Napisane przez: torlin | 29/07/2014

IPN nareszcie potrzebny społeczeństwu

wędzone wędliny

Usiłuję uciec od polityki, ale tak jak Robinsonowi Crusoe los rzucał kośćmi w nieprawdopodobny sposób, tak ja nie mogę się wyzwolić od polityki lub tematów para-politycznych – jak ten. Bezczelnie kopiuję artykuł z „Gazety Wyborczej” Bartłomieja Kurasia pt.  „Operacja „wędzonka”. IPN próbuje uchronić wędliniarzy przed unijnymi rygorami” (oryginał TU). Zdjęcie STĄD.

Krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej bada, gdzie w Małopolsce w czasach PRL nielegalnie wędzono wędliny. Poprosili o to producenci, którzy na podstawie esbeckich akt chcą zalegalizować swoje wędzonki.

We wrześniu zacznie obowiązywać rozporządzenie Komisji Europejskiej, które zaostrza wymogi dotyczące bezpieczeństwa jedzenia wprowadzanego do sprzedaży. Na liście substancji, których używanie kraje członkowskie UE zobowiązały się ograniczyć, znajduje się m.in. benzopiren – węglowodór aromatyczny, substancja silnie rakotwórcza, powstająca m.in. podczas spalania drewna, czyli także podczas wędzenia wędlin.
W Ministerstwie Rolnictwa trwają prace nad rozporządzeniem, które ma zwalniać producentów produktów tradycyjnie wędzonych z konieczności przestrzegania zaostrzonych unijnych norm. Przepis ma dotyczyć wszystkich wyrobów, które zostały wpisane na specjalną ministerialną listę produktów tradycyjnych. By się na nią dostać, masarz z danego regionu musi udowodnić, że wyrabianiem wędlin na danym obszarze zajmuje się przez co najmniej ćwierć wieku. Udało się to już m.in. producentom kiełbasy z małopolskich Liszek, którzy znaleźli dokumenty potwierdzające wyrób w ich wsi tej wędliny jeszcze przed II wojną światową.

– Ale oprócz kiełbasy lisieckiej w tym rejonie już za czasów PRL wędzono także szynki czy polędwice – mówi Kazimierz Czekaj, członek Małopolskiej Rady ds. Produktów Tradycyjnych. Za komuny taka produkcja w gospodarstwach wiejskich była nielegalna. Nikt z wędliniarzy nie dokumentował swoich wyrobów w obawie przed organami ścigania. Milicja i esbecja urządzały naloty na wiejskie świniobicia. A kary za nielegalny handel mięsem były wtedy bardzo surowe.

– Z relacji wędliniarzy produkujących w czasach PRL kiełbasy po piwnicach czy stodołach wynika, że milicja i esbecy dokumentowali naloty na wiejskich masarzy, sporządzając notatki służbowe, a nieraz także robiąc zdjęcia. Te akta, przynajmniej ich fragmenty, musiały się gdzieś zachować. To może być jedyny dowód na długoletnią tradycję wędzenia wielu rodzajów wędlin w małopolskich wsiach. Dlatego w połowie lipca zwróciłem się do Instytutu Pamięci Narodowej o przeprowadzenie kwerendy esbeckich akt pod roboczą nazwą operacja „wędzonka”, by ujawnić dokumenty dotyczące wędzenia szynek czy polędwic na małopolskiej wsi w czasach PRL – zdradza „Wyborczej” Czekaj.

– Temat produktów wędzonych budzi w Małopolsce wiele emocji. Nie chcemy, by te tradycyjne wyroby zniknęły z rynku – dodaje Wojciech Kozak, wicemarszałek Małopolski i przewodniczący Małopolskiej Rady ds. Produktów Tradycyjnych.

Krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej potwierdza, że zajmuje się wędzonkami.

– Chcemy pomóc wędliniarzom – potwierdza Marek Lasota, szef krakowskiego oddziału IPN. – Dlatego przejrzymy dokładnie dokumenty SB, by sprawdzić, czy nie zachowały się zapiski z nalotów na wsie, w których wędzono wędliny. Zwrócę się też do policji, która jest w posiadaniu akt milicyjnych, by sprawdziła swoje archiwa dotyczące działań funkcjonariuszy zajmujących się w PRL tak zwaną przestępczością gospodarczą, czyli między innymi prywatnymi inicjatywami produkcji żywności, których zakazywała władza komunistyczna – ujawnia plan działań dyrektor IPN w Krakowie.

Jeśli IPN odnajdzie takie akta z akcji przeciw wędliniarzom z małopolskich wsi, będą oni mogli ubiegać się o uznanie swoich produktów za tradycyjne i dzięki temu dalej wędzić mięso mimo zaostrzenia unijnych przepisów. Zainteresowanie wędliniarzy z Małopolski wpisem na listę produktów tradycyjnych jest ogromne. Tylko w ubiegłym tygodniu do Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego wpłynęło osiemnaście wniosków o wpisanie małopolskich wyrobów wędzonych na ministerialną listę”.

Po prostu Ionesco łamany przez Mrożka, przecież tego nie wymyśliliby najwięksi ekscentrycy. IPN szuka w ubeckich dokumentach materiałów, aby młody polski biznes mógł wygrać z Unią Europejską. Trzeba przyznać, że Polska jest fascynującym krajem. Bez wątpienia.

Reklamy

Responses

  1. Wędliniarzom się nie dziwię, że szukają jakiejkolwiek furtki, żeby móc utrzymać produkcję. Natomiast bulwersuje mnie ta dyrektywa UE. Przykład biurokratycznej zapobiegliwości doprowadzonej do absurdu. Rys wspołczesnej cywilizacji, którego – jak już kilka razy pisałem – nie cierpię.

    Bo ostatecznie, ile tych niezdrowo wędzonych wędlin może przeciętny obywatel spożyć w ciągu życia? Czy ktoś zbadał korelację między zapadalnością na raka a jedzeniem tradycyjnej kiełbasy?

  2. Widzisz Pawle – znasz mnie internetowo mnóstwo czasu i wiesz, że staram się być racjonalistą. Ale dla mnie przy tego rodzaju przepisach jest drugie dno. To może być polityka, ekonomia poszczególnych państw, lobby ważnych producentów, a nawet ambicje ważnych osób w Unii. Wszyscy się śmieją z krzywizny bananów, a przecież chodziło o to, że wyeliminować z rynku tańsze i smaczniejsze banany koncernów amerykańskich, a utrzymać jedynie francuskie. To samo było z żarówkami oszczędnościowymi.
    Ale to robiła nie tylko Unia, Amerykanie przez lat nie mogli zwalczyć Japończyków przy przetargach inwestycyjnych, gdyż skośnooki naród wpisywał w warunki przetargu: „znajomość geologiczną ziemi”, a nie dawał przeprowadzić Amerykanom badań.
    Świat przesadza w drugą stronę, te mydła antybakteryjne, ciągłe antybiotyki, kaski, strach przed zostawieniem na chwilę dzieci itd. doprowadza do jakiegoś obłędu. Ale sama wiadomość jest pyszna – nie uważasz?

  3. Wędzona kiełbasa wyborcza? Czyżby PIS zaczynał tracić poparcie w Małopolsce?

  4. Nawet fajny wniosek wyciągnąłeś Anumliku. Widzisz, tak przesadzając, o to mam pretensję do PiS-u – bo im nawet do głowy nie przyszłoby, że IPN można wykorzystać do tak zbożnych celów.

  5. Ale zwróciłbym uwagę na ‚pierwsze dno’ — generalnie my, ludzie, homo sapiensy 😉 nie radzimy sobie z określeniem stopnia ryzyka w przypadku drobnych, odkładających się problemów. I tu mamy dwie drogi — albo je zupełnie leckeważyć (jak świadczycie o tym w komentarzach powyżej), albo przejąć się nimi na drodze urzędowej, jak UE.

  6. Torlinie, bez przesady z tym drugim dnem. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że na politykę, zwłaszcza gospodarczą, mają wpływ różnego rodzaju lobby i grupy interesów. Zawsze tak było, zawsze tak będzie. Ale „mieć wpływ” to nie znaczy „decydować”. Przekonanie, na przykład, że UE eliminuje z rynku tradycyjne żarówki wyłącznie lub głównie w tym celu, by dać zarobić paru koncernom, to na mój gust o wiele za daleko posunięty cynizm. Styl myślenia pokrewny temu, które każe wierzyć we wszechogarniające spiski i zakulisowe machinacje.

  7. PAK-u, ale tak jak napisałem, przesadzamy. Niedługo nie będzie można zjeść owocu prosto z drzewa, ani kupić jagód, jeżeli nie są wyparzone. Ta wszechstronna troska o bezpieczeństwo, higienę, zdrowie, funkcjonalność, racjonalność zabija odporność, zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Całymi dniami człowiek był na podwórku, nawet nie musiał mówić rodzicom, bo to było naturalne. Na wakacjach, o których tyle razy pisałem, dom otaczały bagna. Pies z kulawą nogą nie interesował się, co my – dzieciaki – wyprawiamy. Ja nie umiałem pływać, a potrafiłem leżeć na wznak na dnie z otwartymi oczami. Dla mnie szokującą wiadomością był fakt, że Finowie doszli do wniosku, że ich filtry do wody pracują zbyt dobrze, i za bardzo oczyszczają wodę. Ponieważ społeczeństwo zaczęło chorować, to ją się teraz dobrudza. Obłęd w ciapki i kropki, tak jak i temat dzisiejszej notki.
    Widziałem na fejsie, że byłeś w Tatrach. Napisz dwa słowa.
    ——————-
    Oj, Pawle, znasz mnie tak dawno. Wiesz, że nie opanowuje mnie spiskowa teoria dziejów. Ale niestety współcześnie są podejrzenia, że wszyscy przywódcy państw siedzą w kieszeni wielkich przedsiębiorców. Chyba znak czasu.
    Ale tak na logikę, dałem 2 przykłady, odniosłeś się do drugiego. Ale np. pierwszy jest powtarzany we wszystkich podręcznikach i publikacjach poświęconych Unii, z bananami jest to prawda, było to premiowanie terytoriów zamorskich Francji i jej dawnych kolonii. A skoro przykład pierwszy jest prawdziwy, dlaczego drugi ma być a priori bez sensu?

  8. Torlinie, ale jaką odporność? To nie bakteria — wystawienie na czynnik rakotwórczy nie zwiększa żadnej odporności! I stopniowo czynniki rakotwórcze eliminujemy — wyeliminowano już niemal zupełnie azbest, walka z paleniem papierosów trwa. Teraz szukają benzopirenu w innych miejscach.
    Oczywiście, można zadać pytanie bardziej filozoficzno-ekonomiczne, czy w obliczu przyszłych problemów z wypłatami emerytur jest sens, by zmniejszać ryzyko śmierci na raka.
    > „A skoro przykład pierwszy jest prawdziwy, dlaczego drugi ma być a priori bez sensu?”
    Hm.. Skoro prezydenta Kennedy’ego zamordowano, i Narutowicza też, to i Kaczyńskiego.

  9. Dopowiem do tego co napisał Torlin. Dziecko szło do szkoły z kluczem na szyi, wracało, jadło kanapkę ze smalcem, popijało wodą i biegło na podwórko. Mama jak wracała z pracy to gotowała zupę i wołała na obiad. Nikt z sąsiadów nie dzwonił do Opieki kiedy jakiś dzieciak latał o 22-iej po osiedlowym podwórku brudny jak nieboskie stworzenie. Rodzice nie bali się wracać z imprezy z dzieciakiem w wózku o północy, po wypiciu kilku piw, albo i czegoś mocniejszego. Niestety (albo stety) to se ne vrati.

  10. Szanowny Panie Torlin.
    Na własnym blogu możenapisać własne bajki. Pozwoli Pan jednak że sprostuję.
    Krzywizna bananów to bajeczka dla ubogich. Banany z francuskich terytoriów zamorskich to jakieś 4% rynku. Jak nasycą 96% rynku Europy? O tym, że są droższe pisały gazety. Wyrównaniem ich szans było w 1988 (?) wprowadzenie ceł zewnętrznych około marki/kg (=pół euro), bo terytoria są w Unii i ceł nie płacą. Każdy obywatel otrzymał też prawo importu 2 ton bezcłowo. Ale jak przywieźć? Ratunkiem dla importerów był skup licencji. Pamiętam ogłoszenia w gazetach: „Kupię licencje importowe bananów”. Śmiech był taki, że licencje i cła upadły. Torlin tego nie pamięta bo wtedy ogłaszał zwycięstwo socjalizmu w produkcji octu (wejdą rosyjskie sankcje, to się to powtórzy).
    Natomiast sam przepis o krzywiźnie jest bardzo potrzebny. Dzięki temu w standardowym pudełku zawsze jest minimalna ilość towaru. I każdy, kto pamięta czasy, kiedy obok kierowcy potrzebny był konwojent z wagą przyzna mi rację. Wrzasku o ten przepis było tyle, że został wycofany i natychmiast wprowadzony ponownie jako przepis trnasportowy. Do dzisiaj. Bo skutkuje setkami milionów euro oszczędności. To samo zresztą z wyśmiewaną krzywizną ogórków. Tu chodzi o możliwość upchania ogórków do słoika. Krzywe nie wchodzą albo trzeba tracić czas na upakowanie. Jeśli zysk na słoiku to tylko kilka groszy (centów), każda sekunda tracona przez marny surowiec kosztuje więcej niż towar.
    Mądrali jest dużo na świecie. Płaczących nad wyrzucaniem dobrego towaru, tylko trochę krzywego. Wielokrotnie próbowano litościwie sprzedawać go taniej, ale zawsze takie projekty są za drogie, niewygodne i nikt nie chce kupować. A rozdawanie za darmo niszczy producenta i podnosi ceny. Mój własny przykład z socjalizmu: Rwaliśmy rzodkiewkę i w pęczkach sprzedawali na rynku. Kiedyś z litości daliśmy dodatkowe krzywe rzodkiewki bo szkoda było wyrzucać. I to był jedyny raz, kiedy przywieźliśmy towar z powrotem. Oberwaliśmy krzywe i sprzedali.
    Dlatego Panie Torlin: Myślenie ma przyszłość.

  11. Przepraszam, że krótko:
    PAK-u – cyniczny jesteś.
    Anumliku – rosną niedołęgi, które później wyżywają się w najbardziej ekstremalnych sportach.
    ZWO3119 – witam Cię serdecznie i nie musisz mi w sieci panować. Masz prawo mieć swoje zdanie, bardzo tylko bym prosił, żebyś nie dawał tak agresywnych komentarzy. Po co! I nie bardzo rozumiem, dlaczego próbujesz mnie obrażać.

  12. ZWO3119: „Natomiast sam przepis o krzywiźnie jest bardzo potrzebny.”

    Ale właściwie dlaczego? Jeśli handel krzywymi bananami i ogórkami jest mniej opłacalny, to powinien je wyeliminować sam rynek. Czy widoki na „setki milionów euro oszczędności” nie są dla przedsiębiorców dostatecznie kuszące i trzeba im siłą wmuszać to, co dla nich dobre?

  13. @Torlinie:
    Cyniczny? Ja chciałem być tylko prowokacyjny. Bo komentujesz jednostronnie tekst już rażący jednostronnością.

    Z ‚kontrargumentów’ przeciwko zarządzeniu UE (i za IPN oraz SB i UB, nie wstydźmy się oddać im hołdu w tej sprawie 😛 ) tylko z jednym mogę się zgodzić — Pawła Lubońskiego z pierwszego komentarza. Wiemy, że benzopireny potrafią być rakotwórcze, bo powodują raka płuc. Nie spotkałem jednak (fakt: nie szukałem głęboko) podobnego związku dla benzopirenu przyjmowanego z pokarmem. Pewna logika w domniemaniu o szkodliwości jest, ale to niewiele — te zależności potrafią być złożone.

    Twoich argumentów zaś przyjąć nie mogę.

    Argument z ‚odporności’ trafia w próżnię, bo nie chodzi o oddziaływanie bakterii, czy wirusów, ale o czynnik rakotwórczy. Stosować tu ten argument, to tak jak żądać zniesienia nakazu zapinania pasów — niech się ofiary wypadków ćwiczą system odpornościowy na przeciążeniach podczas zderzeń.

    Potem pada argument z krzywizny bananów…
    Mi się przypomina Kissinger, piszący o amerykańskiej dyplomacji, że bywa cyniczna, bywa też idealistyczna, i że traktowanie jej tylko z jednej strony jest błędne. I to nie tylko amerykańska dyplomacja, to szerzej — polityka państw demokratycznych. Jest lobbing, cynizm, załatwianie interesików, ale też skutecznie przekonuje „idealizm”. (Więcej — najlepiej przekonuje i nawet cyniczne interesy próbuje się sprzedać, jako załatwiające pilne potrzeby społeczeństwa.)
    W polityce UE jest jedno i drugie. Jest gra lobbystów, ale są też analizy i raporty wskazujące na rzeczywiste zagrożenia. I „oczekiwania społeczne” — zauważ prosze, że i tę sprawę można przedstawić z drugiej strony, jako kwestię dbałości o jakość produkcji żywności, z punktu widzenia jej bezpieczeństwa. (A przypomnę tu choćby niedawne szaleństwo związane z solą przemysłową… Łatwo sprzedać szkodliwość substancji, zwłaszcza gdy ‚zapomni się’, że spotyka się ją na codzień.)

    Nie znam tej sprawy od podszewki — nie wiem, ile tu lobbingu, a ile rzeczywistej troski o dobro obywateli UE; ale wiem, że do samego lobbingu sprowadzać sprawy nie można, przynajmniej dopóki nie sprawdzi się, co za zakazem stoi.

  14. Pawle, nic dodać, nic ująć.
    —————
    PAK-u, ja zwolennik liberalizmu i występujący przeciwko lewicującym i zwolennikom spiskowej teorii dziejów coraz bardziej zaczynam się obawiać, czy ja mam rację.Wstrząsnęła mną reakcja banków na kryzys, to był cynizm i wyrachowanie doprowadzone do granic absurdu. Nie mówię, że tak jest, ale w mojej wydawałoby się spiżowej bryle pewności pojawiły się rysy.
    A propos Rys – na jakich szczytach byłeś w Tatrach?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: