Napisane przez: torlin | 15/08/2014

Cóż Pan robisz, Panie Kowalczyk!!!

giełda

Zdjęcie wzięte STĄD.

Na łamach jednego z blogów „Polityki” toczę daremny bój w sprawie deflacji, tak naprawdę w Polsce zaczynają być prezentowane propozycje, przy których naprawdę powinniśmy zacząć drżeć. Otóż Wojciech Kowalczyk, wiceminister skarbu odpowiedzialny za rynek kapitałowy powiedział w wywiadzie dla „Pulsu Biznesu”, że „należy dać bankom możliwość bezpośredniego inwestowania na giełdzie” TU. Będzie to jedna z najbardziej kontrowersyjnych decyzji w Polsce dotyczących kapitału.

W tej całej sprawie należałoby się cofnąć do 1999 roku, w którym ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych Bill Clinton – pod naporem świata finansjery – uchylił ustawę Glass-Steagall. To prawo uchwalone w 1933 roku, zaraz po wielkim kryzysie lat ’30, zakazywało łączenia tradycyjnych banków, w których ludzie trzymają swoje pieniądze, z bardzo agresywnymi bankami inwestycyjnymi. Decyzja Clintona to był grzech pierworodny późniejszych kryzysów. A przecież  ustawa Glass-Steagall była wprowadzona po Wielkim Kryzysie, gdyż słusznie sądzono, że to banki i giełdy doprowadziły świat na krawędź bankructwa. Aby choć trochę powstrzymać pazerność sektora bankowego i zabezpieczyć lokaty normalnych obywateli Franklin Delano Roosevelt w 1933 roku wprowadził przepis znany pod nazwą „ustawa Glass-Steagall”. Jej głównym postanowieniem był zakaz łączenia działalności komercyjnej banków z działalnością inwestycyjną. Pozwolicie, że zerżnę z linku cały akapit: „Na mocy Glass Steagall Act, w 1933 roku, w celu ograniczenia spekulacji na rynkach finansowych, grubą kreską oddzielono klasyczne banki przyjmujące od klientów pieniądze na lokaty i udzielające kredytów od banków inwestycyjnych, które zajmowały się bardziej ryzykownymi operacjami. Uchylenie Glass Steagall Act za rządów Billa Clintona było jedną z przyczyn obecnego kryzysu finansowego, ponieważ w praktyce umożliwiło gigantom takim, jak np. Citigroup, który w 1999 roku był największym bankiem w USA, podejmowanie nadmiernego ryzyka. Jak okazało się później, instytucje finansowe wykorzystywały wszelkie możliwe sposoby, aby w krótkim terminie pomnożyć zyski (np. poprzez emitowanie i handlowanie instrumentami opartymi o kredyty hipoteczne, tworzenie z nich trudnych do przeanalizowania produktów w postaci instrumentów CDO, które następnie trafiały do tzw. podmiotów specjalnego przeznaczenia zależnych od banku), a to przeważnie stało w sprzeczności z interesami klientów. Doprowadziło to do powstania tak skomplikowanych zależności między bankami, firmami ubezpieczeniowymi, funduszami emerytalnymi i funduszami hedgingowymi, że gdy pękła bańka na rynku kredytów, cały system finansowy runął w gruzach”.

I najważniejsze jest dalej w cytowanym artykule (koniecznie przeczytać TU – nie jest długie, ale za to trudne). Otóż jak stwierdził słusznie Paul Volcker przed ostatecznym głosowaniem w Senacie: „W tym biznesie występuje pewna cykliczność. Najpierw pojawia się kryzys, po którym następują pewne reformy, na lepsze lub gorsze, i wszystko przez chwilę układa się w porządku. A potem przychodzi następny kryzys.” Po Wielkim Kryzysie wprowadzono ustawę Glass-Steagall, Clinton ją uchylił pod naciskiem wielkich banków, a to sprowadziło następny kryzys, który teraz usiłuje opanować Obama.

I nasz minister usiłuje nam sprowadzić nowe kłopoty. Polska była jednym z nielicznych krajów, w którym banki depozytowe były oddzielone od banków inwestycyjnych. Źródło tego procesu jest znane, giełda żyła pieniędzmi z OFE, teraz ono wyschło i giełda zaczyna robić bokami, więc trzeba gdzieś poszukać pieniędzy. Najlepiej w lokatach normalnych ciułaczy. Nie podoba mi się to.

 
Reklamy

Responses

  1. Teza że „w tym biznesie jest pewna cykliczność” to niemal bezpośredni cytat z Marksa. Może byś Torlinie zainteresował się dlaczego w XXI wieku słowa Marksa służą do wyjaśniania powodów kryzysu?

  2. Kazekkurz!
    Kiedy dla mnie Marks był bardzo mądrym człowiekiem. Wszyscy dzisiaj usiłują go deprecjonować, tymczasem trzeba popatrzeć na czasy, w jakich funkcjonował.

  3. Tak więc Bóg wydarł mi moje wszystko,
    w nieszczęściach, ciosach losu.
    Te wszystkie jego światy
    rozwiały się bez nadziei powrotu.
    I nie zostaje mi nic od tej pory, jak tylko zemsta.
    Chcę sobie zbudować tron na wysokościach.
    Jego szczyt będzie lodowaty i gigantyczny.
    Jego wałem ochronnym będzie obłąkańczy strach,
    jako szczyt najczarniejszej agonii.
    A kto podniesie na ów tron swój zdrowy wzrok,
    odwróci się od niego blady i milczący jak śmierć.
    Wpadnie w pazury ślepej, dreszczem przejmującej
    śmiertelności, aby jego szczęście znalazło grób.

    To też Marks w wierszu „W rozpaczliwej modlitwie”, z czasów uniwersyteckich.

  4. Fajne, nie znałem. 😀

  5. ekonomia jest porównywalna z fizyką czy chemią – w tym sensie, że jej prawa działają niezależnie od tego czy je znamy i akceptujemy czy nie. Z drugiej strony, ekonomia jako pierwsza z nauk zaczęła stosować manipulacje genetyczne, wytwarzając istoty (instrumenty finansowe) potrzebne wyłącznie partykularnym celom twórców. Tylko, że tak jak w przypadku roślin i zwierząt modyfikowanych genetycznie, nikt nie wie gdzie nas to doprowadzi, bowiem zmiany i działania mają efekty także poza główną płaszczyzną ich występowania. A manipulacje ekonomiczne to codzienność każdego współczesnego państwa – rzecz w tym, aby nieustannie wytwarzać coś z niczego. Piramidę trzeba budować bez ustanku, bo runąć może…

  6. Wracając do Marksa, którego, Torlinie, nie znałeś. Jego praca maturalna nosiła tytuł „Zjednoczenie wiernych w Chrystusie” i zawierała credo jej autora: „Pozostawajcie w jedności z Chrystusem, w najserdeczniejszej, żywej społeczności przeniknięci miłością Chrystusa. Miejcie serca otwarte dla braci, z którymi Jezus łączy nas głęboką miłością, za których sam się ofiarował”. Archiwum historii socjalizmu i rozwoju ruchu robotniczego w Niemczech przechowuje świadectwo gimnazjalne Marksa, w którym profesorowie przy przedmiocie „wychowanie religijne” napisali: „znajomość wiary Chrystusowej i zasad moralnych – jasna i budująca”. Potem, w wieku 24 lat zauroczył się rytami satanistycznymi. Poemat młodego Marksa „Oulanem” wyraźnie wskazuje, że rytualny satanizm nie był mu obcy, choć nie ma potwierdzenia, że był wyznawcą Szatana.

  7. Onibe: „ekonomia jest porównywalna z fizyką czy chemią – w tym sensie, że jej prawa działają niezależnie od tego czy je znamy i akceptujemy czy nie.”

    Ekonomia w żadnej mierze nie jest porównywalna z fizyką czy chemią. Ponieważ w przeciwieństwie do nich nie istnieją w niej żadne prawa, które działałyby jednakowo – powiedzmy – w XVII i XXI wieku. W przeciwieństwie do fizyki i chemii ekonomia zajmuje się zjawiskami niepowtarzalnymi, które nigdy nie występują po raz drugi w identycznych okolicznościach. Dlatego prognozy fizyków są zwykle trafne, a ekonomistów – wręcz przeciwnie.

    Dlatego też – to już do Torlina – rozumowanie indukcyjne w rodzaju: „te działania w przeszłości doprowadziły do kryzysu, więc jeśli podejmiemy je teraz, to historia się powtórzy” jest znacznie mniej wiarygodne niż analogiczne rozumowanie fizyka. Choć oczywiście może byćtrafne.

  8. Onibe, masz dużo racji pisząc, że ekonomia wielokrotnie wytwarza coś z niczego, i nigdy nie jest się pewnym, że doprowadzi nad to do upragnionego celu. Dla mnie w ekonomii fascynujące jest to, że nie ma dobrego prawidła, satysfakcjonującego wszystkich. Ta nauka, jak chyba żadna inna, jest uzależniona od powiedzenia, że co jest dobre dla jednej strony, to jest złe dla drugiej. Moim zdaniem działanie wśród prawd ekonomicznych to jest ciągły wybór mniejszego zła.
    A to wytwarzanie z niczego? Mnie się wydaje, że cały rozwój ludzkości od dawna, a szczególnie przyśpieszenie od lat 90. ubiegłego wieku, jest oparte właśnie na tym.
    ————–
    Anumlik!
    Prawie nic nie wiedziałem na ten temat. Pamiętam, jakim szokiem dla mnie była wiadomość, że tematem pracy dyplomowej Romana Dmowskiego było: „Przyczynek do morfologii wymoczków włoskowatych”.
    ————-
    Pawle!
    Wyjeżdżałeś dokądś, że Cię tak strasznie dawno nie było? Gdzie spędzałeś wakacje?
    Piszesz: „nie istnieją w niej żadne prawa, które działałyby jednakowo – powiedzmy – w XVII i XXI wieku”, chyba trochę przesadziłeś. Mnie się wydaje, że większość praw była jednakowa i tu i wtedy, tylko że jeszcze o tym nie wiedziano. Chociażby prawo popytu.

  9. Dopiero co skończyłem „Pułapki umysłu” Kahnemanna. Dostał Nobla z ekonomii za jej obalenie 😉 No dobrze, nieco przesadzam. Chodzi o to, że za decyzjami ekonomiczny w ostatecznym rachunku stoją ludzie. A ludzie nie są idealnie racjonalnymi istotami, jak to sugeruje szkoła chicagowska (nie cała ekonomia, bynajmniej). Jeśli więc są jakieś reguły, to mają ograniczenia. W takim prawie popytu i podaży ma być paradoks Giffena.

  10. PAK-u!
    Ja tam wolę paradoks Veblena 😉

  11. Torlin: „Wyjeżdżałeś dokądś, że Cię tak strasznie dawno nie było?”

    Wyjeżdżałem, na objazdową wycieczkę z biurem podróży po Bułgarii z krótkim wypadem do Stambułu. Góry dla mnie w tym roku przeciwwskazane – bezpośrednio przed tym wyjazdem zrobiły mi się zakrzepy żylne w nodze i przeleżałem się ponad tydzień w szpitalu, z tego trzy dni nawet na sali intensywnej opieki kardiologicznej, podłączony do pompy tłoczącej jakieś świństwo przeciwzakrzepowe. Ponoć w pół roku powinienem wrócić do normy. W październiku wybieramy się jeszcze na ponad tydzień do Hiszpanii, a ściślej, po połowie do Madrytu z okolicami i do Barcelony. Po bliższym zapoznaniu się z literaturą z żalem stwierdziłem, że trzy dni na Barcelonę to zdecydowanie za mało, ale cóż, noclegi i przejazdy już porezerwowane i zapłacone.

    „Mnie się wydaje, że większość praw była jednakowa…”

    Dla mnie prawo (czy to fizyki, czy ekonomii) jest prawem w pełnym tego słowa znaczeniu wtedy, gdy jego znajomość pozwala trafnie przewidywać przyszły przebieg wydarzeń. Prawa fizyki mają tę cechę, tzw. prawa ekonomii – zdecydowanie nie. Pozwalają co najwyżej zrozumieć i zinterpretować to, co już się zdarzyło.

  12. Wracaj do zdrowia. Ja do Bułgarii nie pojechałbym z biurem podróży, tak się najeździłem po tym kraju, że aż do przesady.
    Jeżeli pozwolisz, to zwrócę Ci drobną uwagę, nigdy na wakacjach nie łap kilku srok za ogon. Po co Ci i Madryt, i Barcelona? Nie mogłeś skupić się na jednym z tych miast? Jadę do Portugalii i ciągle mnie namawiają, aby polecieć również na Maderę. A ja Ci więcej powiem, lecę tylko do Lizbony i na północ z Porto włącznie, a nie jadę na południe. Bo nie chcę się rozdrabniać. A na Maderę wybiorę się osobno.
    —-
    Moim zdaniem nie masz racji. Leży lód na ulicach i prawa fizyki nic Ci nie powiedzą o przyszłym zdarzeniu, tylko o konkretnym zjawisku w danych okolicznościach. Przyjdzie słońce i 10 st. C, to śnieg stopnieje. Jak wzrośnie ilość produkowanych dóbr przy takim samym popycie, to cena spadnie.

  13. @Torlinie,
    Lód na ulicach? No sam lód nie, tak jak sam lud na ulicach nie określa końca scenariusza — chwilowy protest, czy rewolucja 😉
    Ale, mówiąc serio, masz z Veblenem rację, ale czy to nie nazbyt szczegółowe? Bo przecież ograniczenie jest jedno podstawowe — prawo popytu i podaży działa tam, gdzie istnieje „wolny rynek”, a wolny rynek wymaga dużej liczby kupujących i sprzedających oraz standardowości towarów. Czyli, powiedzmy, działa na przykładzie jabłek, czy zapałek, ale już nie elektrowni atomowych (ograniczona liczba kupców i sprzedawców), a nawet samochodów (cena jest tylko jednym z kryteriów wyboru i to tylko w niektórych segmentach rynku), czy kurtek sportowych (zostawiając na boku kwestie kroju i materiałów, to mamy możliwość wylansowania marki, która pozwala wydzielić segment rynku tak, by ograniczyć konkurencję i dyktować ceny…).

  14. Masz rację PAK-u, ale należałoby wrócić do pierwotnego sporu. Rzekłeś, że dawniej nie było praw ekonomicznych dzisiaj funkcjonujących, a ja no to, że były. To, co piszesz, to są już szczegóły, w ogólnym rozrachunku przyznałeś mi rację – BYŁY.

  15. Torlin: „Jak wzrośnie ilość produkowanych dóbr przy takim samym popycie, to cena spadnie.”

    Tak się stanie bez wątpienia w warunkach „czystej”, modelowej gospodarki rynkowej, której nie zakłócają czynniki polityczne czy kulturowe. Bez trudu jednak można wyobrazić sobie warunki, w których nie będzie to prawdą. Choćby w państwie dalekim od demokracji. Poza tym, jest to „prawo” bardzo elementarne, dotyczące zjawisk najprostszych.
    Ja bym zadał takie pytanie: czy ekonomiści, uzbrojeni w swoje teorie, przewidzieli którykolwiek z wielkich kryzysów ostatnich dwóch stuleci?
    Być może byli tacy, co przewidywali, ale niechybnie byli w znikomej mniejszości, skoro ich głos się nie liczył i do kryzysów dochodziło. Zresztą nie traktowałbym takich odosobnionych trafnych prognoz jako dowodu szczególnej mądrości i dalekowzroczności, lecz jako łut szczęścia, zdarzenie losowe: jeśli tysiąc proroków przepowiada przyszłość, to prawdopodobnie któryś z nich czystym przypadkiem trafi w dziesiątkę.
    Słowem, w kwestii prognostycznych zdolności wszelkich nauk społecznych, nie tylko ekonomii, jestem głębokim sceptykiem. Powtórzę, z jakiego powodu: w sposób ścisły, na podobieństwo nauk przyrodniczych, można badać tylko zjawiska powtarzalne i poddające się eksperymentom, a procesy społeczne powtarzalne nie są i nigdy nie będą.

  16. Dlatego właśnie odpowiadam Ci cytatem z „Vabanku” – jesteś „szczególarz”. Naprawdę, w historii świata podstawowe zasady ekonomiczne tak samo działały, jak i teraz. I obojętne, czy będzie to dotyczyć stali damasceńskiej, jaj na targu, zboża polskiego przepływającego koło Torunia, frachtu w Gdańsku, cebulek tulipanów w Holandii czy nadmiaru złota w Hiszpanii. Wszędzie kwitnie ekonomia i jej prawa.

  17. @Torlinie,
    przypisałeś mi coś, czego nie napisałem — nie twierdziłem, że dawniej nie było praw ekonomicznych, ale twierdzę (i może to w końcu jasno wyartykułuję) że nie są to prawa w typie praw fizycznych.
    Ekonomia nie jest nauką ścisłą, czy przyrodniczą — jest nauką społeczną. (Po angielsku mielibyśmy tu przeciwstawienie science i knowledge — czyli nauki i wiedzy, w Polsce jednak na wszystko się mówi nauka.) Ekonomia nie opisuje też jakiś ścisłych, nieodwołalnych związków, a raczej to, co jest typowe (bo na końcu stoją ludzie, w uproszczeniu powiedzmy, że nie będący zdeterminowani w swoich wyborach) — co umożliwia zaistnienie paradoksów, niemożliwych w fizyce (nie da się zawiesić grawitacji…).
    Tak więc prawa ekonomiczne należałoby raczej porównać z prawami socjologicznymi. I one, owszem, istnieją, ale mają jednak inny charakter niż w fizyce.

  18. Ja wiem doskonale, o co Ci chodzi, ale mimo wszystko w generaliach ekonomia jest bliższa fizyce niż socjologii. Jeżeli będziemy rozpatrywać prawa i fizyki i ekonomii w warunkach laboratoryjnych, to zwiększenie produkcji przy tym samym popycie spowoduje spadek cen. Koniec, kropka.
    A jeżeli będziemy rozpatrywać te same prawa w warunkach rzeczywistych, to sami fizycy pogubią się w nadmiarze uzależnień, zależności, parametrów wpływających. Ze śmiechem Ci powiem, że to jest jak z balonem. Co z tego, że został napompowany gazem lżejszym od powietrza, i na logikę powinien polecieć w stratosferę, a nie poleciał. A dlaczego? Bo nad nim był szklany sufit.
    Nie można porównywać dwóch nauk, kiedy jedną rozpatrujesz w warunkach laboratoryjnych, a drugą w warunkach rzeczywistych.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: