łatwo. Otóż podobnie jak autor byłem też częściowym „korwinistą” (tj. ekonomicznym, nie światopoglądowym), wierzyłem w magiczną rękę wolnego rynku, złych urzędasów, groźne regulacje i bohaterskich przedsiębiorców uciskanych podatkami, a mimo to próbujących tworzyć miejsca pracy, że wolność działania powinna być ograniczona tylko sferą wolności drugiego człowieka. I dopiero kiedy nadszedł wielki kryzys, zainteresowałem się trochę sprawami ekonomicznymi i w wyniku kolejnego procesu pojawiających się wątpliwości i pytań, także opowieści Korwina wpadły u mnie do szuflady „brak dowodów”.

    Z perspektywy czasu wydaje mi się, że dosyć długi okres przez jaki trzymałem się religii i Korwina jest skutkiem tzw. efektu potwierdzania. Człowiek, zwłaszcza taki leniwy przypadek jak ja, nie ma w zwyczaju krytycznie podchodzić do swoich przekonań nabytych w przeszłości, raczej nakłada sobie coś w rodzaju filtru poznawczego: informacje zgadzające się z naszymi poglądami są łatwo zauważane, zapamiętywane i utwrwalają nasze przekonania, natomiast informacje je podważające, są zwykle puszczane mimo uszu.

    Takie moje trzy grosze. Wracam do lurkowania.

  8. A ja znam mieszkającego w PL szczęśliwego dziadka wolnomyśliciela!
    Mój znajomy kwitnie i korzysta z daru wolności.

    Jego synowa młodokatoliczka wzbrania swym dzieciom kontaktu z dziadkiem bezbożnikiem. Skutkiem tego mój znajomy uniknął losu większości Polskich dziadków. Nikt nie wymaga od niego by opiekował się wnuczętami.

    Opiekę nad nimi roztaczają rodzice synowej kiedyś rozsądne komuchy (ochrzcili córę u swych rodziców na wsi) a obecnie poważni i pobożni parafianie torujący sobie drogę do raju, który wyobrażają sobie, jako pozagrobowe spełnienie ludowej demokracji.

    I pomyśleć, że są tacy, którzy twierdzą, że konformizm popłaca.

  9. Blog będzie pracował na trochę innych zasadach niż dotychczas, mniej będzie moich komentarzy, cały felieton (czy esej) będę traktował jako całość mojej wypowiedzi. Witam Pacha, bo nie miałem chyba przyjemności gościć. I cieszę się z tego wpisu, bo jest podobny do moich przemyśleń.

  10. W 1990, kiedy jeszcze religia nie była oficjalnie wprowadzona do szkół, ale mogły już ją wprowadzić szkoły prywatne i społeczne, doszło na tym tle do potwornej awantury w szkole społecznej, którą wtedy współorganizowałem i zakładałem. Przepowiedziałem moim kolegom i koleżankom w zasadzie to wszystko, co się później znakomicie sprawdziło i w konsekwencji pozbyto się … nie, nie religii, tylko mnie:)) Marną pociechą było dla mnie, że naczelna oponentka i oberidiotka ćwierć wieku później została w mieście wiceprezydentem odpowiedzialnym za sprawy edukacji i zbłaźniła się publicznie tak, że już chyba gorzej nie można… Ale to pokazuje u nas jacy ludzie „robią” oświatę, a jakich się usuwa. I wszystko o czym piszesz jest następstwem tego serwilizmu, który większość z nas wynosi z domów, gdzie się uczy, by się z księdzem nie spierać…
    A poza tym to witamy w klubie:)) Klubie tych bezbożników, którym ciężko chodzić z podniesioną głową, bo na marnowanie czasu i energii na jakiekolwiek happeningi w rodzaju właśnie tego Potwora Spaghetti mnie nie namówisz… choć sposób, by wykazać absurdalność per analogiam jest rzeczywiście genialny:)
    Kłaniam nisko:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: