Napisane przez: torlin | 14/11/2014

Konkurs filmowy Torlina

Postanowiłem dać Wam konkurs do rozwiązania. Wytypowałem dwanaście kategorii zgodnie z dawnym systemem dwunastkowym, można się spierać, których kategorii nie ma, a które są niepotrzebne. Wybór jest tendencyjny do granic możliwości, gdyż to są filmy, które są MOIM ZDANIEM najlepsze w swoich kategoriach. Rozumiem, że inni mają całkowicie odmienne poglądy na ten temat – z chęcią przeczytam propozycje. A więc jedziemy, jakie są tytuły poniższych filmów:

piraci

Najlepszy film o piratach w historii kina

komedia romantyczna

Najlepsza komedia romantyczna w historii kina

najlepszy polski film

Najlepszy polski film

najlepszy polski serial współczesny

Najlepszy polski serial współczesny

najlepszy polski serial historyczny

Najlepszy polski serial historyczny

najlepszy western

Najlepszy western w historii kina

najlepszy film wojenny

Najlepszy film wojenny w historii kina

najlepszy film grozy

Najlepszy film grozy w historii kina

najlepszy film s.f.

Najlepszy film s.f. w historii kina

najlepszy serial historyczny świata

Najlepszy serial historyczny świata

najlepszy serial świata

Najlepszy współczesny serial świata

najlepszy film świata

I ostatnia kategoria – najlepszy film świata – oczywiście zdaniem Torlina.

———————

Odpowiedzi:

Piraci – „Karmazynowy pirat„,

Komedia romantyczna – „Rzymskie wakacje„,

Najlepszy polski film – „Ziemia obiecana„,

Najlepszy polski serial współczesny – „Siedlisko„,

Najlepszy polski serial historyczny – „Królewskie sny„,

Western – „Rio Bravo„,

Najlepszy moim zdaniem film wojenny w historii kina – „Łowca jeleni„,

Film grozy – „Psychoza” Alfreda Hitchcocka,

Najlepszy film s.f. w historii kina – „2001: Odyseja kosmiczna” Kubricka,

Najlepszy serial historyczny świata – „Ja, Klaudiusz” z genialną rolą Dereka Jacobi,

Najlepszy współczesny serial świata – „M*A*S*H„,

I ostatnia kategoria – najlepszy film świata – oczywiście zdaniem Torlina – „Siódma pieczęć” Bergmana.

Advertisements

Responses

  1. Wiesz, Torlinie, jak chyba co najmniej raz u ciebie pisałem, nie przepadam za tym rdzennie amerykańskim zwyczajem wybierania najlepszego czegoś tam w historii. Obawiam się, że gdybym musiał dokonywać takich wyborów, to byłyby różne w zależności od tego, czy jestem w dobrym, czy w podłym nastroju, albo wręcz – czy jestem przed czy po kolacji.
    Nie jestem również wielkim znawcą kinematografii, a i pamięć, zwłaszcza wzrokową mam kiepską, więc z twojej dwunastki zidentyfikowałem na sto procent jedynie dwa. Seriale skreślam w ogóle, bo ich programowo nie oglądam. Podobnie jak komedii romantycznych (swoją drogą idiotyczny termin, bezmyślna kalka z angielskiego, powinno być „komedii miłosnych”).
    Zgodzę się, że „Ziemia obiecana” to jeden z najlepszych polskich filmów, ale w mojej opinii silną konkurencją dla niego byłyby stare filmy „szkoły polskiej”: „Kanał” albo „Eroica”.
    Co do SF, to właściwie nie przypominam sobie filmu tego gatunku, który bym uznał za dobry. Może mam w tej dziedzinie zbyt wyrafinowany gust. Na pewno nie wytypowałbym „Odysei kosmicznej”. Największe wrażenie zrobił na mnie w swoim czasie „Fahrenheit 451” (notabene jedyny znany mi przypadek, gdy ekranizacja przewyższyła wersję książkową), ale nie wynikało to akurat z elementu fantastycznego.
    W dziedzinie kina wojennego też jestem smakoszem i ciekaw jestem, co takiego wytypowałeś. Ja już bardzo dawno nie widziałem dobrego filmu z tej dziedziny. Ostatnio wybrałem się na „Furię”, która jednak przy dużych walorach inscenizacyjnych okazała się od strony fabuły koszmarną brednią. Najwyżej cenię znowu starocie: angielskie „Okrutne morze” albo radziecką „Balladę o żołnierzu” (choć w tym drugim wojna jest właściwie tylko w tle). Z nowszych rzeczy niezłe są produkcje wg Ryana: „O jeden most za daleko” i „Najdłuższy dzień”. Także radziecki „Gorący śnieg”, gdyby usunąć z niego pewne smrodki propagandowe.

  2. I mnie się takie nie widzą rankingi, bo pierwszą rzeczą by trzeba zdefiniować najlepszość, ale w czym? W serialach historycznych rozumiem, że szło Ci o pewną mądrość z ekranu płynącą i wierność realiom epoki i w tym sensie wyboru popieram, ale dla ludzi, którzy pasjonatami historii nie są, serial o Jagielle jest nudzi jak flaki z olejem. O piratach żem niedawnem nawet czasem jakiego widział serialu, którego treść by być miała imaginowaną preambułą do „Wyspy skarbów”. Treść głupawa, zwroty akcji naciągane jak stara pończocha, marynistycznie tandeta jak rzadko, ale w realiach pirackiego żywota, osobliwie reguł, któremi się te bractwa kierowały, nie widziałem niczego lepszego…
    Kłaniam nisko:)

  3. Ach Torlinku co za wspaniały konkurs. Zawsze chodzę z Darkiem do kina a on najbardziej lubi takie filmy co się kopią i o dziesięciu małych indianach jak patrzy na niego powtarza jedno małe murzyniątko poszło teraz w cichy kątek gdzie się z żalu powiesiło ot i koniec murzyniątek. Nie wiem o co mu chodzi ale wczoraj się podjarał jak przywaliłeś temu testekowi. Jeden murzyn mniej! Śliczny ten przystojniak z napisem bates motel! Całuski w nosek! 🙂

  4. Toż jak mantrę powtarzam – najlepsze w ocenie Torlina. Myślicie, że ja się nie zastanawiałem nad poszczególnymi pozycjami? Przecież to jest tylko zabawa. Trochę się zdziwiłem, że poznałeś Pawle tylko 2 filmy, bo kilka z nich to są kanony gatunku jak się patrzy. Powtarzam, to jest tylko zabawa.
    Wachmistrzu, o Jagielle znowu to samo, dla mnie ten film jest przepyszny, mądry, świetnie zagrany, jest to ekranizacja wspaniałej zresztą książki. A serialowi międzynarodowemu możesz coś zarzucić? Miałem oczywiście swoje „drugie odnogi”, ogólne – to byłby chyba „Rzym”, polski – mnie się strasznie podobała „Tajemnica Twierdzy Szyfrów”.
    A co do komedii romantycznych! Tak to zostało nazwane i koniec. Trochę Pawle nie znoszę tej superpoprawności, że naciskamy przycisk, a nie guzik, że coś jest unikalne, a nie unikatowe. Mnie ta nazwa się strasznie podoba, zresztą przepadam za nimi. U mnie tuż za zwycięskim filmem jest „Notting Hill”, „Francuski pocałunek” i „Dwa tygodnie na miłość”.
    A nie moglibyście wytypować własnych typów w poszczególnych kategoriach?

  5. Zawsze mnie, Torlinie, dziwi twoja nieukrywana irytacja, gdy stykasz się z odmienną opinią. Tak jakby ktoś tym samym kwestionował twoje prawo do posiadania własnych poglądów…
    Co do „romantyczności” – widzisz, praca z polszczyzną (w tym przekłady) to mój zawód i dlatego jestem na takie szczegóły uwrażliwiony. Nie jestem purystą i wiem, że język ewoluuje. Wiele zwrotów dziś uważanych za w pełni poprawne, wyrosło z dawnych błędów językowych, które się utrwaliły. Sądzę jednak, że w każdym konkretnym momencie powinno istnieć coś takiego jak norma językowa (dla każdego pokolenia inna). Choć stykałem się z ludźmi, którzy kwestionowali tę potrzebę.
    Niewątpliwie utrwaliła się już i „komedia romantyczna”, więc nie zamierzam tego terminu zwalczać. Jest to jednak neologizm świeży, oparty na mechanicznym tłumaczeniu z angielskiego, co mnie jako zawodowego tłumacza złości. Mnóstwo dziś tego, jak kiedyś dawno łaciny, a później francuszczyzny. Niech mi więc będzie wolno demonstrować niechęć do tego zjawiska. Dla mnie romantyczność to trochę co innego niż przygody erotyczne.
    Co zaś do rozpoznawania: pisałem, że mam kiepską pamięć wzrokową. Oglądałem w życiu setki, jeśli nie tysiące filmów i tylko z niektórych pozostały mi w pamięci pewne kluczowe sceny. Słabo też kojarzę z twarzy większość znanych autorów. Jak więc mam ci rozpoznać te filmy?
    Moje typy? W przypadku trzech kategorii je wymieniłem. Inne mniej mnie interesują. Seriali, jak pisałem, nie oglądam. Nie oglądam również filmów grozy, bo te o które się otarłem (pamiętam sprzed lat np. „Omen”) swoją nierealnością śmieszą mnie, zamiast straszyć. Filmów o piratach widziałem parę i żaden nie pozostał mi w pamięci. Z klasycznych westernów wybrałbym pewnie „W samo południe”, lecz zawsze wyżej ceniłem antywesterny, takie jak „Mały wielki człowiek” czy „Tańczący z Wilkami”.

  6. Ja wiem, czy słowo „irytacja” jest na miejscu. Momentami nie mogę zrozumieć, dlaczego ciągle jestem pouczany, że takiego tematu nie należy poruszać w moim blogu.
    Tłumaczenia. Jestem wielbicielem polszczyzny, i musisz przyznać – stwierdzę nieskromnie – że nie jestem ostatni w naszym języku. Cóż ja zrobię, że denerwują mnie ludzie superpoprawni. Kto to jest dla Ciebie „pasjonat”?
    Najlepszy film wojenny to jest „Łowca jeleni” Cimino. Oczywiście moim zdaniem.
    A dlaczego nie oglądasz seriali? Ja twierdzę, że wszystko jest dla ludzi, tylko w konkretnych ilościach.

  7. @ Torlin,

    Najlepsze czy nie, sprobowalem rozpoznac:

    1. Karmazynowy Pirat
    2. Rome Holiday
    3.Ziemia Obiecana – akurat niedawno ogladalem
    4. xxxxx
    5. yyyyy
    6 Rio Bravo
    7. The Deer Hunter – nie jestem na 100% pewien
    8. Psycho
    9.2001: A Space Odyssey
    10 I, Claudius – to zasluga mej zony, z grubsza wiedzialem jaki film tyko nie pamietalem imienia bohatera
    11. Mash
    12 zzzz

    Pozdrawiam

  8. W większości masz rację, wszystko się zgadza łącznie z „Łowcą jeleni”. Czwórka to jest „Siedlisko” Majewskiego, a piątka „Królewskie sny” o Jagielle z Gustawem Holoubkiem w roli głównej, w reżyserii Grzegorza Warchoła.
    A 12 to „Siódma pieczęć” Bergmana. Bardzo zastanawiałem się nad „8 1/2” Felliniego.

  9. „Dlaczego ciągle jestem pouczany, że takiego tematu nie należy poruszać w moim blogu.”

    O ile stwierdzenie, że mnie proponowana przez ciebie zabawa nie interesuje, nazywasz pouczaniem…

    „Kto to jest dla Ciebie pasjonat?”

    Obecnie znaczy to: człowiek całym sercem zaangażowany w jakąś działalność. Akceptuję tę zmianę znaczeń, ale sam tego słowa nie używam. Przez pamięć o poprzednim znaczeniu.
    Pasjonat to jeszcze nic. Zetknąłem się już ze słowem „fascynat”. A jak się już tak rozpisałem, to przy okazji przytoczę dwie śmiesznostki translatorskie. Raz po raz stykam się ze słowem ‚pathetic” tłumaczonym jako „patetyczny”, chociaż we współczesnej angielszczyźnie znaczy ono raczej „żałosny” lub „żenujący”. Co przeważnie jasno wynika z kontekstu. W pewnej zaś powieści SF astronauci stale biegają w tunikach, bo tłumacz nie wiedział, że „tunic” to również „odzież specjalna, kombinezon”.

    „Najlepszy film wojenny to jest „Łowca jeleni” Cimino. Oczywiście moim zdaniem.”

    Tak się składa, że nie oglądałem. Będę musiał spróbować. Generalnie mam duży dystans do wojennych filmów produkcji amerykańskiej. To jest nacja, która wojny w jej prawdziwie okrutnym wymiarze skosztowała właściwie tylko raz – podczas własnej wojny domowej.

    „A dlaczego nie oglądasz seriali?”

    Po pierwsze, z braku nawyku – telewizor w moim domu rodzinnym pojawił się, kiedy miałem trzydzieści lat. Po drugie, szkoda mi czasu. Nie cierpię tego, co potrafią uprawiać moi bliscy – oglądania filmów z doskoku, kiedy akurat się trafi. A systematycznie oglądać serial to znaczy mieć przez parę miesięcy skasowany jeden wieczór w tygodniu.
    Zresztą w ogóle nie za wiele czasu spędzam przed ekranem. Znacznie więcej nad książką.

  10. Jestem pełen podziwu dla ludzi tłumaczących, sam czytam z wypiekami na twarzy przygody translatorskie, szczególnie, gdy dotyczy to tekstów trudnych, jak np. „Europa” Normana Davisa, czy dany termin ma polski odpowiednik. Ja nie znam angielskiego w ogóle, ale np, wiem, że „blue” oznacza również „smutny, przygnębiony”, a spotkałem ludzi jako tako znający ten język nierozumiejący sformułowania „w smutnym kolorze blue”. Znasz tę stronę?
    http://www.tlumaczenia-angielski.info/angielski/coloridioms.htm
    ————
    A jeżeli chodzi o seriale, moim zdaniem mylisz seriale z tasiemcami. MASH-a było wprawdzie 251 odcinków, ale np. „Królewskie sny” – osiem, „Tajemnica Twierdzy Szyfrów” – 13, „Siedlisko” – 9, „Rzym” – 12, „Ja, Klaudiusz” – 12. Jak widzisz, z tymi miesiącami to przesadziłeś.

  11. @ Pawel Lubonski,

    Poziom wielu tlumaczen jest fatalny. Tlumaczenia dialogow w filmach wprost tragiczne. Czesto odnosze wrazenie, ze komputer zastapil tlumaczy z prawdziwego zdarzenia.
    To tak przy okazji.

    W sprawie „The Deer Hunter”. Nie jestem przkonany, czy jest to film wojenny, choc wojna w nim rowniez „wystepuje”. Dobrych filmow wojennych jest chyba niewiele.

    Pozdrawiam

  12. Ale nawet tłumaczenie tytułów filmów jest skomplikowane, jak Wam się podoba „Wirujący seks” („Dirty Dancing”)? Ale dla przykładu prosiłem Logosa o przetłumaczenie tytułu jednej z mojej ukochanej komedii romantycznej: „Polubić czy poślubić” (mieszka w końcu w Chicago i jest dziennikarzem) „Fools Rush In” i napisał mi: „Dosłownie znaczy to „głupcy się śpieszą”, ale ma to oczywiście szersze znaczenie (tutaj przypomina się piosenka Presley’a ze słowami: „Wise men say only fools rush in / But I can’t help falling in love with you”, czyli (mniej więcej): „Mądrzy ludzie powiadają, że tylko głupcy się śpieszą, ale ja i tak nie mogę nic poradzić na to, że się w tobie zakochuję.”
    Jednak w tym „Fools rush in” jest więcej niuansów, ale to trzeba by wyjaśniać znaczenie znanego w ang. literaturze wersu „And fools rush in where angels fear to tread”, co jednak przekroczyłoby ramy tego komentarza. 🙂
    Tłumaczenia naprawdę potrafią być trudne.
    ————
    A czysto wojenny film? Wahałbym się pomiędzy „Pattonem” a „Czasem Apokalipsy”, najlepsza komedia wojenna „Złoto dla zuchwałych”. Polska – „Jak rozpętałem…”. Chociaż po piętach depce mu „C.K. Dezerterzy”.

  13. Co do „Złota dla zuchwałych” i „Jak rozpętałem” to się zgadzam.

    „Czas apokalipsy” (który wprawdzie słabo pamiętam) zdecydowanie mi się nie podobał – wydumana, niemądra fabuła. Z nowszych amerykańskich niezły był „Pluton”.
    W ogromnej większości filmów wojennych pomijane są lub śladowo reprezentowane dwa kluczowe wątki psychologiczne: jak się na wojnie ludzie boją i jak się na wojnie nudzą.
    A propos nudy. Zawsze podejrzliwie traktowałem frazesy o żołnierzach rwących się do boju. Ale u Orwella („W hołdzie Katalonii”) trafiłem na fragment, w którym autor opisuje, jak podczas wojny domowej w Hiszpanii on i jego koledzy na ochotnika zgłaszali się do niebezpiecznych akcji, bo nie wytrzymywali psychicznie wielotygodniowego bezczynnego gnicia w okopach. Orwellowi wierzę bez zastrzeżeń. W tym, co pisze, jest szczery do bólu.

  14. Muszę przyznać, że mi jest łatwiej pisać o książkach wojennych, chyba za najlepszą muszę uznać „08/15”. Fenomen. Równać się może tego samego autora „Fabryka oficerów”. Dla mnie „08/15” jest poważniejszą odmianą jednej z najważniejszych książek świata: „Paragraf 22”.. Z pamiętników – Bradley.

  15. Teraz urządzasz mistrzostwa świata książek? „08/15” to dobra rzecz, choć moim zdaniem jej polski przekład pozostawia wiele do życzenia (nie znam niemieckiego i bardzo tego żałuję). Mógłbym jednak z marszu wyliczyć kilkanaście wojennych powieści, których nie stawiam niżej.

  16. Znowu czegoś nie mogę? 😦
    Ja też żałuję, że nie znam bezbłędnie niemieckiego, ale jestem antytalentem językowym. Powiedz mi Pawle, jak się samemu nauczyć angielskiego bez kursu, aby można było dogadać się w sklepie, w restauracji, hotelu, kasie biletowej?
    Jestem człowiekiem uwielbiającym wielkie produkcje w rodzaju: „Tora! Tora! Tora!”, „Bitwa o Midway”, „O jeden most za daleko”, ostatnio była w telewizorni „Bitwa o Anglię”, z przyjemnością zobaczyłem. Nasza „Bitwa o Berlin” czy „Jarzębina Czerwona” były zupełnie niezłe.
    Chcesz prawdy o wojnie? Przeczytaj sobie „Kaputt”.

  17. „Znowu czegoś nie mogę?”

    Ależ możesz, możesz. A ja mogę to komentować.

    „jak się samemu nauczyć angielskiego bez kursu, aby można było dogadać się w sklepie…”

    Nie mam pojęcia. Sam nie potrafię się sprawnie dogadać poza sprawami najprostszymi. Dobry z angielskiego jestem wyłącznie na piśmie. Tłumaczyć książki i prowadzić konwersację to zupełnie niezależne od siebie umiejętności.

    Też oglądałem niedawno „Bitwę o Anglię”. Kiedy ją widziałem przed laty po raz pierwszy, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Teraz mocno wyblakła. Postęp w technice kinematografii jest jednak ogromny.
    To samo muszę powiedzieć o radzieckim „Wyzwoleniu”. Kiedy w latach siedemdziesiątych puścili je na szerokim ekranie w „Relaksie”, trudno się było dopchać.

    „Chcesz prawdy o wojnie?”

    Chcę prawdy o wojnie i tropię ją od lat w dziesiątkach i setkach różnych książek. W powieściach, wspomnieniach, opracowaniach historycznych. W wielu są okruchy tej prawdy, ale tylko bardzo nieliczne brzmią w pełni prawdziwie i szczerze.

  18. @ Pawel Lubonski,

    „W wielu są okruchy tej prawdy,..”

    Z jednej strony, my w wojnie udzialu nie bioracy, mozemy jedynie polegac na naszym odczuciach, jaka jest „prawdziwa” prawda o wojnie.
    Z drugiej zas, istnieje cos takiego jak wrazliwosc czytelnikow, ktora jest brana pod uwage, gdy wspomnienia powstaja. Szczegolnie dotyczy to wspomnien ludzi znajacych wojne z pierwszej linii walki, tym bardziej, gdy autor opisuje wydarzenia wojny „asymetrycznej” ( regularne wojsko vs partyzantka). Zbytnie zblizenie sie do „jadra prawdy” wywoluje fale oburzenia u czytelnikow a autora naraza na oskarzenia i obelgi.

    @ Torlin,

    „jak się samemu nauczyć angielskiego bez kursu, aby można było dogadać się w sklepie…”

    Angielski w swej podstawowej formie zdaje sie byc prostym jezykiem – z cala pewnoscia prostszym od polskiego. Pewna trudnoscia jest wymowa, gdyz inaczej sie pisze a inaczej wymawia. Niemniej znajac +- 100 slow mozna sie porozumiec ” w sklepie”. Ten poziom mozna osiagnac uczac sie samemu, majac dostep do nagran. Dalszy postep jest jednak rzecza zlozona, gdyz angielski na wyzszym poziomie zaczna byc jezykiem trudnym, z „dziwnymi” dla Polaka konstrukcjami gramatycznymi. Nie kazdy kurs w tym przypadku pomoze.

    Pozdrawiam

  19. Zaproponowany przez Ciebie temat, Jacku, to prawdziwa „kobyła”, którą trudno „ugryźć” w skromnych ramach, jakimi ogranicza nas blogowa forma. Dlatego też muszę sobie darować konsumpcję całości.

    Widzę jednak, że komentarze zdominował wątek kina wojennego. Muszę się przyznać, że kino wojenne to był mój „konik” w czasach mojej młodości. Uważam, że nakręcono sporo bardzo dobrych filmów wojennych (moim zdaniem, takie tytuły jak „Czas Apokalipsy”, „Pluton”, „Patton”… można zaliczyć do czołówki tego genre’u).
    Swego czasu zastanowiłem się nad źródłem atrakcyjności kina wojennego. Oto, co m. in. przyszło mi wówczas do głowy:

    ***
    Na wojnę patrzymy zarówno z przerażeniem i odrazą, jak i fascynacją. Jest ona stałym elementem naszej „kultury”. Pełno jej na ekranach kin i telewizorów, pełno w literaturze… Co nie dziwi wobec faktu, że to właśnie wojna, gwałt i przemoc były w dużej mierze tym, co kształtowało naszą cywilizację.
    Oczywiście wiemy dlaczego wojna nasz przeraża. Ale co powoduje, że wydaje się nam ona fascynująca? Na czym polega wojenna atrakcja? Dlaczego tak chętnie piszą o wojnie „ludzie pióra” i z takim entuzjazmem biorą się za ten temat filmowcy? Co powoduje, że my sami z patrzymy na nią z takim zainteresowaniem, zadziwieniem i uwagą, ale i ekscytując się nią, często poddając przy tym nasze myśli i nerwy wielkiej próbie wytrzymałości?
    Co nas tak w wojnie pociąga?
    Otóż wiele.

    Jej dramatyzm. Wojna postrzegana jako najwyższe i najgłębsze doświadczenie człowieka. Mobilizująca wolę i zmysły, wyostrzająca ludzkie uniwersalia… Na wojnie żyje się szybciej (i krócej), przeżywa intensywniej, zapomina o cenie (i wartości) życia. To nie tylko okrucieństwo pcha ludzi do walki, ale również dreszcz podniecenia. To nie tylko chęć potępienia i smutna zaduma nad fatalizmem wojen przyciąga nas widzów przed ekran, ale także siedzący w każdym z nas okrutny podglądacz walki gladiatorów. Największe historie opowiadane przez człowieka, największe tragedie i poematy nie mogą się obejść bez wojen – bez tego bogactwa i dramatyzmu ludzkich losów, zakręconych wojenna zawieruchą. „Iliada”, „Pieśń o Rolandzie”, „Wojna i pokój”, sienkiewiczowska trylogia, „Władca pierścieni”, „Gwiezdne wojny”…

    Jej fatalizm. Niestety, wszystko wskazuje na to, że dopóki na ziemi będzie istniała ludzka cywilizacja, dopóty będą wojny. Reszta jest chyba utopią i pobożnym życzeniem. „Wojna, tak samo jak miłość, zawsze znajdzie swoja drogę” (by wybuchnąć) – uważał Brecht, a Camus konstatował: „Często się zastanawialiśmy gdzie mieszka wojna i co czyni ja tak podłą i ohydną. Teraz już wiemy gdzie mieszka wojna – w nas samych.” A więc wojna jako nieodłączna część ludzkiej egzystencji. Czy to nie wystarcza aby się nią zająć?

    Jej fotogeniczność. Tak jest! Każdy z nas, wiecznych chłopców wie, jak wspaniale na ekranie wygląda wielka batalistyka. Obraz bitwy – co jest bardziej godne malarskiego płótna? (Chyba tylko kobieta.) Kiedy jako szczenięta oglądaliśmy westerny, każdy facet musiał mieć zatknięte za pasem dwa colty, a w najgorszym wypadku jeden, no i trup musiał się ścielić gęsto. Inaczej to nie był western. Sowieckie filmy wojenne tolerowaliśmy tylko dlatego, że do kręcenia scen batalistycznych angażowano w nich po parę dywizji wojska i bitwy na ekranie wyglądały bardziej spektakularnie, niż te, które odbyły się w rzeczywistości.

    Jej okrucieństwo i absurd. A jednak sądzę, że większość twórców obiera sobie ten temat, by wyrazić swój sprzeciw wobec wojny – zamanifestować swoją niezgodę na rozsiewane przez nią zło. Najlepsi z nich nie wyrażają tego wprost, lecz pośrednio. Ich film to np. studium charakterów. Analityczna próba ogarnięcia wpływu, jaki wywiera wojna na ludzką psychikę, myślenie, postępowanie i osobowość oraz na relacje z innymi ludźmi.

    ***

    Całość we wpisie „Wojna jako widowisko”:

    http://wizjalokalna.wordpress.com/2011/09/26/wojna-jako-widowisko/

    Pozdrawiam

  20. Paweł Luboński: „Chcę prawdy o wojnie i tropię ją od lat w dziesiątkach i setkach różnych książek.”

    Może więc, Pawle, zainteresuje Cię to:

    http://wizjalokalna.wordpress.com/2011/09/30/czas-przemocy/

  21. PL i V!
    Będę próbował
    —————–
    Staszku!
    Do Twojego spisu dodałbym punkt – przygoda. Powtarza się to w wielu wspomnieniach, wojna przyciąga mimo swoich niebezpieczeństw, a tym magnesem podstawowym jest przeżycie przygody.

  22. Oczywiście moje punkty nie wyczerpują tego, co ludzi (zwłaszcza mężczyzn) ko wojnie przyciąga. Można (oprócz wspomnianej przez Ciebie przygody) wymienić jeszcze wiele innych: choćby (niestety) wrodzoną rodzajowi ludzkiemu agresję i pociąg do destrukcji, testosteron (pęd do rywalizacji, władzy nad innymi, instynkt podboju), żądza łupu, atawizmy plemienne… etc.

  23. A ja bym ze spisu usunął punkt „fatalizm”. Fakt, że wojny zawsze były, nie jest żadną przesłanką do tezy, że zawsze będą, a tym bardziej, że muszą być.
    Chciałbym zwrócić wam uwagę, że w ostatnich dziesięcioleciach prawie nie ma na świecie takich wojen, w jakie obfitowały wieki wcześniejsze, kiedy to jedno suwerenne państwo wysyła armię, żeby podbiła państwo sąsiednie albo choćby zmusiła je do uległości w jakiejś sprawie. Jakby więc jednak ludzkość trochę zmądrzała. A przynajmniej zmienił się obyczaj polityczny i nie uchodzi to, co kiedyś było działaniem normalnym i powszechnie akceptowanym.
    Współczesne „wojny” to niemal same konflikty wewnętrzne wzniecane przez separatystów, fanatyków religijnych lub motywowanych ideologicznie, jedynie w bardziej lub mniej jawny sposób wspieranych logistycznie przez siły ościenne. A i tych w dłuższym okresie jest średnio coraz mniej, co trudno nam zauważyć, bo pozostajemy pod wrażeniem tego, co toczy się niemal na naszych oczach – na Ukrainie czy w Syrii.

  24. „A ja bym ze spisu usunął punkt „fatalizm”. Fakt, że wojny zawsze były, nie jest żadną przesłanką do tezy, że zawsze będą, a tym bardziej, że muszą być.”

    Zgadzam się.
    Ja ten tekst pisałem ze dwie dekady temu, dzisiaj już pewnie tego fatalizmu bym nie wymienił. Bowiem również uważam, że jest w ludzkiej mocy urządzić świat bez wojen – trzeba tylko chcieć i musi to być powszechna zgoda, zwłaszcza wśród „możnych” naszego świata.

  25. „… również uważam, że jest w ludzkiej mocy urządzić świat bez wojen – trzeba tylko chcieć i musi to być powszechna zgoda, zwłaszcza wśród „możnych” naszego świata…”
    Zwłaszcza tych zarabiających krocie na wojnie.Przemysł zbrojeniowy.
    Ps.1Jaka to przygoda dla , jak teraz setki a może i miliony może być unicestwionych przez „drona” (to zależy od jego zawartości) przez ludzi , którzy to widzą tylko na ekranie a przez lata ćwiczyli na grach komputerowych.
    Ps2.Wojna zawsze odczłowiecza. Przeciwnik jest tym „złym ” wrogiem (po ciemnej stronie mocy). My jesteśmy „źli” dobrzy , bo po właściwej stronie mocy tej dla nas „dobrej”. 😉

  26. Po pierwsze, chcę Ci bardzo podziękować za Szwajcarię 🙂 Dałeś mi nawet więcej niż potrzebuję do notki 😀

    A teraz konkurs…

    Ostatnią scenę kojarzę: gra w szachy ze Śmiercią…i coś mi się kołaczę Ingmar Bergman albo Max von Sydow… Tylko z tytułem gorzej.

    Komedia romantyczna: „Rzymskie wakacje” najpewniej…

    Najlepszy western: „Rio Bravo”…

    Najlepszy fim sci-fi – skoro małpolud to tylko „King Kong”…

    Najlepszy film z Dymną – „Znachor”, albo Kargule i Pawlaki…ale to drugie mi wiekowo do niej nie pasuje tu.

    I najlepszy serial historyczny świata: po obrazku wnoszę, że „Spartakus”…

    Co do tego „Fools rush in where angels fear to tread”, o którym dyskutujesz powyżej z Pawłem… „Tylko głupcy bez pardonu gnają tam, gdzie aniołowie boją się nawet kroczyć”…

    A z tytułami filmów to faktycznie ciężka sprawa czasami… Taka na przykład „Szklana pułapka” (w oryginale: „Die Hard”)…modelowy przykład.

    Tłumacz napisał, że to „Szklana pułapka”, bo akcja działa się w wieżowcu i nie było wtedy wiadomo, że powstaną kolejne części, w których akcja będzie za każdym razem gdzieś indziej 😀 I ta Szklana pułapka tak już została… A powinno być: „Nie do zdarcia”….

    Tyle mojego, pozdrawiam! 🙂

  27. Julu, Stasiu i Pawle!
    Moim zdaniem wojny będą zawsze. Ludzie próbujący ustawić świat według swoich zasad przypominają czasy Chrześcijańskiego Związku Kobiet na Rzecz Wstrzemięźliwości. I będzie to z takim samym skutkiem.
    ————-
    Celcie, nie dziwię Ci się, jesteś osobą bardzo młodą i masz prawo nie znać tych filmów. Specjalnie dla Ciebie dałem aneks u góry, z wytłumaczonymi odpowiedziami. Pozdrawiam serdecznie. A jeżeli chodzi o Szwajcarię, było to bezmózgowe przepisanie. Ale cieszę się, że się Ci przydało. Pzdr.

  28. Torlinie
    ulubiony film…hmmm……w zasadzie to film biograficzny, historyczny, kostiumowy, muzyczny, psychologiczny może być melodramatem lub dramatem, tragikomedią .
    1. ,,Wszystkie poranki świata” reż.A. Corneau
    2.,,Fortepian” reż. J. Campion
    3.,,Amadeusz „reż.M.Forman
    4.,,Pianista” reż R.Polański
    6. ,,Trzy Kolory „.reż.R.Kieślowski
    7.,, Janosik prawdziwa historia” reż. A Holland
    8. ,, Duchy Goi” reż.M Forman
    9. ,, Czarny łabędź” reż. D.Aronofsky
    10. ,, Żródło” reż. D.Aronofsky

    A dla Torlina ,, Tous Les Matins du Monde”

  29. U.W.!
    Dzięki za swoją listę, oczywiście każdy ma swoje preferencje. Mam taką dziwną przypadłość, że nie mogę oglądać filmów o ludziach chorych, chorych umysłowo, strasznie ubogich, niepełnosprawnych, prześladowanych, gejach. Dawniej unikałem „Złodziei rowerów”, „La Strady” czy „Przełamując fale”, dlatego też nie mogłem oglądać „Fortepianu”. Próbowałem ze trzy razy. Nowa produkcja Polańskiego – dla mnie – nie ma poziomu jego dawnych filmów.
    Wielu filmów z Twojej listy nie oglądałem, pozycji 1, 7, 9 i 10. „Źródło” kojarzy mi się jedynie z Bergmanem. „Amadeusz” to jest coś cudownego, a Kieślowskiego nie trawię w ogóle, dla mnie to jest wydmuszka intelektualna, Dyzma polskiej kinematografii.
    W Polsce na drugim miejscu w mojej głowie po „Ziemi Obiecanej” jest „Pamiętnik znaleziony w Saragossie”, później „Wesele” Wajdy i trzeci film tego reżysera w pierwszej czwórce: „Wszystko na sprzedaż”. Do największych należy również „Baza ludzi umarłych”, „Człowiek z marmuru” i „Pożegnania” (czyli znowu Wajda i Has + Petelski)

  30. Zapomniałem o „Magnacie”.

  31. Torlinie oczywiście mamy swoje preferencje ,, Ziemia obiecana” też bardzo mi się podobała , lubiłam ,,Siedlisko” czy ,, Magnata” a z seriali wysoko u mnie byłaby ,, Boża podszewka” I.Cywińskiej mam tez książkę Teresy Lubkiewicz- Urbanowicz. W zasadzie filmowy serial był wiernym odbiciem książki.
    Nie lubię horrorów i ich nie oglądam.

    Mam dla Ciebie perełkę z której ostatnio się uśmiałam przeglądając antologię tekstów J.Czechowicza.

    ,, Popie oczy, wilcze gardło albo o czem się nie mówi ale o czem mówić powinno” ( Ekspres Lubelski)

    W dniu 23.11.1924 w niedzielę wyświetlano poraz pierwszy film ,, O czem sie nie mówi ” w kinoteatrze ,, Colloseum”. Sala jest niewielka, wiec aby zarobić w jednym dniu jaknajwiekszą ilość złotych polskich, zwiększył P.Rudiger, właściciel kina, ilość seansów.
    Ale aby zmieścić w jednakowej ilości godzin większą ilość seansów obraz wyświetlano w szalonym tempie. Sceny liryczne trwały pół minuty, napisy goniły wściekle jeden za drugim, tak że ich nikt odczytać nie mógł.
    Akt fruwał za aktem z szybkością wyścigowego auta.
    Widownia reagowała jak mogła, chwilami tupanie nogami i krzyki zagłuszały muzykę, która speszona przestawała grać.
    Widownia swoje a operator swoje, walka była zacięta i długotrwała.
    Ale nie publiczność zwyciężyła , zwyciężył pan R zamieniając przedstawienie w olbrzymi skandal!
    Pytamy co to est czy kpiny czy drwiny? I czy niema ustalonego przez władze tempa wyświetlanych obrazów?
    Jeśli tak to prosimy władzę o interwencję i wzięcie publiczności w obronę.

    Józef Czechowicz

  32. W życiu o czymś takim nie słyszałem. Coś niesłychanego.
    Przy poruszaniu „Bożej podszewki” warto by poruszyć jeszcze jeden film pokazujący „prawdę czasu, prawdę ekranu” Kresów – „Dolina Issy”. Zupełnie zapomniany, kto go wymieni mówiąc o wielkich rolach Dymnej.
    I identycznie jak z „Podszewką” nastąpił atak „prawdziwych Polaków”, bo kresy są idealizowane. Trochę ( 😉 ) w rzeczywistości było inaczej, „pewne środowiska” po prostu je idealizuje.

  33. Torlinie

    Ta przedwojenna publicystyka powyżej sprzed 90-ciu lat to niezły przykład poezji prozą a może prozy poezją z domieszka zdrowego poczucia humoru. 🙂

    Czesław Miłosz, jeden z przyjaciół Czechowicza, napisał o jego twórczości:

    ,,Wierszowanych pierwocin nie znałem za jego życia, nigdy o nich nie mówił. Dopiero za okupacji niemieckiej odkryłem w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie w rocznikach gazet lubelskich z 1924 r. dużo wierszy Czechowicza zupełnie różnych od późniejszych. Bardzo mnie zdziwiły. Brzmiały jak przekłady z Jesienina.”

    Obecnie Czechowiczem interesują się poeci białoruscy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: