Napisane przez: torlin | 12/03/2015

Mały esej o dziwnym słowie zaczynającym się na „scjent”.

Scjentologia

Przeczytałem duży artykuł w „Tygodniku Powszechnym” Tomasza Stawiszyńskiego, a właściwie jego recenzję książki Lawrence Wrighta „Droga do wyzwolenia. Scjentologia, Hollywood i pułapki wiary”. TP to jest pismo katolickie z założenia, a mimo wszystko artykuł wydaje się być obiektywny. I tu trafiamy na pułapkę współczesności, czy w tym przypadku w kraju katolickim można coś znaleźć obiektywnego na temat scjentologów? I drugie pytanie, dlaczego ten kościół zdobył tylu wyznawców?

Odpowiedź na pytanie pierwsze jest moim zdaniem jednoznaczna – nie można. Przekopałem z dwa tuziny wpisów, artykułów, recenzji, omówień, i wszędzie jest o przerażającej sekcie, likwidującej rozum, zabierającej majątki, niepłacącej podatków, używającej gangsterskich nie tylko metod, ale i pieniędzy. I więcej czytałem inwektyw, tym większe ziarno nieufności zagnieżdżało się w moim jestestwie. A jak przeczytałem, że nawet Charles Manson stwierdził, że scjentologia jest dla niego zbyt pojebana, to właściwie byłem w domu.

Ale od razu mówię, nie wiem, jaka jest prawda o tym kościele. Być może opozycjoniści mają rację. Ale jak to jest, że religia ta jest dozwolona w takich krajach jak USA, Wielka Brytania, Hiszpania, Słowenia czy Węgry, a jednocześnie jest groźną dla Ziemian sektą religijną. Coś tu się nie zgadza. Odpowiedź jest pewnie banalna, KK boi się ubytku członków i maluje KS w czarnych barwach.

Ale jednocześnie fascynujące jest pytanie, dlaczego Europa odchodzi od Boga, a jednocześnie chrześcijaństwo jako całość zaczyna przybierać na sile i nigdy nie było tak mocne. Odpowiedź moim zdaniem jest równie banalna, chrześcijaństwo (będę używał skrótu myślowego – katolicyzm) nie oddaje potrzeb duchowych nowego człowieka, stworzonego przez nową religię – pieniądz. Jak to słusznie pisał Peter Sloterdijk: „Dzisiejsze chrześcijaństwo to monoteizm w niepełnym wymiarze czasu, to samo odnosi się do islamu i judaizmu, choć w tych znajdujących się w stanie stagnacji, zajętych zarządzaniem sobą i pielęgnowaniem tradycji religiach występują gorące nurty fundamentalistyczne, których rzecznicy, zwykle religijni z zawodu, postępują tak, jakby Bóg potrzebował jeszcze całego człowieka. Prawdą jest, że pieniądz już od dawna sprawdza się jako operacyjnie skuteczna alternatywa dla Boga. Pieniądz czyni dziś więcej dla kontekstu rzeczy, niż mógłby uczynić stwórca nieba i ziemi”. To on właśnie pisze: „sposobem pokazania, że religia nie istnieje, jest powołanie dożycia swojej własnej” i że „religia to w gruncie rzeczy jeszcze jeden system antropotechnik, działań o charakterze ćwiczebno – treningowym, mających na celu wytworzenie odporności na zmienność losu i kruchość biologicznej egzystencji”. A ponieważ generalną zasadą scjentologii jest rozwój wewnętrzny człowieka, samoistny, jego własna walka z własnymi nałogami, problemami, to jest jasne, że religia ta stawia wyżej indywidualizm konkretnego człowieka niż zbiorowość. Można wręcz powiedzieć, zaryzykować stwierdzenie, że scjentologia to produkt sformatowany dla współczesnego mieszkańca Zachodu, z jego indywidualizmem, który jest przyzwyczajony do samodzielnego pokonywania przeszkód, walki z chorobami, śmiercią i każdą inną formą słabości.

Kościół katolicki jawi się nam jako zamknięta średniowieczna twierdza, z jego aniołami, diabłami, wieczną pokutą, życiem po śmierci, tym całym sztafażem uzależnień od Boga, w zniszczonej całkowicie indywidualności. Nawet w podstawach jest to kościół, czyli wspólnota wiernych. Wspólnota jest wszystkim, jednostka niczym. Katolicyzm jest bierny, zmusza ludzi do czekania na los, na decyzje Boga, „pozostaje nam się tylko modlić”, i podobny jest jego stosunek do pieniądza. Święty Franciszek – to jest ideał. Asceza, pokuta, odmawianie sobie przyjemności, ograniczenia w korzystaniu z życia, to są cechy prawdziwego katolika. Tylko nie dla młodego globalisty, on potrzebuje – jeżeli już – religii sformatowanej według jego potrzeb, w której to on osobiście będzie walczył ze wszystkimi problemami dotyczącymi jego osoby, a Bóg ma w tym tylko mu pomagać. I katolicyzm sam doprowadził do sytuacji, że został wypchnięty z Europy, w związku z tym zaczyna się przenosić na inne kontynenty, do krajów, w których jest potrzebny. Ameryka Łacińska, Afryka, nawet Azja – tą są kierunku rozkwitu katolicyzmu, i jest to ściśle związane z procesami społecznymi zachodzącymi w tych państwach. Kraje niebogate, z mnóstwem mieszkańców o niskich dochodach, z niskim poziomem możliwości realizacji marzeń. Tam wiara w Boga, w przyszłą szczęśliwość, otoczone powszechną biernością, jest mocno zaakcentowana. Dla nowoczesnego Europejczyka jest to kościół z zaświatów, nie z tych czasów.

Dlatego – moim zdaniem – scjentologia osiąga takie sukcesy. Chociaż mogę nie mieć racji, mało wiem na ich temat.

Reklamy

Responses

  1. „religia ta jest dozwolona w takich krajach jak USA, Wielka Brytania, Hiszpania, Słowenia czy Węgry”

    Swoboda religijna i tyle. Takie KSy na tym właśnie jadą. A jaka to niby religia jest zakazana w USA, UK itd?

    „Odpowiedź jest pewnie banalna, KK boi się ubytku członków i maluje KS w czarnych barwach.”

    No, nie popadaj w takie teorie spiskowe. Przy wszystkich wadach KK to łagodny baranek w porównaniu z tego rodzaju instytucjami. A KS nie stanowi zagrożenia realnego dla ogromu KK.

    Jak już ktoś musi byc religijny (ja nie muszę), to niech trzyma czegoś co jest jakoś takie w miarę cywilizowane i KK tutaj nie jest taki znowu najgorszy.

  2. „Ale jak to jest, że religia ta jest dozwolona w takich krajach jak USA, Wielka Brytania, Hiszpania, Słowenia czy Węgry, a jednocześnie jest groźną dla Ziemian sektą religijną. Coś tu się nie zgadza. Odpowiedź jest pewnie banalna, KK boi się ubytku członków i maluje KS w czarnych barwach.”

    Upraszczasz, Torlinie. Czytałem bardzo niepochlebne artykuły o scjentologach w pismach, których nie da się posądzić o uległość wobec Kościoła katolickiego (zastrzegam, że nie potrafię teraz odpowiedzieć na pytanie, gdzie i kiedy czytałem).
    Odpowiedź na powyższe pytanie jest prosta: w państwach demokratycznych funkcjonowanie wszelkiego rodzaju organizacji społecznych, w tym także wyznaniowych, jest dozwolone, dopóki nie udowodni im się przed sądem naruszania prawa. Dozwolone jest również robienie ludziom wody z mózgu, wszystko jedno czy na tle religijnym, czy na przykład komercyjnym. Tak więc fakt legalnego działania nie jest dowodem na nieszkodliwość.
    Z tego, co o niej czytałem, scjentologia, aczkolwiek bez wątpienia ma prawdziwych wiernych i promuje określony system światopoglądowy, który ci wierni wyznają, jest przede wszystkim wielkim biznesem. Przypomina w tym sieci sprzedaży bezpośredniej – przedsięwzięcia w oczywisty sposób komercyjne, które jednak zaspokajają również potrzeby psychiczne, jeśli nie duchowe swoich uczestników. Wszystko jest legalne i formalnie w porządku, tylko paskudne jest to, że ktoś w cyniczny sposób odwołuje się do tych potrzeb, żeby zbijać kasę. Nie wiem, czy dokładnie tak jest w przypadku scjentologii, ale wiele na to wskazuje.
    To piszę ja, Paweł Luboński, zatwardziały ateista, raczej niechętny Kościołowi katolickiemu.

  3. Ależ ja po to właśnie to wszystko piszę, aby dostawać takie komentarze. Nie występuję tutaj jako znawca tematu, co wyraźnie podkreślałem, bardziej interesowała „niemodność” KK, jego odwoływanie się do dawno zapomnianych we współczesnej cywilizacji zasad i rytuałów: bierność, ubóstwo, cierpienie, pokuta, pokora, czekanie na znak dany od Boga. To wszystko jest tak nienowoczesne w naszej rzeczywistości, w której króluje branie spraw w swoje ręce, kult pieniądza, sybarytyzm, spełnianie swoich zachcianek.
    Mniej, jak widzicie, chodziło mi o to, czy ten ruch działa zgodnie z prawem i czy jest cacy.

  4. „…odwoływanie się [Kościoła katolickiego] do dawno zapomnianych we współczesnej cywilizacji zasad i rytuałów: bierność, ubóstwo, cierpienie, pokuta, pokora, czekanie na znak dany od Boga.”

    Hmm, czy rzeczywiście taki właśnie jest przekaz Kościoła katolickiego? Do bierności i czekania na znak od Boga chyba katolicyzm nigdy nie wzywał. Przecież to w dużej mierze pod sztandarami wiary chrześcijańskiej Europa dokonała w swoim czasie wspaniałej, ogólnoświatowej ekspansji. Nigdy też, o ile wiem, Kościół na poważnie nie potępiał bogacenia się, to była raczej domena niektórych odłamów protestanckich. „Kult pieniądza, sybarytyzm, spełnianie swoich zachcianek” – żadna to nowoczesność, to już było, na przykład w oświeconym XVIII wieku, co prawda wtedy tylko wśród elit.
    Dzisiejszy odpływ wiernych z KK to moim zdaniem skutek demokracji, wolności słowa i ogólnej otwartości współczesnego świata. Mamy szerszą niż kiedykolwiek, łatwo dostępną ofertę różnych religii i światopoglądów. Rozmaite sekty powstawały zawsze w historii, ale bez wielkonakładowej prasy, telewizji, internetu nie miały szans na rozwinięcie skrzydeł, bo po prostu mało kto się o nich dowiadywał. Zbyt słaby był przepływ informacji. Jakiś polski wieśniak z XIX wieku mógł być na przykład duchowo usposobiony do przyjęcia buddyzmu, ale skąd miał wiedzieć, że jakiś buddyzm w ogóle istnieje?

  5. Mam wrażenie, że KK znajduje się w fazie podobnej do tej, gdy palił czarownice na stosie.
    Niskie wykształcenie kleru,co za tym idzie brak zgody hierarchów na Boże „czyńcie sobie ziemię poddaną”
    Nie do zaakceptowania jest stanowisko KK wobec istotnych wyzwań i nowoczesnych problemów z jakim styka się człowiek.
    Wydają się zepsuci i zabetonowani.

    Nie każdemu wystarcza materializm.
    Wielu poszukuje pierwiastka boskiego na różne sposoby.
    Ludzie poszukują ładu i porządku. Obrzędowości. Rytuałów. Bezpieczeństwa. Nadziei.
    Trafiają do różnych kościołów.
    W USA różnica między sektą a kościołem polega m. in. na tym, że ten drugi zwolniony jest z podatków. Może to jakoś oświetli popularność tychże.

  6. ” I więcej czytałem inwektyw, tym większe ziarno nieufności zagnieżdżało się w moim jestestwie.”

    Pisanie tylko zle o „zlych” i tylko dobrze o „dobrych” jest raczej regula niz wyjatkiem. Przy czym pojecia „dobry” i „zly” nie sa przypisane osobom i spolecznosciom/panstwom na stale i w zaleznosci od sytuacji „plynnie” przechodza z jednych w drugie. Jak zauwazyl Patrick Cockburn w jednym ze swych artykulow, wielu komentatorow nie tyle probuje opisac swiata , lecz majac swoj punkt widzenia probuja jego slusznosc wykazac selektywnym doborem faktow a moze czasami i „faktow”.

    Pozdrawiam

  7. „… To wszystko jest tak NIENOWOCZESNE w naszej rzeczywistości, w której króluje branie spraw w swoje ręce, kult pieniądza, sybarytyzm, spełnianie swoich zachcianek… ”
    oj tam, oj tam nienowoczesne – w Sodomie i Gomorze byli bardziej nowocześni.
    Wydaje mi się, że nie potrafisz (lub co gorsza celowo nie chcesz) oddzielić Boga od mamony. Bo to że wielbiciele mamony skupiają się w sekty jest pewnikiem. Sekta bez elemnetu swiętości jest zwykłą mafią. Mieszanie teologii z scientologią nie jest niczym nowoczesnym – przecież liczenie diabłów na szpilce też kiedyś było poważną (nowoczesną) interdyscyplinarną spekulacją z pogranicza teologii i matematyki.

  8. Jednym z tych na szpilce może być Tom Cruise jak wieści zza oceanu niosą :-)))

  9. Torlinie, to ja się nie zgodzę:
    > Nawet w podstawach jest to kościół, czyli wspólnota wiernych.
    Poza niektórymi skrajnymi ideologiami, wszyscy poszukują pewnej równowagi między indywidualnością a zbiorowością. Kościół i tak jest tworem filozofii zachodniej, dość mocno indywidualistycznej w porównaniu do, na przykład, modeli społeczeństw Dalekiego Wschodu.

    > Katolicyzm jest bierny, zmusza ludzi do czekania na los, na decyzje Boga, „pozostaje nam się tylko modlić”, i podobny jest jego stosunek do pieniądza.
    @1: Czasem spotyka się i rozsądnych duchownych, a katolicyzm postuluje pewną równowagę między życiem kontemplacyjnym a życiem czynnym. Ja wiem, że równowaga jest trudniejsza od skrajności, zwłaszcza jako wymóg filozoficzny, czy religijny, ale…
    @2: Ten sam Kościół, który wykrzywia ewangeliczne zdanie o bogaczach, którym trudniej wejść do Królestwa Niebieskiego niż wielbłądowi przejść przez ucho igielne, wymyślając taką bramę w Jerozolimie? I nie tylko?

    > Święty Franciszek – to jest ideał.
    I ja szczerze żałuję, że w Kościele dość jednak zmarginalizowany.

    > Asceza, pokuta, odmawianie sobie przyjemności, ograniczenia w korzystaniu z życia, to są cechy prawdziwego katolika.
    Tego samego, który odwołuje się do Jezusa krytykowanego przez obecnych za opilstwo i obżarstwo (por. Ewangelie)? 🙂
    Serio: katolicyzm postuluje pewne samoograniczenie, może nawet za mało je postuluje; ale jego miara jest umiarkowana, a św. Franciszek to przykład nieprzypadkowo skrajny w dziejach Kościoła.

    > Tylko nie dla młodego globalisty, on potrzebuje – jeżeli już – religii sformatowanej według jego potrzeb, w której to on osobiście będzie walczył ze wszystkimi problemami dotyczącymi jego osoby, a Bóg ma w tym tylko mu pomagać.
    Ale jakie są te potrzeby? Zauważ, że ci ‚globaliści’ bywali ‚dziećmi kwiatami’, wyzbywającym się własności. Potrzeby względem światowej mamony nie są wśród ludzi takie zupełnie jednoznaczne. I nie jest to tylko spadek, który otrzymaliśmy od chrześcijaństwa. To jak z dietą — lubimy sobie podjeść, ale czujemy też potrzebę ‚postu’, niekoniecznie w kategoriach katolickich rzecz jasna, ale jednak jakiejś prostoty i samoograniczenia 😉 Bo nam z tym, od czasu do czasu 😉 , lepiej.

    > I katolicyzm sam doprowadził do sytuacji, że został wypchnięty z Europy,
    Jeszcze nie, biorąc pod uwagę czego potrafi wymagać, to trzyma się mocno… choć oczywiście nie można zaprzeczyć, że ma trudności.

    > Kraje niebogate, z mnóstwem mieszkańców o niskich dochodach, z niskim poziomem możliwości realizacji marzeń.
    Nie sądzę. Katolicyzm rzeczywiście jest nienowoczesny, odwołując się do elementów filozofii i nauki sprzed stuleci (nawet jeśli toleruje naukę współczesną) — ma więc więcej uroku dla prowincji niż dla kulturowego centrum (czy to Europy, czy USA, mimo wciąż silniejszej tam religijności), które bardziej ową nowoczesnością nasiąkło (i ją tworzy!). Ale właśnie USA pokazują, że bogactwo i chrześcijaństwo są do pogodzenia. Złośliwie mam ochotę dodać, że bogaci zawsze tak przykrajali chrześcijaństwo, by im jego wymogi etyczne nie przeszkadzały. Dlaczego mieliby nie potrafić robić tego dzisiaj?

    Jeśli chodzi o scjentologię — nie mam ochoty na dalsze wczytywanie się, ale z tego co zrozumiałem, dla wielu atrakcyjna była w niej forma o wiele bardziej współczesna, bo sięgająca po język nauki i fantastyki naukowej. To jednak kwestia raczej języka (swoją drogą, archaiczność języka kościelnego też bywa atrakcyjna, o tym jak wielu tęskni do kościelnej łaciny nawet nie wspominając), niż przeciwstawienia bierności-aktywności, czy nastawienia do dóbr konsumpcyjnych.

  10. Do wszystkich!
    Przepraszam za swoje milczenie, ale zawaliły mi się czasy realizacji najróżniejszych przedsięwzięć. Nie będę w ogóle dyskutował z Waszymi polemikami, bo po to piszę te swoje eseje, aby dowiedzieć się, co sądzicie na zadany temat. W tych sprawach naprawdę trudno o obiektywną prawdę, wszystkie sprawy sacrum są przesiąknięte uczuciowością, która jak wiadomo ma mało wspólnego z rozumem.
    W prawie wszystkich wypowiedziach ukazywał się fragment mówiący, że KK potrafi być nowoczesny, sprzyjać ludziom bogacącym się i wcale nie sprzyja ascezie. Ale dla mnie to są przykłady, że ludzie z jednej strony wierzący z drugiej nie zwracają uwagi na kościół, tylko postępują wedle własnych praw. Gdzie, kiedykolwiek, w jakiejkolwiek księdze napisane jest o słusznym bogaceniu się. Jest tylko o Św. Franciszku, uchu igielnym, wypędzeniu handlarzy ze świątyni, pomocy ubogim i cierpiącym, samarytaninie.

  11. Czy znasz przypowieść o talentach?
    To jest o bogaceniu się.
    Temu co sam pomnaża – będzie dodane, temu co zakopał talent – odbierze się, co miał. Oczywiście szeroko można tę przypowieść interpretować niemniej morał jest:
    „Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie…” Mt. 13.12

  12. @Torlin:
    Zauważ proszę, że w islamie i judaizmie wyznawca jest zobowiązany do poświęcania pewnej kwoty (ustalonego procentu) na potrzeby wspólnoty i wspomaganie zwłaszcza biedniejszych. To konkretny wymóg.
    W katolicyzmie mówi się tylko o obowiązku, bez podania kwoty, do czego wiele dodaje przypowieść o wdowim groszu. W każdym razie, można się dzielić w niewielkim stopniu i spełniać wymogi religii.
    Jeszcze dalej poszli protestanci uznając, że jakikolwiek przymus jest sprzeczny z wolną wolą, a więc żaden przymuszony datek nie jest zasługą w obliczu Boga. Dzielenie się majątkiem jest dobre, ale ma płynąć od serca, a nie być nakazane odgórnie.
    Jak widać, katolicyzm wypada przeciętnie 😛

    @mario:
    I ja znam takiego, który uważa, że Jezus w ten sposób uznał liberalizm gospodarczy. Ale przecież u Jezusa nie chodzi o pieniądze…

  13. Trudno dobrze interpretować!?

    Wszak protestantyzm uznawał za cnotę bogacenie się. Sukces materialny był nagrodą na ziemi za pracę i pomnażanie talentów.
    Dlatego protestancka Europa jest (była) pracowita, sumienna, bogata.
    Katolicyzm bardziej budował wspólnotę niż bogactwo, był bierny , bardziej duchowy (stąd może taki Twój komentarz?).

    A może się mylę?

  14. @Mario:
    A może było całkiem odwrotnie? Przecież to protestantyzm narodził się w najbogatszych i najbardziej ‚postępowych’ obszarach Europy; a jego powstanie niektórzy wiążą z załamaniem się systemu cechowego, czyli rozrostem wolnego rynku 😛


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: