Napisane przez: torlin | 10/07/2014

Nosorożcowaty związek z przeszłością

nosorożec czarny

Zdjęcie STĄD – nosorożec czarny

Będę pisał teraz o wrażeniach. Nie wiem, czy Wy macie podobnie, ale ja w konkretnych sytuacjach życiowych mam pewne wrażenia historyczne, zupełnie jakbym żył przed laty. I nie mówię o tym, że jak się chodzi po Polu Grunwaldzkim, to się myśli o Jagielle. Opowiem Wam dzisiaj o swoich dualnych wrażeniach, a jedno jest związane m.in. z nosorożcem, a drugie z ogniskami. A później będzie mały dodatek.

Miałem kiedyś przed laty okazję dotknąć nosorożca, pomijając fakt, że ma delikatną skórę na pancerzach, czego człowiek w życiu by nie pomyślał, to czułem się tak, jakbym zobaczył przedpotopowy stwór, żywcem przeniesiony z Jury lub Kredy. To samo wrażenie miałem oglądając z bliska krokodyle. Czytając na temat starań światowych organizacji ekologicznych w ich walce o utrzymanie ginących gatunków, jestem pełen podziwu, że niektóre z nich, nie dość, że się je utrzymało przy życiu, ale jak czytam, np. nosorożce białe są teraz w pełnym rozkwicie. Patrząc na tego rodzaje gatunki jak nosorożce i krokodyle widzę oczami wyobraźni dżunglę pełną olbrzymich paproci, widłaków i skrzypów.

Ale o wiele silniejsze poczucie przeniesienia w czasie odczuwam podczas palenia liści na jesieni wieczorem w ogrodzie (błagam, dajcie spokój, czy wolno palić, czy nie!). Mój ogród graniczy z olbrzymim polem, nie widać stąd żadnych budynków, uwielbiam siedzieć na kłodzie drzewa i patrzeć na mgły jesienne snujące się nad polem, opary jak z bagien. I ten snujący się dymek z ogniska. I raptem przenoszę się do dawnej Słowiańszczyzny, w ogóle nie czuję, że mieszkam i żyję w XXI wieku, tylko o wiele, wiele dawniej. Uwielbiam to uczucie, wpadam w taki trans, że jakby sąsiad – rycerz Gniewosz nadjechał na swoim karym i zaprosił mnie na okowitę, tobym się nie zdziwił.

Już kiedyś na ten temat pisałem, że jestem dziwnym realistą z XXI wieku. Wierzę w najrozmaitsze pozazmysłowe działania, niezbadane przez ludzki umysł. Też pisałem, że jestem wspaniałym medium, raczej nadającym niż odbierającym. Muszę się pilnować, co myślę o danym człowieku, bo on to może odczytać. Miałem kiedyś swojego kumpla – przyjaciela na studiach, z którym popisywałem się przekazywaniem prostych myśli. Jurek wiedział, o czym pomyślałem i na głos odpowiadał. Pierwszy raz spotkało to nas, gdy na Puławskiej patrząc na jakąś wystawę pomyślałem sobie, że po cholerę my się tak włóczymy po ulicach, lepiej pójść do domu i zagrać w szachy. I wtedy Jurek odwrócił się do mnie, i powiedział: „Ja też bym zagrał”.

Kiedyś przed laty pewna dziewczyna pokazała mi wahadełko zrobione z obrączki na zwykłej nitce. Jak pierwszy raz zobaczyła moje umiejętności krzyknęła: „Ja się ciebie normalnie boję”. Od tego czasu przez kilka lat po prostu się wygłupiałem, popisywałem się np. pytaniem: „Czy ta dziewczyna ma na imię Beata?”, gdy ona miała na imię Barbara. I wszyscy przerażeni patrzyli, jak wahadełko zaprzecza. I każdy wpatrywał się w moje palce, czy ja przypadkiem nie kręcę tym wahadełkiem (a ja naprawdę nie kręcę). Przez wiele lat tym się nie zajmowałem. I byłem ostatnio w Białymstoku u pewnej ślicznej osóbki płci odmiennej i rozmowa zeszła właśnie na ten temat. Za nic nie chciała, abym jej pokazał swoje umiejętności, powiedziała, że się boi, ale za to dała mi książeczkę, którą kiedyś dostała w prezencie. Czytałem zachwycony. Okazało się, że wszelkie ruchy, gaszenia, pytania sam wymyśliłem, a one były zgodne z kanonem. Rozpoczęcie i kończenie przy pomocy gaszenia wahadełka w dłoni, pytania się wahadełka o odpowiednią długość sznurka czy linki, ja np. muszę gasić rękę poprzez uderzenie kilkakrotne w ścianę, bo czuję, jakbym miał coś złego w prawej dłoni. Moja szwagierka np. umie wyczuć dłońmi temperaturę ciała. Nie umie wysnuć z tego żadnych wniosków, ale przesuwając dłonią nad ciałem delikwenta potrafi powiedzieć, że ma podwyższoną temperaturę np. w okolicach żołądka czy kolana.

Muszę spróbować z wahadełkiem, bo może straciłem umiejętności. Torlin, ty żyjesz w XXI wieku? A w krasnoludki wierzysz?

Advertisements

Responses

  1. Tym razem zdjecie czarnego nosorozca. Tak naprawde nie sa one ani czarne ani biale. Tak naprawde barwy sa gdzies miedzy czarnym i bialym niezaleznie od nazwy. Tym bardziej, ze nosorozce lubia zazywac kapieli blotnej i czesto barwa, ktora widzimy nie ma nic wspolnego z naturalna barwa skory. Na dodatek bialy nosorozec przebywa na otwartych przestrzeniach zywiac sie trawa ( szeroki pysk jest stworozny do wlasnie do tego) i jest w pelnym sloncu , stad i wrazenie bieli. Czarny zas, bardziej plochliwy i nieufny, lubi przebywac wsrod krzewow i drzew, czesto w cieniu i przez to zdaje sie byc ciemnej barwy. Czy widzial ktos takiego naprawde malego nosorozca, dziecko, ktoremu rog jeszcze nie urosl? Trudno sobie wyobrazic, ze taki maly nososrozec jest rozbrykany i maly psiak.
    Ogolnie sytuacja z nosorozcami nie jest najlepsza. Lata odbudowy poglowia dzisiaj sa w zastraszajacym tempie niweczone. Poludnie Afryki bylo do niedawna dosyc bezpiecznym miejscem dla nosorozcow ( i nie tylko dla nosorozcow). Jednak wraz z tym jak zmniejszal sie stan poglowia na polnocy fala klusownicatwa przeniosla sie na poludnie. Obecnie w samej Poludniowej Afryce gina srednio dwa nosorozce dziennie i nic nie wskazuje by sytuacja odmienila sie na lepsze w najblizszym czasie. „Popularne”, w zastepstwie tygrysow, staja sie lwy. Ciekawe, ze nie bylo dotychczas „naporu” na slonie ale przewiduje sie, ze niedlugo i z tym bedzie problem.

    Tutaj teraz jest zima, pora absolutnej suszy i spontanicznych pozarow traw. Pytanie, czy wolno palic czy tez nie ( nie chodzi o papierosy oczywiscie), pozostaje rozwazaniem czysto teoretycznym, gdyz natura o to nie pyta. Czlowiek zas, by bronic sie przynajmniej czesciowo przed niekontrolowanymi pozarami wypala cale pasy – w zdluz drog, wzdluz granic farm itd., itp. Tak wiec zima kojarzy sie z powietrzem zamglonym dymami palacych sie traw i zapachem dymu.

    Pozdrawiam

  2. Bardzo Ci dziękuję za komentarz, naprawdę bardzo ciekawy. Jeszcze raz dzięki.

  3. Okazuje się, że wypalanie nie jest tak jednoznacznie złe.
    Na terenie Ameryki Pn. Indianie wypalali poszycie lasów, co miało przyczynić się do ich zdrowia:)

    Teraz również wykonuje się kontrolowane wypalenia. Podobno użyźnia się w ten sposób glebę, a najsilniejsze drzewa po takim szoku termicznym rosną niezwykle bujnie.

    Jeśli chodzi o Twoje Torlinie zdolności…

    Ludzkość do tej pory rozpracowywała świat materialny i reguły nim rządzące. Tym sposobem wiemy, choćby dzięki teorii względności, jak dużo energii mamy zgromadzone w naszych ciałach (im większa masa tym więcej energii do kwadratu :DDD )

    Wielką niewiadomą jest jednak inny rodzaj energii – o którym zechciałeś wspomnieć – co jest oczywiste, a wiąże się ze świadomością.
    Bo masa zostaje, a człowieka już nie ma?
    Dylemat stary jak świat.
    Więc może krąży w naszym ciele inny rodzaj energii?
    Jego emanacją bywają nadzwyczajne umiejętności – w tym i Twoja.

    Swoją drogą…
    Zawsze jak daję upust frustracji i zaczynam o kimś mówić źle, to okazuje się, że ten ktoś jest w pobliżu i słyszy często, co też mam o nim do powiedzenia:)

  4. Uwielbiam jesienne palenie liści, snujące się dymy i niepowtarzalny zapach.
    Zawsze to robiłem. W ubiegłym roku po raz pierwszy za sprawą nowych niby nowoczesnych sąsiadów palenie liści zaczęło wywoływać stresy. W okolicy coraz więcej nowobogackich kapusiów dzwoniacych przy byle okazji po straż miejską. Zamiast delektowć sie ogniskiem stoję i kobinuje o ormowcach naszych czasów – wejdą nie wejdą – żadnej przyjemności.
    Więc zacząlęm pakować liście do worków i wywozić na wysypisko. Pseudonowoczesne w propagandzie, obrzydliwe w emocjach.

  5. @ maria

    „im większa masa tym więcej energii do kwadratu :DDD )”

    Nie jest dokladnie tak. Energia jest iloczynem masy ciala I kwadratu predkosci badz iloczynem masy I wysokosci , na ktorej znajduje sie cialo.

    Jeszcze w sprawie wypalania. Kiedyz rozmawiajac z farmerem dowiedzialem sie o „goracym” I „zimnym” ogniu. Rzecz oczywiscie nie odnosi sie do temperatury lecz efektow dzialania ognia. Ten pierwszy jest bardzo dokladny w dzialaniu I wypala wszystko co spotka na drodze, lacznie z drzewami I krzewami o drobnej zwierzynie nie wspominajac. Ten drugi jest w sumie powierzchowny tj. wypala jedynie zdzbla suchej trawy nie niszczac niczego innego.

    Pozdrawiam

  6. @ vandermerwe

    Dziękuję za komentarz o ogniu:)

    Oczywiście wzór E=mc2 jest mi znany – inaczej nie podjęłabym tematu.

    Jakimś cudem, wiem również, co ma piernik do wiatraka, czyli powiązanie wzoru z niektórymi bombkami (nie choinkowymi, nie chodzi również o grubasków).
    Sama zastanawiam się skąd mi się to wzięło?

    Mogę jedynie się domyślać, że to telepatia.

    Wpływ mądrych rozmówców z tego blogu:)

    Pozdrawiam

  7. Piotrusiu!
    Mam na szczęście starych i normalnych sąsiadów, oprócz tego dosyć dużym fragmentem działki dotykam pustych pól.
    —————
    Mario!
    Kiedy ja Cię bardzo dobrze zrozumiałem i to mimo wzoru. Dzięki za miłe słowa.
    ————-
    Vandermerwe!
    Rozumiem, o czym piszesz, ale ja palę jedynie liście zebrane, a nie trawę. I trudno to nazwać nawet paleniem, bo tam ognia nie ma, tylko dym się wije w listopadowym zmroku.

  8. Vandermerwe: „Nie jest dokladnie tak. Energia jest iloczynem masy ciala I kwadratu predkosci badz iloczynem masy I wysokosci, na ktorej znajduje sie cialo.”

    Nie jest również dokładnie tak. Energia kinetyczna ciała rzeczywiście jest równa iloczynowi masy i kwadratu prędkości, natomiast ten drugi „wzór” jest fałszem. Ponieważ znaczyłoby to, że wysokość i kwadrat prędkości to wielkości tego samego rodzaju.
    Tak naprawdę to energia potencjalna ciała spoczywającego na określonej wysokości jest równa iloczynowi masy i kwadratu prędkości, jaką ciało osiągnie, spadając z tej wysokości. A to zależy nie tylko od wysokości, ale także od przyspieszenia grawitacyjnego, które nie jest stałe.

  9. Torlin: „Już kiedyś na ten temat pisałem, że jestem dziwnym realistą z XXI wieku. Wierzę w najrozmaitsze pozazmysłowe działania, niezbadane przez ludzki umysł.”

    Faktycznie dziwnym. Zapewniam cię, Torlinie, że te opisywane przez ciebie „pozazmysłowe działania” zostały zbadane przez ludzki umysł. Wielokrotnie poddawano tego rodzaju zjawiska próbom w warunkach kontrolowanych, z zastosowaniem rygorów obowiązujących w naukach eksperymentalnych i wyniki zawsze były wówczas negatywne. Możesz mi wierzyć, bo w swoim czasie interesowałem się pseudo- i paranaukami i dużo na ich temat czytałem.
    Ja ufam metodologii nauk przyrodniczych, nie ufam zaś subiektywnym odczuciom jednostek.
    Nie chcę przez to powiedzieć, że nie ma na tym świecie zjawisk, których nauka jeszcze nie wyjaśniła. Ale na pewno nie należą do nich radiestezja i telepatia.

  10. Dobra Pawle, nie będę się z Tobą kłócił. Wyjaśnij mi tylko jedno, gdy staram się trzymać nieruchomo wahadełko nad Twoją dłonią, ono samo na pytanie „Czy to jest Paweł?” odpowie pozytywnie, a na pytanie „Czy to jest Gaweł?” odpowie „nie”.
    A po drugie – czułeś kiedyś czyjś wzrok na plecach?

  11. A czy nie zastanowiło Cię to, że nie potrafisz wpływać na kierunek ruchu wahadełka, kiedy go nie trzymasz?
    Rozwiązanie tej zagadki jest wg mnie proste (sam doświadczyłem tego, że wahadełko mi odpowiadało prawidłowo, kiedy go trzymałem).
    Otóż to TY sam, znając odpowiedź, podświadomie wpływasz na ruch wahadełka za pomocą Twoich (niezauważalnych przez Ciebie, bo bardzo nieznacznych, ale wystarczających do zmiany ruchu wahadełka) mięśni, ścięgien i nerwów (czyli ręki).
    Ludzie mają zadziwiającą zdolność do wiary w zupełnie niestworzone rzeczy. I to nie zależy wcale od ludzkiej inteligencji, ani nawet wiedzy i wykształcenia ( w jednej dziedzinie mogą myśleć zgodnie z rozsądkiem i swoją wiedzą, ale już w innej – nie). Należą do nich także tacy zadeklarowani XXI-wieczni realiści i racjonaliści (bo za kogoś takiego się uważasz, prawda?) ludzie, jak Ty.

  12. Gen. Patton miał twierdzić, że czuje dawne pola bitew 😉

  13. Torlin: „Wyjaśnij mi tylko jedno, gdy staram się trzymać nieruchomo wahadełko nad Twoją dłonią, ono samo na pytanie „Czy to jest Paweł?” odpowie pozytywnie, a na pytanie „Czy to jest Gaweł?” odpowie „nie”.
    A po drugie – czułeś kiedyś czyjś wzrok na plecach?”

    Wprawdzie jest już nowy wpis, więc tu pewnie nikt nie zajrzy, ale odpowiem.
    Po pierwsze, wahadełko odgadujące, czy jestem Paweł, czy Gaweł, byłoby dla mnie przekonujące, gdyby sam trzymający wahadełko nie znał odpowiedzi na pytanie. Jeśli zna, to choćby się świadomie starał zachować bezruch, podświadomie może je wprawiać w ruch.
    Dokładniej, przekonująca byłaby dla mnie długa seria takich prób, dająca wynik w istotny statystycznie sposób odbiegający od zdarzenia losowego, a nie pojedynczy epizod.
    Po drugie, nie czułem nigdy niczyjego wzroku na plecach. Podejrzewam, że z tym czuciem jest podobnie jak z przeczuciami śmierci. W niezliczonych pamiętnikach wojennych powtarza się ten wątek: żołnierz przed zbliżającą się bitwą ma przeczucie, że w niej zginie, i tak się rzeczywiście dzieje. Rzecz w tym, że takie sytuacje pozostają w pamięci przytomnych, nikt natomiast nie rejestruje przypadków „poronnych” – kiedy ktoś miał przeczucie, które się nie spełniło. A czarne myśli wydają się czymś naturalnym u ludzi żyjących w ciągłym stresie i zagrożeniu życia.

  14. Tak jak nasi przodkowie spędzali czas przy ognisku słuchając opowieści i wpatrując się w ogień tak i my dziś współcześni siedzimy za ekranami laptopa (komputera) a jego światło tańczy na naszych twarzach. Zamiast dorzucać drew do ognia i karmić płomienie wrzucamy komentarze na blogi :-))
    Podtrzymujemy tym ognisko nie pozwalając mu zgasnąć.

    Rozumiem racjonalne podejście Pawła.

    Czasowo współczesna historia cywilizacji do dziejów człowieka ma się tak w wizualnej proporcji jak zelówka do całego wzrostu człowieka.
    Mózg waży 2% masy ciała człowieka a odpowiada za 30% zużycia energii.
    Co ciekawe na wykonanie zadań związanych z zapamiętywaniem zużywa się ok. 1% a cała reszta, czyli 99% jest przeznaczana na podtrzymywanie funkcji podświadomych.

    ,,Habituacja – jedna z form nieasocjacyjnego uczenia się; proces poznawczy, polegający na stopniowym zanikaniu reakcji na powtarzający się bodziec[1], jeżeli nie niesie on żadnych istotnych zmian (informacji)”

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Habituacja

    Torlinie wiem jak psychologowie tłumaczą wrażenie czyjegoś wzroku na plecach.

  15. U.W.!
    A ja nie wiem, jak tłumaczą
    Poszukałem i o to chodziło?
    http://www.newsweek.pl/szosty-zmysl,70801,1,1.html
    —————
    Staszku i Pawle naraz!
    Macie prawo nie wierzyć, jest wolność i demokracja. Ja sam po wykonaniu szeregu prób stwierdziłem, że to ja poruszam wahadełkiem, i ono odpowiada zgodnie z moją wiedzą. Tylko jednego nie mogę zrozumieć, że wahadełko porusza się po 5 sekundach prawie poziomo zataczając kręgi z dużą szybkością, gdy ja jednocześnie trzymam drugą ręką za palce pierwszej, żeby nie było żadnego drgania. Nawet gdyby ono było, to nie doprowadziłoby to do takich skutków.
    A ludzi mają różne zdolności, znałem przed laty faceta, który miał wagę w rękach. Brał coś do ręki i mówił – 31 gram. I zawsze tyle było. Wykorzystywaliśmy to w słusznych celach i zakładaliśmy się o wódkę z niewierzącymi, że to jest możliwe. Człowiek się chociaż napił za darmo.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: