Napisane przez: torlin | 08/09/2014

Kolejka do kultury, ale do muzeum czy do GAP?

TAIWAN_(f)_1017_-_Musei

Przeczytałem bardzo ciekawy artykuł w „Polityce” pt. „Szturm na Luwr” TU, i powiem szczerze, że jestem zbudowany wymową artykułu. Coraz większe kolejki do muzeów, coraz większe zainteresowanie. Przyznam jeszcze raz szczerze, że ja w okolicy swojej osoby nie znam ani jednego człowieka (znajomego, współpracownika), który by interesował się sztuką. A tłum gęstnieje. Jestem zaproszony na Tajwan, więc przypuszczalnie kiedyś w przyszłości będę mógł zobaczyć National Palace Museum w Tajpej, o którym to pisze „Polityka”, że miało największą dzienną średnią zwiedzających na całym świecie, prawie 11 tysięcy (zdjęcie u góry).

I wydawało się, że projekt GAP (Google Art Project) zniszczy frekwencję muzealną, ale jak się tak zastanowić, to jedynie wspomoże. Trzeba koniecznie dodać tu również niezaprzeczalny fakt, o którym pisze „Polityka”, że niesłychanie wzrosła liczba osób odwiedzających nie tylko słynne miasta zachodnie, ale i ich muzea, z Rosji i z Chin. Bo z pozostałych państw „chińskich” spotykałem mnóstwo osób na swojej drodze, z Tajwanu, Hongkongu, Singapuru, Makao.

Przyznam szczerze, że tylko raz wyciągnąłem przewodnik i patrzyłem na zdjęcie, zamiast na obraz na ścianie, było to w Pałacu Dożów, i było tam tak ciemno, że nic nie widziałem.

Zna ktoś Portugalię? Usiłuję się doczytać, czy jest muzeum w Portugalii godne całodziennego zwiedzania? Czy sobie darować!

Advertisements

Responses

  1. Jeszcze ciekawy link
    http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,16592278,Wydawcy_przeciw_porozumieniu_Google_z_Unia_Europejska.html#BoxBizTxt

  2. Powiem ci, Torlinie, że ja mam mieszane uczucia. Nie cierpię bowiem owczego pędu, a ten run na czołowe muzea wydaje mi się nie tyle eksplozją miłości do sztuki, ile realizacją hasła w rodzaju: „Dziesięć miejsc na kuli ziemskiej, które MUSISZ odwiedzić”. Sam temu poniekąd ulegam, choć w znacznym stopniu pod wpływem najbliższych. W ostatnich latach zaliczam jeden kraj i jedno sławne miasto po drugim. Jednakże moją prawdziwą ambicją było zawsze docieranie do miejsc, gdzie mało kto bywa, niekoniecznie nawet bardzo egzotycznych i niekoniecznie szczególnie atrakcyjnych w potocznym rozumieniu. W Luwrze byłem, ale chyba większą satysfakcję sprawiło mi zwiedzanie choćby Muzeum Drewna w Câmpulung Moldovenesc, gdzie w ciągu godziny pobytu byliśmy jedynymi gośćmi.

  3. Bardzo Ci dziękuję za komentarz, bo mi ich brakuje. Ja, jak Ci już wielokrotnie pisałem, tłumy nie przeszkadzają. I powiem Ci, że jak miałbym mieć do wyboru: Luwr czy Muzeum Drewna, to wybrałbym to pierwsze. Wybieram jednak „10 miejsc, które musisz zobaczyć koniecznie” – masz przykład teraz mojej Portugalii, mam nie zwiedzić Lizbony, przejechać słynnym tramwajem czy pójść na przylądek czy spłynąć Douro? Tak realizowałem swój pobyt w Gruzji, zwiedziłem najsłynniejsze miejsca przewodnikowe i jestem zachwycony pobytem.

  4. „I powiem Ci, że jak miałbym mieć do wyboru: Luwr czy Muzeum Drewna, to wybrałbym to pierwsze.”

    Jeśli stawiamy sprawę w ten sposób: czy wolisz pojechać do Paryża, czy do Kimpulungu, to ja oczywiście też wybiorę Paryż. Chodzi mi nie tyle o sam wybór, ile o emocje towarzyszące zwiedzaniu różnych miejsc. W Paryżu czuję się małym człowieczkiem zagubionym wśród milionów takich samych zwiedzających. Kimś banalnym. Na głuchej rumuńskiej prowincji czuję się odkrywcą. A ja cenię sobie poczucie, że jestem może nie lepszy, ale inny od większości. Taki mały snobizm.

  5. Dorzuce moje „dwa slowa”. Lubie culture, lubie sztuke. Nie cierpie tlumow – taki nabyty nawyk czlowieka „z buszu”. Stad bardziej ciagnie mnie do ponownego odwiedzenia malego kosciolka w Kodeniu niz muzeow Londynu.
    Sadze, ze w ciszy I wzglednej samotnosci latwiej jest „obcowac” z historia I dorobkiem kultury. Jest to moja osobista preferencja ( szczesliwie rowniez mojej zony ) I nie powinna byc traktowana jako ocena preferencji roznych od tej wyrazonej.

    Pozdrawiam

  6. Mnie się wydaje, że nasza różnica zdań polega na nieporozumieniu. Bardzo lubię wędrówkę kulturową, jeść tam gdzie mieszkańcy, oglądać małe kościółki i chodzić po pagórkach, na których nikogo się nie spotyka. Ale dokładnie tak samo dobrze czuję się w środku Brukseli zdążając do Królewskiego Muzeum Sztuki Dawnej, które chcę dla przykładu zobaczyć.
    Ale jeżeli mam 10 dni wakacji Portugalii, to będę ją zwiedzał przy pomocy Top Ten, a dodatkowym marzeniem jest pożyczyć samochód i pojechać w góry Portugalii (i tam jest pustka).
    A to, o czym piszesz Pawle, to w filozofii nazywa się dylemat czegoś tam, przedstawiany jest na zasadzie kajuty na statku wycieczkowym: „czy wolisz mieć kajutę pierwszej klasy na statku trzeciej klasy, czy też kajutę trzeciej klasy na statku pierwszej klasy”. Widzę, że preferujesz siedzenie na posiłku przy stole kapitańskim.
    A ja i to, i to.

  7. Znowu trochę obok.
    Wrażenie „na żywo” niesamowite, ale detale lepiej widoczne tutaj: Wujek google – „świdnica 360 pokoju” – pierwszy link. To tylko przykład. Jest w sieci takich cudów mnóstwo.

  8. Masz rację Tempie, ale omijasz w ten sposób jedność miejsca, akcji i czasu. Odpowiem Ci przykładem, kiedyś nad morzem rybak poczęstował nas świeżo złowionymi flądrami. Były absolutnie rewelacyjne. Ponieważ tego dnia wracaliśmy do domu, dał nam kilka w prezencie. Usmażyliśmy je sobie w domu, ale to już nie to. Wino tunezyjskie pite na Saharze nie smakuje tak samo jak w Warszawie. To jest wspaniale, ale mimo wszystko ersatz.

  9. W Luwrze byłam dawno, bo w 2000 roku. Przed Moną Lisą był tłum niesamowity. Nie przeszkodziło mi to jednak podziwiać obraz przez długi czas. Więcej powiem – wracałam do niego kilkakrotnie.
    Wiele osób z całego świata zwiedza muzea przy okazji lub dlatego, że wypada. Jest jednak grupa i to dość duża, która zwiedza je z prawdziwej potrzeby poznania i zrozumienia.jakiegoś dzieła czy wogóle sztuki.
    Będzie mi miło, jeśli rzucisz okiem na ten tekst:
    http://www.pisarze.pl/publicystyka/2539-jadwiga-smigiera-dzielo-najwspanialsze.html

  10. Rodzaj zwiedzania u mnie określa pogoda. Jeśli warunki są komfortowe – to zwiedzam obiekty na powietrzu. Jeśli pada, jest upał – to czas na muzea.
    Oczywiście dla każdego coś innego jest ważne, a czasu na razie rozciągnąć się nie da.

    Lizbona – koniecznie tramwaj 28, spacery po lśniących( z marmurowej kostki) chodnikach, kawa wieczorem w lokalu i fado na żywo.
    Sama historia miasta jest fascynująca.
    Południe – słoneczne, z pięknymi piaskowcowymi ostańcami na Atlantyku.
    10 dni, to wcale niedużo – zwłaszcza, ze chciałbyś zobaczyć góry.
    W każdym z tych miejsc chciałoby się zostać dłużej.

  11. à propos Luwru i muzeów (mówiąc o Paryżu nie można zapominać o d’Orsay) oraz tego, co w muzeach:

    http://wizjalokalna.wordpress.com/2011/03/16/czym-jest-sztuka/

    Muszę przyznać, że wybierając się np. do Madrytu, najbardziej pociągało mnie Prado, a w Londynie – National Gallery.

    Wiele znakomitych galerii jest w Stanach (moim głównym celem wypraw do Cleveland czy Toledo w stanie Ohio, były właśnie znajdujące się tam znakomite zbiory malarstwa – kupowanego, a nie grabionego, jak to miało miejsce dość często w Europie).
    W Stanach najlepsze kolekcje sztuki mają Metropolitan w Nowym Jorku (moim zdaniem najlepsze muzeum na świecie), Galeria Narodowa w Waszyngtonie i Art Institute w Chicago.

    Z muzeów, które nie są molochami, bardzo lubię zwłaszcza znajdujące się na Manhattanie Frick Collection (takiej koncentracji arcydzieł europejskiego malarstwa nie widziałem nigdzie indziej.) Za każdym razem, kiedy jestem w NYC wstępuję do Fricka.
    Nie ma to jak bezpośredni kontakt z obrazem, nawet tym bardzo dobrze znanym z reprodukcji – dlatego katastrofą moim zdaniem jest zwyczaj pakowania obrazu za szybę – nie czuję wtedy żadnych „fluidów”, nawet jeśli szkło jest bezrefleksyjne.

  12. Stokrotko, dzięki za odwiedziny, ale ja nigdy nie byłem we Francji, więc i nie mogłem obejrzeć Madonny (Mona = Madonna). Ale tekst wspaniały linku, za który jestem Ci bardzo wdzięczny.
    ————–
    Mario!
    Dzięki! Coś mi się wydaje, że te wakacje będą naprawdę kulturowe, czyli bez biegania od zabytku do zabytku, tylko będziemy siedzieć na brzegu Tagu, jeździć tramwajem nr 28, pojedziemy do Porto.
    —————
    Do Marii i Staszka!
    Jestem wielbicielem malarstwa i podczas każdego pobytu poświęcam jeden dzień na galerię. Tak było w Madrycie (gdzie miałem 2 z Prado na czele), tak było w Brukseli. Czy to samo będzie w Lizbonie? Śmiem wątpić.
    —————
    Staszku!
    Ja wiem, że Amerykanie mają wspaniałe zbiory, tylko że to się nie da pozbierać, i Nowy Jork, i Nowy Orlean, i Art Institute w Chicago, i Wyżyna Kolorado, i odwiedzić Alicję w Kingstown. Ale marzenia są po to, aby je realizować. Teraz – Portugalia. Byłeś w tym kraju Staszku?

  13. Miło mi Torlinie, że mój tekst o Monie Lisie podobał Ci się.
    Pozdrawiam

  14. Z Lizbony (i okolic) najlepiej zapamiętałem: Sintrę, oceanarium, Zamek.

  15. Witam gszczepa, mam też to w planie, słyszałem jedynie, że oceanarium jest bardzo daleko i ciężko dojechać.

  16. Torlin, to akurat mogę zdementowac. Owszem, kawałek od centrum, ale bardzo wygodny dojazd metrem. Trzeba dotrzeć na stację metra Oriente, potem już tylko kawałek pieszo. Przy okazji można obejrzeć most i pospacerować wybrzeżem.

  17. Dzięki za informacje, przydadzą mi się.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: