Napisane przez: torlin | 12/08/2014

Kocham fotografię – dziś bestie po torach i w powietrzu

Lokomotywa 1

Jak napisałem w tytule – kocham fotografię. Sam nie umiem robić takich zdjęć, mam po prostu chyba za słaby aparat, ale oglądać mogę godzinami. Dzisiaj cuda na torach i w powietrzu. Chyba najpiękniejsze zdjęcie dałem w czołówce, wyobraźcie sobie, że takie staromodne cudeńka jeżdżą po amerykańskich torach. Amerykanin polskiego pochodzenia Matthew Malkiewicz zrobił przepiękne fotografie starych lokomotyw jeżdżących jeszcze po amerykańskich torach, opublikowała je Gazeta Wyborcza TU. Mimo poszukiwań nie znalazłem nazwy stanu, w którym zostało zrobione to zdjęcie.

Lokomotywa 2 Kolorado

Fotogeniczne jest właściwie wszystko, zarówno starocie w rodzaju tych lokomotyw, jak i najnowocześniejsze rozwiązania techniczne. Powyżej lokomotywa ze stanu Kolorado. Zresztą, jak ktoś chce więcej sobie pooglądać zdjęć Matthew Malkiewicza, to wystarczy jego imię i nazwisko wbić w Grafikę Google i można się do woli napatrzeć dymiącym bestiom.

Lokomotywa 3 Delaware

A to lokomotywa ze stanu Delaware.

lokomotywa 4

Przedstawiam bestię.

samolot 1,Axalp-2008--Szwajcaria-

Przepiękne zaś zdjęcia samolotów robi Sławek Krajniewski, opublikowała je również na swojej stronie Gazeta Wyborcza TU. Powyżej McDonnell Douglas F/A-18 Hornet Szwajcarskich Sił Powietrznych podczas pokazów Axalp w 2008 roku.

samolot któryś tam

Latające smoki są równie fotogeniczne, jak i stare lokomotywy. Powyżej F-22 Raptor w czasie pokazów Jones Beach Airshow w 2012 roku w USA.

z16055221IH,Bodo-International-Airshow-2012--Norwegia-

Tak mógłbym dawać bez końca. Na zdjęciu pokaz zespołu Scandinavian Airshow podczas Bodo International Airshow 2012 (Norwegia).

samolot 4

Pragnęłyście (pragnęliście) więcej? Na bis? No to jeszcze jedno powyższe i koniec. SU-34 podczas pokazów Maks 2013 w Rosji. Piękne – co?

Reklamy

Responses

  1. Za słaby aparat, a może wciąż nie przeczytana instrukcja z Photoshopa? 😉

  2. Mam to samo co Ty, Torlinie. Potrafię się zachwycić, nie potrafię stworzyć. Kiepskie pocieszenie, że sporo ludzi nie potrafi się nawet zainteresować, a co dopiero zachwycić.
    Tak na boku – widzę, że odżyłeś Torlinie, i bardzo mnie to cieszy.

  3. Na pewno masz PAK-u dużo racji, ale ja mam w swoim towarzystwie wielbicieli fotografowania i pięknych zdjęć. Jak poszedłem fotografować z kumplem samoloty lądujące, przelatujące nad Al. Krakowską,to wyglądaliśmy w sensie sprzętowym jak Dawid i Goliat, Łukasz zaopatrzony w obiektyw chyba 40-centymetrowy.. Ja z malutkim kompaktem Sony DSC-W630. No! Kto robił lepsze zdjęcia?
    ————–
    Widzisz Tempie, ja od czasu do czasu publikuję swoje zdjęcia, ludzie mówią, że są niezłe wobec chłamu zalewającego Internet, ale wybitnej fotografii nie udało mi się stworzyć. Dziękuję za miłe słowa, postaram się tak trzymać, skoro mam tyle słów zachęty. Jeszcze raz dzięki.

  4. @Torlinie:
    Ty? 🙂
    Serio: wiem, że różne rzeczy wychodzą na lepszy aparatach lepiej (choćb to, że mój aparacik nie dałby rady w przypadku ostatniego ze zdjęć (Su-34 z księżycem) — to nawet nie licząc Photoshopa tu widzę), wiem że proste aparaty mają niektóre funkcje ukryte, przez co trudno z nich korzystać; ale też i nie przesadzajmy — prostszym aparatem trafiało mi się robić lepsze zdjęcia niż wymyślniejszym — liczył się dzień i szczęście.
    Fotograf często poluje na sytuacje znając oczekiwania względem obiektu, słońca (szerzej: oświetlenia) — dobiera porę i czas (bawiło mnie to kiedyś, gdy czytałem jak fotografować — że należy wybrać porę dnia i roku na zdjęcie) — normalnie nie mamy takiego luksusu. Robi też wiele zdjęć (czasem mam wrażenie, że to bardziej sztuka selekcji niż fotografowania samego). Ale gdybyś tam był, gdzie powstawały te zdjęcia, ze swoim DSC, to myślisz, że wypadłyby dużo gorzej?

  5. Zdjęcia są niezwykłe, imponujące… widać, że kogoś pasyjnie ciągnie do pociągów (a właściwie – do dymiących lokomotyw 😉 )
    Niesamowite jest zwłaszcza pierwsze zdjęcie – to fakt. Te kłęby!

  6. PAK-u!
    To jest właśnie to, o czym piszę. Jeżeli mówimy o normalnej fotografii, którą można zrobić bez posiłkowania się sprzętem dodatkowym, to mógłbym zapewne stanąć w szranki. Ale dla przykładu, gdy stoję z Łukaszem w Alei Krakowskiej, i nadlatuje Boeing, ja strzelam pojedynczo, a ten swoją 40-centymetrową tubą skieruje się w stronę samolotu i leci seria jak z karabinu maszynowego, to po pokazaniu zdjęć na podglądzie zazdrość (umiarkowana :D) mnie ogarnia.
    Ale nie wydam takich pieniędzy na aparat fotograficzny. Trudno.
    ————–
    Błagam Cię Staszku, aby różnice polityczne pomiędzy nami nie spowodowały naszego blogowego rozstania. Mnie to w ogóle nie jest w głowie.
    Ale tak przyznaj się prywatnie, wiedziałeś, że takie cudeńka jeszcze jeżdżą po amerykańskich torach?

  7. ,,Piękne – co?”

    Piękne a to my lubimy Torlinie a bo to i w ruchu i jest symetria i harmonia i kontrast dopełniających się kolorów, lekkość pary wodnej zestawiona z metalem 🙂

    ,, ….Skąd wzięła się w krainie śmierci
    Ta żywa zjawa istny cud
    Tu pośród pustych marnych wierszy
    Tu gdzie już tylko czarny kurz
    Biała Lokomotywa

    Ach czyj ach czyj to jest
    Tak piękny hojny gest
    Kto mi tu przysłał ją
    Bym sie wydostał stąd
    Białą Lokomotywę ……”

    Sted

  8. Aparat cyfrowy zmienil bardzo wiele ( plus rozne programy do obrobki zdjec) I czesto trudno odroznic co jest zasluga „mistrza” co aparatu a co dodatkowego oprogramowania. Przykladowo dawnymi czasy na rynku byl dostepny tylko jeden aparat robiacy zdjecia seryjne ( do 24 klatek za jednym naciagnieciem „sprezyny”) I praktycznie uzywany tylko I wylacznie przez fotografow sportowych. Tak wiec cala reszta w kazdym przypadku miala jedna jedyna szanse na zrobienie dobrego zdjecia w okreslonej sytuacji.
    W tamtych latach slawny fotograf mogl poslugiwac sie starym aparatem Leica, w ktorym musial przeszlifowac soczewki, gdyz ze starosci ulegly zamgleniu. Rzecz polegala na doskonalej znajomosci aparatu, w ktorym poza przeslona I predkowscia migawki niczego wiecej nie mozna bylo ustawic. Gdy „bawilem” sie w powazniejsze fotografowanie mialem do dyspozycji kilka aparatow – rozny format negatywu, rozne wlasciwosci optyczne obiektywow ( chodzi o zdolnosc przekazywania szczegolow, barw czy odcieni ) jak I filmy o roznej czulosci I ziarnie. I to dopiero byla zabawa, tym bardziej, ze efekty mozna bylo ocenic za czas jakis w ciemni, gdzie mozliwosci dodatkowej obrobki istnaialy, choc byly jednak mocno ograniczone.
    Z drugiej zas strony, na poziomie czysto amatorskim dzisiaj jest latwiej I doceniam to, gdy z zona jezdzimy by byc sam an sam z przyroda. Zdjecia robia sie nieomal same, mozna je zweryfikowac na biezaco a co nieudane wyrzucic „do kosza”.

    Pozdrawiam

  9. Wiedziałem, że takie jeżdżą, ale nigdy nie widziałem ich w takich spektakularnych okolicznościach (te kłęby!)

    PS. A politykę trzeba jednak zostawić na boku – więcej ludziom psuje krwi – bardziej ona ludzi dzieli – niż jest z niej (zajmowania się nią ludzi postronnych, jak my) pożytku. Spokojna głowa – za wroga Cię nie uznam tylko dlatego, że masz ode mnie inne poglądy na pewne sprawy. To byłaby dopiero prawdziwa głupota 😉

  10. Słów kilka nie o aparatach fotograficznych, ani nie o zdjęciach, a te, które Torlin opublikował są fascynujące. Nie mniej jednak fascynującą podróż pociągiem, takim właśnie tradycyjnym, parowym przeżyłem jakieś dwadzieścia lat temu z San Diego do Los Angeles. Tory tego blisko 300 kilometrowego odcinka przebiegają miejscami w odległości kilku metrów od granicy stromego klifu, za którym rozciągał się Pacyfik. To jest stara trasa jeszcze z okresu pionierskiego i wykorzystywana jest (była?) jako atrakcja turystyczna. Obecnie obok, ale nie nad brzegiem Pacyfiku, biegną cztery tory szybkiej kolei, która konkuruje z połączeniami lotniczymi. Wracając do mojej podróży. Widoki fascynujące. Rozbijające się o granicę szelfu oceaniczne fale, na szczytach których ślizgają się surfingowcy, mijane dworce miasteczek, przerobionych na te z początków XX wieku, a z przodu gwiżdżąca co jakiś czas lokomotywa owinięta pióropuszem dymu i pary widoczna w całej krasie, gdy pociąg wchodził w łuk. Zupełnie jak na zdjęciach Matthew Malkiewicza.
    Pozdrówka

  11. U.W.!
    Wiek pary i elektryczności 😉
    —————–
    Vandermerwe!
    Z pierwszą częścią Twojego komentarza (4/5) całkowicie się zgadzam. Sam bawiłem się nie tylko wywoływaniem i obróbką zdjęć, chodziłem do pracowni fotograficznej i filmowej w Pałacu Młodzieży (kiedyś to była Instytucja), ale i dorabiałem jako fotograf na ślubach.
    Ale z drugą (1/5 tekstu) – nie bardzo. Ilość nie przechodzi w jakość, i to widać. Ludzie robią tysiące zdjęć, nie weryfikują ich (nie mówię o obrabianiu ich komputerowo), właśnie wcale nie wyrzucają, i sądzą, że jak zrobią tysiąc zdjęć, to co najmniej jedno będzie uhonorowane jakimś Grand Prix.
    A olbrzymim plusem dzisiejszych czasów jest po prostu nie tylko łatwość w ich wykonywaniu, ale przede wszystkim ilość. Dawniej mogłeś na wakacjach zrobić 36 zdjęć i Schluβ.
    —————–
    Stasiu!
    O to mi właśnie biegało, żeby różnice polityczno – społeczne nie zachwiały naszą znajomością. Ja w razie czego jestem gotów odpuścić. Piszę o tym dlatego, że jakieś pół roku temu mój serdeczny przyjaciel od 45 lat zerwał ze mną wszelkie kontakty.

  12. Dzięki Anumlik za miłe słowa. Jestem wielkim zwolennikiem zostawiania takich starych tras i udostępnianie ich turystom. Do dzisiaj pamiętam, jak w młodości jechałem koleją koło Jeleniej Góry wagonem jak na Dzikim Zachodzie. Do każdego przedziału były odrębne drzwi z zewnątrz. Pzdr

  13. Tak właśnie chciałem napisać – „do każdego przedziału były odrębne drzwi”. A z drugiej strony również były drzwi, ale od przedziału odzielało je przejście. W dzieciństwie jeździłem regularnie takim czymś 100 km w jedną stronę wiele razy z babcią do jej rodziny. Na wyjściu z peronu bileter w budce odbierał bilety. Nie było szansy na wejście na peron bez biletu peronowego (przynajmniej zgodnie z prawem). Były jeszcze wagony z wejściami z pomostem na czołowych ścianach. Nigdy nie spełniło się marzenie, żeby pozwolono chociaż przez chwilę jechać na tym pomoście. „Kowbojki” zostały wyparte przez „piętrusy”. Wtedy można było pojeździć siedząc, przy otwartych drzwiach, na schodach, a raczej na podłodze, i spuścić nogi na stopnie. W DRUGIEJ POŁOWIE LAT 70-tych jechałem rozkładową wąskotorówką w okolicach Wyrzyska (dawne bydgoskie) – w wagonie „koza” z żywym ogniem, ryzyko wykolejenia na każdym rozjeździe. Podobno, gdy tak się stało, pasażerowie chwytali za drągi i wstawiali lokomotywkę na tory. W latach 80-tych, w dawnym koszalińskim(kiem), chyba przy drodze Bobolice-Tychowo, widziałem wąskotorowe platformy z szynami i wciągniętymi na nie starymi, małymi wagonami towarowymi o normalnym rozstawie kół. W wagonach węgiel, jakieś worki itp.
    „Ale to już było”
    Więcej razy tak się już nie rozpiszę.
    Pozdrowienia

  14. Patrzę na mapę i chyba jednak Tychowo-Białogard

  15. Tempie!
    A dlaczego nie? Czuj się zaproszony do zamieszczania komentarzy nawet w rozmiarach esejów. Wszyscy likwidujący stare zapominają, że ludzi pcha nostalgia do rzeczy, o których pamiętają z dzieciństwa, do rzeczy starych, rozklekotanych, niewygodnych, ale swojskich. Niby niemodnych. Ha ha.

  16. @ Torlin,

    Zgoda calkowita, ilosc nie przemienia sie w jakosc nawet za pomoca najlepszego sprzetu.

    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: